Dobre rady: jak przetrwać w akademiku

IP: 130.226.46.* 17.10.02, 15:38
Akademik to prawdziwa szkola zycia. Uczy kompromisu (kto tym
razem sprowadza kogos na noc :) , sztuki negocjacji (jak
wytargowac klucz od pralki poza kolejka), oszczednosci (jak
przezyc miesiac za 200zl) i cierpliwosci (kiedy czekasz jako 13
w kolejce do toalety ). Imprezy do 4 nad ranem, odwiedziny
kilkanasciorga osob z innych pokoi, ganianie pol-nago po
korytarzach, skakanie przez okno, kilkugodzinne granie w
pilkarzyki, nocne wyprawy po alkohol na BP lub na meline (bo
taniej :) to norma. Procz tego - wspaniali ludzie, ktorzy nigdy
nie zawodza i pozostaja przyjaciolmi na cale zycie. Zycie w
akademiku jest wspaniale :)!!!!!
    • Gość: wujuek Re: Dobre rady: jak przetrwać w akademiku IP: *.ds6.univ.gda.pl 18.10.02, 13:08
      co wy kurwa pierdolicie wspollokatorzy wala konia nie daja spac
      i jest tak hujowo ze chuj...mozecie sprobowac
      • Gość: supercow Re: Dobre rady: jak przetrwać w akademiku IP: 195.117.242.* 18.10.02, 22:31
        Zycia w akademiku sie nie zapomina. Takie chwile nie juz sie nie
        powtorza. Polecam Goraca :) I najlepiej w tz "klasie B" jest
        jeszcze ciekawiej!
    • Gość: kasia Re: Dobre rady: jak przetrwać w akademiku IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 20.10.02, 14:07
      to najcudowniejsze miejsce, w jakim moglabym kiedykolwiek
      mieszkac. kupa znajomych, imprezy do rana, baza sciag na
      egzaminy. git.
      • Gość: zlotko9m Re: Dobre rady: jak przetrwać w akademiku IP: *.80-202-238.nextgentel.com 22.10.02, 20:16
        tak zycie w akademiku moze byc cudowne, och te imprezy i pogaduchy do samego
        rana. moze sie podobac owsze... zwlaszcza swiezo upieczonym studentom. Lecz
        musimy sobie powiedziec iz nie kazdy nadaje sie do takiego zycia, ze zycie w
        akademiku moze po jakims czasie ( 3 latach ) stac sie meczace. Ambitni i osoby
        lubiace sie uczyc beda mialy ciezko ze znalezieniem czasu, skupienia.
        Mieszkalam w akademiku przez 3 lata, pierwsze dwa to bylo extra; wspolne
        imprezy, zarywanie nocek przed sesja, wspolne zakuwanie przed egzaminem itd.
        Spotkania o 3 nad ranem w kuchni w celu naparzenia kolejnej kawy sa jednoczace
        i mile. Jednak w polowie trzeciego roku zaczelo mi to przeszkadzac. Szerze
        powiedziawszy mialam dosc. Pewnie wyniklo to z pewnych problemow z sesja
        zimowa. Wkurzalo mnie to ze dzien , wieczor pezd waznym, trudnym egzaminem
        zjawialo sie pelno osob w pokoju i kazdy owszem widzial ze sie ucze, obiecywal
        zaraz isc, nie przeszkadzac a w rzeczywistosci zmywal sie grubo po polnocy.
        Kiedy to moj umysl potrzebuje juz snu i odpoczynku. A najbardziej irytowalo
        mnie kiedy ten egzamin udalo mis sie oblac. Nie zawsze prosby przynosza
        oczekiwany skutek. ech byloby opowiadac.... jak ktos zainteresowany to chetnie
        podziele sie wrazeniami.
        Na czwartym roku przez dwa tyg mieszkalam w akademiku i mialam szczerze dosc
        tych balang na korytarzu, brudnych podlog, zarzyganych i obsranych toalet (
        studenci!), wylamanych klamek w toalecie, zatkanych prysznicy, portierki
        traktujacej ludzi jak uposledzone dzieci itd itd.. obecnie jestem poza
        miejscem uczelni na wyjezdzie, ale wiem ze na sesje musze wrocic i z powodow
        finansowych bedzie to akademik... i znowu sesja...
Pełna wersja