yasemin
06.12.11, 12:47
Mam magistra z fil. germańskiej, licencjat z filologii angielskiej. Teoretycznie to powinno wystarczyć, ale tak jak szukam od paru miesięcy, tak nie znalazłam żadnych ciekawych ofert pracy. A jeśli znalazłam coś, to na rozmowach kwalifikacyjnych się skończyło. Dla mnie w grę wchodzą tłumaczenia, lubię to i jestem w tym dobra, no i jeszcze szkoła (z wyjątkiem gimnazjum)- ale jak wiadomo jest niż demograficzny, nauczycieli raczej się zwalnia niż przyjmuje, na niemiecki zaopotrzebowanie jest małe, a z angielskiego z samym licencjatem trudno... musiałby to być nauczyciel, który naprawdę świetnie radzi sobie z młodzieżą, co kompensuje kompensuje ewentualne braki w wykształceniu. Dla mnie chyba jednak lepiej jest postawić na wykształcenie, bo wtedy prędzej znajdzie się szkoła, która zechce mnie zatrudnić. Takie są rozsądne argumenty. Z drugiej strony mam już dość tego ciągłego studiowania. Ale problem jest bardziej psychologiczny, nawet zamieściłam wątek na Psychologii... może nie powinnam podwajać wątków, ale może z różnych punktów widzenia usłyszę jakieś rozsądne porady. Pojechałam- choć nie byłam do tego zbyt przekonana, ale posłuchałam rodziców, którzy ciągle są gotowi mi finansować tę edukację- na uzupełniające magisterskie do większego miasta. Nadal z zamiarem równoczesnego szukania roboty. I nadal odpowiednich ofert pracy nie ma, a już okres różnych kolosów i tym podobnych przyszedł i trzeba się skupić na nauce. Studia nie są dla mnie trudne ani nudne, przeciwnie, jest ciekawie, ale...(znów, tak jak na germanistyce, kiedy jeszcze byłam tak młodziutka, niedojrzała i zależna od rodziców) czuję nad sobą pewną presję, że muszę koniecznie studiowac, pracować pilnie nad językiem, bo (znowu) oni mi to wszystko finansują, bo nie mam pracy. Dopóki robiłam licencjat swoim mieście, było mi łatwiej, bo nie czułam tej dodatkowej presji. A teraz czuję ból wręcz fizyczny, gdy muszę zasiąść do roboty nad słówkami. Jestem przecież silna, skoro 5 lat germanistyki wytrzymałam, ale ileż można? Studiować kosztem siebie? Potrafię ciężko pracować, jeśli mi studia dają satysfakcję, potrafię cięzko pracować nawet mając nad sobą „bat” w postaci wrednych nauczycieli (ale-na szczęście- tu żadnego bata nie ma), ale nigdy pod wpływem poczucia winy, że nie studiując dostatecznie pilnie, zaprzepaszczam pieniądze moich rodziców... Nie wiem, jak się z tego wyplątać, tak żeby studiowanie znów sprawiało mi przyjemność, a przestało być torturą psychiczną.