Jak udaje się wam przeżyć na studiach?

IP: *.przemet.sdi.tpnet.pl 13.09.04, 08:20
Chciałabym się dowiedzieć ile potrzebujecie pieniędzy, żeby się utzymać przez
miesiąc na studiach. Czy pracujecie? Dostajecie od rodziców? Może jakiś
kredyt lub stypendia? No i przede wszystkim ile was to kosztuje.
    • Gość: Aga Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 81.15.254.* 13.09.04, 10:06
      Mieszkanie: 500 zl czynsz, ok. 50 zl - oplaty. Okolo 400 zl na jedzenie, bilety
      (w tym bilety do domciu...), książki, kino itp. W sumie okolo tysiąca zlotych
      miesięcznie, strasznie dużo. Biorę kredyt studencki (457 zl do tej pory),
      resztę doklada mama i babcia.
    • Gość: XXX Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.bwl.de / *.bwl.de 13.09.04, 11:45
      miejsce: Lodz
      cena akademika (balbina, jesli ktos zna): 130 PLN
      miesieczne wydatki (jedzenie, kserowki, ksiazki, kino, bilet miesieczny, bilety
      do domu) : ok. 700 PLN
      zrodlo dochodow: rodzice, stypendium naukowe, korki z jezyka.
    • Gość: Richelieu* Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 195.117.90.* 13.09.04, 13:52
      ksera, bilet miesięczny, książka czasem, i ciuch, kary w bibliotekach hehe -
      200-400
      jedzonko - 120-150
      chemia+kosm - 50
      wieczorne wyjścia - 0-70
      czynsz+woda+prąd+wywóz śmieci+gaz - 560
      telefon - 40-50 (łącznie z abonamentem)
      komórka - 0
      net - 53
      + wydatki meblowe
      język - 150
      drugi język - 100
      szkoła - dużo

      =
      od 1273 + dużo do 1583 + dużo

      dochody:
      miejsce x: byle jakie ale w miły sposób, stosunkowo pewne
      miejsce y: takie sobie w nużący sposób, niepewne
      miejsce z: duże w stresującogenny sposób, pewne w krótkich okresach czasu


      I jak tu żyć?
      • Gość: ;) Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 14:35
        Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

        > ksera, bilet miesięczny, książka czasem, i ciuch, kary w bibliotekach hehe -
        > 200-400

        podejrzane.....
        jeśli faktycznie pracujesz naukowo to masz środki z uniwerku na xsera, książki
        itp. wydatki to sie nazywa grant
        • Gość: ;) Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.pl / 217.197.72.* 17.09.04, 14:41
          oprócz tego tanie miejsce w hotelu asystenckim, tani net i pewnie jeszcze tanią
          stołówke, łżesz jak pies richelieu
        • eirenne Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? 17.09.04, 22:46
          Taki jesteś pewien, że doktoranci mają na uczelni jak u Pana Boga za piecem?
          Akurat w moim otoczeniu jest paru doktorantów i doktorów. Zapewniam Cię, że
          większość z nich guzik dostała od uczelni. Owszem, istnieją granty, ale nie
          każdy je dostaje. Pewna pani doktor podczas pisania pracy doktorskiej nie
          dostała ANI ZŁOTÓWKI na badania, nie dofinansowano jej kursu języków, a o
          kserowaniu za darmo mogła pomarzyć zazwyczaj, bo albo brakowało tuszu albo było
          popsute. Książki? Zazwyczaj jak nie kupiła, to nikt jej nie dał, a w bibliotece
          czasem tez nie ma potrzebnych pozycji. Inny mój znajomy na uczelni technicznej
          nie może się doprosić uczelni o monitor do komputera, więc odpada mu praca na
          uczelni i musi korzystać z netu i drukować w domu. Nikt mu nie zwraca wydatków
          na neostradę...
          • Gość: kurak Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 22:55
            ja świetnie wiem, że nie wszyscy dostają granty na badania - kiepscy doktoranci
            ich nie dostają.
            reprezentujesz błedne przekoanie, że jak już dostaniesz się na studia
            doktoranckie to fundusze na badania należą ci się jak psu buda. nic bardziej
            mylnego. grant można otrzymać na projekt. nie ma projektu (albo jest kiepski)
            nie ma grantu. proste jak budowa cepa. i bdb, że tak jest.
            miejsce w hotelu też nie wszyscy dostają, np. są kolejki, a miejsce w kolejce
            zależy od postępów doktoranta, itp., itd.

            postawa roszczeniowa emanuje od pani, droga pani erienne.
            • eirenne Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? 18.09.04, 16:42
              Ten post jest wart zabicia śmiechem. :-DDDDDDDDDDDDDDDD
              • Gość: studentka Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.psi.ch 18.09.04, 17:55
                jak latwo niektorych rozbawic....

                P.S. jest takie okreslenie "smiac sie jak glupi do sera" - tutaj pasuje jak
                ulal
                • eirenne Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? 18.09.04, 18:45
                  Chcesz o tym porozmawiać?
                  Powiedz, jakie masz doświadczenie a propos studiów doktoranckich? :)))))
                  • Gość: studentka Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.psi.ch 18.09.04, 18:59
                    posluchaj niuniu

                    moje dosw. w temacie studiow doktoranckich jest tutaj zupelnie nieistotne i
                    nie mam obowiazku odpowiadac na twoje durne pytania, ale zrobie wyjatek i
                    oswiece cie: w pazdzierniku zaczynam studia doktoranckie

                    P.S. dalej nie mam pojecia po co ci ta informacja
                    • eirenne Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? 18.09.04, 19:34
                      No to skoro dopiero zaczynasz, to tak naprawdę guzik wiesz o studiach doktoranckich, bo ich jeszcze nie znasz zwyczajnie:)
                  • Gość: studentka Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.psi.ch 18.09.04, 19:00
                    aha to troche nietaktowne smiac sie z wlasnych (watpliwej jakosci) dowcipow
        • Gość: Richelieu* Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 195.117.90.* 18.09.04, 03:00
          uparłeś się z tymi grantami, sęk w tym, że doktorant nie jest pracownikiem
          naukowym, nie jest zatrudniony i grant, jeśli już w ogóle chce myśleć o nim,
          zostaje przydzielony mu w kontekście jego pracy w szkole, nie dodatku do
          własnej pracy dr. A czasem są to sumy duże, zwłaszcza, że gdy się trafi gdzieś
          jechać to 100% za bilet.
          Ksero? Jeśli w macierzystym zakładzie ksero jest na stanie to raczej problemu
          nie ma, choć przy kserowaniu x 100 i więcej już się krzywią
          Książki? Grant na książki? hehehe

          granty przyznaje się głównie na drogie programy komp, takie jakich jeszcze
          szkoła nie posiada. Bo raczej przeciętnego człowieka na program za 10 tys stać
          nie będzie (poza wątkowym studentem za 5000 u ojca ;). Poza tym na aparaturę na
          przykład. Grantu na życie się nie przyznaje, to się nazywa zapomoga. Książki..
          są takie które warto mieć własne, większość wystarczy wypożyczyć. Chociaż
          pewnie na niedostępne możnaby uzyskać. Jak narazie takich naprawdę
          niedostępnych nie spotkałam, bo nawet na moją prośbę potrafi biblioteka
          sprowadzić z US niedostępną w Polsce publikację. Więc czego chcieć.
          przyssałeś się i tyle, jak pijawka

          a chodzi w wątku tylko o to, panie Pijawko, że można jeść i tanio i smacznie,
          czego przykład jest w postach 230którymś

          i to jest forum studia więc problem grantów tego forum nie dotyczy, jest więc
          nie na temat, a z wątkami nie na temat...
          • Gość: kurak rosołowy richelieu i grant ROTFL IP: *.pl / 217.173.202.* 18.09.04, 10:29
            Z tego, co piszesz wnioskuję że nie masz bladego pojęcia o procedurach
            przydzielania środków na badania, a ani nawet na co można takie środki
            przeznaczyć. W dodatku pierwszy raz spotykam kogoś kto twierdzi, że biblioteka
            na własny koszt sprowadzała ksiązki z zagranicy dla doktorantów, czy
            pracowników naukowych. Zastanów się choć przez chwilę nad bredniami, które
            wypisujesz: gdyby biblioteka uniwersytecka miała sprowadzać z zagranicy
            ksiązki dla wszystkich zainteresowanych pracowników uniwerku to koszty tego
            byłyby astronomiczne. Zwłaszcza, że jak piszesz "bo nawet na moją prośbę
            potrafi biblioteka
            > sprowadzić z US niedostępną w Polsce publikację." BUHAHAHAHA jak to na
            _twoją_prośbę ????? jesteś taką ważną personą, że wystarczy _twoja_prośba_ i
            już książka za kilkaset złotych leci do ciebie z USA na koszt podatnika ????
            _chyba_cie_pogięło_ jeśli myślisz, że dam się nabrać na tę kiepską ściemę.
            Doprawdy, jak na osobę udającą na forum naukowca mogłabyś się wysilić na coś
            choć odrobinę inteligentnego.
            Czepiam się akurat tego, ponieważ uważam że podejesz się na forum za kogoś kim
            nie jesteś i w sumie nic mi do tego, tylko po co tak chamsko najeżdzasz na
            różnych forach na wszystkich, którzy odstają od twojego wyimaginowanego stylu
            życia.
            • facecja Re: richelieu i grant ROTFL 18.09.04, 12:48
              kurak LOL

              jak już gdzies się pytałam - powiedz prosze, gdzie studiujesz, albo lepiej,
              KIEDY to było, bo widać blade masz pojęcie choćby o bibliotekach

              nasza biblioteka sprowadza na życzenie STUDENTA - nie tylko doktoranta
              podręczniki z innych bibliotek rozsianych po całym kraju - na co też idą
              przecież pieniądze, bo pocztą kosztuje, a kurierem nie daj Boże jest jeszcze
              drożej
              • Gość: ;) Re: richelieu i grant ROTFL IP: *.pl / 217.173.202.* 18.09.04, 13:50
                Wiesz facecjo miałam ci już nie odpisywać, bo jesteś kompletną idiotką, jednak
                w przypływie miłosierdza uświadomię cię dziecko drogie, że wypozycaznie
                międzybiblioteczne nie obejmuje sprowadzania książek z USA. Jesli nie wierzysz
                to sama sprawdź.
                Richelieu tu sobie trolluje w najlepsze, a takie głupie niunie jak facecja
                łykają jej ściemę jak przysłowiową już kajzerkę za 30 gr.
                • facecja szanowni państwo, przed wami okaz 18.09.04, 14:00
                  przyszłości kulturalnej i naukowej kraju, oto fragment wypowiedzi:

                  > Wiesz facecjo miałam ci już nie odpisywać, bo jesteś kompletną idiotką,

                  nie wspominając już o tym, że nie widzi nic poza własną zaściankową uczelnią,
                  jej aklademikami bez lodówek oraz bułek tańszych niż 50 groszy w osiedlowym
                  sklepiku - i na dodatek nie wierzy, że jednak może być inaczej

                  • Gość: ;) do glupiutkiej gąski facecji IP: *.pl / 217.197.72.* 18.09.04, 14:48
                    > nie wspominając już o tym, że nie widzi nic poza własną zaściankową uczelnią,
                    > jej aklademikami bez lodówek oraz bułek tańszych niż 50 groszy w osiedlowym
                    > sklepiku - i na dodatek nie wierzy, że jednak może być inaczej

                    BUHAHAHAHAHAHA

                    naprawde myślisz, że napisz tu swój życiorys?
                    chyba zwariowałaś dziecko
                    • Gość: Richelieu* ty sobie uważaj z wyzwiskami IP: 195.117.90.* 18.09.04, 14:58
                      bo niewiele trzeba byś stał się odpowiedni do
                      • Gość: Richelieu* byś nie przeszedł na wyzwiska wulgarne IP: 195.117.90.* 18.09.04, 17:22
                        bo fakt, że jeździsz po mnie, bo ci na to pozwalam króliku doświadczalny, nie
                        świadczy o tym, że jeździć możesz po innych użytkownikach
                        te wszystkie egzaltowane lale też nie są w porządku

                        to nie jest groźba tylko przypomnienie abyś język powstrzymywał jednak. Rzucać
                        można argumentami nie epitetami. Zaś kiedy argumentów brak zostają same epitety
                        • Gość: studentka Re: byś nie przeszedł na wyzwiska wulgarne IP: *.psi.ch 18.09.04, 18:06
                          glupiutkie gesi i egzaltowane lale to w odniesieniu do niektorych jest zwykle
                          stwierdzenie faktu

                          takie swiadectwo sobie wystawiacie swoimi wypowiedziami wy madre,
                          inteligentne, gospodarne (oczywiscie zartuje) istoty
            • Gość: Agnieszka Re: richelieu i grant ROTFL IP: *.toya.net.pl 18.09.04, 15:18
              Rok temu skończyłam studia doktoranckie na UŁ. Korzystałam z wypożyczalni międzybibliotecznej, z katalogu centralnego, wymiany zagranicznej. NIEODPŁATNIE!!!! Żeby takie rzeczy wiedzieć, trzeba troszkę postudiować...:-)))
          • Gość: studentka Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.psi.ch 18.09.04, 17:59
            a co to maja byc za pogrozki??? jest tu wiele watkow nie na temat (nawet w tym
            watku wiele postow schodzi z glownego tematu), ale ty uczepilas sie oczywiscie
            tego jednego, ktory poddaje w watpliwosc twoja prawdomownosc

            a co do grantow (ze tak sobie pozwole bezczelnie nie na temat) to co ty
            pieprzysz, ze dosataje sie je w kontekscie pracy w szkole??? granty dostaje
            sie na konkretne projekty badawcze, jesli sa wystarczajaco dobre i kbn czy
            inna instytucja uzna, ze sie naleza
            • Gość: Ula STUDIA doktoranckie IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.09.04, 19:16
              GRANT W KONTEKŚCIE PRACY W SZKOLE??????????

              Co Ty, Richelieu, pijana jesteś?

              I jeszcze to:

              <i to jest forum studia więc problem grantów tego forum nie dotyczy, jest więc
              nie na temat, a z wątkami nie na temat...>

              Jak to nie dotyczy? Studia doktoranckie --> granty.

              A co, myślałaś że tylko będą na tym forum pytania o to, czy kapcie w worku
              trzeba przynieść na rozpoczęcie roku akademickiego i będziesz mogła zaimponować
              swoim obyciem na Uczelni?
              • eliela Re: STUDIA doktoranckie 18.09.04, 20:03
                :)
                kazda agresja-słowna,fizyczna jest objawem niepewności.epitety i inne 'srodki
                wyrazu' sa wlasnie objawem tego.zauwazmy tylko,ze niepewnosc daje wiekszą
                nadzieje na zmianę pogladow niz calkowita,zimna obojetnosc.
                bardzo podobają mi sie na forum watki,ktore wnoszą wiele do dyskusji,nie chodzi
                o niuanse i półsłówka(jak rowniez wzajemne przekrzykiwanie się),lecz o wyważone
                wypowiedzi,z których coś wynika-reszta idzie na odsiew.
                przyglądam się wiec,jako tegoroczny pierwszoroczniak,Waszym wypowiedziom z
                milym stoickim spokojem.liczę tylko,nie urazajac nikogo,ze nie wszyscy studenci
                zyja i wyrazaja swoje opinie w taki sposob:) ciekawe opinie,trafne rady juz
                powoduja polityczne myslenie,ale mimo tego-bardzo chyba wszystkim nam daleko do
                siebie i slodzenie badz uzywanie wulgaryzmow tego nie zmieni.
                pozdrawiam cieplo:)
                pozdrawiam całą brac studiującą:)
    • Gość: ego Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.zgora.dialog.net.pl 13.09.04, 16:32
      Ja dopiero zaczynam pierwszy rok, ale już mam narzucony odgórnie budżet,
      którego będę musiała się trzymać.
      miejsce: Wrocław
      czynsz: 300 zł + opłaty (w granicach 50 zł)
      + do tego wyżywienie, bilet miesięczny, bilety na powrót do domu, ewentualne
      oszczędności przeznaczam na rozrywki
      skąd: renta rodzinna (ok. 770 zł) plus ewentualne dodatki na pociąg do domu od
      rodziny

      To tyle. Mam nadzieję, że uda mi się mieścić w tych granicach. A co do
      stypendium... Będę się starała otrzymać naukowe, ale kto wie ;)
    • Gość: Goya Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 80.50.201.* 13.09.04, 18:14
      Studiuje w Bialymstoku a to moje założenia, których staram się trzymać :):
      300 zł czynsz za mieszkanie
      50 zł opłaty
      40 zł komórka
      60 zł kosmetyki i chemia
      jedzenie,imprezy, jakis ciuszek,ksiazki,czasem płyta-wychodzi 1000 zł
      miesiecznie
      dostaje 1000 zł renty rodzinnej po tacie i kredyt studencki(do tej pory 460
      zł),ktory wzielam jeszcze kiedy jej nie miałam, po prostu oszczedzam :)
      pozdrawiam
    • xenopus Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? 13.09.04, 18:26
      Warszawa-600zł.
      Wystarcza na akademik, sprawy bieżące (jedzenie, chemia, kosmetyki), bilety
      miejskie i do domu, komórkę, przyjemności.
      Źródło: stypendium socjalne, kredyt, rodzice.
      • kajka19 Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? 13.09.04, 21:27
        jak patrze na Wasze rozpiski to zastanawiam sie czy ja zyje marzeniami (bo na
        razie zaczynam dopiero studia i zobacze jak to wszystko wyjdzie w praktyce)
        albo oszczednie zyje, bo u mnie wyglada to tak:
        max 300zl - mieszkanie wraz ze wszystkimi oplatami
        i drugie 300zl na wszystko pozostale, wiec jedzenie, przejazdy po miescie,
        dojazdy do domu (jeden w obie strony kosztuje mnie 32zl). Jak na razie nie mam
        kredytu ani stypednium. Dorabiam troche sama by jakims stopniu odciazyc mame.
        Czyli reasumujac: +/- 600zl. Krakow
        • Gość: soul Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.04, 21:35
          no własnie, też mam nadzieję, że uda mi sie ograniczyć do maximum 600
          złotych... bo 1000 to chyba lekka przesada :-[|]
          też chciałabym troszkę odciążyc rodziców, tylko nie za bardzo wiem, jakiej
          pracy miałabym się podjąć.:może jakieś ulotki?/ korepetycje?/
          no i nie wiem czy na pierwszym roku będą na tyle zorganizowana, zeby się
          wyrabiać jeszcze z pracą
          • camerthon Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? 13.09.04, 22:04
            Gość portalu: soul napisał(a):

            > no własnie, też mam nadzieję, że uda mi sie ograniczyć do maximum 600
            > złotych... bo 1000 to chyba lekka przesada :-[|]

            Wiesz, zależy gdzie bedziesz studiowac i czego od Ciebie beda wymagac. Kosmiczne
            pieniadze pochlaniaja podreczniki, a na niektorych kierunkach po prostu trzeba
            niektore kupic, bo nie da sie inaczej. Podrecznika objetosci encyklopedii nie
            skserujesz, a musisz go znac na wylot.Koszty oryginalu: 120zl, potrzebny
            najnowszy, zaktualizowany. I bu :( Takze mozesz byc o 100zl miesiecznie do
            przodu jezeli odpadnie Ci taki problem (no oczywiscie rozkladajac koszt
            podrecznikow kupowanych w pazdzierniku rownomiernie na wszystkie miesiace, zeby
            rodzice nie dostali zawalu serca...).
            Wiec z tym maximum 600zl moze byc ciezko. Powiedzmy 700-800 wliczajac kazdy
            wydany grosz na kazda dodatkowa kartke xero i bilet na pociag. Chociaz sama sie
            czasami zastanawiam co ja takiego robilam, ze znowu zatrzymalam sie w okolicach
            1000zl..do niego tak naprawde wcale nie trudno dotrzec, miesiac ma 30 dni,
            czyjes urodzinki, swieta etc :( Tak czy owak, 600 moze nie, ale 700 z ogonkiem
            jest calkiem realne.

            No i oczywiscie rzecz sie dzieje w Krakowie, w moim przypadku. I przyznaje sie z
            reka na sercu: na koszt rodzicow w 99%...

            camerthon
            • Gość: soul Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.04, 22:39
              ędę stuiowała w trójmieście, gdzie bedę kompletnie sama... a mieszkam daleko,
              okolice krakowa
      • Gość: zuzka Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.przemet.sdi.tpnet.pl 13.09.04, 21:49
        Ja dopiero zaczynam studia i pieniądze do rozdysponowania to 400 zł. Babcia
        zostawiła mi mieszkanie, więc nie tracę na wynajmowaniu, a sama poszukałam
        współlokatorki, to dzięki temu za pieniadze od niej będę mogła pokryć opłaty.
        Nie wiem dlaczego ale generalnie pieniadze się mnie nie trzymają, wiec boję się
        że mi nie wystarczy. Nie chcę obciążać jeszcze bardziej rodziców i miejsce
        studiów wybrałam własnie ze względu na to mieszkanie. Wiem że niektórzy
        zarabiają 600zł za miesiąc ale ja na prawdę nie wiem jak za coś takiego można
        przeżyć.
        • Gość: magdziorek Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.04, 22:18
          No po tym,co tu czytam,to czuje sie jak ascetka:)Studiuje w Katowicach.Moje
          wydatki:
          mieszkanie+opłaty=375zł
          jedzonko=około 100zł ale wtedy żyje jak królowa:)
          książki(nie potrzebuję ich dużo - studiuję polonistykę,więc wydatki na podr.mam
          tylko na poczatku semestru)=75zł
          kserówki=25zł
          jakieś kino czy kawiarnia lub teatr=50zł
          razem około 625zł,ale jak już napisałam wyżej,jeśli tyle wydaję,to żyje jak
          królowa:)
          utrzymuję się s kredytu studenckiego=460zł+stypendium naukowe=około
          250zł=710zł, a więc jeszcze czasem uda mi się coś zaoszczędzić.
          gdybym znalazła tańsze mieszkanie, co przy tegorocznym popycie było rzeczą
          niemożliwą, to przeżyłabym i za 500zł. A gdybym miała 1000 zł do wydania???Nie
          mogę sobie tego wyobrazić:)
          Pozdrowionka!!!
          • Gość: Ula Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 13.09.04, 22:32
            Sorry, ale wytłumacz mi jak to robisz, że żyjesz jak królowa wydając
            na "jedzonko" - jak to nazywasz - 100 zl??? Jesli to podzielimy przez 30 to
            wychodzi 3,33 zl na dzień. Woda mineralna kosztuje 1 zł. Jogurt kosztuje 1,60.
            Rozumiem, że można kupić sobie śniadanie za 3 zł ale żyć codziennie za 3,3 jak
            królowa?
            • Gość: Richelieu* Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 195.117.90.* 13.09.04, 22:57
              woda mineralna za złotówkę i jogurty to właśnie życie jak królowa. Za 1,8-2
              jest kilogram porcji rosołowych, a na tym da się ugotować obiad dla 4 osób z
              włoszczyzną za następną złotówkę. Jogurt jeszcze rozumiem, od czasu do czasu,
              ale żywe kultiury bakterii to czysta zagrywka marketingowa. Zaś woda mineralna
              to właśnie luksus.
              śniadanie za 3 zł? wiesz ile śniadań schodzi w stołówkach? mało, bo co za
              głupek wyda rzeczywiście 3 zł na śniadanie kiedy za 3 zł ma 20 małych bułek lub
              kostkę masła lub 1,5 litra mleka lub 40 g nescafe lub kilogram pomidorów lub 10
              dag najlepszej szynki ze sklepu z tradycyjną wędliną.

              też widzę, kanapka 2 zł, a studenty głupie kupują, cola 3 zł a studenty kupują.
              Ja rozumiem, że ekstra okazja i że chipsy, że cola, ba, że wino drogie i wódka,
              ale na codzień jada się codziennie
              • Gość: soul Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.04, 23:07
                hehe, ja w sumie od kilku lat się "odchudzam", ale mieszkając z moją mamą nie
                za bardoz mi się to udaje... no bo ciasteczka, serki, jogurciki:O
                może teraz mi się uda
                • Gość: Richelieu* Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 195.117.90.* 13.09.04, 23:19
                  odchudzanie kosztuje więcej niż normalne jedzenie. To znaczy odchudzanie z
                  głową, bo nie można jeść mniej tylko inaczej, a to inaczej to właśnie jogurty,
                  owoce
                  • Gość: soul Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.04, 23:31
                    mi wystarczy brak dostępu do słodyczy::-(>)
                    • Gość: magdziorek Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.04, 00:42
                      Jeśli zna się miejsca, gdzie można jedzonko kupić bardzo tanio,to można
                      przeżyć.Oczywiscie nie ogę sobie pozwolić an żadne luksusy. Słodycze,
                      czipsy,czy cola nie wchodzą w grę, pozwalam sobie jedynie na kawe,żeby sie
                      obudzić:) Sklepiki na uczelni omijam szerokim łukiem;wolę sama zrobić sobie
                      kanapki. Poza tym liczę tylko około 5 dni w tygodniu,bo w weekendy jestem
                      zwykle w domu. A jeśli znajdzie się fajną współlokatorkę,to można kupować
                      jedzenie na spółkę i razem gotować.Zawsze można też poświęcić kilka wakacyjnych
                      dni na zrobienie zapasów (papfyka,ogórki czy jakiś dżemik ze słoika bardzo sie
                      później przydaje). Wystarczy się dobrze rozejrzeć,znaleźć tani sklepik i robić
                      zakupy z głową:)
                      • Gość: Ula Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 14.09.04, 01:50
                        Aaa, no właśnie, dokładnie tak myslałam - to są właśnie ci nasi biedni
                        studenci, którzy niby żyją za 100 zł, jednakże tradycyjnie co piątek jadą do
                        domu, gdzie i mama i babcia nagotują zupy, nasmażą tych schabowych które się
                        później w słoikach i pudełkach przywozi do akademika i przez następne trzy dni
                        konsumuje.

                        A ja jestem z Warszawy i nigdzie nie jeżdżę i nikt mi obiadów nie przygotowuje
                        ani ciast dla mnie przez pięć dni nie piecze :(((

                        Jasne, że można się przemordować za 3,33 zł dziennie mając w perspektywie 2,5
                        dnia wyżerki w domu, ale zupełnie inaczej to wygląda kiedy człowiek miałby
                        REALNIE latami żyć codziennie równo za 3,33; codziennie: świątek - piątek przez
                        dwie godziny porcje rosołowe gotować i z tego mieć "cały obiad", na śniadanie
                        bułka ale już bez masła czy nie daj boże sera, a nie daj boże żółtego, i już
                        strach powiedzieć że jeszcze do tego zachciałoby mu się kanapeczkę np. z
                        pomidorkiem i jakąś sałatą (sama sałata kosztuje ok. 1 zł najmarniej - to 1/3
                        dziennego budżetu).

                        Dlatego nie wierzę w 100 zł miesięcznie na jedzenie (nie namawiam do piwa,
                        wina, ale czasami chyba coś w ogóle trzeba pić, jakieś soki, kefir, mleko
                        może?)

                        Ja na samo sniadanie jestem w stanie zjeść np. puedłko serka homo waniliowego
                        (jakieś 1,90), dwie kajzerki (nie wiem, załóżmy że po 30 gr) plus trochę dżemu
                        masła kawa i herbata to jak nic daje 3 zł i nie mówię o stołówce tylko o
                        sklepie spożywczym.

                        A potem mam ochotę na jakiś obiad (tak przy okazji to mam takie pytanie: czy wy
                        na obiad wracacie do domu - czy tam do akademika - nie wiem, gdzie mieszkacie,
                        gotujecie go sobie, zjadacie i dopiero wracacie z powrotem na uczelnie?) który
                        jednak kilka złotych kosztuje, no i na małą kolację...
                        • Gość: Richelieu* Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 195.117.90.* 14.09.04, 02:43
                          wiesz co, ludzie mają 1000 zł na 4 osoby i mniej, gdy zapłacą czynsz to
                          zostanie akurat na tyle by porcje rosołowe kupić i zobaczyć podszewkę w portfelu

                          Widzę, że nie znasz się na gotowaniu, jeśli twierdzisz, że to 2 godziny stania
                          przy garach. Bez sensu to, bo ja gotować nie lubię, ale w końcu to normalna
                          czynność. Nastawia się garnek, wrzuca mięsko, zagotowuje wodę, zbiera pianę,
                          przykrywa i się gotuje samo, po 1,5 godziny zielone i po dłuższej chwili masz
                          rosół. Stania 15 minut a nie 2 godziny, chyba że we wspólnej kuchni w akademiku
                          gdzie trzeba swojego gara niestety pilnować. Wtedy bierze się książkę do kuchni
                          i po kłopocie

                          dlatego nawet po tym co tu napisane jest w tym wątku widać, że student to ma
                          jednak wymagania. Gdzie te żywienie z paczki makaronu i słoika koncentratu
                          pomidorowego plus szczypta bazylii, łyżka mąki i kapka śmietany.. żarcie na
                          cały dzień.
                          Hm, przekłada się to również na oczekiwania pracowe, niestety

                          Potrafię normalnie jadać za 150 zł miesięcznie i to nie dlatego, że mnie nie
                          stać, a dlatego, że nie uważam by codzienny jogurcik był do szczęścia potrzebny
                          mojemu układowi trawiennemu

                          to tak tylko ;)
                          a, i u mnie kajzerki kosztują 15 gr a nie 30
                          fajnie mam

                          kilowatodzina za to aż 37 groszy, to prawie najwięcej w Polsce, grr
                          w kujawsko-pomorskiem na przykład tylko 18, a mają możliwość nocnej taryfy 3
                          gr. Oni to dopiero mają dobrze, bo ja więcej prądu ciągnę z nocnej


                          reasumując bo się plątam
                          przeciętny student z pierwszych lat XXI wieku zabiera domowe nawyki hańbiąc
                          dobre imię żaka bogacizną, która daje kompletny brak inwencji. Nie mówiąc o
                          tym, że po studiach stawia ludzi przed stanem prawie nadprzepaściowym, gdzie
                          wypuszcza na rynek pracy takich wygodnickich jak ja na ten przykład, że kilka
                          zer jest za mało do normalnego społecznego jak bozia przykazała,
                          funkcjonowania, zgodnie z rolami społecznymi i tak dalej
                          • kamaoka Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? 14.09.04, 07:52
                            Gość portalu: Richelieu* napisał(a):
                            > Potrafię normalnie jadać za 150 zł miesięcznie i to nie dlatego, że mnie nie
                            > stać, a dlatego, że nie uważam by codzienny jogurcik był do szczęścia
                            potrzebny
                            >
                            > mojemu układowi trawiennemu

                            no widzisz, to sie ciesz, a niektorym jogurt jest potrzebny - zeby zachowac
                            zdrowie, wiec widzisz to nie sa zcasem zadne fanaberie, ale wymagania
                            zdrowotne:)
                            • Gość: magdziorek Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.04, 12:14
                              DZIĘKUJĘ Richelieu za poparcie!!!!Rzeczywiście nie potrzebuję do szczęscia
                              jagurcików i tymn podobnych. Jak już wcześniej wspomniałam utrzymuję się z
                              kredytu studenckiego,a można go dostać, jeśli ma sie w domu problemy finansowe.
                              Przez czałą klasę amturalną stało nade mną widmo pracy a nie stidiów,bo moich
                              rodziców nie stać było,żeby mnie na nie posłać.Ale dowiedziałam się o
                              kredytach, doszedł jeszcze tytuł finalistki Olimpiady Literatury i Języka
                              Polskiego, dzięki któremu załapałam się na stypendium na moim uniwersytecie od
                              razu na pierwszym roku i tylko dzięki temu mogę studiować. Problemy finansowe
                              rodziców po pierwsze nauczyły mnie oszczędnego życia, a po drugie
                              uświadomily,że wystarczy niewiele żeby przeżyć. A apropo schabowych itp. to Ty,
                              droga Ulo, powidziałaś, a ja dodam,że widuje się je u mnie w domu bardzo
                              rzadko, a to, z czego robię sobie zapasy, rośnie mi na ogródku.Pewnie zapytasz
                              jeszcze, że skoro jesetm taka biedna,to skąd mam pieniądze na internet i stałe
                              łącze:)Trochę poodkładałam, trochę zarobiłam i jest:)
                              A mieszkam w mieszkaniu w centrum Katowic, wiec nigdzie nie muszę dojeżdzać, a
                              gotowanie sprawia mi ogromną przyjenmność.:)Pozdrawiam:)
                              • Gość: truskawkowe-studio Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.04, 12:19
                                jogurty niestety to rzadko samo zdrowie... jak juz to tylko te taniutkie i
                                naturalne z data waznosci tydzien naprzod. te danone, slodzone kupa cukru i
                                barwnikami , z trwaloscia na prawie pol roku to szajs. takze mozna go sobie
                                darowac nie? :]
                                • Gość: krzysiek Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 217.153.22.* 14.09.04, 19:19
                                  Musze powiedziec ze ten watek naprawde uczy pokory. Sam jestem studentem, ale
                                  nie wyobrazam sobie zycia za kwoty rzedu tych o ktorych mowicie. Przeczytanie
                                  kilku postow o miesiecznym jedzeniu za 100zl daje czlowiekowi troche inna
                                  perspektywe i wzbudza szacunek. Zycze powodzenia i 'kreatywnosci' w skromnym,
                                  ale godnym studenckim zyciu.
                                  • Gość: Richelieu* Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 195.117.90.* 14.09.04, 21:16
                                    podoba mi się Twoje podejście
                                    • Gość: magdziorek Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.04, 21:36
                                      Mnie również:)I dziękuję krzyśku,że się nie kłócisz:)Pozdrowionka:)
                              • kamaoka Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? 16.09.04, 14:06
                                Gość portalu: magdziorek napisał(a):
                                a to, z czego robię sobie zapasy, rośnie mi na ogródku.

                                hehe, i jestes ta laureatka olimpiady, ta? na ogrodku hihi:)
                                • facecja Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? 16.09.04, 14:12
                                  kamaoka napisała:

                                  > Gość portalu: magdziorek napisał(a):
                                  > a to, z czego robię sobie zapasy, rośnie mi na ogródku.
                                  >
                                  > hehe, i jestes ta laureatka olimpiady, ta? na ogrodku hihi:)


                                  czy tylko ja nie zrozumiałam tego błyskotliwego wpisu?
                          • Gość: ma killa Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.satfilm.net.pl / *.satfilm.net.pl 14.09.04, 23:07
                            Ludzie !!! Zastanówicie się co wy piszecie !!! Mówicie o takich kwotach na
                            jedzenie i na tym oszczędzacie.... za 100 zł na miesiąc to możecie tylko
                            przygotować sobie GRÓB...bo nie odżywiając sie właściwie,potem będą choroby.Mam
                            już klika lat i kiedyś robiłem tak jak wy ( aaa tam , nie zjem nic nie sie
                            stanie ).Zrezygnujcie z wyjsć na dyskoteki,kina teatry,ale jedzcie po
                            ludzku !!! Albo w przyszłości będziecie mieli dwa wyjścia : ogromne kwoty na
                            lekarzy,albo śmierć.Pozdro i naprawdę nie kłamię :(
                            • facecja Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? 15.09.04, 14:22
                              jeść po ludzku to znaczy drogo? a nie przyszło Ci do głowy, że właśnie tanie
                              może być najzdrowsze: domowy makaron zamiast malmy, kanapka z serem zamiast
                              hamburgera, warzywa z ogródka albo z targu zamiast tych z supermarketu
                      • Gość: quille Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.ists.pl / *.ists.pl 16.09.04, 12:59
                        jak czytam te wasze wypowiedzi to nie mogę się oprzeć uczuciu... że wam po
                        prostu zazdroszczę :D wiem że niekórzy z was zaraz powiedzą, że nie ma czego,
                        bo to cięzko jest samemu jak się np przybaluje a do końca miesiąca tydzień a
                        wportfelu tylko dycha...

                        ja podczas całych studiów będę mieszkać z rodzicami w Krakowie (trudno żebym
                        zdawała do innego miasta jak mam uniwerek w mieście...) i nie zaznam takiego
                        życia... i bardzo żałuję - to naprawdę uczy odpowiedzialności, gospodarności i
                        zaradności
    • mamalgosia magdziorek=królowa 15.09.04, 13:56
      jak to obliczyliście? 3,33 zł dziennie? No, to nei wiem, jaka królowa się tak
      odżywia.
      Ale miesiąc akademicki to nie 30 dni, jeśli się w piątek już jedzie do domu.
      Przeciętnie są 22 dni nauki, z czego poniedziałki można przetrwać na prowiancie
      domowym, we wtorek np. dietka, w piątek juz brzuszek czeka na obiadek domowy,
      więc zostaje tylko środa i czwartek.
      Ale i tak 100 złotych jak na królowę to lekka przesada
      • Gość: magdziorek Re: dajcie spokój IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.04, 14:03
        Dajcie ludzie spokój,jeśli nie znacie realiów:) Zaczynam żałować,że cokolwiek
        tu napisałam, bo mam już dość głupich docinków od ludzi, którzy nie wiedzą, jak
        wygląda sprawa:)Jeśli was stać na objadanie się,to macie szczęście i dajcie mi
        wreszcie spokój, bardzo proszę:)Pozdrawiam drogą brać studencką:)!!!
        • Gość: zuzka chyba nie powinniśmy od razu oceniać innych IP: *.przemet.sdi.tpnet.pl 15.09.04, 14:17
          Na dobrą sprawę nie znam jeszcze realiów życia studenckiego i nie wiem czy da
          się wyżywić za 100zł/msc. Coś w tym jednak musi być skoro pani pracująca za
          600zł w hipermarkecie może jakoś utrzymać siebie i swoją rodzinę. Jeśli chodzi
          o mnie to może co 3 tyg będę przyjeżdżać do domu, wiec na codzień sie będę
          musiała sama wyżywić. Ostatnio kupowałam coś na śniadanie i kolację i za 4
          bułeczki z 6 plasterkami szynki zapłaciłam 2zł więc tak sobie analizuje że
          200zł w moim przypadku na jedzenie będę musiała wydać. Nie chodzi mi o to żeby
          się objadać szynką, tylko po prostu jeść w miarę zdrowo i generalnie jeść, nie
          tylko zupę chmielową.
        • mamalgosia Re: dajcie spokój 15.09.04, 14:25
          PO prostu rzeczowo opisałam sytuację, niczego i nikogo się nie czepiam.
          No, może trochę tego wyrażenia o królowej...:))
      • Gość: Ula Re: magdziorek=królowa IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.09.04, 14:58
        A mnie się Richelieu Twoje podejście nie podoba.

        Moim zdaniem: albo piszmy prawdę, albo nie piszmy wcale.

        Nie ma sensu naciągać ludzi na to, że za 100 zł miesięcznie je się jak królowa.
        Kto tak pisze, ten albo jest wyjątkowo nietypowy (zdarzają się tacy, był np.
        jeden co wlazł na słup i jadał tylko po dwa listki sałaty dziennie, bo trzy
        uważał już za rozpustę, Szymon Słupnik się nazywał), albo też po prostu naciąga
        rzeczywistość do swoich wyobrażeń o tym, jak powinna ona wyglądać - i to jest w
        sumie Twój przypadek.

        A ja zupełnie nie rozumiem, w jakim celu z nadmiernej ascezy robisz cnotę?

        Abstrahując od konkretnego przypadku pytającej założycielki wątku, która
        dowiaduje się że za 3,33 zł dziennie można żyć jak królowa (co prawda co dwa
        miesiące, 31, będzie miała głodówkę oczyszczającą, ale za to w lutym poczuje
        się już nie jak królowa, a jak Caryca - bo będzie miała ekstra 6,66 do
        dyspozycji!)- i może nieopatrznie w to uwierzyć; widzę w takiej postawie jak
        Twoja szerszy problem.

        Może odpowiedzmy sobie więc na pytanie: w jakim celu idzie się na studia?

        Czy chodzi o survival, grę pod tytułem: jak przeżyć za jak najmniejszą ilość
        pieniędzy jak największą ilość dni? Jeśli tak, to nie ma sprawy, możemy się
        ścigać, jestem w tym dobra - zaliczyłam schyłek PRL, wiem jak się "zdobywa"
        kawałek żółtego sera po pięciu godzinach stania w kolejce; a jeśli wolisz
        bardziej ekologicznie, to byłam wiele lat w harcerstwie i mogę przeżyć miesiąć
        w lesie na grzybach, jagodach i dzikich jabłkach i jeszcze zdobyć nagrodę za
        najpiękniejszy szałas, jeśli romantycznie - to przejechałam autostopem całą
        Europę i wiem jak smakują winogrona podarowane przez wesołych chłopaków z
        jakiejś włoskiej cooperativy gdy się cały dzień nic nie jadło, a jeśli swojsko,
        miejsko - to znam ceny makulatury w skupie, zarówno gazetowej jak i tekturowej.

        Ale chyba nie chodzi o to?

        Skoro się już ktoś wybiera na studia, to chyba jego głównym celem NIE jest
        PRZEŻYĆ, tylko:
        1. uczyć się, i to jak najlepiej
        2. chodzić do kin teatrów itp. ogólnie korzystać z "przybytków kultury i
        sztuki"
        3. socjalizować się
        4. jak studia nie są trudne, to warto by było wziąć drugi kierunek
        5. siedzieć w bibliotece i czytać wszystko co wpadnie w ręce, napisać coś o tym
        krytycznie
        7. dyskutować z kolegami i wykładowcami, polemizować, spierać się, nie móc
        usiedzieć spokojnie bez zadania trudnego pytania
        8. myśleć, kombinować i ogólnie knuć jak by tu zmienić świat na lepsze
        (zwłaszcza jeśli chodzi o kierunki humanistyczne, ale nie tylko) - warto by w
        tym celu w jakiejś organizacji podziałać, podemonstrować może trochę, powalczyć
        o prawa kobiet, mężczyzn, gejów - co tam kto chce
        9. warto by też się choć z kilka razy zakochać, może być i z wzajemnością

        Jeśli podejdziemy do tych studenckich zadań poważnie, to po prostu logicznie
        bez sensu jest marnowanie czasu na takie gospodarowanie pieniędzmi, żeby wyżyć
        za 3,33 dziennie.

        Dużo bardziej ekonomicznym - pod każdym względem - rozwiązaniem jest w takiej
        sytuacji studencka stołówka, w której zawsze jest ciepły obiad, zjadamy go w
        pół godziny i już.

        I tu dochodzimy do sedna sprawy, mianowicie zamiast prześcigać się w
        osiągnięciach i kto da więcej - mamy już 100 zł, zaraz odezwie się jakiś
        stachanowiec że on się wyrabia nawet w 90 zł miesięcznie i że jak się pojedzie
        o 4 rano na giełdę to można tanio dostać lekko tylko nadpsute warzywa więc dla
        chcącego nic trudnego; należy się raczej skoncentrować na wspólnej walce o
        dobrą, tanią i dużą stołówkę studencką!

        Ludzie, jesteśmy w Europie! W Berlinie, a Amsterdamie, w Brukseli, gdzie się
        nie ruszyć w ośrodkach akademickich najważniejszym punktem kampusu jest otwarta
        od rana do wieczora wielka gigantyczna stołówka, a w niej obiady, śniadania i
        kolacje, mięsne, wegetariańskie i wegańskie do wyboru. Student nie po to jest
        studentem, żeby się zajmował gotowaniem, tylko nauką! W tych stołówkach
        jedzenie jest zawsze dobre i świeże, choć oczywiście nie jakieś luksusy, raczej
        podstawowe, proste potrawy. Do stołówki przychodzą doktoranci, profesorowie -
        wszyscy! Jest tam czysto, ładnie i przyjemnie. To jest jednocześnie centrum
        życia towarzyskiego. Tam wiszą ogłoszenia, plakaty. Tam czuje się puls
        uniwersytetu. A każdy ma abonament na posiłki i można się starać o
        dofinansowanie.

        Owszem, na UW jest stołówka, choć nie ma wiele wspólnego ze stołówkami o
        których ja mówię, bo po prostu jedzie w niej starą szmatą, jest duszno i jest
        bardzo krótko otwarta, to jednak póki co można z niej korzystać. Alternatywę
        stanowią bary mleczne.

        I żeby nie było wątpliwości - nie krytykuję tu nikogo za to, że nie starcza mu
        pieniędzy (choć jak się okazuje, to 100 zł to była jednak przesada, bo dochodzi
        jedzenie z domu). Krytykuję mentalność, zgodnie z którą im biedniej, tym
        lepiej, "bo to, panie dziejku ja makaron z sosem jadłam, ojciec jedli, a młodym
        się w głowach poprzewracało i tak nie może być, bo to jak świat światem panie
        dzieju żaki biedowały i mają biedować i amen!"
        • Gość: Ula uściślenie IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.09.04, 15:06
          mój post był skierowany do Richelieu a nie do magdziorka, co wynika z treści
          ale jeszcze dodaję aby nie było nieporozumień
        • Gość: OrganizedConfusion Re: magdziorek=królowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 15:20
          wreszcie ktoś coś sensownego napisał
        • Gość: Richelieu* Re: magdziorek=królowa IP: 195.117.90.* 15.09.04, 16:28
          i po co taki elaborat?

          zobacz to co zuzka napisała, że coś w tym musi być jeśli kobieta pracująca w
          hipermarkecie zarabia 600 na całą rodzinę

          o królowej to nie było moje, coś Ci się

          zwróciłam uwagę tylko, że ani mineralna ani jogurt do życia neizbędne nie są..
          na co podniosło się larum, że jednak są. O konkternych sumach nei mówiłam,
          tylko i wyłączie o tym jogurciku. Hm, mówiłam, ale o sobie, a ja jestem
          niejadek od zawsze.

          A meritum mojego stanowiska jest teza, że czym trudniej studentowi przeżyć za
          niewielkie sumy tym trudniej będzie mu po studiach na bezrobociu. Jakie
          przeżycie? Mówiąc o socjalizacji wpadasz, bo wydając duże sumy na jogurty nie
          będziesz przygotowana do życia, będziesz po studiach zbulwersowana, że 600 zł,
          które podawane jest tu jako minimum na jedzenie i na pokój i na bilety i na
          książki, ma Ci starczyć na całą rodzinę. Przecież pierwsze prace są właśnie do
          tysiąca, a bywa i tak, że pierwsza pracę stanowi wolontariat.

          Mentalność, organizacje studenckie, walczenie o prawa, dyskusje, polemizowanie
          to wszystko tuptanie i klaskanie. Nikt tego poważnie nie bierze, no, ale
          student też chce mieć jakąś rozrywkę to niech ma. Na zdrowie


          Ależ się zdenerwowała, łojezu, a chodziło tylko o mineralną i jogurcik
          • Gość: Richelieu* Re: magdziorek=królowa IP: 195.117.90.* 15.09.04, 16:30
            zresztą co tam
            pełnym zdaniem

            to nie ja pisałam o 100zł ani o królowej, więc przytyk akurat do mnie jest z
            Twojej strony Twoim pomydleniem
            • Gość: U. Re: królowa IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.09.04, 17:09
              cytat z Richelieu:

              <Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 195.117.90.*
              Gość: Richelieu* 13.09.2004 22:57 odpowiedz na list

              woda mineralna za złotówkę i jogurty to właśnie życie jak królowa.>
              • Gość: Richelieu* Re: królowa IP: 195.117.90.* 15.09.04, 17:44
                no, wody mineralne i jogurty codziennie to nie jest życie za więcej niż 100-150
                zł, a za conajmniej 300
                i tu jest różnica, bo pomiędzy 100zł a mineralnymi i jogurtami jest jeszcze
                mnóstwo sum
        • Gość: ech Re: magdziorek=królowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 18:07
          dzizas co za snobizm... a jedzcie sobie jogurty jak was na to stac a jak was
          nie stac to jedzcie jedzenie domowe, gotujcie obiadki i nie licytujcie sie kto
          ma racje...
          osobiscie darze wiekszym szacunkiem tych ktorzy potrafia sprytnie przezyc za
          600zl, ugotowac cos smacznego (sluchajcie obiad za okolo 2-2,5zl: piers z
          indyka, ziemniaczki, pomidorek - to chyba normalne i smaczne jedzenie...) i
          korzystac z kulturalnej oferty miasta na tyle na ile to mozliwe (przeciez sa
          tez darmowe wjazdy) niz tych ktorzy z rozbawieniem wydaja pieniadze rodzicow i
          jeszcze dziwia sie innym, ze mozna zyc taniej. bo co, mamusia moze jak
          przeczyta to sie zastanowi na co dziecko tyle wydaje skoro inni potrafia wydac
          mniej? co innego jak ktos sam na siebie zarabia. mysle ze wlasne pieniadze
          szanuje sie bardziej i racjonalniej sie je wydaje.
          pozdrawiam
          • Gość: lola Re: magdziorek=królowa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.04, 19:05
            juz tak pomijajac i grzecznie nie komentujac glupoty Uli, powiem tylko ze ja w
            Katowicach studiuje za niecale 600 zl miesiecznie :] mam po prostu tansze niz
            Magdziorek mieszkanko, bo place z oplatami 250zl. i na jedzenie tez niew ydaje
            wiecej niz 100zl miesiecznie. czaaasem 120zl - wiem bo licze. utrzymuje sie z
            kredytu i z tego co dorobie na boku. nie wiem jak bardzo rozpuszczonym trzeba
            byc zeby na koszt rodzicow obzerac sie codzien dupiastym jogurcikiem, jak za
            cene jednego takiego gowienka mozna ugotowac garnek zupy :] Ula, powiem za
            Krzyskiem - wiecej pokory i nauki zycia. na razie to sama nie dalabys sobie
            raczej rady.

            jogurciki <rotfl> :D
            • Gość: apollina Re: magdziorek=królowa IP: *.przemysl.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.04, 20:58
              A ja mam pytanie do tych osób, które mają kredyt studencki. Sama zaczynam
              studia w tym roku i będę się starała o takowy kredyt i dlatego pytam:ile trwa
              załatwianie formalności, kredyt dostaje się od grudnia więc czy dostaje sie
              wyrównanie za paźdz. i listopad,jaki jest max dochód na os w rodzinie by taki
              kredyt dostać?? Ogólnie interesuje mnie wszystko o kredytach studenckich i jak
              to wygląda w praktyce...Z góry dzięki;))
            • Gość: Aga Re: magdziorek=królowa IP: 81.15.254.* 15.09.04, 21:11
              Wierzę wam na slowo, że można żyć, jedząc codziennie najtańsze rosloki,
              najtańsze makarony, najtańsze pasztety itp. Ale - jakim kosztem? Mam i tak
              chory żolądek, czy mam go sobie rozstroić do reszty, jedząc byle co? Póki nie
              muszę się umartwiać, póki moją rodzinę na to stać, to wolę jeść tanio, ale
              normalne rzeczy, a nie suplać po 3,3 zl za dzień, bo tym sposobem tylko nerwicy
              mozna się nabawić. Lubię jogurciki, lubię kajzerki po 30 gr, pijam wodę
              mineralną, bo taka z kranu, biala od chloru, lekko mnie przeraża. Boże, jaka ja
              rozpustna jestem...
              • Gość: Richelieu* Re: magdziorek=królowa IP: 195.117.90.* 15.09.04, 21:35
                wodę się zagotowuje i przelewa do butelek zostawiając kamień na spodzie
                czajnika, jeśli już koniecznie chce się mieć wodę w butelce do szkoły

                od umartwiania do rozsądku kawał drogi i o to chodzi w tej dyskusji

                a chory żołądek to już inna sprawa, na to trzeba specjalnej niestety diety, a
                nie jogurcików. Hm, smażeniny nie wolno
            • Gość: Ula pokora IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.09.04, 21:46
              Na razie to sama daję sobie radę i to calkiem dobrze :)

              Czego chyba nie można powiedzieć o Tobie? Jesteś mocno sfrustrowana, na co
              wskazuje nadmiar uzytych przez ciebie wyrażeń uważanych za obrażliwe:

              "- obżerać się dupiastym jogurcikiem
              - za cenę takiego gówienka"...

              1. (takimi słowami sobie w rodzinie o jedzeniu dyskutujecie? A może Ty tak
              bluzgasz, bo po prostu jesteś GŁODNA?)

              2. (widać, że się chyba w Bułgarii ani Grecji nie było i nie zna się
              fenomenalnych walorów jogurtu...) ale mniejsza z tym.

              Sedno problemu tkwi gdzie indziej - albo ktoś chce się na studiach umartwiać,
              przysposabiać do trudów życia za 600 zł - i to juz teraz - jak nam Richelieu
              zapowiedziała - nie na osobę, ale na rodzinę (!!! no no, a może jak się ma 600
              zł w perspektywie to warto by się nad tą "rodziną" jeszcze zastanowić?:) albo
              chce się studiować i ŻYĆ!

              Wybór jest oczywiście indywidualny.

              Ciekawe tylko, że zdecydowana większość europejskich studentów nie wyobraża
              sobie zycia bez stołówek, które wywalczył sobie w swoim czasie prężny ruch
              studencki, a Polacy chcą się zawziąć i przetrzymać za 100 zł gotując sobie
              nocami płucka w garze (tak jako ciekawostkę dodam że gotują w akademikach w
              Europie Azjaci, ale oni z innego powodu niż narodowa pokora i poczucie
              niższości i generalnie stosunek typu: mnie się nie należy, oni gotują bo im
              zwykły ryż nie smakuje, przywożą sobie swój specjalny).

              Trenujcie sobie swoją pokorę, pięcioletnia wytrenowana pokora wobec pracodawcy
              faktycznie się przyda jak znalazł, niech wam do głowy nie przyjdzie czegoś
              więcej niż 600 zł oczekiwać od życia, czynnie zwalczajcie związki zawodowe w
              swojej firmie (szef to może docenić) a umierając pamiętajcie żeby zrobić to
              cicho i oszczędnie i po sobie w miarę możliwości posprzątać.

              A swoją drogą to żal mi ludzi, w których nie ma odrobiny buntu i radości zycia.
              Rozumiem: stare babcie, ale młode dziewczyny? Studentki? Śpiewała Maryla
              Rodowicz: "Nie daj mi Boże, broń Boże skosztować tak zwanej <życiowej
              mądrości>... Dopóki życie trwa..." Pisał Janusz Korczak: "Dzieci, dumne miejcie
              marzenia, wielkie miejcie dążenia". Wszystko jak do ściany.

              Ja lubię jeść dobre rzeczy, bo w ogóle lubię żyć "pełną piersią", a nie ciułać
              i uczyć innych pokory. Kto oglądał film "Czekolada" (był chyba w niedzielę w
              TV)? Kto go oglądał, niech się zastanowi, kogo przypominają Richelieu i lola.

              Natomiast powstrzymajcie się dziewczyny w miarę możliwości od plecenia andronów
              na temat innych bo strasznie wam to kiepsko wychodzi. Ja żyję na koszt
              rodziców???? Ha ha, kulą w płot! Ale wygłoszone tonem pewnym siebie, prawda? Ja
              nie umiem gotować? No cóż, moi znajomi i mój chłopak mają zupełnie inne zdanie.
              Tak więc trochę pokory zanim się zacznie wygadywać brednie na temat innych i
              mierzyć ich własną ciasną miareczką - życzę!
              • Gość: Richelieu* Re: pokora IP: 195.117.90.* 15.09.04, 22:11
                epitety w Twoją stronę, w czyjąkolwiek stronę, są rzeczywiście nie na miejscu

                "czekolada", pełna pierś, życie
                ok, dziewczyno, studentko, buntowniczko. Młodość ma swoje prawa, również prawo
                do tuptania nogą obutą w but o cienkiej podeszwie. Tup, raz dwa Cię zaboli

                Myślisz Ulko, że dostaniesz więcej niż 600 na początku? Zajrzyj na F Praca, na
                archiwalne wątki zwłaszcza, jak się biedaczki po studiach rzucały, że nie będą
                za 600 tyrać bo nie po to studiowały. Też nie poszłabyś do pracy za 600? A
                potem płacz i zgrzytanie, że chcą doświadczenia, ale jak je zdobyć. To do
                znudzenia, a dziennikarze potem wypisują te same linijki od 10 lat. A
                bezrobocie wiadomo jakie.

                Żyć, co to znaczy? Opierać się na przeciętnym filmie o modelowym wręcz
                scenariuszu? Gdyby nie Binoche nie było by na co patrzeć, bo i Depp miał rolę
                nieciekawą. Swoją drogą kakao na wodzie z chili faktycznie takie jakieś ;)
                • Gość: devil Re: pokora IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 23:14
                  Też czytuję forum praca i na początku byłam przerażona informacjami, jakie tam
                  znalazłam. Ale- abstrahując od tematu wątku, nie zawsze warto zadowalać się
                  minimum. Popieram Ulę- w którymś momencie studiów rodzice skazali mnie na życie
                  na własny rachunek (słusznie zresztą). Skończyły się luksusy, więc zaczęłam
                  główkować ;-) i znalazłam pracę natychmiast, jeszcze na IV roku studiów.
                  Pracuję w banku, w wymarzonym departamencie, realizuję się ;-). W planie mam
                  doktorat (Richelieu, kiedyś pytałaś mnie o publikację), zarabiam na początek 3
                  tys. (szok, szczególnie po lekturze forum p.). Wyszło tak, a nie inaczej, bo
                  nie chciałam skazać się na minimum. Fakt jednak, że zawsze miałam to co
                  chciałam (jedynaczka ;D) więc trudno mi byłoby się pogodzić z życiem za
                  kilkaset złotych (kolejny szok). Nie wiem co będzie dalej, może zweryfikuję
                  swoją postawę ;-)))
              • Gość: magdziorek Re: Do Uli i nie tylko:) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.04, 22:30
                Ulo, Ty rzeczywiście nie rozumiesz:) Jem za ile jem nie z wyboru,ale z
                konieczności i nie jest to żadna asceza na pokaz. Jeśli spojrzysz jeszcze raz
                na mój pierwszy post, to przeczytasz tam,że na kino, kawiarnie itp. wydaję
                około 50 zł.Z powodzeniem mogłabym to wydać na mineralną czy jogurcik,ale wolę
                zobaczyć coś ciekawego, zakosztować nieco studenckeigo życia; z resztą nie
                trzeba chodzić po knajpach,żeby zobaczyć jak to jest. Piszesz o studentach w
                Europie, a czy zdajesz sobie sprawę jaka między nimi z nami jest przepaść? Ile
                zarabiają ich rodzoce, a ile nasi?Pewnie że mogłabym chodzić sobie na
                stołówkę.W zeszłum roku nawet było to możliwe, bo dwudaniowy
                obiad+kompot+mineralna+surówka kosztował w abonamencie 4,50.Teraz będzie
                kosztował koło 8 zł, bo wycofano dopłaty do obiadów.Owszem mogłąbym się starać
                o dopłatę do wyżywienia,ale nie mam na takową szns, bo próg finansowy jest tak
                niski, że rzadko kiedy komukolwiek uda się go nie przekroczyć.
                Piszesz,że żal Ci ludzi,"w których nie ma odrobiny buntu i radości życia"; a
                skąd Ty możesz wiedzieć ile np. we mnie jest radości życia. Nawet sobie nie
                wyobrażasz, jak bardzo się cieszę, że w ogóle studiuję i jak bardzo to
                uskrzydla. O wiele bardziej, niż obiad ze stołówki:)Gotowanie sprawia mi
                przyjemność, obojętnie co gotuję:)Nie musi to być wykwintny obiad z 5 dań:)A i
                czasem,żeby spełnić swoje marzenia trzeba zrezygnować z luksusów. Bo ja mam
                właśnie "dumne marzenia i wielkie dążenia",tylko drogę do ich spełnienia nieco
                pod górkę:)Pozdrawiam
                • Gość: magdziorek Dzięki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.04, 22:35
                  Piodziękownia dla Loli i Ech!!!:)A co Lolu studiujesz i gdzie miszkasz???
                • Gość: U. Re: Do Uli i nie tylko:) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.09.04, 00:51
                  magdziorek, jak to jest że będąc finalistką Olimpiady z Literatury, tak
                  nieuważnie czytasz? Posty o których mówisz nie były skierowane do Ciebie; jeden
                  był do Richelieu a drugi do loli. Jest bowiem zasadnicza różnica między tym, że
                  ktoś po prostu nie ma pieniędzy - (coż, zdarza się i może się zdarzyć każdemu z
                  nas) a tym, że ktoś co prawda pieniądze ma, ale z biedowania robi ideologię i
                  wmawia ludziom, że to jest dobre.
                  • Gość: Richelieu* Re: Do Uli i nie tylko:) IP: 195.117.90.* 16.09.04, 00:58
                    po raz enty
                    nie widzisz nic pomiędzy biedowaniem a szastaniem pieniędzmi?

                    wpadanie w skrajości to też cecha młodości
                    • Gość: Aga Re: Do Uli i nie tylko:) IP: 81.15.254.* 16.09.04, 08:09
                      A to kupowanie jogurcików jest równoznaczne z szastaniem pieniędzmi??? Znam
                      droższe produkty żywnościowe...
                      • Gość: Richelieu* Re: Do Uli i nie tylko:) IP: 195.117.90.* 16.09.04, 11:26
                        kupowanie jogurcików codziennie jest szastaniem, na tym polega różnica między
                        jedzeniem świątecznym a codziennym

                        a znać można, jeść też, nawet kawior z prawdziwym szampanem i truskawki w
                        grudniu. Ale gdy jest okazja, bo kiedy codziennie zrobimy święto czym uświęcimy
                        to właściwe? Chlebem ze smalcem bo egzotyczne?
                        Jak sprawisz przyjemność swojemu lubemu kiedy nie będzie w stanie rozpoznać
                        kiedy jest dla Ciebie codzienny a kiedy niecodzienny
                      • facecja Re: Do Uli i nie tylko:) 16.09.04, 12:16
                        Gość portalu: Aga napisał(a):

                        > A to kupowanie jogurcików jest równoznaczne z szastaniem pieniędzmi??? Znam
                        > droższe produkty żywnościowe...

                        moim zdaniem tu nie chodzio sam fakt kupowania jogurtu, tylko o
                        podejście: "nie mogę dnia przeżyć bez danona", a jeśli ktoś się nie może obejść
                        bez tego to i trudno się przestawić z drożdżówek na zwykły chleb albo z z
                        morlinek na zwykłe parówki. I jeszcze to powtarzanie: "muszę jeść drożej, żebym
                        była zdrowa, bo drożej to lepiej, a tanie jest szkodliwe"...
                        • Gość: Aga Re: Do Uli i nie tylko:) IP: 81.15.254.* 16.09.04, 13:39
                          Nie chodzi o to, żeby jeść drogo. Chodzi o to, żeby jeść normalnie. Kiedy widzę
                          ludzi, którzy wcinają pasztet po 2 zl za pól kilo i mielonkę w podobnej cenie,
                          żeby im potem na imprezy i farby do wlosów starczylo, to mnie lekko skręca
                          (świeżo poznalam taki przypadek). A jak ktoś jest w stanie jeść smacznie za 120
                          zl na miesiąc, to szczerze chylę czola.
                          • facecja Re: Do Uli i nie tylko:) 16.09.04, 13:56
                            Gość portalu: Aga napisał(a):

                            > Nie chodzi o to, żeby jeść drogo. Chodzi o to, żeby jeść normalnie. Kiedy
                            widzę
                            >
                            > ludzi, którzy wcinają pasztet po 2 zl za pól kilo i mielonkę w podobnej
                            cenie,
                            > żeby im potem na imprezy i farby do wlosów starczylo, to mnie lekko skręca
                            > (świeżo poznalam taki przypadek). A jak ktoś jest w stanie jeść smacznie za
                            120
                            >
                            > zl na miesiąc, to szczerze chylę czola.


                            ja sobie to od innej strony wyobrażam - dziwię się ludziom, którzy rezygnują z
                            książki (nawet podręcznika)/kina/jakiegoś ciucha po to, żeby codziennie zjeść
                            ten niesczęsny ;) jogurt czy napić sie bonaquy - na co jakby nie patrzeć ze 30
                            zł. miesięcznie idzie
              • mamalgosia "dupiasty jogurcik"??? 16.09.04, 09:26
                teraz to już zupełnie zbaraniałam. I jeszcze to "gówienko" na dodatek. Ależ
                studenci są teraz wulgarni...:(
                • Gość: :) Re: "dupiasty jogurcik"??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 14:13
                  coz, wina lezy po stronie producentow tychze "gowienek". gdyby byli uczciwi i
                  nie klamali, pewnie nie byli by obrzucani blotem.
            • Gość: studentka ale zawistne jestescie IP: *.psi.ch 17.09.04, 11:15
              nie wiem jak bardzo rozpuszczonym trzeba
              > byc zeby na koszt rodzicow obzerac sie codzien dupiastym jogurcikiem, jak za
              > cene jednego takiego gowienka mozna ugotowac garnek zupy :]

              Chyba robisz sie agresywna. Ciekawe czy to przez ta zupe?;) Nie trzeba byc
              rozpuszczonym, zeby za pieniadze rodzicow "obzerac sie dupiastym jogurcikiem".
              Jesli rodzice moga dawac mi tyle, zebym nie musiala kombinowac, co zjesc, aby
              przezyc i co wyjdzie najtaniej, to korzystam z tego bez oporow. Nie widze
              powodu, dla ktorego mialabym sie glodzic i odmawiac jogurtow, serkow, wody
              mineralnej, a nawet...wedzonego lososia od czasu do czasu (tak tak dobrze
              przeczytalas :P). Tak samo nie widze powodu, abym miala nie kupowac kosmetykow
              czy ubran, jesli akurat sa mi potrzebne. I mam gdzies, co pomysla o tym takie
              zawistne panienki jak ty czy richelieu. Najbardziej nie lubie zagladania innym
              do portfela i glupiego wydziwiania, ze za duzo wydaja. Twoje wydaja? Nie? No
              wlasnie :).
        • facecja Re: magdziorek=królowa 15.09.04, 22:33
          Gość portalu: Ula napisał(a):

          >Student nie po to jest
          > studentem, żeby się zajmował gotowaniem, tylko nauką!

          O proszę, muszę to pokazać mojej mamie (mieszkam jeszcze w domu), bo często
          zdarza jej się kazać mi obierać ziemniaki, zmywać naczynia, czy nie daj Boże
          zupy przypilnować. Na nic moje wołanie, że nie po to się uczę, żeby stac przy
          garach. Każe i koniec! Normalnie znęca się nade mną!

          Zauważ proszę, że nie jestesmy w Amsterdami, Berlinie czy Nowym Yorku. W Polsce
          nie tylko przecietni ludzie, ale i uniwersyteccy profesorowie nie jadają
          codziennie na mieście, ale wybierają domowe obiadki - kwestia nie tylko
          ekonomii, ale i mentalności. Zdziwiły mnie dość mocno Twoje słowa, bo jak dotąd
          słyszałam tylko opinie, że własnie wyprowadzka, mieszkanie studenckie czy
          akademik - ze wszystkim, co się z tym wiąże, to istna szkoła życia - bardzo
          PRZYDATNA szkoła życia. To już nie chodzi o przystosowanie się do ewentualnych
          600 zł. pensji - chodź to akurat byłoby przydatne dla wielu studentów, nie
          tylko tych co aspirują na stanowisko kasjera w biedronce, ale i (i tu się może
          zdziwisz) tych, którzy zamierzają pracować w administracji publicznej. Bo przez
          pierwsze 12 miesięcy (a niewiadomo, czy tego okresu mi jeszcze nie wydłużą)
          obowiązuje mnie tzw. staż, gdzie zarabiać mogę 600-700 zł. Oprócz tego
          dostosowania potrzeb do mozliwości studenci, których spotkałam nauczyli się po
          prostu samodzielności. Moim zdaniem nauka gotowania przyniesie mi w życiu
          więcej dobrego niż pikietowanie, demonstrowanie, walka z wiatrakami - jaką jest
          zabieganie o tanie stołówki w polskich warunkach, więc czas wolałabym
          przeznaczyć na pilnowanie rosołku niż bieganie z transparentem po mieście.
          To życie studenckie, które opisujesz - owszem, jest kuszące, ale odstaje od
          polskich warunków i zalatuje amerykańszczyzną. I większość studentów nie moze
          sobie na nie pozwolić - głównie ze względów finansowych (co na to być
          poradziła?), a jadanie każdego posiłku w stołówce na pewno nie pomoże poczuć
          tej sielankowej atomsfery.
          • Gość: magdziorek Re: Dzięki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.04, 22:39
            Widzę,że odwiedza ten wątek coraz wiecej rozsądnych osób:)Dzięki i Tobie,
            Facecjo!!!Pozdrowionka:)
            • Gość: Richelieu* Re: Dzięki IP: 195.117.90.* 15.09.04, 22:47
              ok, ok, ale żeby nie było to z kolei manifestacją przeciw Uli tylko przeciw
              jorurcikowi

              • Gość: lola Re: Dzięki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 08:51
                heh, ale numer z ta Ula. jogurcik to byla taka metafora panno madralinska :]
                wode mineralna mam i na jogurty rowniez mnie stac. tyle ze wyroslam juz z epoki
                fascynajcji reklama i nie kreca mnie bzdety ktorymi non-stop jetsesmy
                karmieni :D wole ugotowac sobie normlany obiadek z zupa, salatka, miesem, lub
                makaron z sosem pomidorowym itp.itd. wszystko minimalnym kosztem, bo normalne,
                zdrowe jedzenie wbrew pozorom jest taniutkie (i polecam je na chorobe zoladka -
                lepsze niz dupiaste jogurciki, w ktorych nie ma ani jeden witaminy, czy zywej
                bakterii). rano wcinam kanapki, do budy biore jeszcze czasem bulke. po powrocie
                do chaty gotuje i tyle. nie wyobrazam sobie np. przezerac 300 albo 400 zl, a
                znam takie przypadki :/

                studiuje psychologie, mieszkam na Al.Rozdzienskiego :] i tez wydaje kupe kasy
                na ksiazki, kino itp. pozdro dla Magdziorka
                • Gość: Aga Re: Dzięki IP: 81.15.254.* 16.09.04, 09:36
                  > wyroslam juz z epoki fascynajcji reklama i nie kreca mnie bzdety ktorymi non-
                  stop jetsesmy karmieni :D

                  Ja nie jestem karmiona, ja się sama karmię. Tym, co mi smakuje, nie tym, co
                  reklamują. Nie mamy pięciu latek, no naprawdę...

                  I jem mniej więcej podobnie jak ty - plus jogurciki;) I staram się żyć
                  oszczędnie, wybieram tańsze dżemy, mleko, sery itp. - ale bez przesady -
                  jedzenie kupowane za 3,3 na dzień nie może być wysokiej jakości. Cudów nie ma.
                • Gość: zdziwiona Re: Dzięki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.04, 19:41
                  Rany, ja przeżeram na same obiady w pracy 200-300 złotych. Ale zarabiam 10 razy
                  więcej ;)
            • facecja Re: Dzięki 15.09.04, 22:53
              Gość portalu: magdziorek napisał(a):

              > Widzę,że odwiedza ten wątek coraz wiecej rozsądnych osób:)Dzięki i Tobie,
              > Facecjo!!!Pozdrowionka:)

              Nie ma sprawy! Podoba mi się ta dyskusja, bo (i tu pora na wyznanie w stylu
              amerykańskich filmówdzięki niej ;)) dzięki niej uwierzyłam, że i ja mam szansę
              na pomieszkanie z daleka od domu, a nie wieczne dojeżdżanie - bez jednoczesnego
              rujnowania rodziców moich kochanych. Dzięki!
              • Gość: zuzka Re: IP: *.przemet.sdi.tpnet.pl 16.09.04, 09:45
                Tak czytam te wszystkie opinie i wydaje mi się że kilka osób popada poprostu w
                skrajnośc. Zawsze gdy wyobrażałam sobie siebie na studiach myślałam, że to
                będzie krok w tak na prawde dorosłe życie. W domu też niby gotuję, sprzątam i
                kupuje coś na kolację, ale jest to pod okiem mamy. Teraz będzie trzeba samemu
                gospodarować finansami i już nie będzie żalu do mamy ze nie dała na nowe
                spodnie, tylko samemu będzie trzeba pomyśleć czy ich zakup nie zrujnuje
                budżetu. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób stwierdzi że to są rzeczy prozaiczne
                i każdy sobie z nimi radzi. Wystarczy jednak wejsc np na forum kuchnia gdzie
                wypowiadają się byli studenci jak to inni gotowali ziemniaki bez wody i
                kurczaka bez garnka. A na studiach chyba chodzi o to żeby nauczyć się żyć na
                miarę własnych możliwosci nie tracąc przy tym radości ze studiowania i radości
                życia.
    • Gość: meg ŁAPÓWKI......stancja, jedzenie, dojazd... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.04, 22:40
      ok 1500 zł miesięcznie
      • Gość: magdziorek Re:Jak wam sie udaje... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.09.04, 22:59
        Oczywiście, że jest to kampania przeciw jogurcikowi!I przeciw mineralnej!
        • Gość: pola Re:Jak wam sie udaje... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.04, 23:51
          o rany,no to ja tu musze wystapic w obronie-jogurcika i mineralnej,rzecz jasna
          otoz jogurcik na sniadanko codziennie,a nawet dwa,ba,z musli i kawa.
          a do plecaka butelka wody na zajecia.
          nono stac mnie-straszne,nie?czekam na lincz.
          • Gość: Richelieu* Re:Jak wam sie udaje... IP: 195.117.90.* 16.09.04, 00:14
            na lincza czeka gruszka i majchrzak
            • Gość: Richelieu* Re:Jak wam sie udaje... IP: 195.117.90.* 16.09.04, 00:20
              i co do "stać mnie, straszne, nie?"

              nie o stanie lecz o nie trzymaniu się kasy chodzi. Stać zaś se możesz póki nogi
              od tupania nie ścierpną. Jak się ma chęć na tupanie to każdy ma jakieś
              zboczenie zawodowe. Tylko widziałam mnóstwo "jogurcików" gdy rodzic
              jogurtożercy gotował zupę ze szczawiu. I to jest straszne

              • Gość: Tymon Re:Jak wam sie udaje... IP: *.k1.isko.net.pl 16.09.04, 00:29
                Dokladnie tak, Richelieu. Wlasnie o trzymanie kasy chodzi. Ostatnio moj znajomy
                stwierdzil, ze mimo dobrej pensji jego sytuacja zawsze jest podobna - w
                trzeciej dekadzie miesiaca na rachunku jest juz tylko rezerwa. Wiecej zarabia
                ale i wiecej wydaje (na glupoty najczesciej).
                Ja mam szczescie pracowac w trakcie koncowki studiow juz w swoim zaplanowanym
                zawodzie. Mimo, ze zarabiam niemalo, bo ~2xsrednia krajowa, moja wydatki od
                dluzszego czasu sa na podobnym poziomie. Wazne jest to, zeby szanowac swoja
                prace i wysilek i miec cel, bo pieniadze sa tylko srodkiem.
              • facecja Re:Jak wam sie udaje... 16.09.04, 12:22
                Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

                > Tylko widziałam mnóstwo "jogurcików" gdy rodzic
                > jogurtożercy gotował zupę ze szczawiu. I to jest straszne
                >

                oj taam, zupa szczawiowa jest dobra i smaczna, no a jak dla mnie, wiejskiej
                dziołchy niewiele jest tańsza od ogórkowej czy porowej ;)

                ale na poważnie: ja też znam takich - studentów głównie, którzy oszczędzają na
                różnych rzeczach, byle tylko zjeść sobie co rano danonka albo mleko z
                nesquickiem (jakkolwiek to się pisze). dziwych ludzie dokonują wyborów,
                naprawdę...
    • Gość: Zowix Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.NET / *.stella.net.pl 15.09.04, 23:05
      Kraków
      Mieszkanie: 250 zl z oplatami
      Wyzywienie: 200-250 zl
      Bilet miesięczny 45 zl
      150 zl na pozostale wydatki (ksiazki, ksero, telefon, kino, jakas gazeta itp )
    • Gość: aga Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 23:10
      1500 zł w tym (500zł za studia)
      • Gość: stu Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.chello.pl 16.09.04, 10:42
        Dziewczynom przeznaczajacym na wyzywienie kolo 100 zl miesiecznie zycze tylko
        by nie zaszly w ciaze. Nawet jak ja donosisz, to nie wroze dziecku zdrowia...
        • Gość: Richelieu* Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 195.117.90.* 16.09.04, 11:16
          to poważniejsze oszczerstwo od nazwania dziewczyny na przykład kurwą,
          szanowny/a stu, bo kurwa jest abstraktem raczej

          co do ciąży, bzdury pleciesz, że normalne odżywianie pozbawia kobiety
          możliwości zajścia w ciążę. Ba, nawet bardzo ubogie odżywianie tego nie
          odbiera. Więcej szkodzi stres.
          I największy współczynnik dzietności występuje właśnie w rodzinach biednych,
          jasne jak słońce i dzieci o tym wiedzą.
          • Gość: lola Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 11:56
            hahah ! nielzy arguemnt z ta ciaza. tylko wyobraz sobie ze normalne zarcie,
            tanie, nie naszpikowane konserwantami i barwnikami, nie reklamowane dzien i noc
            w tv, jest po prostu zdrowsze. uwierz mi ze cale pokolenia wyrosly zdrowo,
            szczuplo i bez chorob na chlebie, miesie, salatkach, ryzu, makaronie, owocach,
            mleku i domowych przetworach. nie bylo karmieni jogurcikami danone,
            snickersami, nie pili danvity i nie wpierdzielali posklejanych rafinowanym
            cukrem musli. ja musli robie sama z platkow owsianych, otrebow, posiekanych
            orzechow i rodzynek. rano tylko mleko i juz. z takiej paki mam mausli na prawie
            trzy tyg. a kosztuje ono niezbedne minimum :] wy kupujcie dalej 100gramowe
            paczuszki po piec, lub osiem zeta. ej ja naprawde zdrowo, smacznie i duzo jadam
            za ok. 120 zl miesiecznie :] mnostwo warzyw, mieso, ryby, ciemne pieczywo i
            wlasnie musli. pije mleko, na mineralna tez mam. robie sobie spaghetti, gotuje
            pyszne zupy warzywne - nie wiem ile tego bymm usiala jesc by wydac 300/400zl.
            naprawde. i tak jak ktos juz wyzej wspomnial: sa ludzie ktorzy za 700zl
            utrzymuja siebie i dwojke dzieci. naprawde myslicie ze te dzieci sa
            niedozywione, anemiczne i cherlawe? o naiwnosci. zycze szybkiego dorosniecia :/
            • Gość: lola Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 11:56
              aha, Magdziorek. napisalam juz wczesniej, ale nie wiem czy widzialas: studiuje
              psychologie i mieszkam na Al. Rozdzienskiego

              :>
              • Gość: magdziorek Re: Dla Loli:) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 12:06
                Hej Lolu!!!Właśnie weszłam na forum i jestem w trakcie czytania:) Mieszkałam w
                akademiku z psychologami:) Fajni ludzie i widzę, że fajni są nie tylko
                psychologowie z akademika.Ja mieszkam na osiedlu Paderewskiego, naprzeciw
                Biblioteki Śląskiej.Drogo tam wprawdzie,ale wszędzie bardzo blisko i nie muszę
                tracić kasy na dojazdy.Czegoś tańszego nie sposób było znaleźć,bo z szukaniem
                trchę się spóźniłam:)Jestem teraz na II roku, a Ty?
                Mimo że czasem robiło mi się przykro, kiedy czytałam,co ludzie tu wypisują, to
                cieszę się bardzo,że wywiązała się taka dyskusja.Niektórym może otworzyły się
                oczka.
                Pozdrawiam cieplutko Koleżankę z Katowic!!!
            • facecja Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? 16.09.04, 12:26
              łeee, to fajnie masz, bo u nas ciemne pieczywo jest droższe od białego - co
              jest dziwne, bo przecież łątwiejsze do "wyprodukowania"
              a może ja w jakimś dziwnym regionie ubogim z zboża mieszkam?
              • Gość: lola Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 12:42
                wiesz co? ja najczesciej wcinam bulki ciemne - 40gr. poza tym wlasnie musli.

                Magdziorek - ja tak jak Ty, II rok.
    • Gość: quille DO MAGDZIORKA :D IP: *.ists.pl / *.ists.pl 16.09.04, 13:37
      jesteś wspaniała, wiesz? :D pokazałaś wszystkim, że pomimo tego, ze jest się z
      biedej rodziny można wszystko - można iść na studia - trzeba tylko znaleźć
      sposób i być upartym - w twoim przypadku to była olimpiada :)

      to naprawdę super - życzę ci jak najlepiej i muszę jeszcze dodać, ze wobec
      takich ludzi jak ty mam naprawde dużo pokory i szacunku - ja, jedynaczka,
      córeczka tatusia i mamusi, która zawsze miała i ma wszystko podane na tacy... i
      nie wie jak to zmienić :-/
      • Gość: Aga Re: DO MAGDZIORKA :D - inna sprawa IP: 81.15.254.* 16.09.04, 13:41
        O ile pamiętam, jesteś finalistką olimpiady polonistycznej. Jak to wyszko, że z
        tego tytulu przyznano ci stypendium na I roku? Pytam z ciekawości, bo nie
        slyszalam wcześniej o czymś takim. Sama też jestem finalistką tejże olimpiady.
        • Gość: lola Re: DO MAGDZIORKA :D - inna sprawa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 13:42
          ja tez jestem z usia i wiem ze sa u nas takie stypendia przyznawane
          olimpijczykom.
      • facecja Re: DO MAGDZIORKA :D 16.09.04, 13:51
        Gość portalu: quille napisał(a):


        > to naprawdę super - życzę ci jak najlepiej i muszę jeszcze dodać, ze wobec
        > takich ludzi jak ty mam naprawde dużo pokory i szacunku - ja, jedynaczka,
        > córeczka tatusia i mamusi, która zawsze miała i ma wszystko podane na tacy...
        i
        >
        > nie wie jak to zmienić :-/

        mogę się wtrącić? bo wątek w coraz ciekawszą stronę podąża

        zawsze jest tak, że jak coś mamy, to chcemu czegoś odwrotnego

        ja już gdzieś wpomniałam, że koleżanki z grupy, które mieszkają daleko od
        uniwerku i są zmuszone wynajmować mieszkanie zazdroszczą mi (codziennie
        dojeżdżam) obiadków u mamy i spędzania czasu z rodziną. Ja antomiast tego w
        ogóle nie doceniałam, jedyne moje amrzenie to w końcu wyrwać sie z domu
        i "pozyć jak student". Teraz, kiedy to marzenuie nabiera realności odczuwam
        paniczny strach - że nie podołam, że nie będę mogła odpowiednio gospodarować
        pieniędzmi, że albo będę ze stresu jadła duzo i drogo, albo tak mało i schudne
        tak, że rodzice każą wracać w obawie przed anemią. Boję się, że po prostu będę
        za moją rodziną tęsknić, że trudno mi będzie się obejsć bez rozmaitych wygód
        takich jak chociażby komputer z internetem, muzyka. I chyba ostatnia rzecz,
        której isę boję, to to, że w mieście pełnym życia będę miała miej czasu na
        naukę, niz tutaj, w moim buszu - gdzie uczę sie nawet z nudy. Poza tym z
        kosztami mieszkania wiążą się inne wyrzeczenia: planowałam sobie intensywny
        kurs językowy i zdać na certyfikat - niestety muszę to odłożyć.
        Tak więc Quille w tej chwili z chęcia bym się z Tobą zamieniła (jak jeszcze
        dodam, że macie w Krakowie najlepszy w POlsce wydział prawa i administracji to
        nie zastanawiałabym się ani chwili), ale jak już powiedziałam - człowiek zawsze
        chce czegoś odwrotnego.

        PS: przepraszam resztę za offtopic
        • Gość: quille Re do facecji IP: *.ists.pl / *.ists.pl 16.09.04, 15:04
          wiesz jak to jest - trawa w ogródku sąsiada jest zawsze bardziej zielona ;)

          zawsze byśmy chcieli co innego niż mamy - nie twierdzę, że długo bym wytrzymała
          i byłoby mi przyjemnie z daleka od rodziny i domu, ale chciałabym spróbować :)
    • kamaoka Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? 16.09.04, 14:33
      hehe, znow sie dolacze do dyskusji:)
      po pierwsze primo:) kto mowil ze jak jogurcik to danona?!?! kutwa, chodzi mi o
      jogurt NATURALNY, nie wiem jak to zrobie w wawie, ale na trazie u mnie kupuje
      te z anszej spoldzielni, z zielonych pluc polski, wiec raczej jest to zdrowsze
      niz te wszystkie danonki itp, a robie to bo LEKARZ MI KAZAL - mam chory
      zoladek, nie moge jesc smiecio-zarcia, dlatego nie bede kupowala jakis
      najtanszysch smieci z hipermarketu tylko dlatego ze sa tanie - cztery zycia
      kurczaka, te sprawy...
      po drugie primo:) nikt z nas nie deprecjonuje wartosci domowych obiadkow - ba!
      domowy obiadek jest napradwe tani, wystarczy kupic kuraka, ziemniaki, pomidor,
      wszysto razem wyniesie o wiele wiecej niz te przyslowiowe 3,33zl, ale przeciez
      jedna osoba, do tego dziewczyna, nie zje tego na raz, nie?:P podzieli sie na
      prorcje i mamy obiad za 4 zl, no ale obiad... a zostaje jeszcze kolacja i
      najwaznijeszy posilek dnia - sniadanie...
      aha, jak ktos ma mozliwosc wyjazdow do domu to swietnie, no ale nie robmy
      komedii - jak sie jezdzi do domku, przywozi zapasy to moze i mozna przezyc ten
      meiisac za 100zl na jedzeinie, tylko ja sie pytam po co wydawac kase na bilety
      do domku?
      aha, zauwazmy tez jedna rzecz jedzenie i ogolnie zycie jest drozsze w wawie niz
      np w innych miastach - te same rzeczy kosztuja tu po prostu wiecj i nic na to
      nie poarzdimy:(
      pamietaj richelieu ze twoja opinia nie jest "jedynie sluszna opinia", bo takich
      nie ma:)
      • Gość: Richelieu* Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 195.117.90.* 16.09.04, 17:39
        jedynie słusznej opinii nikt nie ma, choć niektórym się wydaje że mają

        fakt, w Warszawie jest najdrożej w Polsce, ale zarabia się też najlepiej. I te
        nieszczęsne 100 trzeba by umiejscowić gdzieś, bo być może w Warszawie jest to
        niemożliwe, ale u mnie, hm, w Katowicach i okolicach, zupełnie realne, sama
        wydaję góra 150 zł, jak pisałam wyżej, ale prawdę mówiąc potrafiłabym wydawać
        100 i mniej gdyby zaszła taka konieczność. Zarabiam to i wydaję. 5zł na dzień

        A student niepracujący jest w tej głupiej sytuacji, że nie wie kiedy będzie
        miał pierwszą normalną pracę, za którą dostanie jakiekolwiek pieniądze. A
        przyzwyczajony do codziennych luksusów nie zbierze się do machania łopatą na
        budowie czy innego siedzenia na kasie w hipermarkecie
        • Gość: Ula Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.09.04, 19:01
          Studenci drodzy!

          Dobrze Wam radzę - jak nie chcecie pozostać frustratami wychowującymi małych
          frustratów, którzy na jedzenie mówią "wpierdalanie" i zieją nienawiścią do
          wszystkiego co nie jest siermiężne, tanie i smutne; to nie bierzcie "swojej
          pierwszej pracy" za 600 zł - machania łopatą czy sprzedawania smalcu w GS,
          tylko:

          ALBO mierzcie wysoko i róbcie coś w maiarę godziwie opłacanego,

          ALBO, jeśli macie machać łopatą, to przynajmniej jedźcie to robić na zachód.

          A w czasie studiów zajmujcie się studiowaniem i studenckim życiem, a nie
          trenowaniem przed jeszcze cięższym życiem, jakie rzekomo ma was czekać po
          studiach. (co za pokręcona koncepcja!)
          • Gość: Richelieu* Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 195.117.90.* 16.09.04, 19:40
            a skąd wiesz, że dostaniesz pracę za conajmniej 2 tys zaraz po studiach? Taka
            wykształcona będziesz czy cuś, że przed Twoim CV zegną się kolana? Jak się nie
            ma co się lubi to się lubi co się ma, szukając międzyczasie czegoś lepszego.
            Ale nie da się zaczynać od lepszego, chyba, że ma się zorganizowaną ściezkę
            kariery zawodowej (co za szumna nazwa) od kołyski.

            i kto tu mówi o "wpierdalaniu"? Tanie i smutne? klapki na oczach po setce
            postów, że tanie jest radosne.

            studia zaś nie darmo nazywane są szkołą dorosłości, bo na nich młody człowiek
            ma okazję zetknąć się z każdym przejawem dorosłego życia, łącznie z pracą. I
            Twoje zachowanie jest dość dziwne, hm, przestarzałe powiedzoałabym, by po tylu
            nwoływaniach do ppdejmowania pracy, po trzech publikacjach GW "młodzi w pracy",
            po artykułach do znudzenia klepiących aż nudne się to staje, znalazł się taki
            rodzynek jak Ty. Nikt przeciętny tak sobei nie "leje" na doświadczenie
            zawodowe. A nieprzeciętni są albo bogaci z koneksjami co nie muszą albo menele
            co nie chcą.

            I teraz "jogurcik". Jeśli ma się własne pieniądze to stosunek do nich jest
            zupełnie inny do sytuacji gdy kasa z nieba zlatuje. Sytuacja absolwentów jest
            taka sobie i przeważająca większość nich cieszy się gdy pierwsza praca będzie
            za najniższą krajową
            • Gość: pani psycholog Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.09.04, 19:54
              A ja mam cytat na każdą okazję :)

              <Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.internetdsl.tpnet.pl
              Gość: lola 16.09.2004 11:56 odpowiedz na list

              "i nie wpierdzielali posklejanych rafinowanym cukrem musli">

              A kto tak mówi? A tak mówi nasza pani psycholog :))

              Bardzo, ale to bardzo się cieszę, że nie mieszkam w Katowicach i że np. moje
              dziecko nigdy się na taką miłą i mądrą i tak genialnie przenikliwą (patrzcie,
              jak od razu mnie ustawiła, że się sama nie utrzymam, a tymczasem ja robię to z
              powodzeniem od lat, taka wpadka boli odpowiedzialnego człowieka, ale przecież
              nie panią psycholog lolę)... więc cieszę się niezmiernie, że nikt z moich
              bliskich się na taką panią psycholog nie natknie :)

              Zapraszamy do gabinetu pani psycholog, tylko niech komuś z torby mineralna nie
              wystaje, bo miła empatyczna pani psycholog wrzaśnie: "Wypierdalać mi z tym
              gówienkiem"! No co, takie życie, życie jest ciężkie, już nam Richelieu o tym
              zapomnieć nie da :)
              • Gość: lola Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 20:23
                nigdy w luznej dyskusji nie uzylas brzydszego slowa?

                to moze zacznij przywykac ze ludziom nie tylko kwiaty sypia sie z ust :) i nie
                boj sie. umiem prowadzic kulturalna dyskusje, ale w sytuacji gdy panienka Ula
                obraza biedniejsza od siebie Magdziorek, unosze sie i co mi zrobisz? poza tym
                do skonczenia studiow jeszcze trzy lata - zapewne nabiore oglady w stosunku do
                nieprzystosowanych do zwyczajnego zycia panienek Urszulek.

                heh. jak sie nie ma czego czepic to najlepiej zlapac za slowko.
                • Gość: Ula Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.09.04, 20:44
                  A tak z ciekawości, to w którym miejscu obraziłam Magdziorek? I skąd wiesz, że
                  ona jest biedniejsza ode mnie? Znowu kupa buńczucznie palniętych andronów.
                  Jesteś strasznie słabym psychologiem i powinnaś mniej zajmować sie gotowaniem a
                  więcej siedzeniem w bibliotece i studiowaniem.

                  Co do mojej interakcji z Magdziorek, polegała ona tylko na mojej prośbie o
                  uciślenie, jakim to cudem żyje ona za 100 zł miesięcznie jak królowa.
                  Magdziorek szybko odpowiedziała, że przywozi sobie jedzenie z domu, co
                  dokładnie potwierdziło moje przypuszczenia - i po prostu okazało się, że mam
                  rację. Wykazanie, że ma się rację nie powinno być w zasadzie obrazą dla tych,
                  którzy - jak się okazuje - jej nie mieli, ale niektórzy mimo wszystko tak to
                  traktują :)

                  Do mojej propozycji stołówki studenckiej niestety nie dorosłyście jeszcze :(
                  Wolicie swój przaśny, pokorny, zatęchły, zawistny (he he, widzisz jak pięknie
                  można bez przekleństw, to dopiero jest sztuka:)) zaścianek. OK, powodzenia w
                  pokornym życiu za 600 zł życzy

                  Ula

                  • Gość: zuzka Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.przemet.sdi.tpnet.pl 17.09.04, 09:27
                    Ojej to naprawdę wspaniale że Twoje przypouszczenia okazały się trafne, co za
                    przenikliwość umysłu! Tak się jednak obecnie składa, że bez znajomości,
                    imponującego CV i dużej porcji szczęscia o płacy ponad 1000zł to na starcie
                    marzyć chyba jest trudno. A tej osobie która proponuje wyjechać za granicę
                    chciałbym powiedzieć, że jeśli wszyscy wyjadą to się jakby w naszym państwie
                    nic nie zmieni bo zostaną tylko ci dla których im gorzej tym lepiej. I nie
                    bądźmy takimi materialistami. Bo czasem lepiej zarabiać mniej mieć spokojne
                    sumienie i radość z życia. Tak mi się przynajmniej wydaje.
                  • Gość: Ula Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.09.04, 00:46
                    PS. Nie, nigdy w luźnej dyskusji nie użyłam brzydszego słowa. To jest właśnie
                    cecha ludzi kulturalnych.
          • facecja Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? 16.09.04, 21:44
            Gość portalu: Ula napisał(a):

            > to nie bierzcie "swojej
            > pierwszej pracy" za 600 zł - machania łopatą czy sprzedawania smalcu w GS,

            szkoda, że nie przeczytałaś dokłądnie mojego postu, bo byś wiedziała, że 600
            złotych można zarabiać nie tylko machając łopatą, ale i przekładać papierki w
            urzędzie administracji publicznej przez pierwsze 12 miesięcy po ukończeniu
            studiów.
            • Gość: Richelieu* Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 195.117.90.* 16.09.04, 22:00
              a przez następne lata niewiele więcej. Chociaż administarcja publiczna to
              bardzo fajne miejsce dla osoby, która chce mieć stały dochód. Wszystkie
              świadczenia płacone, każda nadgodzina płacona. Wychodzi się równo o 15,30
              (najwyżej 15,45 ;), można się zwolnić z kilku godzin jednego dnia nadrabiając
              nastęonego i nikt nie ma o to pretensji. Co godzina 5 minut przerwy bo praca
              przy komputerze, vov. Przerwa na obiad, choć widziałam w ciągu 8 godzi przerwę
              na śniadanie, 2. śniadanie, obiad, podweczorek, że wyjściach na papieroska nie
              wspomnę.

              A, według najnowszego rozprządzenia należy podać do publicznej wiadomości
              (czyżby w biuletynie) aplikującyc na stanoiwsko i przyjętego, tak aby nikt nie
              miał wątpliwości kto i za co został przyjęty. Ciekawe czy to zadziała. Jak
              narazie się nie zapowiada
              • Gość: Ula errata IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.09.04, 22:49
                facecja, bardzo Cie przepraszam za pominięcie Twoich trzech groszy i poprawiam
                się, zatem odpowiedni wers mojego posta powinien brzmieć: "zamiast machać
                łopatą LUB przekładać papierki w administracji publicznej..." ale rozwiązanie
                jest to samo: jedżcie na zachód robić to samo i zarabiać DUŻO więcej!

                Dlaczego za każdym razem kiedy podaję proste rozwiązanie dla waszych bolączek
                to udajecie, że go nie ma i dalej pogrążacie się z lubością w swojej
                martyrologii?

                Jest taka książka "W co grają ludzie" (czytałam ją w podstawówce, a Ty lola,
                jako wybitny psycholog pewnie też ją znasz:) no i wynika z niej niestety, że to
                dosyć powszechna postawa ale na dłuższą metę dla tzw. domowników nie do
                zniesienia :)
                • facecja Re: errata 16.09.04, 23:06
                  Gość portalu: Ula napisał(a):

                  > facecja, bardzo Cie przepraszam za pominięcie Twoich trzech groszy i
                  poprawiam
                  > się, zatem odpowiedni wers mojego posta powinien brzmieć: "zamiast machać
                  > łopatą LUB przekładać papierki w administracji publicznej..." ale rozwiązanie
                  > jest to samo: jedżcie na zachód robić to samo i zarabiać DUŻO więcej!
                  >

                  nie za bardzo - ucze się polskiego prawa, po to, żeby pracować w polskim
                  urzędzie i żeby gnębić Polaków

                  i naprawdę nie jestem aż tak delikatna, żebym nie mogła wytrzymać tego okresu
                  przejściowego - ale jak niektórzy nie mogą, to niech jadą na Zachód, krzyżyk na
                  drogę - tylko czy podróż na Zachód, nauka np. europejskiego prawa ewentualnie
                  praca fizyczna nie mająca nic wspólnego z wykształceniem, rozłąka z
                  najbliższymi (nie daj Boże wyjśc za mąż przed 30) - jest naprwadę prostszym
                  rozwiązaniem? jak dla kogo...
              • Gość: Aga Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 81.15.254.* 16.09.04, 23:02
                Taaak, to miejsce wprost cudowne... Pracowalaś kiedyś w urzędzie? Przeżylaś
                dziesiątki petentów każdego dnia, a każdy uważający, że jego sprawa jest
                najważniejsza lub wręcz jedyna? Siedzialaś za darmo po godzinach pracy, bo
                czekal stos decyzji na jutro? Dzieliaś się jednym komputerem z trzema innymi
                osobami w malym pokoju? No, to tak wlasnie wygląda praca w urzędzie...
                • Gość: Richelieu* Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 195.117.90.* 16.09.04, 23:08
                  dzieliłam, siedziałam, wysłuchiwałam
                  i gorsze były dla mnie biurowe plotki o wszystkim co się rusza od
                  rozwścieczonego petenta. Bo petentowi rozwiązuje się w miarę możliwości jego
                  problem, a gdy możliwości brak a on nadal się rzuca to się dziada wywala
                  a bab plotkujących i opoeprzających się w robocie wyrzucić nie można.
                  Autentycznie 4 posiłki i 10 wyjść na papierosa

                  teraz robię to co lubię, płacą mi za to trochę i jest git, jak to mówią
            • Gość: studentka 1500zl na wszystko IP: *.psi.ch 17.09.04, 11:40
              Na czynsz, rachunki, tel., internet ok. 500zl, jedzenie kolejne 500, ksiazki,
              ubrania, kosmetyki, bilety autobusowe i kolejowe, sporadycznie wizyty u
              lekarzy
              kolejne 500. W sumie 1500 na wszystko.
      • Gość: kurak Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.pl / 217.197.72.* 17.09.04, 10:49
        > po drugie primo:) nikt z nas nie deprecjonuje wartosci domowych obiadkow -
        ba!
        > domowy obiadek jest napradwe tani, wystarczy kupic kuraka (...)

        dobrze, ze nie wiesz jakie świnstwa jedzą te kuraki, ile jest w nich chemii,
        hormonów i za przeproszeniem ich wlasnych gówien, którymi sa karmione
        • kamaoka Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? 18.09.04, 18:17
          > dobrze, ze nie wiesz jakie świnstwa jedzą te kuraki, ile jest w nich chemii,
          > hormonów i za przeproszeniem ich wlasnych gówien, którymi sa karmione

          to ze wsi moge wziac, od znajomych, nie popadajmy w paranoje:>
    • studencina999 Warszawa, UW 16.09.04, 21:57
      Pracuję w firmie u ojca. Zarabiam na czyst 5000 zł, ale bez premii. Poza tym
      dostaję drobne kieszonkowe. Obiady jem zwykle na mieście, ale staram się
      dobierać starannie lokale, żeby nie przeszkadzało mi jakieś chamstwo. Nie
      jestem rozrzutny, codzienny posiłek obiadowy nie przekracza 60 złotych.
      Oczywiście, czasem skoczę na kawę do Gourmet czy Coffee Heaven, ale tylko jak
      mam przerwę między zajęciami.

      Od niedawna dostaję także stypendium w związku z uzyskaniem w ubiegłym roku
      wysokiej średniej, a więc można powiedzieć, że utrzymuję się sam.
      • Gość: Richelieu* Re: Warszawa, UW IP: 195.117.90.* 16.09.04, 22:04
        u ojca.. łiii
        student ma problem głównie z dyspozycyjnością, nie to co ci, którzy łapną fuchę
        taką, że nie mają stałych godzin. I jeśli nie koneksje to nici

        swoją pierwszą pracę też zdobyłam dzięki koneksjom. Sprzątałam na budowie,
        roboty wykończeniowe i takie tam inne. Pracę załatwił mi ojciec, robotnik
        wykwalifikowany po zawodówce. My to mamy fajnie z naszymi koneksjami, nie?
        • kamaoka Re: Warszawa, UW 16.09.04, 22:15
          widze ze czerpiesz niesamowita przyjemnosc z podkreslania jaka jestes biedna, z
          jakiej prostej rodziny pochodzisz... no tak, niektorzy przeginaja w jedna a
          inni w druga strone:)
          • Gość: magdziorek Re: Warszawa, UW IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 22:24
            Ale przyznasz chyba sama,że jak na studenta zarobek rzedu 5000zł i obiady za 60
            zł to rzadkość:)Jak już pisałam wyżej na miesięczne utrzymania wydaję ponad 600
            zł.Mnożąc to razy 9 miesięcy wychodzi niecałe 6000zł. Czyli miesięczny zarobek
            tego studenta wystarczylby mi prawie na rok studiów.Oczywiście rozumiem,że nie
            mogę porównywać Warszawy i Katowic i nie mam zamiaru.Tylko czasem w głowie mi
            sie niektóre rzeczy nie miszczą:)Pozdrawiam:)
            • studencina999 nie mieści się w głowie??? 16.09.04, 22:35
              A co w tym takiego dziwnego?
            • kamaoka Re: Warszawa, UW 16.09.04, 22:50
              zatem nie pozostajwe mi nic innego jak powiedziec ze sie dziewczyno marnujesz
              na tych studiach - ty bar otworz, jestes bardzo zaradna i jesli nawet bralabys
              od kazdego studenta po 150zl za wyzywienie miesieczne, czyli 50zl zarobku bys
              miala, to mnozac to razy 120 studentow, a tylu sie ich NA PEWNO znajdzie, bo
              liczac ze przecietnie wydaje sie no powiedzmy 300zl, to zaplacenie nawet 150 to
              czytsy zysk dla kazdego, uzbierasz tym samym na kazdy kolejny rok studiow:)
              mowie calkiem serio:)
          • Gość: Richelieu* Re: Warszawa, UW IP: 195.117.90.* 16.09.04, 23:27
            nie kamaoko, to tylko podkreślenie wartości koneksji

            na rodzinę nie liczę od x lat
        • Gość: magdziorek Re:Do Quille, Loli i innych przyjaznych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 22:18
          Jeszcze raz serdeczne dzięki!Loli za obronę,a Qille za Jej słowa na mój temat:)
          Autentycznie się wzruszyłam:)I gratuluję krytycznego sopjrzenia na samą
          siebie.To bardzo trudna sztuka.Pozdrawiam serdecznie!!!!
          • eirenne Re:Do Quille, Loli i innych przyjaznych 16.09.04, 22:25
            Bardzo fajna jesteś dziewczyna:-) Trzymam za Ciebie kciuki od pierwszego Twojego
            postu w tym wątku. Wiesz, jest o wiele więcej osób i nie tylko na forum, którym
            Twoja zaradność i uroda ducha imponuje, serioserio;-)
            • Gość: lola Re:Do Quille, Loli i innych przyjaznych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 22:32
              tak jest.
            • Gość: magdziorek Re:Do eirenne IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 23:17
              Czy Ty Mówisz poważnie?:)Bo robię się coraz bardziej podejrzliwa.W kazdym razie
              dzięki!!!Pozdrowionka!!!
              • eirenne Re:Do eirenne 16.09.04, 23:23
                Poważnie i powiem więcej, cholernie Ci tej zaradności zazdroszczę.
                • Gość: magdziorek Re:Do eirenne IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 23:32
                  Fajnie czytać takie posty:)DZIĘKI:)
          • Gość: U. Re:Do Quille, Loli i innych przyjaznych IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.09.04, 23:14
            A karmaoce za rozwiązanie, jakie wymysliła.
            • kamaoka Re:Do Quille, Loli i innych przyjaznych 16.09.04, 23:30
              hehe, kaMaoce:)
              a po drugie tez bym chciala byc taka obrotna, ale chyba nie dam rady, bo jednka
              mam te wymagania - woda mineralna, jogurt naturalny:)
        • studencina999 Re: Warszawa, UW 16.09.04, 22:21
          Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

          > u ojca.. łiii

          Jestem szczęśliwym posiadaczem wspaniałego ojca i nie widzę w tym żadnego
          problemu.

          > student ma problem głównie z dyspozycyjnością, nie to co ci, którzy łapną
          fuchę
          >
          > taką, że nie mają stałych godzin. I jeśli nie koneksje to nici

          Ojciec szukał kogoś kto ma takie predyspozycje jakie i ja miałem. Dziwne żeby
          zatrudnił kogoś z ulicy zamiast własnego syna, który uczciwie pracuje, robiąc
          co do niego należy i nie ma żadnych luzów tylko dlatego, że jest synem
          dyrektora.

          > swoją pierwszą pracę też zdobyłam dzięki koneksjom. Sprzątałam na budowie,
          > roboty wykończeniowe i takie tam inne. Pracę załatwił mi ojciec, robotnik
          > wykwalifikowany po zawodówce. My to mamy fajnie z naszymi koneksjami, nie?

          Wolałbym aż do tego stopnia się nie spoufalać. Nie wyobrażam sobie siebie
          zapieprzającego na budowie. Jak będzie trzeba, wynajmę ekipę remontowo-
          budowlaną, a sam wyjadę na wakacje. W końcu nie można się nadto stresować, z
          nadmiaru stresu człowiek staje się nerwowy i bezużyteczny. Najlepiej
          zrelaksować się gdzieś w ciepłych krajach i wrócić jak już jest po wszystkim :-)
          • facecja Re: Warszawa, UW 16.09.04, 22:27
            eh, za mało wiarygodna ta Twoja podpucha, ale nie martw się, jeszcze tylko
            jakieś 2 lata na forum i nikt nie pozna, żeś prowokator
            • studencina999 Re: Warszawa, UW 16.09.04, 22:32
              Nie mam zamiaru wstydzić się ani tego, że dobrze zarabiam, ani tego że przy tym
              znajduję czas na przyjemności i nie muszę zniżać się do pewnego pzoiomu życia.
              Fakt, że nie jadłaś pewnie nigdy w życiu obiadu za 60 zł nie upoważnia Cię do
              twierdzenia, że tacy ludzie nie istnieją. Oczywiście, to typowe: myśleć, że są
              tylko tacy ludzie jak ja i nikt inny więcej...
              • facecja Re: Warszawa, UW 16.09.04, 22:47
                ja po prostu w swojej naiwności wierzę, ze zarówno studenci jak i ludzie
                zarabiający 3 średnie krajowe oraz dzieci ludzi sukcesu po prostu prezentują
                pewien poziom, rozpoznawalny chociazby w takiej wypowiedzi
                • studencina999 Re: Warszawa, UW 16.09.04, 22:55
                  Wydaje mi się, że do poziomu mojej wypowiedzi nie można się przyczepić. Wyzywam
                  kogoś? Używam nieparlamentarnych słów? Chyba kieruje Tobą zawiść wynikająca z
                  niezrealizowania. Poza tym widzę, że to Tobie jeszcze wiele brakuje, nic
                  dziwnego że ciągle tkwisz w marazmie i wyliczasz sobie ile możesz wydać na
                  kajzerki.
                  • facecja Re: Warszawa, UW 16.09.04, 23:02
                    jak to dobrze, że znalazł się w końcu ktoś, kto wszystko o mnie wie: o
                    kajzerkach, o wyliczaniu pieniędzy - w końcu to cała prawda o mnie!

                    jaka szkoda, że nie czytujesz swoich postów, może wtedy dowiedziałbyś się, że
                    ogólnopojęte buractwo/prostactwo/słoma z wystająca z butów (niepotrzebne
                    skreślić) tak samo jak wulgaryzmy swiadczą o poziomie wypowiedzi
                    • nadja Re: Warszawa, UW 18.09.04, 00:43
                      Nic dodac nic ujac :-)
                      pzdr
                      n
              • Gość: Richelieu* Re: Warszawa, UW IP: 195.117.90.* 16.09.04, 23:14
                obiad za 60 zł, wielkie mecyje. Kiedy jest okazja to można i za 60, ale
                codziennie? Wariactwo, to co jadasz od święta? Gdzie zapraszasz dziewczynę, tam
                gdzie wpadasz codziennie w porze lanczu? to tak jakbyś do makdonalda zaprosił.

                kwalifikacje wycenione zaś na 5tys, hohoho, podwójnym profesorem jesteś?
                • studencina999 Re: Warszawa, UW 16.09.04, 23:35
                  W Warszawie jest dużo różnych miejsc. I takich, gdzie idzie się na kulturalny
                  lunch, i takich, gdzie idzie się na elegancką kolajcę. Do wyboru, do koloru.
                  Rzeczywiście nie zapraszam dziewczyny do miejsc, w których jadam lunch,
                  ponieważ zasługuje ona na znacznie lepsze miejsca. Z McDonald's nie korzystam.

                  Nie jestem podwójnym profesorem, ale posiadłem zdolności w zakresie ekonomiczno-
                  matematycznym, pozwalające mi na zajęcie takiego stanowiska, jakie zająłem, i
                  za taką płacę, jaką otrzymuję. Nie jestem jedyny i choć niektórzy na forum
                  traktują mnie jak wybryk natury, zapewniam, że MOŻNA. Tylko należy sobie
                  postawić odpowiednio wysoką poprzeczkę i starać się nad nią przeskoczyć.

                  Wszelkie próby obrażenia mnie (słoma itp.) wynikają z zawiści, ale nie ma co
                  się załamywać i złorzeczyć. Może niektórym w końcu też się uda, jak tylko
                  przestaną glorfikować swą mniej lub bardziej pozorną biedę i zaczną wreszcie
                  pozytywnie myśleć o sobie i swojej przeszłości. Wszelkie próby leczenia
                  kompleksów poprzez obrzucanie obcych ludzi inwektywami na forum publicznym nie
                  są dobrym pomysłem, ale nie mnie to tłumaczyć. Od tego jest rzesza psychologów.
                  • Gość: klop Re: Warszawa, UW IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 23:48
                    no masz stary szczescie ze ten Twój ukochany tatuś nie umarł na raka :)
                    bo bys pewnie sam nawet podstawówki nie skończył... :)
                    pozdrawiam
                    • studencina999 czego się było spodziewać... 17.09.04, 18:57
                      Gość portalu: klop napisał(a):

                      > no masz stary szczescie ze ten Twój ukochany tatuś nie umarł na raka :)
                      > bo bys pewnie sam nawet podstawówki nie skończył... :)
                      > pozdrawiam

                      Gratuluję poziomu. Szkoda, że Ty nie umarłeś, byłoby jednego głupka mniej.
                      Świetny żart, swoją drogą. Na którym kierunku takich uczą? Na głąbistyce?
                  • Gość: Richelieu* Re: Warszawa, UW IP: 195.117.90.* 16.09.04, 23:49
                    a może Twój ojciec tyle Ci płaci nie za to, że jesteś aż tak dobry, ale, że
                    jesteś jego synem. Głąba by nie zatrudnił u siebie, ale własne dziecko
                    zazwyczaj widzi się przez różowe itd.
                    stanowisko dla młokosa (jeśli takim jesteś) za 5 tys było, ale 10 lat temu.
                    Teraz żaden student, ani absolwent nawet, nic takiego nie znajdzie

                    z macdonaldem to przenośnia, bo to bar niewiadomodlakogo, dla dzieci za drogi a
                    właśnie do nich jest adresowany. No i shit straszny sprzedaje, brr
                    tylko jeśli codziennie wydajesz na żarcie 60 zł (jezu, tyle forsy w błoto), to
                    na randce przynajmniej 300
                    • Gość: krzysiek Re: Warszawa, UW IP: 217.153.22.* 17.09.04, 13:16
                      wczesniej bralem udzial w tej dyskusji, poniewaz zaimponowalo mi to, ze nawet
                      majac kiepski start w zyciu (finansowy), dzieki wlasnej zarazdnosci mozna
                      studiowac i odnosic sukcesy (patrz olimpiada polonistyczna magdziorka).
                      Jednak jest duza roznica miedzy pochwala zaradnosci a gloryfikacja ubostwa, w
                      ktora to strone poszedl watek (wykpiwane jogurciki). To jednak inna sprawa,
                      mozna jesc za 100zl miesiecznie, ale mozna tez jesc sniadanie w Bristolu (250zl
                      za 2 osoby), gdzie trzeba wczesniej rezerwowac miejsce. Wedle czasu i ochoty.
                      Ja jednak chcialbym zaprotestowac przeciwko frustracji i braku wiary we wlasne
                      mozliwosci, ktory przebija sie przez wiele watkow zarowno tu jak i na forum
                      praca. Ludzie, nie dajcie sie wpakowac do pracy za 600zl. Naprawde, koniunktura
                      gospodarcza jest teraz bardzo dobra, i DA SIE, bez ukladow, znajomosci, znalezc
                      ciekawa prace za godne wynagrodzenie. Przekonalem sie o tym sam, na 3roku
                      studiow na praktykach zarabiam wiecej niz srednia krajowa, aplikowalem przez
                      internet do firmy z innego miasta nie znajac tam nikogo. Jest wiele serwisow
                      (jobpilot, pracuj.pl itp) na ktorych czeka mnostwo ogloszen. Powodzenia w
                      szukaniu, wiecej optymizmu i motywacji.
                      Pozdrawiam
                      • eirenne Re: Warszawa, UW 17.09.04, 14:00
                        Masz rację, że da się znaleźć pracę za więcej niż 600zł, choć wydaje mi się, że
                        większe szanse na takową mają osoby po politechnice. Ale to temat na inny wątek.
                        Sęk w tym, żeby uświadomić absolwentowi, że czasem warto się przemęczyć za
                        grosze i że jest to tak samo ważna praca, jak ta za 5000zł. No i może to, że
                        czasem na więcej taki absolwent nie zasługuje... (tylko nie bijcie mnie za to
                        hihihi).
                        A wracając do tematu, ja tu nie zauwazyłam gloryfikacji ubóstwa, tylko próbę
                        uświadomienia sobie, że można żyć pięknie i bogato bez większych sum pieniędzy
                        na koncie, że być może wcale nie potrzebujemy aż tylu rzeczy, aby godnie żyć...
                        A jogurcik to tylko przykład, metafora rzeczy zazwyczaj zbędnej (oczywiście
                        pomijam przypadek kamaoki, która sama napisała, ze lekarz zalecił jej picie
                        jogurtu, to co innego).
                        Wątek czytam uważnie, bo sama 9 miesięcy temu zaczynałam samodzielne życie i
                        wiem doskonale, ile pieniędzy traciłam na jedzenie, a ile wydaję teraz i o ile
                        lepiej się odżywiam:))) Na początku też myślałam, ze codziennie jogurcik, serek
                        homogenizowany, mineralka tylko najdroższa... i też się dziwiłam, jak można
                        normalnie żyć za 600zł, bo sama miałam ponad dwa tysiące... Teraz mam jeszcze
                        więcej do dyspozycji, ale już się nauczyłam szanować każdy grosz, choć daleko mi
                        do takiej przemyślności, jaką ma magdziorek:) Oszczędność jest cnotą, piękną
                        zaletą, zaś dawanie ujścia bezmyślnej konsumpcji zasługuje na naganę. Też się
                        nachodziłam po restauracjach, pubach, uprawiałam tzw czynne życie towarzyskie,
                        czy tam studenckie, nazwijcie to jak chcecie. Ale Richelieu ma rację-
                        restauracja po pewnym czasie przestaje być ekskluzywna a staje się banalnym
                        mcdonaldem. Kasa zakłada klapki na oczy i rozleniwia. Człowiek staje się płytki
                        jak kałuża;-D
                        Wiecie co, nie myślcie, ze potępiam studentów, którzy wydają więcej, nie mam
                        zamiaru nikomu zaglądać w portfele:) Ale wydaje mi się, ze niektórzy zakładają,
                        że muszą mieć tyle i tyle, żeby coś w życiu osiągnąć. Nieprawda. Ten watek o tym
                        świadczy i tylko o tym:) Pozdrawiam:)
                        • Gość: kurak rosołowy Re: Warszawa, UW IP: *.pl / 217.197.72.* 17.09.04, 14:24
                          Erienne, umknęło Ci że życie za 100 - 150 zł miesięcznie jest poniżej granicy
                          ubóstwa i jeśli ktośc naprawde MUSI utrzymać się za taką kwotę to jest w
                          tragicznej sytuacji i powinien robić wszystko, by to jak najszybciej zmienić.
                          Zwróć uwagę, że nie dyskutuje się tu o obniżeniu wydatków na wódke, knajpy,
                          inne używki i rozrywki, tylko o odmawianiu sobie podstawowych produktów
                          spożywczych. Nie można przeżyć życia na podrobach i ketchupie (chociaż wątpie
                          by stówa starczyła nawet i na to). Richelieu przedstawia nędzę jako styl życia,
                          nie jako przejściowy kryzys (sic!) podkreślam, że jest tu mowa o
                          najprawdziwszej w świecie NĘDZY, NĘDZY jakiej doświadcza głodujący lud
                          trzeciego świata. Twierdzenie, że można tak żyć jest chore. Spróbuj miesiąc
                          przeznaczać 150 zł na jedzenie to zrozumiesz o czym piszę. IMHO panny
                          koloryzują, gdyż jest fizycznie niemożliwe utrzymanie się za taką kwotę. 300 zł
                          na jedzenie to jest bardzo niewiele, a tu jest mowa o połowie, a nawet 1/3
                          tego.
                          • Gość: studentka Re: Warszawa, UW IP: *.psi.ch 17.09.04, 14:52
                            Wlasnie o to chodzi. Pewnie da sie przezyc za 3zl dziennie, jedzac suche
                            bulki, ale na dluzsza mete trudno sobie to wyobrazic. A z niektorych postow
                            tutaj przebija postawa pt." niezaleznie od tego, ile bede miala kasy, nie
                            kupie sobie nic bardziej "luksusowego" (o ile jogurt za zlotowke mozna
                            okreslic mianem produktu luksusowego), tylko zacisne zeby i wytrzymam i wy
                            wszyscy tez tak powinniescie, a jak wydajecie wiecej, to jestescie
                            rozpieszczonymi gowniarzami, ktorzy wpierdalaja dupiaste jogurciki za
                            pieniadze swoich rodzicow".

                            Brrrr. Zycie sklada sie z drobnych przyjemnosci i skazywanie sie na taka
                            asceze jest dla mnie niezrozumiale, ale rozne sa wybory ludzkie..

                            Nasuwa mi sie jeszcze refleksja, ze np. taka pani richelieu i ta druga
                            (przyszla pani psycholog) w przyszlosci zapewne obrzydza maksymalnie zycie
                            swoim partnerom/dzieciom, gorszac sie i nie pozwalajac na jakiekolwiek
                            przyjemnosci i "luksusy".
                            • eirenne Re: Warszawa, UW 17.09.04, 14:55
                              Hmmmm, a przeczytałaś cały wątek DOKŁADNIE?
                              • Gość: studentka bardzo dokladnie IP: *.psi.ch 17.09.04, 14:59
                                Przeczytalam caly watek dokladnie i wyciagnelam wlasnie takie wnioski jak
                                powyzej. Czesc osob wypowiadala sie rozsadnie, natomiast posty tych dwoch
                                osob, o ktorych napisalam odczytalam (nie tylko ja) jako nawolywanie do
                                ascezy.
                                • Gość: Richelieu* głupio więc rozumujesz IP: 195.117.90.* 17.09.04, 15:10
                                  mimo żeś studentka. Nie będzie drobną przyjemnością to co jest powszednie. Bo
                                  powszedniość implikuje postawę "to mi się należy" co z kolei z braku możliwości
                                  stawia człowieka w sytuacji gdy nie może pozwolić sobie na żadną przyjemność
                                  • Gość: studentka podziwu godna ostroznosc IP: *.psi.ch 17.09.04, 16:09
                                    zgodnie z zaprezentowanym przez ciebie sposobem rozumowania najlepiej nie
                                    miec nic i zyc w nedzy, bo jesli mamy cokolwiek, to zawsze moze sie zdarzyc,
                                    ze to stracimy

                                    no coz, zycze powodzenia w przystosowywaniu sie do zycia w nedzy

                                    P.S. probowalas juz spac na dworcu lub smietniku?
                                    • sistinas Re: podziwu godna ostroznosc 17.09.04, 16:21
                                      Studentko, nie zniżaj się do tego tonu, którym posługują się te panny. Ktoś
                                      chce być biedny-jego sprawa.
                                      BTW- nie miałam pojęcia, że jogurt to luksus. Myślałam, że luksus to np. sushi
                                      albo ośmiornice :)
                            • facecja Re: Warszawa, UW 17.09.04, 17:39
                              Gość portalu: studentka napisał(a):

                              > Wlasnie o to chodzi. Pewnie da sie przezyc za 3zl dziennie, jedzac suche
                              > bulki, ale na dluzsza mete trudno sobie to wyobrazic. A z niektorych postow
                              > tutaj przebija postawa pt." niezaleznie od tego, ile bede miala kasy, nie
                              > kupie sobie nic bardziej "luksusowego" (o ile jogurt za zlotowke mozna
                              > okreslic mianem produktu luksusowego), tylko zacisne zeby i wytrzymam i wy
                              > wszyscy tez tak powinniescie, a jak wydajecie wiecej, to jestescie
                              > rozpieszczonymi gowniarzami, ktorzy wpierdalaja dupiaste jogurciki za
                              > pieniadze swoich rodzicow".
                              >
                              > Brrrr. Zycie sklada sie z drobnych przyjemnosci i skazywanie sie na taka
                              > asceze jest dla mnie niezrozumiale, ale rozne sa wybory ludzkie..
                              >
                              > Nasuwa mi sie jeszcze refleksja, ze np. taka pani richelieu i ta druga
                              > (przyszla pani psycholog) w przyszlosci zapewne obrzydza maksymalnie zycie
                              > swoim partnerom/dzieciom, gorszac sie i nie pozwalajac na jakiekolwiek
                              > przyjemnosci i "luksusy".

                              Powiem pewnie to samo, co Richelieu, ale inaczej:

                              uważam, że szczęśliwsi są ludzie, którzy te małe przyjemności, o których
                              piszesz, poświęcają dla dużych przyjemności
                              czasami to się wiąże z oszczędnością, czasem nie, w zalezności od sytuacji
                              majątkowej
                              ale gdy mamy sytuację 2 studentów dysponujących budżetem 300 zł, jedna 300
                              złotych przejada, druga przejada 150, a pozostałe 150 inwestuje w
                              książki/płyty/teatr/kino/kurs językowy - więc życie której osoby będize
                              ciekawsze i szczęśliwsze?
                          • eirenne Re: Warszawa, UW 17.09.04, 14:53
                            Przecież ja nie każę nikomu żyć za 100zł przez całe życie:-))) Jasne, należy
                            oczekiwać coraz więcej od życia i pracować, walczyć, kto się nie rozwija ten się
                            cofa:-D
                            Zapomniałam napisać, ze wychowałam się w niebogatej rodzinie i doskonale wiem,
                            jak się żyje bez jogurciku i mineralki:-D I wiem, że do głodowania jest jeszcze
                            daleka droga...
                          • Gość: Richelieu* Re: Warszawa, UW IP: 195.117.90.* 17.09.04, 14:54
                            nędza dla każdego co innego znaczy i można odczuwać nędzę wydając i 500zł na
                            jedzenie
                            • eirenne Re: Warszawa, UW 17.09.04, 14:56
                              Otóż to.
                        • Gość: devil Re: Warszawa, UW IP: *.bphpbk.pl 17.09.04, 15:16
                          Cóż to za herezja, że nadmierna konsumpcja zasługuje na naganę?? Zarabiam-
                          kupuję. Oczywiście nie znaczy to, że zachęcam wszystkich do wystawnego życia,
                          ale to co robię na własny rachunek nie powinno podlegać moralnej ocenie ogółu.
                          Z drugiej strony- czy kupowanie masy książek i płyt nie jest nadmierną i
                          naganną konsumpcją sensu largo? ;-)
                          • Gość: kurak rosołowy Re: Warszawa, UW IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 15:24
                            > Z drugiej strony- czy kupowanie masy książek i płyt nie jest nadmierną i
                            > naganną konsumpcją sensu largo? ;-)

                            podobnie jak wydawanie kasy na drugi kierunek zaocznie, zwlaszcza bezużytwczny
                            z punktu widzenia rozwoju zawodowego
                            • Gość: devil inside Re: Warszawa, UW IP: *.bphpbk.pl 17.09.04, 15:27
                              Albo zagraniczne wycieczki krajoznawcze. Inni nie jeżdzą i żyją ;-))))))))))))
                          • eirenne Re: Warszawa, UW 17.09.04, 15:31
                            Nie nadmierna, tylko BEZMYŚLNA. Czujesz różnicę?
                            • Gość: kurak rosołowy Re: Warszawa, UW IP: *.pl / 217.197.72.* 17.09.04, 15:38
                              co bezmyślnego jest w zdrowym odżywanaiu się?
                              uważam, że nie nie bardzo rozumiesz ile to jest 100 - 150 zł w kontekście
                              wydatków żywnościwych całego miesiąca. to jest głodówka.
                              • eirenne Re: Warszawa, UW 17.09.04, 23:06
                                Gdzie ja napisałam, że bezmyślne jest zdrowe odżywianie? Podaj cytat:)
                                A jakie Ty masz doświadczenia w głodowaniu?
                                • Gość: kurak rosołowy Re: Warszawa, UW IP: *.pl / 217.197.72.* 17.09.04, 23:16
                                  wspierasz ideologie głodówki to wyklucza zdrowe odżywianie

                                  doświadczenia w głodowaniu należy wymagać raczej od tych, którzy gloryfikują
                                  głodówkę, a nie od jej przeciwników.
                                  • eirenne Re: Warszawa, UW 18.09.04, 01:53
                                    Więc nie wiesz, czy faktycznie głoduje się, mając na wyżywienie 100zł. I nie
                                    wiesz zapewne od jakiej sumy głodowanie się zaczyna. A więc czemu się odzywasz,
                                    skoro nie wiesz, o czym piszesz? W takim razie nie jesteś partnerem do dyskusji,
                                    ale zwykłym demagogiem.

                                    Ale czekaj.
                                    Podaj przykład zdrowego odżywiania. Z cennikiem. O! I udowodnij, że nie można z
                                    cenami zejść niżej:)

                                    PS. Wspieram używanie rozumu, także podczas zakupów żywności.
                            • Gość: devil inside Re: Warszawa, UW IP: *.bphpbk.pl 17.09.04, 15:45
                              Skup się i wyjaśnij- bezmyślna wg Ciebie czy bezmyślna w moim subiektywnym
                              mniemaniu. Otóż bezmyślna konsumpcja IMHO to np. wizyta w knajpie, w której
                              ostatnio byłam (na szczęście nie płaciliśmy ;))), gdzie słabe jedzenie kosztuje
                              150 złotych za osobę i to bez alkoholu. Ale np. mój kolega z pracy, który
                              siedzi obok może uważać tę formę odżywiania za jak najbardziej słuszną. I co mu
                              zrobisz? Zarobił ciężko pracując to ma i nic nikomu do tego.
                              • facecja Re: Warszawa, UW 17.09.04, 17:46
                                może bezmyślna to taka, która do niczego nie prowadzi - człowiek konsumuje,
                                konsumuje coraz więcej, potrzebuje coraz więcej, rosnie frustracja, że potrzeby
                                sa wyższe od możliwości?

                                a trzymanie pewnych swoich potrzeb na wodzy, po to, by zaspokoić
                                inne, "głębsze", jest zaletą, której nie mam, ale chcę! ;)

                                i zgodze sie z Tobą, że to bardzo subiektywna sprawa i potrzeby które są w moim
                                mniemaniu zbędne przez innych są uznane za podstawowe i odwrotnie
                                • Gość: devil inside Re: Warszawa, UW IP: *.bphpbk.pl 17.09.04, 18:09
                                  Popadasz w skrajność. W miarę smaczne jedzenie, "kultura", edukacja etc. to nie
                                  rozbuchana, bezmyślna konsumpcja, która wprawia w nieustającą frustrację.
                                  Trudno to ocenić, jak się nie doświadczyło. Jakiś czas temu, gdy rodzice nieco
                                  się zbuntowali stworzyłam sobie taką teorię, że uwolniłam się od potrzeb
                                  konsumpcyjnych ;-)))))). Niestety, pierwsza pensja obaliła moją teorię. Ja
                                  wcalę nie chcę więcej, ja chcę moje minimum :)
                                  • facecja Re: Warszawa, UW 17.09.04, 18:15
                                    Gość portalu: devil inside napisał(a):

                                    > Popadasz w skrajność. W miarę smaczne jedzenie, "kultura", edukacja etc. to
                                    nie
                                    >
                                    > rozbuchana, bezmyślna konsumpcja, która wprawia w nieustającą frustrację.
                                    > Trudno to ocenić, jak się nie doświadczyło. Jakiś czas temu, gdy rodzice
                                    nieco
                                    > się zbuntowali stworzyłam sobie taką teorię, że uwolniłam się od potrzeb
                                    > konsumpcyjnych ;-)))))). Niestety, pierwsza pensja obaliła moją teorię. Ja
                                    > wcalę nie chcę więcej, ja chcę moje minimum :)

                                    Własnie nie kulturę mam tu na myśli, ale wręcz oszczędzanie na kulturze, na
                                    przyjemnościach duchowych czy intelektualnych tylko dlatego, że nie można się
                                    pozbyć pewnych nawyków, chociazby żywieniowych, np. "nie napiję się jakiegoś
                                    beznadziejnego piwa, bo piję tylko heinekena", "nie będę jadła takich kanapek,
                                    bo chleb jem tostowy a ser tylko plesniowy" - i tak naprawdę na nic takiego się
                                    nie wydaje tej kasy, ale okazuje się, że na kino w tym tygodniu już nie
                                    wystarcza...
                                    • Gość: kurak rosołowy Re: Warszawa, UW IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 18:31
                                      1. mowa nie jest o rezygnowaniu z markowego piwa, tylko ze zwykłej wody
                                      mineralnej i zwykłego jogurtu - czujesz róznice?
                                      2. przyjemności duchowe i intelektualne moga być tanie, a nawet darmowe;
                                      książki można wypożyczać (albo kupować w empiku i oddawać po 3 dniach, tam tak
                                      można ;), filmy też można wypożyczać, albo ściągać z netu, muzykę tym bardziej,
                                      bilety do muzeów są na ogół tanie, a studenci w dodatku mają zniżki.
                                      architekturę gotyckich kościołów można podziwiać za darmo. zostaje właściwie
                                      tylko teatr, czyli powiedzmy 20 zł na miesiąc.
                                      3. chleb tostowy jest tańszy od zwykłego i paskudny, ser pleśnioiwy jest w
                                      cenie sera żółtego.

                                      • facecja Re: Warszawa, UW 17.09.04, 19:39
                                        Gość portalu: kurak rosołowy napisał(a):

                                        > 1. mowa nie jest o rezygnowaniu z markowego piwa, tylko ze zwykłej wody
                                        > mineralnej i zwykłego jogurtu - czujesz róznice?

                                        1. czuję różnicę, ale niewielką, bo ja np. bez mineralnej się potrafię obejść
                                        przez 10 miesiecy, pijam ją tylko latem i już taka dziwna jestem, bo sądzę, że
                                        skoro mi to jeszcze nie zaszkodziło, to i innym nie powinno
                                        2. tu jest mowa o najedzeniu się za określona kwotę, a nie o mineralnej i
                                        jogurcie, które wszyscy obrali za pewien symbol...

                                        > 2. przyjemności duchowe i intelektualne moga być tanie, a nawet darmowe;
                                        > książki można wypożyczać (albo kupować w empiku i oddawać po 3 dniach, tam
                                        tak
                                        > można ;), filmy też można wypożyczać, albo ściągać z netu, muzykę tym
                                        bardziej,
                                        >
                                        > bilety do muzeów są na ogół tanie, a studenci w dodatku mają zniżki.
                                        > architekturę gotyckich kościołów można podziwiać za darmo. zostaje właściwie
                                        > tylko teatr, czyli powiedzmy 20 zł na miesiąc.

                                        żeby cokolwiek ściągać z netu, trzeba jeszcze mieć i dostęp i własny komputer,
                                        bo w kafejce albo w bibliotece filmu nie pooglądasz, muzyki nie posłuchasz, a
                                        20 zł. na teatr, to właśnie chociazby miesięczny wydatek na wodę mineralną

                                        > 3. chleb tostowy jest tańszy od zwykłego i paskudny, ser pleśnioiwy jest w
                                        > cenie sera żółtego.

                                        u mnie jest inaczej, taki region widocznie...
                              • eirenne Re: Warszawa, UW 17.09.04, 23:23
                                Gość portalu: devil inside napisał(a):

                                > Skup się i wyjaśnij- bezmyślna wg Ciebie czy bezmyślna w moim subiektywnym
                                > mniemaniu. Otóż bezmyślna konsumpcja IMHO to np. wizyta w knajpie, w której
                                > ostatnio byłam (na szczęście nie płaciliśmy ;))), gdzie słabe jedzenie kosztuje
                                >
                                > 150 złotych za osobę i to bez alkoholu. Ale np. mój kolega z pracy, który
                                > siedzi obok może uważać tę formę odżywiania za jak najbardziej słuszną. I co mu
                                >
                                > zrobisz? Zarobił ciężko pracując to ma i nic nikomu do tego.


                                Bezmyślna konsumpcja? Kupowanie pierdół i pierdółek na prawo i lewo, "bo
                                chcę", "bo mnie stać", "bo bez tego moje życie będzie uboższe i spadnie mi
                                samoocena, albo co gorsza kumple uznają mnie za biedaka" i przybieranie pzy tym
                                nadętej miny, jaka charakteryzuje rozpieszczone jednostki.

                                PS. Jak już mówiłam, nie zaglądam nikomu do portfela i jeśli ktoś ma ochotę
                                przejeśc całą pensję, to życze mu smacznego i tyle:) Nie potępiam nikogo. Ale
                                potępiam bezmyślne trwonienie pieniędzy i uważanie się przy tym za pępek świata.
                                Potępiam postawę roszczeniową wobec świata podpartą wybujałym mniemaniem o
                                sobie. Potępiam brak pokory i zapatrzenie w czubek własnego nosa.
                                • Gość: kurak rosołowy Re: Warszawa, UW IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 23:29
                                  > Bezmyślna konsumpcja? Kupowanie pierdół i pierdółek na prawo i lewo, "bo
                                  > chcę",

                                  tutaj jest mowa o rezynacji z jedzenia, nie z "pierdółek"

                                  > Potępiam postawę roszczeniową wobec świata podpartą wybujałym mniemaniem o
                                  > sobie. Potępiam brak pokory i zapatrzenie w czubek własnego nosa.

                                  no to potępiłaś richlieu i spółkę :P
                                  • eirenne Re: Warszawa, UW 18.09.04, 00:58
                                    > tutaj jest mowa o rezynacji z jedzenia, nie z "pierdółek"

                                    Jesteś pewien, że umiesz czytać ze zrozumieniem? :-)

                                    > no to potępiłaś richlieu i spółkę :P

                                    Buehehehehehe:-DDDDD nie wydaje mi się:)
                                    Poza tym: jesteś pewien, ze umiesz czytać ze zrozumieniem? :) Napisałam
                                    wyraźnie- nie potępiam ludzi. A tych postaw o kórych pisałam trudno się
                                    dopatrzyć u Richelieu:)
                          • facecja Re: Warszawa, UW 17.09.04, 17:35
                            Gość portalu: devil napisał(a):

                            > Cóż to za herezja, że nadmierna konsumpcja zasługuje na naganę?? Zarabiam-
                            > kupuję.

                            OK, ale tutaj w większości wypowiadają się ci, którzy nie zarabiają, którzy sa
                            utrzymywani przez rodziców
                            i czy uczciwa jest postawa "to mi się należy i koniec!" - takiego studenta
                            nawet w stosunku do własnych rodziców?
                            • Gość: studentka Re: Warszawa, UW IP: *.psi.ch 17.09.04, 17:57
                              nikt tutaj nie napisal, ze cos mu sie nalezy i koniec

                              zakladam, ze rodzice daja nam tyle, na ile moga sobie pozwolic i tak jak
                              mowilam nie mam wielkich oporow w wydawaniu pieniedzy od rodzicow. W koncu nie
                              sluza mi one do zaspokajanie bog wie jakich zachcianek, a na codzienne zycie.
                              nie sadze tez, zeby normalni niepatologiczni ludzie, ktorzy nie maja problemow
                              finansowych, oczekiwali od swojego dziecka, ze wyzywi sie za 100zl miesiecznie
                              i bedzie zylo w nedzy, podczas gdy sami maja o wiele wiecej. przynajmniej w
                              moim srodowisku nie spotkalam sie z takim przypadkiem.

                              oczywiscie jesli rodzice nie sa w stanie pomagac finansowo, trzeba wziac
                              sprawy we wlasne rece, ograniczyc wydatki, rozejrzec sie za praca. jednak
                              dopoki nie jest to potrzebne i dopoki rodzice moga mi pomagac, wole poswiecac
                              czas na nauke, a nie kombinowanie jak wyzyc za 3zl.

                              • Gość: krzysiek Re: Warszawa, UW IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 22:38
                                zdecydowanie. Zapewnianie przez rodzicow dobrych warunkow do nauki i rozwoju
                                (np. kurs jezyka zamiast stania nad garkami gotujac obiadki) jest inwestycja,
                                ktora prawie zawsze sie zwraca. I dla dziecka, i dla rodzicow.
                                A pieniadze daja komfort i wygode umozliwiajaca skupienie sie na rzeczach
                                naprawde waznych.
                                Gdybym po paru/parenastu godzinach pracy lub nauki mial stac w sklepie i sie
                                zastanawiac, czy kupic jogurt za 1 zl czy 3 zl, to bym zwariowal. Cos za cos.
                                • eirenne Re: Warszawa, UW 18.09.04, 01:23
                                  Racja. Z drugiej strony: znam rodziców, którzy zapewnili dzieciom wszystko,
                                  tudzież bezstresowe studiowanie i możliwość zajęcia się sobą, prawdziwie w nich
                                  zainwestowali. Dzieci ładnie kończą studia. I nie bardzo się garną do pracy. Bo
                                  ta jest mało płatna, bo ta nie w zawodzie, bo coś jeszcze innego. Bo po co
                                  właściwie szukać, skoro rodzice zawsze przygarną, przytulą i nakarmią. "Bo nie
                                  po to studiowałem, żeby..." i tu następuje dobrze znana wyliczanka. Pytam: czy
                                  taki dzidziuś hodowany pod kloszem ma prawo rościć sobie prawa do wysokiej
                                  pensji na starcie, skoro całe życie polegał jedynie na tym, co wypracowali rodzice?
                                  • Gość: devil Re: Warszawa, UW IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.04, 08:34
                                    A ja jestem dzidziusiem, który kończy prestiżową uczelnię, napracował się na
                                    tej uczelni, a nawet dochrapał publikacji naukowej. Czemu mam nie żądać
                                    wysokiej pensji? Szczególnie, że wszyscy znajomi z uczelni pracują i mają
                                    przyzwoite pensje. Wiesz, trzeba się cenić, oczywiście są pewne granice. Ja
                                    dostałam tyle, na ile zasłużyłam. Mimo pomocy rodziców we wcześniejszej fazie
                                    edukacji, doszłam do wszystkiego sama.
                                    • facecja Re: Warszawa, UW 18.09.04, 13:11
                                      z tego co zrozumiałam, to nie jesteś takim dzidziusiem, o jakim mówi eirenne,
                                      bo jak mówiłas od pewnego momentu musiałaś polegać na samej sobie, nie na
                                      rodzicach
                                      • Gość: devil Re: Warszawa, UW IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.04, 18:12
                                        Pół na pół, bo polegać na sobie musiałam dopiero, gdy znalazłam pracę. Do tego
                                        momentu rodzice łożyli na wszelkie moje potrzeby- nie było żadnej "luki"
                                        finansowej :)
                                    • eirenne Re: Warszawa, UW 18.09.04, 18:32
                                      Mowią, uderz w stół... :)
                                      Masz absolutną rację, istnieją pewne granice, za którym dzidziuś nie ma prawa żądać od świata grzechotek za powiedzenie "gaga" zamiast sklecenia pełnego zdania:)
                                      • Gość: devil Re: Warszawa, UW IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.04, 19:46
                                        Zważ, że granice wyznaczają rodzice. Czasem odnoszę wrażenie, że moi są
                                        zdziwieni zbyt szybkim oddzidziusieniem. Podsumowując, nie chciałabym być
                                        mierzona Twoją miarą, ani też nie aspiruję mierzyć innych.
                                        • eirenne Re: Warszawa, UW 18.09.04, 20:02
                                          Ok, szanuję Twoje zdanie i szczerze życzę powodzenia:)
                                  • wegetujaca.vegeta Re: Warszawa, UW 19.09.04, 13:10
                                    >. Pytam: czy
                                    > taki dzidziuś hodowany pod kloszem ma prawo rościć sobie prawa do wysokiej
                                    > pensji na starcie, skoro całe życie polegał jedynie na tym, co wypracowali
                                    rodz
                                    > ice?

                                    wysokosc pensji zalezy od kwalifikacji. czasy, gdy przy dostawaniu pracy wazne
                                    bylo rowniez pochodzenie robotniczo-chlopskie juz sie skonczyly.
                                    • Gość: studentka Re: Warszawa, UW IP: *.psi.ch 19.09.04, 13:36
                                      tylko do niektorych jeszcze to nie dotarlo
                            • Gość: devil Re: Warszawa, UW IP: *.bphpbk.pl 17.09.04, 18:00
                              Ja powiem tyle- owszem, byłam utrzymywana przez rodziców. Do czasu. Gdy
                              zasugerowali przejście na własny rachunek, dotarło do mnie, że jak nie zacznę
                              myśleć nad swoją "karierą" to nie starczy mi na:
                              -książki
                              -muzykę
                              Pal licho żarcie, choć przyznam, że spokojnie przejadam kilkaset złotych i
                              naprawdę uważam, że to norma. Lubię żyć przyjemnie, zaś smaczny jogurt czy
                              dobry ser to "mała przyjemność". IMHO jak napisałam wystawne obiady, jedzone w
                              celu szpanowania to marnotrawstwo- ale nic mi do czyichś wydatków. Ale
                              konkludując- gdy dotarło do mnie to powyżej ;-), zaczęłam tak ustawiać swoją
                              edukację i aktywność społeczną ;-))), że znalazłam pracę BEZ PROBLEMU,
                              znakomicie płatną, a przy okazji w departamencie, do którego jako zwykła
                              studentka nie miałabym dostępu. I tyle. Ja zarabiam na siebie, pracuję
                              wysilając się intelektualnie ponad 8 godzin. Stać mnie na co zechcę i tyle. Czy
                              będę oszczędzać czy konsumować to już mój problem.
                            • Gość: devil aha IP: *.bphpbk.pl 17.09.04, 18:03
                              Przyznam, że jestem przyzwyczajona do "jogurtów,mineralnej", bo pochodzę w
                              miarę zamożnego domu. Dlatego nie bardzo wyobrażam sobie, żebym zarabiając
                              dobrze musiała nagle przejść na subiektywną ascezę :)
                          • eirenne Re: Warszawa, UW 17.09.04, 22:52
                            > Z drugiej strony- czy kupowanie masy książek i płyt nie jest nadmierną i
                            > naganną konsumpcją sensu largo? ;-)

                            Jeśli kupujesz książki na kilogramy, a nie ze względu na treść, to to nie jest
                            nawet konsumpcja tylko prywatny, ekskluzywny skup makulatury:-)
                            • Gość: devil Re: Warszawa, UW IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.04, 08:28
                              Kupuję hurtowo, żeby wyposażyć półki ;-))))))))
                    • sistinas Re: Warszawa, UW 17.09.04, 16:08
                      W firmach konsultingowych,m.in. Ernst&Young, McKinsey, PriceWaterhouseCoopers 3-
                      4 tys. dla praktykantów to norma. Naprawdę.
                      • Gość: Richelieu* Re: Warszawa, UW IP: 195.117.90.* 17.09.04, 16:14
                        tylko kto tam się dostaje na praktykę?
                        • sistinas Re: Warszawa, UW 17.09.04, 16:19
                          Cóż- młodzi i zdolni. Wiesz, wiele można w życiu osiągnąć. Zależy od
                          priorytetów, szczęścia etc. Napisałam to po to, żeby uświadomić Ci, że nie
                          wszędzie i nie zawsze jest źle.Moja koleżanka, po filologii rosyjskiej
                          (teoretycznie powinna być na bezrobociu) zarabia w pierwszej pracy 1700 netto.
                          Ładnie,jak na humanistyczne studia. I tyle. To taki off-topic.
                        • Gość: kurak rosołowy Re: Warszawa, UW IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 16:33
                          Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

                          > tylko kto tam się dostaje na praktykę?

                          tu wyszły na jaw kompleksy
                          richelieu bedzie uczyć sie uczyć i uczyć inwestować w kolejne studia, w
                          korepetycje z języków obcych, do tego doktorat i żyć w przekonaniu, że dobra
                          praca jest dla nie_wiadomo_kogo

                          jesli masz takie kawlifikacje, jakimi się chwalisz na różnych forach od 2 lat,
                          dodatkowo wsparte doświadczeniem zawodowym nie powinnaś mieć problemu ze
                          znalezieniem dobrej pracy. ty natomiast rozwodzisz się nad urokami rzekomo
                          nieuniknionej ascezy jakbyś była analfabetką z zapadłej wsi bez żadnych
                          perspektyw.
                          • Gość: studentka Re: Warszawa, UW IP: *.psi.ch 17.09.04, 16:54
                            sadzac po jej postach, nie wroze jej raczej znalezienia dobrej pracy

                            i mysle, ze to dobrze, ze dziewczyna zdaje sobie z tego sprawe, mierzy sily na
                            zamiary i nie wymaga zbyt wiele od zycia

                            a jak sie nie ma, co sie lubi, to sie lubi, co sie ma (chocby to byly tylko
                            nedzne, lekko nadpsute podroby czy porcje rosolowe)
                            • Gość: Richelieu* Re: Warszawa, UW IP: 195.117.90.* 17.09.04, 17:12
                              masz rację, jestem znerwicowaną babą z problemami psychosomatycznymi i
                              pogłębiającą się depresją, mającą paranoiczne wizje przyszłości, coraz wyższe
                              kwalifikacje a mimo to coraz gorsze mnienanie o sobie
                              hihi
                              • Gość: ??? Richelieu wpadła IP: *.aster.pl 17.09.04, 17:45
                                Słuchaj, jeżeli tak nie jest, to albo cierpisz na rozdwojenie jaźni, albo
                                zalecasz innym to, czego sama nie robisz, co jest hipokryzją.
                        • wegetujaca.vegeta Re: Warszawa, UW 19.09.04, 12:54
                          Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

                          > tylko kto tam się dostaje na praktykę?

                          osoby, ktore sa swoj czas na studiach poswiecaly na podnoszenie wlasnych
                          kwalifikacji
                          • Gość: porcje rosolowe Re: Warszawa, UW IP: *.pl / 217.173.202.* 19.09.04, 12:57
                            wegetujaca.vegeta napisała:

                            > Gość portalu: Richelieu* napisał(a):
                            >
                            > > tylko kto tam się dostaje na praktykę?
                            >
                            > osoby, ktore sa swoj czas na studiach poswiecaly na podnoszenie wlasnych
                            > kwalifikacji


                            zamiast zajmować się gotowaniem porcji rosołowych
                  • Gość: magdziorek Re: Warszawa, UW IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 23:52
                    A kto tu gloryfikuje swoją biedę?Ktoś, tworząc ten wątek, zadał pewne
                    pytanie.To,że odpowiedzi są tak rózne i wzbudzają tyle kontrowersji, świadczy o
                    tym,że chociaż żyjemy w jednym kraju, przepaść między nami jest ogromna. Kazdy
                    żyje tak, jak pozwalaja mu na to warunki i nie widzę powodu,żeby kogokolwiek
                    obrażać. W odpowiedzi na Twój pierwszy post napisałam,że pewne rzeczy nie mogą
                    pomieścić mi się w głowie. Chodziło mi ot,że dla mnie zarobki w wysokości 5000
                    zł są kwotą kosmiczną.I nie zamierzam Cię Tym obrażać, tak samo jak nie było
                    moim zamiarem obrażanie Cię poprzez przeliczenia, których dokonałam.Piszę to
                    wszystko,żeby nie było żadnych watpliwości. A poprzeczkę ustawiłam sobie
                    wysoko,tylko że na tyczkę nie mam co liczyć. Pozostają więc włąsne siły i
                    chęci.Pozdrawiam:)
                    • Gość: gajka Re: Warszawa, UW IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 17:41
                      Hej, ja po prostu nie mogę w to uwierzyć, że niekyórzy z was uważają, że
                      wydawanie 150 zł na jedzenie/miesieznie to głodowanie. Spytajcie się rodziców
                      ile wydają pieniędzy na obiad dla np. 4 osób (lub policzcie, jeśli sami
                      gotujecie). Na osobę wychodzi średnio 2-3 zł (przynajmniej tak jest umnie) o ile
                      gotuje się oczywiście w większych ilościach (dla 1 osoby na kilka dni). Do tego
                      np. 5 kajzerek dzienie (licząc śniadanie, kanapki do szkoły, kolacje), 3
                      plasterki wędliny, dżem, jabłko, szklanka mleka/kawa,herbata, od czasu do czasu
                      np. tabliczka czekolady, sok w kartonie. No i ile wychodzi na dzień? 4,5 zł
                      dziennie. Jedzenie przyzwoite. Ale jeśli ktoś je na mieście to niech oczywiście
                      nie myśli, że kupi sobie obiad za 3 zł. Dodatkowo jesli ktos codziennie musi
                      napić się coli albo jakiegos redbulla i zaliczyc po uczelni makdonald, to niech
                      sie nie dziwi, że na jedzenie wydaje kilkaset złotych. No tak to wygląda.
                      Pozdrawiam:)
                      • Gość: kurak rosołowy Re: Warszawa, UW IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 17:51
                        Gość portalu: gajka napisał(a):

                        > Hej, ja po prostu nie mogę w to uwierzyć, że niekyórzy z was uważają, że
                        > wydawanie 150 zł na jedzenie/miesieznie to głodowanie. Spytajcie się rodziców
                        > ile wydają pieniędzy na obiad dla np. 4 osób (lub policzcie, jeśli sami
                        > gotujecie). Na osobę wychodzi średnio 2-3 zł (przynajmniej tak jest umnie) o
                        il
                        > e
                        > gotuje się oczywiście w większych ilościach (dla 1 osoby na kilka dni).
                        -------------------------------------------------------

                        3złx30 dni = 90 zł same obiady

                        reszty nie bede komentowac, bo to nie ma sensu

                        >Do tego
                        > np. 5 kajzerek dzienie (licząc śniadanie, kanapki do szkoły, kolacje), 3
                        > plasterki wędliny, dżem, jabłko, szklanka mleka/kawa,herbata, od czasu do
                        czasu
                        > np. tabliczka czekolady, sok w kartonie. No i ile wychodzi na dzień? 4,5 zł
                        > dziennie. Jedzenie przyzwoite.
                        • facecja Re: Warszawa, UW 17.09.04, 18:00
                          Gość portalu: kurak rosołowy napisał(a):

                          >
                          > 3złx30 dni = 90 zł same obiady
                          >

                          to musisz zweryfikować rachunek, bo:
                          student bywa 4-8 dni w miesiącu w domu, je więc obiady domowe 3x(30 - 6) = 72

                          i bywa, że je sobie przywozi - niech kotlety i rosół starczą na 1 dzień, to
                          odpadają kolejne 2-4 dni(w zależności, czy jeździ do domu co tydzień czy co dwa
                          tygodnie), czyli 3x(30 - 9) = 66 zł.
                          • Gość: kurak rosołowy wreszcie ktos prawde napisal IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 18:17
                            > student bywa 4-8 dni w miesiącu w domu, je więc obiady domowe 3x(30 - 6) = 72
                            >
                            > i bywa, że je sobie przywozi

                            tajamnica wyżywienia za 100 zl na studiach jest właśnie taka, ze student w
                            rzeczywistości żywi sie w domu w weekendy i przywozi ze sobą wałówke. znam
                            całkiem sporo osób, które na tej zasadzie wydają na żywność 100 zł miesięcznie.
                            najbardziej niezwykłe ze wszystkiego jest to, że o jedzeniu w domu wypowiadają
                            się tak, jakby było ono za darmo.

                            • facecja Re: wreszcie ktos prawde napisal 17.09.04, 18:24
                              Gość portalu: kurak rosołowy napisał(a):


                              > najbardziej niezwykłe ze wszystkiego jest to, że o jedzeniu w domu
                              wypowiadają
                              > się tak, jakby było ono za darmo.
                              >

                              pytanie nie brzmiało przypadkiem, "z czego się utrzymujecie na studiach?", a
                              nie "jak wygląda wasz budżet domowy?" ?? mówimy tu o wydawaniu pieniędzy
                              przeznaczonych na utrzymanie studenta (przez rodziców, ale nie zawsze, także ze
                              stypendiów albo kredytu) a nie utrzymanie całej rodziny

                              poza tym wydaje mi się, ze osoby przeznaczajace na jedzenie 300-400 zł. jadają
                              w domu, czy może sądzisz, ze przez te 2 dni odwiedzin głodują albo przywożą
                              sobie kanapki?

                            • Gość: schabowe w słoiku Re: wreszcie ktos prawde napisal IP: *.aster.pl 17.09.04, 18:27
                              No więc właśnie, to jest też jakiś dziwny model: ja, miasto i pieniądze to jedno
                              - a dom, matka zamieniona w maszynę do gotowania dla całej rodziny to drugie;
                              ten dom na wsi czy w małym miasteczku to jakiś dziwny metafizyczny świat bez
                              pieniędzy (często też matka zamieniona w maszynę do prania, np. brat mojego
                              kolegi jak przyjeżdżał do domu to regularnie wstapiwszy w progi wywalał mamie
                              plecak brudnych skarpetek i gaci do prania, bo co będzie na pralkę w mieście
                              wydawał, a mama się do tego raz - dwa zabierała...) więc taka mała wymiana - ja
                              ci mamo brudne gacie, ty mi kotlety na następny tydzień, bo to widzisz - jestem
                              oszczędny (he he)
                        • Gość: gajka Re: Warszawa, UW IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 18:01
                          a ja nie mowie konkretnie o sumie 100 zł tylko 120 - 150
                          4,5x30 =135
                          5x30= 150
                          A co nigdy nie jadłeś obiadu za 2-3 zł?
                          Ja jem codziennie :) i zyje i mam sie dobrze:)
                          • Gość: kurak rosołowy Re: Warszawa, UW IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 18:19
                            wprawdzie tu nie forum kuchnia, ale bardzo prosze o przykładowe menu na tydzień
                            z obiadami za 3 zł oraz obiadami i śniadaniami za złotówke
                            • Gość: studentka Re: Warszawa, UW IP: *.psi.ch 17.09.04, 18:28
                              obiad: ziemniaki + kefir (ewentualnie zamiast kefiru moze byc troche kapusty)
                              sniadanie: sucha bulka (30gr)
                              kolacja: drozdzowka (1zl)

                              P.S. dla chcacego nic trudnego kuraku
                              • Gość: kurak rosołowy Re: Warszawa, UW IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 18:39
                                > obiad: ziemniaki + kefir (ewentualnie zamiast kefiru moze byc troche kapusty)
                                ziemniaki z kapusta zgoda, ale kefir to juz rozpusta (jak jogurt) proponuje
                                zastapic go zsiadlym mlekiem z worków
                                > sniadanie: sucha bulka (30gr)
                                sucha kromka chleba wyniesie jakies 5 gr
                                > kolacja: drozdzowka (1zl)
                                za kare za grzeszne myśli o rozpustnej drżdżówce nie będzie kolacji !!!

                                okazało się, że mozna jeszcze taniej 2zł na dzień, kto da mniej?
                                • Gość: studentka :))))))))))))))/nt IP: *.psi.ch 17.09.04, 18:44
                      • Gość: ? aha, i jeszcze cos IP: *.aster.pl 17.09.04, 17:57
                        Dokładnie, popieram to zdanie:

                        <Nasuwa mi sie jeszcze refleksja, ze np. taka pani richelieu i ta druga
                        (przyszla pani psycholog) w przyszlosci zapewne obrzydza maksymalnie zycie
                        swoim partnerom/dzieciom, gorszac sie i nie pozwalajac na jakiekolwiek
                        przyjemnosci i "luksusy".>

                        Więc tak sobie czytając - mam to samo wrażenie, bo mam taką koleżankę która
                        przez taką mamusię ma przerąbane zycie. Odkąd pamiętam - a co najśmieszniejsze,
                        jej rodzice zarabiali duzo wiecej niz moi. I właśnie pamiętam jak karczemną
                        awanturę jej mama zrobiła właśnie o jednen nieszczęsny jogurcik (na wyjeżdzie w
                        liceum sobie kupiłyśmy po zdrożnym jogurciku)!

                        Oczywiście nie było mowy żeby wpaść na jakąś kawkę, lody, szarloteczkę na
                        mieście, jak się spotkałyśmy od czasu do czasu już na 1 roku studiów będąc.
                        Potem takie osoby mają problemy ze sobą, a towarzysko są trudno akceptowane, bo
                        co - wszyscy idą np. na kawę a ona zostaje i patrzy nienawistnie przez szybę? (A
                        jej ojciec - poważnie - dostał w końcu zawału and now he is dead :(
                      • Gość: studentka Re: Warszawa, UW IP: *.psi.ch 17.09.04, 18:04
                        Na osobę wychodzi średnio 2-3 zł (przynajmniej tak jest umnie) o il
                        > e
                        > gotuje się oczywiście w większych ilościach (dla 1 osoby na kilka dni). Do
                        tego
                        > np. 5 kajzerek dzienie (licząc śniadanie, kanapki do szkoły, kolacje), 3
                        > plasterki wędliny, dżem, jabłko, szklanka mleka/kawa,herbata, od czasu do
                        czasu
                        > np. tabliczka czekolady, sok w kartonie. No i ile wychodzi na dzień? 4,5 zł
                        > dziennie.

                        Naprawde myslisz, ze za 1.5zl kupisz piec kajzerek, trzy plasterki szynki,
                        jablko, co jakis czas sloik dzemu, karton mleka, soku czy paczke herbaty?
                        Musze rozwiac twoje zludzenia - nie kupisz. Kupisz jedynie 5 kajzerek. A z tym
                        obiadem za 3zl, to tez bym nie byla taka pewna. Jeden filet z kurczaka to
                        wydatek rzedu 2.5zl. Poza tym od czasu do czasu trzeba kupowac rzeczy typu
                        maka, olej, sol i od razu caly budzet na dany miesiac sie wali...
                        • Gość: gajka Re: Warszawa, UW IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 18:36
                          ale karton mleka może starczyc na np. 4dni, ;2 litry soku tez, nie mówiąc juz o
                          słoiku dzemu, paczce kawy czy kilogramie cukru. Obiad za 2,5 zł jest naprawdę
                          możliwy i wcale nie trzeba codziennie jesc kotletów z piersi kurczaka, a aby
                          obnizyc koszty mozna ugotowac na kilka dni. Zakladam też że zakupy robi sie w
                          super- i hipermarketach, gdzie mozna kupic wiele rzeczy na promocji. Ale
                          oczywiscie sytuacja takiego oszczedzania dotyczy glownie osob które np. zyja z
                          kredytu studenckiego, stypendium itp. - maja one wyliczona sume pieniedzy i nie
                          moga wydac ani zlotowki wiecej. Zapewniam was, że nikt nie dmawia pojscia na
                          kawe czy piwo z przyjaciolmi ze skapstwa, po prostu taakie osoby maja
                          ograniczone fundusze i zwyczjnie nie stac ich na to.
                          Pozdrawiam
                          • Gość: studentka z proznego i salomon nie naleje IP: *.psi.ch 17.09.04, 18:39
                            ale tlumacze ci, ze 1.5 wystarczy tylko na bulki. nie zostanie nic, zby co
                            kilka dni kupic mleko, dzem czy cos tam jeszcze.
                          • Gość: kurak rosołowy Re: Warszawa, UW IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 18:41
                            Gość portalu: gajka napisał(a):

                            > ale karton mleka może starczyc na np. 4dni,

                            też podkreślam konieczność zagospodarowania zsiadłego mleka
                            • studencina999 Re: Warszawa, UW 17.09.04, 19:04
                              Jestem młodym człowiekiem i nie widzę powodu, dla którego miałbym sobie
                              odmawiać przyjemności pójścia do teatru, kina, dyskoteki, na wystawę czy
                              wyjechania na wakacje w jakieś fajne miejsce. Kiedy się będę bawić? Kiedy będę
                              stary i chory?

                              Jeśli ktoś narzeka, że zarabia mało pieniędzy, a stać go na to, żeby płacić za
                              internet i cały dzień siedzi na forum, użalając się nad sobą, to coś jest nie
                              tak. Słusznie napisał ktoś wyżej, że złą sytuację należy starać się zmienić, a
                              nie siedzieć i biadolić, jak jakaś stara babcia pod kościołem, bo to wstyd.

                              Nie wiem, skąd takie dziwne przeliczenia, że skoro lunch jem za 60 zł, to
                              dziewczynę na obiad muszę zaprosić za cztery razy drożej. Nie wyceniamy sobie z
                              dziewczyną posiłków i raz płacę ja, raz ona, nie ma reguły. Uważam wyliczanie
                              sobie kto ile dla kogo wydał na obiad za dość kiepską podstawę budowania
                              związku. To temat na inne forum, ale skoro już ktoś był uprzejmy dossać się do
                              mnie prywatnie, to odpowiadam. Siedzenie z kalkulatorem i wyliczanie co komu i
                              za ile wypada/się opłaca uważam za oznakę buractwa.
                            • Gość: gajka Re: Warszawa, UW IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 19:20
                              zauwaz ze istnieje cos takiego jak lodowka ;)
                              I chyba nie umiecie czytac - to nie chodzi o to żeby nie jesc bo szkoda na to
                              kasy, tylko chodzi glownie o osoby, ktore nie stac na to zeby wydac 300 zł na
                              jedzenie bo są w ciezkiej sytuacji materialnej. Jak ktos ma pieniadze, to
                              wiadomo, ze nie będzie oszczedzac na kazdej bułce.
                              Przykład taniego obiadu:
                              makaron z sosem = sos w słoiku starczy na 2 obiady= ok.3zł (są i tańsze)
                              Makaron 250 g. = 1zł (starcza na 2 obiady)
                              Razem 2 zł za obiad.
                              zapiekanka ziemniaczana:
                              1 kg. ziemniaków 0,4zł
                              0,3 kg. pieczarek 2 zł
                              0,5 kg marchewki 0,5zł
                              1 kalafior 1,5zł
                              brokuły 2 zł
                              0,1 kg sera zoltego do posypania 1,3
                              Starcza na 3 obiady, cena za 1 obiad=ok.2,6
                              Kajzerki mozna w supermarkecie kupic za 0,2 zl
                              Śniadaie:
                              1 kajzerka, 1 jajko, porcja dzemu, szklanka mleka
                              razem:0,9
                              pozdrawiam
                              • Gość: magdziorek Re: Warszawa, UW IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.09.04, 20:36
                                Fajne przepisy:)Zapiekanki ziemniaczanej jeszcze nie próbowałam gotować,ale
                                skorzystam z przepisu na pewno:)Cieszę sie,że jest więcej osób,które potrafią
                                zrozumieć sytuację moją i wielu innych studentów.Pozdrowionka cieplutkie dla
                                Gajki.
                                A! Ja absolutnie się nad sobą nie użalam:)
                                • Gość: Richelieu* Re: Warszawa, UW IP: 195.117.90.* 17.09.04, 20:49
                                  no masz
                                  baty za wszystkich, za Ciebie też, a tu żadnego odzewu pozytywnego

                                  janosikowanie to niedobra inwestycja ;)
                                • Gość: gajka Re: Warszawa, UW IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 21:01
                                  dziekuje serdecznie magdziorek:) również pozdrawiam i zycze milego studiowania:))
                              • Gość: kurak rosołowy zapiekanka z kartofli CD IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 21:07
                                olej lub margaryna (to oczywiście można "pożyczyć")
                                energia elektryczna lub gaz 20 gr
                                kuchenka mikrofalowa 300 zl (chyba że na ognisku chcesz to piec)

                                rozumem, ze kolacji nie jadasz, kawy herbaty nie pijesz

                                przez 7 dni w tygodniu 12 miechów i 365 dni ten sam jadłospis z wyjątkiem
                                wigilii i śniadania wielkanocnego

                                aha jeszcze lodówka - teraz chyba ok 1000 zl, ale można tez kupić używaną za
                                stówe
                                • Gość: Richelieu* Re: zapiekanka z kartofli CD IP: 195.117.90.* 17.09.04, 21:15
                                  bidny jesteś, że po jednym użyciu kuchenka Ci wybucha a lodówka wysiada
                                  • studencina999 carpaccio i wino raz 17.09.04, 21:23
                                    A dla mniej wymagających:

                                    Skórki od chleba wyrzucone dla kotów przez sąsiadkę: 0 zł,

                                    Woda deszczowa, nałapana w kubek do mycia zębów: 0 zł,

                                    Stek ze złapanego szczura lub gołębia: 0 zł + opłaty manipulacyjne (energia)

                                    I można żyć!
                                    • Gość: Richelieu* wiesz, że naśmiewasz się z tych, których nie stać IP: 195.117.90.* 17.09.04, 21:43
                                      • studencina999 a dlaczego ich nie stać? 17.09.04, 23:02
                                        Bo wszystko wywalają na net i zamiast pracować, siedzą na nim od rana do
                                        wieczora. Jutro idę na dobry obiad, zamówię sobię jako przystawkę kajzerkę z
                                        kefirem dla ekstrawagancji.
                                  • Gość: kurak rosołowy Re: zapiekanka z kartofli CD IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 21:27
                                    po jednym, czy po 1001 skądś tę kuchnkę i lodówkę trzeba mieć, a realia są
                                    takie że tego typu sprzęt rzadko jest na wyposażeniu akademika, czy stancji.

                                    suma sumarum twoja ideologia ascezy jest w gruncie rzeczy dość kosztowna
                                    • Gość: Richelieu* Re: zapiekanka z kartofli CD IP: 195.117.90.* 17.09.04, 21:53
                                      kuchnie gazowe są w najtańszym akademiku. Z lodówkami faktycznie różnie, bo w
                                      tych bardzo tanich może nie być, choć w większości jednak są.
                                      Jednak, jeśli koniecznie chcesz o tej lodówce, to u moich rodziców jest lodówka
                                      25-letnia i chłodzi, zaś u jednej moich nauczycielek stoi chłodząca i bardzo
                                      dobrze funkcjonująca lodówka z lat 60.
                                      Liczba lodówek kupionych w ciągu życia na własny użytek jest zatem, hm, może
                                      być zatem niewielka.
                                      • Gość: kurak rosołowy Re: zapiekanka z kartofli CD IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 22:08
                                        Nie chodzi o kuchnie gazową, tylko o piekarnik (mowa była o zapiekance), które
                                        rzadko są w akademikach, tudzież na stancjach
                                        Dziękuję za propozycję lodówki, obawiam się jednak że nie skorzystam, ponieważ
                                        nie mam możliwości przewiezienia jej do innego miasta.

                                        Piszesz, jak ktoś, kto nie ma pojęcia o tym że życie poza stałym miejscem
                                        zamieszkania, skąd zazwyczaj trzeba się wyprowadzać na wakacje więc w gre
                                        wchodzą 2 przeprowadzki w roku, różni się dość istotnie od mieszkania w domu.

                                        Na razie nie udało wam sie wymyślić menu za 5 zł dziennie na tydzień, ani nawet
                                        na 1 dzień.
                                        • Gość: Richelieu* Re: zapiekanka z kartofli CD IP: 195.117.90.* 17.09.04, 22:36
                                          chyba Ty nie masz pojęcia jak się mieszka w akademiku, a nawet jeśli mieszkałeś
                                          to nie wiesz, że w każdym jest kuchnia na każdym piętrze, a w kuchni palniki i
                                          piekarniki i szafki i lodówki. Nie mówiąc już o takich akademikach, nawet
                                          stosunkowo bylejakich, gdzie 4 osoby mają wspólną kuchnię oddzielającą ich
                                          pokoje od głównego korytarza, Albo takie akademiki że 1 kuchnia 1 student

                                          czyżbyś dotychczas jadał wyłącznie na mieście, a jedynym domowym jedzeniem była
                                          zupa z torebki taka prosto do kubka bo garnka już nie masz?
                                          • Gość: kurak Re: zapiekanka z kartofli CD IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 22:47
                                            i co mam ci pisac, że wiem jak się mieszka, czy że nie wiem?
                                            to bez znaczenia, bo i tak tego nie sprawdzisz

                                            ale moge podać ci nazwy kilku akademików o tzw. podwyższonym standardzie
                                            (kuchnia, łazienka, telefon, balkon), gdzie takiego wyposażenia nie ma, i
                                            bardzo wielu o standardzie przeciętnym, gdzie też ich nie ma. będziesz mogła
                                            sobie to sprawdzić. ty natomiast wymienisz te dobrze wyposażone i zobaczymy
                                            których jest więcej.
                                            tak, czy śmak fakt jest taki, że stosunkowo wąska liczba studentów może sobie
                                            pozwolić na kucharzenie bez ograniczeń i przechowywanie żarcia bóg wie jak
                                            długo.
                                            co nie zmienia nic w sprawie menu za 5 zł dzinnie na tydzień, którego nadal nie
                                            wymyśliłyście:D
                                            • facecja Re: zapiekanka z kartofli CD 17.09.04, 23:03
                                              Gość portalu: kurak napisał(a):


                                              >
                                              > ale moge podać ci nazwy kilku akademików o tzw. podwyższonym standardzie
                                              > (kuchnia, łazienka, telefon, balkon), gdzie takiego wyposażenia nie ma, i
                                              > bardzo wielu o standardzie przeciętnym, gdzie też ich nie ma.

                                              tak więc moja wizja z taszczeniem lodówki pociagiem nie była taka absurdalna?
                                    • facecja Re: zapiekanka z kartofli CD 17.09.04, 21:55
                                      Gość portalu: kurak rosołowy napisał(a):

                                      > po jednym, czy po 1001 skądś tę kuchnkę i lodówkę trzeba mieć, a realia są
                                      > takie że tego typu sprzęt rzadko jest na wyposażeniu akademika, czy stancji.
                                      >

                                      :D
                                      ej celowo to robisz, żeby mnie rozbawić?
                                      czy studiowałeś jak dotąd tylko w hawanie - no tam to rzeczywiscie lodówek w
                                      kazdym akademiku moze nie być...
                                      • Gość: kurak rosołowy Re: zapiekanka z kartofli CD IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 22:11
                                        > :D
                                        > ej celowo to robisz, żeby mnie rozbawić?
                                        > czy studiowałeś jak dotąd tylko w hawanie - no tam to rzeczywiscie lodówek w
                                        > kazdym akademiku moze nie być...

                                        pierwsze widzę, kogoś kto uważa że lodówki są w standardzie wyposażenia
                                        polskiego akademika, ciekawe gdzie ty mieszkalaś do tej pory.....?
                                        • facecja Re: zapiekanka z kartofli CD 17.09.04, 22:19
                                          Gość portalu: kurak rosołowy napisał(a):

                                          > > :D
                                          > > ej celowo to robisz, żeby mnie rozbawić?
                                          > > czy studiowałeś jak dotąd tylko w hawanie - no tam to rzeczywiscie lodówe
                                          > k w
                                          > > kazdym akademiku moze nie być...
                                          >
                                          > pierwsze widzę, kogoś kto uważa że lodówki są w standardzie wyposażenia
                                          > polskiego akademika, ciekawe gdzie ty mieszkalaś do tej pory.....?

                                          buahahaha

                                          już widzę te taqbuny studentów w pociągach do Wrocławia, targające ze sobą
                                          lodówki z najdalszych krańców Polski :)

                                          wiesz, nawet w najbardziej zapyziałym wrocławskim akademiku lodówka stoi, nawet
                                          więcej niż jedna - i żaden student jej sobie nie przywiózł

                                          mało tego, jest jeszcze tzw. piecyk gazowy - czyli 4 paliniki + piekarnik

                                          do tego zlew, kran z kurkami, nawet jakiś stół, w łązience prysznice a w
                                          ubikacji sedesy i pisuary - czy ty to wszystko wiozłeś ze sobą z domu czy może
                                          kupowałeś na miejscu? jeśli kupowałeś, to co robiłeś, gdy się wyprowadzałeś na
                                          wakacje?

                                          PS: nie wpsominam już o stancjach czy mieszkaniach studenckich, bo w każdym
                                          niemeliniarskim są na wyposazeniu podstawowe sprzety gospodarstwa domowego
                                          • Gość: kurak rosołowy Re: zapiekanka z kartofli CD IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 22:37
                                            wiesz facecja, ty jako osoba mieszkjąca z rodzicami (tak się na tym watku
                                            przedstawiłaś) nie możesz mieć bladego pojęcia o tym, jak wygąda życie w
                                            akademiku, na stancji, czy mieszkaniu studenckim, ani o tym jaki jest ogólny
                                            standart tychże lokali. Fakt, że odwiedzasz znajomych w akademiku, którzy
                                            akurat mają lodówkę nie czyni cię jeszcze kompetentną w kwestii życia z dala od
                                            domu rodzinnego. W tej sytuacji możesz sobie pisać brednie o domowym makaronie
                                            [buhahaha już widze jak ludzie w akademiku wałkują ciasto na makaron :],
                                            stawiać zamianę markowego piwa na tańsze obok odmawiania sobie podstawowych
                                            produktów spożywczych, bredzić że kino ważniejsze, niż jedzenie, bo ty dziecko
                                            kompletnie nie wiesz o czym piszesz. Można się nieźle ubawić, kiedy czyta się
                                            jak taka pusta, egzaltowana lala, bez pojęcia o życiu, nieznająca wartości
                                            pieniądza wypowiada się na temat możliwości przeżycia za 100 zł miesięcznie.
                                            • Gość: Richelieu* Re: zapiekanka z kartofli CD IP: 195.117.90.* 17.09.04, 22:45
                                              czy pusta egzaltowana lala jest odpowiedzią na jakże celną uwagę o Tobie
                                              taszczącym muszlę klozwtową do akademika?
                                              • Gość: kurak rosołowy Re: zapiekanka z kartofli CD IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 22:49
                                                czy niski chwyt retoryczny polegający na sprowadzaniu do absurdu problemu
                                                wyposażenia kuchennego akademików, mieszkań studenckich i stancji jest twoją
                                                odpowiedzią na moje pytanie o przykładowe menu za 5 zł dziennie na tydzień,
                                                którego ciągle nie ma?
                                                • facecja Re: zapiekanka z kartofli CD 17.09.04, 22:59


                                                  czy nie zauwazyłeś, że przepis, o który apelowałeś już został podany, ale
                                                  został przez Ciebie sprowadzony do absurdu, więc sam go już nie możesz
                                                  zinterpretowac? pomóc?
                                                • Gość: gajka Re: zapiekanka z kartofli CD IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 23:01
                                                  oj śmiać mi się chce kurak, jak się wykłucasz o te lodówki i kuchenki;)
                                                  nie wiem czemu się przyczepiłeś do tej zapiekanki, podałam też drugą propozycję,
                                                  całkiem bezproblemową, wystarczy makaron ugotować i podgrzać sos.
                                                  Co do reszty menu - na kolacje można zrobic np. omlet/jajecznicę na
                                                  kiłbasie/parówce/wędlinie, wyjdzie ok. 1 zł.
                                                  Herbatę i kawę można kupić w większych ilościach, więc nie będzie to jakaś
                                                  wielka suma na dzień.
                                                  Pozdrawiam i życzę wszystkim worka pieniedzy aby mogli się obżerać ile wlezie,
                                                  pić mineralną i jeść jogurciki ;)
                                                  • Gość: kurak rosołowy Re: zapiekanka z kartofli CD IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 23:13
                                                    gajka, wudze że ty jak facecja jesteś osóbka, która nie ma pojęcia o czym pisze.

                                                    nie prosze o przepis, tylko o menu na tydzień, a wiedz dlaczego? dlatego, że
                                                    gdybyś zrobiła dokładne wyliczenia wyszłoby ci, że nie masz za co kupić tej
                                                    kawy i herbaty w większych ilościach, a kiedy skumulujesz takie niedociągnięcia
                                                    jak pominięcie oleju okaże się, że uzbierała się z tego kolejna stówa.

                                                    dzięki wam za rozrywkę, musze przyznać, że równie pustych panien dawno nie
                                                    widziałam :D
                                                  • facecja Re: zapiekanka z kartofli CD 17.09.04, 23:18
                                                    Gość portalu: kurak rosołowy napisał(a):


                                                    >
                                                    > dzięki wam za rozrywkę, musze przyznać, że równie pustych panien dawno nie
                                                    > widziałam :D

                                                    oj, to lepiej zajmij się tymi pustymi panienami, które aktualnie OGLĄDASZ, bo
                                                    takiej rozrywki dzielić nie przystoi z forum STUDIA
                                                • Gość: Richelieu* Re: zapiekanka z kartofli CD IP: 195.117.90.* 17.09.04, 23:43
                                                  za 2zł można kupić koncentrat barszczu
                                                  starcza na 5-7 1-litrowych garnków
                                                  do tego zwykłe przyprawy (pieprz, majeranek), 2 łyżki oleju, łyżka vegety
                                                  makaron 400gr na 2 osoby po 2-3 talerze

                                                  za 1,5 zł można kupić przecier pomidorowy
                                                  starcza na 3 1-litrowe garnki
                                                  do tego łyżka mąki, 30ml śmietany, 2 łyżki oleju, łyżka vegety, bazylia,
                                                  pieprz, papryka ostra
                                                  mniej mąki będzie zupa pomidorowa, więcej - sos lepszy niż knorr czy inne
                                                  badziewie

                                                  zupa ogórkowa (2 osoby głodne bardzo)
                                                  za 50-70 gr 3 kiszone ogórki
                                                  0.5 kg ziemniaków
                                                  łyżka mąki, 30 ml śmietany, łyżka vegety, sól

                                                  zupa serowa zwana neapolitańską (3 osoby)
                                                  2 żółtka, 10 dag sera, 20 dag makaronu, 30 dag śmietany, łyżka vegety

                                                  zupa ziemniaczana (3 osoby)
                                                  0,5 kg ziemniaków, mała cebulka, łyżka mąki, pietruszka, sól, łyżka oleju lub
                                                  masła, łyżka vegety, (ps. ziemniaki komponują się z mnóstwem przypraw więc
                                                  można se dodać)

                                                  zupa marchwiowa
                                                  5 marchwi
                                                  pół łyżki mąki
                                                  pół łyżki oleju
                                                  20 dag śmietany
                                                  żółtko
                                                  sól, cukier, łyżka vegety
                                                  + sitko do przetarcia

                                                  zupa z groszku
                                                  puszka groszku
                                                  pół łyżki mąki, pół łyżki oleju
                                                  20 dag śmietany
                                                  żółtko
                                                  sól, cukier, vegeta
                                                  +sitko

                                                  jajko sadzone + 3 ziemniaki +ogórek kiszony
                                                  filet z ryby 20 dag (2zł)

                                                  to najszybsze rzeczy pod słońcem. można oczywiście dodać marchew, pietruszkę,
                                                  seler zamiast vegety, ale one miękną po 45 min-1 godz
                                                  mięsa nie wymieniam bo niektórym może się dłużyć w kuchni


                                                  talarki z ziemniaków na oleju z tymiankiem
                                                  racuchy z ziołami (2 jajka, 4 łyżek mąki, szklanka zsiadłego mleka (pasuje jak
                                                  ulał dla bezlodówkowców), 2 łyżki oleju, pół łyżki drożdży, 2 łyżki ziół
                                                  (jakich kto lubi), można zamiast ziół użyć jabłek 1 duże lub 2 małe +cynamon i
                                                  przyprawa do piernika i łyżka cukru pudru

                                                  i
                                                  bułki duże 30 gr, ser 15-18 zł/kg co daje za 1 plasterek.. no ile?, to samo z
                                                  wędliną, masło 2,5-3,5zł starczy na.. tydzień?
                                                  kawa 15zł-ok 70 kubków
                                                  herbata (rozrzut duży bardzo)
                                                  mleko 2zł, otworzone wytrzyma w chłodzie 3 dni
                                                  dżemy 3zł starczą na 6-7 porcji

                                                  cukier starczy na..
                                                  sól starczy na..
                                                  pieprz starczy na..



                                                  kurcze, że też takie banalne rzeczy wypisywać
                                                  • Gość: Richelieu* Re: zapiekanka z kartofli CD IP: 195.117.90.* 17.09.04, 23:50
                                                    zaś lodówka
                                                    albo chowa się w najzimniejszym miejscu
                                                    albo do miski wlewa zimnej wody i tam wkłada mleko, masło, sery w worku

                                                    oczywiście nie zstąpi to lodówki (które są), ale na jakiś czas rozwiązuje
                                                    problem z żywnością, przynajmniej w okresie upałów, a te nie są długo
                                                  • Gość: Richelieu* masz tu swoje menu na tydzień IP: 195.117.90.* 18.09.04, 00:02
                                                    wyżej 2 posty, bo zabłądzisz w tym gąszczu
                                                  • eirenne Re: zapiekanka z kartofli CD 18.09.04, 00:44
                                                    Dodam tylko, że można zamienić vegetę na tańsza przyprawę warzywną bez zmiany
                                                    smaku- dodatkowa oszczędnośc dla myślących:)
                                                  • Gość: Richelieu* Re: zapiekanka z kartofli CD IP: 195.117.90.* 18.09.04, 01:23
                                                    vegetą nazywam jakąkolwiek przyprawę, choć niektóre są takie "rewelacyjne", że
                                                    nawet soli już nie trzeba hehe.

                                                    zapomniałam dodać, że owoce w sezonie są b. tanie więc nawet brzoskwinia czy
                                                    winogrona zmieszczą się w 5 zł jeśli wziąć 2 sztuki lub kiść. Nie mówię o
                                                    jabłkach co to kg za 1,5

                                                    no a jeśli komuś mięsko to i tak w końcu uda z kurczaka (czyli najdroższe mięso
                                                    z kury) to tylko 8-10zł, na kilo wychodzi 4 sztuki, do tego ćwierć kostki
                                                    margaryny, jakieś zioła i cześć. Jedna noga piecze się stosunkowo krótko

                                                    schab 12zł/kg , 20 dag to aż nadto, ćwierć bułki tartej, jajko, olej do
                                                    usmażenia

                                                    no i pycha
                                                    choć ryby są jeszcze tańsze (dałam 2 zł za 20 dag, a przecież śledzie są już za
                                                    6, a nawet łosoś za 18-20)
                                                    a ziemniaki, całe 50 gr za kg, do obiadu 0,2-0,3 kg to ile wyjdzie?


                                                    Tylko żeby się to młodym chłopcom chciało przy garach stać i tu jest problem
                                                  • eirenne Re: zapiekanka z kartofli CD 18.09.04, 01:33
                                                    Niusy z hipermarketu:
                                                    - winogrona 3zł/kg
                                                    - pomidory na zupę 1,20- 1,60zł, kilogram spokojnie starcza na zupę na trzy dni
                                                    (dla jednej osoby)
                                                    - bułka tarta 1zł/kg, starcza na rok chyba
                                                    - jabłka 1,20zł
                                                    - śledzie w oleju 2,25zł/200g dodać śmietanę i jabłko, jest sałatka śledziowa na
                                                    parę dni
                                                    - śmietana 1,30zł
                                                    - kiełbasa 5,90zł/kg
                                                    - makaron czterojajeczny 1,25zł
                                                    Reszty mięsa nie sprawdzałam, bo akurat mam w lodówce zapas:) Nie wspominam o
                                                    innych warzywach i owocach, bo w końcu jest czas zbiorów i wiadomo, ze są
                                                    taniutkie (a jakie zdrowe hehe)
                                                    Ach i jeszcze zapomniałam:
                                                    - odrobina dobrej woli- bezcenne;-DDD
                                                  • Gość: Richelieu* a jak już w ogóle nie ma się pieniędzy IP: 195.117.90.* 18.09.04, 01:39
                                                    to kupuje się ziemniaki (50gr), olej (3,5zł), przyprawy (1,2-1,5) tymianek,
                                                    bazylia, curry, papryka, przyprawa do kurczaka, do grilla, cokolwiek co kto lubi

                                                    obiad wtedy wygląda tak
                                                    0,5 ziemniaków (25 gr)
                                                    olej do głębokiego smażenia - 200 ml (70 gr) z zastrzeżeniem, że oleju się nie
                                                    wylewa po jednym użyciu, można go użyć nawet 2-3 razy więc 1/3 z tego to 25 gr
                                                    przyprawy (duża szczypta ;) 5 gr-10 jak ktoś się uprze

                                                    ile wychodzi? 60 gr za obiad palce lizać
                                                  • Gość: kurak rosołowy Re: a jak już w ogóle nie ma się pieniędzy IP: *.pl / 217.197.72.* 18.09.04, 10:39
                                                    > oleju się nie
                                                    > wylewa po jednym użyciu, można go użyć nawet 2-3 razy

                                                    Radze ci porozmawiać z lekarzem na temat toksycznych właściwości kilkakrotnie
                                                    używanego oleju. Żarcie, które tutaj roponujesz ludziom szybko doprowadziłoby
                                                    ich do choroby wrzodowej i anemii.

                                                    Poza tym przepis nie jest najgorszy, jeśli zastosować tu olej z winogron lub
                                                    oliwek (ok. 10 zł za litr) naturalnie 1 raz.

                                                    Pozostałe brednie moze przeczytam, ale nie dziś.
                                                  • facecja Re: a jak już w ogóle nie ma się pieniędzy 18.09.04, 12:56
                                                    Gość portalu: kurak rosołowy napisał(a):


                                                    > Poza tym przepis nie jest najgorszy, jeśli zastosować tu olej z winogron lub
                                                    > oliwek (ok. 10 zł za litr) naturalnie 1 raz.

                                                    my tu mówimy o jedzeniu za 150 zł. przez najzwyklejszych ludzi, którzy to
                                                    używają oleju słonecznikowego, nie zauważyłaś tego w swej bystrości?


                                                    > Pozostałe brednie moze przeczytam, ale nie dziś.

                                                    no tak, bo cięzko jest przyznać racje
                                                    "tylko parę przepisów" - a ile trzeba? 365???
                                                  • Gość: gajka Re: a jak już w ogóle nie ma się pieniędzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.04, 15:21
                                                    no tak, wszystkie jesteśmy puste, bo zdajey sobie sprawę, że pieniądze nie
                                                    wszystkim spadają z nieba i niektórzy muszą trochę pomyśleć i kombinować jak zyć
                                                    za 150 zł (chodzi o jedzenie) i nawet im się to udaje. Jeśli uważasz, że
                                                    jesteśmy puste, to ja juz nie wiem co o Tobie powiedzieć...widać Ty także jadasz
                                                    za 60 zł obiadki, albo może żywisz się w fastfoodach, bo tam to na pewno olej
                                                    jest świeżuteńki.
                                                    Ot co, kurak to poprostu kolejny zadufany w sobie bufon, w dodatku kiepsko mu
                                                    idzie czytanie ze zrozumieniem.
                                                    Wyłączam się z dyskusji bo mi się niedobrze robi jak czytam takie bzdury jak Ty
                                                    wypisujesz.
                                                  • Gość: kurak rosołowy odżywianie wg Richelieu IP: *.pl / 217.197.72.* 18.09.04, 10:58
                                                    Jadłospisu na tydzień - 3 posiłki dziennie za 5 zł nadal nie ma, tylko kilka
                                                    przepisów, ale mniejsza z tym.
                                                    Serio myślisz, że można najeść się samą zupą? Przyjmijmy jednak, że można
                                                    ugotowac obiad za 3 zł.

                                                    śniadanie
                                                    2 bułki 60 gr, 2 plasterki sera 1 zł, masło powiedzmy 20 gr, kawa, cukier 30
                                                    gr. = 0,6 + 1,0 + 0,2 + 0,3 = 2,10
                                                    kolacja j.w.
                                                    czyli 3,0 + 2,1 + 2,1 = 7,2 zł 1 dzień siermiężnego wyżywienia
                                                    a gdzie owoce?
                                                    kłamiesz Richelieu, gdybyś naprawde żyła na 5 zł dzinnie nie pomyślałabyć nawet
                                                    o takim "zbytku" jak ser, czy wędlina, tylko o tanim pasztecie z hipermerketu w
                                                    niedzile i smalcu na codzień.
                                                  • Gość: Richelieu* składanie liter według ;) vel kuraka IP: 195.117.90.* 18.09.04, 14:02
                                                    powiedział jadłospis na tydzień
                                                    ok, kiedy jest jadłospis na tydzień to mówi, że mu się nie chce czytać
                                                    były owoce, gdybyś umiał czytać przeczytałbyś
                                                    ale widocznie nie umiesz
                                                    a giligili
                                                    berek
                                                    teraz ty gonisz
                                            • facecja Re: zapiekanka z kartofli CD 17.09.04, 22:56
                                              Gość portalu: kurak rosołowy napisał(a):

                                              > wiesz facecja, ty jako osoba mieszkjąca z rodzicami (tak się na tym watku
                                              > przedstawiłaś) nie możesz mieć bladego pojęcia o tym, jak wygąda życie w
                                              > akademiku, na stancji, czy mieszkaniu studenckim, ani o tym jaki jest ogólny
                                              > standart tychże lokali. Fakt, że odwiedzasz znajomych w akademiku, którzy
                                              > akurat mają lodówkę nie czyni cię jeszcze kompetentną w kwestii życia z dala
                                              od
                                              >
                                              > domu rodzinnego. W tej sytuacji możesz sobie pisać brednie o domowym
                                              makaronie
                                              > [buhahaha już widze jak ludzie w akademiku wałkują ciasto na makaron :],
                                              > stawiać zamianę markowego piwa na tańsze obok odmawiania sobie podstawowych
                                              > produktów spożywczych, bredzić że kino ważniejsze, niż jedzenie, bo ty
                                              dziecko
                                              > kompletnie nie wiesz o czym piszesz. Można się nieźle ubawić, kiedy czyta się
                                              > jak taka pusta, egzaltowana lala, bez pojęcia o życiu, nieznająca wartości
                                              > pieniądza wypowiada się na temat możliwości przeżycia za 100 zł miesięcznie.

                                              jak to dobrze, ze znalazła się kolejna osoba tak dobrze mnie znająca, uff całe
                                              szczęście

                                              widzę, że Ci lepiej idzie wyobrażanie sobie mnie niż błyskotliwe odpisanie na
                                              moje ironiczne zapytanie, fajnie, że w przypadku braku poczucia humoru chociaż
                                              wyobraźnie masz

                                              powodzenia życzę w dalszym studiowaniu a moze i uczeniu się na pamięć moich
                                              postów, wtedy mnie an pewno poznasz tak dobrze, że bez trudu rozpoznasz na ulicy

                                              aha - nie trzeba mieszkać przez 5 lat w "dwudzestolatce" żeby wiedzieć, jakie
                                              mają tam sprzęty na wyposażeniu
                                              a makaronu domowego nie robi się z dnia na dzień :)
                                              • Gość: kurak rosołowy Re: zapiekanka z kartofli CD IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 23:04
                                                ogląd wyposażenia dwudziestolatki (cokolwiek to jest), nijak ma się do
                                                doświadczenia na własnej skórze życia poza domem rodzinnym. fakt, że tego nie
                                                dostrzegasz, świadczy tylko o tobie jako pustej, egzaltowanej lali. zaś to, że
                                                jesteś wielce zaskoczona, tym że ktoś może mieć po prostu dobrą pamięć skłania
                                                tylko do smutnej refleksji nad twoim losem....
                                                • facecja Re: zapiekanka z kartofli CD 17.09.04, 23:08
                                                  Gość portalu: kurak rosołowy napisał(a):

                                                  > ogląd wyposażenia dwudziestolatki (cokolwiek to jest), nijak ma się do
                                                  > doświadczenia na własnej skórze życia poza domem rodzinnym. fakt, że tego nie
                                                  > dostrzegasz, świadczy tylko o tobie jako pustej, egzaltowanej lali. zaś to,
                                                  że
                                                  > jesteś wielce zaskoczona, tym że ktoś może mieć po prostu dobrą pamięć
                                                  skłania
                                                  > tylko do smutnej refleksji nad twoim losem....

                                                  wiesz, nie muszę doswiadczać na własnej skórze rozmaitych rzeczy, by wiedzieć,
                                                  że takowe istnieją bądź nie albo jak wyglądają
                                                  z pustą egzaltowaną lalą to mnie zraniłeś, zraniłeś wręcz na wskroś :P
                                                  a co do pamięci - niezykle prędko Ci się ona włączyła, po jakichś paru
                                                  godiznach duyskusji, brawa, brawa :)
                                                  • Gość: kurak rosołowy Re: zapiekanka z kartofli CD IP: *.pl / 217.173.202.* 17.09.04, 23:20
                                                    dziecko drogie tu nie jest mowa o "rozmaitych rzeczach", tylko o zwykłym zyciu,
                                                    które się toczy z dala od ciebie. kompletnie nie łapiesz w czym rzecz.
                                                    głupiutka gęś z ciebie po prostu.
                                                  • facecja Re: zapiekanka z kartofli CD 17.09.04, 23:22
                                                    Gość portalu: kurak rosołowy napisał(a):

                                                    > o zwykłym zyciu,
                                                    >
                                                    > które się toczy z dala od ciebie.

                                                    tak właśnie, rozszyfrowałas mnie, jestem zahibernowana
                                                  • Gość: zniesmaczony Re: zapiekanka z kartofli CD IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 23:25
                                                    Boszsz, jaka ty głupia jesteś...
                                                  • studencina999 kaczka po burgundzku 17.09.04, 23:28
                                                    15 kajzerek ułożyć wokół spacerującej po parku łazienkowskim kaczki (jak
                                                    przystanie albo usiądzie). Całość zalać jogurtem (niskotłuszczowym, z
                                                    promocji).
                                            • amused.to.death Re: zapiekanka z kartofli CD 18.09.04, 13:36
                                              > [buhahaha już widze jak ludzie w akademiku wałkują ciasto na makaron :],

                                              mój kolega (!) pierogi robił.
                                              Wszystko zależy od przystosowania się, pamiętam, że jak niektórzy gotowali w akademikach obiady...eh...trudno było przejść obok kuchni bez przełykania śliny...
                              • Gość: studentka zapiekanka ziemniaczana IP: *.psi.ch 18.09.04, 11:22
                                Zapiekanka ziemniaczana:

                                ziemniaki
                                pieczarki
                                cebula
                                10dag wedliny
                                2pomidory
                                mleko+maslo+maka (na sos beszamelowy)
                                oliwa z oliwek do podsmazenia cebuli, wedliny i pieczarek
                                ser zolty do posypania
                                przyprawy

                                do tego przydalaby sie jakas surowka i herbata

                                wychodzi znacznie wiecej
                                • Gość: Richelieu* zapiekanka grzybowa IP: 195.117.90.* 18.09.04, 15:04
                                  1. to nie ziemnaiczana tylko grzybowo-mięsna
                                  2. sos besamelowy bez gałki muszkatałowej to nie sos bezsamelowy
                                  3. oliwa z oliwek jest właśnie luksusem i nikt mający 150 na jedzenie nie
                                  będzie używał jej do smażenia

                                  • Gość: studentka Re: zapiekanka grzybowa IP: *.psi.ch 18.09.04, 15:57
                                    jasne
                                    w takim razie poprzednia propozycja to tez nie ziemniaczana tylko brokulowo-
                                    grzybowa

                                    o galce muszkatalowej wiem, tylko zapomnialam napisac - mozesz sobie doliczyc
                                    jej cene jeszcze
                  • nadja Re: Warszawa, UW 18.09.04, 00:46

                    Studencino - gadasz bzdury.
                    Sloma wystaje Ci z butow, to prawda.
                    I mowi Ci to ktos, kto nie ma Ci czego zazdroscic.
                    pzdr
                    • Gość: burak Re: Warszawa, UW IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.04, 08:24
                      A ty słonico wracaj na swoje forum
                      • Gość: olka Re: Warszawa, UW IP: *.net 18.09.04, 10:08
                        Ludzie w naszym kraju jest w niektórych regionach 30% bezrobocie i Polska to nie
                        tylko wielkie miasta,pojęcia nie macie co się dzieje.Jak się ma 500 zł to można
                        się za tę kwotę utrzymać i trzeba ,innej możliwości nie ma i pracy też nie ma
                        dla wszystkich,przykład,że ktoś zarabia kilka tys. nic nie mówi,bo nie wszyscy
                        mogą tę pracę miec.
                        • Gość: taki_owaki ... IP: 80.51.255.* 18.09.04, 12:42
                          Tak sobie czytam te wasze posty i śmiech mnie łapie, zapiekanki, jogurty
                          itd.. :P

                          Nie ma co się kłócić, pytanie w temacie jest takie "Jak się wam udaje przeżyć
                          na studiach" no i trzeba na nie odpowiadać, a nie irytować się tym, że jeden
                          wydaje na obiad < 3 zł a inny >60 zł.

                          Takie jest życie, którego tutaj nie zmienimy.

                          • facecja Re: ... 18.09.04, 13:00
                            Gość portalu: taki_owaki napisał(a):

                            > Tak sobie czytam te wasze posty i śmiech mnie łapie, zapiekanki, jogurty
                            > itd.. :P
                            >
                            > Nie ma co się kłócić, pytanie w temacie jest takie "Jak się wam udaje przeżyć
                            > na studiach" no i trzeba na nie odpowiadać, a nie irytować się tym, że jeden
                            > wydaje na obiad < 3 zł a inny >60 zł.
                            >
                            > Takie jest życie, którego tutaj nie zmienimy.


                            masz rację, trochę dystansu zabrakło

                            tylko wiesz - o ile jedzącym za 150 zł na miesiąc przychodzi do głowy, że inni
                            przejadają 2000, ale w drugą strobnę to nie działa i stąd głosy: "to
                            niemożliwe", "kłamiecie", "musicie jesc chleb ze smietnika, inaczej się nie
                            da..."

                            a dyskusja prowadzi do tego, by pokazac, że jednak się da, żeby rodzice nie
                            mówili: "dziecko, nie pójdsziesz na studia, bo nie mogę przeznaczyć 1500 zł na
                            twoje utrzymanie, a przeciez za mniejsza cenę nie przezyjesz..."
                            • Gość: taki_owaki Re: ... IP: 80.51.255.* 18.09.04, 13:45
                              No tak, to jest typowe dla Polaków...sam czegoś nie ma i chciałby, żeby inni
                              też nie mieli. Ale to już dyskusja na inny temat.

                              Rodziców jednego stać na 500zł miesięcznie, innego na kilka tysięcy. Każdy musi
                              sobie jakoś radzić.

                              100zł miesięcznie na jedzenie to rzeczywiście jest mało, ale to dobrze, że są
                              tacy, którzy za tyle próbują żyć, nigdy nie wiadomo co Cie w życiu może spotkać.

                              Suma wydawana na jedzenie jest kwestią INDYWIDUALNĄ i zależy od bardzo wielu
                              czynników.
                              • Gość: kurak rosołowy Re: ... IP: *.pl / 217.173.202.* 18.09.04, 13:54
                                > Suma wydawana na jedzenie jest kwestią INDYWIDUALNĄ i zależy od bardzo wielu
                                > czynników

                                bingo!
                                powiedz to richelieu, ona uważa że jej doktryna przeżycia za 5 zł dziennie
                                powinna mieć charakter powszechny
                                • Gość: Richelieu* Re: ... IP: 195.117.90.* 18.09.04, 14:04
                                  źle rozumujesz, ciężko Ci chyba z takim stanem
                                  kurko z rosołu za 4 zł/kg
                              • facecja Re: ... 18.09.04, 14:08
                                Gość portalu: taki_owaki napisał(a):

                                > No tak, to jest typowe dla Polaków...sam czegoś nie ma i chciałby, żeby inni
                                > też nie mieli. Ale to już dyskusja na inny temat.
                                >

                                wyjaśnij mi tylko, do czego konkretnie to się tyczy

                                bo jeśli do tych, którzy żyją skromniej, to przecież - chociaż niektórzy w
                                swoim zacietrzewieniu tego nie zauważają - wątek nie polega na nawoływaniu do
                                ascezy, tylko zszedł na takie tory dlatego, że pewne osoby uznały życie za 150
                                zł za niemożliwe, a inne postanowiły pokazać, że jednak się da

                                a to już indywidualna sprawa, czy się pewne sposoby wykorzysta czy nie - tylko,
                                że raczej jest to sprwa rodziców łożących na studenta niż samego studenta
    • amused.to.death Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? 18.09.04, 14:03
      Przeczytałam cały długi wątek i nie mogę przestać myśleć, że kwestia przeżycia na studiach to kwestia przede wszystkim myślenia i gospodarności.
      Pamiętam, że na studiach miałam mało kasy, ale jakoś wystarczało i nigdy nie wydawało mi się, że klepię biedę:) Zresztą znajomi z akademika byli w podobnej sytuacji więc razem musieliśmy się nauczyć jak żyć by przeżyć.

      Teraz, po studiach, nie muszę się już zastanawiać czy starczy do końca miesiąca. Mogę iść na zakupy i nie myśleć o tym ile zapłacę. A jak czasami podliczam wydatki na jedzenie, wciąż nie wychodzi dużo.

      Ostatnio znajmoma powiedziała 'nie wiem jak ktoś przeciętny tak jak my mógłby odłożyć .... zł'. Ja mogę. Nawet kupując książki, płyty, chodząc do kina, wydając na siłownie, knajpy, etc. A zarabiamy tyle samo, więc to raczej ja się dziwię, co ona robi z pieniędzmi, że ich nie ma?

      Nigdy się nie zastanawiałam, czy kasa, którą miałam w trakcie studiów na pewno wystarczy, po prostu musiało wystarczyć.
    • Gość: studentka jeszcze kilka propozycji tanich jadlospisow IP: *.psi.ch 18.09.04, 15:12
      PONIEDZIALEK
      kuracja oczyszczajaca
      dzien jablkowy
      kupujemy 1-1.5kg jablek
      do tego pijemy przegotowana wode

      WTOREK
      sniadanie: kromka chleba + 1 jajko + szklanka goracej wody (o herbacie
      zapomnijcie rozrzutnicy)
      obiad: 3ziemniaki, robimy frytki (oleju uzywamy nie 2-3 razy tylko co najmniej
      10 Richelieu, nie mozna wylewac dobrego oleju po dwoch uzyciach)
      kolacja:jablko lub dwa(jesli jestesmy wyjatkowo glodni)

      SRODA
      sniadanie: kromka chleba, 1maly pasztet
      obiad: talerz kapusniaku (kapusta, ziemniak, cebula, sol, woda)
      kolacja: jogurt naturalny TESCO (tak tak i na jogurt nam wystarczy kochani)

      CZWARTEK
      sniadanie: kromka chleba razowego (dla urozmaicenia), plasterek twarogu, kilka
      krazkow cebuli
      obiad: kapusniak z poprzedniego dnia
      kolacja: kromka chleba, plasterek zoltego sera

      PIATEK
      sniadanie: kawalek twarogu(z poprzedniego dnia) rozdrobnionego widelcem i
      posypanego lyzeczka cukru
      obiad: rosol (na porcjach rosolowych) i odrobina makaronu
      kolacja: kromka chleba ze smalcem

      SOBOTA
      sniadanie: 2jablka(dawno nie bylo witaminek)
      obiad: korzystajac z wolnego dnia zamiast sie uczyc lub chodzic do kina, teatru
      czy muzeum przez kilka godzin lepimy pierogi ruskie: maka, woda, jajko, cebula,
      troche tluszczu, ziemniaki, twarog
      kolacja: nie jest przewidziana
      • Gość: Richelieu* i co, wesoło ci że naśmiewasz się z niezamożnych? IP: 195.117.90.* 18.09.04, 15:23
        • Gość: studentka Re: i co, wesoło ci że naśmiewasz się z niezamożn IP: *.psi.ch 18.09.04, 15:47
          Nie nasmiewam sie z niezamoznych, tylko na prosbe kuraka probuje stworzyc
          jadlospisy za 3 lub 4 zl dziennie. Chyba zdajesz sobie sprawe, ze na nic wiecej
          taka kwota nie starczy??

          P.S. A niezamozni moga z nich skorzystac, wiec w pewnym sensie wyswiadczam im
          przysluge
          • facecja Re: i co, wesoło ci że naśmiewasz się z niezamożn 18.09.04, 15:50
            Gość portalu: studentka napisał(a):

            > Nie nasmiewam sie z niezamoznych, tylko na prosbe kuraka probuje stworzyc
            > jadlospisy za 3 lub 4 zl dziennie. Chyba zdajesz sobie sprawe, ze na nic
            wiecej
            >
            > taka kwota nie starczy??
            >

            i co z tego, że na nic więcej? a to takie straszne przezycie zjeść kapuśniak,
            nawet z poprzedniego dnia albo pierogi, a na kolacje 2 kromki chleba?
            • Gość: studentka Re: i co, wesoło ci że naśmiewasz się z niezamożn IP: *.psi.ch 18.09.04, 15:55
              nic strasznego (tylko na dluzsza mete nie da sie w ten sposob odzywiac i
              zachowac zdrowia - patrz moj post nizej o zdrowym odzywianiu)

              zreszta zapytaj richelieu - to ona twierdzi, ze sie nasmiewam z kogos
              • Gość: kurak rosołowy Re: i co, wesoło ci że naśmiewasz się z niezamożn IP: *.pl / 217.173.202.* 18.09.04, 15:59
                1. studentka się nie naśmiewa tylko przedstawia co realnie można zjeść za 5 zł
                dziennie, a że kogoś to śmieszy to już insza inszość
                2. jeśli już ktoś się naśmiewa :)))) to nie z niezamożnych, tylko z ludzi
                którzy głodzą się, żeby mieć pieniądze na "kulturę"
      • Gość: August www.marksizm.of.pl IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.09.04, 15:25
        Każdy człowiek ma prawo do godnego jedzenia, mieszkania i zaspokojenia innych
        potrzeb fizycznych i intelektualnych.

        A kapitalizm pozbawia wiekszość ludzi tego rodzaju praw.

        Niektórzy mówią w takiej sytuacji: NIE!, inni, tak jak Richelieu, lola czy
        facecja czynią z życia w warunkach narzucanych im przez system ZASŁUGĘ czy
        CNOTĘ. To tak, jak czyniła czereda pańszczyźnianych chłopów umierając pokornie
        na gruźlicę w folwarku gdy dziedzic żył w obscenicznych luksusach, a oni
        przymierając głodem mówili, że Bóg tak chce.
        • facecja Re: www.marksizm.of.pl 18.09.04, 15:30
          dobrze Auguście, a teraz przeczytaj pozostałe 270 postów, może wtedy przyjdą Ci
          do głowy bardziej trafne wnioski i przedstawisz je nam w równie błyskotliwy
          sposób
          • Gość: Ula Re: www.marksizm.of.pl IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.09.04, 15:49
            Richelieu, sorry ale te Twoje przepisy to jakby przedszkolak nas uczył
            gotowania: zupa pomidorowa - talerz wody plus dużo czerwonej farby, teraz
            dobrze to zamieszać...

            No zobaczcie, obiad z zupy pomidorowej wg Richelieu:

            <za 1,5 zł można kupić przecier pomidorowy
            starcza na 3 1-litrowe garnki
            do tego łyżka mąki, 30ml śmietany, 2 łyżki oleju, łyżka vegety, bazylia,
            pieprz, papryka ostra
            mniej mąki będzie zupa pomidorowa, więcej - sos lepszy niż knorr czy inne
            badziewie>

            Po pierwsze taki przecier kosztuje ok. 3 zł a nie 1,5 (ceny w Warszawie w
            osiedlowym supermarkecie) po drugie zeby była zupa to się to dodaje do WYWARU
            (z mięsa, kurczaka albo tylko warzywnego jak ktoś nie jada mięsa). Pół kurczaka
            na bazarku - 6,50 zł, włoszczyzna 1,50. By się przydał do zupy pomidorowej
            jakiś ryż lub makaronik.

            I już wyliczenie Twoje idzie do kosza.

            A zupa ogórkowa wg Richelieu?:

            <zupa ogórkowa (2 osoby głodne bardzo)
            za 50-70 gr 3 kiszone ogórki
            0.5 kg ziemniaków
            łyżka mąki, 30 ml śmietany, łyżka vegety, sól>

            Z trzech kiszonych ogórków bardzo niewiele Ci tej zupki wyjdzie. No szczerze
            powiedziawszy potrzeba słoik przetartych ogórków który kosztuje w supermarkecie
            1,50 (wczoraj kupowałam). Ale przede wszystkim znowu jakby bazy - wywaru
            zabrakło...

            Ty pouczasz mnie że nie umiem gotować? Faktycznie, może są dziedziny w których
            jestem lepsza niż gotowanie, dlatego szkoda mi na nie czasu. Ale zawsze jak coś
            robię, to lubię zrobić to dobrze.. A już zupy to zdecydowanie znacznie
            ekonomiczniej robić jest w dużych ilościach i wolałabym żeby mi je gotowano w
            czystej i nowoczesnej stołówce. Jak sama mam gotować, poświęcać na to swój
            drogocenny czas, to umiem ugotować dobrą zupę. Ale w zasadzie bym wolała żeby
            coś tak prostego jak zupa gotowano mi na UW (oczywiście nie według Twojego
            nowatorskiego przepisu). A ja jak mi się zachce to ugotuję jakieś ciekawsze
            rzeczy - teraz jesienią to np. jakieś kurki na masełku z warzywami i winkiem...
            • Gość: Richelieu* przykro mi że mieszkasz w Warszawie IP: 195.117.90.* 18.09.04, 16:06
              przykro mi że mieszkasz w Warszawie i kupujesz w osiedlowym sklepie, ja nie
              mieszkam ani w Warszawie ani w drogich sklepach nie kupuję. Chyba że w
              osiedlowym jakiś produkt kosztuje fktycznie taniej

              no i nie czytasz uważnie, zrób coś z tym rozkojarzeniem
              talerz wody i farbka, właśnie tak, bo farbką jest przecier pomidorowy (1,5 zł u
              mnie), zaś zamiast wywaru użyć można przyprawy warzywnej. Oczywiście można
              kupić pół kilo porcji rosołowych (1,7-2 zł/kg) tylko miałam na uwadze, że się
              studentom zwyczajnie nie chce 2 godziny na obiad czekać. Marchew, pioetruszka,
              seler, też można, jednak jest znacznie droższa od przyprawy warzywnej, a chodzi
              o to by było w miarę tanio. Masę ludzi stosuje jako wywar kostkę kurczakową czy
              przyprawę warzywną, dodaje oleju i żyje.
              makaron był, nie zobaczyłaś dobrze

              i jeszcze raz, przykro mi niezmiernie że mieszkasz w Warszawie i do
              supermarketu masz 2 godziny drogi
              • Gość: Ula A mi wesoło że mieszkam w Warszawie IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.09.04, 16:32
                Niepotrzebnie jest Ci przykro, bo ja osobiście strasznie się cieszę, że
                mieszkam w Warszawie.

                Rozkojarzenia u siebie nie zauwazyłam, wprost przeciwnie - żelazną logikę,
                która własnie Cię zgubiła, bo myślałaś, że można sobie bezkarnie pofantazjować,
                pomądrzyć się o życiu za 100 zł - a tu znalazło się kilku powaznych ludzi
                którzy nie lubią jak ktoś gada rzeczy w które sam chyba nie wierzy, no i wielki
                BLAMAGE pani Richelieu - wykazali, że ktoś tu nieźle ściemnia.

                A jacy męczący ci dyskutanci, inaczej niż na WSP Kielce na przedmiocie
                Negocjacje panią Richelieu uczono - kurczę, co to jest, nie denerwują się i nie
                plączą w zeznaniach! Też coś! Przecież to Pani Richelieu wystawia stopnie,
                ocenia ile kto może zarobić po studiach - a nie stopnie dostaje! A tu się
                dwójka z gotowania szykuje... A, więc to pewnie jedna i ta sama osoba się pod
                żóżne nicki podszywa! Nie ma innego wyjścia! Co prawda z innych IP ale to
                drobiazg.
                • Gość: Richelieu* Re: A mi wesoło że mieszkam w Warszawie IP: 195.117.90.* 18.09.04, 16:37
                  ściema? to dlaczego Agnieszce na początku wątku nikt nie
                  odpowoedział? ;)/kurakowi zabrakło agrumentów więc klei sobie nowe
                  • Gość: Ula barszcz był z makaronem IP: *.aster.pl 18.09.04, 17:04
                    Richelieu napisała:

                    <makaron był, nie zobaczyłaś dobrze>

                    ależ Richelieu droga, podobnie jak za każdym razem kiedy kwestionowałaś moje
                    słowa a ja poddawałam Ci usłużnie odpowiedni cytat, tak i tym razem twierdzę,
                    że makaronu nam do pomidorowej pożałowałaś. Był, owszem, w barszczyku z
                    koncentratu makaronik (?!) ale w pomidorowej - nie. I wiem dlaczego - bo by się
                    kosztorys posypał :)

                    W sumie to żal mi tych Twoich studentów, jesli oceniasz ich tak samo rzetelnie
                    jak mnie (co najmniej 4 buńczuczne błędy w ocenach) to mogą mieć pewne
                    uzasadnione pretensje do Ciebie...
        • facecja Aha 18.09.04, 15:36
          Gość portalu: August napisał(a):

          > Każdy człowiek ma prawo do godnego jedzenia, mieszkania i zaspokojenia innych
          > potrzeb fizycznych i intelektualnych.
          >

          jak już cos robimy, to róbmy to dokładnie:

          "3. Każdy pracujący ma prawo do odpowiedniego i zadowalającego wynagrodzenia,
          zapewniającego jemu i jego rodzinie egzystencję odpowiadającą godności ludzkiej
          i uzupełnianego w razie potrzeby innymi środkami pomocy społecznej.: art. 23
          Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka

          "1. Każdy człowiek ma prawo do stopy życiowej zapewniającej zdrowie i dobrobyt
          jego i jego rodziny, włączając w to wyżywienie, odzież, mieszkanie, opiekę
          lekarską i konieczne świadczenia socjalne, oraz prawo do ubezpieczenia na
          wypadek bezrobocia, choroby, niezdolności do pracy, wdowieństwa, starości lub
          utraty środków do życia w inny sposób od niego niezależny." Art. 25 tego samego
          aktu.

          ale rozumiem, że niektórym olej słonecznikowy narusza jego godność...
          • Gość: :DDDDDDDD Re: Aha IP: *.pl / 217.173.202.* 18.09.04, 15:52

            > ale rozumiem, że niektórym olej słonecznikowy narusza jego godność...

            ROTFL
            ROTFL
            ROTFL


            to dziewcze zabije mnie śmiechem :DDDDDDDDDDDDD
      • Gość: studentka i jeszcze jadlospis na niedziele IP: *.psi.ch 18.09.04, 15:45
        NIEDZIELA
        sniadanie: kajzerka + plasterek szynki + herbata
        obiad: pierogi ruskie + surowka z kapusty
        kolacja: jogurt lub szklanka mleka
        • Gość: mari.anna Wy chyba naprawdę nie umiecie gotować i liczyć. IP: *.icpnet.pl 18.09.04, 16:28
          Można gotować niedrogo i smacznie.
          Od wiosny do jesieni: warzywa na targu.

          Z ziemniaków naprawdę można zrobić wiele innych rzeczy, nie tylko frytki.

          Tanim i smacznym daniem są naleśniki: jajko+ 3/4 łyżki mąki+ woda+łyż.oleju= kilka naleśników. Czas: 10 min.

          Ugotowanie zupy nie jest drogie: 2 cebule+ząbek czosnku+kostka+kilka ziemniaków+ jakieś warzywo (kalfior, etc.) przyprawy = cały garnek zupy. Czas: 30-40 min. Przygotowanie produktów: 10min. Gotuje się samo, nad garnkiem nie trzeba stać.

          Od kiedy nauczyłam się gotować i przestałam kupować półprodukty w słoikach i puszkach okazało się, że można DUŻO taniej.
          I naprawdę ugotowanie zupy zajmuje mi mniej czasu niż pójście do stołówki, poczekanie chwilę i powrót gdzieś tam.
          • Gość: porcje rosolowe :D Re: Wy chyba naprawdę nie umiecie gotować i liczy IP: *.pl / 217.173.202.* 18.09.04, 16:32
            masz racje mari.anna, gotowanie jest tańsze, niż pólprodukty, np. sos ze słoika
            który przedstawiała gajka jako bardzo tani.

            inna rzecz, czy utrzymujesz się za 5 zł dziennie, aby resztę pieniędzy
            przeznaczyć za "kulturę"?
            • Gość: mari.anna Re: Wy chyba naprawdę nie umiecie gotować i liczy IP: *.icpnet.pl 18.09.04, 16:42
              Nie muszę się utrzymywać za 5 zł dziennie. Nie muszę też oszczędzać, żeby wydać coś na kulturę.

              Gotuję w domu bo:
              - nie smakują mi potrawy w barach
              - prawie cały dzień spędzam poza domem i nie mam ochoty jeszcze iść do stołówki
              - wiem, że jem zdrowo
              - w ramach zdrowego odżywiania postanowiłam ograniczyć spożywanie glutaminianu sodu, który jest prawie w każdej puszcze i słoiku
              - kiedy zaczęłam gotować okazało się, że nagle wydaję duuuużo mniej na jedzenie
              - czasowo też się opłaca: naleśniki to jakieś 10min (+ 3 min. umycie patelni i talerza), zupa: przygotowanie 10min+30-40min. gotowanie. Nawet jeśli muszę nad czymś siedzieć i to robić to puszczam kasetę z niemieckiego etc...
              • Gość: Ula Re: Wy chyba naprawdę nie umiecie gotować i liczy IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.09.04, 16:55
                1. To znaczy, że jesz obiad wieczorem a cały dzień spędzając poza domem nic nie
                jesz? I nam tez to proponujesz w ramach oszczędzania?

                2. Nie smakują Ci potrawy ze stołówki, bo dobrych stołówek w Polsce nie ma.

                I nie będzie tak długo, jak długo studenci zamiast walczyć o taką - będą
                pokornie wypisywać, że wstrzemięźliwością i zapobiegliwością można spokojnie
                sobie Drogi Szanowny Panie Rektorze świetnie poradzić, i po co nam jakies
                ułatwienia, udogodnienia, my się zaweźmiemy i damy radę, a jak nie - to mama w
                domu na wsi też może zamiast zadbać o siebie i trochę odpocząć na stare lata
                nagotować nam pierogów do domu, nic jej się nie stanie.

                W sumie: tyle lat się męczyliśmy, to i dalej się przemęczymy, bo tu nie
                Szwajcaria (mamy mniejsze żołądki i na mniej sobie w życiu zasłużyliśmy niż
                Szwajcarzy, co nie?)
                • facecja Re: Wy chyba naprawdę nie umiecie gotować i liczy 18.09.04, 17:00
                  Gość portalu: Ula napisał(a):

                  >
                  > W sumie: tyle lat się męczyliśmy, to i dalej się przemęczymy, bo tu nie
                  > Szwajcaria (mamy mniejsze żołądki i na mniej sobie w życiu zasłużyliśmy niż
                  > Szwajcarzy, co nie?)

                  nie, mamy mniejszy PKB, mniejsze zarobki i mniejszą stopę życiową - o tym też
                  mają rozmawiać studenci z rektorem?
                • Gość: mari.anna Re: Wy chyba naprawdę nie umiecie gotować i liczy IP: *.icpnet.pl 18.09.04, 17:00
                  Tzn. że zajęciam mam tak ułożone, że mam zwykle dwie-trzy godziny wolnego w ciągu dnia i zdążę wrócić do domu na szybki i tani obiad (mikrofala do podgrzania sie przydaje:).
                  Często wychodzę z domu o 7 wracam ok. 13-14, potem znowu wychodzę i wracam o 14. Jem trzy posiłki dziennie.
                  W zeszłym roku postanowiłam: nie jem NIC na mieście. A silną wolę mam. Trzy regularne posiłki to nie tak źle.
          • Gość: Richelieu* Re: Wy chyba naprawdę nie umiecie gotować i liczy IP: 195.117.90.* 18.09.04, 16:35
            weź poprawkę na to, że Twoja kostka (czy przyprawa warzywn) jest
            niedopuszczalna bo niedrowa ;)), i w ogóle powinno się marchew, seler,
            pietruszka, nać

            a do naleśników zażyczą sobie cały słoik dżemu, może jeszcze syrop klonowy im
            dać

            tylko przy garnku nawet 10 minut nie chce im się
            stać


            • Gość: mari.anna Re: Wy chyba naprawdę nie umiecie gotować i liczy IP: *.icpnet.pl 18.09.04, 16:48
              kostka jest jak nie zdążę warzyw kupić. Wolę warzywa, bo później używam ich do sałatki warzywnej którą uwielbiam (pokrojenie: 15 min. a przynajmniej się nie zmarnuje)

              eee...a słoik dżemu to też niezdrowo:)))

              A propos syropu klonowego, to ja akurat lubię naleśniki z karmelem (cukier+masło+woda). Trzeba po prostu myśleć jak się gotuje...
            • Gość: studentka Re: Wy chyba naprawdę nie umiecie gotować i liczy IP: *.psi.ch 18.09.04, 17:10
              Skad wiesz, ze nie chce nam sie stac przy garnku??? Ja akurat lubie gotowac i
              czesto to robie, co nie przeszkadza mi twierdzic, ze mowicie bzdury na temat
              ilosci pieniedzy potrzebnych na jedzenie i mozliwosci bezproblemowego wyzycia
              (wyzywienia sie) za 100zl miesiecznie.

              Podejrzewam, ze nasze specjalistki od gotowania i tanich posilkow jeszcze nie
              mialy okazji zakosztowac samodzielnego zycia i plota takie farmazony, zajadajac
              sie przygotowanymi przez mamusie obiadkami.
              • Gość: mari.anna Re: Wy chyba naprawdę nie umiecie gotować i liczy IP: *.icpnet.pl 18.09.04, 17:12
                z mamusią nie mieszkam od 10 lat.
              • eirenne Re: Wy chyba naprawdę nie umiecie gotować i liczy 18.09.04, 19:26
                Źle podejrzewasz:)))
                Mój mąż na składniki na swoje popisowe danie też potrafił przed ślubem wydać ponad 50zł, teraz jeśli przekroczy złotych 15, to jest ewenement:))) BEZ ZMIANY SKŁADNIKÓW:-D
          • Gość: Ula A może to Ty naprawdę nie umiesz gotować i liczyć? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.09.04, 17:08
            Marianna????

            z jajka i 3/4 ŁYŻKI mąki oraz wody i łyżki oleju masz KILKA naleśników????

            Następna cudotwórczyni się znalazła?
            • amused.to.death Re: A może to Ty naprawdę nie umiesz gotować i li 19.09.04, 20:45
              zabawni są tacy ludzie jak ty. Twierdzą że oni mają rację, oni są naj naj, a nie potrafią wpaść na to, że chodzi np. o 3-4 łyżki a nie o 3/4 łyżki.
              Just a typo.

              Chociaż może należysz do drugiej grupy: ludzi, którzy zauważą że to błąd lub literówka, ale i tak się przyczepią bo innych argumentów brak.
      • Gość: studentka A jak powinno wygladac zdrowe odzywianie IP: *.psi.ch 18.09.04, 15:53
        Nalezy jesc owoce, duzo warzyw (w sezonie zimowym tanie sa tylko ziemniaki,
        cebula i kapusta; inne niestety troche kosztuja), pelnoziarniste pieczywo,
        ciemny ryz, kasze, nabial (sery, jogurty), chude mieso (kurczak, indyk), ryby.
        Z tluszczow zalecana jest oliwa z oliwek i olej z pestek winogron. A z napojow
        woda mineralna i zielona herbata.

        Niestety probujac konstruowac jadlospis za 3zl dziennie, nijak nie udaje sie
        wlaczyc do niego tych wszystkich zalecanych produktow. Owszem, mozna jesc chleb
        ze smalcem lub pasztetowa i zapychac sie ziemniakami i kluchami, ale przy takim
        sposobie odzywiania radze juz zaczac odkladac na wizyty u lekarzy i leki.
        • facecja Re: A jak powinno wygladac zdrowe odzywianie 18.09.04, 15:57
          Gość portalu: studentka napisał(a):

          > Nalezy jesc owoce, duzo warzyw (w sezonie zimowym tanie sa tylko ziemniaki,
          > cebula i kapusta; inne niestety troche kosztuja), pelnoziarniste pieczywo,
          > ciemny ryz, kasze, nabial (sery, jogurty), chude mieso (kurczak, indyk),
          ryby.
          > Z tluszczow zalecana jest oliwa z oliwek i olej z pestek winogron. A z
          napojow
          > woda mineralna i zielona herbata.

          to dziwne, bo w ten sposób odżywia się jakieś 10 % ludności Polski, a chorują
          na serce/na wątrobę/na żołądek zarówno Ci biedniejsi jak i zamożniejsi
          • Gość: studentka Re: A jak powinno wygladac zdrowe odzywianie IP: *.psi.ch 18.09.04, 16:06
            prowadzilas jakies badania naukowe, ze tak stanowczo sie wypowiadasz i rzucasz
            procentami?

            jasne, ze nie wszyscy odzywiaja sie zdrowo; wiadomo tez, ze nadmiar bywa rownie
            szkodliwy jak niedobor (i wlasnie z powodu nadmiernego obzarstwa choruja
            bogaci, a ci, ktorzy tak jak wy zalecacie, probuja najesc sie za 3 zl dziennie
            choruja, bo jedza za malo wartosxciowych produktow i zapychaja sie ziemniakami,
            chlebem, frytkami, zeby bylo taniej i zeby oszukac glod)
            • Gość: Richelieu* A jakie jest według Ciebie bezrobocie IP: 195.117.90.* 18.09.04, 16:09
              20% bezrobotnych (w niektórych gminach nawet 50%) to nawet więcej niż 10%
              wspomnainego przez Facecję procentu

              zaś owoce
              jabłka kosztują 1,5zł za kilogram, brzoskwinie 2,5zł, winogrona 3zł, gruszki
              2,5zł
              • Gość: studentka Re: A jakie jest według Ciebie bezrobocie IP: *.psi.ch 18.09.04, 16:16
                facecja napisala, ze zdrowo (wg tego co napisalam) odzywia sie 10%, a nie ze
                10% przezywa za 100zl miesiecznie
              • Gość: porcje rosolowe :D Re: A jakie jest według Ciebie bezrobocie IP: *.pl / 217.197.72.* 18.09.04, 16:27
                kolejna manipulacja richelieu:

                > jabłka kosztują 1,5zł za kilogram, brzoskwinie 2,5zł, winogrona 3zł, gruszki
                > 2,5zł

                nie mieszkam w warszawie i w moim mieście w sklepie dyskontowym i hipermarkecie
                winogrona kosztują 3,5 - 4,5 zł, brzoskwinie 4-5 zł, gruszki też ok. 4 zł,
                jabłka (tego nie wiem napewno) ok. 2 zł.

                jak zwykle koloryzujesz droga moderatorko :P

                • eirenne Re: A jakie jest według Ciebie bezrobocie 18.09.04, 18:17
                  Nie mieszkam w Warszawie i w moim mieście w sklepie jabłka kosztują 1,20, winogrona 3zł, brzoskwinie 2,50zł :) JAk zwykle uprawiasz demagogię, kuraku:)
            • facecja Re: A jak powinno wygladac zdrowe odzywianie 18.09.04, 16:27


              żeby nie było wątpliwości - mówimy o polskich, nie szwajcarskich realiach, to
              chyba trzeba było uwzględnic na samym początku
              • Gość: studentka Re: A jak powinno wygladac zdrowe odzywianie IP: *.psi.ch 18.09.04, 17:12
                Facecjo ja na codzien mieszkam w Polsce i pisze o polskich realiach.
                • facecja Re: A jak powinno wygladac zdrowe odzywianie 18.09.04, 17:19
                  Gość portalu: studentka napisał(a):

                  > Facecjo ja na codzien mieszkam w Polsce i pisze o polskich realiach.

                  Ok, to było po to, zeby rozwiać wątpliwości
                  bo ja tez mieszkam w Polsce i nie spotkałam osoby, która żyłaby wg jadłospisu,
                  który podałas - mam na myśli owe zdrowe jedzenia

                  tak więc wszystko to kwestia środowisk, w których się obracamy, proste
        • Gość: a sie usmialem :D Re: A jak powinno wygladac zdrowe odzywianie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.09.04, 16:10
          "Nalezy jesc owoce, duzo warzyw (w sezonie zimowym tanie sa tylko ziemniaki,
          cebula i kapusta; inne niestety troche kosztuja), pelnoziarniste pieczywo,
          ciemny ryz, kasze, nabial (sery, jogurty), chude mieso (kurczak, indyk), ryby.
          Z tluszczow zalecana jest oliwa z oliwek i olej z pestek winogron. A z napojow
          woda mineralna i zielona herbata. "


          hahahahahahhaahahahahhahaha!!!!!!!!!!!! <rooooooooootfl> szczegolnie mocny jest
          ten kawalek o oleju z pestek winogron i oliwie z oliwek :DDDDDDDD toz kazde
          dziecko, ktore mialo biologie wie ze slonecznikowy zdrowszy!!!!!!!!!!!!!
          ahahahahahahahahahaha!!! dziewczynka chowana na pani domu i claudii widze...

          • Gość: studentka Re: A jak powinno wygladac zdrowe odzywianie IP: *.psi.ch 18.09.04, 16:17
            jak komus nie wystarcza na zdrowe tluszcze wielonienasycone (takie jak np.
            oliwa z oliwek z pierwszego tloczenia) to musi dorabiac do tego absurdalne
            teorie o wyzszosci oleju slonecznikowego...
        • eirenne Re: A jak powinno wygladac zdrowe odzywianie 18.09.04, 18:14
          Hehe:) Dobre rady cioci Frani:)
          Uprzejmie zawiadamiam, że do 20 roku życia w moim domu nie uświadczyłam:
          - soku- zamiast tego był kompot (świeży, zdrowy, bez konserwantów)
          - wody mineralnej (dostawałam wodę przegotowaną)
          - zielonej herbaty (piłam zwyczajną lisciastą, mama robiła z różnych gatunków rewelacyjne mieszanki)
          - oliwy z oliwek
          - oleju z pestek winogron
          - ciemnoziarnistego pieczywa
          Moim rodzicom nigdy się nie przelewało, ale nigdy nie głodowaliśmy, nawet wtedy, gdy mama musiała zmienić prace na mniej płatną, kiedy na krótko wprowadził się mąż siostry z żołądkiem bez dna, kiedy za marne pensje pracowników fizycznych trzeba było wykarmić pięć osób. Ani ja, ani moje rodzeństwo nie mamy absolutnie żadnych problemów zdrowotnych. Co więcej, rośnie już nowe pokolenie urodzone w najgorszym okresie pod względem finansowym i także może się pochwalić zdrowiem pozwalającym na uprawianie wysiłkowego sportu. Aha, na kulturę zawsze starczało, tudzież na posłanie dzieci na studia:)
          Śmiem zatem twierdzić, że o zdrowym odżywianiu wiesz tyle, co wyczytałaś w kolorowych czasopismach:)
          • Gość: studentka Re: A jak powinno wygladac zdrowe odzywianie IP: *.psi.ch 18.09.04, 18:20
            nigdzie nie pisalam o soku
            soki i kompoty sa niezdrowe ze wzgledu na wysoka zawartosc cukru

            razowe pieczywo jest w podobnej cenie, co zwykle - co kto lubi

            aha to ze nie macie problemow zdrowotnych swiadczy jedynie o ogromnych
            zdolnosciach przystosowawczych ludzkiego organizmu, a nie o tym, ze
            odzywialiscie sie zdrowo
            • eirenne Re: A jak powinno wygladac zdrowe odzywianie 18.09.04, 19:20
              A kto Ci każe sypać tyle cukru do kompotu, że robi się ulepek? Gotowałaś kiedykolwiek kompot? :-))))
              • Gość: studentka Re: A jak powinno wygladac zdrowe odzywianie IP: *.psi.ch 18.09.04, 19:22
                wyobraz sobie niuniu, ze mi sie zdarzylo

                nie trzeba sypac duzo cukru, ale bialy cukier (niezaleznie od ilosci)
                generalnie jest bezwartosciowy i szkodliwy niuniu
                • eirenne Re: A jak powinno wygladac zdrowe odzywianie 18.09.04, 19:28
                  A skąd wzięłaś to "niuniu"? Nijak to się ma do mojego imienia:-)))
                  A wpadłaś na to, że można w ogóle nie sypać cukru? :-)))
          • Gość: Ula Re: A jak powinno wygladac zdrowe odzywianie IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.09.04, 18:24
            DOSTAWAŁAŚ wodę?
            BYŁ kompot?

            a skąd ten kompot się wziął? spadł z nieba? Bo ja przypuszczam, że Twoja mama
            spędzała po prostu pół życia w kuchni. A mnie się taki styl życia nie podoba -
            i wielu nowoczesnym ludziom też nie. Matka nie jest darmową kuchnią. Wszystko
            ma swoją cenę. I ta cena nie wynosi 100 zł. Po prostu.

            PS. A ja mieszkam w Polsce i staram się odżywiać dokładnie tak jak napisała
            studentka, i podobnie - wszystkie moje koleżanki (plus kawa i słodycze - czyli
            paliwko jak trzeba coś sensownego napisać czy zrobić, niestety:)
            • eirenne Re: A jak powinno wygladac zdrowe odzywianie 18.09.04, 19:17
              Kawa i słodycze jako paliwko:) A ja sądzę, że przy odpowiednim skomponowaniu w diecie składników odżywczych paliwko już nie jest potrzebne:)
              Jeśli chodzi o mamę, to źle przypuszczasz:) Śmiem stwierdzić, ze moja mama stworzyła w domu rodzinę nowoczesną, zanim ktokolwiek pomyślał o nowych czasach. I nie spędzała pół życia w kuchni, bo oprócz niej zajmował się kuchnią mój ojciec a potem także dzieci:)
    • Gość: Richelieu* najdłuższy wątek na F Studia IP: 195.117.90.* 18.09.04, 16:44
      nie wiedziałam, że mam aż takie właściwości podgrzewające dyskusje
      hehe
      • Gość: mari.anna Re: najdłuższy wątek na F Studia IP: *.icpnet.pl 18.09.04, 16:49
        podyskutujmy jeszcze...może niektórzy nauczą się w końcu liczyć.
      • Gość: Ula Re: najdłuższy wątek na F Studia IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.09.04, 17:28
        no własnie, drętwe było jakieś to forum, rachityczne, dopóki myśmy sie tu nie
        pojawili...
    • Gość: doktortraktor Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.autocom.pl 18.09.04, 16:53
      przeczytałem wszystkie listy z wątku, wszystkie prawie ciekawe, nawet jeśli
      przeważała w nich demagogia nad rzetelną dyskusją.temat mnie interesuje, bo w
      tym roku akademickim będę miał dość niestałe dochody(tłumacze książki i długo
      zawsze czekam na zapłatę).przez to koniecznością bedzie skromne życie.tylko jak
      skromne może ono być???? zdarza mi się często jesc na kolacje pare kromek
      chleba i kefir, to prawda, i nie jest mi z tym źle. są jednak
      wydatki "jedzeniowe" których nie można uniknąć, a które sprawiają ze życie
      staje się drogie.wyjascia do kawiarni: kiedy rozmawiam z promotorem doktoratu,
      nie pójdę z nim do mnie do domu na herbate:-)(no może czasem), tylko idziemy do
      jakiejs w miare zwyczajnej knajpy typu mercers albo coffee heaven.tam kosztuje
      to dyche.dużo spraw zalatwiam na miescie rozmawiając z ludzmi i musze duzo
      czasu spedzac w kawiarniach...siła rzeczy zostawiam tam troche
      grosza.........zbyt daleko idące ograniczenia w ogole w gre nie wchodzą


      i jeszcze jedna sprawa
      gotowanie wszystkiego samemu zabiera stanowczo zbyt wiele czasu.....
      pozdrawiam
      • amused.to.death Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? 18.09.04, 16:56
        > i jeszcze jedna sprawa
        > gotowanie wszystkiego samemu zabiera stanowczo zbyt wiele czasu.....

        Wiesz, jeśli będziesz chciał zrobić kaczkę z jabłkami, upiec własny chleb, etc. to faktycznie.
        W innych przypadkach nie.
        • Gość: doktortraktor Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.autocom.pl 18.09.04, 17:39
          nawet gotowanie makaronu z sosem to jakies pietnascie minut.+zmywanie rzecz
          jasna.no i trzeba pamietac o zakupach:-)zwykle zapominam, a jak sobie
          przypomnę, to jestem juz w domu i tylko podjadam współlokatorom:-)
          • Gość: mari.anna Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.icpnet.pl 18.09.04, 18:46
            wszystko zależy od organizacji czasu. Niektórzy to potrafią, inni nie. (I'm not complaining but there it is).

            > to jestem juz w domu i tylko podjadam współlokatorom:-)

            Wiem, że to miał być żart, ale...
            Kupę kasy traci się często przez wspólokatorów wyjadających z lodówki. Niestety wiem to z doświadczenia. Pamiętam też moją znajomą, która wyjeżdżając na weekend przynosiła wędlinę/ser/pasztet/dżem, który miała w lodówce do mojego mieszkania...bo inaczej po powrocie nic i tak nie miała.

            taaa...niektórzy umieją oszczędzac.
            • Gość: doktortraktor Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.autocom.pl 18.09.04, 19:13
              nie jestem aż taki zły. oni tez mi podjadają, kiedy nie kupią nic (bo nie mieli
              kasy, bo zapomnieli, bo maja ochote na taki ser jak ja mam akurat....).jestesmy
              w dobrych stosunkach i nie liczymy, kto co komu zjadł i za ile ani kto od kogo
              płyty przegrywa albo kto z czyjego kompa korzysta.po prostu jestesmy dla siebie
              zyczliwi!
              przed wakacjami oszczednosci na jedzeniu wzieły w łeb, kiedy pojawiły sie
              czeresnie.musze po prostu musze jesc je w duzych ilosciach.ale w wawie ładne
              czeresnie kosztowaly czasem nawet 6 zlotych za kilo, a ja codziennie zjadałem
              co najmniej 1.5kg(to nie zart:-)
              ---no i co ja mam ze sobą zrobić?:-)
              pozdrawiam
              • Gość: studentka Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.psi.ch 18.09.04, 19:14
                zglosic sie na szkole przetrwania do richelieu
                juz ona ci wybija z glowy te wielkopanskie fanaberie gowniarzu
                • Gość: doktortraktor Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.autocom.pl 18.09.04, 19:30
                  nie jestem gówniarzem.mam 26 lat.!!!!!!!!!(i już po studiach, a na
                  doktoranckich)
                  i to wcale nie są fanaberie.ja po prostu MUSZĘ tyle czereśni zjadać!!!!!

                  niech żyją czereśnie.
                  pozdrawiam.




    • Gość: studentka JESZCZE GARSTKA POMYSLOW IP: *.psi.ch 18.09.04, 17:03
      Na obiad idziemy na stolowke studencka. W Krakowie na wiekszosci stolowek mozna
      wziac zupe za darmo. Na ogol sa dwa rodzaje zup. Bez problemu mozna wziac dwa
      talerze i sprawe obiadu mamy rozwiazana.

      Na kolacje idziemy do duzego supermarketu i zatrzymujemy sie przy kazdej
      hostessie i degustujemy serki, pierozki itp. Wprawdzie nie sa to wielkie
      ilosci, ale kolacja wrecz powinna byc skromna.

      W ten sposob mamy 3zl na same sniadanka i mozemy poszalec. Buleczka, maselko,
      wedlina, pomidor, jogurcik, a nawet posklejane cukrem muesli ;).
    • magdzie student chyba nie ma lewych rączek i moze pojsc do 18.09.04, 17:38
      pracy...?!bo oprocz pieniazkow, ktore dostaje od rodzicow, badz stypendialnych
      etc. mozna znalezc prace, nawet na promocjach etc. az mi sie nie chce wierzyc w
      prawdziwosc tego, iz pracy nie ma lub jest tylko po tzw.'znajomosci'. zamiast
      na weekend do rodzinki proponuje rozne promocje, opeike nad dziecmi, korki, itd.

      tylko mnie nie zjedzcie jesli wg Was plote glupoty...jestem studentka ( dzienne
      studia)i pracuje i moge pozwolic sobie na b.duzo...
      • zaba_84 Re: student chyba nie ma lewych rączek i moze poj 18.09.04, 18:47
        Nie widzę sensu takiej dyskusji. Każdy wydaje tyle ile ma, lub tyle ile może
        wydać. Ktoś słusznie zauważył że pytanie brzmiało ile student WYDAJE. Sporo
        osób przywozi jedzenie z domu, dlatego reszta wydatków mieści się w kwocie ok.
        100zł. Tak też jest u mnie. Jestem w domu co tydzień, mama zwykle specjalnie
        dla mnie nie gotuje, po prostu przygotowuje więcej na obiad. Mam z tego zwukle
        3 posiłki. Przywożę też z domu rzeczy, których w Warszawie nie kupię, lub mi
        nie smakują (np. pieczywo, miód, domowe ciasto). O ile mogę żyć bez wędliny i
        mięsa kilka tygodni (nie lubię) tak nie mogę żyć bez codzienej butelki wody
        mineralnej. Na inne zbytki też wystarcza: czekoladę, owoce (nawet w zimie).
        Proponuję nie oceniać upodobań kulinarnych innych a za to pilnować własnych
        garów i portfeli.

        Aha, jeszcze jedno. Ktoś się przyepił, że co to za zupa bez wywaru z mięsa.
        Koszt 2 skrzydełek z kurczaka to 0.80zł. Taka ilość wystarczy na kilka talerzy
        pysznej zupy.
        • Gość: magdziorek Re: do wszystkich:) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.09.04, 21:34
          zaba_84 napisała:

          Każdy wydaje tyle ile ma, lub tyle ile może
          > wydać.
          No właśnie!!!!
          I nie wiem skąd ta cała kłótnia! Wszystko zaczęło się od moich 100 zł.Ja na
          prwdę tyle wydaję,bo tyle mam i tyle moge wydać. Uspokajam wszystkich
          zatroskanych stanem mojego zdrowia: wszystko ze mną ok:)Mam 4 ręce, 4 nogi i
          wyglądam bardzo dobrze.Choruję bardzo rzadko:)Mój żołądek też nie narzeka.
          Tak, prawie każdy weekend spędzam w domu i to co z niego przywożę, to efekt
          mojej wakacyjnej pracy na ogródku.Uspokajam przy tym Ulę;moja mama nie stoi
          dniami i nocami i nie przygotowywuje mi zapasów.Robię to sama latem,albo we
          wrześniu, a potem po prostu wyciagam ze spiżarni. Oczywiście są to jakieś
          kompoty(niskosłodzone:)),ogórki,papryka czy dżemy:)Żadne schabowe,żeby się ktoś
          nie oburzył:).Mogę sobie pozwolić na cotygodniowe powroty do domu,bo kosztuje
          to 4 zł w jedną stronę.I wyobraźcie sobie,że mogłam dostać się na studia
          praktycznie na każdy uniwersytet w Polsce i to bez egzaminów (olimpiada z
          polskiego:).Wybrałam Katowice,bo nie tylko są najbliżej, ale mamy na UŚu jedną
          z najlepszych polonistyk w kraju. I jakoś nie brakuje mi atmosfery Krakowa czy
          stlicy:)(Tamtejszych cen równiez:))
          Bardzo dotknęły mnie wypowiedzi Studentki i jej jadłospis na cały tydzień.Jeśli
          uważasz,droga Studentko,że pierogi ruskie i surówka ze słoika są poniżej
          ludzkiej godności, to jesteś co najmniej ignorantką i nie masz pojęcia o życiu.
          Mój obiad często tak wygląda i jakoś nie narzekam.Wręcz przeciwnie uwielbiam
          pierogi. I zastanów się, ilu ludzi stać na jedzenie,które wg ciebie jest zdrowe.
          Mam już dosyć czytania postów Uli na temat jedzenia w stołówkach (przy okazji,
          polecam stołówki na UŚu!!!).Jesteśmy w Unii Eurpoejskiej,ale do zachodu nam
          jeszcze baaaarrdzooo daleko. I może Warszawa już go dogania,ale z resztą Polski
          jest gorzej.Radziłabym wybrać się do jakiegokolwiek miasta chocby na Śląsku, to
          oczka się otworzą.Ale gdzie tam; pewnie byłoby to dla Ciebie, Ulo, nie do
          przeżycia(chyba,że już kiedyś byłaś, to zwracam honor,ale widać nic Cie to nie
          nauczyło).
          Co do pracy; zamierzam udzielać korepetycji, więc może będzie lepiej. Nie
          wiem,czy dodatkowe pieniądze wydam na jedzenie,bo to co jem teraz, w zupełności
          mi wystarcza. I nie odejmuję sobie jedzienia od ust,żeby mieć na kulturę:)
          Nie pamiętam już kto to powiedział,ale poczułam się bardzo dotknięta
          stwierdzeniem,że jeśli ktoś żyje za te nieszczęsne 100 zł,to musi być z
          rodziny patologicznej. To już było przegięcie!!!Moi rodzice są wspaniali!!!
          Nauczyli mnie, jak sobie radzić w życiu, nawet wtedy,kiedy jest pod górkę. I
          nauczyli mnie gotować;)Powiem szczerze,że współczuję niejakiemu studencinie,że
          jada obiady w restauracji, chociaż mieszka i studiuje w Warszawie i mógłby
          pewnie(chyba, że sie mylę)jeść je w domu.Wiele tracisz!Mało jest tak
          przyjemnych rzeczy,jak obiad w gronie rodziny,obojętnie,z czego zrobiono wywar
          na zupę.
          Dalsza dyskusja raczej nie ma sensu,bo uparci i tak nie dają się
          przekonać.Jesli was dziwi,że mozna przeżyć za niewiele,to albo jesteście w
          sytuacji komfortowej,albo niewiele wiecie o życiu. A robienie czegoś z niczego
          przynosi wiele satysfakcji:)
          I oststni wniosek z tej dyskusji.Niby żyjemy w tym samym kraju,ale kazdy w
          innym świecie. Widać jeden wspólny jest niemożliwy.
          Pozdrawiam!!!
          • Gość: Ula Re: do wszystkich:) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.09.04, 22:22
            OK, ale nie rób z siebie jakiejś głównej bohaterki tego wątku.

            I nie dyktuj innym, co mogą pisać, a czego nie.

            Moja wizja życia, studiowania i jedzenia znacznie bardziej mi odpowiada niż
            Twoja. Mam jechać do was uczyć się nędzy jaka panuje w Katowicach? Po co, jak
            ja wolę, byście ją zmienili? Mam się przystosować do tego, że dużo nam jeszcze
            do Europy brakuje? Po co, jak ja wolę tak zmieniać rzeczywistość, żeby nie
            brakowało?

            Pokora - to słowo, które Ty uwielbiasz, ja odrzucam. I to faktycznie nas dzieli.

            I jeszcze jedno:

            <I wyobraźcie sobie,że mogłam dostać się na studia
            praktycznie na każdy uniwersytet w Polsce i to bez egzaminów (olimpiada z
            polskiego:)>

            eee tam, jesteś finalistką olimpiady, a nie laureatką (zresztą słusznie, bo
            laureatka nie pisze "na ogródku" i "Ulo"). Tym samym na większość kierunków
            musiałabyś zdawać normalny egzamin.

            (Nie piszę tego by Cię pognębić, tylko żebyś jako przyszła polonistka
            wiedziała...)
            • Gość: Ula Re: do wszystkich:) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.09.04, 22:23
              I też cię pozdrawiam!
              • Gość: hm... Re: do wszystkich:) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.09.04, 22:37
                hm... masz 4 ręce 4 nogi i wyglądasz bardzo dobrze????

                Albo nie, nie będę się już o nic pytała, bo znowu się zacznie - jak z tymi 100
                zł i królową :)
                • Gość: magdziorek Re: do hm... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.09.04, 23:41
                  A to rzeczywiście głupstwo palnęłam:-)Oczywiście mam 2 ręce i 2 nogi,gdyby ktoś
                  się nie domyślił:)Głupio wyszło.Przepraszam za nieuwagę:)I dzięki:)
            • Gość: magdziorek Re: do wszystkich:) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.09.04, 23:05
              Gość portalu: Ula napisał(a):

              > OK, ale nie rób z siebie jakiejś głównej bohaterki tego wątku.
              Nie robię:)

              Moja wizja życia, studiowania i jedzenia znacznie bardziej mi odpowiada niż
              > Twoja.
              Przyznam,że Twoja jest kusząca,ale nei na każdą kieszeń:)

              Mam jechać do was uczyć się nędzy jaka panuje w Katowicach? Po co, jak
              > ja wolę, byście ją zmienili? Mam się przystosować do tego, że dużo nam
              jeszcze
              > do Europy brakuje? Po co, jak ja wolę tak zmieniać rzeczywistość, żeby nie
              > brakowało?
              Nie powiedziała,że nie zależy mi na zmianie rzeczywistości.

              jesteś finalistką olimpiady, a nie laureatką (zresztą słusznie, bo
              > laureatka nie pisze "na ogródku" i "Ulo"). Tym samym na większość kierunków
              > musiałabyś zdawać normalny egzamin.
              Przepraszam, nie sprecyzowałam, chodziło mi przede wsztstkim o polonistykę:)Za
              błędy nie muszę przepraszać.Nikt nie jest doskonały,a ja się dopiero uczę:)
              > (Nie piszę tego by Cię pognębić, tylko żebyś jako przyszła polonistka
              > wiedziała...)
              Dziękuję za troskę:)
              • Gość: magdziorek Re: poprawa poprzedniego postu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.09.04, 23:27
                Muszę tylko zaznaczyć,które wypowiedzi są moje,a które Uli, bo zarzuci mi,że
                komisja olimpijska się pomyliła przyznając mi tytuł finalistki:);tak więc
                wypowiedzi Uli będą w cudzisłowie:)

                Gość portalu: Ula napisał(a):

                "> OK, ale nie rób z siebie jakiejś głównej bohaterki tego wątku."
                Nie robię:)

                "Moja wizja życia, studiowania i jedzenia znacznie bardziej mi odpowiada niż
                > Twoja."
                Przyznam,że Twoja jest kusząca,ale nie na każdą kieszeń:)

                "Mam jechać do was uczyć się nędzy jaka panuje w Katowicach? Po co, jak
                > ja wolę, byście ją zmienili? Mam się przystosować do tego, że dużo nam
                jeszcze
                > do Europy brakuje? Po co, jak ja wolę tak zmieniać rzeczywistość, żeby nie
                > brakowało?"
                Nie powiedziałam,że nie zależy mi na zmianie rzeczywistości.

                "jesteś finalistką olimpiady, a nie laureatką (zresztą słusznie, bo
                > laureatka nie pisze "na ogródku" i "Ulo"). Tym samym na większość kierunków
                > musiałabyś zdawać normalny egzamin."
                Przepraszam, nie sprecyzowałam, chodziło mi przede wsztstkim o polonistykę:)Za
                błędy nie muszę przepraszać.Nikt nie jest doskonały,a ja się dopiero uczę:)

                "> (Nie piszę tego by Cię pognębić, tylko żebyś jako przyszła polonistka
                > wiedziała...)"
                Dziękuję za troskę:)
                • Gość: lilka Re: poprawa poprzedniego postu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.04, 09:00
                  Ula - jesli pierogi uznajesz za nedze i pokore to jestes po prostu glupia.

                  Magda - daj spokoj. jestes ok, zupelnie normalna i jak najbardziej w porzadku.
                  nie daj soba pomiatac, bo nie o to tu chodzi. wdajesz sie w dyskusje z kims kto
                  nie ma pojecia jak wyglada prawdziwe zycie i jeszcze sie z tego tlumaczysz. po
                  co? przeciez nie musisz. mnie stac byloby codziennie na pizze i wielkie lody z
                  polewa karmelowa, ale wybieram pierogi i tym podobne, bo zostalam nauczona
                  dokonywac wyborow w zyciu. i na szczescie ani ja ani Ty nie musismy sie z tego
                  tlumaczyc. to czego tu jestesmy swiadkami to zwykla proba prowokacji (co dziwne
                  udana) ze strony Uli, czy tam innej Studentki.
                  nie wiem jak mozna zaprezentowac tak niski poziom jak Studentka. bylo mi wstyd
                  i bylam zazenowana, czytajac ten "tygodniowy jadlospis" - uwazam panno Studento
                  ze jestes zalosna i grubo przesadzilas. obys nigdy z 600 zl nie musiala
                  utrzymac siebie, meza i dziecka... bo i tak w zyciu moze sie zdarzyc. wytlumacz
                  mi jednak jak osoba - wydawaloby sie na poziomie - studiujaca, mloda, pewnie
                  inteligentna moze w taki sposob wypowiedziec sie na temat osob mniej zamoznych?
                  • Gość: studentka Re: poprawa poprzedniego postu IP: *.psi.ch 19.09.04, 09:53
                    Doprawdy nie rozumiem, co jest zenujacego w tygodniowym jadlospisie za
                    3zl/dziennie? Jestes troche niekonsekwentna. Krzyczycie tutaj, ze mozna za 3zl
                    dziennie, a jak ktos podejmie wyzwanie ulozenia jadlospisu za taka sume, to
                    nagle wszystkie czujecie sie urazone??

                    Na temat osob mniej zamoznych sie nie wypowiadalam - jedynie na temat osob
                    probujacych narzucic innym swoja wizje zycia za 3zl i zagladajacych do cudzych
                    portfeli. Jesli tego nie zrozumialas, to nie mamy o czym dyskutowac.
          • Gość: studentka Re: do wszystkich:) IP: *.psi.ch 19.09.04, 09:47
            > Bardzo dotknęły mnie wypowiedzi Studentki i jej jadłospis na cały
            tydzień.Jeśli
            >
            > uważasz,droga Studentko,że pierogi ruskie i surówka ze słoika są poniżej
            > ludzkiej godności, to jesteś co najmniej ignorantką i nie masz pojęcia o
            życiu.
            >
            > Mój obiad często tak wygląda i jakoś nie narzekam.Wręcz przeciwnie uwielbiam
            > pierogi. I zastanów się, ilu ludzi stać na jedzenie,które wg ciebie jest
            zdrowe

            Nie rozumiem, dlaczego Cie dotknal jadlospis na caly tydzien ani skad wzielas
            teze, ze uwazam, ze jedzenie pierogow z surowka jest ponizej ludzkiej godnosci.
            Przedstawilam po prostu, co mozna kupic za 3 zl dziennie. Zreszta z tego, co
            teraz napisalas, wynika, ze nie musisz jesc za 3zl dziennie, skoro co weekend
            jestes w domu i jeszcze stamtad przywozisz zapasy, czyli tak jak podejrzewalam
            teksty o wyzywieniu za stowe miesiecznie mozna miedzy bajki wlozyc. Dziekuje,
            ze to wlasnie potwierdzilas.
            • Gość: magdziorek Re: do wszystkich:) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.04, 10:12
              Chyba nie przeczytałaś dokładnie całego wątku,bo napisałam to już dużo
              wcześniej.Ty chyba również jadasz w Warszawie, a tam rzeczywiscie za 3 zł na
              dzień raczej nie dałoby się przeżyć.
              A Lilka ma absolutną rację. Z Tobą czy z Ulą nie warto dyskutować,bo widać cos
              takiego jak problemy finansowe to czysta abstrakcja i nijak nie da się was
              przekonać.
              I pozdrowienia dla Lilki:)
              • studencina999 drobny wtręcik 19.09.04, 11:08
                Znów pozwolę sobie zaznaczyć, że nie ma szans na godziwą zapłatę ten, kto
                zamiast pracować siedzi całymi dniami na necie i narzeka, że mu źle, ponieważ
                inni zarabiają więcej.
                Pozdrawiam
                • Gość: do Uli Re: drobny wtręcik IP: *.net 19.09.04, 11:28
                  Piszesz:

                  "Mam jechać do was uczyć się nędzy jaka panuje w Katowicach? Po co, jak
                  > ja wolę, byście ją zmienili? Mam się przystosować do tego, że dużo nam
                  jeszcze
                  > do Europy brakuje? Po co, jak ja wolę tak zmieniać rzeczywistość, żeby nie
                  > brakowało?
                  Nie powiedziała,że nie zależy mi na zmianie rzeczywistości."

                  No my też chcemy mieć tę forsę na jogurty,napisz konkretnie jak ją zarobić.Do
                  południa muszę być na uczelni-laboratoria itp.Na kasie w supermarkecie też już
                  miejsc nie ma.Jak Ty zarabiasz?
                  • studencina999 Re: drobny wtręcik 19.09.04, 12:23
                    Domyślam się, że post nie był skierowany do mnie, ale odpowiem, powtarzając się
                    po raz n-ty: nie czekaj aż ktoś Ci powie, gdzie leżą pieniądze. Znajdź je
                    samodzielnie.

                    Najłatwiej siedzieć na tyłku i kwękać, że jest ciężko. Ale niestety, celu
                    osiągniecia pożądanych efektów należy tenże tyłek czasem podnieść i nie czekać,
                    aż ktoś paluszkiem pokaże pracę, tylko się o nią samemu postarać.
                    • Gość: lilka Re: drobny wtręcik IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.04, 12:37
                      tratatata

                      a ja pracuje i tak czy siak nie wydam 300zl na zarcie, mimo ze pewnie bym
                      mogla. tym bardziej nawet! skoro wiem jak to jest zarabiac, to logiczne chyba
                      ze nie zachowuje sie jak odmozdzona pannica z pieniazkami od starych...
                      • Gość: studentka Re: drobny wtręcik IP: *.psi.ch 19.09.04, 13:34
                        a ja pracuje i tak czy siak nie wydam 300zl na zarcie, mimo ze pewnie bym
                        > mogla. tym bardziej nawet! skoro wiem jak to jest zarabiac, to logiczne
                        chyba
                        > ze nie zachowuje sie jak odmozdzona pannica z pieniazkami od starych...

                        BUHAHAHAHAAA
                        Kolejna lale boli, ze niektorzy maja dobra sytuacje finansowa, sa w czasie
                        studiow utrzymywani przez rodzicow i maja tzw. dobry start. Ciekawa teoria
                        ktora zaklada, ze wydawanie pieniedzy od rodzicow jest rownoznaczne z
                        odmozdzeniem.
                        Zycze duzo zdrowia, bo na rozum to juz chyba troche za pozno.
                        • Gość: Richelieu* kolejną lalę i kolejną niunię IP: 195.117.90.* 19.09.04, 13:58
                          liczba epitetów, którymi obrzucasz wszystkich po kolei dawno przekroczyła
                          liczbę argumentów

                          mimo tego, że użytkownikowi coś tam się wydaje, napiszę. Bądź dorosłą
                          dziewczyną, a nie dzieckiem obrzucającym piaskiem, bo niczym innym nie potrafi.
                          I mówię to jako user, w obronie tych wszystkich, których od 2 dni wyzywasz.
                          Masz kontrargument to go powiedz, ale nie akcetuj tego niuniami i lalami bo tym
                          samym Twój argument zdatny jest do kosza, bo dotknięty adresat nie przeczyta go.
                          • wegetujaca.vegeta Re: kolejną lalę i kolejną niunię 19.09.04, 14:00
                            Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

                            > liczba epitetów, którymi obrzucasz wszystkich po kolei dawno przekroczyła
                            > liczbę argumentów

                            wydaje mi sie ze lala to byla reakcja na "odmozdzona pannice z pieniazkami od
                            starych". rozumiem, ze osobom myslacym tak jak ty, wolno innych obrazac.
                            • Gość: Richelieu* Re: kolejną lalę i kolejną niunię IP: 195.117.90.* 19.09.04, 14:12
                              ale czy wszyscy stosują epitety w stosunku do studentki?
                              Na przykład ja, dla pociągnięcia dyskusji do absurdalnego już rozmiaru,
                              tłumaczę tym, którym nie da się wytłumaczyć bez użycia żadnego epitetu tak, aby
                              dyskutant nie stracił ochoty do dyskusji.
                              Studentka zaś używa wszystkiego, łącznie z niuniami, lalami, odwołuje się do
                              INTELEKTU (podkreślone dużymi literami) i na godzinę 14, 19 września jest
                              najbardziej zdenerwowaną osobą w tym wątku.

                              A zdenerwowanie jest proporcjonalne do liczby osób popierających, negocjacje
                              więc powinny mieć miejsce przy udziale kilku osób, bo nie daj boże zostaniemy
                              sami ze swoimi poglądami i wtedy klops. ZAczną rządzić epitety.
                              Na podstawie tej dyskusji, mam nadzieję, że jeszcze będzie ze 100 postów, dobry
                              artykuł można napisać. hehe
                              • Gość: :DDDDDDD Re: kolejną lalę i kolejną niunię IP: *.pl / 217.197.72.* 19.09.04, 14:21
                                Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

                                > ale czy wszyscy stosują epitety w stosunku do studentki?
                                > Na przykład ja, dla pociągnięcia dyskusji do absurdalnego już rozmiaru,
                                > tłumaczę tym, którym nie da się wytłumaczyć bez użycia żadnego epitetu tak,
                                aby
                                >
                                > dyskutant nie stracił ochoty do dyskusji.
                                > Studentka zaś używa wszystkiego, łącznie z niuniami, lalami, odwołuje się do
                                > INTELEKTU (podkreślone dużymi literami) i na godzinę 14, 19 września jest
                                > najbardziej zdenerwowaną osobą w tym wątku.
                                >
                                > A zdenerwowanie jest proporcjonalne do liczby osób popierających, negocjacje
                                > więc powinny mieć miejsce przy udziale kilku osób, bo nie daj boże zostaniemy
                                > sami ze swoimi poglądami i wtedy klops. ZAczną rządzić epitety.
                                > Na podstawie tej dyskusji, mam nadzieję, że jeszcze będzie ze 100 postów,
                                dobry
                                >
                                > artykuł można napisać. hehe
                                ___________________________________________________________

                                o co ci chodzi słonko?
                                • Gość: Richelieu* Re: kolejną lalę i kolejną niunię IP: 195.117.90.* 19.09.04, 14:45
                                  o to że jesteś ślicznym królikiem doświadczalnym
                                  • Gość: Azi Re: kolejną lalę i kolejną niunię IP: 195.116.133.* 19.09.04, 14:51
                                    najsmieszniejsze w tym wszystkim jest to, ze kazdy z was zrobilby tak samo jak studencina999. Bez wahania podjelibyscie dobrze platna prace u ojca, gdyby byla taka mozliwosc...
                                    • amused.to.death Re: kolejną lalę i kolejną niunię 19.09.04, 14:53
                                      Ja nie mówię, że nie - wprost przeciwnie. Bardzo chętnie pracowałabym z własną rodziną.
                                      Niestety, nie ta działka.
                                    • eirenne Re: kolejną lalę i kolejną niunię 19.09.04, 15:15
                                      Z rodziną dobrze się wychodzi tylko na zdjęciach- znasz to? :-D
                                      Więc niekoniecznie praca u taty to gwiazdka z nieba:) Ja bym nie chciała:)
                            • Gość: laluś bez mózgu Re: kolejną lalę i kolejną niunię IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.04, 14:28
                              Zastanawiam się po co Ty i inne dziewczyny się tu wypowiadacie. Szkoda na to
                              czasu. Szkoda czasu na wiszenie w necie, jest piękna pogoda. Kto normalny
                              spędza cały dzień w inernecie??? To miejsce dla frustratów. A miernoty niech
                              dalej walczą o równą nędzę dla wszystkich.
                          • Gość: STUDENTKA Re: kolejną lalę i kolejną niunię IP: *.psi.ch 19.09.04, 18:59
                            Ciekawe, ze przeszkadzaja ci lale i niunie, natomiast odmozdzone pannice,
                            rozpuszczone dzidziusie i wpierdalanie dupiastych jogurcikow zupelnie cie nie
                            razi i nie robisz glupich uwag w stosunku do wypowiadajacych te okreslenia
                            osob.
                            Nie chce nawet sugerowac, ze to dlatego, ze przypadkiem maja one identyczne co
                            ty zdanie na omawiany tutaj temat...
          • wegetujaca.vegeta droga magdziorku 19.09.04, 12:40
            przeczytalam cala dyskusje. nikt nie krytykuje tutaj ciebie ani osob
            niezamoznych. cala dyskusja rozgorzala glownie pod wplywem wpisow typu: "nie
            wiem jak bardzo rozpuszczonym trzeba byc zeby na koszt rodzicow obzerac sie
            codzien dupiastym jogurcikiem, jak za cene jednego takiego gowienka mozna
            ugotowac garnek zupy :]", komentarzy richelieu o tym, ze trzeba zyc
            skromnie, "trzymac kase" i zyc pokornie, oraz jej komantarzy o lenistwie osob,
            ktore nie musza liczyc kazdego grosza. otoz kazdy zyje z tych pieniedzy jakie
            ma. jesli rodzice sa w dobrej sytuacji finasowej, moga i chca dac dziecku
            wiecej to nie widze powodu, dlaczego mieliby tego nie robic. jak rowniez nie
            widze powodu, oprocz zawisci, dla ktorej nalezy takie osoby wyzywac od leni,
            rozpouszczonych bachorow i pouczac je, ze powinny oszczedzac. widze, ze
            niektorzy uwazaja, z trudne warunki "hartuja ducha" i ten komu rodzice pomagali
            wiecej nie poradzi sobie z zyciu. znam osoby, ktore na studiach byly
            utrzymywane przez rodzicow i wiekszosc z nich znalazla dobra prace. oczywiscie,
            jesli rodzice sa biedny, to nie daja bo nie moga ale nikt tego nie krytykuje.
            kwestia przezycia za 100 zl miesiecznie, slusznie ci zarzucono, ze nie
            uwzglednilas wekendow w domu, poniewaz to co tam jesz tez kosztuje. a jeszcze
            smieszniejsze, jak u facecji, gloszenie teorii o rozpuszczonych bachorach
            objadajacych rodzicow i jezdzenie do domu na wyzerke. czyli rodzic daje
            pieniadze i ja kupuje jogurt-zle, jem w domu jogurt wyciagniety z lodowki
            rodzicow-dobrze.
            co do menu za 3,33 zl przekonaly mnie przepisy, ze tak sie da zyc jesli trzeba.
            ale nie przekonaly mnie, ze to jedzenie jest smaczne. w mojej wersji te zupy
            zawieraja nieco wiecej skladnikow no i nie uwazam vegety za smaczna przyprawe.
            wiem, ze sa ludzie ktorzy jej glownie uzywaja, moim zdaniem to analfabetyzm
            kulinarny (i tu sie nie roznia niczym od amatorow mcdonalda). moze juz jestem
            ropuszczona, bo od kilku lat pracuje. na studiach mialam mniejszy budzet, wiec
            zylam skromniej niz teraz ale teraz nie musze i ... ciesze sie z tego. nie
            zamierzam jesc jogurtu od swieta skoro lubie go jesc codziennie. na "okazje"
            znam bardzioej wyrafinowane potrawy.
            600zl na rodzine- wiem, ze taka jeste sytuacja wilelu polskich rodzin. ale nie
            wmawiajcie mi prosze, ze te rodziny zyja jak "krolowie".
            • studencina999 jak być bogatym? krótki poradnik 19.09.04, 14:37
              Nie wisieć cały dzień w necie i poszukać roboty.

              Powodzenia!
              • Gość: Richelieu* Re: jak być bogatym? krótki poradnik IP: 195.117.90.* 19.09.04, 14:44
                Ty jej szukać nie musiałeś więc się na szukaniu roboty nie znasz
                • studencina999 r o t f l 19.09.04, 14:48
                  Ja jestem dobry w tym co robię, inaczej nie zatrudniono by mnie nawet, gdybym
                  był papieżem. Jedna moja pomyłka może sporo kosztować, a na to sobie żadna
                  normalnie pracująca firma nie pozwoli.

                  A poza tym życzę powodzenia w dalszej twórczości na temat ciężkiego losu
                  biednej studentki, która niestety całą energię spożytkowała na siedzenie w
                  internecie i nie miała siły iść do pracy :-)
                  • Gość: aaaaaaaaaaaa Re: r o t f l IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.04, 15:43
                    Dlaczego on miałby nie pomagać tacie w interesie? Czy to jakaś hańba, że
                    pracuje u rodziców? Przeciez to normalne, że jesli mielibyście wybór pomiędzy
                    obcą osobą a swoim dzieckiem to wybralibyście dziecko.Przez to daje mu lepszy
                    start i doświadczenie. Nie chce nic mówić, ale są rodzice którzy wydają tyle
                    kasy dzieciom które nic nie robia !!!!!!
                    • Gość: Richelieu* Re: r o t f l IP: 195.117.90.* 19.09.04, 16:35
                      oczywiście, że większość rodziców zatrudni swoje wykształcone dziecko niż
                      wykształconego obcego. Sęk tkwi w sumie jaką zarabia. Czy faktycznie to jego
                      praca jest wyceniona na 5000 czy może bycie synem. Może lwią część tej sumy
                      stanowi właśnie kieszonkowe, bo obcemu na tym samym stanowisku Ojciec studenta
                      nie zapłaciłby. 5 tys to bardzo duża suma, którą dostają dziś wysokiej klasy
                      specjaliści, a nie chłopak, który w trakcie studiów pomaga Ojcu budować
                      rodzinny interes.
                      • Gość: prorcje rosolowe Re: r o t f l IP: *.pl / 217.173.202.* 19.09.04, 16:59
                        widzę, że bardzo boli cię że niektórzy zatrudniają u siebie swoich krewnych.
                        cóż taki już jest i nic na to nie poradzisz. z resztą sama pisałaś, że twój
                        tata też załatwił ci pracę, a że jest robotnikiem na budowie, więc praca była
                        jaka była....
                        spójrz na przypadek studenciny z innej strony: facet zatrudniając dzieciaka
                        robi niezły interes - i tak musiałby mu dawać kasę na utrzymanie, a ponadto
                        zatrudnić kogoś obcego suma sumarum wyszłoby tyle samo, albo drożej. z resztą
                        jak młody zajmie się robotą nie będzie miał czasu szlajać się całymi nocami po
                        knajpach, więc jest w tym także sens pedagogiczny.
                        słusznie ktoś napisał, że niektórzy rodzice dają tyle samo kasy swoim dorosłym
                        pociechom od tak po prostu i nie wymagają od nich by cokoliwek robiły w zamian
                        za tę pomoc.
                        • mieszczanka_lucyna here I go again 19.09.04, 17:02
                          uważam że nieporadne miernoty którym się nie udało po prostu zazdroszczą
                          ludziom sukcesu

                          dla jedych cafe latte, a dla innych zapiekanka z rybich łbów i kaczych łap
                          • dyrektor_tadeusz Re: here I go again 19.09.04, 17:05
                            My z żoną często bywamy w dobrych restauracjach i nie WYOBRAŻAM sobie, żeby
                            jeść takie ohydne pseudojedzenie! Zarabiam 10 tys. euro miesięcznie
                            • mieszczanka_lucyna Re: here I go again 19.09.04, 17:06
                              ja chodzę z moim mężem na wystawy i jeszcze oprowadzamy znajomych - za darmo,
                              ale potem zapraszają nas na szarlotkę
                              • dyrektor_tadeusz Re: here I go again 19.09.04, 17:09
                                Wiesz Lucyno, wystawne życie osób na stanowisku to podstawa. Ale te prostaczki
                                tego nigdy nie zrozumieją. Pozdrawiam serdecznie z pięknego miasta Wro.
                                • mieszczanka_lucyna Re: here I go again 19.09.04, 17:11
                                  oczywiście a teraz oddalam się w celu zgłębiania książki nt ludów południowej
                                  Polski w XVI wieku - mój mąż kupił ją na wyprzedaży za 89.99 zł
                                  • Gość: aha Re: here I go again IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.04, 17:16
                                    taa jasne i dlatego ze stac was na wszelkie rozrywki, pojscie do kina, teatru,
                                    ba na wyjazd tak o na weekend np do pragi to wy akurat spedzacie weekend na
                                    necie czytajac forum "studia"... ;D
                                    • dyrektor_tadeusz Re: here I go again 19.09.04, 17:24
                                      Nie powinienem się tłumaczyć byle komu, ale niech ci będzie. Szukałem
                                      informacji na temat studiów dla żony (chodzi o uczelnię we Wrocławiu).
                                      Przypadkowo przeczytałem ten wątek. Śmieszne. Nie pozdrawiam.
                                • amentia Re: here I go again 20.09.04, 21:13
                                  Żeby żyć wystawnie i na poziomie to trzeba mieć klasę, żeby nie wygolądać jako
                                  nowobogackie zero.
                        • Gość: Richelieu* Re: r o t f l IP: 195.117.90.* 19.09.04, 17:16
                          ależ to nie jest komentarz do faktu, że 5 tys to pensja specjalisty a nie
                          studenta dorabiającego u Rodzica
                          owszem, jest pedagogiczne, tak samo jak pedagogiczna była Dulska zatrudniając
                          Hankę by se Zbyszek pobzykał w domu, a nie w knajpach gdzie bywają podejrzane
                          typy i nie daj bóg ktoś z wielce sanowanych go tam zobaczył
                          tak mi się ten punkt skojarzył ;)

                          a poważnie, jaka to pedagogiczność gdy wychowuje się syna w przekonaniu, że za
                          pracę dostaje się tyle pieniędzy, a każdy kto zarabia poniżej tysiąca to
                          nieudacznik
                          • Gość: łaopatą do głowy Re: r o t f l IP: *.pl / 217.173.202.* 19.09.04, 17:28
                            > ależ to nie jest komentarz do faktu, że 5 tys to pensja specjalisty a nie
                            > studenta dorabiającego u Rodzica

                            tłumacze ci przecie, że ta pensja w sumie i tak pewnie mniejszy wydatek dla
                            rodzica, aniżeli pensja + utrzymanie dzieciaka (nawet jeśli dzieciak tylko
                            odbiera telefony)
                            przecież jeśli oni są zamożni nie będą wymagać od syna żeby utrzymywał się za 5
                            zł dziennie, nie rozumiesz tego???
                            co do specjalisty to skąd możesz wiedzieć jakie obowiązki ma studencina i jakie
                            kwalifikacje??? już ci ktoś napisał, że w niektórych firmach studenci na
                            praktykach zarabiają 3 - 4 tys. i naprawde tak jest, a że tobie się to nie
                            mieści w łepetynie to ja już nic nie poradzę.
                            nie wiem, czy to że ty zyjesz w nędzy jest sprawiedliwe i nie mnie to oceniać,
                            nie tobie również oceniać czy zarobki iksinskiego są sprawiedliwe.
                            • wegetujaca.vegeta Re: r o t f l 19.09.04, 17:42
                              > przecież jeśli oni są zamożni nie będą wymagać od syna żeby utrzymywał się za
                              5
                              >
                              > zł dziennie, nie rozumiesz tego???

                              a dlaczego nie? niech sie chlopak zycia uczy! tylko dlaczego dopiero na
                              studiach? to trzeba zaczac juz w dziecinstwie, niech rodzice jedza na sniadanie
                              jogurcik a bachory sucha bulke, bo jeszcze nie zarabiaja na siebie.
                              • ecziwment Re: r o t f l 19.09.04, 17:45
                                Uwazam ze wiekszosc zer jaka tu pisze powinna do konca zycia zachrzaniac o
                                suchej bulce i jogurcie poniewaz sa nikim.
                              • eirenne Re: r o t f l 19.09.04, 17:46
                                Przez demagogiczny bełkot sprowadzacie dyskusję na manowce. Szkoda czasu...
            • facecja Re: droga magdziorku 19.09.04, 18:51
              jak u facecji, gloszenie teorii o rozpuszczonych bachorach
              > objadajacych rodzicow i jezdzenie do domu na wyzerke. czyli rodzic daje
              > pieniadze i ja kupuje jogurt-zle, jem w domu jogurt wyciagniety z lodowki
              > rodzicow-dobrze.

              podaj linka do takiego stwierdzenia - to po pierwsze
              po drugie - mówimy tu o wydawaniu pieniędzy na życie studenckie - zauważ, że
              osoby mające stypendium i kredyt i utrzymujące się tylko z tego, jeżdżąc do
              domu nie muszą płacić ani za zużytą wodę podczas mycia, ani za skorzystanie z
              łóżka, ani za jedzenie.

              a magdziorek napisała, że bywa w domu i stamtąd przywozi jedzenie - chociazby
              przetwory, natomiast na resztę wydaje 100zł.

              zatem
              "wegetujaca.vegeta napisała:

              > przeczytalam cala dyskusje. " tez można między bajki włożyć, bo widać czytasz
              na wyrywki
              • studencina999 hmmm 19.09.04, 18:59
                Uważam że dyskusja ze śmieciami, które atakują człowieka tylko dlatego, że ma
                lepiej, jest pozbawiona sensu. Jeśli ktoś chce być zerem, to ma prawo nim być,
                ale niech nie równa do siebie. Miernoty i beztalencia powinno się likwidować
                ponieważ obciążają budżet wiecznymi prośbami o zasiłki. Niestety, rozmnażają
                się również w większym tempie, bo nie stać ich na środki antykoncepcyjne. A mi
                się nie chce łożyć na cudze pomioty. Niech się parzą, mnożą i zdychają we
                własnym tyglu, żrąc tanie zupki z gołębich skrzydeł. Ja idę do restauracji na
                suflet z bakłażana i wino, żegnam państwa.
                • Gość: studentka Re: hmmm IP: *.psi.ch 19.09.04, 19:02
                  milego wieczoru zatem :) jak wrocisz napisz moze, w jakiej knajpie byles i czy
                  warto ja odwiedzic :)
                • Gość: Richelieu* dyskutanci to śmiecie według studenciny IP: 195.117.90.* 19.09.04, 19:22
                  przeginasz nazywając dyskutantów śmieciami
                  przeginasz nazywając dyskutantów zerami
                  przeginasz nazywając dyskutantów miernotami i beztalenciami
                  przeginasz równo we wszystkim

                  byś się wstydził, wyśmiewając biednych czy uboższych, wyśmiewając 90% Polaków
                  żyjących za średnią krajową i mniejszą



                  • Gość: studentka Re: dyskutanci to śmiecie według studenciny IP: *.psi.ch 19.09.04, 19:28
                    Posluchaj niuniu

                    W momencie kiedy ci biedniejsi przeginaja nazywajac innych dyskutantow
                    odmozdzonymi pannami lub rozpieszczonymi dzidziusiami, to nie reagujesz (i
                    slusznie, bo nie na tym polega twoja rola), wiec przystopuj moze troche z tymi
                    kazaniami.

                    P.S. nie bede ci przypominac twoich chamskich postow z mody, kiedy bluzgalas
                    na jednego dyskutanta w o wiele gorszy sposob niz robimy to ja lub studencina
                  • Gość: studentka Re: dyskutanci to śmiecie według studenciny IP: *.psi.ch 19.09.04, 19:34
                    ALe jesli ktos klepie biede i zyje w nedzy i nie probuje zrobic nic, aby to
                    zmienic, tylko godzi sie na taki los i dorabia do niego ideologie, to chyba
                    jest w pewnym stopniu miernota i beztalenciem, nieprawdaz? Ewentualnie mozemy
                    w ramach kompromisu uznac, ze to masochista.

                    Gdyby byl zdolny, albo chociaz pracowity i przedsiebiorczy, zrobilby wszystko,
                    zeby zmienic swoje polozenie i udaloby mu sie to. Dobrej pracy nie brakuje
                    (jak nie w Polsce, to w innych krajach)
                • Gość: kszysiu Re: hmmm IP: 61.144.23.* 19.09.04, 20:23
                  brawo!!! "STUDENCINO" !!! ;DDD sluchajcie jej wszyscy! dobrze godo! poloc jej !
                  w koncu to nie ich wina , ze sa jacy sa... wiec ja bym ich pozabijal ;>>> a
                  moze rozprawimy sie od razu z innym elementem? spalic bezdomnych, kastrowac
                  ojcow wielodzietnych rodzin albo oddawac smarkaczy na eksperymenty, niech na
                  siebie zarobia. starcow, niedorozwinietych, i innych leworecznych zrzucac ze
                  skal. nikt w koncu nie bedzie na nich harowal, nikt im nie kaze zapieprzac przy
                  lopacie, ale moga dziergac swetry, nie? swiat nalezy do 'ofiar' okolicznosci!,
                  a wiec radujmy sie, bo pod rzadami wy[b/p]ranych przyjdzie nam dogorywac.
                • Gość: zuzka Re: hmmm IP: *.przemet.sdi.tpnet.pl 20.09.04, 20:56
                  Nie żyjemy już w czasach powszechnej radości społecznej, kiedy wszyscy byli
                  równi, a ewentualnym śmieciem intelektualista, czyli wróg systemu. Geniuszami
                  byli ci, którzy tworzyli coś dla ludu i walczyli o miano przodownika pracy.
                  wszyscy byli tak zapracowani że się system rozwalił. Więc z jaką wielką ideą
                  wychodzisz na przeciw ludzkości? Co masz nam do zaoferowania? Niech Cię tylko
                  czasem głowka nie boli, że się na "pomioty" wykosztujesz, bo z takimi
                  postępowymi poglądami to daleko nie zajdziesz.
    • Gość: malgorzata Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: 129.129.138.* 20.09.04, 14:44
      • Gość: malgorzata za wczesnie sie wyslalo IP: 129.129.138.* 20.09.04, 14:56
        Przeczytalam caly watek i zastanawiam sie, w jakim my kraju zyjemy, ze
        uznajecie za normalna sytuacje, kiedy trzeba sie najesc za 100zl miesiecznie i
        jeszcze w chamski sposob wyrazacie sie o innych, ktorzy nie musza dokonywac
        takich wyczynow i maja lepsza sytuacje materialna.

        Jesli ktos naprawde zyje w takiej nedzy, to powinien chyba poszukac jakiejs
        pracy (korki, sprzatanie, promocje w hipermarketach, zbieranie truskawek za
        granica - cokolwiek), zanim sie powaznie rozchoruje z niedozywienia.
        Zaproponowane przez niektore z was przepisy na zupy, nalesniki itp. sa smiechu
        warte. Radze zaopatrzyc sie w jakas ksiazke kucharska i przeczytac, jak(z
        jakich skladnikow) powinno sie przygotowywac smaczne posilki.

        Jasne, ze mozna opychac sie chlebem, makaronem i przecierem pomidorowym
        rozbeltanym z woda, ale jak dlugo? I po co przy okazji krytykowac wszystkich,
        ktorzy staraja sie odzywiac racjonalnie?

        Ula w kwestii stolowek studenckich masz moje pelne poparcie.

        Pozdrawiam wszystkich myslacych.

        P.S. Przy okazji tzw.porcje rosolowe to najgorszy chlam, jaki mozna sobie
        wyobrazic; rosolek radze gotowac na skrzydelkach lub podudziach.
        • Gość: zuzka Re: IP: *.przemet.sdi.tpnet.pl 20.09.04, 20:40
          Zgadzam się, że należy odżywiać się racjonalnie i świadomie, dzięki czemu można
          czasem zaoszczędzić a innym razem trzeba dołożyć, dlatego jakoś nie wierzę, że
          jedna osoba potrafi się wyżywić za 100 zł, nie przypłącajac tego własnym
          zdrowiem. Co innego gdy gotuje się w wielkim garze dla całej rodziny to na
          jednego osobnika może i wyjdzie 100 zł. Moja koleżanka aby nie prowadzić życia
          dumnego ascety zrobiła sobie rok przerwy, zarobi na utrzymanie się i za rok
          podejmie dalszą edukację. Uważam, że to sensowne rozwiazanie, chociaż pewnie
          trochę przykre gdy trzeba ciężej od innych pracować aby osiągnać pewien
          standart.
          • agnieszeeek Re: 24.09.04, 17:31
            korepetycje rosyjski planetaga@poczta.fm
            • Gość: Richelieu* Re: IP: 195.117.90.* 24.09.04, 17:35
              a Ty tu co jak filip z konopii z tymi korepetycjami? na to są fora prywatne
              • Gość: Ally Re: IP: *.okaryny.met.pl / 217.153.134.* 26.09.04, 17:06
                U mnie jest tak:
                550 zł na mieszkanie (wynajem) i rachunki (gaz, prąd, net)
                100 zł na komórkę i bilet miesięczny
                400 zł na jedzenie, chemię i kosmetyki
                120-150 zł na przyjemności - kino, książki, prasa, czasem jakieś żarcie na
                mieście
                150 zł na ciuchy - oczywiście nei kupuję czegoś co miesiąc, zwykle jest tak, że
                co 3-4 miesiące kupuję sobie np. 2-4 rzeczy do ubrania.
                Odkładam ok. 100 zl miesięcznie
                Razem:ok. 1450 zł.
                Żródło: praca na 3/4 etatu - codziennie od 16 do 21 (1200 zł)plus korepetycje -
                każda sobota po 2 godziny zegarowe - dodatkowe 280 zł.
                Jest mi o tyle lżej, że mieszkam z narzeczonym i wydatki mieszkaniowo-kulinarne
                zawsze wychodzą taniej jak się dzieli je na dwie osoby. Poza tym to już mój
                drugi kierunek studiów więc trudno, żeby ktoś mnie finansował jako 25-latkę.
                Jest mi jednak też o tyle trudno, że każdy boży dzień, od pon. do piątku jestem
                poza domem od 8 do 22, uczę się w okienku po zajęciach a przed pracą (14-15.30)
                oraz każdą sobotę po południu... wolną mam tylko niedzielę, a przecież też
                kiedyś trzeba zrobić zakupy, pranie, posprzątać...
    • Gość: acha85 Re: Jak udaje się wam przeżyć na studiach? IP: *.classcom.pl / *.77.classcom.pl 05.10.04, 15:24
      ja dostaje kase na konto od rodziców, miesięcznie 300 zł. w tym płace za
      stołówkę 8 zł. dziennie, jak nan razie wystarcza ale trzeba byc oszczędnym
      jednak :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja