Dodaj do ulubionych

Jak udaje się wam przeżyć na studiach?

IP: *.przemet.sdi.tpnet.pl 13.09.04, 08:20
Chciałabym się dowiedzieć ile potrzebujecie pieniędzy, żeby się utzymać przez
miesiąc na studiach. Czy pracujecie? Dostajecie od rodziców? Może jakiś
kredyt lub stypendia? No i przede wszystkim ile was to kosztuje.
Obserwuj wątek
    • Gość: Richelieu* Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 195.117.90.* 13.09.04, 13:52
      ksera, bilet miesięczny, książka czasem, i ciuch, kary w bibliotekach hehe -
      200-400
      jedzonko - 120-150
      chemia+kosm - 50
      wieczorne wyjścia - 0-70
      czynsz+woda+prąd+wywóz śmieci+gaz - 560
      telefon - 40-50 (łącznie z abonamentem)
      komórka - 0
      net - 53
      + wydatki meblowe
      język - 150
      drugi język - 100
      szkoła - dużo

      =
      od 1273 + dużo do 1583 + dużo

      dochody:
      miejsce x: byle jakie ale w miły sposób, stosunkowo pewne
      miejsce y: takie sobie w nużący sposób, niepewne
      miejsce z: duże w stresującogenny sposób, pewne w krótkich okresach czasu


      I jak tu żyć?
        • eirenne Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? 17.09.04, 22:46
          Taki jesteś pewien, że doktoranci mają na uczelni jak u Pana Boga za piecem?
          Akurat w moim otoczeniu jest paru doktorantów i doktorów. Zapewniam Cię, że
          większość z nich guzik dostała od uczelni. Owszem, istnieją granty, ale nie
          każdy je dostaje. Pewna pani doktor podczas pisania pracy doktorskiej nie
          dostała ANI ZŁOTÓWKI na badania, nie dofinansowano jej kursu języków, a o
          kserowaniu za darmo mogła pomarzyć zazwyczaj, bo albo brakowało tuszu albo było
          popsute. Książki? Zazwyczaj jak nie kupiła, to nikt jej nie dał, a w bibliotece
          czasem tez nie ma potrzebnych pozycji. Inny mój znajomy na uczelni technicznej
          nie może się doprosić uczelni o monitor do komputera, więc odpada mu praca na
          uczelni i musi korzystać z netu i drukować w domu. Nikt mu nie zwraca wydatków
          na neostradę...
        • Gość: Richelieu* Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 195.117.90.* 18.09.04, 03:00
          uparłeś się z tymi grantami, sęk w tym, że doktorant nie jest pracownikiem
          naukowym, nie jest zatrudniony i grant, jeśli już w ogóle chce myśleć o nim,
          zostaje przydzielony mu w kontekście jego pracy w szkole, nie dodatku do
          własnej pracy dr. A czasem są to sumy duże, zwłaszcza, że gdy się trafi gdzieś
          jechać to 100% za bilet.
          Ksero? Jeśli w macierzystym zakładzie ksero jest na stanie to raczej problemu
          nie ma, choć przy kserowaniu x 100 i więcej już się krzywią
          Książki? Grant na książki? hehehe

          granty przyznaje się głównie na drogie programy komp, takie jakich jeszcze
          szkoła nie posiada. Bo raczej przeciętnego człowieka na program za 10 tys stać
          nie będzie (poza wątkowym studentem za 5000 u ojca ;). Poza tym na aparaturę na
          przykład. Grantu na życie się nie przyznaje, to się nazywa zapomoga. Książki..
          są takie które warto mieć własne, większość wystarczy wypożyczyć. Chociaż
          pewnie na niedostępne możnaby uzyskać. Jak narazie takich naprawdę
          niedostępnych nie spotkałam, bo nawet na moją prośbę potrafi biblioteka
          sprowadzić z US niedostępną w Polsce publikację. Więc czego chcieć.
          przyssałeś się i tyle, jak pijawka

          a chodzi w wątku tylko o to, panie Pijawko, że można jeść i tanio i smacznie,
          czego przykład jest w postach 230którymś

          i to jest forum studia więc problem grantów tego forum nie dotyczy, jest więc
          nie na temat, a z wątkami nie na temat...
          • Gość: kurak rosołowy richelieu i grant ROTFL IP: *.pl / 217.173.202.* 18.09.04, 10:29
            Z tego, co piszesz wnioskuję że nie masz bladego pojęcia o procedurach
            przydzielania środków na badania, a ani nawet na co można takie środki
            przeznaczyć. W dodatku pierwszy raz spotykam kogoś kto twierdzi, że biblioteka
            na własny koszt sprowadzała ksiązki z zagranicy dla doktorantów, czy
            pracowników naukowych. Zastanów się choć przez chwilę nad bredniami, które
            wypisujesz: gdyby biblioteka uniwersytecka miała sprowadzać z zagranicy
            ksiązki dla wszystkich zainteresowanych pracowników uniwerku to koszty tego
            byłyby astronomiczne. Zwłaszcza, że jak piszesz "bo nawet na moją prośbę
            potrafi biblioteka
            > sprowadzić z US niedostępną w Polsce publikację." BUHAHAHAHA jak to na
            _twoją_prośbę ????? jesteś taką ważną personą, że wystarczy _twoja_prośba_ i
            już książka za kilkaset złotych leci do ciebie z USA na koszt podatnika ????
            _chyba_cie_pogięło_ jeśli myślisz, że dam się nabrać na tę kiepską ściemę.
            Doprawdy, jak na osobę udającą na forum naukowca mogłabyś się wysilić na coś
            choć odrobinę inteligentnego.
            Czepiam się akurat tego, ponieważ uważam że podejesz się na forum za kogoś kim
            nie jesteś i w sumie nic mi do tego, tylko po co tak chamsko najeżdzasz na
            różnych forach na wszystkich, którzy odstają od twojego wyimaginowanego stylu
            życia.
            • facecja Re: richelieu i grant ROTFL 18.09.04, 12:48
              kurak LOL

              jak już gdzies się pytałam - powiedz prosze, gdzie studiujesz, albo lepiej,
              KIEDY to było, bo widać blade masz pojęcie choćby o bibliotekach

              nasza biblioteka sprowadza na życzenie STUDENTA - nie tylko doktoranta
              podręczniki z innych bibliotek rozsianych po całym kraju - na co też idą
              przecież pieniądze, bo pocztą kosztuje, a kurierem nie daj Boże jest jeszcze
              drożej
          • Gość: studentka Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.psi.ch 18.09.04, 17:59
            a co to maja byc za pogrozki??? jest tu wiele watkow nie na temat (nawet w tym
            watku wiele postow schodzi z glownego tematu), ale ty uczepilas sie oczywiscie
            tego jednego, ktory poddaje w watpliwosc twoja prawdomownosc

            a co do grantow (ze tak sobie pozwole bezczelnie nie na temat) to co ty
            pieprzysz, ze dosataje sie je w kontekscie pracy w szkole??? granty dostaje
            sie na konkretne projekty badawcze, jesli sa wystarczajaco dobre i kbn czy
            inna instytucja uzna, ze sie naleza
            • Gość: Ula STUDIA doktoranckie IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.09.04, 19:16
              GRANT W KONTEKŚCIE PRACY W SZKOLE??????????

              Co Ty, Richelieu, pijana jesteś?

              I jeszcze to:

              <i to jest forum studia więc problem grantów tego forum nie dotyczy, jest więc
              nie na temat, a z wątkami nie na temat...>

              Jak to nie dotyczy? Studia doktoranckie --> granty.

              A co, myślałaś że tylko będą na tym forum pytania o to, czy kapcie w worku
              trzeba przynieść na rozpoczęcie roku akademickiego i będziesz mogła zaimponować
              swoim obyciem na Uczelni?
              • eliela Re: STUDIA doktoranckie 18.09.04, 20:03
                :)
                kazda agresja-słowna,fizyczna jest objawem niepewności.epitety i inne 'srodki
                wyrazu' sa wlasnie objawem tego.zauwazmy tylko,ze niepewnosc daje wiekszą
                nadzieje na zmianę pogladow niz calkowita,zimna obojetnosc.
                bardzo podobają mi sie na forum watki,ktore wnoszą wiele do dyskusji,nie chodzi
                o niuanse i półsłówka(jak rowniez wzajemne przekrzykiwanie się),lecz o wyważone
                wypowiedzi,z których coś wynika-reszta idzie na odsiew.
                przyglądam się wiec,jako tegoroczny pierwszoroczniak,Waszym wypowiedziom z
                milym stoickim spokojem.liczę tylko,nie urazajac nikogo,ze nie wszyscy studenci
                zyja i wyrazaja swoje opinie w taki sposob:) ciekawe opinie,trafne rady juz
                powoduja polityczne myslenie,ale mimo tego-bardzo chyba wszystkim nam daleko do
                siebie i slodzenie badz uzywanie wulgaryzmow tego nie zmieni.
                pozdrawiam cieplo:)
                pozdrawiam całą brac studiującą:)
    • Gość: ego Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.zgora.dialog.net.pl 13.09.04, 16:32
      Ja dopiero zaczynam pierwszy rok, ale już mam narzucony odgórnie budżet,
      którego będę musiała się trzymać.
      miejsce: Wrocław
      czynsz: 300 zł + opłaty (w granicach 50 zł)
      + do tego wyżywienie, bilet miesięczny, bilety na powrót do domu, ewentualne
      oszczędności przeznaczam na rozrywki
      skąd: renta rodzinna (ok. 770 zł) plus ewentualne dodatki na pociąg do domu od
      rodziny

      To tyle. Mam nadzieję, że uda mi się mieścić w tych granicach. A co do
      stypendium... Będę się starała otrzymać naukowe, ale kto wie ;)
    • Gość: Goya Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 80.50.201.* 13.09.04, 18:14
      Studiuje w Bialymstoku a to moje założenia, których staram się trzymać :):
      300 zł czynsz za mieszkanie
      50 zł opłaty
      40 zł komórka
      60 zł kosmetyki i chemia
      jedzenie,imprezy, jakis ciuszek,ksiazki,czasem płyta-wychodzi 1000 zł
      miesiecznie
      dostaje 1000 zł renty rodzinnej po tacie i kredyt studencki(do tej pory 460
      zł),ktory wzielam jeszcze kiedy jej nie miałam, po prostu oszczedzam :)
      pozdrawiam
      • kajka19 Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? 13.09.04, 21:27
        jak patrze na Wasze rozpiski to zastanawiam sie czy ja zyje marzeniami (bo na
        razie zaczynam dopiero studia i zobacze jak to wszystko wyjdzie w praktyce)
        albo oszczednie zyje, bo u mnie wyglada to tak:
        max 300zl - mieszkanie wraz ze wszystkimi oplatami
        i drugie 300zl na wszystko pozostale, wiec jedzenie, przejazdy po miescie,
        dojazdy do domu (jeden w obie strony kosztuje mnie 32zl). Jak na razie nie mam
        kredytu ani stypednium. Dorabiam troche sama by jakims stopniu odciazyc mame.
        Czyli reasumujac: +/- 600zl. Krakow
        • Gość: soul Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.04, 21:35
          no własnie, też mam nadzieję, że uda mi sie ograniczyć do maximum 600
          złotych... bo 1000 to chyba lekka przesada :-[|]
          też chciałabym troszkę odciążyc rodziców, tylko nie za bardzo wiem, jakiej
          pracy miałabym się podjąć.:może jakieś ulotki?/ korepetycje?/
          no i nie wiem czy na pierwszym roku będą na tyle zorganizowana, zeby się
          wyrabiać jeszcze z pracą
          • camerthon Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? 13.09.04, 22:04
            Gość portalu: soul napisał(a):

            > no własnie, też mam nadzieję, że uda mi sie ograniczyć do maximum 600
            > złotych... bo 1000 to chyba lekka przesada :-[|]

            Wiesz, zależy gdzie bedziesz studiowac i czego od Ciebie beda wymagac. Kosmiczne
            pieniadze pochlaniaja podreczniki, a na niektorych kierunkach po prostu trzeba
            niektore kupic, bo nie da sie inaczej. Podrecznika objetosci encyklopedii nie
            skserujesz, a musisz go znac na wylot.Koszty oryginalu: 120zl, potrzebny
            najnowszy, zaktualizowany. I bu :( Takze mozesz byc o 100zl miesiecznie do
            przodu jezeli odpadnie Ci taki problem (no oczywiscie rozkladajac koszt
            podrecznikow kupowanych w pazdzierniku rownomiernie na wszystkie miesiace, zeby
            rodzice nie dostali zawalu serca...).
            Wiec z tym maximum 600zl moze byc ciezko. Powiedzmy 700-800 wliczajac kazdy
            wydany grosz na kazda dodatkowa kartke xero i bilet na pociag. Chociaz sama sie
            czasami zastanawiam co ja takiego robilam, ze znowu zatrzymalam sie w okolicach
            1000zl..do niego tak naprawde wcale nie trudno dotrzec, miesiac ma 30 dni,
            czyjes urodzinki, swieta etc :( Tak czy owak, 600 moze nie, ale 700 z ogonkiem
            jest calkiem realne.

            No i oczywiscie rzecz sie dzieje w Krakowie, w moim przypadku. I przyznaje sie z
            reka na sercu: na koszt rodzicow w 99%...

            camerthon
      • Gość: zuzka Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.przemet.sdi.tpnet.pl 13.09.04, 21:49
        Ja dopiero zaczynam studia i pieniądze do rozdysponowania to 400 zł. Babcia
        zostawiła mi mieszkanie, więc nie tracę na wynajmowaniu, a sama poszukałam
        współlokatorki, to dzięki temu za pieniadze od niej będę mogła pokryć opłaty.
        Nie wiem dlaczego ale generalnie pieniadze się mnie nie trzymają, wiec boję się
        że mi nie wystarczy. Nie chcę obciążać jeszcze bardziej rodziców i miejsce
        studiów wybrałam własnie ze względu na to mieszkanie. Wiem że niektórzy
        zarabiają 600zł za miesiąc ale ja na prawdę nie wiem jak za coś takiego można
        przeżyć.
        • Gość: magdziorek Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.04, 22:18
          No po tym,co tu czytam,to czuje sie jak ascetka:)Studiuje w Katowicach.Moje
          wydatki:
          mieszkanie+opłaty=375zł
          jedzonko=około 100zł ale wtedy żyje jak królowa:)
          książki(nie potrzebuję ich dużo - studiuję polonistykę,więc wydatki na podr.mam
          tylko na poczatku semestru)=75zł
          kserówki=25zł
          jakieś kino czy kawiarnia lub teatr=50zł
          razem około 625zł,ale jak już napisałam wyżej,jeśli tyle wydaję,to żyje jak
          królowa:)
          utrzymuję się s kredytu studenckiego=460zł+stypendium naukowe=około
          250zł=710zł, a więc jeszcze czasem uda mi się coś zaoszczędzić.
          gdybym znalazła tańsze mieszkanie, co przy tegorocznym popycie było rzeczą
          niemożliwą, to przeżyłabym i za 500zł. A gdybym miała 1000 zł do wydania???Nie
          mogę sobie tego wyobrazić:)
          Pozdrowionka!!!
            • Gość: Richelieu* Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 195.117.90.* 13.09.04, 22:57
              woda mineralna za złotówkę i jogurty to właśnie życie jak królowa. Za 1,8-2
              jest kilogram porcji rosołowych, a na tym da się ugotować obiad dla 4 osób z
              włoszczyzną za następną złotówkę. Jogurt jeszcze rozumiem, od czasu do czasu,
              ale żywe kultiury bakterii to czysta zagrywka marketingowa. Zaś woda mineralna
              to właśnie luksus.
              śniadanie za 3 zł? wiesz ile śniadań schodzi w stołówkach? mało, bo co za
              głupek wyda rzeczywiście 3 zł na śniadanie kiedy za 3 zł ma 20 małych bułek lub
              kostkę masła lub 1,5 litra mleka lub 40 g nescafe lub kilogram pomidorów lub 10
              dag najlepszej szynki ze sklepu z tradycyjną wędliną.

              też widzę, kanapka 2 zł, a studenty głupie kupują, cola 3 zł a studenty kupują.
              Ja rozumiem, że ekstra okazja i że chipsy, że cola, ba, że wino drogie i wódka,
              ale na codzień jada się codziennie
                    • Gość: magdziorek Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.04, 00:42
                      Jeśli zna się miejsca, gdzie można jedzonko kupić bardzo tanio,to można
                      przeżyć.Oczywiscie nie ogę sobie pozwolić an żadne luksusy. Słodycze,
                      czipsy,czy cola nie wchodzą w grę, pozwalam sobie jedynie na kawe,żeby sie
                      obudzić:) Sklepiki na uczelni omijam szerokim łukiem;wolę sama zrobić sobie
                      kanapki. Poza tym liczę tylko około 5 dni w tygodniu,bo w weekendy jestem
                      zwykle w domu. A jeśli znajdzie się fajną współlokatorkę,to można kupować
                      jedzenie na spółkę i razem gotować.Zawsze można też poświęcić kilka wakacyjnych
                      dni na zrobienie zapasów (papfyka,ogórki czy jakiś dżemik ze słoika bardzo sie
                      później przydaje). Wystarczy się dobrze rozejrzeć,znaleźć tani sklepik i robić
                      zakupy z głową:)
                      • Gość: Ula Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 14.09.04, 01:50
                        Aaa, no właśnie, dokładnie tak myslałam - to są właśnie ci nasi biedni
                        studenci, którzy niby żyją za 100 zł, jednakże tradycyjnie co piątek jadą do
                        domu, gdzie i mama i babcia nagotują zupy, nasmażą tych schabowych które się
                        później w słoikach i pudełkach przywozi do akademika i przez następne trzy dni
                        konsumuje.

                        A ja jestem z Warszawy i nigdzie nie jeżdżę i nikt mi obiadów nie przygotowuje
                        ani ciast dla mnie przez pięć dni nie piecze :(((

                        Jasne, że można się przemordować za 3,33 zł dziennie mając w perspektywie 2,5
                        dnia wyżerki w domu, ale zupełnie inaczej to wygląda kiedy człowiek miałby
                        REALNIE latami żyć codziennie równo za 3,33; codziennie: świątek - piątek przez
                        dwie godziny porcje rosołowe gotować i z tego mieć "cały obiad", na śniadanie
                        bułka ale już bez masła czy nie daj boże sera, a nie daj boże żółtego, i już
                        strach powiedzieć że jeszcze do tego zachciałoby mu się kanapeczkę np. z
                        pomidorkiem i jakąś sałatą (sama sałata kosztuje ok. 1 zł najmarniej - to 1/3
                        dziennego budżetu).

                        Dlatego nie wierzę w 100 zł miesięcznie na jedzenie (nie namawiam do piwa,
                        wina, ale czasami chyba coś w ogóle trzeba pić, jakieś soki, kefir, mleko
                        może?)

                        Ja na samo sniadanie jestem w stanie zjeść np. puedłko serka homo waniliowego
                        (jakieś 1,90), dwie kajzerki (nie wiem, załóżmy że po 30 gr) plus trochę dżemu
                        masła kawa i herbata to jak nic daje 3 zł i nie mówię o stołówce tylko o
                        sklepie spożywczym.

                        A potem mam ochotę na jakiś obiad (tak przy okazji to mam takie pytanie: czy wy
                        na obiad wracacie do domu - czy tam do akademika - nie wiem, gdzie mieszkacie,
                        gotujecie go sobie, zjadacie i dopiero wracacie z powrotem na uczelnie?) który
                        jednak kilka złotych kosztuje, no i na małą kolację...
                        • Gość: Richelieu* Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 195.117.90.* 14.09.04, 02:43
                          wiesz co, ludzie mają 1000 zł na 4 osoby i mniej, gdy zapłacą czynsz to
                          zostanie akurat na tyle by porcje rosołowe kupić i zobaczyć podszewkę w portfelu

                          Widzę, że nie znasz się na gotowaniu, jeśli twierdzisz, że to 2 godziny stania
                          przy garach. Bez sensu to, bo ja gotować nie lubię, ale w końcu to normalna
                          czynność. Nastawia się garnek, wrzuca mięsko, zagotowuje wodę, zbiera pianę,
                          przykrywa i się gotuje samo, po 1,5 godziny zielone i po dłuższej chwili masz
                          rosół. Stania 15 minut a nie 2 godziny, chyba że we wspólnej kuchni w akademiku
                          gdzie trzeba swojego gara niestety pilnować. Wtedy bierze się książkę do kuchni
                          i po kłopocie

                          dlatego nawet po tym co tu napisane jest w tym wątku widać, że student to ma
                          jednak wymagania. Gdzie te żywienie z paczki makaronu i słoika koncentratu
                          pomidorowego plus szczypta bazylii, łyżka mąki i kapka śmietany.. żarcie na
                          cały dzień.
                          Hm, przekłada się to również na oczekiwania pracowe, niestety

                          Potrafię normalnie jadać za 150 zł miesięcznie i to nie dlatego, że mnie nie
                          stać, a dlatego, że nie uważam by codzienny jogurcik był do szczęścia potrzebny
                          mojemu układowi trawiennemu

                          to tak tylko ;)
                          a, i u mnie kajzerki kosztują 15 gr a nie 30
                          fajnie mam

                          kilowatodzina za to aż 37 groszy, to prawie najwięcej w Polsce, grr
                          w kujawsko-pomorskiem na przykład tylko 18, a mają możliwość nocnej taryfy 3
                          gr. Oni to dopiero mają dobrze, bo ja więcej prądu ciągnę z nocnej


                          reasumując bo się plątam
                          przeciętny student z pierwszych lat XXI wieku zabiera domowe nawyki hańbiąc
                          dobre imię żaka bogacizną, która daje kompletny brak inwencji. Nie mówiąc o
                          tym, że po studiach stawia ludzi przed stanem prawie nadprzepaściowym, gdzie
                          wypuszcza na rynek pracy takich wygodnickich jak ja na ten przykład, że kilka
                          zer jest za mało do normalnego społecznego jak bozia przykazała,
                          funkcjonowania, zgodnie z rolami społecznymi i tak dalej
                      • Gość: quille Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.ists.pl / *.ists.pl 16.09.04, 12:59
                        jak czytam te wasze wypowiedzi to nie mogę się oprzeć uczuciu... że wam po
                        prostu zazdroszczę :D wiem że niekórzy z was zaraz powiedzą, że nie ma czego,
                        bo to cięzko jest samemu jak się np przybaluje a do końca miesiąca tydzień a
                        wportfelu tylko dycha...

                        ja podczas całych studiów będę mieszkać z rodzicami w Krakowie (trudno żebym
                        zdawała do innego miasta jak mam uniwerek w mieście...) i nie zaznam takiego
                        życia... i bardzo żałuję - to naprawdę uczy odpowiedzialności, gospodarności i
                        zaradności
    • mamalgosia magdziorek=królowa 15.09.04, 13:56
      jak to obliczyliście? 3,33 zł dziennie? No, to nei wiem, jaka królowa się tak
      odżywia.
      Ale miesiąc akademicki to nie 30 dni, jeśli się w piątek już jedzie do domu.
      Przeciętnie są 22 dni nauki, z czego poniedziałki można przetrwać na prowiancie
      domowym, we wtorek np. dietka, w piątek juz brzuszek czeka na obiadek domowy,
      więc zostaje tylko środa i czwartek.
      Ale i tak 100 złotych jak na królowę to lekka przesada
      • Gość: magdziorek Re: dajcie spokój IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.04, 14:03
        Dajcie ludzie spokój,jeśli nie znacie realiów:) Zaczynam żałować,że cokolwiek
        tu napisałam, bo mam już dość głupich docinków od ludzi, którzy nie wiedzą, jak
        wygląda sprawa:)Jeśli was stać na objadanie się,to macie szczęście i dajcie mi
        wreszcie spokój, bardzo proszę:)Pozdrawiam drogą brać studencką:)!!!
        • Gość: zuzka chyba nie powinniśmy od razu oceniać innych IP: *.przemet.sdi.tpnet.pl 15.09.04, 14:17
          Na dobrą sprawę nie znam jeszcze realiów życia studenckiego i nie wiem czy da
          się wyżywić za 100zł/msc. Coś w tym jednak musi być skoro pani pracująca za
          600zł w hipermarkecie może jakoś utrzymać siebie i swoją rodzinę. Jeśli chodzi
          o mnie to może co 3 tyg będę przyjeżdżać do domu, wiec na codzień sie będę
          musiała sama wyżywić. Ostatnio kupowałam coś na śniadanie i kolację i za 4
          bułeczki z 6 plasterkami szynki zapłaciłam 2zł więc tak sobie analizuje że
          200zł w moim przypadku na jedzenie będę musiała wydać. Nie chodzi mi o to żeby
          się objadać szynką, tylko po prostu jeść w miarę zdrowo i generalnie jeść, nie
          tylko zupę chmielową.
      • Gość: Ula Re: magdziorek=królowa IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.09.04, 14:58
        A mnie się Richelieu Twoje podejście nie podoba.

        Moim zdaniem: albo piszmy prawdę, albo nie piszmy wcale.

        Nie ma sensu naciągać ludzi na to, że za 100 zł miesięcznie je się jak królowa.
        Kto tak pisze, ten albo jest wyjątkowo nietypowy (zdarzają się tacy, był np.
        jeden co wlazł na słup i jadał tylko po dwa listki sałaty dziennie, bo trzy
        uważał już za rozpustę, Szymon Słupnik się nazywał), albo też po prostu naciąga
        rzeczywistość do swoich wyobrażeń o tym, jak powinna ona wyglądać - i to jest w
        sumie Twój przypadek.

        A ja zupełnie nie rozumiem, w jakim celu z nadmiernej ascezy robisz cnotę?

        Abstrahując od konkretnego przypadku pytającej założycielki wątku, która
        dowiaduje się że za 3,33 zł dziennie można żyć jak królowa (co prawda co dwa
        miesiące, 31, będzie miała głodówkę oczyszczającą, ale za to w lutym poczuje
        się już nie jak królowa, a jak Caryca - bo będzie miała ekstra 6,66 do
        dyspozycji!)- i może nieopatrznie w to uwierzyć; widzę w takiej postawie jak
        Twoja szerszy problem.

        Może odpowiedzmy sobie więc na pytanie: w jakim celu idzie się na studia?

        Czy chodzi o survival, grę pod tytułem: jak przeżyć za jak najmniejszą ilość
        pieniędzy jak największą ilość dni? Jeśli tak, to nie ma sprawy, możemy się
        ścigać, jestem w tym dobra - zaliczyłam schyłek PRL, wiem jak się "zdobywa"
        kawałek żółtego sera po pięciu godzinach stania w kolejce; a jeśli wolisz
        bardziej ekologicznie, to byłam wiele lat w harcerstwie i mogę przeżyć miesiąć
        w lesie na grzybach, jagodach i dzikich jabłkach i jeszcze zdobyć nagrodę za
        najpiękniejszy szałas, jeśli romantycznie - to przejechałam autostopem całą
        Europę i wiem jak smakują winogrona podarowane przez wesołych chłopaków z
        jakiejś włoskiej cooperativy gdy się cały dzień nic nie jadło, a jeśli swojsko,
        miejsko - to znam ceny makulatury w skupie, zarówno gazetowej jak i tekturowej.

        Ale chyba nie chodzi o to?

        Skoro się już ktoś wybiera na studia, to chyba jego głównym celem NIE jest
        PRZEŻYĆ, tylko:
        1. uczyć się, i to jak najlepiej
        2. chodzić do kin teatrów itp. ogólnie korzystać z "przybytków kultury i
        sztuki"
        3. socjalizować się
        4. jak studia nie są trudne, to warto by było wziąć drugi kierunek
        5. siedzieć w bibliotece i czytać wszystko co wpadnie w ręce, napisać coś o tym
        krytycznie
        7. dyskutować z kolegami i wykładowcami, polemizować, spierać się, nie móc
        usiedzieć spokojnie bez zadania trudnego pytania
        8. myśleć, kombinować i ogólnie knuć jak by tu zmienić świat na lepsze
        (zwłaszcza jeśli chodzi o kierunki humanistyczne, ale nie tylko) - warto by w
        tym celu w jakiejś organizacji podziałać, podemonstrować może trochę, powalczyć
        o prawa kobiet, mężczyzn, gejów - co tam kto chce
        9. warto by też się choć z kilka razy zakochać, może być i z wzajemnością

        Jeśli podejdziemy do tych studenckich zadań poważnie, to po prostu logicznie
        bez sensu jest marnowanie czasu na takie gospodarowanie pieniędzmi, żeby wyżyć
        za 3,33 dziennie.

        Dużo bardziej ekonomicznym - pod każdym względem - rozwiązaniem jest w takiej
        sytuacji studencka stołówka, w której zawsze jest ciepły obiad, zjadamy go w
        pół godziny i już.

        I tu dochodzimy do sedna sprawy, mianowicie zamiast prześcigać się w
        osiągnięciach i kto da więcej - mamy już 100 zł, zaraz odezwie się jakiś
        stachanowiec że on się wyrabia nawet w 90 zł miesięcznie i że jak się pojedzie
        o 4 rano na giełdę to można tanio dostać lekko tylko nadpsute warzywa więc dla
        chcącego nic trudnego; należy się raczej skoncentrować na wspólnej walce o
        dobrą, tanią i dużą stołówkę studencką!

        Ludzie, jesteśmy w Europie! W Berlinie, a Amsterdamie, w Brukseli, gdzie się
        nie ruszyć w ośrodkach akademickich najważniejszym punktem kampusu jest otwarta
        od rana do wieczora wielka gigantyczna stołówka, a w niej obiady, śniadania i
        kolacje, mięsne, wegetariańskie i wegańskie do wyboru. Student nie po to jest
        studentem, żeby się zajmował gotowaniem, tylko nauką! W tych stołówkach
        jedzenie jest zawsze dobre i świeże, choć oczywiście nie jakieś luksusy, raczej
        podstawowe, proste potrawy. Do stołówki przychodzą doktoranci, profesorowie -
        wszyscy! Jest tam czysto, ładnie i przyjemnie. To jest jednocześnie centrum
        życia towarzyskiego. Tam wiszą ogłoszenia, plakaty. Tam czuje się puls
        uniwersytetu. A każdy ma abonament na posiłki i można się starać o
        dofinansowanie.

        Owszem, na UW jest stołówka, choć nie ma wiele wspólnego ze stołówkami o
        których ja mówię, bo po prostu jedzie w niej starą szmatą, jest duszno i jest
        bardzo krótko otwarta, to jednak póki co można z niej korzystać. Alternatywę
        stanowią bary mleczne.

        I żeby nie było wątpliwości - nie krytykuję tu nikogo za to, że nie starcza mu
        pieniędzy (choć jak się okazuje, to 100 zł to była jednak przesada, bo dochodzi
        jedzenie z domu). Krytykuję mentalność, zgodnie z którą im biedniej, tym
        lepiej, "bo to, panie dziejku ja makaron z sosem jadłam, ojciec jedli, a młodym
        się w głowach poprzewracało i tak nie może być, bo to jak świat światem panie
        dzieju żaki biedowały i mają biedować i amen!"
        • Gość: Richelieu* Re: magdziorek=królowa IP: 195.117.90.* 15.09.04, 16:28
          i po co taki elaborat?

          zobacz to co zuzka napisała, że coś w tym musi być jeśli kobieta pracująca w
          hipermarkecie zarabia 600 na całą rodzinę

          o królowej to nie było moje, coś Ci się

          zwróciłam uwagę tylko, że ani mineralna ani jogurt do życia neizbędne nie są..
          na co podniosło się larum, że jednak są. O konkternych sumach nei mówiłam,
          tylko i wyłączie o tym jogurciku. Hm, mówiłam, ale o sobie, a ja jestem
          niejadek od zawsze.

          A meritum mojego stanowiska jest teza, że czym trudniej studentowi przeżyć za
          niewielkie sumy tym trudniej będzie mu po studiach na bezrobociu. Jakie
          przeżycie? Mówiąc o socjalizacji wpadasz, bo wydając duże sumy na jogurty nie
          będziesz przygotowana do życia, będziesz po studiach zbulwersowana, że 600 zł,
          które podawane jest tu jako minimum na jedzenie i na pokój i na bilety i na
          książki, ma Ci starczyć na całą rodzinę. Przecież pierwsze prace są właśnie do
          tysiąca, a bywa i tak, że pierwsza pracę stanowi wolontariat.

          Mentalność, organizacje studenckie, walczenie o prawa, dyskusje, polemizowanie
          to wszystko tuptanie i klaskanie. Nikt tego poważnie nie bierze, no, ale
          student też chce mieć jakąś rozrywkę to niech ma. Na zdrowie


          Ależ się zdenerwowała, łojezu, a chodziło tylko o mineralną i jogurcik
        • Gość: ech Re: magdziorek=królowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 18:07
          dzizas co za snobizm... a jedzcie sobie jogurty jak was na to stac a jak was
          nie stac to jedzcie jedzenie domowe, gotujcie obiadki i nie licytujcie sie kto
          ma racje...
          osobiscie darze wiekszym szacunkiem tych ktorzy potrafia sprytnie przezyc za
          600zl, ugotowac cos smacznego (sluchajcie obiad za okolo 2-2,5zl: piers z
          indyka, ziemniaczki, pomidorek - to chyba normalne i smaczne jedzenie...) i
          korzystac z kulturalnej oferty miasta na tyle na ile to mozliwe (przeciez sa
          tez darmowe wjazdy) niz tych ktorzy z rozbawieniem wydaja pieniadze rodzicow i
          jeszcze dziwia sie innym, ze mozna zyc taniej. bo co, mamusia moze jak
          przeczyta to sie zastanowi na co dziecko tyle wydaje skoro inni potrafia wydac
          mniej? co innego jak ktos sam na siebie zarabia. mysle ze wlasne pieniadze
          szanuje sie bardziej i racjonalniej sie je wydaje.
          pozdrawiam
          • Gość: lola Re: magdziorek=królowa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.04, 19:05
            juz tak pomijajac i grzecznie nie komentujac glupoty Uli, powiem tylko ze ja w
            Katowicach studiuje za niecale 600 zl miesiecznie :] mam po prostu tansze niz
            Magdziorek mieszkanko, bo place z oplatami 250zl. i na jedzenie tez niew ydaje
            wiecej niz 100zl miesiecznie. czaaasem 120zl - wiem bo licze. utrzymuje sie z
            kredytu i z tego co dorobie na boku. nie wiem jak bardzo rozpuszczonym trzeba
            byc zeby na koszt rodzicow obzerac sie codzien dupiastym jogurcikiem, jak za
            cene jednego takiego gowienka mozna ugotowac garnek zupy :] Ula, powiem za
            Krzyskiem - wiecej pokory i nauki zycia. na razie to sama nie dalabys sobie
            raczej rady.

            jogurciki <rotfl> :D
            • Gość: apollina Re: magdziorek=królowa IP: *.przemysl.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.04, 20:58
              A ja mam pytanie do tych osób, które mają kredyt studencki. Sama zaczynam
              studia w tym roku i będę się starała o takowy kredyt i dlatego pytam:ile trwa
              załatwianie formalności, kredyt dostaje się od grudnia więc czy dostaje sie
              wyrównanie za paźdz. i listopad,jaki jest max dochód na os w rodzinie by taki
              kredyt dostać?? Ogólnie interesuje mnie wszystko o kredytach studenckich i jak
              to wygląda w praktyce...Z góry dzięki;))
            • Gość: Aga Re: magdziorek=królowa IP: 81.15.254.* 15.09.04, 21:11
              Wierzę wam na slowo, że można żyć, jedząc codziennie najtańsze rosloki,
              najtańsze makarony, najtańsze pasztety itp. Ale - jakim kosztem? Mam i tak
              chory żolądek, czy mam go sobie rozstroić do reszty, jedząc byle co? Póki nie
              muszę się umartwiać, póki moją rodzinę na to stać, to wolę jeść tanio, ale
              normalne rzeczy, a nie suplać po 3,3 zl za dzień, bo tym sposobem tylko nerwicy
              mozna się nabawić. Lubię jogurciki, lubię kajzerki po 30 gr, pijam wodę
              mineralną, bo taka z kranu, biala od chloru, lekko mnie przeraża. Boże, jaka ja
              rozpustna jestem...
              • Gość: Richelieu* Re: magdziorek=królowa IP: 195.117.90.* 15.09.04, 21:35
                wodę się zagotowuje i przelewa do butelek zostawiając kamień na spodzie
                czajnika, jeśli już koniecznie chce się mieć wodę w butelce do szkoły

                od umartwiania do rozsądku kawał drogi i o to chodzi w tej dyskusji

                a chory żołądek to już inna sprawa, na to trzeba specjalnej niestety diety, a
                nie jogurcików. Hm, smażeniny nie wolno
            • Gość: Ula pokora IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.09.04, 21:46
              Na razie to sama daję sobie radę i to calkiem dobrze :)

              Czego chyba nie można powiedzieć o Tobie? Jesteś mocno sfrustrowana, na co
              wskazuje nadmiar uzytych przez ciebie wyrażeń uważanych za obrażliwe:

              "- obżerać się dupiastym jogurcikiem
              - za cenę takiego gówienka"...

              1. (takimi słowami sobie w rodzinie o jedzeniu dyskutujecie? A może Ty tak
              bluzgasz, bo po prostu jesteś GŁODNA?)

              2. (widać, że się chyba w Bułgarii ani Grecji nie było i nie zna się
              fenomenalnych walorów jogurtu...) ale mniejsza z tym.

              Sedno problemu tkwi gdzie indziej - albo ktoś chce się na studiach umartwiać,
              przysposabiać do trudów życia za 600 zł - i to juz teraz - jak nam Richelieu
              zapowiedziała - nie na osobę, ale na rodzinę (!!! no no, a może jak się ma 600
              zł w perspektywie to warto by się nad tą "rodziną" jeszcze zastanowić?:) albo
              chce się studiować i ŻYĆ!

              Wybór jest oczywiście indywidualny.

              Ciekawe tylko, że zdecydowana większość europejskich studentów nie wyobraża
              sobie zycia bez stołówek, które wywalczył sobie w swoim czasie prężny ruch
              studencki, a Polacy chcą się zawziąć i przetrzymać za 100 zł gotując sobie
              nocami płucka w garze (tak jako ciekawostkę dodam że gotują w akademikach w
              Europie Azjaci, ale oni z innego powodu niż narodowa pokora i poczucie
              niższości i generalnie stosunek typu: mnie się nie należy, oni gotują bo im
              zwykły ryż nie smakuje, przywożą sobie swój specjalny).

              Trenujcie sobie swoją pokorę, pięcioletnia wytrenowana pokora wobec pracodawcy
              faktycznie się przyda jak znalazł, niech wam do głowy nie przyjdzie czegoś
              więcej niż 600 zł oczekiwać od życia, czynnie zwalczajcie związki zawodowe w
              swojej firmie (szef to może docenić) a umierając pamiętajcie żeby zrobić to
              cicho i oszczędnie i po sobie w miarę możliwości posprzątać.

              A swoją drogą to żal mi ludzi, w których nie ma odrobiny buntu i radości zycia.
              Rozumiem: stare babcie, ale młode dziewczyny? Studentki? Śpiewała Maryla
              Rodowicz: "Nie daj mi Boże, broń Boże skosztować tak zwanej <życiowej
              mądrości>... Dopóki życie trwa..." Pisał Janusz Korczak: "Dzieci, dumne miejcie
              marzenia, wielkie miejcie dążenia". Wszystko jak do ściany.

              Ja lubię jeść dobre rzeczy, bo w ogóle lubię żyć "pełną piersią", a nie ciułać
              i uczyć innych pokory. Kto oglądał film "Czekolada" (był chyba w niedzielę w
              TV)? Kto go oglądał, niech się zastanowi, kogo przypominają Richelieu i lola.

              Natomiast powstrzymajcie się dziewczyny w miarę możliwości od plecenia andronów
              na temat innych bo strasznie wam to kiepsko wychodzi. Ja żyję na koszt
              rodziców???? Ha ha, kulą w płot! Ale wygłoszone tonem pewnym siebie, prawda? Ja
              nie umiem gotować? No cóż, moi znajomi i mój chłopak mają zupełnie inne zdanie.
              Tak więc trochę pokory zanim się zacznie wygadywać brednie na temat innych i
              mierzyć ich własną ciasną miareczką - życzę!
              • Gość: Richelieu* Re: pokora IP: 195.117.90.* 15.09.04, 22:11
                epitety w Twoją stronę, w czyjąkolwiek stronę, są rzeczywiście nie na miejscu

                "czekolada", pełna pierś, życie
                ok, dziewczyno, studentko, buntowniczko. Młodość ma swoje prawa, również prawo
                do tuptania nogą obutą w but o cienkiej podeszwie. Tup, raz dwa Cię zaboli

                Myślisz Ulko, że dostaniesz więcej niż 600 na początku? Zajrzyj na F Praca, na
                archiwalne wątki zwłaszcza, jak się biedaczki po studiach rzucały, że nie będą
                za 600 tyrać bo nie po to studiowały. Też nie poszłabyś do pracy za 600? A
                potem płacz i zgrzytanie, że chcą doświadczenia, ale jak je zdobyć. To do
                znudzenia, a dziennikarze potem wypisują te same linijki od 10 lat. A
                bezrobocie wiadomo jakie.

                Żyć, co to znaczy? Opierać się na przeciętnym filmie o modelowym wręcz
                scenariuszu? Gdyby nie Binoche nie było by na co patrzeć, bo i Depp miał rolę
                nieciekawą. Swoją drogą kakao na wodzie z chili faktycznie takie jakieś ;)
                • Gość: devil Re: pokora IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 23:14
                  Też czytuję forum praca i na początku byłam przerażona informacjami, jakie tam
                  znalazłam. Ale- abstrahując od tematu wątku, nie zawsze warto zadowalać się
                  minimum. Popieram Ulę- w którymś momencie studiów rodzice skazali mnie na życie
                  na własny rachunek (słusznie zresztą). Skończyły się luksusy, więc zaczęłam
                  główkować ;-) i znalazłam pracę natychmiast, jeszcze na IV roku studiów.
                  Pracuję w banku, w wymarzonym departamencie, realizuję się ;-). W planie mam
                  doktorat (Richelieu, kiedyś pytałaś mnie o publikację), zarabiam na początek 3
                  tys. (szok, szczególnie po lekturze forum p.). Wyszło tak, a nie inaczej, bo
                  nie chciałam skazać się na minimum. Fakt jednak, że zawsze miałam to co
                  chciałam (jedynaczka ;D) więc trudno mi byłoby się pogodzić z życiem za
                  kilkaset złotych (kolejny szok). Nie wiem co będzie dalej, może zweryfikuję
                  swoją postawę ;-)))
              • Gość: magdziorek Re: Do Uli i nie tylko:) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.04, 22:30
                Ulo, Ty rzeczywiście nie rozumiesz:) Jem za ile jem nie z wyboru,ale z
                konieczności i nie jest to żadna asceza na pokaz. Jeśli spojrzysz jeszcze raz
                na mój pierwszy post, to przeczytasz tam,że na kino, kawiarnie itp. wydaję
                około 50 zł.Z powodzeniem mogłabym to wydać na mineralną czy jogurcik,ale wolę
                zobaczyć coś ciekawego, zakosztować nieco studenckeigo życia; z resztą nie
                trzeba chodzić po knajpach,żeby zobaczyć jak to jest. Piszesz o studentach w
                Europie, a czy zdajesz sobie sprawę jaka między nimi z nami jest przepaść? Ile
                zarabiają ich rodzoce, a ile nasi?Pewnie że mogłabym chodzić sobie na
                stołówkę.W zeszłum roku nawet było to możliwe, bo dwudaniowy
                obiad+kompot+mineralna+surówka kosztował w abonamencie 4,50.Teraz będzie
                kosztował koło 8 zł, bo wycofano dopłaty do obiadów.Owszem mogłąbym się starać
                o dopłatę do wyżywienia,ale nie mam na takową szns, bo próg finansowy jest tak
                niski, że rzadko kiedy komukolwiek uda się go nie przekroczyć.
                Piszesz,że żal Ci ludzi,"w których nie ma odrobiny buntu i radości życia"; a
                skąd Ty możesz wiedzieć ile np. we mnie jest radości życia. Nawet sobie nie
                wyobrażasz, jak bardzo się cieszę, że w ogóle studiuję i jak bardzo to
                uskrzydla. O wiele bardziej, niż obiad ze stołówki:)Gotowanie sprawia mi
                przyjemność, obojętnie co gotuję:)Nie musi to być wykwintny obiad z 5 dań:)A i
                czasem,żeby spełnić swoje marzenia trzeba zrezygnować z luksusów. Bo ja mam
                właśnie "dumne marzenia i wielkie dążenia",tylko drogę do ich spełnienia nieco
                pod górkę:)Pozdrawiam
                • Gość: U. Re: Do Uli i nie tylko:) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.09.04, 00:51
                  magdziorek, jak to jest że będąc finalistką Olimpiady z Literatury, tak
                  nieuważnie czytasz? Posty o których mówisz nie były skierowane do Ciebie; jeden
                  był do Richelieu a drugi do loli. Jest bowiem zasadnicza różnica między tym, że
                  ktoś po prostu nie ma pieniędzy - (coż, zdarza się i może się zdarzyć każdemu z
                  nas) a tym, że ktoś co prawda pieniądze ma, ale z biedowania robi ideologię i
                  wmawia ludziom, że to jest dobre.
                      • Gość: Richelieu* Re: Do Uli i nie tylko:) IP: 195.117.90.* 16.09.04, 11:26
                        kupowanie jogurcików codziennie jest szastaniem, na tym polega różnica między
                        jedzeniem świątecznym a codziennym

                        a znać można, jeść też, nawet kawior z prawdziwym szampanem i truskawki w
                        grudniu. Ale gdy jest okazja, bo kiedy codziennie zrobimy święto czym uświęcimy
                        to właściwe? Chlebem ze smalcem bo egzotyczne?
                        Jak sprawisz przyjemność swojemu lubemu kiedy nie będzie w stanie rozpoznać
                        kiedy jest dla Ciebie codzienny a kiedy niecodzienny
                      • facecja Re: Do Uli i nie tylko:) 16.09.04, 12:16
                        Gość portalu: Aga napisał(a):

                        > A to kupowanie jogurcików jest równoznaczne z szastaniem pieniędzmi??? Znam
                        > droższe produkty żywnościowe...

                        moim zdaniem tu nie chodzio sam fakt kupowania jogurtu, tylko o
                        podejście: "nie mogę dnia przeżyć bez danona", a jeśli ktoś się nie może obejść
                        bez tego to i trudno się przestawić z drożdżówek na zwykły chleb albo z z
                        morlinek na zwykłe parówki. I jeszcze to powtarzanie: "muszę jeść drożej, żebym
                        była zdrowa, bo drożej to lepiej, a tanie jest szkodliwe"...
                        • Gość: Aga Re: Do Uli i nie tylko:) IP: 81.15.254.* 16.09.04, 13:39
                          Nie chodzi o to, żeby jeść drogo. Chodzi o to, żeby jeść normalnie. Kiedy widzę
                          ludzi, którzy wcinają pasztet po 2 zl za pól kilo i mielonkę w podobnej cenie,
                          żeby im potem na imprezy i farby do wlosów starczylo, to mnie lekko skręca
                          (świeżo poznalam taki przypadek). A jak ktoś jest w stanie jeść smacznie za 120
                          zl na miesiąc, to szczerze chylę czola.
                          • facecja Re: Do Uli i nie tylko:) 16.09.04, 13:56
                            Gość portalu: Aga napisał(a):

                            > Nie chodzi o to, żeby jeść drogo. Chodzi o to, żeby jeść normalnie. Kiedy
                            widzę
                            >
                            > ludzi, którzy wcinają pasztet po 2 zl za pól kilo i mielonkę w podobnej
                            cenie,
                            > żeby im potem na imprezy i farby do wlosów starczylo, to mnie lekko skręca
                            > (świeżo poznalam taki przypadek). A jak ktoś jest w stanie jeść smacznie za
                            120
                            >
                            > zl na miesiąc, to szczerze chylę czola.


                            ja sobie to od innej strony wyobrażam - dziwię się ludziom, którzy rezygnują z
                            książki (nawet podręcznika)/kina/jakiegoś ciucha po to, żeby codziennie zjeść
                            ten niesczęsny ;) jogurt czy napić sie bonaquy - na co jakby nie patrzeć ze 30
                            zł. miesięcznie idzie
            • Gość: studentka ale zawistne jestescie IP: *.psi.ch 17.09.04, 11:15
              nie wiem jak bardzo rozpuszczonym trzeba
              > byc zeby na koszt rodzicow obzerac sie codzien dupiastym jogurcikiem, jak za
              > cene jednego takiego gowienka mozna ugotowac garnek zupy :]

              Chyba robisz sie agresywna. Ciekawe czy to przez ta zupe?;) Nie trzeba byc
              rozpuszczonym, zeby za pieniadze rodzicow "obzerac sie dupiastym jogurcikiem".
              Jesli rodzice moga dawac mi tyle, zebym nie musiala kombinowac, co zjesc, aby
              przezyc i co wyjdzie najtaniej, to korzystam z tego bez oporow. Nie widze
              powodu, dla ktorego mialabym sie glodzic i odmawiac jogurtow, serkow, wody
              mineralnej, a nawet...wedzonego lososia od czasu do czasu (tak tak dobrze
              przeczytalas :P). Tak samo nie widze powodu, abym miala nie kupowac kosmetykow
              czy ubran, jesli akurat sa mi potrzebne. I mam gdzies, co pomysla o tym takie
              zawistne panienki jak ty czy richelieu. Najbardziej nie lubie zagladania innym
              do portfela i glupiego wydziwiania, ze za duzo wydaja. Twoje wydaja? Nie? No
              wlasnie :).
        • facecja Re: magdziorek=królowa 15.09.04, 22:33
          Gość portalu: Ula napisał(a):

          >Student nie po to jest
          > studentem, żeby się zajmował gotowaniem, tylko nauką!

          O proszę, muszę to pokazać mojej mamie (mieszkam jeszcze w domu), bo często
          zdarza jej się kazać mi obierać ziemniaki, zmywać naczynia, czy nie daj Boże
          zupy przypilnować. Na nic moje wołanie, że nie po to się uczę, żeby stac przy
          garach. Każe i koniec! Normalnie znęca się nade mną!

          Zauważ proszę, że nie jestesmy w Amsterdami, Berlinie czy Nowym Yorku. W Polsce
          nie tylko przecietni ludzie, ale i uniwersyteccy profesorowie nie jadają
          codziennie na mieście, ale wybierają domowe obiadki - kwestia nie tylko
          ekonomii, ale i mentalności. Zdziwiły mnie dość mocno Twoje słowa, bo jak dotąd
          słyszałam tylko opinie, że własnie wyprowadzka, mieszkanie studenckie czy
          akademik - ze wszystkim, co się z tym wiąże, to istna szkoła życia - bardzo
          PRZYDATNA szkoła życia. To już nie chodzi o przystosowanie się do ewentualnych
          600 zł. pensji - chodź to akurat byłoby przydatne dla wielu studentów, nie
          tylko tych co aspirują na stanowisko kasjera w biedronce, ale i (i tu się może
          zdziwisz) tych, którzy zamierzają pracować w administracji publicznej. Bo przez
          pierwsze 12 miesięcy (a niewiadomo, czy tego okresu mi jeszcze nie wydłużą)
          obowiązuje mnie tzw. staż, gdzie zarabiać mogę 600-700 zł. Oprócz tego
          dostosowania potrzeb do mozliwości studenci, których spotkałam nauczyli się po
          prostu samodzielności. Moim zdaniem nauka gotowania przyniesie mi w życiu
          więcej dobrego niż pikietowanie, demonstrowanie, walka z wiatrakami - jaką jest
          zabieganie o tanie stołówki w polskich warunkach, więc czas wolałabym
          przeznaczyć na pilnowanie rosołku niż bieganie z transparentem po mieście.
          To życie studenckie, które opisujesz - owszem, jest kuszące, ale odstaje od
          polskich warunków i zalatuje amerykańszczyzną. I większość studentów nie moze
          sobie na nie pozwolić - głównie ze względów finansowych (co na to być
          poradziła?), a jadanie każdego posiłku w stołówce na pewno nie pomoże poczuć
          tej sielankowej atomsfery.
              • Gość: lola Re: Dzięki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 08:51
                heh, ale numer z ta Ula. jogurcik to byla taka metafora panno madralinska :]
                wode mineralna mam i na jogurty rowniez mnie stac. tyle ze wyroslam juz z epoki
                fascynajcji reklama i nie kreca mnie bzdety ktorymi non-stop jetsesmy
                karmieni :D wole ugotowac sobie normlany obiadek z zupa, salatka, miesem, lub
                makaron z sosem pomidorowym itp.itd. wszystko minimalnym kosztem, bo normalne,
                zdrowe jedzenie wbrew pozorom jest taniutkie (i polecam je na chorobe zoladka -
                lepsze niz dupiaste jogurciki, w ktorych nie ma ani jeden witaminy, czy zywej
                bakterii). rano wcinam kanapki, do budy biore jeszcze czasem bulke. po powrocie
                do chaty gotuje i tyle. nie wyobrazam sobie np. przezerac 300 albo 400 zl, a
                znam takie przypadki :/

                studiuje psychologie, mieszkam na Al.Rozdzienskiego :] i tez wydaje kupe kasy
                na ksiazki, kino itp. pozdro dla Magdziorka
                • Gość: Aga Re: Dzięki IP: 81.15.254.* 16.09.04, 09:36
                  > wyroslam juz z epoki fascynajcji reklama i nie kreca mnie bzdety ktorymi non-
                  stop jetsesmy karmieni :D

                  Ja nie jestem karmiona, ja się sama karmię. Tym, co mi smakuje, nie tym, co
                  reklamują. Nie mamy pięciu latek, no naprawdę...

                  I jem mniej więcej podobnie jak ty - plus jogurciki;) I staram się żyć
                  oszczędnie, wybieram tańsze dżemy, mleko, sery itp. - ale bez przesady -
                  jedzenie kupowane za 3,3 na dzień nie może być wysokiej jakości. Cudów nie ma.
            • facecja Re: Dzięki 15.09.04, 22:53
              Gość portalu: magdziorek napisał(a):

              > Widzę,że odwiedza ten wątek coraz wiecej rozsądnych osób:)Dzięki i Tobie,
              > Facecjo!!!Pozdrowionka:)

              Nie ma sprawy! Podoba mi się ta dyskusja, bo (i tu pora na wyznanie w stylu
              amerykańskich filmówdzięki niej ;)) dzięki niej uwierzyłam, że i ja mam szansę
              na pomieszkanie z daleka od domu, a nie wieczne dojeżdżanie - bez jednoczesnego
              rujnowania rodziców moich kochanych. Dzięki!
              • Gość: zuzka Re: IP: *.przemet.sdi.tpnet.pl 16.09.04, 09:45
                Tak czytam te wszystkie opinie i wydaje mi się że kilka osób popada poprostu w
                skrajnośc. Zawsze gdy wyobrażałam sobie siebie na studiach myślałam, że to
                będzie krok w tak na prawde dorosłe życie. W domu też niby gotuję, sprzątam i
                kupuje coś na kolację, ale jest to pod okiem mamy. Teraz będzie trzeba samemu
                gospodarować finansami i już nie będzie żalu do mamy ze nie dała na nowe
                spodnie, tylko samemu będzie trzeba pomyśleć czy ich zakup nie zrujnuje
                budżetu. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób stwierdzi że to są rzeczy prozaiczne
                i każdy sobie z nimi radzi. Wystarczy jednak wejsc np na forum kuchnia gdzie
                wypowiadają się byli studenci jak to inni gotowali ziemniaki bez wody i
                kurczaka bez garnka. A na studiach chyba chodzi o to żeby nauczyć się żyć na
                miarę własnych możliwosci nie tracąc przy tym radości ze studiowania i radości
                życia.
            • Gość: Richelieu* Re:Jak wam sie udaje... IP: 195.117.90.* 16.09.04, 00:20
              i co do "stać mnie, straszne, nie?"

              nie o stanie lecz o nie trzymaniu się kasy chodzi. Stać zaś se możesz póki nogi
              od tupania nie ścierpną. Jak się ma chęć na tupanie to każdy ma jakieś
              zboczenie zawodowe. Tylko widziałam mnóstwo "jogurcików" gdy rodzic
              jogurtożercy gotował zupę ze szczawiu. I to jest straszne

              • Gość: Tymon Re:Jak wam sie udaje... IP: *.k1.isko.net.pl 16.09.04, 00:29
                Dokladnie tak, Richelieu. Wlasnie o trzymanie kasy chodzi. Ostatnio moj znajomy
                stwierdzil, ze mimo dobrej pensji jego sytuacja zawsze jest podobna - w
                trzeciej dekadzie miesiaca na rachunku jest juz tylko rezerwa. Wiecej zarabia
                ale i wiecej wydaje (na glupoty najczesciej).
                Ja mam szczescie pracowac w trakcie koncowki studiow juz w swoim zaplanowanym
                zawodzie. Mimo, ze zarabiam niemalo, bo ~2xsrednia krajowa, moja wydatki od
                dluzszego czasu sa na podobnym poziomie. Wazne jest to, zeby szanowac swoja
                prace i wysilek i miec cel, bo pieniadze sa tylko srodkiem.
              • facecja Re:Jak wam sie udaje... 16.09.04, 12:22
                Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

                > Tylko widziałam mnóstwo "jogurcików" gdy rodzic
                > jogurtożercy gotował zupę ze szczawiu. I to jest straszne
                >

                oj taam, zupa szczawiowa jest dobra i smaczna, no a jak dla mnie, wiejskiej
                dziołchy niewiele jest tańsza od ogórkowej czy porowej ;)

                ale na poważnie: ja też znam takich - studentów głównie, którzy oszczędzają na
                różnych rzeczach, byle tylko zjeść sobie co rano danonka albo mleko z
                nesquickiem (jakkolwiek to się pisze). dziwych ludzie dokonują wyborów,
                naprawdę...
        • Gość: Richelieu* Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 195.117.90.* 16.09.04, 11:16
          to poważniejsze oszczerstwo od nazwania dziewczyny na przykład kurwą,
          szanowny/a stu, bo kurwa jest abstraktem raczej

          co do ciąży, bzdury pleciesz, że normalne odżywianie pozbawia kobiety
          możliwości zajścia w ciążę. Ba, nawet bardzo ubogie odżywianie tego nie
          odbiera. Więcej szkodzi stres.
          I największy współczynnik dzietności występuje właśnie w rodzinach biednych,
          jasne jak słońce i dzieci o tym wiedzą.
          • Gość: lola Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 11:56
            hahah ! nielzy arguemnt z ta ciaza. tylko wyobraz sobie ze normalne zarcie,
            tanie, nie naszpikowane konserwantami i barwnikami, nie reklamowane dzien i noc
            w tv, jest po prostu zdrowsze. uwierz mi ze cale pokolenia wyrosly zdrowo,
            szczuplo i bez chorob na chlebie, miesie, salatkach, ryzu, makaronie, owocach,
            mleku i domowych przetworach. nie bylo karmieni jogurcikami danone,
            snickersami, nie pili danvity i nie wpierdzielali posklejanych rafinowanym
            cukrem musli. ja musli robie sama z platkow owsianych, otrebow, posiekanych
            orzechow i rodzynek. rano tylko mleko i juz. z takiej paki mam mausli na prawie
            trzy tyg. a kosztuje ono niezbedne minimum :] wy kupujcie dalej 100gramowe
            paczuszki po piec, lub osiem zeta. ej ja naprawde zdrowo, smacznie i duzo jadam
            za ok. 120 zl miesiecznie :] mnostwo warzyw, mieso, ryby, ciemne pieczywo i
            wlasnie musli. pije mleko, na mineralna tez mam. robie sobie spaghetti, gotuje
            pyszne zupy warzywne - nie wiem ile tego bymm usiala jesc by wydac 300/400zl.
            naprawde. i tak jak ktos juz wyzej wspomnial: sa ludzie ktorzy za 700zl
            utrzymuja siebie i dwojke dzieci. naprawde myslicie ze te dzieci sa
            niedozywione, anemiczne i cherlawe? o naiwnosci. zycze szybkiego dorosniecia :/
    • Gość: quille DO MAGDZIORKA :D IP: *.ists.pl / *.ists.pl 16.09.04, 13:37
      jesteś wspaniała, wiesz? :D pokazałaś wszystkim, że pomimo tego, ze jest się z
      biedej rodziny można wszystko - można iść na studia - trzeba tylko znaleźć
      sposób i być upartym - w twoim przypadku to była olimpiada :)

      to naprawdę super - życzę ci jak najlepiej i muszę jeszcze dodać, ze wobec
      takich ludzi jak ty mam naprawde dużo pokory i szacunku - ja, jedynaczka,
      córeczka tatusia i mamusi, która zawsze miała i ma wszystko podane na tacy... i
      nie wie jak to zmienić :-/
      • facecja Re: DO MAGDZIORKA :D 16.09.04, 13:51
        Gość portalu: quille napisał(a):


        > to naprawdę super - życzę ci jak najlepiej i muszę jeszcze dodać, ze wobec
        > takich ludzi jak ty mam naprawde dużo pokory i szacunku - ja, jedynaczka,
        > córeczka tatusia i mamusi, która zawsze miała i ma wszystko podane na tacy...
        i
        >
        > nie wie jak to zmienić :-/

        mogę się wtrącić? bo wątek w coraz ciekawszą stronę podąża

        zawsze jest tak, że jak coś mamy, to chcemu czegoś odwrotnego

        ja już gdzieś wpomniałam, że koleżanki z grupy, które mieszkają daleko od
        uniwerku i są zmuszone wynajmować mieszkanie zazdroszczą mi (codziennie
        dojeżdżam) obiadków u mamy i spędzania czasu z rodziną. Ja antomiast tego w
        ogóle nie doceniałam, jedyne moje amrzenie to w końcu wyrwać sie z domu
        i "pozyć jak student". Teraz, kiedy to marzenuie nabiera realności odczuwam
        paniczny strach - że nie podołam, że nie będę mogła odpowiednio gospodarować
        pieniędzmi, że albo będę ze stresu jadła duzo i drogo, albo tak mało i schudne
        tak, że rodzice każą wracać w obawie przed anemią. Boję się, że po prostu będę
        za moją rodziną tęsknić, że trudno mi będzie się obejsć bez rozmaitych wygód
        takich jak chociażby komputer z internetem, muzyka. I chyba ostatnia rzecz,
        której isę boję, to to, że w mieście pełnym życia będę miała miej czasu na
        naukę, niz tutaj, w moim buszu - gdzie uczę sie nawet z nudy. Poza tym z
        kosztami mieszkania wiążą się inne wyrzeczenia: planowałam sobie intensywny
        kurs językowy i zdać na certyfikat - niestety muszę to odłożyć.
        Tak więc Quille w tej chwili z chęcia bym się z Tobą zamieniła (jak jeszcze
        dodam, że macie w Krakowie najlepszy w POlsce wydział prawa i administracji to
        nie zastanawiałabym się ani chwili), ale jak już powiedziałam - człowiek zawsze
        chce czegoś odwrotnego.

        PS: przepraszam resztę za offtopic
    • kamaoka Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? 16.09.04, 14:33
      hehe, znow sie dolacze do dyskusji:)
      po pierwsze primo:) kto mowil ze jak jogurcik to danona?!?! kutwa, chodzi mi o
      jogurt NATURALNY, nie wiem jak to zrobie w wawie, ale na trazie u mnie kupuje
      te z anszej spoldzielni, z zielonych pluc polski, wiec raczej jest to zdrowsze
      niz te wszystkie danonki itp, a robie to bo LEKARZ MI KAZAL - mam chory
      zoladek, nie moge jesc smiecio-zarcia, dlatego nie bede kupowala jakis
      najtanszysch smieci z hipermarketu tylko dlatego ze sa tanie - cztery zycia
      kurczaka, te sprawy...
      po drugie primo:) nikt z nas nie deprecjonuje wartosci domowych obiadkow - ba!
      domowy obiadek jest napradwe tani, wystarczy kupic kuraka, ziemniaki, pomidor,
      wszysto razem wyniesie o wiele wiecej niz te przyslowiowe 3,33zl, ale przeciez
      jedna osoba, do tego dziewczyna, nie zje tego na raz, nie?:P podzieli sie na
      prorcje i mamy obiad za 4 zl, no ale obiad... a zostaje jeszcze kolacja i
      najwaznijeszy posilek dnia - sniadanie...
      aha, jak ktos ma mozliwosc wyjazdow do domu to swietnie, no ale nie robmy
      komedii - jak sie jezdzi do domku, przywozi zapasy to moze i mozna przezyc ten
      meiisac za 100zl na jedzeinie, tylko ja sie pytam po co wydawac kase na bilety
      do domku?
      aha, zauwazmy tez jedna rzecz jedzenie i ogolnie zycie jest drozsze w wawie niz
      np w innych miastach - te same rzeczy kosztuja tu po prostu wiecj i nic na to
      nie poarzdimy:(
      pamietaj richelieu ze twoja opinia nie jest "jedynie sluszna opinia", bo takich
      nie ma:)
      • Gość: Richelieu* Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 195.117.90.* 16.09.04, 17:39
        jedynie słusznej opinii nikt nie ma, choć niektórym się wydaje że mają

        fakt, w Warszawie jest najdrożej w Polsce, ale zarabia się też najlepiej. I te
        nieszczęsne 100 trzeba by umiejscowić gdzieś, bo być może w Warszawie jest to
        niemożliwe, ale u mnie, hm, w Katowicach i okolicach, zupełnie realne, sama
        wydaję góra 150 zł, jak pisałam wyżej, ale prawdę mówiąc potrafiłabym wydawać
        100 i mniej gdyby zaszła taka konieczność. Zarabiam to i wydaję. 5zł na dzień

        A student niepracujący jest w tej głupiej sytuacji, że nie wie kiedy będzie
        miał pierwszą normalną pracę, za którą dostanie jakiekolwiek pieniądze. A
        przyzwyczajony do codziennych luksusów nie zbierze się do machania łopatą na
        budowie czy innego siedzenia na kasie w hipermarkecie
        • Gość: Ula Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.09.04, 19:01
          Studenci drodzy!

          Dobrze Wam radzę - jak nie chcecie pozostać frustratami wychowującymi małych
          frustratów, którzy na jedzenie mówią "wpierdalanie" i zieją nienawiścią do
          wszystkiego co nie jest siermiężne, tanie i smutne; to nie bierzcie "swojej
          pierwszej pracy" za 600 zł - machania łopatą czy sprzedawania smalcu w GS,
          tylko:

          ALBO mierzcie wysoko i róbcie coś w maiarę godziwie opłacanego,

          ALBO, jeśli macie machać łopatą, to przynajmniej jedźcie to robić na zachód.

          A w czasie studiów zajmujcie się studiowaniem i studenckim życiem, a nie
          trenowaniem przed jeszcze cięższym życiem, jakie rzekomo ma was czekać po
          studiach. (co za pokręcona koncepcja!)
          • Gość: Richelieu* Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 195.117.90.* 16.09.04, 19:40
            a skąd wiesz, że dostaniesz pracę za conajmniej 2 tys zaraz po studiach? Taka
            wykształcona będziesz czy cuś, że przed Twoim CV zegną się kolana? Jak się nie
            ma co się lubi to się lubi co się ma, szukając międzyczasie czegoś lepszego.
            Ale nie da się zaczynać od lepszego, chyba, że ma się zorganizowaną ściezkę
            kariery zawodowej (co za szumna nazwa) od kołyski.

            i kto tu mówi o "wpierdalaniu"? Tanie i smutne? klapki na oczach po setce
            postów, że tanie jest radosne.

            studia zaś nie darmo nazywane są szkołą dorosłości, bo na nich młody człowiek
            ma okazję zetknąć się z każdym przejawem dorosłego życia, łącznie z pracą. I
            Twoje zachowanie jest dość dziwne, hm, przestarzałe powiedzoałabym, by po tylu
            nwoływaniach do ppdejmowania pracy, po trzech publikacjach GW "młodzi w pracy",
            po artykułach do znudzenia klepiących aż nudne się to staje, znalazł się taki
            rodzynek jak Ty. Nikt przeciętny tak sobei nie "leje" na doświadczenie
            zawodowe. A nieprzeciętni są albo bogaci z koneksjami co nie muszą albo menele
            co nie chcą.

            I teraz "jogurcik". Jeśli ma się własne pieniądze to stosunek do nich jest
            zupełnie inny do sytuacji gdy kasa z nieba zlatuje. Sytuacja absolwentów jest
            taka sobie i przeważająca większość nich cieszy się gdy pierwsza praca będzie
            za najniższą krajową
            • Gość: pani psycholog Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.09.04, 19:54
              A ja mam cytat na każdą okazję :)

              <Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.internetdsl.tpnet.pl
              Gość: lola 16.09.2004 11:56 odpowiedz na list

              "i nie wpierdzielali posklejanych rafinowanym cukrem musli">

              A kto tak mówi? A tak mówi nasza pani psycholog :))

              Bardzo, ale to bardzo się cieszę, że nie mieszkam w Katowicach i że np. moje
              dziecko nigdy się na taką miłą i mądrą i tak genialnie przenikliwą (patrzcie,
              jak od razu mnie ustawiła, że się sama nie utrzymam, a tymczasem ja robię to z
              powodzeniem od lat, taka wpadka boli odpowiedzialnego człowieka, ale przecież
              nie panią psycholog lolę)... więc cieszę się niezmiernie, że nikt z moich
              bliskich się na taką panią psycholog nie natknie :)

              Zapraszamy do gabinetu pani psycholog, tylko niech komuś z torby mineralna nie
              wystaje, bo miła empatyczna pani psycholog wrzaśnie: "Wypierdalać mi z tym
              gówienkiem"! No co, takie życie, życie jest ciężkie, już nam Richelieu o tym
              zapomnieć nie da :)
              • Gość: lola Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 20:23
                nigdy w luznej dyskusji nie uzylas brzydszego slowa?

                to moze zacznij przywykac ze ludziom nie tylko kwiaty sypia sie z ust :) i nie
                boj sie. umiem prowadzic kulturalna dyskusje, ale w sytuacji gdy panienka Ula
                obraza biedniejsza od siebie Magdziorek, unosze sie i co mi zrobisz? poza tym
                do skonczenia studiow jeszcze trzy lata - zapewne nabiore oglady w stosunku do
                nieprzystosowanych do zwyczajnego zycia panienek Urszulek.

                heh. jak sie nie ma czego czepic to najlepiej zlapac za slowko.
                • Gość: Ula Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.09.04, 20:44
                  A tak z ciekawości, to w którym miejscu obraziłam Magdziorek? I skąd wiesz, że
                  ona jest biedniejsza ode mnie? Znowu kupa buńczucznie palniętych andronów.
                  Jesteś strasznie słabym psychologiem i powinnaś mniej zajmować sie gotowaniem a
                  więcej siedzeniem w bibliotece i studiowaniem.

                  Co do mojej interakcji z Magdziorek, polegała ona tylko na mojej prośbie o
                  uciślenie, jakim to cudem żyje ona za 100 zł miesięcznie jak królowa.
                  Magdziorek szybko odpowiedziała, że przywozi sobie jedzenie z domu, co
                  dokładnie potwierdziło moje przypuszczenia - i po prostu okazało się, że mam
                  rację. Wykazanie, że ma się rację nie powinno być w zasadzie obrazą dla tych,
                  którzy - jak się okazuje - jej nie mieli, ale niektórzy mimo wszystko tak to
                  traktują :)

                  Do mojej propozycji stołówki studenckiej niestety nie dorosłyście jeszcze :(
                  Wolicie swój przaśny, pokorny, zatęchły, zawistny (he he, widzisz jak pięknie
                  można bez przekleństw, to dopiero jest sztuka:)) zaścianek. OK, powodzenia w
                  pokornym życiu za 600 zł życzy

                  Ula

          • facecja Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? 16.09.04, 21:44
            Gość portalu: Ula napisał(a):

            > to nie bierzcie "swojej
            > pierwszej pracy" za 600 zł - machania łopatą czy sprzedawania smalcu w GS,

            szkoda, że nie przeczytałaś dokłądnie mojego postu, bo byś wiedziała, że 600
            złotych można zarabiać nie tylko machając łopatą, ale i przekładać papierki w
            urzędzie administracji publicznej przez pierwsze 12 miesięcy po ukończeniu
            studiów.
            • Gość: Richelieu* Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 195.117.90.* 16.09.04, 22:00
              a przez następne lata niewiele więcej. Chociaż administarcja publiczna to
              bardzo fajne miejsce dla osoby, która chce mieć stały dochód. Wszystkie
              świadczenia płacone, każda nadgodzina płacona. Wychodzi się równo o 15,30
              (najwyżej 15,45 ;), można się zwolnić z kilku godzin jednego dnia nadrabiając
              nastęonego i nikt nie ma o to pretensji. Co godzina 5 minut przerwy bo praca
              przy komputerze, vov. Przerwa na obiad, choć widziałam w ciągu 8 godzi przerwę
              na śniadanie, 2. śniadanie, obiad, podweczorek, że wyjściach na papieroska nie
              wspomnę.

              A, według najnowszego rozprządzenia należy podać do publicznej wiadomości
              (czyżby w biuletynie) aplikującyc na stanoiwsko i przyjętego, tak aby nikt nie
              miał wątpliwości kto i za co został przyjęty. Ciekawe czy to zadziała. Jak
              narazie się nie zapowiada
              • Gość: Ula errata IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.09.04, 22:49
                facecja, bardzo Cie przepraszam za pominięcie Twoich trzech groszy i poprawiam
                się, zatem odpowiedni wers mojego posta powinien brzmieć: "zamiast machać
                łopatą LUB przekładać papierki w administracji publicznej..." ale rozwiązanie
                jest to samo: jedżcie na zachód robić to samo i zarabiać DUŻO więcej!

                Dlaczego za każdym razem kiedy podaję proste rozwiązanie dla waszych bolączek
                to udajecie, że go nie ma i dalej pogrążacie się z lubością w swojej
                martyrologii?

                Jest taka książka "W co grają ludzie" (czytałam ją w podstawówce, a Ty lola,
                jako wybitny psycholog pewnie też ją znasz:) no i wynika z niej niestety, że to
                dosyć powszechna postawa ale na dłuższą metę dla tzw. domowników nie do
                zniesienia :)
                • facecja Re: errata 16.09.04, 23:06
                  Gość portalu: Ula napisał(a):

                  > facecja, bardzo Cie przepraszam za pominięcie Twoich trzech groszy i
                  poprawiam
                  > się, zatem odpowiedni wers mojego posta powinien brzmieć: "zamiast machać
                  > łopatą LUB przekładać papierki w administracji publicznej..." ale rozwiązanie
                  > jest to samo: jedżcie na zachód robić to samo i zarabiać DUŻO więcej!
                  >

                  nie za bardzo - ucze się polskiego prawa, po to, żeby pracować w polskim
                  urzędzie i żeby gnębić Polaków

                  i naprawdę nie jestem aż tak delikatna, żebym nie mogła wytrzymać tego okresu
                  przejściowego - ale jak niektórzy nie mogą, to niech jadą na Zachód, krzyżyk na
                  drogę - tylko czy podróż na Zachód, nauka np. europejskiego prawa ewentualnie
                  praca fizyczna nie mająca nic wspólnego z wykształceniem, rozłąka z
                  najbliższymi (nie daj Boże wyjśc za mąż przed 30) - jest naprwadę prostszym
                  rozwiązaniem? jak dla kogo...
              • Gość: Aga Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 81.15.254.* 16.09.04, 23:02
                Taaak, to miejsce wprost cudowne... Pracowalaś kiedyś w urzędzie? Przeżylaś
                dziesiątki petentów każdego dnia, a każdy uważający, że jego sprawa jest
                najważniejsza lub wręcz jedyna? Siedzialaś za darmo po godzinach pracy, bo
                czekal stos decyzji na jutro? Dzieliaś się jednym komputerem z trzema innymi
                osobami w malym pokoju? No, to tak wlasnie wygląda praca w urzędzie...
                • Gość: Richelieu* Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 195.117.90.* 16.09.04, 23:08
                  dzieliłam, siedziałam, wysłuchiwałam
                  i gorsze były dla mnie biurowe plotki o wszystkim co się rusza od
                  rozwścieczonego petenta. Bo petentowi rozwiązuje się w miarę możliwości jego
                  problem, a gdy możliwości brak a on nadal się rzuca to się dziada wywala
                  a bab plotkujących i opoeprzających się w robocie wyrzucić nie można.
                  Autentycznie 4 posiłki i 10 wyjść na papierosa

                  teraz robię to co lubię, płacą mi za to trochę i jest git, jak to mówią
    • studencina999 Warszawa, UW 16.09.04, 21:57
      Pracuję w firmie u ojca. Zarabiam na czyst 5000 zł, ale bez premii. Poza tym
      dostaję drobne kieszonkowe. Obiady jem zwykle na mieście, ale staram się
      dobierać starannie lokale, żeby nie przeszkadzało mi jakieś chamstwo. Nie
      jestem rozrzutny, codzienny posiłek obiadowy nie przekracza 60 złotych.
      Oczywiście, czasem skoczę na kawę do Gourmet czy Coffee Heaven, ale tylko jak
      mam przerwę między zajęciami.

      Od niedawna dostaję także stypendium w związku z uzyskaniem w ubiegłym roku
      wysokiej średniej, a więc można powiedzieć, że utrzymuję się sam.