i co po tej filologi???

27.09.11, 14:22
Witam,

Zakładam wątek, który prawdopodobnie bardziej nadawał by się zakładki 'wyżalnia' albo ew. 'praca', ale tu może bardziej się przyda, również jako przestroga dla młodych, którzy właśnie wybierają się na studia. Zapraszam do komentowania również kolegów filologów, będę "dźwięczna" za wszystkie konstruktywne rady i uwagi...

Otóż, problem taki jak w topicu. Skończyłam filologię angielską... no i rok po obronie jestem absolutnie zatrwożona totalnym brakiem perspektyw na zdobycie w miarę porządnej (umowa!...) i w miarę dobrze płatnej (2.000 wzywż, tak wiem, szalona jestem) pracy. Jest zwyczajnie fatalnie. Studiuję jeszcze drugi kierunek (filologię romańską - si! ale o tym dalej) i pracuję w malutkiej firmie na pół etatu, ale to zajęcie dorywcze, nisko płatne, na umowę-zlecenie, bez żadnych widoków na dalszy rozwój - praca do końca drugich studiów i tyle. Dotychczas zakładałam naiwnie, że po studiach zostanę po prostu tłumaczem - stąd też wziął się pomysł na szlifowanie drugiego języka, bo sam angielski to jak wiadomo "za mało" i „wszyscy dzisiaj znają po dwa języki” (ahaa, widzę to na co dzień u siebie w pracy, gdzie telefon po angielsku wywołuje dziki popłoch, ale to tylko taka tycia dygresja). Naczytawszy się różnych mądrych branżowych forów z wypowiedziami zawodowców, dochodzi do mnie, że rynek tłumaczeń jest wyjątkowo trudny, zamknięty i bardzo już nasycony. Znalezienie na nim miejsca dla siebie i wyrobienie sobie jakiejś siatki klientów TRWA, tymczasem zdobycie kwalifikacji (podyplomówka, egz. na przysięgłego itd.) kosztuje, i to nie lada pieniądze. Nie chodzi mi zreszta nawet o kasę którą trzeba zainwestować, bo to logiczne - coś za coś; ale o fakt, że nawet one nie dają jako takiej gwarancji przyszłej finansowej stabilizacji… Dlatego z dość sporym rozgoryczeniem stwierdzam, że tłumacz dzisiaj to chyba jednak zawód dla ludzi, którzy mają zaplecze finansowe, mogą w siebie spokojnie inwestować, nie muszą się przejmować utrzymaniem w przerwach między okresami zatrudnienia, spłacać kredytów studenckich, martwić o umowę o pracę (albo raczej jej brak…) itd... która to reguła zresztą zdążyła się już potwierdzić wśród moich znajomych z anglistyki. Jeszcze do niedawna myślałam, że studia podyplomowe z tłumaczeń to dla mnie "must", a w tej chwili zastanawiam się, czy w ogóle mają sens, zważywszy że od dawna jestem „on my own” i boję się, że utopię w nie wszystkie swoje oszczędności, a na koniec i tak zostanę bez pracy:/ W związku z powyższym po wielu długich, dogłębnych i bolesnych przemyśleniach, jakiś czas temu schowałam dumę do kieszenie i zaczęłam szukać pracy w szkołach. Chociaż nigdy jakoś specjalnie nie chciałam uczyć, to nie uważałam jak wielu moich kolegów, że nauczyciel to okropny, poniżający zawód, w którym trzeba "użerać się z bachorami" (powtarza to co drugi student filologii). Lubię pracę z ludźmi i zawsze lubiłam dawać „korki”, ale to, co tak naprawdę w uczeniu mi przeszkadza to… zarobki – bo perspektywa zarabiania 2.000, może 2.500 zł po 10 czy 20 latach pracy, jest dla mnie jednak trochę przerażająca. Bez wparcia rodziców/męża, można zapomnieć o luksusach takich jak własne mieszkanie - a ja zawsze chciałam być niezależna finansowo i to był mój priorytet:( Niemniej jednak zaczęłam szukać pracy w szkołach wiosnę, bo na razie lepsze to niż nic… i co? I ZONK! Nada, null, ani jednej odpowiedzi, zero odzewu, jeden telefon ze szkoły językowej (si!!). Czyli wychodzi na to, że nawet mój plan najbardziej "awaryjny" okazuje się lipą…

Znacie ten cytat z „Chicago” o świecie, który układa się w jedno wielkie „nie”? Otóż tak się teraz czuję. Na studiach było tyle perspektyw: będę tłumaczyć (aha, good luck...), jak nie to uczyć (tylko gdzie?), może pójdę na studia doktoranckie (dobrze, że ta fanaberia przynajmniej szybko wywietrzała mi z głowy!) albo najchętniej tłumaczyć książki (..a potem ogryzać kit z okien, w międzyczasie dziękując opatrzności, że jakieś wydawnictwo w ogóle odpowiedziało na maila z CV). Wiem, że teoretycznie mogę szukać pracy w jakichś firmach (podobno angliści sprawdzają się w HRze?), ale chwilowo jestem tak zdołowana, że wydaje mi się, że ktokolwiek widząc w CV „filologia” po prostu wrzuci je do kosza. Są jeszcze posady asystenckie itd., ale to wiem już niestety czym pachnie – marne zarobki, praca mało rozwojowa, a wachlarz obowiązków – od tłumaczenia umów prawnych po umawianie szefa do dentysty... Nie mam ambicji bez granic, ale zwyczajnie zastanawiam się co dalej? Anglistka ewidentnie była kierunkiem „prestiżowym” i „rozwojowym” 20 lat temu, kiedy mało kto znał angielski… I po co było się tak spinać i stresować, że ten kierunek albo żaden? Czy filolodzy w Polandii mają jeszcze w ogóle jakieś widoki na pracę? Czy lepiej spakować plecaczek i próbować czegokolwiek za granicą? Bo zaczyna mi się wydawać, że to jedyna opcja dla mnie, żeby jakoś żyć…
    • hawa.etc Re: i co po tej filologi??? 27.09.11, 20:07
      Moze zainteresuj się kursami księgowości? To trochę kosztuje, ale przynajmniej daje konkretne umiejętności. Stowarzyszenie księgowych coś takiego organizuje.
      • Gość: hmm Re: i co po tej filologi??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.11, 21:37
        tyle ,że nudne to jak flaki z olejem...
        • Gość: belial Re: i co po tej filologi??? IP: 178.73.48.* 27.09.11, 22:15
          > tyle ,że nudne to jak flaki z olejem...

          www.youtube.com/watch?v=NzabZjVQw7Y
    • tawananna Re: i co po tej filologi??? 27.09.11, 22:11
      Po filologii łatwo na pewno nie jest - trzeba mieć konkretne pomysły i zdobywać możliwie jak najwięcej doświadcenia i dokształcać się jeszcze na studiach. Tłumaczem chce zostać po filologii mnóstwo osób, a rynek tylu nowych tłumaczy nie przyjmie.

      Jeżeli to Cię nie zniechęca i z tłumaczeniami wiążesz Twoją przyszłość, to musisz się nastawić na to, że w pierwszych latach nie będziesz zarabiać kokosów. Najrozsądniejsze będzie znalezienie stałego zatrudnienia (nie musi być umowa o pracę, ale musisz mieć jakieś w miarę stałe i pewne źrodło utrzymania) i jednoczesne staranie się o zlecenia tłumaczeniowe - wypracowanie sobie pozycji trochę trwa, ale jeśli jesteś dobra, to przy odrobinie szczęścia powinno się udać.

      Do pracy tłumacza nie potrzeba żadnej podyplomówki - musisz zacząć próbować już teraz (choćby i na początku nic z tego nie wychodziło). Dla tłumacza bardzo ważna jest specjalność - praca asystentki w firmie wcale nie jest takim złym pomysłem, bo jeśli dobrze wykorzystasz ten czas, zdobędziesz orientację w danej branży.

      To kilka pierwszych myśli, jakie przyszły mi do głowy po lekturze Twojego posta - zapewne sporo tu banałów. Jeśli chcesz, możesz napisać do mnie na maila gazetowego - postaram się coś jeszcze doradzić.
    • Gość: heh Re: i co po tej filologi??? IP: *.dynamic.chello.pl 28.09.11, 10:38
      Nie przejmuj sie, teraz po wszystkim jest ciezko o prace, wiec wcale nie wybralas zle;)
    • no_beso_sapos Re: i co po tej filologi??? 28.09.11, 15:00
      Dzięki za odpowiedzi i brak trollingu typu "to trzeba było wybierać kierunek z głową i iść na politechnikę", bo tego się tu obawiałam. Przywracacie wiarę w forum;)

      @hawa i reszta - Księgowanie to niestety raczej nie dla mnie. Pomijając fakt, że z matematyką, tabelkami i liczbami nie miałam do czynienia od liceum (a operowanie 'twardymi' danymi to jednak typ umiejętności który trzeba ćwiczyć i być do niego nawykłym), to jestem niestety ale po prostu przerażająco roztrzepana i niedokładna w takich sprawach. Księgowość czy outsorcing to byłaby męczarnia i to pewnie jeszcze z opłakanymi skutkami, bo tak jak mówię - mam trudności z koncentracją na jednaj rzeczy na raz i schematycznością:( Na usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że jeśli robię coś co wymaga minimum samodzielności i kreatywności, to robię robię to chętnie i z wielką satysfakcją, nawet jeśli wychodzi mocno poza obszar jakichś tam moich zainteresowań - to tak z obserwacji wyciągniętych z mojej obecnej pracy;) Nigdy np. nie pomyślałabym, że tłumaczenie gwarancji na blachę falistą może być dla mnie "fun" - a jednak suma sumarum było;) Jeśli już praca w jakiejś firmie, to tak jak pisałam - może jednak ten HR? Przynajmniej można wykorzystywać aktywnie angielski i ma się trochę kontaktu z ludźmi...

      @heh - Co do tego, że inni po kierunkach humanistycznych mają jeszcze gorzej - wiem, niestety. Z moich znajomych po polonistyce.. jedna koleżanka jest copywriterką, więc super, bo przynajmniej kreatywnie, sama chętnie tak bym popracowała, ale reszta... znam księgową-polonistkę (j.w., zrobiła podyplomówkę i zdała egzamin państwowy), pracownicę Urzędu Skarbowego (przynajmniej pisma urzędowe będzie pisać poprawnie, a nie tak bełkotliwie jak oni to mają w zwyczaju;)), fotografa-amatora, sprzedawczynię w Playu, itd... W szkole dla nich praktycznie nie ma miejsc, bo wszystko obsadzone na najbliższe 20 lat, dzięki niedawnej reformie emerytalnej i obecnemu niżowi demograficznemu. Praca w mediach tylko dla tych najaktywniejszych i wiadomo - z wielkich miastach... Heh, przypomniał mi się jeszcze były koleżanki, mgr teologii (sic!), który trzy lata po studiach dalej siedział w m2 z rodzicami, nie pracował i pisał powieść (nigdy zresztą nie wydaną), a na drobne wydatki zarabiał grając w pokera przez internet - no, tak mam nadzieję to raczej nie skończę;) (chociaż nie mówię hop, bo jeszcze się okaże...:P). Więc nie narzekam, angliści mają przynajmniej jeszcze jakieś tam otwarte opcje, furtki i furteczki, nie muszą zbierać szklanek po pubach, ALE... nie zmienia to faktu, że wybierając ten niegdyś olśniony glorią kierunek (7 lat temu był na topie jeżeli chodzi o liczbę chętnych na miejsce), liczyło się na jakieś szersze perspektywy. Gdybym studiowała filozofię czy teatrologię, to byłabym przygotowana na takie zderzenie ze ścianą po studiach. Ale anglistyka przez pięć lat studiów dawała nam - bo takie odczucie ma wielu znajomych z mojego starego roku - złudne wrażenie, że świat stoi przed nami otworem i po studiach będziemy mogli robić wszystko i wszędzie... Niestety:( Dzisiaj dla większości to piękne "wszystko" zaczyna ograniczać się do złapania z Bożą pomocą etatu w szkole za 1200 zł netto na stażu i dzikiej radości, że ma się pracę:(

      @tawanna - Wiem że żeby pracować jako tłumacz, nie muszę musowo kończyć podyplomówki, ale niestety - i o to mam do mojego kierunku straszny żal - filologia w ogóle nie przygotowała nas do takiej pracy:( Jeżeli już mieliśmy jakieś tłumaczenia, to głównie literackie (lol...). Nie mieliśmy ŻADNYCH zajęć, gdzie uczylibyśmy się tłumaczyć umowy, teksty techniczne czy oficjalne pisma (i tu zazdroszczę studentom lingwistyki...). Nie no, komu byłyby potrzebne takie "bzdury", kiedy można po raz 10 przez bitych 5 lat wałkować TS Eliota albo gramatykę opisową:D Sama teraz widzę, chałturząc sobie po cichu z jakimiś tłumaczeniami które napatoczyły mi się w obecnej pracy (budowlanka, a jak!), że naprawdę brakuje mi konkretnych umiejętności, słownictwa, wiedzy. O zdaniu egz. na przysięgłego (może kiedyś się jednak zdecyduję, bo ponoć z papierkiem łatwiej o zlecenia) bez takiego przygotowania wydaje mi się, że nawet nie ma co myśleć - ale jeśli jestem w błędzie, możesz mnie z niego wyprowadzić;) Generalnie - podoba mi się praca tłumacza i wydaje mi się że miałabym do niej "dryg", ale bardzo, bardzo! nie podoba mi się jej niestabilność... Fajnie mają etatowcy w instytucjach UE, o których kiedyś coś tam czytałam, ale to chyba jest już kompletnie praca dla nadludzi i creme de la creme;)

      Reasumując: niedługo musowo wezmę się za szukanie etatu w "czymkolwiek", byle mieć umowę, ubezpieczenie i stałą pensję.. a międzyczasie pomyślę o dokształcaniu... Tylko to co boli, to to, że spędziło się prawie 7 lat na studiach, nie na takim najlipniejszym z lipnych kierunków, i tu nagle na koniec wielkie "bum!" - okazuje się że na dobrą sprawę nie mam zawodu. I trzeba kombinować, bo łatwo nie będzie;) A zegar tyka i chciałoby się mieć widoki na ułożenie sobie jakoś życia, a nie tylko powrót na po rodziców skrzydła i szukanie posady w wiejskiej podstawówce, bo nic innego się nie znajdzie:( I tu też zachodzi dla mnie ważne pytanie do Tawanny - jak myślisz (bo po poście zakładam, żeś tłumacz;)) - czy żeby kieyś tam w bliżej nieokreślonej przyszłości tłumaczyć i z tego żyć, musiałabym mieszkać w mieście 400+? czy mogę spakować walizeczkę wracać na moją zabitą dechami prowincję i stamtąd próbować łapać zlecenia? czy wówczas, nawet przy najlepszych wiatrach, tłumaczenia byłyby tylko skromnym dodatkiem do nauczycielskiej pensji? Bo na dobrą sprawę, nie mam pojęcia, gdzie będę mieszkać za rok o tej porze - prawdopodobnie tam, gdzie znajdzie się jakaś konkretna praca - ale tu magiczne kółeczko się dla mnie zatacza zatacza;) A zresztą i tak - jeszcze trochę takich rozważań i frustracji i pojadę zbierać runo leśne nad modre fiordy:D Gdyby jeszcze jakieś pytanie mi się napatoczyło, to na pewno napiszę;)

      I znowu się rozpisałam... chyba pobiję jakieś rekordy długości postów na forum (są jakieś limity?;))) Może jednak wezmę za te tłumaczenia literaturry;) Każdego kto to przeczytał podziwiam i mam nadzieję, że po drodze wypił chociaż smaczną kawę;)))
      • neure Re: i co po tej filologi??? 28.09.11, 16:52
        no_beso_sapos napisała:

        > Dzięki za odpowiedzi i brak trollingu typu "to trzeba było wybierać kierunek z
        > głową i iść na politechnikę", bo tego się tu obawiałam. Przywracacie wiarę w fo
        > rum;)
        >
        Absolwenci politechnik są tak zapracowani, że nie mają czasu na trolling na jakichś forach.
      • kazjenka Re: i co po tej filologi??? 28.09.11, 16:54
        A gdzie pracujesz obecnie? Jeśli nie księgowość (a korporacje lubią zatrudniać filologów na takich stanowiskach), to może właśnie HR, ale najwięcej miejsc jest w handlu i obsłudze klienta (z naciskiem na to pierwsze). Tylko, że nie wiem, czy masz predyspozycje sprzedażowe - bez tego ani rusz, że zostać dłużej w takiej pracy. Do HRu trudno się dostać (jak wszędzie), jeśli nie ma się praktyki w zawodzie. Podobnie przy wszelkiej maści stanowiskach biurowych.

        > Tylko to co boli, to to, że spędziło się prawie 7 lat na studiach, nie na
        > takim najlipniejszym z lipnych kierunków, i tu nagle na koniec wielkie "bum!" -
        > okazuje się że na dobrą sprawę nie mam zawodu.

        Miałam trochę podobną sytuację, ale dałam radę. Powodzenia życzę :)
        • no_beso_sapos Re: i co po tej filologi??? 29.09.11, 14:11
          w niewielkim biurze na pól etatu, teoretycznie na stanowisku asystenckim (czyli robię wszystko po trochu)
          • no_beso_sapos Re: i co po tej filologi??? 29.09.11, 14:48
            a co do predyspozycji sprzedażowych - też o tym już kiedyś myślałam, ale :( No way... Introwersja i w ogóle. Wody spragnionemu bym na pustyni nie sprzedała. Poza tym - nie umiem ściemniać, a nie to to dla mnie nie i przekonywanie kogoś na siłę do mojego zdania to nie moja broszka. Jednym słowem - odpada..
    • Gość: aaa Re: i co po tej filologi??? IP: *.183.227.224.dsl.dynamic.t-mobile.pl 28.09.11, 21:59
      Hej, sama jestem młodą anglistką i niestety to prawda, życie po angli łatwe nie jest. Może spróbuj jako asystentka lub sekretarka. Sama znam jeszcze 3 inne języki, których nauczyłam się na studiach (na własną rękę, ale nie dla pieniędzy) i pracuję w korpo. Zarobki, jak na początek, są spoko. Niestety, większość znajomych po angli i tylko z angielskim miało wylany kubeł zimnej głowy po studiach. Smutne jest to, że jeszcze za naszej młodości, te 10 lat temu czy 15, te studia były naprawdę prestiżowe. Teraz niestety nie są.
      • no_beso_sapos Re: i co po tej filologi??? 29.09.11, 14:21
        Dokładnie o to mi chodzi:) Ta spinka w liceum, żeby tylko się dostać na wymarzony kierunek... a potem, no właśnie - kubeł na łeb. 10/15 lat temu, pracę po fil.ang. dostawało się ot tak - było mniej tłumaczy, mniej nauczycieli, w biurach angielski to jeszcze nie był standard, itd itp. Nie rozumiem tez obecnej polityki naszych uczelni - na mojej w 2005 kiedy ja zdawałam na studia przyjmowano 40 osób na rok. Obecnie biorą po 70 (a przecież to coraz mniej "liczne" roczniki!!). Rynek i tak jest już nieźle nasycony, lepiej nie myśleć jak będzie za parę lat. Coraz częściej (to odnosi się tez do braku zajęć dających praktyczne umiejętności o których pisałam w poprzednim poście) widzę uniwerki jako zamknięte w sobie, samodzielne i odrealnione organizmy, produkujące masowo nikomu niepotrzebnych absolwentów, którzy mają marne szanse żeby znaleźć pracę po studiach - liczy się tylko żeby uczelnia przez 5 lat dostawała za ciebie kasę, a co dzieje się z tobą potem, to już nie ważne... Dziwny to sposób pożytkowania, było nie było, państwowych pieniędzy.
    • Gość: ja Re: i co po tej filologi??? IP: *.cpe.netcabo.pt 29.09.11, 01:30
      Autorko nie trać ducha:) Przede wszystkim masz w ręku konkretną umiejętność: angielski i hiszpański. A to już coś. U nas w Polszy to niby każdy zna angielski, ale jak już dochodzi co do czego to wszyscy wiemy jak to wygląda.

      Tłumaczenia to fajna sprawa, ale początki są zawsze ciężkie. Bo żeby dostać zlecenie trzeba mieć doświadczenie, a bez doświadczenia nie dostaniesz zlecenia itd. Kończy się najczęściej na darmowych próbkach dla jakichś NGO, ale trudno, trzeba przez to przejść. Musisz sukcesywnie budować swoje portfolio i nowych klientów. Tylko mówię, na początku kokosów nie będzie. No i przydałaby się jakaś specjalizacja, koniecznie!

      A jeśli nie tłumaczenia, to może jakaś własna działalność? Jakaś mała szkoła językowa, czy coś w ten deseń? Teraz w dobie testów i ogólnokrajowej manii korepetycji to może być opłacalne.

      Kolejne rozwiązanie: podyplomówka. Może jakaś w kierunku ekonomii czy biznesu, tak żeby się orientować. Taka wiedza + języki to już coś.

      W każdym razie powodzenia i trafnych decyzji życzę!
      • Gość: ja Re: i co po tej filologi??? IP: *.cpe.netcabo.pt 29.09.11, 01:41
        A wracając jeszcze do pomysłu wyjazdu zagranicę to zależy o czym myślisz. Jak pojedziesz do Chin/Tajlandii to jako biała nauczycielka zarobisz tyle, że starczy ci na życie plus leżenie na tropikalnej plaży i sączenia drinków z palemką. Ale z drugiej strony jako anglistka w Anglii szału nie zrobisz. I to dopiero będzie wkurzające : ,, Pięć lat czytania Jane Austen w oryginale a teraz siedzę na kasie w Southampton itd"
        • simply_z Re: i co po tej filologi??? 29.09.11, 09:55
          tylko ,ze w Tajlandii wola nativea:)
          • no_beso_sapos Re: i co po tej filologi??? 29.09.11, 14:43
            Mhmm, wyjazdy to fajna rzecz - znajomi z roku wyjechali w ten sposób z AIESACa (za dużo liter, poknociłam ale trudno:)) i zwiedzili tak Ukrainę, Chorwację, Turcję... Nie trzeba być nativem, na wyjazdy do słabo rozwiniętych krajów (a tylko takie oferuje ta organizacja) nie ma aż tak wielu chętnych, a chodzi im też o wymianę kulturową, więc różnorodność jest wskazana. Azja czy Afryka też są 'available', ale jest na nie mniej chętnych z prostej przyczyny - cena biletu, który trzeba kupić sobie samemu. Nie zarabia się tam kokosów, ale ponoć jak na ichniejsze ceny i warunki i tak można żyć nieźle. To z pewnością mega ciekawa opcja, ale - ja miałabym jednak trochę oporów żeby wyjeżdżać sama. Poza tym... mi szalone przygody powoli zaczynają przejadać. Wiecie, etat, kredyt, 3ci filar itd;) Chciałabym być już na tym etapie, kiedy buduje się już sobie już coś na stałe:) I wychodzi na to, że jestem malkontent, bo wszystko jest bleee.. No, nieładnie;)
      • no_beso_sapos Re: i co po tej filologi??? 29.09.11, 14:29
        Ducha nie tracem, ale tak czasem z rana jak endorfiny niskie, to różne człowieka smutne refleksje nachodzą;)) Korepetycje praktycznie utrzymywały mnie przez minione 5 lat:D A co do biznesowych podyplomówek... no mogę, i to może miałoby sens, tylko - gdybym wiedziała, że tak się to skończy, to od razu za młodu startowałabym na jakiś UEK i inwestowała w CPE itd. A tu człowiek miała nadzieję, że jako "goły humanista" i tak się jakoś obroni. No i ZONK;)

        A propos znajmości ang. w "Polszy";) - no w CV wszyscy mają co najmniej komunikatywny:D A potem mamy 'thank you form the mountain':> Ale nie uogólniam, może to tylko moje doświadczenie i w jakichś wielkich korporach faktycznie wszyscy 'spikają' ze 100% swobodą;)

        ps- u mnie niestety keine espagnol, seulement francais:)
        • no_beso_sapos Re: i co po tej filologi??? 29.09.11, 15:13
          *miał (chociaż człowiek też kobieta;))
    • simply_z Re: i co po tej filologi??? 29.09.11, 12:28
      tawi ,moge ci wyslac maila? mam pytanie
      • Gość: Tawananna* Re: i co po tej filologi??? IP: *.adsl.inetia.pl 29.09.11, 22:14
        Pewnie, pisz! Możesz wrzucić potem krótki post w tym wątku, żeby sprawdzić - bo z poczty gazetowej korzystam niewiele.
        • simply_z Re: i co po tej filologi??? 30.09.11, 10:04
          wyslane:)
    • magicspeaker11 Re: i co po tej filologi??? 30.09.11, 13:01
      Nie przypuszczałem, że po anglistyce też jest tak nieciekawie...Ja studiuję polonistykę, więc to już w ogóle dramat ;P Nie no, tak na poważnie to ciągle żyję nadzieją, że nie będzie tak źle. Wybrałem specjalność medialną, więc myślę, że to ma jakąś przyszłość..
      • no_beso_sapos Re: i co po tej filologi??? 01.10.11, 16:39
        Nie chce zaczerniać obrazu - nie jest zupełnie strasznie, zawsze można złapać coś w szkole (z odrobiną szczęścia)/szkole językowej czy w jakiejś firmie, która akurat potrzebuje kogoś z biegłym językiem... Natomiast fakty są takie, że obecnie już nawet o taką pracę nie jest tak łatwo jak jeszcze kilka lat temu. A o zdobyciu naprawdę dobrze płatnego zajęcia bez imponującego CV, dodatkowych umiejętności no i łutu szczęścia - można zapomnieć.
        Mam sporo znajomych po polonistyce, którzy kończyli studia równolegle ze mną.. i muszę stwierdzić, że o ile ja narzekam, to im niestety było jeszcze trudniej znaleźć pracę. A w końcu to też wymagające i trudne studia. Praktycznie z moich znajomych nie pracuje w szkole, bo szkoły rzadko potrzebują nowych polonistów. Do pracy w firmach trzeba jednak mieć coś jeszcze, język, podyplomówkę z ekonomii, itd. Faktycznie po fil. pol. zostają media - a tu liczą się praktyki, staże i aktywność którą trzeba wykazywać już od początku studiów. No i najlepiej jak studiuje się w naprawdę dużym mieście, gdzie tego doświadczenia można nabyć...
        Tyle moich refleksji na temat sytuacji humanistów na obecnym rynku pracy. Powinien ktoś się puknąć w głowę, zmniejszyć liczbę studentów przyjmowanych na uniwerki na kierunki humanistyczne, stworzyć więcej miejsc pracy w szkołach (zmniejszyć liczbę dzieci w klasach i zwiększyć w ten sposób ilość klas - wtedy byłoby więcej godzin dla nauczycieli, a i edukacja dla dzieciaków na pewno byłaby lepsza)... brzmi to wszystko trochę jak ze spotu wyborczego;) tylko chyba żadna partia nie ma tego w ofercie. Szkoda, zagłosowałbym;)
        • Gość: me Re: i co po tej filologi??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.11, 15:40
          Na absolwentów filologii angielskiej popyt jest ogromny. Naprawdę masę rzeczy można po tym kierunku robić. Bardzo persektywiczny kierunek i wciąż mimo wszystko nie tak oblegany jak popularna psychologia, pedagogika czy zarządzanie co też trzeba wziąć pod uwagę. Mi się wydaje, że studia studiami, ale Ty po prostu nie wykorzystałaś do końca swojej szansy(czyt. nie usiadłaś w pewnym momencie i nie zastanowiłaś co tak naprawdę chcesz po tej filologii robić, a to jest podstawa, aby w przyszłości odnieść tzw sukces zawodowy) Bo jak człowiek się nad takimi rzeczami nie zastanawia, póki jest czas to nawet potem po najbardziej prestiżowych studiach jest jak dziecko we mgle i nie wie gdzie ma się udać i jak załapać do pracy. Trzeba po prostu być kreatywnym i myśleć o takich rzeczach podczas studiów, cały czas się rozwijać, dokształać,obserwować rynek pracy i szukać przy okazji swojego miejsca.. Pamiętaj, że popyt kształtuje podaż,a popyt na język angielski jest przeogromny, a podobno najlepiej można zarobić na tym na co jest właśnie popyt. Nie zapominaj o tym :) Niekonieczie zresztą jest prawdą , że po filologii trzeba uczyć w szkole(bo to chyba najmniej opłacalna rzecz jaką można robić po tym kierunku, chyba, że rzeczywiście ktoś ma do tego powołanie) Teraz takie czasy , że ważniejsze od studiów jest doświadczenie i w tym kierunku trzeba iść. Odpowiedz sobie na pytanie czy pracowałaś w czasie studiów, czy szukałaś już wtedy dobrej, perspektywicznej pracy( nie mówię tutaj o dorabianiu w fast foodzie tylko o czymś co rzeczywiście mogłoby wzbogacić Twoje CV) PO studiach niestety często następuje zderzenie z rzeczywistością, bo pierwsza praca to często małe pieniądze, a ile trzeba się tej pracy jeszcze naszukać, ale to nie dotyczy Twojego kierunku tylko wszystkich jeżeli człowiek nie ma na siebie pomysłu i nie akceptuje dzisiejszego stanu rzeczy, że doświadczenie zawodowe to podstawa, a na lepsze pieniądze sobie trzeba najpierw zapracować i wiedzieć gdzie się dąży. Powodzenia życzę:)
          • Gość: aa Re: i co po tej filologi??? IP: *.152.139.62.dsl.dynamic.t-mobile.pl 09.10.11, 01:03
            Hm, popyt moze i jest ogromny, ale jesli chce sie pracowac jako lektor, to o umowe o dzielo lub zlecenie, zreszta w wiekszosci przypadkow szkoly jezykowe biora studentow anglistyki. Z koli ceny tlumaczen sa coraz nizsze, gdyz jest duza konkurencja, bo i jezyk bardzo popularny. Poza tym z samym angielskim nawet do korporacji nie przyjma, no chyba ze na recepcje. Wbrew pozorom ciezko jest po anglistyce bez zadnych dodatkowych studiow lub innych jezykow.
            • Gość: me Re: i co po tej filologi??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.11, 17:53
              Nie zapominajmy, że studia to w dzisiejszych czasach tylko studia. Studia mogą być jedynie punktem wyjścia, to już nie te czasy, że pracę dostaje się po samych studiach i dotyczy to większości kierunków. Absolwent informatyki również nie szybko znajdzie pracę w zawodzie jeśli nie ma doświadczenia. Takie czasy, trzeba planować co się będzie robić po studiach zawczasu , a karierę zawodową zaczynać już na studiach. Nie ma lekko.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja