Dodaj do ulubionych

A nowy rok to pies?

01.01.05, 02:11
Wszystkiego, co tylko sobie wymarzycie, w Nowym Roku życzę wszystkim forumowiczom! I nie wyjeżdżajcie ze Szczytna, to miasto jest warte Waszej obecnosci. Przed chwilą wróciłem z pracy, i zaczynam świętować.
Obserwuj wątek
    • mati_77 Re: A nowy rok to pies? 24.01.05, 13:00
      Zawsze jak zagladam na forum i widze post piotrskw to kojarzy mi sie z
      Michnikowskim i Dziewonskim.

      - Halo? Poproszy panią zamiejscowa, Lubartów 33... Czy co? Nie: czy? pytajne
      tylko: czy? wzięte liczebniczo... Taa, mój numer 333 ... Już jest połączenie?
      Dziękuję ślicznie... Halo? Halo? HALO???
      - Halooo...
      - Kuba?
      - Kto mówi?
      - Ale czy Kuba?
      - Ale KTO mówi?
      - Jeżeli nie Kuba, moje nazwisko pana nic nie powie... Kuba?
      - Jaki Kuba?
      - Goldberg...
      - A jeżeli Kuba, to kto mówi?
      - Rappaport!
      - BINIEK???
      - TAK!!!
      - Tu Kuba...
      - Goldberg?
      - Tak. Co jest?
      - Jest interes do zrobienia.
      - Interes? Ile można stracić?
      - Co się mnie pytasz ile można stracić! Się mnie natychmiast zapytujesz ile
      można zarobić!
      - Ile się zarobi, to się zarobi. Ja się pytam: ile trzeba miec żeby ryzykować w
      razie, że się straci?
      - Niewiele... dwa, trzy tysiące masz?
      - Mam mieć. Co jest?
      - Jest tak: Friedmann ma weksel Szapira z żyrem Glassa, rewindykator jest
      Barmsztajn... On daje dwadzieścia procent, franko loco towar jest u Lutmana,
      tylko ten towar jest zajęty przez Honigmanna z powodu weksel Reuberga. Za ten
      weksel Reuberga można dostać gwarancję od jego teścia Rozencwajga, tylko on jest
      przepisany na Rozencwajgową, a Rozencwajgowa jest chora...
      - A co jej jest?
      - Co by i nie było, to my dziedziczymy dwadzieścia procent, tylko Lutmann musi
      mieć pewność, że Honigmann go wypuści, oczywiście, jeżeli Rozencwajgowa jeszcze
      dziś się przeniesie na łono Abrahama, to Malwina Fajnsztajn nie ma nic
      przeciwko, tylko Lipszyc musi mieć pięćset dolary...
      - Cooo?
      - Nie gotówką, tylko połowę, na resztę zwolnienie od protestu. Jassne?
      - Oczywiście, że rozumiem.
      - No!
      - Tylko skąd pewność, że Rozencwajgowa by wyzionęła ducha?
      - W tym sęk...
      - Co?
      - Sęk!!!
      - Kto???
      - SĘK!!!
      - Nic nie rozumiem.
      - Deska, w szrodku sęk!
      - Jaka deska?
      - Drzewo. Deska drzewniana, w szrodku sęk.
      - Kto ma drzewo? LUTMANN???
      - Jaki Lutmann, Lutmann ma manufakturę, a drzewo jest z lasu. Się ścina, się
      rznie na deski, jest deska, jest sęk.
      - A gdzie jest ten las?
      - Jaki las?
      - No, że wspominałeś.
      - Co ciebie obchodzi nagle? W puszczy Białowieszczańskiej jest las! Rosną
      stuletnie drzewa, się ścina, się rznie, jest deska, jest sęk.
      - A kto ma ten las?
      - Kuba, o co ciebie idzie? NIKT!
      - To można kupić?
      - Tę manufakturę?
      - Nie, ten tartak.
      - Jaki tartak, do cholery?
      - No ten co sam mówiłes, że się ścina i się rznie...
      - Kuba, odczep się, chodzi o to czy Rozencwajgowa wytrzyma do licytacji!
      - A ona sprzeda?
      - Co?!
      - Ten tartak.
      - Kuba, przecież... Jaki tartak do cholery?!
      - No, że się ścina i się rznie...
      - Kuba! Że mnie co podkusiło powiedzieć jego ten sęk... Kuba, ja cofam ten sęk.
      Ja cofam wszystkie sęki na świecie!
      - Co?
      - Sęk.
      - Który?
      - Że pisze w Kurierze Warszawskim tych sztychów. TO JA JEGO COFAM!!!
      - W Kurierze Warszawskim? To było ogłoszenie?
      - Jakie ogłoszenie?
      - No, że on sprzedaje.
      - KTO???
      - No ten, co pisze, że parceluje ten las. Słuchaj, tylko ten tartak to ja bym
      zatrzymał dla siebie.
      - Kuba... Po co tobie ten tartak? Zleź z tego tartaka!!!
      - No wiesz, Rappaport, że ja ciebie nie rozumiem. Ty budzisz mnie w nocy. Pół
      godziny namawiasz mnie, żebym kupił las. A teraz odmawiasz mnie od tego tartaka.
      To co to jest za interes???
      - Kuba...
      - Zaraz, chwileczkę, spokój! Owszem, dajmy na to, ja daję dwa tysiące na las. To
      kto inny będzie miał tartak, tak? Będzie mnie dyktował ceny? Będę jego dawał
      zarabiać na rznięcie? To gdzie jest LOGIKA??? To wolę kupić ten tartak! Mam rację?
      - Teoretycznie tak... Tylko że mię coś podkusiło. Staropolszczyznę się mnie
      zachciało. Sęk, sęk, równie dobrze mogłem powiedzieć, ja wiem... - tu leży pies
      pochowany.
      - ...pieees?
      - PIES!
      - Piesek! Jaka rasa?
      - Szlag mnie trafi...
      - Słuchaj, Rozencwajgowa ma na sprzedaż psa? Czy to jest może łyżew? Wiesz, ja
      bym chętnie kupił, bo Hipek bardzo chce mieć łyżwa. No, ostatecznie może być
      sweter. Albo bulgot? Albo taki mały, biały dupelek... Słuchaj, tylko broń Boże
      jajnik! A to jest jaka rasa?
      - Jaka rasa??? NORDYCKA!!! Psiakrew - odczep się od tego zwierzęcia,
      nieszczescię ty moje!
      - Słuchaj, Biniek, dwa tysiące za psa? Ja mogę dać... trzydzieści złotych. Duży
      piesek?
      - OLBRZYMIE BYDLĘ!!! (słyszy telefonistkę) Złociutka, to nie do pani! Znaczy,
      co? Chwileczkę, Kuba, ta rozmowa za chwilę będzie kosztowała czterdzieści dwa złote.
      - No co to znaczy czterdzieści dwa złote, jak się kupuje i las, i tartak, i psa...
      - Wiesz co ja ciebie powiem? Ty weź sobie ten las za darmo...
      - A tartak?
      - A TAR... A tartak, to ty sobie weź tyż za darmo...
      - A pies?
      - A pies??? A pies ci mordę lizał!!!!!!!!!!!!!!!
    • mati_77 A ten teks jest jeszcze lepszy: 24.01.05, 13:24
      W oryginale B. Pawlik i J. Kobuszewski

      - Przepraszam... Mogę prosić o ogień?
      - Proszę.
      - Łady dzionek Bozia dała... Suchy.
      - Pan na szyszki? Worek trza było wziąć
      - Nie (śmiejąc się)... Na grzyby!
      - Teraz???W styczniu to najlepiej na poziomki
      - ...Przecież mówię, że na grzyby wyszedłem - o... o widzi pan?
      - Panie... Nie rób pan ze mnie idioty!
      - No na grzyby wyszedłem, tylko trochę, trochę zbłądziłem i niektóre już mi wyschły
      - No to nieźle musiał pan długo błądzić.
      - Bo ja wiem... Zgubiłem się w rachubie ale datę pamiętam jak wyszedłem yyyy
      31. sierpień 1939 roku.
      - Kochany... Nie rób pan ze mnie kretyna. Całą wojnę pan w lesie przesiedział?
      - Jaką wojnę???
      - Drugą!
      - Co była??? Proszę! Ja zawsze mówiłem, że będzie. A z kim była?
      - Z Niemcami... A pan myślał, że, z kim?
      - Że z Czechosłowacją... A to z Niemcami, co pan powie?... Nie może być? Wooojna
      była... No i co???
      - No i nic... skończyła się.
      - Jak to wojna! Dawno się skończyła?
      - Oooo... Już ponad dwadzieścia lat temu.
      - Jak to na grzybach czas leci... Ale czekaj pan opalimy to spotkanie - wojna
      była, skończyła się i co? I kto wygrał??
      - MY!!!
      - Oczywiście...! Głupio pytam! Silni, zwarci i gotowi, najlepsza kawaleria świata!
      - Ooo... Dobre. Zagraniczne...
      - Skąd?? Nasze...! Egipskie... już mi się kończą. A który rok mamy?
      - Sześćdziesiąty siódmy proszę pana.
      - Sześćdziesiąty siódmy... nie może być! A gadaj pan od początku - wojna była,
      skończyła się, no i co??
      - No i Hitler proszę pana kaput...
      - Ten brunet? I co? I kto teraz rządzi?
      - No... Ten brunet. A teraz rządzimy my!!!
      - Oczywiście... Ale prezydent jak się nazywa?
      - U nasz... Nie ma... Prezydenta...
      - Więc co jest? Gadaj pan, kto teraz rządzi?!
      - no MY!!!!! Wszyscy! Cały naród
      - O choleeera... Nie za dużo trochę??
      - Czy ja wiem... Chyba można się przyzwyczaić....
      - Ciekawy eksperyment... Ale jak to wszyscy? Pan też??
      - No wychodzi na to, że ja też...
      - No i jak to tak? Podatkami was gniotą?
      - Coś pan zgłupiał?? Sami siebie??
      - Ale w ogóle to jak wam idzie?
      - Dobrze. Pracuje się, buduje się, walczy się...
      - Z kim?
      - Ostatnio to trudno się połapać ale walczy się!
      - Pan bezrobotny?
      - Pracuje.
      - Ale dorywczo?
      - Nie, na etacie. Od szóstej do dwunastej a w soboty do czternastej
      - A teraz, która jest?
      - No już jedenasta dochodzi.
      - To teraz pan w pracy...?
      - Cały czas kochany... Cały czas...
      - Jak to tak? Ekonom was nie gnębi?
      - Jaki ekonom, jaki ekonom...? U nas teraz sama świadomość wystarcza!
      - Ciekaaaweeee...
      - Pan sam pracuje?
      - Nie. We czterech. Tylko jeden jest na zebraniu... Drugi się dokształca a ja
      patrz pan haruję od rana...
      - No to trzech... A czwarty?
      - No Wacek. W zeszłym tygodniu coś mu wpadło do oka i jest na chorobie.
      - Przepraszam gdzie jest?
      - Na chorobie... W domu siedzi...
      - Aaaaa... Choruje!?
      - Nie... Tylko dostał dziewięć dni zwolnienia to siedzi w domu i mieszkanie maluje!
      - ...To dobrze, że do kasy chorych należycie...
      - Wszyscy! Teraz u nas leczenie to jest przymusowe proszę pana... Mamy nowe domy
      wczasowe, sanatoria. Sam, co roku sobie do Międzyzdrojów jadę. To jest koło
      Szczecina, mamy teraz pięćset kilometrów wybrzeża... Tysiąc szkół na
      tysiąclecie! Szóstą na świecie pozycję w eksporcie!! Eksportujemy do
      dziewięćdziesięciu krajów świata! Mamy nowe domy! Nowe osiedla! Codziennie
      program TV, "Kobrę", "Eurekę", Nowe fabryki! Panie!! ...Panie!? ...Panie, co
      pan, gdzie pan idzie...??
      - ........na grzybki!!!
      • mati_77 Kolejny niezapomniany skecz... 25.01.05, 10:12
        ...szukam dalej, jest jeszcze kilka perelek


        - Proszę Pana, pękła mi, pękła mi rurka przy zlewie, trzeba wstawić nową rurkę,
        kranik przelotowy, wejście do baterii.
        - Kochany, masz Pan chwilkę czasu ?
        - Mam.
        - To obejż Pan drzwi z tamtej strony, znaczy opuść Pan pomięszczenie
        pracownicze. Jak ja powiem Eee, Pan wejdziesz. Ja eee Pan wchodzisz. Jasiu!
        Jasiu chodż no tu mój chłopczę
        - Co jest Panie Majster ?
        - Jasiu jako mój uczeń kształcisz się u mnie na nauce. Co to jest, mój chłopczę ?
        - To jest rura, Panie Majster.
        - Tak jest. A do czego jest dana rura ?
        - Dana rura jest do niczego.
        - Tak jest. Weź tera kajecik, ołówek i pisz, będzie lekcja teoretyczna "rozmofa
        z klientem", Eee, eeee!
        - Proszę Pana, pękła mi rurka przy zlewie, trzeba wstawić nową rurkę...
        - Zara, chwileczka a dzień dobry kto powie? Młodzież słucha, ona się uczy u mnie
        aktualnie.
        - Dzień Dobry, więc proszę Pana, pękła u mnie rurka przy zlewie, trzeba wstawić
        nową rurkę, kranik przelotowy, wejście do baterii.
        - Ale czy masz Pan chwilkę czasu ?
        - Mam.
        - To idź se Pan do kina, na jakiś film co Pan jeszcze na nim nie byłeś. Jasiu
        podkreś wężykiem, że to jest dowcip.
        - Proszę Pana woda mi się leje.
        - I musi się lać! Dana woda podlegająca ciśnieniu napotykając na otwór, czyli
        szczelinę, wypływa. Praw fizyki Pan nie zmienisz i nie bądź Pan głąb. Głąb,
        Jasiu zapisałeś ?
        - Nie bądź Pan głąb...
        - Tak, tera uważaj będzie się stawiał.
        - Proszę Pana, ja chciałem Panu tylko przypomnieć, że ja mam gwarancję na
        naprawę tej rurki.
        - No to zmienia postać rzeczy. Masz Pan tu "Książkę życzeń i zażaleń" i pisz
        Pan, że Pan majster kategorycznie odmawia naprawy gwarancyjnej!
        - Będzie Pan miał nieprzyjemności.
        - Kochany, ty wiesz co oni mogą mnie zrobić? Jasiu powiedz Panu.
        - Oni mogą Panu Majstrowi skoczyć.
        - Tak jest! Oni mogą mnie skoczyć!
        - A gdzie oni mogą Panu skoczyć ?
        - To świnia no. No Jasiu powiedz Panu.
        - Oni mogą Panu Majstrowi skoczyć tam gdzie Pan może Pana Majstra w dupę
        pocałować. - Dobrze?
        - Tak jest, bardzo dobrze. Z tym, że Jasiu jeżeli już używasz wzrotu "tam gdzie
        Pan może Pana Majstra pocałować w yyhhh" zawsze zostawiaj takie niedomófienie,
        nie ? Więcej inteligentnie, poza tym bardzo dobrze.
        - Pisz Pan to zażalonko i nie bądź Pan rura.
        - Jak to ja mam nie być rurą?
        - Nie bądź Pan rura i nie pękaj!
        - Wężykiem, wężykiem !
        - A jak!
        - Wcale nie pękam, co ja będę pisał, skoro wiem, że to i tak nic nie da...
        - No dobrze, dobrze, blisko, ciepło, kombinuj Pan, kombinuj (będzie mięknął)
        - Proszę Pana jeżeli nie można w ramach gwarancji, no to może by tak jakoś
        prywatnie...
        - O widzisz Pan i to jest inna rozmowa. Jasiu pisz: punkt drugi - "Robota
        prywatna", po francusku travail prive (to jako ciekawostkę zawodową sobie
        zapisz). No więc słucham Pana o co się rozchodzi?
        - Proszę Pana, więc pękła mi rurka przy zlewie, trzeba wstawić nową rurkę,
        kranik przelotowy, wejście do baterii.
        - Ty nie ucz Pan ojca dzieci robić!
        - Wężykiem, wężykiem!
        - A jak! Gdzie szanowny Pan zamieszkuje ?
        - Przy placu Wolności?
        - Przy jakim to placu ?
        - Przy placu Wolności. A co nie wolno ?
        - Nie nie nie, nie o to się rozchodzi.
        - Proszę Pana przeciesz ja Panu zapłacę...
        - Kochany, pańskie pieniądze to ja aktualnie mam w ... w takim niedomówieniu no.
        Jasiu, po lekcji weźmiesz kranik przelotowy, wyjście do baterii i pójdziesz,
        kochany, na plac Zwycięstwa.
        - Wolności.
        - Cisza jest tera ja mówię!!! Pójdziesz zatem na plac Zwycięstwa założyć do tej
        Kowalskiej, ona już pół roku czeka To ta co nam czekoladki przynosiła, bilety do
        cyrku, a śniadanka ...
        - No ta sama, tylko wyszła mnie ze łba, dopiero Pan szanowny był łaskaw mnie o
        niej przypomnieć...
        - Proszę Pana, to może przy okazji i u mnie by ..., wie Pan mnie woda mi się
        leje. Chciałem sobie wymienić baterię, założyć kafelki.
        - Panie, Pan masz drobnomieszczańskie nawyki. Pan byś chciał mieć tak: zimnę
        wodę osobno, ciepłą osobno, szczelne rurki, kafelki, duperelki, kraniki,
        dywaniki. Otóż chamstwo, proszę Pana, chamstwo i drobnomieszczaństwo z Pana wylazło!
        - A Pan się zachowuje skandalicznie
        - Ty mały, ty nie obrażaj robotnika, któren wraz z chłopem i inteligentem
        pracującym stanowią zdrową siłę narodu.
        - Jasiu, zapisałeś?
        - Ja to znam na pamięć!
        - Patrz Pan, taki szczyl i to zna na pamięć. A Pan nie znasz, dlaczego? Bo Pan
        jesteś cham, ćwok, nieuk, swołocz oraz woda na młyn odwetowcom z Bonn. Won!!!
        - A pa pan pa, a Pan zachowuje się jak kelner!
        -O Jasiu, to pokaż Panu jak się o nas potrafił zachować Pan Kelner...
        .....
        - Jasiu! Nie zgrzałeś się mój chłopczę?
        - Nie.
        - Zabiłeś go?
        - Uuu....
        - Słusznie niech się dalej męczy. Weź tera kajecik, ołówek i pisz podsumowanie.
        Chamstwu w życiu Chamstwu w ży... Jak piszesz chamstwu, Jasiu, no jak piszesz
        chamstwu, no
        jak, no jak.
        - No tak no...
        - No może i dobrze. Chamstwu w życiu należy się przeciwstawiać siłom...
        - Siłą! Siłom...
        - i godnościom...
        - i godnościom...
        - osobistom...
        - osobistom....

        - To była taka scenka kabaretowa do śmichu ale było i koniec. A tera kto mi się
        zacznie śmiać ten dostanie w ryj!
        - Wężykiem, wężykiem!
        - A jak!
      • mati_77 Dwanaście butelek 25.01.05, 10:43

        Miałem w domu dwanaście butelek jałowcówki. Żona poleciła mi zawartość
        wszystkich, bez wyjątku, butelek wylać do zlewu.

        Postanowiłem spełnić żądanie żony; Odkorkowałem więc pierwszą butelkę i wylałem
        całą zawartość do zlewu, z wyjątkiem jednej szklaneczki, którą sobie wypiłem.
        Następnie odkorkowałem drugą butelkę i postąpiłem tak samo, to znaczy wylałem
        całą zawartość do zlewu z wyjątkiem jednej szklaneczki, którą sobie wypiłem.
        Następnie odkorkowałem trzecią flaszkę... i wlałem całą zawartość do butelki, z
        wyjątkiem jednej szklaneczki, którą sobie wypiłem. Następnie odkorkowałem
        czwartą, i upiwszy z niej nieco wlałem butelkę do szklaneczki. Następnie
        wyciągnąłem butelkę z kolejnego korka... wypiłem jedną szklaneczkę i wlałem
        resztę w siebie. Następnie wyciągnąłem zlew z kolejnego korrrka... i wlałem
        butelkę sobie do gardła, po czym wyciągnąłem z garrrdła następną butelkę i
        wlałem całą zawartość do zlewu (z wyjątkiem jednej szklaneczki, którą sobie
        wypiłem). Następnie wyciągnąłem... korek z kolejnego zlewu, wlałem zlew do
        butelllki i wypiłem korek.

        Kiedy opróżniłem je wreszcie wszystkie, zatrzymałem jedną ręką domm... i
        porachowałem butelki, których było... szeeee... dwadzieścia cztery. Kiedy...
        przejeżdżały ponownie... policzyłem je jeszcze raz, okazało się, że jest ich
        siedemdziesiąt dwie. A potem, kiedy nadjechały domy... porachowałem je także.

        Wreszcie, kiedu miałem porachowane wszystkie domy, i wszystkie butelki,
        przystąpiłem do zmywania. Więc: Wywróciłem każdą z nich na lewą stronę,
        opłukałem i wytarłem do sucha, po czym poszedłem i opowiedziałem o wszystkim
        mojej drugiej połowie.

        Lu-dzie!!! Mam naaaajmiiilżeńszą... miiilusi... na świecie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka