ferrariscuderia123
09.03.12, 11:56
Witam ! Mam ogromny problem i wierzę że na tym forum znajdę pomoc. Jestem w tragicznej sytuacji, na prawdę odechciewa mi się żyć jak pomyślę sobie o tym wszystkim. Do rzeczy, dwa tygodnie temu w poniedziałek miałam egzamin na uczelni do którego przygotowywałam się bardzo sumiennie (zważywszy na to że był to drugi termin), jednak jeszcze w piątek (w tygodniu przed egzaminem) dorwała mnie wysoka teperatura i cholerny kaszel, sytuacja nasila sie w weekend. Próbowałam się kurować, myslałam że to przejdzie do poniedziałku, ale na prawdę nic nie pomagała. W poniedziałek ledwo wstałam z łóżka, wiedziałam że w takim sanie niczego na egzaminie nie napisze (bynajmniej nie dlatego że sę nie uczyłam, bo w drugim terminie byłam wykuta "na blachę"), nie pokazałam się na uczelni udając się do przychodni (mieszkam obecnie w Lublinie i nie byłam zarejestrowana w żadnej lubelskiej przychodni, jestem studenta zamiejscową). Niestety jako że nie byłam zarejestrowana zaproponowano mi wizytę na czwartek, zgodziłam się bo co innego miałam zrobić ? W czwartek lekarka wypisując mi zwolnienie na 2 tygodnie (zapalenie oskrzeli) nie zgodziła się na to by datować zwolnienie od poniedziałku pomimo tego że starałam się jej wyperswadować że nie rozchorowałam się w jeden dzień i że byłam w przychodni już w poniedziałek, szczęśliwie poparła mnie pani z przychodni, jednak lekarka i tak wiedziała swoje i powiedziała że nie wypiszę mi zwolnienia od poniedziałku bo jest to po prostu wbrew literze prawa (Zgodnie z jakimś tam rozporządzeniem może wystawić tylko na trzy dni wstecz i zaliczyła że skoro przyszłam do niej w czwartek to zwolnienie będę miała od wtorku (wtorek, środa, czwartek). Żadne prośby nie poskutkowały, nie chciała nawet słuchac moich wytłumaczeń i powiedziała skoro ona nie wypisała mi dzisiaj to żaden już inny lekarz mi tego zwolnienia wstecz nie wypisze, więc albo biorę to albo do widzenia...
Niestety wypisała zwolnienie tylko od wtorku, więc nie mam w ogóle po co iść do prowadzącego z tym zwolnieniem, sytuacja jest o tyle tragiczna że był to drugi termin (cholernie trudny przedmiot do zdania, studiuję prawo) i nie podchodząc do tego przedmiotu mam dwa wyjścia (tak poinformowano mnie w dziekanacie) albo biorę warunek na który mnie nie stać albo nie zaliczam przedmiotu ergo nie zaliczam semestru, z dziekanem nie ma w ogóle o czym rozmawiać bo zostałam uprzedzona że nawet jeśli moja historia jest prawdziwa (a jest, tylko nie mam tego jak udowdnić) to i tak on słyszał już zapewne setki podobnych i jego cierpliwość się już dawno skończyła... NIe zamierzam przerabiać daty na tym zwolnieniu, a kombinacja z tym że lekarka się pomyliła jest kompletnie bezsensowna, bo powiadomo mnie że w takim wypadku trzeba donieść kolejne zwolnienie, w końcu oni mają czas, III termin mogą zoorganizować do końca marca. Tylko że ja już nie mam czasu, a teraz idąc do lekarza i zaglądając mu w oczy jak kot ze Shreka nie mam co marzyć o zwolnieniu z datą jeszcze wcześniejszą, minął już ponad tydzień...
Jestem w kropce, nie mam pomyslu jak wybrnąć z tej sytuacji. Nie jestem leserką, po prostu zbieg okoliczności, ale nikt na uczelni nie chcę o tym słuchać, tymbardzije po tym jak powiedziałam że to pewnie błąd lekarki i muszę teraz donieść nowe zwolnienie ;(
Jeśli macie jakieś pomysły na rozwiązanie tej sytuacji, proszę napiszcie do mnie na tym forum lub kontaktujcie się na e-mail ferrariscuderia123@interia.pl
Dzięki z góry za pomoc