fiesta86
13.10.05, 22:13
nie wiem czy tylko u mnie cos takiego sie dzieje. poszłam na panstwowe
studia, na liczacy sie uniwersytet.. nie myslalam jednak, ze bedzie tu tak
samo jak w liceum! odpytywanie na cwiczeniach. co zajecia jakies 10-15 min.
jedna osoba wychodzi na srodek i jest odpytywana. jak wygladaja cwiczenia?
dostajemy mase materialow do opracowania w domu, mamy sie z tego przygotowac,
po czym omawiamy to na cw. MY, nie wykladowca. on tylko odpytuje. to po co mi
sa te cwiczenia, myslalam, ze oprocz samodzielnej pracy w domu wyniose cos
takze z zajec.. konczy sie drugi tydzien mojego studiowania, a ja mam juz
dosc. mam tyle zajec, ze na uczelni siedze prawie cały dzien, po czym
przychodze do domu i jestem totalnie wyczerpana, a jeszcze musze sie
PORZADNIE przygotowac na nastepny dzien. nawet na wykladach nie moge
odetchnac, bo wykladowcy maja w zwyczaju chodzic miedzy ławkami i o cos nas
non stop pytac(jest nas mało na roku).
myslalam, ze po to ide na studia, zeby sama kontrolowala co umiem, a czego
jeszcze nie, a nie czuc sie jak dziecko, ktorego trzeba co zajecia sprawdzac
czy sie nauczyło:/