szatek100
26.02.11, 00:17
Chiny już obecnie są drugą gospodarką świata a za nieco ponad 10 lat przeniosą się oczko wyżej. Są też najludniejszym krajem świata, największym eksporterm, najszybciej rozwijającą się gospodarką i pewnie w bliskiej przyszłości nas skolonizują. Czy sensownym jest zatem podjęcie nauki tego języka ? Myślałem o zaocznych studiach z kuturoznawstwa ze specjalnością chińską. W ramach tego kierunku przewidziano m.in 240 h nauki języka (to raczej niewiele- musiałbym dołożyć z drugie tyle u lektora). W czasie studiów mógłbym zrobić sobie tzw. gap year (i przy okazji zrezygnować z roboty) i udać się do Chin jako wolontariusz - nauczyciel j. angielskiego (tam ponoć CAE spokojnie wystarczy) , co pozwoliłoby mi wyszlifować język i poznać "z pierwszej ręki" realia tego kraju. Pytanie tylko: czy to się opłaca ? W moim rodzinnym mieście najprawdopodobniej nie ma ani jednego lektora chińskiego, natomiast w Krakowie naliczyłem ich dziesięciu (z czego połowa to studenci z Azji). Chińczycy rosną w siłę, jednak b.słabo znają języki obce. Teoretycznie więc j. chiński to powinna być żyła złota zapewniająca ciepły stołek w międzynarodowym handlu bądź w dyplomacji. Jak jednak jest w praktyce? Przeglądnąłem oferty pracy i ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że stawki są raczej śmieszne (2000- 4000 zł brutto) a sama robota oprócz znajomości chińskiego i ang. na poziomie biegłym wymaga też specjalistycznych kwalifikacji(np. z logistyki) i wieloletniego doświadczenia (czy oni szukają Chińczyków?).
Poradźcie, co robić, bo zastanawiam się, czy szkolić się w finansach i niemieckim, czy też postawić wszystko na jedną kartę i spróbować nauczyć się chińskiego i podstaw tamtejszej kultury? W tym kraju niestety trzeba być superprzebiegłym albo superwykwalifikowanym, by mieć stabilną pracę za przyzwoite pieniądze. No chyba, że nauczę się chińskiego a później wyemigruję do jakiegoś cywilizowanego kraju typu UK czy Holandia.