Gość: Maciek Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.acn.waw.pl 07.11.02, 22:22 Studenci BYWAJĄ głupi i ograniczeni. Jednak kiedy 20 na 28 osób w grupie dostaje z kolokwium, do którego sporo się uczyli, 0-2 punkty na 15, to należy się zastanowić, z której strony coś nie tak. Zwłaszcza na politechnice, gdzie krzywa Gaussa nie powinna być zupełnie obca. Wykładowca z MetodProbabilistycznych stwierdził kiedyś, że statystyka mówi, że wśród studentów trafiają się imbecyle. Dokładnie tak samo często, jak wśród wykładowców. Ja na ETI studiowałem rok, zrezygnowałem, bo nie odpowiadał mi kierunek. Teraz studiuję na SGH i okazuje się, że studenta można traktować co najmniej odrobinę lepiej. Chociaż oczywiście i na ETI nie brakuje solidnych, mądrych i życzliwych wykładowćow. Wszyscy chyba wiedzą, którzy gnoją studentów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: univerek Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: 213.192.68.* 07.11.02, 22:40 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ug Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: 213.192.68.* 07.11.02, 22:43 na UG wydzial ekonomicznym jest 200 osob ktore maja pol warunek z jednego przedmiotu , na 400 ktore sa na III roku Odpowiedz Link Zgłoś
jk Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów 07.11.02, 23:38 Witam, W tym roku czesc moich znajomych rozpoczela studia na PG (w tym na ETI i OJO) wlasnie dlatego, ze nie bylo tak egzaminow wstepnych, tylko konkursy swiadectw. Zdecydowana wiekszosc nie dostala sie na inne uczelnie, na ktore zdawali egzaminy. Sam sie kiedys zastanawialem, ile z nich wyleci po pierwszym roku. Taki system rekrutacji sila rzeczy powoduje, ze na uczelnie dostaja sie ludzie "z przypadku", potem po semestrze czy roku zaczyna sie biadolenie: jaka ta uczelnie zla, wykladowcy do bani, zajecia trudne, masa materialu do opanowania itd. Moj kuzyn wylecil z PG po smesetrze, czegos tam nie zaliczyl (co oczywiste nie zaplacil) i go pozegnali. Konkurs swiadectw "robi" z PG taka uczelnie-przechowalnie, na rok wojsko z glowy, a potem zaczne studiowac cos gdzie indziej. Nie przecze, sa osoby, ktore rzeczywiscie chcialy studiowac na PG, staraly sie miec jak najlepsze oceny na swiadectwie, a jak to zawiodlo, to zdawaly egzamin (na ETI). Tacy to pewnie beda sie starac, i zostana inzynierami i magistrami. Mi nawet przez mysl nie przeszlo, aby zdawac na PG, wybralem UG i egzamin (chociaz na UG tez sa kierunki z konkursem swiadectw, m.in. wspomniana w tekscie ochrona srodowiska). Najlepszym wyjsciem bylby IMO sposob: dostajesz sie na uczelnie, a nie na kierunek, dopiero potem wybierasz zajecia, ktore rzeczywiscie cie interesuja. Szansa na realizacje? Pewnie marna, ale pomarzyc zawsze warto :-) Janusz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rafał Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.6th.pl 09.11.02, 22:41 I jeszcze może konkurencyjne wykłady - niech studenci zagłosują. A ten kto ma lepszy wynik - wiecej kasy - i znieść dozywocie po zrobieniu habilitacji - tak pomazyc warto - tylko wiecie za co ocenia sie NAUCZYCIELA AKADEMICKIEGO - za ilość publikacji - idiotyzmów, które napisze a nie za jego podstawowy obowiązek - uczenie studentów. Czyli uczysz bo to Uczelnia ale ocena za badania - no to olewasz studentów, i tak za to nic ci nie zrobią. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DaDa Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: proxy / 192.168.0.* 09.11.02, 22:53 Gość portalu: Rafał napisał(a): > I jeszcze może konkurencyjne wykłady - niech studenci zagłosują. A ten kto ma > lepszy wynik - wiecej kasy - i znieść dozywocie po zrobieniu habilitacji - tak > pomazyc warto - tylko wiecie za co ocenia sie NAUCZYCIELA AKADEMICKIEGO - za > ilość publikacji - idiotyzmów, które napisze a nie za jego podstawowy > obowiązek - uczenie studentów. Czyli uczysz bo to Uczelnia ale ocena za > badania - no to olewasz studentów, i tak za to nic ci nie zrobią. To prawda. Nauczyciela akademickiego ocenia się za publikacje. W karcie oceny nie ma nawet rubryczki na temat osiągnięć dydaktycznych. Ale wnioski, które wyciągnąłes z tego faktu są zupełnie fałszywe. Łatwiej jest wszystkim zaliczyć (na 3 lub 3.5; nawet bez czytania prac) i miec święty spokój niz sprawdzić, ocenić i odesłać część do poprawki. Przecież to dodatkowa robota. DaDa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rafał Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.6th.pl 09.11.02, 23:10 Zgoda - a najłatwiej to po prostu wszystkim zaliczyć od razu - tylko wtedy nici z pieniędzy za powtarzanie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DaDa Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: proxy / 192.168.0.* 09.11.02, 23:25 Gość portalu: Rafał napisał(a): > Zgoda - a najłatwiej to po prostu wszystkim zaliczyć od razu - tylko wtedy > nici z pieniędzy za powtarzanie. Nie spotkałam sie z faktem, żeby na uczelniach państwowych nauczyciele dostawali pieniądze za egzaminowanie. Nic z tych rzeczy. To nalezy do ich obowiązków określonych w ramach tzw. pensum. Nie dostają również procentów od pieniędzy wpłacanych przez studentów za powtarzanie przedmiotu. Troche mnie rozśmieszyłeś. Czy studenci rzeczywiście wierzą w takie rzeczy? Kiedyś podobno nauczyciel dostawał jakieś pieniądze za egzamin, ale to było dawno i nieprawda. Nawet ja tego nie pamietam. Tam, gdzie wszyscy zaliczają za pierwszym razem, tam cię nie szanują. Po prostu cię olewają. Nawet nie czytają twojej pracy. Dostajesz 3. Jeśli przyjdziesz obejrzeć pracę, egzaminator dopiero wtedy bierze ją w rekę. I daje 3.5. Jeśli zabierzesz głos, może dostaniesz 4. Czy ci się taki system podoba? DaDa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rafał Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.6th.pl 09.11.02, 23:34 nie wiem na jakiej uczelni pracujesz - bo ja po sześciu latach troszke system poznałem - pieniedzy może i egzaminator nie dostaje ale ma je wydział, instytut zakład czy co tam. Egzaminator oczywiscie nic z tego "na rękę" nie ma, ale szczerze mówiąc mój szef jak i wielu innych sam prac nie spradza od tego ma adiunktów i innych niesamodzielnych. A żeby było naprawdę śmiesznie to jeszcze nigdy nie dostałem dodatkowych pieniędzy na ćwiczenia dla powtarzających. A te pieniądze płacone przez studentów idą na pensje, bo dotacja MEN pokrywa je w jakichś 70%. I tak egzaminator dostaje pieniądze za egzamin. I naprawdę nie jest normalne jesli egzamin oblewa 50 - 60 % studentów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DaDa Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: proxy / 192.168.0.* 10.11.02, 11:51 Gość portalu: Rafał napisał(a): > I naprawdę nie jest normalne jesli egzamin oblewa 50 - 60 % > studentów. Powiedzmy to inaczej. 50 - 40 % zdajacych w pierwszym terminie, to naprawdę niezły wynik. Prawdopodobnie w terminie poprawkowym nie zdałoby jakies 15% ogółu. Należałoby się jednak zastanowić, czy przy tak stosunkowo dobrym wyniku udało się egzaminującemu zachować przyzwoity poziom? Nie uda się na politechnikach zachować jakiegoś poziomu, jeśli przedmiot jest jedynie wykładany. Do tego kilka godzin laboratoryjnych. Pracujesz jeszcze krótko, więc może nie zauwazyłeś, że stopniowo maleje liczba godzin ćwiczeń audytoryjnych. Jak studenci mają się nauczyć liczyć? Czy zatem należy obniżyć poziom, żeby dostosować się do poziomu studentów? Ten poziom obniża się z powodu mniejszej liczby ćwiczeń oraz z powodu gorszego przygotowania studentów. I gdzie jest ta granica? Przecież oni kiedyś będą musieli rozwiązywać konkretne problemy. To że dotacja budżetowa nie pokrywa kosztów funkcjonowania, to wiemy. Nie zauważyłam jednak, żeby nauczyciele podczas oceniania zastanawiali się ilu to studentów muszą oblać, żeby im starczyło na pensje. Daj spokój. Na poziom dotacji budzetowej nie ma wpływu ani uczelnia ani tym bardziej konkretny nauczyciel. Więc jeśli sytuacja jest watpliwa moralnie, to należałoby za nia winić rząd, sejm i społeczeństwo, które sobie takich przedstawicieli wybrało. DaDA Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rafał Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.6th.pl 09.11.02, 23:36 Przepraszam. Już wiem z jakiej uczelni i kto. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kaha Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.xlan.pl / *.mikrotel.pl 08.11.02, 00:31 co za gadanie? i owszem jest tak jak opisano w artykule ale kwestia oplat... no ja spieralabym sie bo w 2000 nie kazdy sie miesci ale co tam wazne ze ja np mam samozaparcie siedziec tu jeszcze i nie poddam sie bo co innego mi zostaje skoro kocham to czego sie ucze... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: barra Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.polpharma.com.pl / 10.0.3.* 08.11.02, 07:41 pg - chemię skończyłam przed wprowadzeniem punktów, ale już wtedy za braki z poprzednich lat płaciło się słono:2000 za 3 przedmioty z róznych lat. ale faktem jest że u nas na wydziale łatwiej było zrezygnować niz ciągnąć braki, bo na wstępie wykładowcy z chemii organicznej twierdzili że i tak musi nas zostać nas 38 osób, bo tylko tyle było miejsc na laboratorium z organy... A mam takie miłe wspomienie prof.Rachonia: sala wykładowa - około 60 dziewczyn i 7 chłopaków, wchodzi Rachoń i mówi:"o widzę że tu jest sporo kobiet...Ja uważam że kobiety powinny siedzieć w domu, ale skoro jest was tu tyle musimy sobie z tym problemem poradzić..."Egazmin zdała 1/3. a studia i tak nie przygotowały mnie do tego co zostałam w pracy... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: doktorantka Studia wyższe to nie podstawówka IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 08.11.02, 07:56 Krótko podsumuję: "Studia wyższe to nie podstawówka, nie każdy musi je zaliczyć" A jak ktoś chce mieć coś w głowie, to niech sie przyłoży do nauki. W ogromnej większości studenci nie potrafią się uczyć - trzeba im pokazać palcem książkę i najlepiej jeszcze podać numery stron, bo sami nic nie znajdą. Nauczą się recytować kilka regułek i dziwią się, że obewają jak nie nie rozumieją. Dobrze, że na koniec gimnazjum jest test sprawdzający rozumienie tekstu pisanego - niewielu studentów niestety to potrafi - czyta książkę "od deski do deski", a potem nie potrafi powiedzieć jaki jest główny problem w niej poruszany. Na politechnice zdarzają się studenci dla których działanie typu: 1/2-1/3=? przekracza nich zdolności matematyczne, ale są bardzo biegli w "łacinie podwórkowej" i narzekaniu, że muszą się uczyć, a przecież studiowanie, to "miały być wieczne imprazy i troszkę nauki przed sesją" (cytat studenta) Doktorantka, ciągle pamiętająca doskonale czasy studenckie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Barbara Re: Studia wyższe to nie podstawówka IP: *.interecho.com / 192.168.3.* 09.11.02, 20:48 Oj, chyba rośnie wam, biedni studenci, następny gnębiciel.!!! A jeszcze rok temu lub dwa bidulka czytała bez zrozumienia JAK TO PRZECIEŻ STUDENCI!! gdybyś kobieto była dobrą studentką to byłabyś asystentką a nie doktorantką!!!!!!! (taśmowo produkowaną tak jak na chemii PG, bo przecież łatwiej być doktorantką niż iść do prawdziwej pracy np. w przemyśle. I tak przyjemnie sobie przedłużyć te brzydkie studia!!!! nieprawdaż???? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DaDa Re: Studia wyższe to nie podstawówka IP: proxy / 192.168.0.* 09.11.02, 23:06 Gość portalu: Barbara napisał(a): > Oj, chyba rośnie wam, biedni studenci, następny gnębiciel.!!! > A jeszcze rok temu lub dwa bidulka czytała bez zrozumienia JAK > TO PRZECIEŻ STUDENCI!! gdybyś kobieto była dobrą studentką to > byłabyś asystentką a nie doktorantką!!!!!!! (taśmowo produkowaną > tak jak na chemii PG, bo przecież łatwiej być doktorantką niż > iść do prawdziwej pracy np. w przemyśle. I tak przyjemnie sobie > przedłużyć te brzydkie studia!!!! nieprawdaż???? Na większości polskich uczelni nie przyjmuje się teraz asystentów. Ich role pełnią doktoranci. To się uczelniom bardziej opłaca. Zazdroszczę tej doktorantce ostrości spojrzenia. Ja w jej wieku byłam bardziej naiwna. Będzie dobrym naukowcem. Wszystko o czym napisała jest prawdą. Każdy z nauczycieli akademickich może dać na to wiele przykładów. Nie oznacza to jednak, że wszyscy studenci sa analfabetami. Niemniej jednak nie sa to pojedyncze przypadki. DaDa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: doktorantka Re: Studia wyższe to nie podstawówka IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 10.11.02, 08:22 Gość portalu: Barbara napisał(a): > Oj, chyba rośnie wam, biedni studenci, następny gnębiciel.!!! A co mam zrobić ze "biednym" studentem, który pisze: 1/2+1/3=2/5 !!! Pogłaskać po główce, powiedzieć, że nic nie szkodzi, że przecież "miał pod górkę do szkoły", że może zechce się łaskawie nauczyć na kolejny tydzień (oczywiście jak mu po drodze nie wypadnie kolejna imprezka),... > A jeszcze rok temu lub dwa bidulka czytała bez zrozumienia JAK > TO PRZECIEŻ STUDENCI!! gdybyś kobieto była dobrą studentką to > byłabyś asystentką a nie doktorantką!!!!!!! (taśmowo produkowaną > tak jak na chemii PG, bo przecież łatwiej być doktorantką niż > iść do prawdziwej pracy np. w przemyśle. I tak przyjemnie sobie > przedłużyć te brzydkie studia!!!! nieprawdaż???? Miałam ofertę pracy (lepiej płatnej niż stypednium doktoranckie, ale nie związnej za bardzo z moim kierunkiem), ale wybrałam studia doktoranckie. Uważam, że wiedzę, którą już mam mogę rozwijać, próbować stworzyć coś nowego, a nie tylko siedzieć za biurkiem i uzupełniać papierki... Może kiedyś pożałuję tej decyzji, jak mi to mówi wiele osób, ale teraz jestem z tego zadowolona. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DaDA Spojrzenie z drugirj strony 4 IP: proxy / 192.168.0.* 08.11.02, 10:09 Artykuł jest w swej wymowie bardzo tendencyjny. Zgadzam się, ze istniejacy na PG system wpędza niektórych studentów w pułapkę bez wyjścia i należy opracować mechanizmy wydostawania się z tej pułapki. Zwrócenie na ten problem uwagi, to jedyna zaleta tego artykułu. Prawie wszystkie przykłady „ z życia” dobrane zostały jednak w ten sposób, że czytajacy ma wrażenie, że na wszystkich uczelniach, a już zwłaszcza na PG, pracują wyłącznie chamscy, ignoranccy wykładowcy. Jestem adiunktem na politechnice (nie PG) i mogłabym niemal na wszystkie przykłady zacytowane w artykule podać kontrprzykład z własnej praktyki dydaktycznej. Pierwszy: wykładowca nie zważa na złe nagłośnienie i ważne informacje podaje w sposób niesłyszalny dla studentów. Wykładam dla 150 studentów. I nie potrafię zliczyć, ile razy muszę przerywać każdy wykład, żeby uciszyć szmery, szepty, czy nawet głośne rozmowy. Niektórzy wręcz siedzą odwróceni tyłem do mnie i zupełnie jawnie grają w karty. Nagłośnienie nic nie pomaga, ponieważ wtedy studenci czują się jeszcze bardziej swobodnie. Oczywiście że najgłośniejszych wypraszam. Zawieszam głos. Przerywam i czekam, aż ucichną. I staram się nie denerwowac. Drugi: Wykładowca w sposób chamski odzywa się do studentów. Wystarczy przejść się korytarzem w czasie przerwy na każdej politechnice, żeby usłyszeć, kto jest chamski i jakich słów używa. A niedawno zdarzyło mi się nawet na ćwiczeniach usłyszeć słowa uważane powszechnie za obrażliwe. Zupełnie bez powodu. Jako tzw. „przecinek”. Trzeci: Studenci skarżą się, że w pierwszym terminie zdają egzaminy jedynie nieliczni. I winni są temu wykładowcy, bo mają bardzo wyśrubowane wymagania. Gdybym chciała utrzymać właściwy według mnie poziom nauczania, to egzamin zdawałoby z całego rocznika nie więcej niż 30%. Ten właściwy poziom, to sa zupełnie podstawowe umiejętności. Kilka prostych schematów obliczeń. Już dawno wyzbyłam się takich wymagań, jak wyprowadzenia wzorów i obliczenia wymagające czegoś więcej niż prostej arytmetyki. Większość studentów politechnik czuje do obliczeń wstręt wręcz fizyczny. I ma podstawowe braki w arytmetyce. Potwierdzam to, co napisała „doktorantka”. Bardzo duży procent studentów politechnik nie umie przekształcać ułamków, liczyć procentów, rozwiązywać prostych równań liniowych itp... Ma również trudności z czytaniem ze zrozumieniem. Za ten analfabetyzm autorka artykułu jednak również wini uczelnie, bo przyjmują bez egzaminów. A przeciez ci analfabeci legitymują się maturą, którą ktoś im dał. Winny jest oczywiście cały system oświaty, produkujący funkcjonalnych analfabetów. Uczelnie są na samym końcu tego systemu. Ja jestem praktycznie na zawołanie moich studentów. Jeśli trzeba, umawiam się indywidualnie. Są to jednak sytuacje bardzo rzadkie. I nie dlatego, że ja nie chcę, ale dlatego, że nikt mojej pomocy nie chce. Wizyty studentów na konsultacjach z powodów merytorycznych należą do rzadkości. Prawdziwe rodzynki. Żeby student do mnie przyszedł, muszę mu postawić kilka dwój. I on zgłasza się pod koniec semestru, kiedy nadrobienie zaległości jest już niemożliwe. Dużo niepowodzeń w nauce wynika z tego, że uczelnie ograniczając koszty kształcenia, ograniczaja liczbę zajęć ćwiczeniowych, w czasie których jest bliższy kontakt pomiędzy nauczycielem a studentem. Coraz więcej przedmiotów jest jedynie wykładanych. Coraz mniej jest ćwiczeń audytoryjnych. Od razu po zniesieniu ćwiczeń z mojego przedmiotu odczułam spadek formy studentów, ich mniejsze zainteresowanie i częstsze traktowanie mnie jak „jelenia”, którego można bez wyrzutów sumienia oszukiwać w czasie sesji. Czwarty: już nie pamiętam, czy w artykule czy w poscie czytałam o pijanych wykładowcach. Ja natomiast mam problemy z podpitymi studentami. Jak takiego studenta wpuścić do laboratorium? Muszę go wyrzucić. A jeśli nie chce wyjść? Stosunki pomiędzy studentami a nauczycielami nie są dobre. I nie mogą być przy takim zagęszczeniu na uczelniach. Nikt w tłumie nie czuje się dobrze. Można za ten tłum winić oczywiście uczelnie. Czy jednak życzylibyście sobie państwo, żeby rzeczywiście ograniczyć przyjęcia na studia do poziomu sprzed 10 lat? Studiowałoby wtedy 25% dzisiejszej liczby studentów. I czy wy znależlibyście się wśród nich? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: doktorant2 Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 08.11.02, 12:52 Jestem swierzo upieczonym doktorantem. I choc na szczescie na mojej uczelni nie bylo sytuacji tak fatalnych jak te opisane w tekscie o PG, to jednak mam rowniez kilka swoich spostrzezen. Wystarczy kilku wykladowcow, ktorzy mysla tylko o odwaleniu studentow, i juz psuje sie atmosfera na wydziale - nawet jezeli wszyscy pozostali sa w porzadku. Sam spotkalem sie z przypadkami, ze jedna z (w kategorii 5lat) najlepszych sob na roku musiala powtarzac egzamin, poniewaz profesor w pierwszym terminie miał zły humor. Co wiecej biurokracja zostala tak rozbudowana, ze wszyscy poki moga unikaja chodzenia do sekretariatu - pani sekretarka zmienia zdanie za kazdym razem jak sie z nia rozmawia, albo tworzy nowa przeszkode w miejsce wlasnie rozwiazanej. Zdazylo mi sie, ze kiedys, kiedy przyszedlem do niej z pismem dziekana w mojej sprawie, stwierdzila, ze tak nie mozna i pleciala do dziekana protestowac (pismo tyczylo Indywidualnego toku studiow). Ta pani drygowala nawet profesorami - jeden z nich prosil nawet abysmy wystosowali pismo celem zmiany sekretarki, ale nie chcial sie pierwszy podpisac - jak sam przyznal z obawy. Co do marnych wykladowcow. Wesmy przyklad z systemu anglosaskiego, gdzie to student wybiera wykladowce, i jezeli jakis jest regolarnie pomijany, to - o ile nie jest wybitnym naukowcem - przestaje pracowac...A u nas - formalnie mozna wybrac przedmioty, ale w praktyce sa limity przyjec - i ci co nie zdaza (czyli nie wystoja swojego w kolejce) Ci co sie niezalapia - musza wybrac przedmioty ktore zostaly - w praktyce wiec nie ma mozliwosci "wyeliminowania" nielubianego wykladowcy, bowiem w sumie na przedmiotach jest niewiele wiecej miejsc niz kandydatow - i prawie wszystkie przechodza. Moze nalezaloby cos z tym zrobic. Tylko ze wtedy czesc wykladowcow musialaby zaczac sie starac, a to im nie pasuje. Przeciez mozna wykladac z notatek sprzed lat dwudziestu, bo nie wymaga to zachodu. Z drugiej strony doktoranci ktorzy pisali na forum tez maja nieco racji - czesci studentow "studia przeszkadzaja w pracy" lub imprezowaniu, bo oni potrzebuja tylko dyplomu. A na dodatek rzeczywiscie nie potrafia skojarzyc dwoch informacji... Tyle tylko, ze wiekszosc lepiej lub gorzej ale chce sie nauczyc. A tak naprawde, to czesc wykladowcow raczej im w tym przeszkadza a nie pomaga. Odpowiedz Link Zgłoś
serwal Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów 08.11.02, 14:22 Masz duzo, duzo, duzo racji. Jednak dorzuce cos od siebie. Dla mnie przyjmowanie ludzi na studia na podstawie konkursu swiadectw lub tylko poprzez rozmowe kwalifikacyjna to zdecydowanie za male sito. Dlaczego? Jestem przekonany, ze lepiej solidnie przesiac ludzi na wstepie - niech od razu wiedza: nadaje sie lub nie nadaje sie na dany wydzial. Jak nie umie i do tego jest uparty to niech sie doksztalci i za rok spróbuje znów. W ten sposób mamy ludzi o pewnym poziomie umiejetnosci na danym roku. Jednakze profesorowie i doktorzy rozmaitych uczelni wola zastosowac inna taktyke. Przyjmuja bardzo wielu i o bardzo zróznicowanym poziomie wiedzy. Do dzis pamietam jak na pierwszym wykladzie z fizyki profesor zapytal sie kto w szkole sredniej przerabial pochodne, rózniczki, a kto jeszcze calki. Co do pochodnych to prawie wszyscy sie przyznali, ze je znaja. Calki przerabiala garstka studentów. Dzieki takiemu zróznicowaniu wiedzy wsród swiezych studentów, wiadomo, ze slabsi beda miec klopoty wczesniej lub pózniej. Oczywiscie przy obecnej presji uczenia sie w spoleczenstwie polskim, spowodowanej wymaganiami nowoczesnego rynku pracy, jak i wizja konkurowania o miejsca pracy w zjednoczonej Europie, kazdy chce studiowac za wszelka cene. Profesorowie i doktorzy swietnie sobie zdaja z tego sprawe - duza podaz mlodziezy ze szkól srednich to niesamowita okazja. My ich przyjmiemy z otwartymi ramionami. Ci, którzy beda slabi to niech placa za powtarzanie roku, przedmiotu, za kolejny egzamin i co tam sie jeszcze wymysli. W koncu to im zalezy na ukonczeniu studiów, aby potem cokolwiek znaczyli na unijnym rynku pracy. Jednoczesnie profesorowie i doktorzy maja dobra zaslone: spoleczenstwo nie moze placic za leniuchów. A przeciez wystarczy zrobic solidna selekcje na wstepie i uniknie sie tej calej komedii. Oczywiscie zaraz uslyszymy bajeczke o dawaniu szansy biednym ludziom ze wsi i malych miasteczek. Kto mial okazje studiowac, ten z pewnoscia przekonal sie jak studenci ze wsi i malych miasteczek "robia pieniadze" dzieki nieuczciwie zdobywanym stypendiom socjalnym. Poza tym kto powiedzial, ze trzeba ulatwiac takim studiowanie? Jak taki chetny do studiowania ze wsi, to niech placi za dojazdy, DS i posilki - trudno zeby spoleczenstwo doplacalo do takiego czlowieka, bo jest ze wsi. Selekcja na studia musi sie odbywac nie tylko na polu wiedzy, ale i na polu materialnym, bo w przeciwnym wypadku wyksztalcimy sobie np.: doktora z wioski - z malymi pieniedzmi i kiepska sytuacja finansowa w rodzinie. No i jak takiego pokazac swiatu? Bedzie robil na uczelni, aby tylko pomóc rodzinie w ciagnieciu gospodarki i splacaniu kredytów kleskowych. Niestet zycie jest brutalne i biede zwykle sie dziedziczy. No, ale odeszlismy od zasadniczego watku: o duzej podazy uczniów ze szkól srednich. Ta czesc studentów, która jest slabsza, to jeszcze inna szansa dla doktorów i profesorów. Nie trzeba sie za nadto przygotowywac na wyklady i zajecia. Przeciez jest tylu slabych studentów, ze i tak nic nie zrozumieja. Zatem wiedza jest przekazywana "po lebkach" i nierzetelnie. Wtedy zawsze mozna sie tlumaczyc, ze znowu slaby rocznik studentów, "tumany" nic nie umieja itp. A gdyby byl solidny odsiew na wstepie, to studenci przyjeci na studia byliby lepsi i tu trzeba sie lepiej przygotowywac na zajecia i wyklady. Nie daloby sie tak latwo powiedziec, ze "znowu" czegos studenci nie rozumieja. Nie daloby sie ich tak latwo "ulewac" na egzaminach. Liczni studenci to tez problemy organizacyjne: potrzeba wiecej sal na zajecia, wiecej pokoi w akademikach, wiecej stolówek i wiecej rozmaitego wyposazenia w pracowniach, laboratoriach. Poza tym oplaty, o których przeczytalem w "Duzym Formacie" za powtarzanie egzaminów, zajec, przedmiotów itp. sa nie do przewidzenia. Czyz nie lepiej wprowadzic czesne? Od razu systuacja stalaby sie jasniejsza. Skoro i tak zwykle sie placi - to placmy wedlug jasnych zasad, bez zmiany zasad w czasie gry. Wtedy mozna cos zaplanowac w swych finansach: studia kosztuja tyle i tyle, a jak mialbym powtarzac cokolwiek to musze jeszcze dolozyc taka a taka kwote. To jest bardziej przewidywalne i do zaplanowania. No, a jak ktos jest w trudnej sytuacji materialnej i jest uparty, aby studiowac, to moze wtedy sobie zaplanowac: musze pracowac jeszcze trzy lata jako frezer, posadzkarz, sprzatacz itp., aby zarobic na studia. Studia to towar, który sie nabywa placac. Podobnie kazdy nabywa telewizor, samochód, mieszkanie (nierzadko na kredyt). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zbyszek Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: 62.233.189.* 09.11.02, 14:47 Kolego doktorancie2, czy potrafisz policzyć błędy ortograficzne, które zrobiłes w swoim tekście ? Dla ułatwienia dodam, że wystarczy umieć liczyć do dziesięciu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Barbara Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.interecho.com / 192.168.3.* 09.11.02, 21:05 Kurcze, jestem prostym mgr inż. a nie doktorantem, ale nie walnęłabym 4 błędów ortograficznych w tym niedługim tekście!!! I na miłość boską, człowieku, wiesz po co jest Alt? Do pisania znaków diakrytycznych!!!!!!!!A może nie wiesz co to???? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ania Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.11.02, 20:58 1. Zanim zacznie się krytykować innych, warto może sobie przypomnieć o co chodziło z tą interpunkcją. 2. Ile jeszcze razy na tym forum trzeba napisać, że od kilku lat na uczelniach są tylko doktoranci, bo robią to samo, co asystenci a płaci za nich ministerstwo. I nie ma się wobec nich żadnych obowiązków, bo to nie pracownicy. Podobno znowu ma się to zmienić, bo ministerstwo nie ma kasy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miejscowy Sietny tekst, ale czy autorka rzetelna? IP: *.eti.pg.gda.pl 08.11.02, 13:30 Czytamy w artykule >W czerwcu 2002 roku Kamil, student Wydziału Elektroniki, >Telekomunikacji i Informatyki (ETI) Politechniki Gdańskiej, >zabił siekierą asystenta i zranił wykładowcę. Przyczyną był nie >zaliczony egzamin, który Kamil zdawał trzeci rok z rzędu. wyciagamy wniosek - biedny gnebiony student nie wytrzymal, no i od razu wszystkie tezy artykulu pasuja Gdyby jednak autorka zachciala podac fakty, ktore ustalila komisja - do sprawdzenia tutaj www.eti.pg.gda.pl/biuletyn/sprawozdkn.html to okazalo by sie, ze Kamil byl morderca, ktory z zimna krwia i bez powodu zamordowal postonna osobe. A egzaminu nawet nie staral sie zdawac, koncentrujac sie na ulubionym "sporcie" wielu studentow - dostac ocene nic nie umiejac, newazne oszustwem, prosba, grozba. No tak, ale jak podajac fakty mozna byloby napisac artykul z "teza"? No ale przeciez autorka rzetelnie wykonuje swoj zawod a tylko wykladowcy bora pieniadze i genebia studentow. Odpowiedz Link Zgłoś
malootka 1LO 08.11.02, 16:11 z zainteresowaniem przeczytałam artykuł o PG . Podobne zachowanie nauczycieli obserwuje codziennie , u mnie w szkole , w 1LO w Gdańsku . Nauczyciele obrażają uczniów na lekcjach , w obecności całej klasy , wyśmiewają się z nas , wyzywają ... Przed przyjściem do 1 LO długo nie mogłam się zdecydować jaką szkołę wybrać . Kilkoro znajomych moich rodziców odradzało mi 1 LO , bo jak mówili "celem nauczycieli w tej szkole jest jak największe zgnojenie uczniów" . Oni swoje dzieci z 1LO zabrali . Uczniowie mojego liceum są bardzo zestresowani i znerwicowani . Mam wielu znajomych , po nieudanych próbach samobójczych . Wiem , ze w każdej szkole trzeba się uczyć , ale u nas dobatkowym problemem są nauczyciele . Bardzo łatwo stać się ich ofiarą , zostać "upatrzonym". Wiele osób nie wytrzymuje presji spychicznej i "poddaje się" . Są to inteligentni młodzi ludzie z dobrych domów , z wzorowymi świadectwami z podstawówki , laureaci konkursów ... I nagle okazuje sie , ze nie przechodzą do następnej klasy . Bo jak zdać egzamin komisyjny u nauczyciela , który cię nienawidzi ( np. za to , że masz dredy ) , gdy egzaminuje cię właśnie on ... Pobodno 1 lO jest doskonałą szkołą życia . Ale jeżeli życie właśnie tak wygląda , to ja się poddaję . malootka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Student Re: Sietny tekst, ale czy autorka rzetelna? IP: *.gze.pl 10.11.02, 01:09 Przeczytałem więc artykuł szanownej komisji... I się zastanawiam czy stwierdzenie Wysokiej Komisji o wprowadzeniu większej ilości godzin WF-u jest na miejscu i czy na pewno rozwiąże to problem ??? Naprawdę zastanawiam się komu tu potrzebny jest psychiatra..... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Miejscowy Re: Sietny tekst, ale czy autorka rzetelna? IP: *.eti.pg.gda.pl 10.11.02, 18:18 Gość portalu: Student napisał(a): > Przeczytałem więc artykuł szanownej komisji... I się zastanawiam czy > stwierdzenie Wysokiej Komisji o wprowadzeniu większej ilości godzin WF-u jest > na miejscu i czy na pewno rozwiąże to problem ??? > Naprawdę zastanawiam się komu tu potrzebny jest psychiatra..... No coż. Chyba studentom - to ich postulat zgloszony w trakcie obrad komisji.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kasia Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 08.11.02, 16:06 Pani Magdalena Grzebałkowska przypadkowo nie drążąc faktów popdanych przez studentkę Ankę przypadkowo aczkolwiek niezaprzeczalnie skrzywdziła wartościowego wykładowcę. To dla dziennikarza niedopuszczalne. Skończyłam PG 7lat temu, na moim wydziale nie było takich cyrków - może jakiś dziwny wydział, ale wiadomo, że słabi nienawidzili wykładowców, a swoję niewiedze tłumaczyli na różne sposoby, zwalając wszystko na wykładowców. Ja uważam,że to nie jest niesprawiedliwe jeśli student mnie zda w terminie poprawqkowym to wykorzystuje czas wykładowców ponad miare i czemu nie ma za to zapłacić? Czasu jest w semestrze w sam raz, a ja też lubiłam poimprezować. Może nie dokońca p. Rachoń ma rację jeśli chodzi o zdziecinnienie stuc\dentów, ale każdy student dobrze wie, że jeśli zabrałby się do roboty na czas, to nie byłoby nocek zarwanych, egzaminów polanych itp. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: absolwent Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.mines.utah.edu 08.11.02, 17:32 Skończyłem wydział chemiczny PG 2 lata temu. Ominął mnie system punktowy, więc ten temat pomijam. Pierwsza sprawa, przyjmowanie na studia wyłącznie na podstawie konkursu świadectw nie jest doskonałą metodą. Przykładem jest absolwent technikum ekonomicznego, który chemię miał ostatnio w szkole podstawowej. Były takie przypadki na moim roku, wszystkie odpadły po pierwszej sesji, a pierwszy semestr był jedynie wyrównaniem poziomów szkoły średniej, ale trzeba mieć co wyrównywać. Po drugie, "znam" dobrze większość klubów studenckich w Gdańsku, pod względem towarzyskim studia były wspaniałym okresem, ale człowiek świadomie uczestniczył w imprezach, a konsekwencje były do przewidzenia. Nie chcę tu nikogo obrażać, znam wielu zdolnych, aczkolwiek leniwych studentów, którzy prześlizgiwali się po najmniejszej linii oporu, ale Ci z reguły nie narzekają. Najgłośniejsze były miernoty naukowe, które posługując się metodą zakuć-zapomnieć usiłowały brnąć po drabinie akademickiej z nadzieją uzyskania dyplomu, skoro już się tu znalazły. Po prostu nie wszyscy trafili na właściwe miejsca, ale jak już człowiek zacznie, nie tak łatwo zrezygnować. Sprawa wykładowców PG na pewno nie jest niczym szczególnym. Koledzy z politechniki białostockiej i warszawskiej też mieli ciekawe przypadki. Jest wielu wartościowych wykładowców. Z perspektywy czasu, jest co wspominać przy piwie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: student eti Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.ds.pg.gda.pl / *.ds.pg.gda.pl 09.11.02, 02:35 Przede wszystkim podziekowania dla Pani redaktor za artukuł. Praktycznie jako jedyna przedstawicielka mediow probowala Pani chociaz poznac prawde. Do tej pory, albo nas ignorowano, albo nasze ewentualne wypowiedzi po prostu przekrecano. Kiedy zaczynalem studia dotarly do mnie opowiesci na temat rewelacji panujacych na tej uczelni, a zwlaszcza na tym wydziale. Oczywiscie nie przywiazywalem do nich zbyt wielkiej wagi. Wiadomo ludzie przesadzaja, a poza tym po prostu "nie moze byc az tak zle". Przeciez nigdy nie mialem problemow z nauka, a zwlaszcza przedmiotami scislymi, poza tym egzaminy zdalem jako jeden z najlepszych. Dzis mam juz za soba i powtarzanie, i oplaty i niejedna batalie. Niestety wiekszosc z tych historii okazala sie prawdziwa. Tak to prawda, ze nie nieraz placze sie tu z bezsilnosci, tak to prawda, ze ludzie koncza tu w zakladach psychiatrycznych, tak to prawda,ze ludzie regularnie odbieraja tu sobie zycie. Ale tym oczywiscie nikt sie nie przejmuje, dopiero,gdy zginal pracownik politechniki zrobila sie afera. Dlugo mozna by pisac o tym co tu przeszedlem,z czym sie spotkalem, ale nie o to przeciez chodzi. Rzecz w tym, kiedy to sie w koncu zmieni. Mialem nadzieje, ze moze ostatnia tragedia da komus do myslenia. Niestety biorac pod uwage wypowiedzi naszych wladz uczelnianych, nie zanosi sie na to. Wiem jedno.Chocby nie wiem co skoncze ta uczelnie. Choc dzis rzeczywiscie chodzi mi juz tylko o dyplom, jeszcze lubie to co robie. Pozdrawiam i zycze wszystkim wytrwalosci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sajmon Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.math.uni.lodz.pl 09.11.02, 10:51 Przeczytalem wszystkie wypowiedzi dostepne przed chwila i nasuwa mi sie nastepujacy wniosek: niech wreszcie matura bedzie obiektywnie sprawdzala wiedze z przedmiotow potrzebnych na studiach. Wtedy 1. nie bedzie trzeba organizowac egzaminow wstepnych 2. osoby nie posiadajace predyspozycji do danego kierunku po prostu odpadna juz na poziomie matury - egzaminu rozszerzonego 3. nalezy wprowadzic obowiazkowy egzamin maturalny z wszystkich (moze prawie wszystkich) przedmiotow jak polski, historia, matematyka, fizyka, chemia, geografia na poziomie podstawowym. Potem chetni (i ci, ktorzy potrzebuja dany przedmiot na studiach) zdadza sobie egzamin rozszerzony Po tych zmianach moze wiecej bedzie studentow, ktorzy przeczytaja dwie strony z wykladu, kiedy ich o to poprosze, by wiedzieli o czym sie mowi na cwiczeniach, a nie jak chociazby dzis, kiedy na pytanie o teorie odpowiedzia byla martwa!!! cisza. Pozdrawiam wszystkich studentow i pracownikow - asystent- doktorant z matematyki. Odpowiedz Link Zgłoś
fevernova Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów 09.11.02, 12:16 Bardzo proszę o pzreczytanie mojego listu pt.Wydział Architektury PK ponieważ wypowiadam się w Nim jak wygląda sprawa warunków na tym Wydziale,a z powodów technicznych nie mogłam odpowiedzieć na łamach tego wątku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: PePi Opinia studenta EITI PW IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.11.02, 15:28 Jestem studentem Politechniki Warszawskiej Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych. U nas system punktów wygląda bardzo podobnie, ja, w przeciwieństwie do autora artykułu, zgłębiałem go nieco dłużej i to na własnej skórze i uważam, iż jest on jednym z bardziej sprawiedliwych systemów ocen. Problem w Gdańsku jest taki, że nie ma egzaminów wstępnych, które odsiałyby tych, co i tak nie są w stanie skończyć wydziału np. elektroniki. Lepsi studenci, mniej problemów z zaliczeniami i brak żali nie wiadomo o co. Rektor przyją system bez egzaminowy, aby jednak pozwolić tym, którzy mają dużo samozaparcia uczyć się, oni myśleli, że jak w szkole w Pipidówkach Górnych mieli same piątki to ich nic nie ruszy, a tu za przeproszeniem dupa blada. Autor tego artykułu najwyraźniej lubił socjalizm - dajmy wszystkim, a najlepiej to wróćmy do typować i punktów za pochodzenie. Jak u nas ktoś na wydziale czegoś nie zaliczy to też płaci i ciągnie się za nim ten przedmiot jeszcze długo, jak się zamiast wziąć do roboty zakochuje - to jego problem, jego wybór, jego życie. A tak przy okazji powiem, że u siebie na wydziale nie spotkałem osoby narzekającej na zbyt wyśrubowany poziom. Jeśli tacy byli to odpadli w I semestrze, bo pomylili wydziały. Jednyne co wymagałoby analizy to wysokości opłat, a nie ich zasadność. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Losti Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.czestochowa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.11.02, 15:47 Witam, a nie lepiej placic podatki na wiecznego studenta, ktory byc moze czegos sie nauczy, niz za bezrobotnego, ktorym ten wieczny student sie stanie. Ale tak na powaznie to uwazam, ze oplata za studia, ktora jest zupelnie normalna recza na zachodzie jest bardzo dobrym rozwiazaniem, ale........... NIE W NASZYCH POLSKICH WARUNKACH!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Losti Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rafał Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.6th.pl 09.11.02, 22:55 A niby dlaczego nie w NASZYCH POLSKICH WARUNKACH? Co to my jesteśmy głupsi, gorsi - jesteśmy biedniejsi i nie stac nas na oszczędzanie na nauce i edukacji - bo jak zaoszczędzimy to nadal będziemy narodem baranów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ktosik Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.MultiCon.PL 09.11.02, 18:36 Hmmm... Jestem z PG, dopiero dziś przeczytałam artykuł. Jako studentka tej szacownej uczelni mogę wypowiedzieć się w kilku kwestiach. 1. Na pewno nie jestem wiecznym studentem. Nigdy nie miałam warunku, tylko trzy razy w ciągu całych studiów (jestem na 4 roku) powtarzałam jakiś egzamin. Czemu? Dlatego, że się przykładałam. Dlatego, że się uśmiechałam i podchodziłam do wykładowców jak do LUDZI! Zawsze zagadałam, ukłoniłam się, uśmiechnęłam. To pomaga. Bałam się jak... Ale zawsze się uśmiechałam. I nie stac by mnie było na żaden warunek. U mnie płatny warunek=rezygnacja ze studiów. Studiów takich jakie chciałam, jedyne na jakie składałam papiery. Dlatego wszystko (prawie) było zdane w I terminie. 2. System punktowy uważam za sprawiedliwy. Są przedmioty ważniejsze i mniej ważne, wiadomo! Na PG: analiza. Ile godzin w tygodniu? Wiele! Dlatego u mnie na I roku miała 10 punktów. To płatny warunek: za jeden przedmiot. Ale za to mogłabym nie zaliczyć nawet czterech innych, mało ważnych przedmiotów i nadal za to nic nie płacić! To jest logiczne. 3. Pana prof. Rachonia nie będę komentować, bo to jeden z najbardziej oblewających wykładowców na PG! Czemu autorka reportażu nie porozmawiała ze studentami Chemii? To najcięższe studia jakie widziałam. Muszę dodać, że chemii nie studiuję. Ale tam ludzie u prof. Rachonia nie zdają egzaminów latami. Było tak, że poprzedni rektor, prof. Kołodziejczyk, szedł studentom chemii na rękę i robił im egzamin komisyjny, żeby prof. Rachoń nie prowadził więcej egzaminów: około 90% studentów zdawało ten egzamin. Dlatego na wypowiedzi profesora Rachonia nalezy patrzeć przez palce. Traktuje studentów jak ludzi niedorozwiniętych. 4. Uważam ponadto, że artykuł jest tendencyjny. są wypowiedzi rektora, studentów, a gdzie wypowiedzi innych wykładowców? Jak studenci traktują wykładowców? Są tacy, którzy próbują ich przekupywać. Na trzecim roku nie potrafią policzyć pochodnej z iloczynu!!! A za wstawienie dwói mają pretensje i rozgłaszają bezpodstawne teorie. Ale to, że nie zdajemy egzaminów, to często nasza wina. Nie zawsze: są egzaminy tzw. nie do przejścia. Ale jednak niektórzy je przechodzą... Wykładowcy, jak mi się wydaje, przestają szanowac studentów na pewnym etapie swojej pracy. Gdy taki student przychodzi po raz któryśtam i łże jak mu chomik zachorował, jak suka rodziła 7 raz w tym miesiącu i musiał z nią siedzieć i dlatego się nie nauczył... Jak przyjdzie komuś pięć takich osób, to przy szóstej juz się nie wytrzyma i wybuchnie. I wtedy zaczyna się gadanie, jaki to on cham itp. Współczuję im, naprawde! Oni maja tez inną pracę niż dydaktyczną... Jak widze ich zbolałe miny, to naprawdę zalewa mnie fala współczucia;) 5. U nas dziekanat jest dla studentów. To trzeba przyznać Paniom. Zawsze chodze tam na ploty;-))) 6. A jeśli chodzi o warunki i kwoty, jakie są płacone za nie, to uważam, że są za wysokie. Choc jak to mój dziekan mówi: "bieda nie może iść w parze z głupotą". Ma rację, osoby, których nie stac na płacenie warunków powinny zrobić WSZYSTKO, aby płacenia warunków uniknąc. Ludzie którzy mają problemy z nauką, to są ludzie, którzy wolą pracować. Po prostu system stypendialny nie pozwala im na poświęcenie się studiom. Nikt nie wyżyje za 200 zł miesięcznie, gdy akademik kosztuje 300 zł! Ja rozumiem, gdy bogaci studenci płacą. Ale Ci biedni? Dla nich to nauczka, ale i obciążenie psychiczne i finansowe. Za dużo. Dla takich ludzi nawet 100 zł, to zdecydowanie za dużo. Rektor powinien się częściej zgadzać na umożenia, ale w konsultacji z Komisjami Stypendialnymi, w których na PG pracują studenci. Oni często znają bardzo dobrze sytuacje materialne studentów. 7. Acha, jeszcze komentarz do wypowiedzi o INFORMACJI na PG. Każdy student I roku dostaje do ręki informator na spotkaniu z dziekanem i tam ma: wszystkie przepisy i regulaminy go dotyczące, jego prawa i obowiązki, itp. Nikt tego nie czyta, dopóki coś się nie uda. A plan jest układany tak późno ze względu na nabory wrześniowe. Jak Ci, którzy mają ułożyć plan nie wiedzą ile maja studentów, czyli grup, nie wiedzą ile sal, to jak mają to w ciemno robić? Niewykonalne. 8. Ja tam lubie PG! I jakbym mogła wybierać jeszcze raz studia, wybrałabym te same! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: student eti Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.ds.pg.gda.pl / *.ds.pg.gda.pl 09.11.02, 20:51 Ciekaw jestem z jakiego wydzialu jestes. Przyznalas sie ze nie z chemii. Zaloze sie tez, ze nie z ETI. Poza tym nie ma nic bardziej denerwujacego niz plotkujace panie w dziekanacie, ktore laskawie zwracaja na ciebie uwage dopiero gdy zaczniesz zapuszczac korzenie lub zrobisz awanture. A pozniej oczywiscie jestesmy chamy i jeszcze sobie myslimy, ze one sa tam dla nas. Moje najciekawsze doswiadczenie to wtedy, gdy probowalem dochodzic swoich racji w pewnej kwestii (niestety nie podam konkretow bo to mnie jednoznacznie identyfikuje), gdy pani zabraklo argumentow powiedziala po prostu, ze jako osoba powtarzajaca nie mam przeciez zadnych praw, wiec o co mi chodzi (nie byl to bynajmniej cytat z regulaminu). Takie sytuacje sa tu codziennoscia, a wiec chyba nic dziwnego, ze czasem komus puszczaja nerwy. Skoro tacy swiatli ludzie jak nasi profesorowie sa w tym wzgledzie usprawiedliwieni. Dodam tez, ze biurokracja rozwinieta jest wrecz do absurdu (kilkadziesiat osob w kolejce do dziekanatu to nic nadzwyczajnego). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: student eti Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.ds.pg.gda.pl / *.ds.pg.gda.pl 09.11.02, 21:14 Powinienem chyba dodac, ze jesli chodzi o dziekanat na eti generalnie uwazam, ze jest w porzadku. Wiem jednak, ze to wyjatek, takze z wlasnych doswiadczen. Generalnie jestesmy traktowani jak ludzie na 5-tym moze 4-tym roku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Adriatica Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: 62.211.238.* 09.11.02, 18:45 Jesli chodzi o przyjmowanie bez egzaminòw,to pomimo paru "ale",uwazem,ze takie rozwiazanie jest o wiele lepsze niz egzaminy wstepne,ktòre daja mozliwosc tylko nielicznym.Kiedy slyszy sie,ze na jedno miejsce jest po 17 osob - czy to oznacza,ze wsrod tej grupy naprawde tylko jeden intelektualnie jest "godny"? Pozostale 16 osob co ma robic? Poza tym,niektòre egzaminy wstepne,to praktycznie program pierwszego roku studiow! W Polsce jest o wiele za malo miejsc na studiach dziennych,a zdecydowanie za duzo na zaocznych. Studiuje we Wloszech i tutaj,w miescie ok. 400 tys. na Wydzial Nauk Politycznych,co roku,przyjmowanych jest ok. 800 osob (dla porownania-w Trojmiescie,na 800 tys. mieszkancow,na podobnym wydziale przyjmowanych jest ok. 100 osob...).Tak,pewna liczba odpada,wraz z biegiem czasu,ale to samo dotyczy UG. System oplat tutaj,obliczany jest wg dochodu na rodzine (PIT z roku wczesniej) i liczby jej czlonkòw.Osoby posiadajace niskie dochody moga liczyc na stypendia (sponsorowane przez Uniwersytet i przez region-wojewòdztwo). Czy podobnego systemu nie mozna byloby zaadoptowac u nas ??!? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Adriatica Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: 62.211.238.* 09.11.02, 18:53 Zapomnialam napisac,ze nie istnieje tutaj cos takiego,jak "oplata za niezaliczone egzaminy,czy semestry".To sprawa studenta,kiedy i jak ukonczy studia;to on bedzie "zbieral owoce" swojej nauki;to on,z takim,a nie innym Curriculum bedzie walczyl na rynku pracy.Wykladowcy i tak musza egzaminowac studentòw z danych przedmiotòw i nie ma znaczenia,czy beda wsròd nich "powtòrkowicze". System kredytòw takze tutaj funkcjonuje i ròzne sa jego oceny. Odpowiedz Link Zgłoś
slodki Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów 09.11.02, 19:07 Moim zdaniem uczelnie powinny robić bardzo trudne egzaminy wstępne. Na podstawie ostrej selekcji dostaną się tylko najlepsi. Wtedy wykładowcy nie mieliby prawa wyzywać ludzi od głąbów czy idiotów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rafał Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.6th.pl 09.11.02, 23:07 Egzaminy tak - ale na Uczelnię nie kierunek - ludzie uczę szósty rok - naprawdę spotkałem całą masę świetnych ludzi, którzy zdali egzamin i sporo takich, którzy niestety nie zdali. Niektórzy wcale nie mieli mniejszej motywacji i wiedzy tylko pecha, zabił ich stres i wiele innych rzeczy. Czesto też pytania na egzaminie to kosmos - a dla dieciaka po liceum zupełne zaćmienie. Sam potrafię ułozyć tak test żeby nikt nie zdał albo zrobic tak, żeby zdała większość. Bo to co tak naprawdę ważne to czego chcemy od studentów. Jakie jest minimum wiedzy, którą ma posiadać i zapytane w sposób ludzki a nie bełkotliwym żargonem tudzież sprawdzający szybkość obsługi kalkulatora. Egzamin powinien być sprawdzianem wiedzy a ni testem ze znajomości podręczników na wyrywki. Obejrzyjcie strony na zachodnich (amerykańskich) uczelniach - czy ktoś zobaczył u nas na początku semestru sylabus z przedmiotu - z określonymi ściśle wymaganiami i zestawem niezbędnych (czyt.podstawowych) informacji co będzie na egzaminie jak będzie wyglądał, i Tak - jakie będą przykładowe pytannia. Ktoś na początku tej dyskusji napisał, że nauczyciel akademicki ma wskazywac drogę i prowadzić - to może najpierw nie niektórzy panowie wielcy profesorowie i dr. haby zaczną zastanawiać się nad tym kierunkiem. Bo jak na razie to idą w las - i sami nie wiedzą dokąd a tylko odpytują nazw mijanych drzew. A po tych szczściu latach rzucam w cholerę tę robotę - chociaż robię to z zamiłowaniem i radością - mam dość idiotów po obu stronach katedry. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ogórek Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 10.11.02, 10:21 Artykuł porusza bardzo ważny problem. Kłopot moim zdaniem (profesor wyższej uczelni we Wrocławiu) wynika z założenia, że szkoła wyższa musi dorabiać,aby się utrzymać, gdyż dotacje państwowe nie wystarczają na podstawowe pensje, a w polskich warunkach najłatwiej to zrobić przyjmując więcej studentów. Prowadzi to do absurdu, że na politechnice przyjmuje się na kierunek tysiące studentów. W efekcie szkoła nie może zapewnić wszystkim normalnych ćwiczeń z tak kluczowego przedmiotu jak matematyka i ogranicza się do wykładów. Egzamin mogą zdać tylko nieliczni. Cała reszta idzie "na odsiew". Chodzi tylko o to, aby uczelnia dostała z ministerstwa pieniądze "od każdej głowy". Przy takiej liczbie studentów studenta traktuje się tylko jak "numer indeksu". Nie ma mowy o poznaniu studenta przez pracowników. Dziekanaty nie są w stanie obsłużyć takiej ilości studentów. Nie da się po prostu przejść przez korytarze. Jest to głęboko niemoralne. Ministerstwo powinno mieć prawo ograniczania liczby studentów zależnie od liczby pracowników dydaktycznych i naukowych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dr KWAK Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.pila.cvx.ppp.tpnet.pl 10.11.02, 16:05 SZCZERZE MÓWIĄC, A RACZEJ PISZĄC W TYM FANTASTYCZNYM KRAJU NIC JUŻ MNIE NIE ZDZIWI NAWET GDYBY RZAD PODPISAŁ USTAWĘ O ROZTRZELIWANIU TYCH WSZYSTKICH KTÓRZY ZAMIERZAJĄ WYDAĆ 500 000 ZŁOTYCH NA SWOJĄ EDUKACJĘ PRZYJĄŁBYM TO TAK JAK KAŻDY POLAK: A CO MNIE TO OBCHODZI JA JUŻ SKOŃCZYŁEM STUDIA, MNIE TO NIE DOTYCZY ITD ITD. CÓŻ POZOSTAJE MI TYLKO WSPÓŁCZUĆ TYM WSZYSTKIM KTÓRYM NIE BĘDZIE DANE POZNAĆ AKADEMICKIEGO ŻYCIA Z POWODU DZIURY BUDŻETOWEJ, KTÓRĄ WSZELKIMI MOŻLIWYMI SPOSOBAMI NALEŻY PRZECIEŻ ZAŁATAĆ KU CHWALE OJCZYZNY OCZYWIŚCIE!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nikt Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.ds.pg.gda.pl / *.ds.pg.gda.pl 10.11.02, 19:39 chcialabym,po przeczytaniu tego artykulu,dorzucic swoje piec groszy do dyskusji.Pewnie jak wiekszosc,mialam nieciekawe przejscia z wladzami PG.Jak to sie mowi:JAK NIE WIADOMO O CO CHODZI TO CHODZI O PINIADZE i im wszystkim chodzi o pieniadze,bo ja rozumiem ze jak ktos piaty raz podchodzi do egzaminu i go nie zdaje,ze mozna sie przyczepic,ale sa w zyciu sytuacje,w ktorych nie mamy nic do powiedzenia.Ja, w zeszlym roku rowniez bylam zmuszona do zaplacenia 800 zl.za powtarzanie semestru,bo w czasie czerwcowego terminu zmarl moj tata i szanowny p.Wladyslaw Koc nie chcial zgodzic sie na dodatkowy termin.Poszlam wiec wyzej do pani rektor Konczakowskiej i jej jestem wdzieczna bo chyba jako jedyna mnie wysluchala i zrozumiala.No ale coz z tego ze pani Konczakowska wyrazila zgode na dodatkowy termin i kazala sie zglosic do p.Koca jak ten prosto w oczy powiedzial mi ze i tak tego terminu nie zdam.Nie wiem czy zaszkodze sobie tym wyznaniem,pewnie tak ale nie zamierzam juz dluzej milczec.Mam nadzieje ze ktos to przeczyta i ze w koncu na tej polibudzie bedzie porzadek.Chociaz ciezko to sobie wyobrazic.A co do p.Koca to niech czasami pomysli zamnim cos powie bo naprawde wielu ludziom podcina skrzydla. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: siostra Re: Z tej matni się nie... Stosunki międzyludzkie IP: *.ds.pg.gda.pl / *.ds.pg.gda.pl 10.11.02, 21:54 Stosunki międzyludzkie - dodatek Po przeczytaniu artykułu ' Z tej matni się nie wychodzi ' nasunęło mi się kilka refleksji. Moim zdaniem, zaistniała sytuacja na Politechnice Gdańskiej jest tworem, który powstał w imię warto�ciowej idei - nauczmy czego� naszych kochanych studentów. Zapewne wszystko byłoby w porzšdku, gdyby nie sposób jej realizacji. Za owš nieudolno�ć odpowiadajš obie strony- studenci i nasi czcigodni Wykładowcy... Kiedy młody człowiek wkracza w dorosłe życie, faktycznie nie zdaje sobie czasem sprawy z odpowiedzialno�ci za swoje decyzje. Popełnia błędy i powinien konsekwencje ponosić. Jak wybrał wieczór z przyjaciółmi w poniedziałek, kolację z ukochanš we wtorek, a w �rodę miał za dużo go�ci, to je�li w czwartek bolała go głowa, to w pištek na pewno kolokwium obleje. Ja jako studentka wierzę, że profesor jest rozczarowany. Siedział bowiem przez cały okres swoich konsultacji samotny, bez poczucia, że komu� może pomóc i jedynie z nadziejš, że widocznie studenci wszystko zrozumieli. Po obejrzeniu prac poczuł może zło�ć, a może bezsilno�ć. Stšd w sytuacjach, które wydajš się bez wyj�cia, rodzš się systemy. A choć nie sš to najlepsze rozwišzania, czasem bywajš jedynymi. Niestety przeważnie gubiš one człowieka jako jednostkę. Stajemy się wielkš ciżbš ludzkš, uogólnieniem i nie mamy poczucia sensu swojego zaistnienia na tym wła�nie konkretnym padole. Ale co można zrobić, aby utrzymać tak wielkš liczbę ludzi w poczuciu obowišzku? Je�li nie można stworzyć lepszego, chyba przyjšć ów system za konieczno�ć i udoskonalać go, cišgle dajšc co� od siebie. Tak, Młody Człowieku, po to przyszedłe� na tę Uczelnię, aby się czego� nauczyć. Przecież na pewno kiedy�, poczujesz, że warto być specjalistš w jakie� dziedzinie, nie tylko po to aby zarabiać, ale dla satysfakcji, że Jeste� potrzebny- to jest droga do samorealizacji i spełnienia. Dlatego w tym jedynym, niepowtarzalnym swoim życiu, zastanów się czy podjšłe� się tych studiów odpowiedzialnie, a je�li tak to nadaj temu sens. Natomiast , Ty, drogi Profesorze, szanuj tego młodego człowieka, aby nie zatracił człowieczeństwa. Miej swoje zasady i nakre�laj je jasno na samym poczštku. Wymagaj dużo i ucz jak najbardziej obrazowo, by do tej młodej wyobra�ni jak najwięcej dotarło. Nie unikaj rozmów ze studentami, pozwól im odczuć, że sš tu i Ty też wierzysz, że to ma sens. To, że będziemy dla siebie bardziej ludzcy, nie jednemu pomoże i to nie chodzi tylko o relację profesor - student. Oto wiersz studentki, która napisała go na drugim roku: Jako� mi Uczelnio natchnienia nie dajesz, piękne mury stojš, żywa cegła nęci, by się doszukiwać jaki� starych legend, wywoływać z pamięci chlubne czyny ludzi. Jeszcze wyżłobione miejsca na te atramenta, co w nich młodzi swe pióra maczali przy my�li, co jak ogień kršżyła w nich tak niepojęta, być może nie dzisiejsza, bo ideałów chłonna, uciele�nienia żšdna, może bardziej wolna... Teraz ga�nie we mnie mara tajemnicza, co mnie ugo�ciła na mych młodych licach, gdy w murach tych pierwszy raz stanęłam. Miałam przed oczyma ludzi , którzy z woli swojej pragnš my�l swojš unie�ć, wyzwolić z niewoli i oddać drugiemu człowiekowi... Wierzyłam, że gdy nagły smutek przyjdzie i zmoczy �renice, kiedy los tak obróci wszystko w nawałnicę, siły mi starczy i męstwa, bo mam wokół braci. Ludzi, którzy nieboskłon tkajš w pokorze, skromno�ci i służš na pokładzie z wyboru wolno�ci... Ale gdyby nie Bóg i kilku z tysišca, gdyby nie ich ręce na moim ramieniu, nie starczyłoby mi woli, by krzyczeć do Słońca: warto żyć - choćby dla niewielu!!! Pozwólcie, że nie podejmę się interpretacji tego wiersza, tylko wycišgnę wnioski na koniec. Nie obwiniajmy się Bracia! Nie jest to wina tej Uczelni, ja jako kilkuletnia studentka, bardzo lubię ten �wiatek Naukowy i cieszę się, że on istnieje. Sš tu wspaniali ludzie i wielu takich opu�ci te mury. Po prostu pracujmy nad sobš i dostrzegajmy innych, szczególnie je�li potrafimy im pomóc... A zasady studiowania niech będš dla ludzi, którzy znajdš czas na piwo z przyjaciółmi i budowanie wspomnień z, jak mówiš, najlepszego okresu w życiu! Stosunki międzyludzkie - dodatek Po przeczytaniu artykułu ' Z tej matni się nie wychodzi ' nasunęło mi się kilka refleksji. Moim zdaniem, zaistniała sytuacja na Politechnice Gdańskiej jest tworem, który powstał w imię warto�ciowej idei - nauczmy czego� naszych kochanych studentów. Zapewne wszystko byłoby w porzšdku gdyby nie sposób jej realizacji. Za owš nieudolno�ć odpowiadajš obie strony- studenci i nasi czcigodni Wykładowcy... Kiedy młody człowiek wkracza w dorosłe życie, faktycznie nie zdaje sobie czasem sprawy z odpowiedzialno�ci za swoje decyzje. Popełnia błędy i powinien konsekwencje ponosić. Jak wybrał wieczór z przyjaciółmi w poniedziałek, kolację z ukochanš we wtorek, a w �rodę miał za dużo go�ci, to je�li w czwartek bolała go głowa, to w pištek na pewno kolokwium obleje. Ja jako studentka wierzę, że profesor jest rozczarowany. Siedział bowiem przez cały okres swoich konsultacji samotny, bez poczucia, że komu� może pomóc i jedynie z nadziejš, że widocznie studenci wszystko zrozumieli. Po obejrzeniu prac poczuł może zło�ć, a może bezsilno�ć. Stšd w sytuacjach, które wydajš się bez wyj�cia, rodzš się systemy. A choć nie sš to najlepsze rozwišzania, czasem bywajš jedynymi. Niestety przeważnie gubiš one człowieka jako jednostkę. Stajemy się wielkš ciżbš ludzkš, uogólnieniem i nie mamy poczucia sensu swojego zaistnienia na tym wła�nie konkretnym padole. Ale co można zrobić, aby utrzymać tak wielkš liczbę ludzi w poczuciu obowišzku? Je�li nie można stworzyć lepszego, chyba przyjšć ów system za konieczno�ć i udoskonalać go, cišgle dajšc co� od siebie. Tak, Młody Człowieku, po to przyszedłe� na tę Uczelnię, aby się czego� nauczyć. Przecież na pewno kiedy�, poczujesz, że warto być specjalistš w jakie� dziedzinie, nie tylko po to aby zarabiać, ale dla satysfakcji, że Jeste� potrzebny- to jest droga do samorealizacji i spełnienia. Dlatego w tym jedynym, niepowtarzalnym swoim życiu, zastanów się czy podjšłe� się tych studiów odpowiedzialnie, a je�li tak to nadaj temu sens. Natomiast , Ty, drogi Profesorze, szanuj tego młodego człowieka, aby nie zatracił człowieczeństwa. Miej swoje zasady i nakre�laj je jasno na samym poczštku. Wymagaj dużo i ucz jak najbardziej obrazowo, by do tej młodej wyobra�ni jak najwięcej dotarło. Nie unikaj rozmów ze studentami, pozwól im odczuć, że sš tu i Ty też wierzysz, że to ma sens. To, że będziemy dla siebie bardziej ludzcy, nie jednemu pomorze i to nie chodzi tylko o relację profesor - student. Oto wiersz studentki, która napisała go na drugim roku: Jako� mi Uczelnio natchnienia nie dajesz, piękne mury stojš, żywa cegła nęci, by się doszukiwać jaki� starych legend, wywoływać z pamięci chlubne czyny ludzi. Jeszcze wyżłobione miejsca na te atramenta, co w nich młodzi swe pióra maczali przy my�li, co jak ogień kršżyła w nich tak niepojęta, być może nie dzisiejsza, bo ideałów chłonna, uciele�nienia żšdna, może bardziej wolna... Teraz ga�nie we mnie mara tajemnicza, co mnie ugo�ciła na mych młodych licach, gdy w murach tych pierwszy raz stanęłam. Miałam przed oczyma ludzi , którzy z woli swojej pragnš my�l swojš unie�ć, wyzwolić z niewoli i oddać drugiemu człowiekowi... Wierzyłam, że gdy nagły smutek przyjdzie i zmoczy �renice, kiedy los tak obróci wszystko w nawałnicę, siły mi starczy i męstwa, bo mam wokół braci. Ludzi, którzy nieboskłon tkajš w pokorze, skromno�ci i służš na pokładzie z wyboru wolno�ci... Ale gdyby nie Bóg i kilku z tysišca, gdyby nie ich ręce na moim ramieniu, nie starczyłoby mi woli, by krzyczeć do Słońca: warto żyć - choćby dla niewielu!!! Pozwólcie, że nie podejmę się interpretacji tego wiersza, tylko wycišgnę wnioski na koniec. Nie obwiniajmy się Bracia! Nie jest to wina tej Uczelni, ja jako kilkuletnia studentka, bardz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sylwia Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.lidzbark.sdi.tpnet.pl 10.11.02, 23:22 Jak można mówić żę nie oblewa się studentów specjalnie skoro przyjmuje sie na ochronę 150 osób a na trzecim roku na laboratorium z chemii organicznej miejsc jest 50...Czyli co sto osób trzeba jakoś wcześniej pozbawioć przywileju odrabiania tych zajęć. Ja wiem, że student powinien być zawsze przygotowany ale wystarczy, że komuś raz na chwilę powinie się noga i może być pewien, że o ile nie będzie miał tyle tupetu i silnej woli żeby błagać o następną szansę nigdy jej nie dostanie...raz Ci się nie uda i już jesteś studentem drugiej kategorii...A niestety na moim roku zostało na czysto może 20 osób... Odpowiedz Link Zgłoś