Z tej matni się nie wychodzi. System punktów i ...

    • Gość: Adam M. 50 tys. zł za powtarzanie roku na państwowej uczelni IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 11.11.02, 11:35
      50 tys. za powtarzanie roku (zwłaszcza starsze lata) na ŚAM to
      norma. Wystarczy nie zdać jednego przedmiotu w pierwszym
      semestrze, by powtarzać rok. Nawet po blaganiach, staraniach,
      udowodnieniu, że jest się biednym itd. i tak trzeba zapłacić
      ᡌ tys. A traktowanie studentów?! - w artykule to chyba raj
      studencki opisano.
      • Gość: Adam M. Re: 50 tys. zł za powtarzanie roku na państwowej IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 11.11.02, 11:40
        Tytułem wyjaśnienia: Pierwszym semestrze, czyli zimowym.
        Znajomy powtarza tak 6 rok. Nie zdał jednego egzaminu na 11
        semestrze.
        • Gość: salamandra Re: 50 tys. zł za powtarzanie roku na państwowej IP: *.retel.pl 11.11.02, 12:35
          skoro ja student zaoczny funduję nauke sobie i przez podatki także innym
          dziennym niech płacą bo takze na PWarszawskiej są tacy którzy zatrzymali swoje
          zegarki i od kilku lat żadnych postepów

          mamy wolność od 1918 więc niechcesz sie uczyć stań w obronie granic i szeregach
          WP
          • Gość: student eti Re: 50 tys. zł za powtarzanie roku na państwowej IP: *.ds.pg.gda.pl / *.ds.pg.gda.pl 11.11.02, 19:06
            Czyżby jakiś kompleks?
    • Gość: Dominika Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: 213.195.156.* 11.11.02, 15:36
      Artykuł OK. ale to nie jest jedyna uczelnia na której są takie
      problemy. Studia prawnicze na UJ - horror. Dołowanie studentów,
      notorycznie powtarzanie obligów i tłumy praktycznie na każde,
      bardziej wartościowe zajęcia. Nie wiem jak to przeżyłam. Z
      perspektywy czasu wiem, że nie było warto się męczyć bo w
      praktyce zawodowej to osoby po prowincjonalnych uniwersytetach
      (Rzeszów - debeściak), okazują się prawniczymi "geniuszami".
      Pozdrawiam.
    • Gość: vvvvvvv Uniwersytet Łódzki IP: *.love.gothic.and.blood.pl 11.11.02, 17:26
      Na UŁ nie dzieje sie najlepiej. Wykładowcy uważają sie za bogów.Nie ma jasno
      określonych kryteriów oceniania na egzaminie.Np na egzaminie z matematyki na
      jednym z wydziałów jednemu studentowi wystarczy do zaliczenia 9 punktów a inny
      mając 20 oblewa.Na egzaminie z finansów usłyszelismy, że piszemy o podatkach
      zbyt konkretnie!Nie wiem jak mozna pisac bajke o Vacie czy podatku
      dochodowym.Wykładowcy są bardzo różni.Jedni przychodzą na wykłady przygotowani,
      doskonale pamiętają, na czym skończyli i co jeszcze mieli uzupełnić, a inni
      nawet nie wiedzą z kim mają zajęcia, albo mówią takie rzeczy, że szkoda czasu
      na takie zajęcia (cytuję:"Co zrobić, żeby zmniejszyć bezrobocie?Piszecie? No
      więc, żeby zmniejszyć bezrobocie, trzeba,,,,-tu chwila ciszy-zwiększyć
      zatrudnienie!").Część wykładowców traktuje studentów po ludzku i są naprawdę
      szanowani i lubiani, ale część potrafi powiedzieć, że w zasadzie, to nie ma po
      co składać podań o egzamin komisyjny , bo ułoży taki, że i tak sie nie zda.
      Łatwo skreślić czyjeś marzenia prawda?A może by tak pomyśleć, że student to tez
      człowiek i że też może mieć jakieś problemy, że nie każdy może wszystko pojąć?
      Ale po co, wykładowca to ktoś kto ma władzę.Życze dalej dobrego samopoczucie i
      żeby państwa dzieci trafiły na takich samych wykładowców.Ciekawe, jak wtedy
      bedą Państwo odbierać takie zachowania...
    • Gość: Beata Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.gdynia.sdi.tpnet.pl 12.11.02, 12:31
      Tłumaczenia rektora są śmieszne, czy on sam siebie słyszy?
      Wniosek, że popiera terror na uczelni! Nie jestem studentką ale
      jestem oburzona!
    • Gość: Student ETI Re: Z tej matni się nie wychodzi. UWAGA! IP: 130.94.107.* 12.11.02, 13:33
      Czytam setny post i wciaz te same bzdury. O studentach,
      ktorzy sie podobno nie ucza (i nie tylko) mozna
      przeczytac w moim wczesniejszym liscie pod adresem:
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=245&w=3584481

      ... a tu ciag dalszy listu:
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=245&w=3584537
      • Gość: DaDa Re: Z tej matni się nie wychodzi. UWAGA! IP: proxy / 192.168.0.* 12.11.02, 15:00
        Gość portalu: Student ETI napisał(a):

        > Czytam setny post i wciaz te same bzdury. O studentach,
        > ktorzy sie podobno nie ucza (i nie tylko) mozna
        > przeczytac w moim wczesniejszym liscie pod adresem:
        > <a href="www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?
        f=245&w=3584481"t
        > arget="_blank">www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?
        f=245&w=3584481</a
        > >
        >
        > ... a tu ciag dalszy listu:
        > <a href="www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?
        f=245&w=3584537"t
        > arget="_blank">www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?
        f=245&w=3584537</a
        > >


        Zdaje się, że lubisz mieć ostatnie słowo. Poza tym piszesz zdecydowanie za
        długie posty. Trudno z nimi dyskutować.

        Problem z tego typu dyskusjami leży w tym, że oceniamy innych swoja własną
        miarą. Ja uważam, że wypełniam swoje obowiązki dobrze i krzywdząca jest dla
        mnie wymowa tego artykułu. Ty uważasz, że jesteś w porządku i że to nauczyciele
        cię krzywdzą. Musimy spojrzec na sprawę obiektywnie. Ja wiem, że nie wszyscy
        nauczyciele są OK. Ty musisz przyjąć do wiadomości, że jest na studiach bardzo
        dużo studentów nie nadających sie do studiowania czegokolwiek.

        Dobrze, że znasz jakiegoś nauczyciela, którego cenisz. Więc jednak? Nie pracuję
        na PG, ale jakoś nie mogę sobie wyobrazić, ze pracują tam wyłącznie jacyś
        zwyrodnialcy, wyżywający się na biednych studentach. Jeżeli jednak masz rację,
        to dlaczego wasz samorząd nic nie robił do tej pory? I dlaczego wy (ty) go z
        tego nicnierobienia nie rozliczycie? Jak również z oceny kompetencji
        nauczycieli i ważności bądź nieważności pewnych przedmiotów. A może należałoby
        w pokorze przyjąć, że nie umie się jeszcze na tyle dużo, żeby oceniać
        przydatność bądź nie pewnych przedmiotów w procesie kształcenia?

        Odwoływanie się do tragedii z ubiegłego roku jest według mnie nieuczciwe,
        ponieważ ten student został przyłapany na podkładaniu gotowca. Z każdej uczelni
        zachodniej zostałby z miejsca wyrzucony. A, o ile znam sprawę, jego problemy (z
        nauką i emocjonalne)wynikały z zaniedbywania obowiązków na rzecz internetu. DaDa


        • Gość: Student ETI Re: Z tej matni się nie wychodzi. UWAGA! IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 12.11.02, 18:12
          Gość portalu: DaDa napisał(a):

          > Problem z tego typu dyskusjami leży w tym, że oceniamy
          innych swoja własną
          > miarą. Ja uważam, że wypełniam swoje obowiązki dobrze i
          krzywdząca jest dla
          > mnie wymowa tego artykułu.

          W artykule nigdzie nie znajdziemy tekstu, z ktorego
          wynikaloby, ze WSZYSCY wykladowcy i asystenci sa zli,
          beznadziejni i nieprzygotowani do edukacji studentow.
          Kazdy z nas zna kiepskich profesorow i tych, ktorzy nie
          nadaja sie do pracy w szkole czy na uczelni. Problem lezy
          w tym, ze utrzymuje sie na PG (i nie tylko) miernoty,
          ktore znecaja sie nad studentami. Wszyscy wiedza, kto
          wykancza sluchaczy, ale nic sie z takim czlowiekiem nie
          robi. Tak byc nie moze, jesli chcemy ustrzec sie przed
          kolejnymi wypadkami (samobojstwa, agresja ze strony
          studenta).

          >Ty uważasz, że jesteś w porządku i że to nauczyciele
          > cię krzywdzą.

          Uogolniasz. Nie wszyscy nauczyciele mnie krzywdza i nie
          uwazam, ze zawsze bylem w porzadku. Ale jesli blad lezy
          po mojej stronie, to zamykam dziob i nie robie z tego
          afery. Z kolei nie moge sie pogodzic z taka sytuacja, w
          ktorej profesor po 3-ciej poprawce oblewa 30%-50%
          studentow na roku, niezaleznie od tego, ile ci studenci
          sie przygotowywali do zaliczenia. I wtedy mozna mowic o
          jakiejs patologii.

          >Musimy spojrzec na sprawę obiektywnie. Ja wiem, że nie
          wszyscy
          > nauczyciele są OK. Ty musisz przyjąć do wiadomości, że
          jest na studiach bardzo
          > dużo studentów nie nadających sie do studiowania
          czegokolwiek.

          Oczywiscie! I zadaje sobie pytanie, jak oni sie znalezlli
          na uczelni!? O tym pisalem w moim poprzednim poscie.

          > Dobrze, że znasz jakiegoś nauczyciela, którego cenisz.
          Więc jednak? Nie pracuję
          > na PG, ale jakoś nie mogę sobie wyobrazić, ze pracują
          tam wyłącznie jacyś
          > zwyrodnialcy, wyżywający się na biednych studentach.

          Pisalem pare razy, ze sa rozni wykladowcy, wiec prosze
          darowac sobie tego typu teksty.

          >Jeżeli jednak masz rację,
          > to dlaczego wasz samorząd nic nie robił do tej pory?

          To pytanie moznaby porownac z innym pytaniem - dlaczego
          nasz rzad doprowadza Rzeczpospolita Polska do bankructwa.
          Bo problem jest ten sam. Studenci wybieraja samorzad, po
          czym ten samorzad ma studentow w nosie. Wyborcy ida do
          urny a bezrobocie i bieda rosnie.

          Poza tym studenci bedacy w samorzadzie boja sie
          podejmowac bardziej radykalnych dzialan w celu zmiany tej
          zlej sytuacji jaka u nas panuje. Przeciez taki
          "samorzadowiec" nie bedzie klocil sie z panem profesorem,
          ktory pozniej bedzie ocenial jego prace dyplomowa. To proste.

          >Jak również z oceny kompetencji
          > nauczycieli i ważności bądź nieważności pewnych
          >przedmiotów.

          Studenci nie decyduja o programie studiow a tym bardziej
          o naborze nauczycieli.

          > A może należałoby
          > w pokorze przyjąć, że nie umie się jeszcze na tyle
          dużo, żeby oceniać
          > przydatność bądź nie pewnych przedmiotów w procesie
          kształcenia?

          Zaraz, zaraz. Jezeli ja programuje komputery od szkoly
          podstawowej i kazdy problem zwiazany z komputerami
          rozwiazuje (szybciej lub wolniej) i widze, ze mam uczyc
          sie bzdur i idiotyzmow, ktore w zaden sposob nie sa
          zwiazane z informatyka, to prosze mi wybaczyc, ale to
          pytanie jest dla mnie smieszne.

          > Odwoływanie się do tragedii z ubiegłego roku jest
          według mnie nieuczciwe,
          > ponieważ ten student został przyłapany na podkładaniu
          gotowca.

          CO??????? KTO GO PRZYLAPAL??? GDZIE???

          Wlasnie tragiczne bylo to, ze ZOSTAL OSKARZONY, lecz NIE
          PRZYLAPANY przez profesora. Nasz doktorek tak sobie
          wymyslil, ze go obleje, bo cos za dobrze Kamilowi poszlo.
          A to jest naturalne, ze w ciagu 3 lat mozna sie nauczyc
          przedmiotu, prawda?

          > A, o ile znam sprawę, jego problemy (z nauką i
          >emocjonalne)wynikały z zaniedbywania obowiązków na rzecz
          >internetu.

          A skad te rewelacje? Z tygodnika "NIE"? Co za bzdura...

          Pozdrawiam.
          • Gość: DaDa Re: Z tej matni się nie wychodzi. UWAGA! IP: proxy / 192.168.0.* 12.11.02, 22:39
            Gość portalu: Student ETI napisał(a):

            > W artykule nigdzie nie znajdziemy tekstu, z ktorego
            > wynikaloby, ze WSZYSCY wykladowcy i asystenci sa zli,
            > beznadziejni i nieprzygotowani do edukacji studentow.

            Nie wszystko musi być napisane wprost, jawnym tekstem, żeby uzyskać taki
            właśnie, jak napisałam, efekt. Wystarczył tendencyjny dobór przykładów.

            > Problem lezy
            > w tym, ze utrzymuje sie na PG (i nie tylko) miernoty,
            > ktore znecaja sie nad studentami.

            Miernoty może i się utrzymuje, ale ty nie masz kompetencji, żeby to ocenić. Bez
            obrazy.

            > Ale jesli blad lezy
            > po mojej stronie, to zamykam dziob i nie robie z tego
            > afery.

            Czyżby?

            >Z kolei nie moge sie pogodzic z taka sytuacja, w
            > ktorej profesor po 3-ciej poprawce oblewa 30%-50%
            > studentow na roku, niezaleznie od tego, ile ci studenci
            > sie przygotowywali do zaliczenia. I wtedy mozna mowic o
            > jakiejs patologii.

            A może należałoby go podziwiać za upór w próbach utrzymania poziomu nauczania?
            I co tu ma do rzeczy czas przygotowywania się. Tego nie mozna sprawdzić. Liczy
            się efekt. Czy nie wolno wam obejrzeć własnych prac? I nikt wam nie tłumaczy,
            dlaczego nie zaliczacie?

            > Oczywiscie! I zadaje sobie pytanie, jak oni sie znalezlli
            > na uczelni!?

            Maja chyba maturę? Uczelnie nie wydają świadectw maturalnych.

            > Zaraz, zaraz. Jezeli ja programuje komputery od szkoly
            > podstawowej i kazdy problem zwiazany z komputerami
            > rozwiazuje (szybciej lub wolniej) i widze, ze mam uczyc
            > sie bzdur i idiotyzmow, ktore w zaden sposob nie sa
            > zwiazane z informatyka, to prosze mi wybaczyc, ale to
            > pytanie jest dla mnie smieszne.

            Zaraz, zaraz. Na jakim wydziale studiujesz? Na Wydziale Programowania PG?

            Jeśli chciałbys być jedynie programistą, to raczej zapisz się na jakieś kursy.

            >
            > > A, o ile znam sprawę, jego problemy (z nauką i
            > >emocjonalne)wynikały z zaniedbywania obowiązków na rzecz
            > >internetu.
            >
            > A skad te rewelacje? Z tygodnika "NIE"? Co za bzdura...
            >

            Z raportu Komisji. Z postów na forum PG i GW. Z lektury postów tego studenta w
            internecie. Czy przypadkiem student ten nie poświęcał większości swego czasu na
            konkursy internetowe? I czy nie został w tych konkursach oszukany przez ich
            organizatorów? Czy za to rownież winisz PG? Zostawmy to jednak, bo to nie oto
            chodzi. Swoją drogą, jestem ciekawa, czy poszkodowani (ew. ich rodziny)
            otrzymają od PG zadośćuczynienie finansowe i moralne. I czy wasi nauczyciele
            dostają dodatek za prace w warunkach szczególnie niebezpiecznych. Praca
            nauczyciela, i nie tylko, jest na PG szalenie ryzykowna.

            Na pewno na tym wydziale potrzebujecie teraz rozjemcy, mediatora, terapeuty i
            psychologa. I mam nadzieję, że PG wam, studentom, i nauczycielom kogos takiego
            zapewni. DaDa


            • Gość: Student ETI Re: Z tej matni się nie wychodzi. UWAGA! IP: 209.234.157.* 13.11.02, 02:48
              Gość portalu: DaDa napisał(a):

              > Nie wszystko musi być napisane wprost, jawnym tekstem,
              >żeby uzyskać taki właśnie, jak napisałam, efekt.
              >Wystarczył tendencyjny dobór przykładów.

              Artykul porusza m.in. pewien problem - problem
              beznadziejnych wykladowcow. Zeby udowodnic, ze to nie
              zarty, nalezalo podac przyklady klopotow studentow. I one
              zajely znaczna czesc publikacji. To jest naturalne.

              Jezeli ktos trafia do sadu np. za handel narkotykami, to
              sedzia skupia sie przede wszystkim na dowodach winy, a
              nie uczciwosci podejrzanego.

              Poza tym w artykule znalazly sie wypowiedzi, ktore mowia
              wprost - nie wszyscy wykladowcy sa zli. Dziennikarze
              przede wszystkim maja tropic niesprawiedliwosc i
              nieuczciwosc. Nie ma sensu rozpisywac sie nad czyms, co
              funkcjonuje prawidlowo, bo czytelnicy by sie zanudzili.

              > Miernoty może i się utrzymuje, ale ty nie masz
              > kompetencji, żeby to ocenić. Bez obrazy.

              O jakich kompetencjach piszesz? Czy ja jestem slepy? A
              moze gluchy? Pytam sie, bo wydaje mi sie, ze nieudolnosc
              niektorych profesorow do wykladania danego przedmiotu
              jestem w stanie stwierdzic po tym, co ten czlowiek mowi,
              jak sie zachowuje, a takze widze efekt jego pracy.

              Nie trzeba byc pracownikiem kuratorium, zeby stwierdzic,
              czy ktos sobie daje rade w przekazywaniu wiedzy czy tez
              nie. Do tego wystarczy tylko troche inteligencji i
              spostrzegawczosci.

              /przepraszam za forme - na TY, ale nie wiem czy mam do
              czynienia z pania czy panem/

              > > Ale jesli blad lezy
              > > po mojej stronie, to zamykam dziob i nie robie z tego
              > > afery.
              >
              > Czyżby?

              A skad te watpliwosci? Znamy sie?

              > >Z kolei nie moge sie pogodzic z taka sytuacja, w
              > > ktorej profesor po 3-ciej poprawce oblewa 30%-50%
              > > studentow na roku.
              >
              > A może należałoby go podziwiać za upór w próbach
              >utrzymania poziomu nauczania?

              Wolne zarty. Mam czlowieka podziwiac za to, ze w wyniku
              jego nieudolnych prob nauczania polowa studentow oblewa?
              Rzeczywiscie, swietny POZIOM - poziom nieudacznictwa i
              niekompetencji wykladowcy.

              Profesor ma prawo duzo wymagac, ale pod jednym warunkiem
              - jezeli sumiennie i dobrze przekazywal wiedze z
              wykladanego przedmiotu. Jesli w ciagu semestru bredzil
              niezrozumiale pod tablica, zaoferowal kiepski skrypt z
              przedmiotu i robil wiele innych problemow studentom to ta
              osoba nie ma MORALNEGO prawa wymagac od sluchacza
              wiekszej wiedzy niz byl on w stanie ja przyswoic na
              wykladzie.

              > I co tu ma do rzeczy czas przygotowywania się. Tego nie
              > mozna sprawdzić. Liczy się efekt.

              Czas przygotowywania sie jest bardzo istotny, poniewaz
              jezeli studenci poswiecaja nadzwyczaj duzo czasu jednemu
              przedmiotowi i pozniej nie zalicza polowa, to chyba jest
              cos nie tak, prawda? Czy moze uwazasz, ze nastepuje jakis
              wysyp niekumatych idiotow, ktorzy nie potrafia zdac
              jednego egzaminu? (a z kolei z innymi nie maja problemow...)

              > Czy nie wolno wam obejrzeć własnych prac? I nikt wam
              nie > tłumaczy, dlaczego nie zaliczacie?

              He he. No pewnie ze tlumacza! Niektorzy. Ale co mi z
              takiego tlumaczenia, jesli niewiele to zmieni?
              Zrozumienie jednego czy dwoch wlasnych bledow nie
              zagwarantuje zaliczenia kolejnej poprawki. Studenci
              zmagaja sie czesto z tak absurdalnymi problemami (w
              sensie zdobycia odpowiednich przykladow, zadan,
              konkretnego wytlumaczenia materialu, jasnych kryteriow
              zaliczenia), ze obejrzenie swojej pracy w niczym nie pomoze.

              >>Oczywiscie! I zadaje sobie pytanie, jak oni sie
              >>znalezlli na uczelni!?

              > Maja chyba maturę? Uczelnie nie wydają świadectw
              >maturalnych.

              Otoz to! I co z tego, ze maja mature? Od kiedy to matura
              jest wyznacznikiem mozliwosci studenta/kandydata do
              intensywnego przyswajania wiedzy i radzenia sobie w
              sytuacjach stresowych?? Matura to taki smieszny papierek
              potwierdzajacy ukonczenie ogolniaka - okresu imprez,
              dyskotek i zabawy.
              Dopiero EGZAMIN wstepny jest miernikiem przygotowania
              kandydata na studia. Tak wiec wladze uczelni myslace
              podobnie jak Ty doprowadzily do tego, ze bardzo duza
              liczba studentow przychodzi tu po konkursie swiadectw i
              to oni zazwyczaj nie radza sobie z egzaminami. Tak wiec
              uczelnia a nie student generuje te problemy.

              > Zaraz, zaraz. Na jakim wydziale studiujesz? Na Wydziale
              > Programowania PG?

              Studiuje na kierunku Informatyki, a co za tym idzie
              wymagam aby uczono mnie zagadnien zwiazanych z
              programowaniem komputerow, bo do tego sprowadza sie
              informatyka.

              > Jeśli chciałbys być jedynie programistą, to raczej
              >zapisz się na jakieś kursy.

              Takim kursem jest studiowanie. Tylko ze ja ucze sie
              pierdol, ktore z informatyka maja tyle wspolnego co
              krzeslo z krzeslem elektrycznym i jest to strata mojego
              cennego czasu. Studiuje dla papierka, bo na tej uczelni
              niewielu rzeczy mnie nauczyli z komputerow, a jedynie
              zmarnowali mi czas - duzo czasu.

              > Z raportu Komisji. Z postów na forum PG i GW. Z lektury
              >postów tego studenta w internecie. Czy przypadkiem
              >student ten nie poświęcał większości swego czasu na
              > konkursy internetowe?

              Trzeba myslec, jak sie cos pisze a nie klepac zaslyszane
              gdzies bzdury!

              Jakim cudem Szanowna Komisja zbadala, ile Kamil poswiecal
              czasu na internet? Jak im sie udalo dojsc, jak bardzo
              zajmujace sa te konkursy, w ktorych bral udzial?

              Jezeli cos piszesz, to wpierw sprawdz jak sie ma to do
              rzeczywistosci.
              A rzeczywistosc wyglada nastepujaco. Kamil w ciagu kilku
              LAT wyslal okolo kilkudziesieciu listow na grupy
              dyskusyjne. Co to jest kilkadziesiat listow, jesli ja
              wyslalem w tym czasie kilkadziesiat TYSIECY listow i w
              niewielkim stopniu wplynelo to na moja nauke!?

              Co do konkursow. Konkursow bylo kilkanascie.
              Rozwiazywanie zadan w wiekszosci z nich nie bylo bardziej
              czasochlonne niz rozwiazanie krzyzowki. Jedynie ostatni
              jego konkurs angazowal go nie tyle czasowo, co raczej
              polegalo to na tym, ze codziennie wysylal on jednoczesnie
              4 SMSy - co zajelo mu w sumie 3 sekundy. (wg billingu
              tel. kom.)

              Jezeli komisja pisala cos o przyczynach tragedii i
              wiazala je z internetem i konkursami, to taka komisje
              nalezaloby wsadzic do klatki razem z malpami w cyrku.

              >I czy nie został w tych konkursach oszukany przez ich
              >organizatorów? Czy za to rownież winisz PG?

              Darujmy sobie te zlosliwosci, bo to obniza poziom naszej
              dyskusji.

              > czy wasi nauczyciele
              > dostają dodatek za prace w warunkach szczególnie
              >niebezpiecznych. Praca nauczyciela, i nie tylko, jest na
              >PG szalenie ryzykowna.

              A pewnie. Sami wykladowcy wraz z wladzami uczelni tworza
              chory system a pozniej zwalaja wine na studentow, ktorych
              ten system zniszczyl psychicznie.

              > Na pewno na tym wydziale potrzebujecie teraz rozjemcy,
              >mediatora, terapeuty i psychologa. I mam nadzieję, że PG
              >wam, studentom, i nauczycielom kogos takiego
              > zapewni.

              Nam nie jest potrzebny psycholog, ale dziekan i rektor z
              wyobraznia.
              Dlaczego chcesz leczyc objawy zamiast likwidowac zrodla
              problemow??
              Nastapilo tu jakies pomieszanie przyczyn, skutkow i
              efektow...

              Pozdrawiam.
              • Gość: DaDa Re: Z tej matni się nie wychodzi. UWAGA! IP: proxy / 192.168.0.* 13.11.02, 09:56
                Gość portalu: Student ETI napisał(a):

                > > > Ale jesli blad lezy
                > > > po mojej stronie, to zamykam dziob i nie robie z tego
                > > > afery.
                > >
                > > Czyżby?
                >
                > A skad te watpliwosci? Znamy sie?

                Czy kiedykolwiek przyznałeś się do błędu? Mam wątpliwosci, sadząc po poziomie
                agresywności twoich tekstów.


                >
                > > >Z kolei nie moge sie pogodzic z taka sytuacja, w
                > > > ktorej profesor po 3-ciej poprawce oblewa 30%-50%
                > > > studentow na roku.
                > >
                > > A może należałoby go podziwiać za upór w próbach
                > >utrzymania poziomu nauczania?
                >
                > Wolne zarty. Mam czlowieka podziwiac za to, ze w wyniku
                > jego nieudolnych prob nauczania polowa studentow oblewa?
                > Rzeczywiscie, swietny POZIOM - poziom nieudacznictwa i
                > niekompetencji wykladowcy.
                >

                Też juz nieraz słyszałam takie teksty. Otóz miałam takiego kierownika, który na
                moje próby niezaliczenia większej niż 20% liczbie studentów stwierdzał "Pani
                jest złą nauczycielką, bo ich Pani nie nauczyła". Ja mogę nauczyć wszystkiego,
                ale muszę mieć do tego chociaż minimum warunków: rozsądną liczbę godzin
                wykładowych, troche ćwiczeń rachunkowych, rozsądną liczbę studentów (a w
                porywach mam ich w semestrze 300 i więcej) i to studentów, którzy nie mają
                problemów z ułamkami. Niestety godzin ćwiczeniowych juz nie mam. Został goły
                wykład + trochę laboratoriów, a wczoraj miałam na konsultacjach studenta (na
                konsultacjach wymuszonych przeze mnie dwóją), który równanie "p=ro*g*h"
                przekształcił w sposób nastepujący "h=(ro*g)/p". Gdybyż to były wyjątki! Ale ja
                prace swoich studentów czytam i widzę, co oni wypisują. Gdybym miała tyle
                odwagi, co ten profesor, też bym nie zaliczyła 50% rocznika.

                > Czas przygotowywania sie jest bardzo istotny, poniewaz
                > jezeli studenci poswiecaja nadzwyczaj duzo czasu jednemu
                > przedmiotowi i pozniej nie zalicza polowa, to chyba jest
                > cos nie tak, prawda? Czy moze uwazasz, ze nastepuje jakis
                > wysyp niekumatych idiotow, ktorzy nie potrafia zdac
                > jednego egzaminu? (a z kolei z innymi nie maja problemow...)

                Co do tego wysypu, to tak rzeczywiście uważam! Ale od razu dodam, że mam też
                studentów, którzy daliby sobie radę na każdej uczelni na świecie. Niestety
                rozpiętość między poziomem studentów jest olbrzymia.

                A co do czasu poswięconego nauce. Wiekszość studentów nie potrafi się uczyć.
                Stawia wyłącznie na naukę pamięciową. Rozwiązuje zbyt mało zadań. Nie zgłasza
                się z problemami na konsultacje. Studenci, jeżeli już rozmawiają o nauce, to w
                gronie osób podobnych do siebie. Rozumiem przez to, że : inteligentni
                rozmawiają z inteligentnymi, nieuki z nieukami. Często w sesji poprawkowej
                oblewany właśnie za nieznajomość podstawowych problemów student mówi "to ja
                jeszcze wyjdę i za 15 min się nauczę". Nie wystarczyło mu całego semestru, ale
                da radę w 15 min! I kto go tego nauczy? Przecież pod drzwiami zostali tacy sami
                jak on - nieuki? Ci lepsi już dawno zaliczyli i pojechali do domu.

                > He he. No pewnie ze tlumacza! Niektorzy. Ale co mi z
                > takiego tlumaczenia, jesli niewiele to zmieni?
                > Zrozumienie jednego czy dwoch wlasnych bledow nie
                > zagwarantuje zaliczenia kolejnej poprawki. Studenci
                > zmagaja sie czesto z tak absurdalnymi problemami (w
                > sensie zdobycia odpowiednich przykladow, zadan,
                > konkretnego wytlumaczenia materialu, jasnych kryteriow
                > zaliczenia), ze obejrzenie swojej pracy w niczym nie pomoze.

                Nie bardzo to rozumiem. Czy to oznacza, że jeśli w trakcie semestru przyjdziesz
                do nauczyciela na konsultację z jakimiś niejasnościami, to zostaniesz
                wyrzucony?


                > Otoz to! I co z tego, ze maja mature? Od kiedy to matura
                > jest wyznacznikiem mozliwosci studenta/kandydata do
                > intensywnego przyswajania wiedzy i radzenia sobie w
                > sytuacjach stresowych??

                W tym się zgadzamy. Co do egzaminów wstępnych. Ja też wolałam, kiedy były. Ale
                rozejrzyj się wokół siebie. Ilu jest chętnych do studiowania. Gdzie oni się
                pomieszczą? I czy jestes pewien, że przy tej liczbie chętnych, ty znalazłbyś
                się wśród zwycięzców?

                > Studiuje na kierunku Informatyki, a co za tym idzie
                > wymagam aby uczono mnie zagadnien zwiazanych z
                > programowaniem komputerow, bo do tego sprowadza sie
                > informatyka.

                Jak byłam studentką też uważałam, że uczę się masę niepotrzebnych rzeczy. Po
                latach widzę, że było tego za mało. A mieliśmy nie 27 godz tygodniowo, a ze
                czterdzieści parę. Trochę pokory. Nie na wszystkim jeszcze się znasz.

                > Jezeli komisja pisala cos o przyczynach tragedii i
                > wiazala je z internetem i konkursami, to taka komisje
                > nalezaloby wsadzic do klatki razem z malpami w cyrku.

                Jeżeli wiesz coś, o czym nie wiedziała komisja, to dlaczego nie zgłosiłeś się i
                nie złożyłeś zeznania? Trochę więcej odwagi cywilnej!

                > Nam nie jest potrzebny psycholog, ale dziekan i rektor z
                > wyobraznia.
                > Dlaczego chcesz leczyc objawy zamiast likwidowac zrodla
                > problemow??
                > Nastapilo tu jakies pomieszanie przyczyn, skutkow i
                > efektow...

                Ot naiwność. Czy kiedykolwiek zmiana rektora i dziekana zmieniła coś
                radykalnie? Na to dają się nabierać tylko naiwni studenci. W czasie każdych
                wyborów widzę, jak co bardziej sprytni kandydaci na urzędy manipulują
                studentami. A studenci poprą każdego, kto im obieca lżejsze życie. DaDa
                • Gość: Student ETI Re: Z tej matni się nie wychodzi. UWAGA! IP: 130.94.107.* 13.11.02, 16:58
                  Gość portalu: DaDa napisał(a):

                  ) Czy kiedykolwiek przyznałeś się do błędu? Mam
                  )wątpliwosci, sadząc po poziomie agresywności twoich
                  tekstów.

                  Prosze nie "sadzic", tylko pisac o faktach.
                  Poziom agresywnosci postow nie ma nic wspolnego ze
                  sklonnosciami do samokrytyki.

                  ) Też juz nieraz słyszałam takie teksty. Otóz miałam
                  )takiego kierownika, który na moje próby niezaliczenia
                  )większej niż 20% liczbie studentów stwierdzał "Pani
                  ) jest złą nauczycielką, bo ich Pani nie nauczyła". Ja
                  )mogę nauczyć wszystkiego, ale muszę mieć do tego chociaż
                  )minimum warunków: rozsądną liczbę godzin
                  ) wykładowych, troche ćwiczeń rachunkowych, rozsądną
                  )liczbę studentów (a w porywach mam ich w semestrze 300 i
                  )więcej) i to studentów, którzy nie mają
                  ) problemów z ułamkami. (...)

                  Tak. Zdziwi sie Pani, ale musze przyznac Pani racje. I
                  sobie rowniez, bo caly czas o tym pisze, ze winny jest
                  system, a na system skladaja sie m.in. nastepujace kwestie:
                  - odpowiednia liczba godzin (cwiczenia)
                  - rozsadna liczba studentow
                  - przyjmowanie (badz nie przyjmowanie) kandydatow, ktorzy
                  maja problemy z podstawowymi rachunkami.

                  Za WSZYSTKO odpowiedzialne sa wladze uczelni, bo
                  - liczbe godzin redukuje sie (tu uczelnia posrednio za to
                  odpowiada, bo jest to problem finansow)
                  - PG przyjmuje nierozsadna liczbe studentow po to by
                  pozniej wyciagac od nich pieniadze
                  - osoby, ktore nie umieja dokonac podstawowego
                  przeksztalcenia matematycznego, to nie sa studenci,
                  ktorzy zdali egzaminy, bo zeby zdac egzamin wstepny, to
                  trzeba te podstawy miec; nalezy wiec zlikwidowac konkurs
                  swiadectw.

                  No wiec czyja to wina, ze chciala Pani oblac 50%
                  studentow? Byc moze nie Pani! A wiec jest to wina
                  SYSTEMU, ktory nalezy wreszcie zmienic. Czy rozumie juz
                  Pani, dlaczego pisze w swoich listach o wielu kwestiach,
                  nie tylko o problemie znecajacych sie wykladowcow?
                  Dlatego moje listy sa takie dlugie.

                  ) Co do tego wysypu, to tak rzeczywiście uważam!

                  I uwaza Pani, ze oni sie nie ucza? A co to za wydzial,
                  jesli mozna wiedziec?

                  )Ale od razu dodam, że mam też studentów, którzy daliby
                  )sobie radę na każdej uczelni na świecie. Niestety
                  ) rozpiętość między poziomem studentów jest olbrzymia.

                  Zadam bardzo "podchwytliwe" pytanie. Jak to sie dzieje,
                  ze na roku znajduja sie studenci o tak duzej
                  "rozpietosci", jesli chodzi o ich poziom? Ja juz znam
                  odpowiedz, a Pani?

                  ) A co do czasu poswięconego nauce. Wiekszość studentów
                  )nie potrafi się uczyć. Stawia wyłącznie na naukę
                  )pamięciową.

                  Bo sie od nas wymaga przede wszystkim pamieciowy -
                  glupiego zakuwania! A jak sie czegos nie rozumie, to tez
                  latwiej zakuc.

                  ) Rozwiązuje zbyt mało zadań.

                  A jak maja rozwiazywac te zadania, jesli:
                  - nie maja na to czasu, bo program jest przeciazony do
                  granic mozliwosci
                  - bardzo czesto sie zdaza, ze wykladowca nie przedstawil
                  odpowiedniej liczby przykladow rozwiazanych zadan (lub
                  wyklad jest prowadzony beznadziejnie)
                  - w bibliotece nie ma ksiazek (lub jest ich tak malo, ze
                  nie starcza dla wszystkich)
                  ?

                  Program studiow zostal tak niemadrze skonstruowany, ze
                  studentowi wpaja sie przede wszystkim rzeczy w ogole nie
                  potrzebne, teoretyczne, a uczciwa praca na labolatoriach
                  (bez udzialu gotowcow) zajmuje caly wolny czas i
                  przerabianie okreslonej liczby zadan na dlugo przed
                  egzaminem to jest s-f.

                  ) Nie zgłasza się z problemami na konsultacje.

                  Tu przyznaje Pani racje. Wielu studentow nie chodzi na
                  konsultacje. U mnie to bylo roznie - z niektorych
                  przedmiotow chodzilem a z innych nie, pomimo ze mialem
                  potem z nimi problemy.

                  Studenci zazwyczaj nie chodza do profesorow, ktorzy
                  wykladaja kobyly i te przedmioty, z ktorymi sa problemy.
                  Dlaczego? Wystarczy uzyc troche wyobrazni. Jezeli
                  wykladowca nie umie przekazac wiedzy na wykladzie (nawet
                  w malym zakresie), to marne szanse, ze uda mu sie to
                  zrobic na konsultacjach. I moje tezy potwierdzaja
                  obserwacje. Chodzilem na konsultacje z przedmiotow, ktore
                  oblewa zwykle 30%-50% i niewiele z nich wynioslem. Po
                  prostu profesor nie nadaje sie na nauczyciela i tyle.

                  I jeszcze jedna sprawa zwiazana z konsultacjami. Student
                  nie przyjdzie do wykladowcy, jesli od poczatku nie
                  rozumie przedmiotu. Jezeli taki profesor nawet podstaw
                  wykladanego przedmiotu nie nauczyl badz nawet nie
                  probowal (bo liczyl ze wszyscy te podstawy znaja), to
                  taki student nie przyjdzie i nie powie - panie doktorze,
                  ja nic z pana wykladu nie rozumiem; prosze mi to wyjasnic
                  wszystko od poczatku. Na konsultacje przychodzi sie z
                  konkretnymi problemami. To, ilu studentow przychodzi na
                  takie prywatne spotkanie z prowadzacym zajecia, swiadczy
                  o poziomie jego umiejetnosci w przekazywaniu wiedzy.
                  Czyli jesli nikt nie przychodzi, to albo przedmiot jest
                  banalny do zaliczenia albo nikt sie nie ludzi, ze cos z
                  konsultacji wyniesie...

                  )Studenci, jeżeli już rozmawiają o nauce, to w
                  ) gronie osób podobnych do siebie. Rozumiem przez to, że
                  : )inteligentni rozmawiają z inteligentnymi, nieuki z
                  )nieukami.

                  To prawda. Jest to smutne, ale i naturalne.

                  ) Nie bardzo to rozumiem. Czy to oznacza, że jeśli w
                  )trakcie semestru przyjdziesz do nauczyciela na
                  )konsultację z jakimiś niejasnościami, to zostaniesz
                  ) wyrzucony?

                  Pisala Pani o sytuacji, w ktorej student przychodzi
                  obejrzec prace i, jak rozumiem, wg Pani mialo to w
                  znacznej mierze pomoc w zaliczeniu kolejnej poprawki. Ja
                  probowalem przekonac Pania, ze tak nie jest.
                  A co do konsultacji w trakcie semestru, to opisalem to wyzej.

                  ) W tym się zgadzamy. Co do egzaminów wstępnych. Ja też
                  )wolałam, kiedy były. Ale
                  ) rozejrzyj się wokół siebie. Ilu jest chętnych do
                  )studiowania. Gdzie oni się
                  ) pomieszczą?

                  Nie rozumiem. Czytajac powyzszy tekst odnosze wrazenie,
                  ze stawia Pani nastepujaca teze - likwidacja konkursu
                  swiadectw i zrobienie jednego egzaminu dla wszystkich
                  wymusi zwiekszenie... czego?

                  Chodzi o audytoria, w ktorych przeprowadza sie egzamin?
                  No niech Pani nie narzeka na brak lokali! Na Uniwerku
                  jest po 15-20 osob na jedno miejsce i wszyscy sie jakos
                  mieszcza. To nie jest zaden argument.

                  )I czy jestes pewien, że przy tej liczbie chętnych, ty
                  )znalazłbyś się wśród zwycięzców?

                  Nie jestem pewien. I co z tego?

                  ) Jak byłam studentką też uważałam, że uczę się masę
                  )niepotrzebnych rzeczy. Po
                  ) latach widzę, że było tego za mało.

                  Nie wiem, co Pani studiowala, ale na Informatyce sprawa
                  jest bardzo prosta. Przedmiot, na ktorym nie korzysta sie
                  z komputera jest czesto zbedny dla informatyka
                  (szczegolnie w jakiejs rozszerzonej formie). Nie zawsze
                  tak jest, ale zdaza sie i nie ma tu co dywagowac na ten
                  temat.

                  Nie ma sensu uczyc szewca mieszania betonu, bo do niczego
                  mu sie to nie przyda w pracy zawodowej. A jesli szewc
                  bedzie chcial sie przekwalifikowac na murarza, to pojdzie
                  na kurs.

                  ) Nie na wszystkim jeszcze się znasz.

                  Oczywiscie, ze nie znam sie na wszystkim. Nigdy nie bede
                  sie znal na wszystkim, bo to jest niemozliwe.

                  ) Jeżeli wiesz coś, o czym nie wiedziała komisja, to
                  )dlaczego nie zgłosiłeś się i nie złożyłeś zeznania?
                  )Trochę więcej odwagi cywilnej!

                  Fakt. Odwagi mi czasem brakuje. A to z prostego wzgledu -
                  wyjscie przed szereg, to skazanie sie na problemy.
                  Doswiadczylem tego wielokrotnie.

                  Co do komisji, to prosze mnie nie zalamywac swoja
                  naiwnoscia... Czy uwaza Pani, ze komisja powstala po to
                  by wyjasnic, co sie dzieje na uczelni i co bylo przyczyna
                  tego desperackiego kroku? Komisja nie powstala po to by
                  cos zmienic, poprawic, ale po to, ze bylo zapotrzebowanie
                  na jakis ruch ze strony wladz uczelni. Dziekan, rektor
                  musial cos zrobic. Chodzilo chociazby o oswiadczenie w
                  mediach - "powolano komisje bla bla bla..." Nikt nie dbal
                  o sens takiej komisji, nikt nie chcial zaglebiac sie w
                  problemy studentow, bo po co? Sam fakt, ze wzieto
                  studentow z samorzadu do oceny sytuacji wydaje mi sie tak
                  beznadziejny, ze juz od poczatku bylo wiadomo, jaki
                  bedzie efekt prac takiej komisji. To wszystko jes
                  • Gość: DaDa Re: Z tej matni się nie wychodzi. UWAGA! IP: proxy / 192.168.0.* 13.11.02, 18:52
                    Skoro przeszliśmy na Pan/Pani...

                    Problem jak rozumiem leży w tym, że Pan uważa, że należy zaliczać za nakład
                    pracy poniesiony na uczenie się przedmiotu, a ja - że za wiedzę zaprezentowaną
                    na egzaminie. Tu chyba nie dojdziemy do porozumienia.

                    Za olbrzymią rozpiętość pomiędzy poziomem najlepszych studentów a najgorszych,
                    wręcz za przepaść pomiędzy nimi należy winić cały system edukacyjny w Polsce.
                    Dokładniej mówiąc, należy go winić za tragiczny poziom najgorzej wykształconych
                    Polaków. Oraz za niepotrzebny egzamin po szkole średniej, nazywany maturalnym,
                    który gdzie indziej daje jakieś pojęcie o wykształceniu maturzysty, ale nie u
                    nas. Nie uważam, żeby to była wina wyższych uczelni. Raczej żale skierowałabym
                    do MENiSu oraz społeczeństwa, które nie dba o swoje dzieci.

                    Do MENiSu również radzę skierować żale o to, że uczelnie muszą dorabiać do z
                    roku na rok coraz mniejszej dotacji budżetowej. Przy naszej słabej gospodarce,
                    mozliwości dorobienia uczelni są znikome. I radzę uważnie przysłuchiwać się
                    debacie budżetowej, słuchając, jaki to procent budżetu rząd przeznacza na naukę
                    i kształcenie. I na co idą pozostałe pieniądze.

                    Nie uważam, że cała wina za tragiczny poziom nauczania leży po stronie
                    studentów. Rzeczywiście za mało jest podręczników, zbiorow zadań w
                    bibliotekach. Tak się jednak składa, że mogę sprawdzić, czy podręczniki
                    polecane przeze mnie są jeszcze w bibliotece do wypożyczenia. I jeszcze nigdy
                    mi się nie zdarzyło, żeby nie było. Tak więc mamy różne doświadczenia i w tym
                    względzie. Jeżeli jest Pan dobrym studentem, to prawdopodobnie nawet Pan sobie
                    nie może wyobrazić, jak denny poziom reprezentują Pana niektórzy koledzy. Nie
                    potrafią skorzystać z podręcznika. Zwłaszcza, jeśli należy w tym podręczniku
                    wyszykać informacje, a nie przerabiać kartka po kartce.

                    Ponieważ muszę zająć się innymi sprawami, niniejszym wyłączam się z dyskusji.
                    Pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego. DaDa




                    • Gość: Student ETI Re: Z tej matni się nie wychodzi. UWAGA! IP: 209.234.157.* 14.11.02, 00:29
                      Gość portalu: DaDa napisał(a):

                      > Skoro przeszliśmy na Pan/Pani...

                      Uczono mnie w domu, ze nie mowi sie "na ty" do osoby
                      doroslej, nieznajomej, a tym bardziej do pracownika
                      naukowego.
                      Wczesniej mowilem "na ty" z powodu trudnosci w okresleniu
                      czy mam do czynienia z kobieta czy mezczyzna.

                      > Problem jak rozumiem leży w tym, że Pan uważa, że
                      należy zaliczać za nakład
                      > pracy poniesiony na uczenie się przedmiotu, a ja - że
                      za wiedzę zaprezentowaną
                      > na egzaminie.

                      Prosze mnie nie zalamywac. Nigdy nie twierdzilem, ze
                      nalezy oceniac nakladu pracy studenta a nie rzeczywista
                      wiedze. Ja tylko twierdzilem, ze jest cos nie tak, jesli
                      polowa roku oblewa ktoras z rzedu poprawke, pomimo tego
                      ze ludzie uczyli sie intensywnie do egzaminu.

                      > Za olbrzymią rozpiętość pomiędzy poziomem najlepszych
                      studentów a najgorszych,
                      > wręcz za przepaść pomiędzy nimi należy winić cały
                      system edukacyjny w Polsce.

                      Oczywiscie, ze winny jest CALY system edukacyjny. Ja sie
                      zgadzam, ale wiem rowniez, ze uczelnia ma duze mozliwosci
                      w ksztaltowaniu zasad studiowania i moznaby tak zmienic
                      prawo PG, ze te problemy przestalyby nekac studentow. Ale
                      nikt nie chce tych zmian, bo pracownicy PG boja sie ich.

                      >I radzę uważnie przysłuchiwać się
                      > debacie budżetowej, słuchając, jaki to procent budżetu
                      >rząd przeznacza na naukę i kształcenie. I na co idą
                      >pozostałe pieniądze.

                      Mnie rowniez to przeraza.

                      EOT.

                      Pozdrawiam.
    • Gość: ambitna Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.zax.pl 12.11.02, 17:25
      Studiuje na P, na II roku. To co się dzieje na moim wydziale to
      poprostu kpina, żart, jakich mało..Mechanike po pierwszym
      semestrze z grupy 45 osobowej zdało 5 osób..Reszta musi wziaść
      warunek. W tym roku wydział oddał nowy budynek, w którym mieści
      sie czytelnia i nowoczesna aula..Ciekawe skąd biorą na to
      pieniądze? I to nie prawda, że pretensje mają słabi uczniowie,
      którym sie nie wiedzie na uczelni (czego ja moge być
      przykladem). Prawda jest taka, że często traktuje sie nas
      gorzej, niż zwierzęta, wmawiając nam przy tym, że jesteśmy
      dorosłymi ludzmi.
    • Gość: Lukasz Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.11.02, 23:31
      To ważny tekst i mam nadzieję, że wywoła kolejną debatę, historia prób reform edukacji pokazuje jak bardzo jest ona
      potrzebna (debata, choć i reforma oczywiście :-). Kilka uwag:
      - Pani dr K. Kmiecik-Baran twierdzi, że wyniki badań ujawniające skalę przemocy w szkołach wyższych musiała
      schować do szuflady bo były zatrważające - a jeśli wszystko byłoby "ładnie i pięknie" to by nie chowała? A gdzie
      odwaga naukowca? Kto płacił za te badania? Podatnik? Jeśli tak, to mamy prawo poznać wyniki. Pani doktor, przecież
      można je przedstawić bez niezdrowej sensacji, z pochyleniem nad problemem. Zachęcam do tego gorąco.
      - Nauczyciel ma obowiązek uczyć dobrze i pomóc w przygotowaniu do egzaminu. Ma także obowiązek szanowania
      każdego studenta - także niezbyt lotnego ale i lenia; może go "oblać" ale nie ma prawa na najmniejszy objaw braku
      szacunku. A jak sobie z tym nie radzi, niech nie prowadzi zajęć; trzeba stworzyć instrumenty oceny prowadzących
      zajęcia i wykluczać z ich prowadzenia osoby nieodpowiednie.
      - Ale trzeba także uczyć pracowników naukowych tego "jak uczyć". Przecież fakt, że ktoś jest zdolnym studentem i
      zostaje asystentem ma się nijak do umiejętności dydaktycznych. Niewielu ma talent, znakomitą większość trzeba tego
      uczyć. To bardzo poważna wada polskiego systemu szkolnictwa wyższego. Pokutuje podejście "znasz waść
      materię to słowa same przyjdą". To wymaga ciężkiej pracy. Jest obecnie wiele programów uczących technik edukacji,
      umiejętności przekazywania wiedzy dla nauczycieli w szkołach a w szkolnictwie wyższym stoimy w tym zakresie w
      miejscu, by nie rzec, że jest coraz gorzej. A na świecie biblioteki o tym napisano!
      • Gość: student eti Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.ds.pg.gda.pl / *.ds.pg.gda.pl 13.11.02, 20:33
        Brawo! W końcu ktoś trafił w sedno.
        W którymś z powyższych postów, ktoś pisał, że powinniśmy szanować naszych
        profesorów za ich osiągnięcia. No cóż muszę przyznać, że mam w... nosie czy mój
        prowadzący jest wielkim naukowcem, czy dostał "Nobla". Dla mnie może nie mieć
        matury jeśli potrafi mnie czegoś nauczyć.
        Ponadto z wybitnymi naukowcami jest ten problem, że często nie potrafią zejść
        do poziomu wiedzy studenta. Po prostu bredzą, a my nie wiemy o czym. Jeśli mam
        wszystkiego uczyć się sam, to po co w ogóle mi jakaś uczelnia?
    • Gość: mala Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.ds.pg.gda.pl / *.ds.pg.gda.pl 13.11.02, 16:11
      Jestem studentka I roku PG. Choć studia rozpoczęłam niespełna 2
      miesiące temu to mam już serdecznie dość. Podejście wykładowców
      do studentów jest niewłasciwe. Zastanawiam się jak to możliwe że
      najlepsi uczniwie szkół średnich nie radzą sobie na PG. Może
      winę za to ponosi zbyt okrojony materiał w szkole średniej a
      zbyt rozszerzony na studiach? Przychodzą na wykłady czasem
      zastanawiam sie dla kogo są one prowadzone dla ludzi czy dla
      maszyn?Trzeba wiedzieć wsztstko a najgorsze jest to ze nie ma
      skąd tej wiedzy czerpać. W bibliotekach podręczników jak na
      lekarstwo. 2 egzemplarze na 600 studentów pierwszego roku.
      Pretensje w stosunków bedzą dopóki nie zweryfikuje sie zakresu
      wiadomości szkoly sredniej z materialami obowiązującymi na
      wyższych uczelniach. Zastanawiam sie jak poradzą sobie obecni
      uvczniowie idący nowym systemam szkolnictwa z jescze bardziej
      okrojonym zasobem godzin lekcyjnych.
    • Gość: Harper Widzialy galy co braly IP: *.gdansk.sdi.tpnet.pl 14.11.02, 14:50
      Zgadzam sie w pelni z rektorem ze studenci Polibudy sa INFANTYLNI (przynajmniej
      ci, ktorzy tak glosno krzycza jacy to sa biedni) Niby czenu przez cale zycie
      oczekuja od wszystkich ulatiwen i pojscia na reke??
      Zapraszam na Akademie Medyczna- przyjdzcie zobaczcie jak NAPRAWDE ciezkie moga
      byc studia i jakie sa kiedy NAPRAWDE nie masz praktycznie zadnych szans w walce
      z uczelnia, nie ma dodatkowych terminow, nikt nie idzie Ci na reke, dla
      wszystkich sa identyczne zasady NIGDY nie zmieniane.
      Nie ma kolejek z podaniami o przedluzenie sesji- nie zdales- KONIEC.
      Na Polibudzie jest fajnie- w iwekszosci partnerskie stosunki z wykladowcami,
      niskie oplaty za powtarzanie rpzedmiotow (tak! niskie!) A szowinisci,
      beznadziejni wykladowcy czy zepsuty sprzet zdarza ise wszedzie.
      Powiem wam cos a propos tych Waszych wygorowanych niby oplat- nie zdalam
      JEDNEGO przedmiotu. Nie mam ZADNYCH szans na warunek (warunki praktycznie
      przyznaja tylko z fakultetow- malych dziesieciogodzinnych przedmiotow bez ocen,
      tlyko na zaliczenia-ale chyba byl tlyko jeden taki przypadek) Powtarzam tylko
      ten jeden przedmiot (chociaz z innych przedmiotow, ktore zaliczylam musialam
      uzyskac zgode na przepisanie oceny- z niektorych przedmiotow nie dawali, ja na
      szczescie mam wsyzstkie). Czyli przez caly rok robie tylko jeden przedmiot i
      wiecie ile place? 4000 (cztery tysiace zlotych) za rok. Zadnych znizek, zadnych
      szans na odpracowanie zamiast placenie, nic. Jezeli nie zaplace skresla mnie z
      listy bez zadnego zmiluj sie. Nie przyslugiwalo mi nawet rozlozenie na raty.
      Jeszcze smieszniejsza rzecz- jezeli nie zaliczysz tego malego fakulteciku i
      dostaniesz na niego warunek to zgadnijcie ile placisz? Tyle samo co za
      powtarzanie roku- czyli 4000. (za 10-20 godzin!!!!!)
      Placisz tyle bez wzgledu na to ile powtarzasz przedmiotow i czy jestes biedny
      czy bogaty.
      Dlatego troche chce mi sie smiac jak slysze jak narzekaja ci na polibudzie,
      ktorzy caly rok obijajac sie nie zaliczyli przedmiotu a potem jeszcze krzycza
      ze musza zaplacic 800 zlotych.... I jak slysze ze MAJA szanse powtarzac rok
      iwecej niz raz (u nas mozna tylko raz)Bo oni sa TACY przesladowani... Ilu z Was
      skorzystalo z darmowych konsultacji, ktore macie zagwarantowane? (my nie mamy
      czegos takiego)
      Ludzie, nie jest tak ze caly swiat ma obowiazek na Was pracowac, isc Wam na
      reke. Czasy kiedy byliscie pod skrzydelkami mamusi sie skonczyly. Im wczesniej
      to zrozumiecie tym lepiej.

      Pozdrawiam
      H.
      • Gość: student eti Re: Widzialy galy co braly IP: *.ds.pg.gda.pl / *.ds.pg.gda.pl 14.11.02, 17:32
        Jedno pytanie do "PRZEŚLADOWANEJ NAPRAWDĘ", ile osób u was na roku nie zdaje
        egzaminu (1% czy może 0,1%)? Tak się składa, że mam tam znajomych, także
        takich, którzy zrezygnowali z PG. Nie wiem czym cię skrzywdziliśmy, ale
        przyznaję, jesteś zabawna.
      • Gość: ja Re: Widzialy galy co braly IP: *.love.gothic.and.blood.pl 15.11.02, 08:12
        Nie opowiadaj, ze na AM nie ma warunkow.Sama mam znajoma, ktora na czwartym
        roku miala jeszcze niezaliczone egzaminy z drugiego.Poza tym nie mow, ze na
        polibudzie jest latwo.Skad wiesz? Studiowalas?A moze "wszedzie dobrze, gdzie
        nas nie ma",,,To prawda, ze medycyna jest bardzo trudna, ze trzeba sie bardzo
        duzo uczyc, ale wierz mi nie tylko na medycynie i nie tylko na AM.
        • Gość: harper Re: Widzialy galy co braly IP: *.gdansk.sdi.tpnet.pl 15.11.02, 22:55
          Sudiowalam na polibudzie i mam porownanie. Nie o to mi chodzi zeby powiedziec
          ze tu na Akademii jest ciezej pod wzgledem nauki, tlyko wlasnie pod takim
          wzgledem, ze nikt nie idzie na ustepstwa, oplaty sa wyzsze itede. A mimo to
          nikt jakos nie robi wielkiego halo o to.
          Bo wiem ze na Polibudzie trzeba ise duzo uczyc i jest ciezko- no ale to sa
          takie studia. Zeby sie czegos nauczyc trzeba sie uczyc. Na niektorych studiach
          wiecej na niektorych mniej.
          Po prostu jezeli ktos sie nie uczy i nie zdaje i potem wygaduje ze wszyscy sa
          winni to ... Takie cuda ze ktos harowal jak wol i nie zdal to ise rzadko
          zdarzaja. Z reguly pretensje maja ci, ktorym prof przy odrobinie dobrej woli
          mogl postawic naciagane 3 ale tej dobrej woli nie okazal- co za czub, zarabac
          go, no nie? A moze mozna sie bylo nauczyc tak zeby dostac 3 bez niczyjej laski?
          Mysle ze u Was tyle ludzi nie zalicza bo wlasnie nie ma bata, ze jak nie
          zaliczysz to juz koniec, rok w plecy. Nie zaliczysz to dostaniesz warunek, a
          jak nie warunek to jeszcze co innego, niektorzy nawet nie wiedza juz na ktorym
          sa roku... No i czemu tu jeszcze narzekac? Ten system punktowy to jest zaleta a
          nie wada!!
          A jezeli chodzi o smieszenie to okazuje sie ze po prostu smieszymy sie
          nawzajem. Jak to milo!
          Jak studiowalam na Polibudzie to mialam takie podejsice jak Wy zreszta... ;)
          Taka bylam oburzona ze przedmioty sa bez sensu, nikt nic nie tlumaczy itede. A
          teraz np. iwem ze te studia byly bardzo inspirujace (przynajmniej bardziej niz
          te..) Oceniali Twoja prawdziwa wiedze w wiekszosci przypadkow a nie to, czy
          wkules do ostatniej kropki wzor. Duzo trzeba bylo szperac samemu, i to jest
          fajne. Wiem ze pewnie pan Student Eti w tym momencie skreci ise ze smiechu ale
          to nie moja wina. Zreszta smiech to zdrowie.
          A jezeli chodzi o biblioteke to u nas trzeba wypisywac papierowe rewersy a
          potem czekac pol godziny zeby sie przekonac ze skiazki akurat nie ma w
          magazynie i nie wiadomo kiedy bedize, iwec lepiej nic nie mowcie...
          To raczej Wam wszedzie dobrze gdzie nas nie ma...

          Pozdrawiam
          • Gość: ja Re: Widzialy galy co braly IP: *.love.gothic.and.blood.pl 16.11.02, 16:56
            o warunek wcale nie jest tak latwo- wlasnie wczoraj wylecialo ode mnie 7 osob i
            wybacz nie dlatego, ze sie nie uczyly.pani prof. powiedziala im z gory, ze w
            zasadzie to na nastepny egzamin moga sie nie zglaszac, bo szansa na to ze
            zdadza jest 1:1000. jak to milo prawda? co do wiedzy na egzaminach.powiem
            jedno, bywa roznie.zdarza sie, ze sa osoby ktorym udalo sie uciulac 9 punktow
            na 50 i zdaja, a na tym samym egzaminie inny ma 15 punktow i nie zdaje.byc moze
            liczba uzbieranych punktow nie jest imponujaca, ale jakies zasady stawiania
            ocen powinny byc.a niestety zdarza sie, ze ich nie ma, albo sie ich nie
            przestrzega. co do biblioteki...u mnie na wydziale jest super...wypelniasz
            rewers, lecisz do czytelni, czekasz pol godziny i albo dowiadujesz sie, ze ktos
            uzywa wlasnie, albo ze trzeba czekac dwie godziny az magazym przysle. a jak
            chcesz wypozyczyc, to lecisz do biblioteki, wypisujesz rewers, a dopiero
            nastepnego dnia mozesz przyjsc po ksiazke.przychodzisz szukasz w takim
            specjalnym koszyczku swojego rewersu , no i najczesciej jest na nim stempel, ze
            ksiazka jest wypozyczona i nie ma jej.co do tlumaczenia przez profesorow nie
            wiem jak jest u Was, ale u nas potrafia przez dluzszy czas tlumaczyc, ze 2/10
            to jedna piata(chyba uwazaja nas za kompletnych idiotow) po czym szybciutko
            leca dalej i z tego co trudne i wazne wiekszosci nie tlumacza.przykre to ale
            niestety prawdziwe.aha no i nie mowie, ze tam gdzie mnie nie ma jest
            fantastycznie.mimo wszelkich niedogodnosci mam nadzieje skonczyc moje studia,
            bo studiuje to co mnie fascynuje.nie moge tylko zrozumiec, czemu wielu
            wykladowcow traktuje nas jak jakich niedorozwinietych albo wrecz z pogarda.
    • eta Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów 05.12.02, 10:33
      skonczylem chemie na PG 4lata temu
      1. lekko nie było, z poniżaniem studentów spotykałem się (chemia fizyczna), ale
      nauczyc potrafił.
      2. niekompetencja jak najbardziej (ETO)
      3. wykład z metod spektralnych, wykładowca o ogrmnej wiedzy, alenie potrafił
      jeje przekazac, na konsultacjach super
      4. alkoholizm, molestowanie seksualne (akurat nie mnie osobiście ale znam
      relacje osoby której wierze)

      ale:
      5. totalne olewanie zajęć przez studentów
      6. puste czytelnie, książka do skorzystania bez problemów
      7 chamskie traktowanie obsłogi: pan bibliotekarek, szatniarek sprzątaczek
      laborantek itd
      9 cwiczenia z inżynierii chemicznej, rozwiązujemy zadania z mechaniki płynów,
      na zaliczeniu można mieć kartkę ze wzorami, danymi fizykochemicznymi
      przygotowaną przez prowadzącego (dr Kandybowicza), zmiana płynu z wody na olej
      maszynowy i ciemna mogiła. w takich warunkach tez bym oblał. ocenianie prac
      tylko tok myslenia, bledy obliczerniowe nieistotne

      żeby nie było ze jestem och ach
      nie zaliczyłem egzaminu z inżynierii
      na laborki z organy dostalem sie w drugim terminie i mialem miesiac do
      nadgonienie
      egzamin z organy zdawalem w drugim terminie u prf Sokołowskiej

      problem mialem najczesciej wtedy gdy wykladowcy robili egzamin z wskazaniem na
      podklady - odpowiedz toczka w toczke jak tekst wykladu lub ksiazki (organiczna
      to nie ten przypadek)

      • Gość: Rybolek Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.12.02, 18:22
        Eeeeeeeech...
        Po przeczytaniu stu zblizonych w tonie postow z jednej strony i kilkudziesieciu
        z innej czuje zblizajace sie poczucie bezcelowosci tej dyskusji... mimo
        wszystko nie odmowie sobie grafomanskiej przyjemnosci dorzucenia swoich kilku
        groszy:)

        Tytulem wstepu: moj ojciec jest wykladowca na jednym z uniwersytetow, wiec ze
        specyficznym klimatem srodowiska mialem kontakt juz od szkoly sredniej. Byc
        moze wlasnie dlatego, mimo iz punktem wyjscia dla artykulu byla tragedia, czesc
        postaw wydala mi sie bardzo, ale to BARDZO stereotypowa.

        Dzis sam jestem studentem, III roku obecnie. Mialo byc z gorki, a rok w rok
        zapierdalam - prosze wybaczyc slownictwo, ale inaczej tego sie nie da okreslic -
        jak glupi coraz wiecej, najbardziej przy przedmiotach, ktore sa mi srednio do
        szczescia potrzebne. Moze wiec, lamiac troche kompozycje typowego wypracowania,
        przyklady bez omowienia, a opinia na koncu:

        - Teoria Obwodow zdaje sie jest pogromca studentow na wiekszosci uczelni w
        kraju. Politechnika Wroclawska: na cwiczeniach prowadzacy robia zapewne po raz
        setny te same zadania, kwitujac je "to oczywiste" "mozna sobie sprawdzic" etc.
        komentujac to co robia w niewielkim stopniu. Na konsultacjach zas mozna
        uslyszec cos na temat ignorancji, glupoty czy wrecz idiotyzmu studentow.
        Przedmiot ten da sie zaliczyc metoda zakuc na pamiec mimo wszystko. No i
        stosuja krzywa Gaussa.
        - Student III roku informatyki nie potrafi napisac odrobine bardziej
        skomplikowanego programu. Gorzej, nie potrafi i nie chce zrozumiec zasad
        arytmetyki w systemie dwojkowym (systemy uzupelnieniowe,resztowe etc.)
        - pani informatyk kilkakrotnie sugerowala mi, ze nie pisze sam swoich
        programow. Udowadniala mi, ze mam zle sortowanie na podstawie programu jakiegos
        studenta zaocznego - dopiero po jakims czasie dotarlo do niej, ze moje
        sortowanie dziala. Przyczepiala sie do wszystkiego - nie mialem czasu sluchac
        tych bredni, bo akurat rownolegle ze studiami wtedy pracowalem, wiec zazadalem
        natychmiastowego sprawdzianu moich umiejetnosci, a w przeciwnym wypadku niech
        przestanie mowic w ten sposob, bo ja tego sluchac nie musze i nie bede. Kobieta
        zamilkla, przyczepila sie jeszcze do kilku szczegolow i puscila mnie do domu. O
        ile do tej pory mialem u niej regularnie 5 za programy, tak mialem problem z
        uzyskaniem 4 na koniec semestru - jednak mi sie udalo. Sytuacja miala miejsce w
        semestrze zimowym 2001/2002. Poniewaz mialem sporo zaleglosci do nadrobienia
        (chorowalem duzo) nie mialem czasu zlozyc skargi w dziekanacie, a pozniej
        machnalem reka, bo i tak przyslugujace mi terminy odwolan juz dawno minely.
        - jest kilku studentow, ktorzy przed sesja sa unikani. Nie robia nic przez
        caly rok, a nastepnie usiluja zerowac na ludziach, ktorzy probuja sie
        przygotowac - zabierajac im czas.
        - kilku wykladowcow na PWr naprawde chce i potrafi przekazac swoj material w
        sposob wzbudzajacy zainteresowanie.
        - norma sa glosne rozmowy na wykladzie - uczelnia to jedyne miejsce, gdzie
        mozna praktycznie sie spotkac i umowic co do wymiany materialow lub po prostu
        na piwo. Wiem jak to przeszkadza prowadzacym, czesc z nich nawet prosi o
        opuszczenie sali, zeby mogli prowadzic w ludzkich warunkach.
        - zadania na testach bywaja formulowane w sposob kompletnie niezrozumialy dla
        normalnego Polaka, ktorego tekst byl zatwierdzony do druku w jednej z gazet -
        czyli nie wtornego analfabety (?), a juz szczytem parodii byl widok biednego
        murzyna, ktory ze slownikiem jezyka polskiego w rece usilowal rozwiklac ich
        tresc. po kilkunastu minutach, gdy mialem pewnosc co do stawianych przede mna
        polecen, moglem mu je wyjasnic. Po angielsku.
        - jeden z doktorantow otrzymal prace zaliczeniowa - program w assemblerze.
        Student usilowal wmowic mu, ze stowrzyl go od podstaw sam - to byl program,
        ktory ow doktorant sam napisal, jakies 4 lata temu, na to samo zaliczenie.

        Ta lista jest dluga, ale tyle chyba wystarczy, by zarysowac ogolnie stosunki i
        praktyki panujace na owym wydziale.

        A teraz kilka uwag, ktore nasuwaja sie, gdy slucham swojego ojca - swoja droga,
        to bylo ciekawe dowiedziec sie, jaki mial poglad na podejscie studentow i jak
        wiele informacji wymienilismy :) Dzieki Tato!

        - w wypadku jakichkolwiek nieprawidlowosci studenci obawiaja sie zlozyc skargi
        czy chocby ustnie poinformowac o tym dziekana, zostawiajac do jego dyspozycji
        swoje dane osobowe. Po prostu sie boja, bo widza to srodowisko jako jedna klike
        znajomych, gdzie reka reke myje. Nawet profesora mozna zwolnic czy zdegradowac
        pod wzgledem wykonywanych zajec dzieki np. podpisanej, najlepiej
        udokumentowanej relacja swiadkow skardze. Tylko ten strach - bo kazdy chce
        zaliczyc... Nieraz bywa tak, ze wladze chcialyby, a nie moga, bo slysza plotki,
        a zeby nadac sprawie formalny bieg potrzebny jest pokrzywdzony i oskarzony,
        czarno na bialym, na papierze. Bez tego ani chu chu.
        - Debili, krotkiego przymiotnika uzywajac, jest cale mnostwo wsrod studentow i
        wykladajacych. Jak to jest, ze niektorzy doktoranci potrafia zdobyc sobie
        studentow jednoczesnie ich uczac, a niektorzy to bohaterowie koszmarnych
        opowiastek o ponadludzkich wymaganiach? TO samo tyczy sie profesorow i doktorow.

        Wydaje mi sie, ze bolaczka jest slabosc mechanizmow kontrolnych. One istnieja,
        daje spore mozliwosci uprzykrzenia zycia wrednym naukowcom lub wyrzucenia
        studenta, ale malo kto z nich korzysta. Brak odwagi cywilnej?

        Brak systemu oceny prowadzacych przez studentow. Nawet po przefiltrowaniu tego
        przez sklonnosc studentow do wybierania wykladowcow dajacych latwe zaliczenie
        powinno to byc jedno z podstawowych zrodel informacji o tym, kto sie nadaje do
        pracy dydaktycznej, a kto powinien siedziec w laboratorium.

        STUDENT A PRACA
        Jezeli chodzi o informatyke - w pracy nauczylem sie szybciej, wiecej i w
        bardziej intensywny sposob programowania/nabylem wiedze o sieciach
        komputerowych niz przez ponad 2 lata na uczelni. Taka prawda, chcialbym
        zobaczyc kilka przykladow zaprzeczajacych tej tezie, ale na razie spotykam
        tylko te za. Teraz ucze sie tego, czego nie dowiedzialem sie w robocie. Za psie
        pieniadze zreszta to bylo, choc jak na studenta - calkiem spore.

        PRZEDMIOTY

        Informatyka - to programowanie, matematyka, efektywne algorytmy, modele
        matematyczne, umiejetnosc wykorzystania architektury komputera (przy
        sterownikach, optymalizacjach).
        Na uczelniach technicznych - to takze projektowanie mikroprocesorow, ukladow
        pamieci etc. z elementow logicznych. Do tego potrzebna jest podstawowa wiedza
        elektroniczna.

        Nie wszystko mi sie podoba, ale gdy zdobylem pierwsza prace w pewien sposob
        zwiazana z kierunkiem studiow, zrozumialem po co mi to wszystko - robilem tam
        modele matematyczne i pisalem skrypty w jezyku zblizonym koncepcyjnie do
        basica/assemblera. Nadal mi sie nie podoba, ale po prostu te najwieksze, jak
        ktos sie wyrazil - "kobyly" - staram sie zaliczyc i nie marudzic.

        I tak, znam swoje miejsce w lancuchu pokarmowym Politechniki. Nie pozwole
        jednak, zeby mi ktos kopal dupe bez powodu - przede wszystkim dlatego, ze nie
        ma takiego prawa. Mamy tu sporo oszolomow, ale tez i sporo ludzi z klasa.
        Dzieki tym drugim da sie tu wytrzymac, zajecia tych pierwszych zazwyczaj
        omijane sa w miare mozliwosci szerokim lukiem - czasem nieslusznie, bo okazuje
        sie, ze staja sie zakladnikami opinii jaka o nich krazy.

        Dziekanat to osobna historia... kilka pan powinni zwolnic, bo woda sodowa
        wyraznie uderza im do glowy, kilku powinni dac awans i podwyzki. A z drugiej
        strony przed wejsciem co 4 miesiace halas, lokcie, chamstwo i tlumy.

        Greetz
        Rybolek

        P.S. Po akcji z siekiera w Gdansku pojawila sie propozycja, aby wywiesic u nas
        na wydziale reklame jednego z marketow, gdzie takie toporki byly za 6.99. Gwoli
        przestrogi i czarnego humoru. Kilka dni pozniej na innym wydziale student
        popelnil samobojstwo. To byl czerwiec 2002.
        • Gość: Rybolek Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 06.12.02, 15:54
          P.S. Zapomnialem dodac, ze prowadzaca laboratorium z informatyki, ktora mnie
          tak nieuprzejmie potraktowala jest wysokiej klasy programista - po prostu
          zdolnosci pedagogicznych nie ma.

          I zgadzam sie z opinia, ze informatyka nie powinna byc ograNICZONA DO kilku
          najwazniejszych przedmiotow. To bzdura. Bo ilu studentow po takim kierunku
          nadawaloby sie do kierowania duzym projektem informatycznym? Ilu z nich
          potrafiloby zaplanowac kolejne etapy jego wykonywania uwzgledniajac stopien
          skomplikowania stawianych zadan, ilu z nich potrafiloby napisac np. najprostszy
          algorytm sztucznej inteligencji potwora w jakiejs grze nie znajac podstawowych
          wlasnosci nieco bardziej skomplikowanych funkcji matematycznych, ktorych
          obliczanie jest wspomagane w dzisiejszych czasach przez mikroporcesory
          matematyczne?

          Tego moze nie umiec jakis menadzer-informatyk po informatyce z zarzadzaniem,
          ale nie czlowiek majacy zamiar babrac sie cale zycie w tym zawodzie.

          Z drugiej strony nie spotkalem sie jeszcze z uczelnia, na ktorej nie znalazloby
          sie "ot tak" wykladowcow czy tez prowadzacych zajecia znajdujacych dziwna
          przyjemnosc w dawaniu do zrozumienia studentom, kto tu tak naprawde moze sie
          pochwalic mysleniem i dorobkiem naukowym a kto jest kretynem.

          Ta dziwna dwoistosc sytuacji i zachowan wsrod, zdawaloby sie ludzi, ktorzy
          powinni ze soba wspolpracowac (jedni chca konkretnej wiedzy, inni ja posiadaja
          i pracuja w koncu w tym zawodzie, by sie nia dzielic, czyz nie?) chyba nigdy
          nie przestanie mnie zadziwiac na polskich uczelniach.

          Greetz
          Rybolek
    • Gość: inzynier Re: Z tej matni się nie wychodzi. System punktów IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 05.12.02, 20:48
      Na Politechnice Slaskiej pracuje profesor bedacy naukowym
      plagiatorem (potwierdzil to sad wyrokiem). Jak myslicie jaka
      jest reakcja wladz uczelni? Nie, nie pomyliliscie sie -
      profesorek nie utracil pracy, dalej ma zajecia ze studentami,
      ktorych czesto oblewa a dodatkowo chyba w nagrode zostal
      Dyrektorem ds. nauki. A co stalo sie z osoba , ktora plagiat
      ujawnila. Nie mylicie sie - jest wykanczana przez innych
      profesorow. Jezeli tacy profesorowie nas ucza to kiepsko widze
      nasza przyszlosc.
    • Gość: izka studentka PG IP: *.wth / 10.0.0.* 06.12.02, 14:46
      Jestem na III roku PG. Na PG jest ciężko, to fakt. Ale
      to w końcu uczelnia, która ma wykształcić inżyniera,
      prawda? Jaki to inżynier, który np. nie zaliczył
      kluczowego przedmiotu z budowy dróg, mostów, chemii,
      elektrotechniki czy oceanotechniki!
      Jak tak czytam wypowiedzi różnych "biednych" studentów,
      to sobie myślę, że średnio bym chciała korzystać z
      mostu, windy, czy programu zaprojektowanego przez takich
      ludzi. Wyobrażacie sobie iść do lekarza, który miałby w
      swojej historii niezdany egzamin??? Ja bym się bała.

      Jeśli chodzi o zmory pierwszego roku na PG, tzn. fizykę
      i matematykę, to fakt, ciężko jest się dobrze nauczyć
      gdy na roku jest 300 osób. Ale ludzie! Bez znajomości
      matematyki wyższej i fizyki wy na wyższych latach
      zginiecie! Tam całki i równania dynamiki są używane jak
      tabliczka mnożenia w liceum!

      Inna kwestia wykładowców. Ja osobiście nie spotkałam się
      z żadnymi nieprzyjemnościami z ich strony, ale wiem i
      zdaję sobie sprawę, że takie sytuacje istnieją i
      oczywiście jestem przeciw, ale jeszcze jedno - nigdy ta
      sprawa nie będzie pokazana obiektywnie...

      Pozdrawiam.
Pełna wersja