Dodaj do ulubionych

Z tej matni się nie wychodzi. System punktów i ...

06.11.02, 14:12
Janusz Rachoń, Rektor PG: podatnik nie powinien płacić za
studenta, który powtarza rok. Tomasz Goban-Klas, wiceminister
edukacji: To słuszne. Dlaczego wszyscy mamy
utrzymywać "wiecznego" studenta?
A jakie jest Twoje zdanie o wstępie na uczelnie bez egzaminów,
bezpłatnych studiach, opłatach za powtarzanie semestru i
wiecznych studentach?
Obserwuj wątek
    • Gość: Irka Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.stacje.agora.pl 06.11.02, 14:41
      Ciesze sie, ze skonczylam studia za czasow, kiedy nie bylo oplat
      za powtarzanie semestru...
      Mam pare refleksji po przeczytaniu reportazu:
      1. Uwazam, ze nalezy dazyc do oplat za studia + rozbudowanego
      systemu stypendiow, grantow, dotacji itp. (ale o tym mowia
      wlasnie pracownicy uczelni w reportazu)
      2. Czy naprawde wieczne studiowanie to powszecghny problem? Kogo
      dzisiaj stac na studiowanie przez 10 lat?
      3. Czy Politechnika w Gdansku jest jakims szczegolnym miejscem,
      ze tylu tam frustratow? Co tego przyczyna?
      4. Czy tez studenci na PG sa wyjatkowo 'dziecinni" jak ocenia
      rektor?
      Ciekawa jestem zadania studentow. Pozdrawiam wszystkich
      • Gość: Maciek Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.cust.telepacific.net 07.11.02, 02:40
        Cala ta sytuacja z placeniem ale nie placeniem tylko powoduje
        problemy, bo studenci chociaz w kocu placa to nie moga nic
        wymagac bo podobno nie placa. Dziekanat na ETI PG za moich czasow
        byl nastawiony na odpieranie studentow a nie zalatwianie ich
        spraw, a przeciez podobno po to jest, nie? Wsrod wykladowcow
        zdarzaja sie perelki ale sa rowniez i zakonserwowane miernoty
        dozywajace emerytury na panstwowej posadzie i nie ma ich jak
        ruszyc a w koncu to oni przeciez sie znecaja nad studentami
        kazajac wkuwac technologie sprzed cwiercwiecza (och te pamieci
        ferrytowe).

        Najlepsi absolwenci na asystentow? Hehe. Dobre. Najlepsi
        absolwenci na ETI zaczynaja prace na 3 roku i maja uczelnie
        gleboko w d., byle tylko dyplom zaliczyc.

        Jak sie ma kolejki przed dziekanatem to albo sie zmienia zasady
        dzialanie dziekanatu i zmniejsza biurokracje albo najmuje
        dodatkowy personel zeby kolejek nie bylo a nie protekcjonalnie
        cumka, ze "studenci to jak dzieci". Rektor z fetyszem kalendarza?
        Czy ten facet zdaje sobie sprawe jakiego idiote z siebie robi
        sprowadzajac sprawe organizacji czasu do posiadania kalendarza na
        sciane? Czy swoim znajomym tez sugeruje ze sa niezorganizowani bo
        nie maja kalendarza? To ma byc rektor? Swiatly czlowiek
        przewodzacy uczelni z naukowa teoria dotyczaca kalendarzy?

        Jak chca miec do czynienia z doroslymi to niech kurde studentow
        traktuja jak doroslych a nie zlo konieczne.


        Uhhh. Niby 8 lat po studiach a ciagle mnie telepie jak sobie
        wspomne. Dodam jeszcze ze z powtarzaniem i oblewaniem bylem
        ponizej sredniej i skonczylem ten instytut, wiec niech mi nikt
        nie mowi ze to wywalony student tak miesem rzuca.
        • Gość: Przemek Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.tele.pw.edu.pl 07.11.02, 12:56
          Gość portalu: Maciek napisał(a):

          >
          > Najlepsi absolwenci na asystentow? Hehe. Dobre. Najlepsi
          > absolwenci na ETI zaczynaja prace na 3 roku i maja uczelnie
          > gleboko w d., byle tylko dyplom zaliczyc.
          >

          Mylisz najlepszych z najbardziej zachlannymi, ktorzy nie sa zainteresowani ciekawa praca, a jedynie i wylacznie
          placa. Najlepsi, jesli trafia do firmy dzialajacej w Polsce, sa sfrustrowani, bo nie moga wykorzystac swoich
          kwalifikacji. Firmy najczesciej nie opracowuja nowych produktow, rzadko kiedy co produkuja, najczesciej tylko
          handluja. Dobry absolwent np. elektroniki bedzie zle sie czul w roli... subiekta. Na polskiej uczelni tez nie zostanie, bo
          zdechlby z glodu (obecny rzad zablokowal 2 i 3-ci etap podwyzki plac dla nauczycieli akad.). Dobry absolwent
          postara sie o staz, stypendium doktoranckie itp. na uczelni zagranicznej.
          • Gość: asystent Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.img.polsl.gliwice.pl 07.11.02, 14:07
            Gdzie teraz przyjmują asystentów??
            TEraz to są studia doktoranckie!!
            Zap.. sie jak dawniej i ma sie jeszcze mniej praw!
            Moze profesorowej nie trzeba juz nosic zakupow. I tylko tyle.
            Bo praca jest ciekawa jak masz niezle krecacy sie instytut. A
            jak nie to piszesz do szuflady bo wstyd cokolwiek publikowac. No
            bo oczym mowic jak sie nic nie bada?? Wracajac do tematu
            pojebusow to jest to fakt niezaprzeczalny.
          • Gość: Maciek Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 07.11.02, 16:58
            Jak ktos idzie zasuwac jako subiekt albo kopacz rowow na 3 roku
            to i tak wykazuje wiecej inicjatywy niz ktos, kto czeka 5 lat a
            potem z braku pomyslow na siebie idzie na asystenta, albo
            doktoryzuje sie z jakiegos wydumanego problemu, ew. rejestruje
            sie w urzedzie pracy. Ostatnie dwa lata ETI/informatyka i tak
            niewiele wnosza porownaniu z pierwszymi trzema.

            Nie staram sie wykazac wyzszosci subiektow nad tymi na stazach
            zagranicznych (tez sie trzeba inicjatywa wykazac), tylko raczej
            smutny fakt, praca naukowa na macierzystej uczelni to ostatnia
            pozycja na liscie marzen studenta PG. Ciekawe jak taka selekcja
            negatywna wplywa na jakosc kadry.

            A jak sie cudem trafi naprawde dobry doktorant, to sie go z
            namaszczeniem pielegnuje, zeby za wysoko nie podskoczyl, bo
            przeciez kierownik katedry musi sie do czyichs publikacji dopisywac.

            Chory ten system, az mi sie rzygac chce. A starszyzna go
            konserwuje, bo jej w tym dobrze i cieplo.
            • Gość: ania Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 07.11.02, 20:54
              Ktoś już tutaj słusznie zauważył, że od kilku lat nie przyjmuje
              się asystentów, no chyba, że na informatyce ale to specyficzna
              sprawa, a i to na tych gorszych wydziałach ;-) Wszędzie są
              studia doktoranckie, bo doktoranci robią to samo, co asystenci a
              płaci za nich ministerstwo - wiele wydziałów bardzo dobrze na
              tym zarabia, zwłaszcza na uczelniach technicznych. Za asystentów
              musiałaby płacić uczelnia, czyli po prostu się nie opłacają.
              Żeby było zabawniej znowu ma się to zmienić, bo ministerstwo nie
              ma pieniędzy.
              Z drugiej strony jest coraz większe zainteresowanie studiami
              doktoranckimi, bo zwykłe wyższe wykształcenie nie jest już
              niczym specjalnym i doktorat staje się dodatkowym atutem na
              rynku pracy.
              A doktoranci są uczelniom potrzebni - to jedyni ludzie, od
              których mogą coś wymagać tzn. żeby pracowali naukowo - od swoich
              pracowników etatowych nie mogą wymagać niczego -
              różne "Solidarności" i tym podobne instytucje stanęły okoniem.
              To jak dziekan/rektor nic nie może, to studenci mają ;-)
      • Gość: Grace Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.244.104.114.Dial1.SanJose1.Level3.net 12.11.02, 03:10
        Zdumiewajace,jak mozna byc wiecznym studentem w tej samej uczelni.Czy to wina
        niedouczonych kandydatow,czy wina systemu nauczania.Mam propozycie,zamiast zaliczac caly
        rok powtornie,z powodu niezaliczenia 1 przedmiotu,sprobowac system
        przedmiotowy,powtorzyc tylko ten oblany przedmiot.Z doswiadczenia wiem ze nie zawsze
        oblanie przedmiotu czy zdanie egzaminu zalezy wylacznie od studenta i jego
        przygotowania.Trzy pytania na wyciagnietej kartce egzaminacyjnej w latach 65-tych decydowaly
        o zaliczeniu lub nie.Nalezalam do tych szczesliwcow ktorzy przezyli 6 lat studiow bez
        repetowania.Powodzenia w rozwiazaniu dylematu.Grace z Californi.
    • Gość: robert janeczek, eti Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.ds.pg.gda.pl 06.11.02, 16:01
      kalendarz z misiem a dziecinni studenci. owszem, widac jakies
      narastanie zachowan niczym spod klatki blokowiska, ale nie jest
      tak, ze wszyscy studenci tacy sa. rowniez nie za wszystkich mamy
      chodza do dziekanatu. to, ze kilka takich przypadkow bylo, to
      jeszcze nie jest zjawisko.

      znajomosc zasad studiowania wsrod studentow jest nikla, zwykle
      kazdy zaczyna grzebac w regulaminach studiow jak mu sie noga
      powinie. przychodzac na studia nikt nie liczy sie z
      mozliwoscia 'zostania siedziec' rok czy dwa. przeciez zawsze
      bylismy najlepiej uczacymi sie wsrod swoich rowiesnikow, wiec
      nie ma powodu przypuszczac, ze tu bedzie inaczej. to czego na
      uczelni brak, to INFORMACJA.

      wygrzebac sie z warunkow i powtorzen nie jest latwo, ale da sie.
      to sie wiaze z tym, ze nikt o zdrowych zmyslach nie bedzie
      poswiecal calego roku na zaliczenie jednego przedmiotu, tylko
      stara sie zaliczyc tyle ile mozliwe. jest to przeciez tez sposob
      na pokazanie 'powinela mi sie noga raz, ale sobie radze z
      pozostalych rzeczy, wiec moze trzeba sie zastanowic, czy to moja
      wina?'

      w kwestii oplat zgadzam sie oczywiscie, ze jakos trzeba wymusic
      jak najszybsze nadrobienie zaleglosci i finanse sa skutecznym
      naciskiem, ale chcialbym zwrocic uwage na troche dyskusyjne
      obliczenia:
      'koszt kształcenia jednego studenta w 2001 roku wyniósł ponad 6
      tys. zł'
      no i tutaj porownajmy to z oplatami rzedu dwoch-trzech tysiecy
      za polanie jednego, dwoch przedmiotow. przedmiotow jest zwykle
      do kilkunastu, wiec wedlug takich obliczen koszt ksztalcenia
      powinien wynosic grubo ponad 10000 pln. jest wiec drobna
      rozbierznosc miedzy stwierdzeniem, ze oplaty sluza do pokrywania
      kosztow realizowanych ponownie zajec (co jest oczywiscie
      sluszne, polales, zaplac za prace nad twoja druga szansa) a
      rzeczywistymi kosztami.

      zakresy materialu sa oczywiscie teoretycznie podane, ale w
      praktyce ogranicza sie to do podania spisu tresci jakiejs
      ksiazki (nalezy jeszcze pamietac, ze czasami jeden autor nie
      lubi innego i mamy sprzeczne informacje w ksiazkach, wiec trzeba
      wyczuc czyim wyznawca jest wykladowca). do tego czesto sam
      wyklad istotnie rozni sie od egzaminu, mozna to porownac z
      uczeniem sie przez caly rok o budowie mlotka a na egzaminie za
      pomoca tego mlotka mamy zbudowac samolot pierwszy raz slyszac o
      istnieniu takiej praktycznej (bo w teorii/ksiazkach byly takie
      rozwazania) mozliwosci.

      'Studenci proszą o różne dotacje, sieć komputerową, związki
      sportowe, kulturalne' - z ta siecia komputerowa sie nie zgodze,
      tu akurat uczelnia powinna zadbac o dostep do tego medium dla
      studentow (nie mowie, ze nie stara sie zapewnic), jak
      laboratorium informatyczne jest puste, to czemu nie wpuscic tam
      kilku osob, zeby z niego skorzystaly. a siec w akademikach to
      jest jednak nieco inaczej finansowana.

      konkurs swiadectw: 'Co ma zrobić człowiek, który urodził się na
      wsi w biednej rodzinie i chodzi do liceum z programem minimum?'.
      nie zaryzykuje stwierdzenia, ze takie podejscie jest absurdalne,
      chcialbym tylko zaznaczyc, ze z konkursow swiadect nie dostaje
      sie z malych miejscowosci. dlaczego? bo tam szkoly sa
      nieprofilowane! a bez profilu nie ma szans na uzbieranie
      wystarczajacej ilosci punktow. suma samych troj jest wiecej
      warta od sumy samych piatek jesli ta pierwsza ma mnoznik razy 2.

      wieczni studenci. hehe. wieczni studenci nie narzekaja na
      oplaty, bo najczesciej cos tam na boku robia, na uczelni im
      dobrze wiec sobie studiuja i robia to tak, zeby byc na uczelni
      jak najdluzej, a placic jak najmniej. narzekaja osoby, ktorym
      sie noga powinela na jednym przedmiocie, potem sie nie udalo z
      tego wygrzebac i przez taki jeden przedmiot dostaja takie oplaty
      do zaplacenia, ze nie maja szans ich zaplacic.

      ' Nie przyjmujemy do pracy każdego, kto się zgłosi, lecz naszych
      najlepszych absolwentów' ja tylko zasugeruje, ze najlepszy
      absolwent rzadko jest dobrym nauczycielem, nawet jesli jest
      znakomitym naukowcem.

      robert janeczek
      pg, eti (oby jeszcze po tym, co tu napisalem)
      wracam do prac nad systemem oceny wykladowcow akademickich, bo
      czas go juz konczyc
    • Gość: Magie Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 06.11.02, 17:34
      Studiowałam pół roku na Akademii Rolniczej w Poznaniu na
      wydziale Chemicznej technologii drewna.Wstęp na studia na
      podstawie konkursu świadectw.Przyjęli wszystkich, którzy się
      zgłosili, bowiem kierunek był zagrożony likwidacją ze względu na
      małą liczbę zainteresowanych. Na początku było nas ok. 50. Po
      pierwszym semestrze odpadła połowa.Drugi semestr zaliczyło
      ok.15. Drugi rok rozpoczęło ok.10. W większości przypadków
      oblewali z chemii i fizyki.Inni zrezygnowali gdy usłyszeli co
      dzieje się na zajęciach z chemii fizycznej na drugim roku.
      To nieprawda, że oblaliśmy, bo się nie uczyliśmy. Uczyliśmy się.
      Nie mieliśmy czasu na nic innego.Zaniedbywaliśmy
      przyjaciół.Dałam za wygraną.Nie walczyłam. Drugi semestr
      zaczynałam z warunkowym zaliczeniem chemii.Teraz studiuję
      zaocznie i nie żałuję podjętej decyzji.Wykładowcy traktują nas
      jak ludzi, mimo że także dużo od nas wymagają.I to jest ważne.
    • Gość: ERJ 145 Re: Z tej matni się nie wychodzi. UW -Germanistyka IP: *.dialin.msh.de 07.11.02, 08:39
      Studiowalem na Uniwerku Warszawskim na wydziale Germanistyki.
      Nieludzkie traktowanie studentow przez doktorow i profesorow
      jest tu na porzadku dziennym. Mowi sie nawet o znecaniu
      psychicznym. Ale kierownictwo wydzialu nie widzi zadnych
      problemow.
      Myslalem, ze to moze jest wszystko normalne. Ale przenioslem sie
      na uczelnie niemiecka i zmiana jest 100-procentowa. Tutaj panuje
      wzajemny szacunek. A studia sa na moj gust trudniejsze.
      Pozdrawiam
    • Gość: Wojtek Re: Z tej matni się nie wychodzi. Studia wieczorowe IP: 62.233.200.* 07.11.02, 10:29
      Istnieje jeszcze jeden problem w szkolnictwie wyższym - studia
      wieczorowe. Nie wiem jak na innych uczelniach, ale na Uniwerku
      Warszawskim ten system zakrawa na kiepską farsę. Tu nawet nie
      chodzi o opłaty, bo w tym wypadku to zrozumiałe, że za
      wieczorowe się płaci, ale chodzi o podejście do studenta. Kiedy
      decydowałem się na te studia wydawało mi się, że bez problemu
      pogodze je z pracą. Przecież z założenia studia wieczorowe
      przeznaczone są dla osób pracujących. Okazuje się, że tylko w
      teorii. W praktyce są to studia dla osób, które nie dostały sie
      na dzienne, a utrzymują się z sobie tylko wiadomych źródeł.
      Każdy, kto normalnie pracuje (a dziś znaczy to że jest w miare
      dyspozycyjny, a nie - jak kiedyś, ze siedzi w pracy od 8 do 16
      punkt) będzie miał problemy ze studiowaniem. Pomijając godziny
      rozpoczęcia zajęć (np. godz. 16 lub 17, kiedy wiekszośc ludzi
      jeszcze siedzi w pracy) sekretariat, dziekanat i inne tego typu
      placówki czynne są najdalej do godziny 17. Jakim cudem kończąc
      pracę najwcześniej o 17 mam zdążyć jeszcze załatwić swoje sprawy
      na uczelni? Ze już o dyżurach wykładowców nie wspomnę - sa one
      przeznaczone jedynie dla studentów dziennych. A przecież
      wieczorowi powinni miec te same prawa. Ulg na egzaminach nie
      mamy żadnych, a problemów natury formalnej - całe mnóstwo. A
      mnie - jak i wielu inych - nie stać na komfort nie pracowania.
      Aby się uczyć muszę zapłacić. Aby zapłacić musze pracować. A
      uczelnia zamiast iść takim osobom na rękę albo je ignoruje albo
      traktuje w równie upokarzający sposób. Do czego to wszystko
      prowadzi? Jak to ma być zachęcanie ludzi do uzupełniania
      wykształcenia, to chyba raczej nie tędy droga.
    • Gość: Wojtek Re: Z tej matni się nie wychodzi. Studia wieczorowe IP: 62.233.200.* 07.11.02, 10:31
      Istnieje jeszcze jeden problem w szkolnictwie wyższym - studia
      wieczorowe. Nie wiem jak na innych uczelniach, ale na Uniwerku
      Warszawskim ten system zakrawa na kiepską farsę. Tu nawet nie
      chodzi o opłaty, bo w tym wypadku to zrozumiałe, że za
      wieczorowe się płaci, ale chodzi o podejście do studenta. Kiedy
      decydowałem się na te studia wydawało mi się, że bez problemu
      pogodze je z pracą. Przecież z założenia studia wieczorowe
      przeznaczone są dla osób pracujących. Okazuje się, że tylko w
      teorii. W praktyce są to studia dla osób, które nie dostały sie
      na dzienne, a utrzymują się z sobie tylko wiadomych źródeł.
      Każdy, kto normalnie pracuje (a dziś znaczy to że jest w miare
      dyspozycyjny, a nie - jak kiedyś, ze siedzi w pracy od 8 do 16
      punkt) będzie miał problemy ze studiowaniem. Pomijając godziny
      rozpoczęcia zajęć (np. godz. 16 lub 17, kiedy wiekszośc ludzi
      jeszcze siedzi w pracy) sekretariat, dziekanat i inne tego typu
      placówki czynne są najdalej do godziny 17. Jakim cudem kończąc
      pracę najwcześniej o 17 mam zdążyć jeszcze załatwić swoje sprawy
      na uczelni? Ze już o dyżurach wykładowców nie wspomnę - sa one
      przeznaczone jedynie dla studentów dziennych. A przecież
      wieczorowi powinni miec te same prawa. Ulg na egzaminach nie
      mamy żadnych, a problemów natury formalnej - całe mnóstwo. A
      mnie - jak i wielu inych - nie stać na komfort nie pracowania.
      Aby się uczyć muszę zapłacić. Aby zapłacić musze pracować. A
      uczelnia zamiast iść takim osobom na rękę albo je ignoruje albo
      traktuje w równie upokarzający sposób. Do czego to wszystko
      prowadzi? Jak to ma być zachęcanie ludzi do uzupełniania
      wykształcenia, to chyba raczej nie tędy droga.
    • Gość: Wojtek Re: Z tej matni się nie wychodzi. Wieczorowe IP: 62.233.200.* 07.11.02, 10:32
      Istnieje jeszcze jeden problem w szkolnictwie wyższym - studia
      wieczorowe. Nie wiem jak na innych uczelniach, ale na Uniwerku
      Warszawskim ten system zakrawa na kiepską farsę. Tu nawet nie
      chodzi o opłaty, bo w tym wypadku to zrozumiałe, że za
      wieczorowe się płaci, ale chodzi o podejście do studenta. Kiedy
      decydowałem się na te studia wydawało mi się, że bez problemu
      pogodze je z pracą. Przecież z założenia studia wieczorowe
      przeznaczone są dla osób pracujących. Okazuje się, że tylko w
      teorii. W praktyce są to studia dla osób, które nie dostały sie
      na dzienne, a utrzymują się z sobie tylko wiadomych źródeł.
      Każdy, kto normalnie pracuje (a dziś znaczy to że jest w miare
      dyspozycyjny, a nie - jak kiedyś, ze siedzi w pracy od 8 do 16
      punkt) będzie miał problemy ze studiowaniem. Pomijając godziny
      rozpoczęcia zajęć (np. godz. 16 lub 17, kiedy wiekszośc ludzi
      jeszcze siedzi w pracy) sekretariat, dziekanat i inne tego typu
      placówki czynne są najdalej do godziny 17. Jakim cudem kończąc
      pracę najwcześniej o 17 mam zdążyć jeszcze załatwić swoje sprawy
      na uczelni? Ze już o dyżurach wykładowców nie wspomnę - sa one
      przeznaczone jedynie dla studentów dziennych. A przecież
      wieczorowi powinni miec te same prawa. Ulg na egzaminach nie
      mamy żadnych, a problemów natury formalnej - całe mnóstwo. A
      mnie - jak i wielu inych - nie stać na komfort nie pracowania.
      Aby się uczyć muszę zapłacić. Aby zapłacić musze pracować. A
      uczelnia zamiast iść takim osobom na rękę albo je ignoruje albo
      traktuje w równie upokarzający sposób. Do czego to wszystko
      prowadzi? Jak to ma być zachęcanie ludzi do uzupełniania
      wykształcenia, to chyba raczej nie tędy droga.
      • Gość: mały Re: Z tej matni się nie wychodzi. Wieczorowe IP: *.lodz.sdi.tpnet.pl 07.11.02, 12:06
        I jeszcze jedna kwestia dotycząca wieczorowych. Jakość
        nauczania. To co się dzieje w niektórych uczelniach to już
        zupełny przekręt. Chodzi tylko o to aby jak najwięcej kasy
        skasować, beznadziejny program nuczania, przypadkowi
        nauczyciele, często olewający to co robią, egzaminy i kolokwia
        to tylko formalność. Inną rzeczą jest,że ludzie przychodzący na
        te studia również są beznadziejni (nie wszyscy). I nie wiem czy
        nauczyciele nie przystosowują się do ich poziomu. Kto legalnie,
        za pieniądze i bez wysiłku chce zdobyć dyplom to powinien na
        takich studiach studiować.
    • martusiao21 Jestem oburzona- Iberystyka na UW 07.11.02, 13:16
      Jestem studentką III roku wieczorowej Iberystyki na UW
      Jestem b.b. zdziwiona artykułem i wypowiedziami na forum.
      Może to tylko moje wrażenie ale na moim wydziale nie ma nawet mowy
      o tego typu sytuacjach.
      Chcę stanąć w obronie wszystkich wykładowców którzy są
      fantastycznymi ludźmi i robią wszystko żeby nam pomóc i jak
      najwięcej przekazać.
      Ciężko mi też uwierzyć że tylko w jednym instytucie w całej Polsce
      pracują normalni, fajni, porządni ludzie.
      Czy te wszystkie skargi nie są przypadkiem "wyssane z palca"???
      Co do opłat: Mój wydział jest skandalicznie niedofinansowany, a
      wszelkie opłaty karne nie są praktycznie wczale egzekwowane.
      Przykładem dobrej woli administracji może być tu sytuacja kiedy
      połowa osób na moim roku nie była w stanie zaliczyć pewnego
      przedmiotu, opłata za warunek została wtedy obniżona przez pana
      dyrektora instytutu o 50%!!!!
      Jeżeli autorka chciałaby napisać prawdziwy artykuł o przyjaznej
      uczelni to proszę o kontakt :)



      • Gość: Bywalec Re: Jestem oburzona- Iberystyka na UW IP: *.unice.fr 07.11.02, 15:04
        martusiao21 napisał(a):

        > Jestem studentką III roku wieczorowej Iberystyki na UW
        > Jestem b.b. zdziwiona artykułem i wypowiedziami na forum.
        > Może to tylko moje wrażenie ale na moim wydziale nie ma nawet mowy
        > o tego typu sytuacjach.
        > Chcę stanąć w obronie wszystkich wykładowców którzy są
        > fantastycznymi ludźmi i robią wszystko żeby nam pomóc i jak
        > najwięcej przekazać.
        > Ciężko mi też uwierzyć że tylko w jednym instytucie w całej Polsce
        > pracują normalni, fajni, porządni ludzie.
        > Czy te wszystkie skargi nie są przypadkiem "wyssane z palca"???
        > Co do opłat: Mój wydział jest skandalicznie niedofinansowany, a
        > wszelkie opłaty karne nie są praktycznie wczale egzekwowane.
        > Przykładem dobrej woli administracji może być tu sytuacja kiedy
        > połowa osób na moim roku nie była w stanie zaliczyć pewnego
        > przedmiotu, opłata za warunek została wtedy obniżona przez pana
        > dyrektora instytutu o 50%!!!!
        > Jeżeli autorka chciałaby napisać prawdziwy artykuł o przyjaznej
        > uczelni to proszę o kontakt :)

        Srali muchy bedzie wiosna. Wykladowcy sa w wiekszosci traktuja studentow jak
        gowniarzy choc sami sie podobnie zachowuja.

        Kwoty, o ktorych mowa w artykule to smieszne sumki w porownaniu z tym co sie
        placi na Slaskiej Akademii Medycznej. A pania Grzebalkowska zapraszam do
        Katowic.

        Co do utrzymywania przez podatnikow wiecznych studentow: Och, zeby tylko mozna
        bylo ich utrzymaywac. W tym kraju forsa z podatkow jest marnotrawiona na tyle
        bzdurnych rzeczy.


    • Gość: bs75 Z drugiej strony biurka IP: *.issi.uz.zgora.pl 07.11.02, 14:30
      czesc

      Bardzo razi mnie podejscie autorki tego artykulu do tematu, jest
      bardzo jednostronne. Byc moze rzeczywiscie w Gdansku wykladowcy
      sa do niczego, a studenci sa biedni, ale madrzy i porzadni. Ale
      to chyba nie do konca prawda...

      Sam jestem obecnie asystentem na pewnym Uniwersytecie
      Pracuje w miejscu, w ktorym pisalem swoja "magisterke". Lubie
      swoja prace :) Przy tym chce podkreslic, ze wciaz pamietam jak
      to drzewiej (tzn w trakcie studiow) bywalo.

      Co mozna zauwazyc - w ciagu ostatnich 3 lat obserwuje degradacje
      poziomu intelektualnego i kulturalnego ludzi, ktorzy na studia
      przychodza. Max 5% chce sie czegos nauczyc. Reszta chce miec
      papier i swiety spokoj. Szczegolnie widac to u studentow
      zaocznych. Zasada - daj mi Pan spokoj, bylem w pracy caly
      tydzien i nie mialem czasu sie przygotowac - jest ogolnie
      obowiazujaca. Co wiecej zaczyna coraz czesciej pojawiac sie u
      sluchaczy studiow dziennych. Ostatnio doszlo do sytuacji gdy ze
      sprawdzianu wiadomosci postawilem dwoje (facet nie mial pojecia
      o czym pisal, a napisal 3 strony tekstu), to prawie ze zostalem
      pobity. I co Wy na to? Melodramat?

      Kolejnym paskudnym zwyczajem jest brak jakiegokolwiek kontaktu
      ze studentem - tzn Pan Student, nie pojawia sie 3 tygodnie z
      rzedu na zajeciach, a potem jakby nigdy nic przychodzi i dziwi
      sie, ze zgodnie z zaleceniami dziekana podalem informacje o jego
      nieobecnosci do dziekanatu. Ba, nie tylko dziwi sie ale ma
      pretensje. Żąda mozliwosci odrobienia zajec itp.

      Postawa roszczeniowa jest obowiazujaca. To bardzo proste -
      wykladowca ma wszystko podac na tacy i koniec. Ma byc jak w
      szkole podstawowej, wszystko dla wszystkich. Ale prosze
      pamietajmy o tym czym jest studiowanie - samodzielne uczenie
      sie, a wykladowcy maja byc tylko osobami wskazujacymi kierunek
      poszukiwan

      Prowadze kursy z szeroko pojetej informatyki. Nie daj Boze gdy
      zaczynam wymagac, aby ktos obliczyl pochodna (o calce nie
      wspominajac) w trakcie zajec. Nie daj Boze abym wymagal
      czegokolwiek co bylo na poprzednich semestrach - nie ma szans
      tego wyegzekwowac (lacznie na przyklad z umiejetnoscia
      programowania, ktora chyba powinna byc obowiazujaca przy takim
      kierunku studiow). Po prostu dzieci wychowywane bezstresowo -
      nie wolno postawic dwojki, bo sie obrazi i zestresuje.

      Kolejna sprawa - niedojrzalosc studentow. Zeszly rok ak., kurs
      programowania. Przez 15 tygodni powtarzalem ludziom, ze nie
      puszcze ich za darmo, ze musza popracowac, usiasc przy
      komputerze i po prostu napisac kilka programow - wtedy sie
      naucza (no i ze nie da sie tego nauczyc w trakcie zajec bo jest
      na to za malo czasu - 15tyg po 4 godz lekcyjne) - na ok 35 osob
      postawilem 14 dwoj. Potem bylo zaliczenie warunkowe i okazalo
      sie, ze z 14 dwoj zostaly 3. Ja kryteriow nie obnizylem. Jaki z
      tego wniosek - jak sie chce to mozna sie nauczyc. Oczywiscie
      ktos mi powie, ze Ci ludzie przez 2 tygodnie przed tym
      zaliczeniem nie spali bo musieli sie uczyc - ale co z tego -
      przeciez wczesniej mieli caly semestr na nauke. Zeby bylo
      jeszcze smieszniej zdarzylo sie dwie pielgrzymki rodzicielskie
      (!sic!) - to bylo chore - mamy powiedzialy " Wie Pan jak jest w
      Polsce, przeciez nasze dzieci wcale nie musza byc
      programistami". I drugi tekst " Przeciez Pan tez ma mame".
      Straszne

      No i chyba ostatnia sprawa - moje zarobki. Zarabiam malo.
      Zreszta oprocz politykow, to w szarej strefie budzetowej, nikt
      dobrze nie zarabia. Chce zyc troche godniej - biore nadgodziny -
      tak naprawde z nich sie utrzymuje. Do tego staram sie zrobic
      doktorat, a to tez wymaga pracy. Wiec prosze nie dziwcie sie, ze
      nie mam czasu na to aby robic dodatkowe 10 podejsc i zajecia
      odrobcze itd. A krotki czas wolny jakim dysponuje wole
      przenaczyc na picie piwa z kolegami, albo pojscie z moja
      dziewczyna na spacer, niz uzeranie sie ze studentami. I
      uwierzcie mi to zaczyna dzialac. Od kiedy ustalilem kryteria
      zaliczenia na poczatku semestru i pokazalem ze bede sie tego
      trzymac to po prostu to zaczyna dzialac.

      I tyle. Mam nadzieje, ze nie przynudzilem
      pozdro

    • Gość: Maciek Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: 80.51.240.* 07.11.02, 14:36
      Moim zdanie nie ktorzy przesadzaja , jestem na 5 roku PG
      i tez kiedys trafila mi sie repeta. Ale to byla moja wina
      poniewaz za dozo imprezowalem ,ale zaplacilem wziolem roczny
      urlop i zaczelem studia od 2 semestru znowu.
      A jesli nie ktorzy placa za przedmioty awansem to juz ich
      problem poniewaz sami wybieraja te przedmioty i juz na poczatku
      wiedza czy beda mieli problemy z nimi czy nie te przedmity nie
      sa obowiazkowe.
      A podrugie zanim zaczna nazekac na oplaty egzaminacyjne
      niech narpiew zrobia rachunek sumienia czy sie uczyli czy nie
      (moze za dozo imprezowali, moze za dozo przebywali na internecie
      i wogole sie nie uczyli) tak jak ja to zrobilem.
      Idac na studia na pierwszy rok trzeba sie liczyc z tym
      ze conajmiej 20% studentow wyleci po pierwszym roku . Zawsze tak
      bylo , tak jest i zawsze tak bedzie na PG .
      Mozna skonczyc studia obijajac sie caly czas wiem cos na
      ten temat, zdazaja sie podli wykladowcy ale trzeba zacisnac zeby
      i przejsc ten przedmiot a nie plakac i mowic jakim to sie jest
      biednym studentem bo kazdy sie na demna zneca .
      Takie jest moje zdanie jesli ktos ma inne to niech mi
      odpisze, czekam na dyskusje.
    • Gość: kopernik Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 07.11.02, 14:47
      studiuje dziennie na umk w toruniu i myslalem ze gorzej byc nie moze ale po
      tym co przeczytalem w artykule w GW wysiadam. u nas odsetek "katow" jest duzo
      mniejszy i chyba jednak zaczne lubic moj wydzial, choc spotkalem w tym roku
      asystenta u ktorego musialem zaliczyc cwiczenia we wrzesniu, no i pojawil sie
      na 3 dyzurach, bedac powszechnie widzianym w calym tym okresie, i dzieki bogu
      otrzymalem wpis na tym trzecim (w drugiej polowie pazdziernika!). chcac nie
      chcac trzeba bylo sie posilkowac lewym zwolnieniem i przedluzeniem sesji.
      swoja droga do dzis nie wiem czemu to ja a nie on musialem przedstawiac
      zwolnienie.
    • Gość: kopernik Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 07.11.02, 14:54
      jeszcze jedna sprawa.
      byc moze pojawi sie ktos z "opozycji" na forum i mi cos wyjasni
      dlaczego sa egzaminy ktore zdaje 30-40 procent studentow a poprawke oblewaja 3-
      4 osoby?? (na moim roku jest ca. 300 studentow)
      no, moze nie dlaczego sa, ale dlaczego tak sie dzieje. taka sytuacja powtarza
      sie co roku na tych samych przedmiotach. czy student sam jest sie w stanie
      nauczyc wiecej w wakacje niz swiezo po wykladach u jakiegos prof.?
    • Gość: Bożydar Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.ds.pg.gda.pl / *.ds.pg.gda.pl 07.11.02, 15:13
      Jestem studentem PG wydziału ETI. Zdawałem egzamin wstępny dwa
      razy z rzędu rok po roku, gdyż od razu nie dostałem się, mimo
      tego iż średnia ocen na świadectwie maturalnym wynosiła 5,3
      (jestem po technikum elektronicznym). Świadectwa nie miałem
      niestety z paskiem ponieważ oceny z matury były kiepskie -
      średnia tylko 4,0 (polski - dwie tróje, matma - dwie piątki).
      Takie oceny z matury od razu dyskwalifikowały mnie z konkursu
      świadectw (po co komu polski na politechnice!!!). Nie dziwie
      się, że rektor Rachoń jest za tym aby rekrutacja na studia nadal
      odbywała się poprzez konkurs świadectw, gdyż uczelnia za każdego
      studenta dostaje pieniądze z Ministerstwa Edukacji. Zatem im
      więcej studentów będzie, tym większa kasa. Śmieszne - moim
      zdaniem - jest stwierdzenie, że daje to szanse studentom z
      mniejszych miasteczek czy nawet wsi. Jeżeli naprawde byliby tacy
      dobrzy, oraz naprawde chcieliby studiowac na wymarzonej uczelni,
      to napewno przygotowaliby się do egzaminów (a jak by nie dali
      rady, wtedy wiedzieliby że jednak sie grubo mylili). Później gdy
      taki student jest już na uczelni i zaczynają się problemy to
      wystepuje stres i nacisk rodziców - no i trzeba płacić. Wiadomo,
      że ludzie składają po kilka podań o przyjęcie na studia, dostają
      się z konkursów i wybierają uczelnię na chybił trafił. Jakby
      były egzaminy, to by się troche zastanowili.
      Za systemem punktowym jestem, z jednym tylko ale. Chodzi o to,
      że kiedy przedmiot jest za 6,5 pkt. to wtedy już trzeba za niego
      płacić - mimo tego że jest to tylko jeden przedmiot. Nie wiem
      skąd uczelnia bierze taką a nie inną liczbę punktów dla
      konkretnego przedmiotu, ale wtedy może sobie tak podobierać
      punkty, że np. za słynną teorię obwodów i sygnałów będzie trzeba
      zapłacić. Niedaj boże, jakby doszedł do tego drugi przedmiot za
      6 pkt. i masz rok w plecy - powtwrzanie semestru, albo w ogole
      skreślenie z listy studentów.
      Pozdrawiam.
    • bothari Z tej matni się nie wychodzi.Szacunek ! 07.11.02, 15:28
      Ja jako student tocze walke z biurokracja i co krok wszyscy mna gardza .
      Cala sprawa zaczela sie od oferty wyjazdu zagranice bylem wtedy na 1 roku
      studiow { UW wydzial zarządzania tryn zaoczny ;-( } Po zaliczeniu roku
      postanowilem ze skożystam z oferty złożylem wniosek o urlop dziekanski nie
      chcialem tracic roku jednak to dla mnie wazne . Wszystko bylo by pieknie gdyby
      nie moja chec zrobienia sobie jednej z kart studnckich gdzie powiedziano mi że
      musze miec podsteplowana legitymke az do marca , wiec ruszylem czym predzej do
      dziekanatu gdzie powiedziano mi ze taka mozliwosc nie istniej ? Troche mnie to
      zaskoczylo , wiec zajrzalem do regulaminu gdzie napisane jest :

      VIII. URLOPY

      § 37

      1. Student może otrzymać urlop w przypadku ważnych okoliczności życiowych i
      urlop naukowy przeznaczony na odbycie innych studiów, krajowych lub
      zagranicznych.
      2. Studentowi może być udzielony urlop:
      a. krótkoterminowy,
      b. roczny.
      3. Na czas odbywania czynnej służby wojskowej student otrzymuje urlop specjalny.
      4. Udzielenie urlopu automatycznie przesuwa termin planowego ukończenia studiów.
      5. Udzielenie urlopu potwierdza się wpisem do indeksu.
      6. W okresie urlopu student zachowuje uprawnienia studenckie. W uzasadnionych
      przypadkach, określonych w "Regulaminie przyznawania i wypłacania świadczeń
      pomocy materialnej dla studentów studiów dziennych w Uniwersytecie
      Warszawskim", w porozumieniu z organami samorządu studenckiego dziekan może
      wyrazić zgodę na korzystanie z pomocy materialnej.
      7. W trakcie urlopu student może za zgodą prowadzącego zajęcia brać w nich
      udział, a zaliczać je i przystępować do egzaminów za zgodą dziekana.

      Punkt 6 stanowi wyraznie ze w czasie urlopu mam pelnie praw studnckich , to
      sklonilo mnie do kolejnego podejscia tym razem uzbrojony w regulamin uderzylem
      do dyrektora studiow zostalem znowy splawiony lecz tym razem wypisano mi
      zaswiadczenie iz jestem studentem 1 roku na urlopie dziekanskim ( na blankieci
      ktorego uzywa sie przy wystawianiu zaswiadczenia o WKU )
      Na wydziale nauczylem sie ze nalezy byc upartym zglosilem sie do Studenckiej
      poradni prawnej gdzie takze przyznano mi racje . Jutro ide znowu tym razem
      zrzadam pisemnego uzasadnienia mam niestety tylko 20 dni gdyz za tyle
      wyjedzzam .
    • Gość: Ewson Sto lat na germanistyce! IP: *.psych.uw.edu.pl / 172.16.1.* 07.11.02, 15:33
      Sto lat na germanistyce- powiedziała mi kumpela, kiedy
      kichnęłam, no i proszę - sprawdza się. Studiuję już piąty rok, a
      ciągle jestem na trzecim. Oczywiście nie jestem tak zaślepiona,
      żeby zwalać całą winę tylko na wykładowców, ale jeśli jednego
      egzaminu nie zdaje 40 osób na roku (na około 100) to chyba coś
      jest na rzeczy. Egzamin, o którym mówię to praktyczny - zmora
      wszystkich germanistów. Znam ludzi, którzy studiują już 7-8 lat,
      ciągle nie mogąc przebrnąć przez to cholerstwo. Niezdanie go
      powoduje automatycznie powtarzanie roku i wszystkie konsekwencje
      wynikające z tego (opłata 1500zł. i utrata prawa do stypendium
      socjalnego). Normą jest powtarzanie I i III roku, nawet po kilka
      razy. II rok wszyscy zdają bez bólu. Ja już swoje przeszłam-
      powtarzałam raz z powodu praktycznego (gość powiedział mi, że
      się nie nadaję na te studia i w ogóle mnie nie dopuścił do
      egzaminu. Tę traumę spotkania sam na sam z wykładowcą
      przypłaciłam zresztą miesięcznym pobytem w szpitalu). Teraz
      powtarzam, bo jeden miły wykładowca nie zaliczył mi trzech prac
      semestralnych. Napisał coś o tym, że źle zinterpretowałam utwór
      i takie tam. A najśmieszniejsze jest to, że on ich wcale nie
      przeczytał. Jestem tego pewna!
      Atmosfera jest chora, wykładowcy mają nas w dupie, traktują jak
      zło konieczne. Zamiast się rozwijać, cofamy się wszyscy i
      głupiejemy.
    • Gość: Ella75 Spojrzenie z drugiej strony2 IP: 212.33.74.* 07.11.02, 15:38
      Właściwie całkowicie zgadzam się z bs75. Nie tylko dlatego, że
      sama też pracuję jako asystentka na Uniwersytecie (pewnym). Mam
      doświadczenie w prowadzeniu zajęć ze studentami i pewne wrażenia
      z pracy w komisji rekrutacyjnej (czyli mniejszą lub większą
      znajomość kandydatów). I co nasuwa mi śię na myśl, to po
      pierwsze: powszechnie panujący wtórny analfabetyzm - nie
      wymagajmy od studentów przeczytania i zrozumienia zadanej
      literatury, oni mają problemy nawet z wypełnieniem formularza
      dla kandydatów na studia (sic!) - po prostu nie chce im się
      przeczytać wskazówek dotyczących tego, co należy wpisać. W
      większości nic nie czytają, nigdzie nie chodzą, nic nie oglądają
      (oprócz seriali) - wiem to, bo zadajemy takie pytanie w trakcie
      rozmowy kwalifikacyjnej - kierunek humanistyczny. Na czwartym
      roku studiów dziennych większość nie wie, co oznacza
      słowo "pejoratywny" (dosyć powszechnie stosowane w obowiązującej
      na tym kierunku studiów literaturze). Ćwiczenia zaczęłam
      przeprowadzać w sposób praktyczny - tzn. indywidulanie lub
      parami coś przygotowują i przeprowadzają na grupie, bo inaczej
      nic nie czytali i czekali co im powiem. Na konsulatcje umawiam
      się z nimi wtedy, kiedy im jest wygodnie (najczęściej zdarza się
      tak, że to mój wolny dzień). Nie potrafią w żaden sposób
      powiązać wiadomości wcześniej nabytych lub informacji z innych
      przedmiotów. Nie chcą brać udziału w niczym, co nie jest
      obowiązkowe, albo za co nie ma oceny, więc zmuszona zostałam do
      rozliczania wszystkiego. Gdyby nie to, że co miesiąc muszą oddać
      recenzję artukułu z czasopisma branżowego, to nawet nie
      wiedzieliby jaką ma ono okładkę. Ślizgają się po wiedzy jak
      tylko mogą, są wygadani, ale jak to odcisnąć, to nic nie
      zostaje. I na koniec, cytat z rozmowy kwalifikacyjnej z
      kandydatką na studia dzienne (na podstawie podanej
      literatury): " Jakie są proszę Panią skutki długotrwałego
      stresu? Dziewczynka myśli, myśli, wymienia i na koniec
      wypala: "No i te choroby..., choroby..., choroby weneryczne!" Co
      pozostawiam do zastanowienia...
      • Gość: mosi Re: Spojrzenie z drugiej strony2 IP: *.p.lodz.pl 08.11.02, 03:46
        Ja też mam coś do powiedzenia w sprawie wtórnego analfabetyzmu
        na uczelniach. Pani profesor nadzwyczajna Politechniki Łódzkiej
        w swoich materiałach wyświetlanych rzutnikiem z uporem godnym
        lepszej sprawy pisze w kilku
        miejscach: "sformuowanie", "kontynłować"(cytuję z pamięci), i
        temu podobne kwiatki. Zresztą "wykłady" owe są stworzone
        metodą "przepisz z książki to, przy czym są ładne rysunki".
        Niech się więc pani asystent tak nie oburza na poziom
        kandydatów, bo takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży
        chowanie.
        • Gość: student PG Re: Ile oni właściwie płacą? IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 07.11.02, 17:03
          Gość portalu: ania napisał(a):

          > Nie rozumiem jednej rzeczy - z wypowiedzi Adama (studenta z
          > artykułu) wynika, że oni płacą 80-140 zł za godzinę powtarzanego
          > przedmiotu, z wypowiedzi prorektora - że tyle płacą za semestr
          > powtarzanego przedmiotu, a za godzinę to wychodzi 10 zł. To w
          > końcu ile?
          To proste (jak sie juz przez to przebrnie)Musisz zaplacic 140 zl za godzinie(
          80 bylo w zeszlym roku, 140 jest po podwyzce)- jezeli masz tygodniowy plan
          zajec i w tym planie jest jedna godzina np. angielskiego - i ty go oblejesz -
          placisz 140 zl kary. Ale przewaznie jest tych godzin wiecej wiec to sie
          przemnaza. A czemu rektorowi wyszlo 10 zl? Bo on to 140 zl podzielil przez
          ilosc tygodni w semestrze kiedy w planie zajec byl np. ten angielski.
          To bardzo skomplikowane i tak naprawde polowa studentow nie zastanawia sie skad
          za co te pieniadze tylko placa.
          Pozdrawiam
    • Gość: J., absolwent ETI PG Kiepski tekst IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 07.11.02, 17:51
      > W czerwcu 2002 roku Kamil/.../, zabił siekierą asystenta i
      zranił wykładowcę.
      > Przyczyną był nie zaliczony egzamin, który Kamil zdawał trzeci
      rok z rzędu.
      Przyczyną był nie zaliczony egzamin ??? Piekny wniosek. Jakie to
      proste. Szkoda, że autorka bezkrytycznie podchodzi do tego co
      jej napisał niejaki Adam i robi z tego fakty. Gdy ja w 1993 r.
      rozpoczynałem studia na wydz. ETI PG studnetów na informatyce
      było ok. 200 na roku. Ten cały tekst jest bardziej, niż
      beznadziejny.

      Jachu
    • Gość: mucek Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.ds.pg.gda.pl / *.ds.pg.gda.pl 07.11.02, 18:39
      Jesli chodzi o odpracowanie płatności dotyczacych długu
      punktowego to stawka na Wydziale Chemicznym nie wynosi 10 zł a
      jedynie 4 zł.Te 11 mln to chyba nie wystarczy na remont całego
      Wydziału Chemicznego i kupno kilkudziesięciu kamer, które nie
      tylko obserwuja wnetrze budynku ale i samochody wykładowców
      przed budynkiem.Można by napisać ksiązke o Wydziale Chemicznym
      ale wtedy nikt by jej nie wydał a autor nie skończyłby studiów.
    • Gość: nauczycielka Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.smrw.lodz.pl / 172.16.1.* 07.11.02, 21:22
      Studiowałam 30 lat temu. (Wtedy też ludzie narzekali). Niedawno
      kończyłam studia podyplomowe na renomowanym uniwersytecie. Teraz
      studiują moje dzieci, także w systemie punktowym. Uważam ,że
      problem jest nie w samym systemie tylko w jego stosowaniu. On ma
      służyć studentowi, ma motywować a nie być batem. Nauczyciele
      akademiccy to przecież też nauczyciele. Gdzie ich
      odpowiedzialność za wyniki ich pracy? Co robią asystenci na
      ćwiczeniach? Przecierz profesor powinien interesować się ich
      pracą.Jeżeli 90% studenyów oblewa egzamin to nie dlatego,że
      wszyscy są są głupi i leniwi. To być może profesorowie są
      nieprofesjonalni. Uczelnie często gromodzą elitę: egzaminy,
      konkursy świadectw, by potem udowadniać tym ludziom, że się do
      niczego nie nadają.
      A co na to studenci? Studenci jak dzieci. Nic. I jest to wina
      szkoły, która nie uczy jak walczyć o swoje. Rodziców, bo tego
      sami często nie potrafią.Dlaczego studenci pozwalają sobą
      pomiatać, dlaczego nie walczą o swoje? Możeby tak zaprosić na
      wykład kogoś z zewnątrz a może nawet nagrać pana profesora. Czy
      świadectwo 200 studentów nie jest wiarygodne? Ale 200 nie
      podpisze protestu, bo mają nadzieję, że im się uda. To jest
      chory system. Po 10 latach przemian nadal nie kształcimy
      światłycch, odpowiedzialnych za siebie i innych ludzi,
      premiujemy niewrażliwych egoistów.Pora na poważne a nie
      papierowe zmiany. Złej jakości kształcenia nie można
      usprawiedliwiać niską płacą. Przecież można zmienić tę kiepską
      pracę na lepszą.
      • Gość: mosi Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.p.lodz.pl 08.11.02, 03:55
        Niestety, głos studentów się kompletnie nie liczy. Kiedy na moim
        wydziale wyszła sprawa pani profesor, o której wspomniałem w
        innym poście, stworzyła się komisja, podpisywano listy - około
        setki podpisów studentów, na wykłady przychodzili eksperci.
        Efektem tego jest to, że z termodynamiki, będącej przedmiotem
        sporu, pani profesor otrzymała wykład również na studiach
        zaocznych. Nie wiem jak inni, ale ja poczułem się, jakbym dostał
        w twarz. Postanowiłem, że będę postępował tak samo jak PŁ -
        kłamał i oszukiwał, byle tylko mieć spokój i względny komfort
        studiowania.
      • mczak Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów 15.11.02, 12:58
        Przede wszystkim chciałabym uśwaidomić, że nam - nauczycielom
        akademickim - nie płaci się za samą dydaktykę. Naszym
        podstawowym zadaniem jest prowadzenie badań naukowych. I tutaj
        dochodzi do konfliktu - staramy się prowadzić zajęcia w sposób
        zajmujący i zrozumiały dla studenta, a jednocześnie nie mamy
        zbyt wiele czasu, żeby sie do tego przygotować, ponieważ dla nas
        o wiele ważniejsze jest realizowanie planów badawczych.
        Oczywiście nic nie usprawiedliwia wykładowców, którzy źle
        traktują studentów. Wiem, że to się zdarza - po prostu nie każdy
        naukowiec (nawet najgenialniejszy) może być jednocześnie dobrym
        dydaktykiem.
    • Gość: Marrrrr Zadziwia mnie stosunek... IP: *.itpp.pl 07.11.02, 22:19
      Zadziwia mnie wasz stosunek do wykładowców. Ani odrobiny podziwu dla osiągnięć
      naukowych i poświęcenia dla przekazywania wiedzy.
      Piszecie tylko o tym kto się nad wami znęca i oblewa. Ludzie! studiujecie żeby
      zdobywać wiedzę i rozwijać zainteresowania które sprawiły że studiujecie to, a
      nie co innego. Wydaje mi się że wszyscy traktujecie studia jak szkołę zawodową,
      a w takiej sytuacji dalsze komentarze są zbędne
      • Gość: miru Re: Zadziwia mnie stosunek... IP: *.ds.pg.gda.pl / *.ds.pg.gda.pl 08.11.02, 00:34
        ty, cieciu, a po co ja niby przyszedlem na wydzial chemii
        politechgniki gdanskiej?
        zeby zdobyc zawod w kierunku mioch zainteresowan!
        z calym szacunkiem dla osiagniec naukowych wykladowcow guzik
        mnie to obchodzi jesli zachowuja sie jak chamy traktuja
        studentow jak zera i lamia komus zycie bo ten delikwent 3 lata
        temu na ktooryms wykladzie cos tam powiedzial nie tak...
        a takie sytuacje sa na porzadku dziennym i nie robia na mnie i
        wlasciwie na nikim kto w tym srodowisku poltechnicznym a w
        szczegoolnosci chwydzialowochemicznym tkwi
        szacunek dla autorki reportazu za temat - szkoda ze dopiero po
        morderstwie na eti takie rzeczy sie pisze, programy w telewizji
        sie robi, z ludzmi rozmawia...
        2 lata temu jak napisalem list na temat do wyborczej to zostal
        olany.. krew i siekiera roba wrazenie, co?
      • Gość: pracownik Pwr Re: Zadziwia mnie stosunek... IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 10.11.02, 10:42
        Mozna miec do kogos szacunek jako do osoby i nie wazne sa wtedy osiagniecia
        naukowe jednak, wielu z posrod tychze wykladowcow na taki szacunek nie
        zasluguje. Sa tacy dla których jedynym celem jest nachapanie się pieniedzy z
        grantow i dotacji z zagranicznych uczelni (znam wiele takich przykladow i to na
        kolosalne sumy pieniedzy), poczawszy od wladz: rektorow i dziekanow na zwyklych
        pracownikach naukowych konczac, sa tez tacy ktorzy traktuja studentow jak
        smieci albo gorzej a wleanie w siebie litrow alkoholu jest dla nich czyms
        powszednim. Nie jestem pracownikiem naukowym ale wiem bardzo duzo o tym co się
        w tym srodowisku dzieje i jestem przerazony ze tacy ludzie ksztalca polska
        inteligencje a nikt ich nie zwalnia bo maja „kolesiow”.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka