SZKOŁY PAŃSTWOWE-pseudopoziom, kanciarstwo

IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 23.01.03, 22:57
Wiele czytalem opinii na temat szkol prywatnych w Polsce
ze takie zle i sami w nich aferzysci oraz nieuki
Mysle ze to jest przedadzone i jest to juz stereotyp
Mam wielu znajomych po szkolach prywatnych ktorym
zalezalo i sprawdzaja sie w pracy, robia kariery
Wiele szkol prywatnych jest o wiele bardziej nowoczesnych
od ogromnej wiekszoasci panstwowych

Odnosnie szkol panstwowych to tu czesto zachodzi pomylka
ze maja niedoscigniony poziom jakby byl tak wyskoki w rzeczywistosci
Moim zdaniem (i nie tylko) poziom dobry ze szkol panstwowych
tak na prawde reprezentuja tylko szkoly reneomowane od wielu lat
chodzi glownie o bardziej znane uniwerki UW,UJ,Poznan,Wroclaw,Lodz
ale i tu zdarzaja sie bardzo czesto kanty i poziom nie jest automatyczny
Nikt nie mowi jake rzeczy sie dzieja w uczelniach panstwowych
lecz tylko skupiaja sie na wyliczaniu wad mlodych szkol prywatnych

Otoz poziom w wiekszosci szkol panstwowych jest bez problemu
do osiagniecia przez wiekszosc szkol prywatnych ale i do przekroczenia
Przykaldem moze byc np:Uniwersytet Rzeszowski, Politechnika Radomska,
Uniwesytet Szczecinski itd itd
Szkoly poza szyldem "panstwowa" nie zaskakuja niczym i nie maja
prawa twierdzic ze poziomem przewyzszaja dobre szkoly prywatne
Juz przebrzmialy jest slogan "panstwowe dobre - prywatne zle"
kto tak w kolko mowi przypomina mi Leppera

Otorz przez wiele lat mlode szkoly prywatne bardzo wiele inwestowaly
w siebie i ciezkao pracowaly na renome, chociazby:WSB z Nowego Sacza,
Kozminski z Wawy i inne... Moim zdaniem bija one na glowe wiekszosc
tych panstwowych zacofanych molochow. Np w WSB wyposarzenie
informatyczne oraz sprzetowe ma takie ze BBC by sie nie powstydzila.
Ponadto wiele uczelni panstwowych uruchamia taśmowo wiele
kierunkow ktorych nie potrafi przyzwoicie przekazac np. marketing i
zarzadzanie

Jezli chodzi o dobre uniwerki to historia wymagajaca tomow do napisania
Zarzucaja szkolom prywatnym ze licza tylko na kase a same ciagna jak
sie tylko da. Przykladem moze byc wieczorowe studium prawa na UW,
przyjmuja na wieczorowe kazdego jak leci (semestr ok 3000), cala rzesza
ludzi zyje nadzieja i łudza sie ze maja szanse. Nastepnie dzikanat
ustala ze tylu a tylu ma odpasc i nie wazne czy wyniki jakie by mogli
osoagnac sa wystarczajace - musza odpasc bo nie pomieszcza wszystkich
Moim zdaniem to jest chamstwo i nawet przestepstwo - taka polityka
to zbijanie kasy, oszukiwanie na starcie, oszukiwanie w trakcie studiow
Wszystko by bylo OK gdyby mialo to na celu danie szansy ludziom ale
to nie o to chodzi... celem jest np. nowa biblioteka na ul.Lipowej
Tak sie nie godzi zwlaszcza ze robia to ludzie majacy uczyc przyszlych
ludzi prawa. Kanty tego typu mozna wymieniac dziesiatki i szkoly
panstwowe sa bardziej kanciarskie niz prywatne nawet znamienite uniwerki

Ostatnio uczelnie wyzsze panstwowe wyszly z inicjatywa do wladz
aby nie wydawac uprawnien magisterskich prawie nikomu rzekomo
powodem jest wylacznie dbanie o poziom - nie do konca....
Otoz kto sie troche interesuje wie ze idzie niz demograficzny
i na uczelnie bedzie coraz mniej chetnych (zjawisko naturalne)
Uczelnie panstwowe zachowuja sie powoli jak TP.SA w dziedzinie
telekomunikacji - chca jakiegos monopolu i to jest bardzo zle
Wszystko to gra o pieniadze a studenci to 2 albo i 3 plan

Wiec niech panstwowi nie mysla ze sa tak niedoscignieci i perfekcyjni
W bardziej zaawansowanych cywilizacyjnie krajach w dziedzinie
np. biznesowej to szkoly prywatne wioda prym bo co taki na panstwym
garnuszku wie o ekonomii jak ma tyle bez pracy za darmo od panstwa...

Tak jak jest z mlodymi absolwentami prawa w naszym kraju ze nie
moga zostac prawnikami po studiach bo korporacje prawnicze
zalatwiaja "synkom, coreczkom czy kochankom" aplikacje. Jest to chore
i niesprawiedliwe i okradanie mlodych z marzen i mozliwosci
Wszyscy powinni dostac szanse i to kto bedzie a kto nie powienien
weryfikowac rynek bo kto dobry da rade a kto nie niech sie douczy
Powinni po prostu wszyscy dostawac uprwanienia a nie o przyszlosci
innych maja decydowac kliki, rodzinki, przestepcy bo jest to
niezgodne nawet z Konstytucja i moralnoscia

Powyzszy "prawniczy" przyklad przypomina zakusy i obraz uczelni
panstwowych w Polsce. Skoro twierdza ze sa tak dobrzy to czemu
sie boja konkurencji.... po prostu nie sa tak dobrzy na jakich pozuja

pozdr
    • Gość: Richelieu* Re: SZKOŁY PRYWATNE-pseudopoziom, kanciarstwo IP: *.localdomain / 192.168.0.* 24.01.03, 22:47

      Co do prawa i obdzierania z marzeń to mam takie samo zdanie jak Ty. Byłam na
      dziennym prawie rok i mi się odechciało wszystkiego. cóż, jako córeczka
      adwokata nie mam szans, ale jako kochanka, ach, ta dawna moralność ;)
      Teraz jestem na dwch kierunkach innych, państwowych i

      mówisz, że prywatne często przewyższają uczelnie państwowe. więc, po piewsze
      nie często, ale czasem, ba, rzadko, a po drugie zajmują się dziedzinami raczej
      mało kosztownymi w zakresie bazy laboratoryjnej, bo jakie laboratoria potrzeba
      do ekonomii, na przykład. Więc jeśli masz już to szczęście, że mieszkasz w
      pobliżu jakieś rzeczywicie dobrej szkoły prywatnej do masz szczęście, ale w
      przeważającej większości szkoły prywatne mają poziom żałosny. Nie chcę
      porownywać do szkół państwowych, bo niektóre też są żałosne, ale do standartu
      wymogów jaki powinien być realizowany, a jaki nie jest.
      A co do kierunków. Prywatne to instytucje finansowe dlatego na przykład nie
      podejmą się stworzenia medycyny, bo trzebaby zbudować klinikę. A jest tyle
      kierunków politechnicznych, które rownież mają taką bazę, że żadna prywatna nie
      ma lepszej. Nie sztuka mieć bazę dobrą dla ekonomii i zarządzania. Tam
      wystarczą tylko ławki w ogrzewanej sali. A gdzie na prywatnych biologia,
      chemia, kartografia, no gdzie? nie opłaca się? no właśnie

      A 3000 osób z których większość się wyrzuca po pierwszym semestrze, to niestety
      słabość państwowych uczelni, ale z czego mają utzymywać swoją bazę kiedy nie z
      tych 3000. A że odpada ustalony limit. trudno, najlepsi zostają, a ci co poszli
      bo nie było egzaminów - do domu. W prywatnych, tam gdzie nie ma egzaminów,
      czyli w przeważającej większości, nie ma - do domu. tam hoduje się takich
      studentów, jednych na prawdę przykładających się, a drugich na poziomie
      gimnazjum. Ale taka tylko między nimi różnica, że ci piewsi zdają egzamin za
      pierwszym razem, a drudzy za dziesiątym. Gdzie na państwowej masz tyle
      egzaminów, u mnie jest jeden, poprawka, a jeśli i to nie pomoże, to już nic nie
      pomoże, bo komisja jest z góry negatywnie nastawiona więc tu nie ma co się
      wysilać. A tytuł magistra zdobywają wszyscy. I uczący się na prywatnych, którzy
      pracę pisali sami i obijający się na prywatnych, którzy pracę sobie kupili. A
      potem łazi taki łysy dres magister, z durną smerfetką też magister, a jak.


      Co do niżu. Czy nie jest tak, że prywatne obawiają się, że państwowe uczelnie
      mając obecnie ogromne limity przyjęć, za kilka lat nie zmniejszą ich, więc
      mniej zostanie osób, które nie zdały, i mniej pójdzie po prywatnych (cały czas
      zaznaczam, że mówię o tych żałosnych szkółkach zza budki z piwem). To dlatego
      się boją, ha, słusznie, też bym się bała będąc rektorem takiej "uczelni" bo
      zarobiłaby szkoła mniej. trudno. Prawa rynku. Upadną jak nic. Chcieli
      postępować nie jak inkubatory wiedzy, tylko jak firmy finansowe to niech teraz
      przyjmą warunki rynku.



      • forward Re: SZKOŁY PRYWATNE-pseudopoziom, kanciarstwo 25.01.03, 14:23
        No tak ciągle dyskutujemy o prawie. Kierunku po którym trzeba udać się na jakąś
        aplikacje, bo inaczej nie ma się żadnych perspektyw. Z roku na rok rośnie
        liczba absolwentów prawa podobnie jak prywatnych wydziałów prawa.
        Zapotrzebowanie maleje w równie szybkim tempie. Na mojej uczelni była podobna
        praktyka jak ta opisana powyżej. Studium zaoczne a zwłaszcza I rok dostarczał
        pieniędzy na inwestycje.
        Co do szkolnictwa wyższego moim zdaniem i państwowe i prywatne znajduje się w
        impasie i właśnie niż demograficzny uporządkuje ten cały bałagan.



        Forward
        • Gość: Richelieu* Re: SZKOŁY PRYWATNE-pseudopoziom, kanciarstwo IP: *.localdomain / 192.168.0.* 25.01.03, 17:20
          No tak, wiedziałam, że czegoś mi brakowało,

          opinii

          *
      • Gość: ERYK Re: SZKOŁY PRYWATNE-pseudopoziom, kanciarstwo IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.03, 23:58
        Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

        >
        > Co do prawa i obdzierania z marzeń to mam takie samo zdanie jak Ty. Byłam na
        > dziennym prawie rok i mi się odechciało wszystkiego. cóż, jako córeczka
        > adwokata nie mam szans, ale jako kochanka, ach, ta dawna moralność ;)
        > Teraz jestem na dwch kierunkach innych, państwowych i
        >
        > mówisz, że prywatne często przewyższają uczelnie państwowe. więc, po piewsze
        > nie często, ale czasem, ba, rzadko, a po drugie zajmują się dziedzinami
        raczej
        > mało kosztownymi w zakresie bazy laboratoryjnej, bo jakie laboratoria
        potrzeba
        > do ekonomii, na przykład. Więc jeśli masz już to szczęście, że mieszkasz w
        > pobliżu jakieś rzeczywicie dobrej szkoły prywatnej do masz szczęście, ale w
        > przeważającej większości szkoły prywatne mają poziom żałosny. Nie chcę
        > porownywać do szkół państwowych, bo niektóre też są żałosne, ale do standartu
        > wymogów jaki powinien być realizowany, a jaki nie jest.
        > A co do kierunków. Prywatne to instytucje finansowe dlatego na przykład nie
        > podejmą się stworzenia medycyny, bo trzebaby zbudować klinikę. A jest tyle
        > kierunków politechnicznych, które rownież mają taką bazę, że żadna prywatna
        nie
        >
        > ma lepszej. Nie sztuka mieć bazę dobrą dla ekonomii i zarządzania. Tam
        > wystarczą tylko ławki w ogrzewanej sali. A gdzie na prywatnych biologia,
        > chemia, kartografia, no gdzie? nie opłaca się? no właśnie
        >
        > A 3000 osób z których większość się wyrzuca po pierwszym semestrze, to
        niestety
        >
        > słabość państwowych uczelni, ale z czego mają utzymywać swoją bazę kiedy nie
        z
        > tych 3000. A że odpada ustalony limit. trudno, najlepsi zostają, a ci co
        poszli
        >
        > bo nie było egzaminów - do domu. W prywatnych, tam gdzie nie ma egzaminów,
        > czyli w przeważającej większości, nie ma - do domu. tam hoduje się takich
        > studentów, jednych na prawdę przykładających się, a drugich na poziomie
        > gimnazjum. Ale taka tylko między nimi różnica, że ci piewsi zdają egzamin za
        > pierwszym razem, a drudzy za dziesiątym. Gdzie na państwowej masz tyle
        > egzaminów, u mnie jest jeden, poprawka, a jeśli i to nie pomoże, to już nic
        nie
        >
        > pomoże, bo komisja jest z góry negatywnie nastawiona więc tu nie ma co się
        > wysilać. A tytuł magistra zdobywają wszyscy. I uczący się na prywatnych,
        którzy
        >
        > pracę pisali sami i obijający się na prywatnych, którzy pracę sobie kupili. A
        > potem łazi taki łysy dres magister, z durną smerfetką też magister, a jak.
        >
        >
        > Co do niżu. Czy nie jest tak, że prywatne obawiają się, że państwowe uczelnie
        > mając obecnie ogromne limity przyjęć, za kilka lat nie zmniejszą ich, więc
        > mniej zostanie osób, które nie zdały, i mniej pójdzie po prywatnych (cały
        czas
        > zaznaczam, że mówię o tych żałosnych szkółkach zza budki z piwem). To dlatego
        > się boją, ha, słusznie, też bym się bała będąc rektorem takiej "uczelni" bo
        > zarobiłaby szkoła mniej. trudno. Prawa rynku. Upadną jak nic. Chcieli
        > postępować nie jak inkubatory wiedzy, tylko jak firmy finansowe to niech
        teraz
        > przyjmą warunki rynku.
        >
        >
        >


        radziłbym przyjzec ci sie blizej tym uczelniom panstwowym
        typu: akademie, politechniki i inne... wiekszosc z nich nie
        reprezenruje poziomu ktory by byl nie do doscigniecia przez
        uczelnie prywatne

        jezeli chodzi o szczegolne wydzialy jak np medycyna to nie ma
        potrzeby ich tworzyc w uczelniach prywatnych i tylko dla tego
        nie powstaja, ponadto jak wymieniles sa na nie potrzebne wieksze
        srodki i jezeli bedzie na nie popyt to powstana na pewno w przyszlosci
        Rynek jest tym co decyduje ze cos istnieje albo upada

        Wniosek jest taki:
        mniej znane panstwowe uczlenie najczesciej z
        mniejszych miast nie reprezenruja wiekszego poziomu niz uczelnie
        prywatne a wiele prywatnych uczelni zdolalo juz dawno wyprzedzic
        gorsze i wiekszosc srednich panstwowych uczelni pod wzgledem poziomu
        nauczania i zaplecza

        aha.. warunki rynku na pewno prywatne uczelnie przyjma bo dzialaja juz w tym od
        lat tylko powtarzam maja byc na rownych prawach a nie w monopolu panstwowych
        uczelni

        pozdr
        • Gość: merien Re: SZKOŁY PRYWATNE-wysoki poziom IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.03, 00:07
          zgadzam sie z przedmowca, niestety panstwowe szkoly sa dla biednych a z pustego to i Salomon nie naleje, wszedzie w cywilizowanych krajach to szkolnictwo prywatne jest na wyzszym poziomie niz publiczne, u nas dzieki nieszczesnym regulacjom prawnym prywatnego uniwerku nie mozna otwarzyc
          • Gość: Richelieu* Re: SZKOŁY PRYWATNE-wysoki poziom IP: *.localdomain / 192.168.0.* 26.01.03, 16:49

            Nie można i nie będzie można otworzć prywatnego uniwerku bo na tym polega
            specyfika uniwersytetu, że jest on wielokierunkowy, nie ogranicza się tylko do
            ekonomii czy filologii. Nie ma żadnej szkoły pruwatnej, która miałaby kierunki
            przyrodnicze na przykład, gdzie biologia, chemia, geografia i fizyka?

            A co na myśli miałeś mówiąc, że szkoły państwowe są dla biednych?

            *
            • Gość: merien Re: SZKOŁY PRYWATNE-wysoki poziom IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 31.01.03, 16:01
              Masz racje prywatny uniwerek to nie wyzsza szkola biznesu tlumaczona koniecznie na university bo uniwersytet daje tytul magistra a wyzsza szkola zaledwie licencjat. Uniwersytet moze miec jeden wydzial nie musi ich miec 10 czy nie wiadomo ile.

              A piszac "dla biednych" mialem na mysli gornikow, hutnikow, lekarzy, pielegniarki i nauczycieli w panstwowych szkolach.
        • Gość: A. Re: SZKOŁY PRYWATNE-pseudopoziom, kanciarstwo IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.01.03, 15:12
          czlowieku, co Ty gadasz...szkoly prywatne mialyby dogonic np. Polibude Wr.? a
          widziales Ty kiedys laboratorium na wyzej wymienionej? czy gadasz zeby gadac?
          jestem studentem na tejze uczelni i nie mow ze jakas szkole prywatna byloby
          stac na laboratorium za pare milionow dolarow :) bo i takie sie zdarzaja :)
        • Gość: Richelieu* Re: SZKOŁY PRYWATNE-pseudopoziom, kanciarstwo IP: *.localdomain / 192.168.0.* 26.01.03, 16:43
          > radziłbym przyjzec ci sie blizej tym uczelniom panstwowym
          > typu: akademie, politechniki i inne... wiekszosc z nich nie
          > reprezenruje poziomu ktory by byl nie do doscigniecia przez
          > uczelnie prywatne
          >

          Sęk w tym, że szkoły prywatne otwierają kierunki wyłącznie modne, na które jest
          popyt. A popyt jest na kierunki takie, że równie dobrze można uczyć się w domu,
          bez laboratoriów, tylko z książką pod pachą. To znaczy, na kierunki
          ekonomiczne, humanistyczne i społeczne. Oczywiście one są potrzebne. Mówiąc
          inaczej zanegowałabym celowość własnej socjologii, ale one nie tworzą techniki,
          nie pobudzają cywilizaji do ruchu tylko każą ludzkości tkwić w epoce kemienia
          łupanego za to z coraz bardziej wyrafinowanymi metodami dochodzenia do tego
          czyj jest ten łupany kamień, ile lat można dostać za uderzenie sąsiada
          kamieniem łupanym, lub ile kamień łupany kosztuje i jak będzie kształtować się
          cena tego nadal kamienia tylko przygładzonego tu i ówdzie kiedy jakiś człowiek
          z myślą techniczną go obrobi. Krótko mówiąc sama ekonomia służy wyłącznie do
          podziału i wzroście ilości tych dóbr, które udało się wytworzyć dzięki
          technikom.
          Więc szkoła prywatna siedząc na podstawach czysto rynkowych nigdy nie zabierze
          się za nauki inne niż przynoszące bezpośredni zysk.

          > jezeli chodzi o szczegolne wydzialy jak np medycyna to nie ma
          > potrzeby ich tworzyc w uczelniach prywatnych i tylko dla tego
          > nie powstaja, ponadto jak wymieniles sa na nie potrzebne wieksze
          > srodki i jezeli bedzie na nie popyt to powstana na pewno w przyszlosci
          > Rynek jest tym co decyduje ze cos istnieje albo upada

          Medycyny nie otorzy w 99,99% niegdy żadan szkoła prywatna, bo student medycyny
          ma daleko więcej nauki od studenta zarządzania i nikt na medycynę nie idzie
          tylko dlatego bo nie wie co ma robić po maturze. Do medycyny trzeba
          przygotowywać się dużo, na medycynie trzeba 6 lat uczyć się dużo, a po
          medycynie trzeba zrobić specjalizację. Więc droga do pierwszych pieniędzy jest
          starsznie żmudna. Gdzie jaki młody gniewny chciałby "marnować" tyle czasu,
          kiedy skoczy do szkółki zza budką z piwem i w 3 lata zrobi licencjata.


          > Wniosek jest taki:
          > mniej znane panstwowe uczlenie najczesciej z
          > mniejszych miast nie reprezenruja wiekszego poziomu niz uczelnie
          > prywatne a wiele prywatnych uczelni zdolalo juz dawno wyprzedzic
          > gorsze i wiekszosc srednich panstwowych uczelni pod wzgledem poziomu
          > nauczania i zaplecza

          Oczywiście, że te małe państwowe stoją na niższym poziomie niż duże, wręcz
          największe i wymieniane we wszystkich rankingach w czołówce szkoły prywatne.
          Ale to są wyjątki. Szkół prywatnych rzeczywiście dobrych jest niewiele i
          mieszczą się w dużych ośrodkach gdzie są też i uczelnie państwowe, a gdzieś na
          końcu Polski i państwowe i prywatne są tyle warte co technikum. Ha, tyle, że
          nawet w tej cudownej stolycy szkoły potrafią wysyłać swoich absolwentów do
          Kijowa na przykład celem dokończenia edukacji na poziomie mgr bo sami nie mają
          uprawnień. To są dobre szkoły?

          >
          > aha.. warunki rynku na pewno prywatne uczelnie przyjma bo dzialaja juz w tym
          od
          >
          > lat tylko powtarzam maja byc na rownych prawach a nie w monopolu panstwowych
          > uczelni
          >
          > pozdr

          Równe prawa? A nie mają równych praw? gdyby mieli taką samą kadrę zatrudnioną
          na pierwszych etatach. Gdyby mieli taką samą bazę laboratoryjną i biblioteczną.
          Gdyby pracownicy naukowi mieli takie same osiągnięcia. To wtedy okazałoby się
          czy te prawa nie są równe. Stypendia, zniżki na komunikację, opieka lekarska to
          wszystko prywatne szkoły mają zapewnione. Państwo więc płaci za studentów
          nikomu nie potrzebnej uczelni tylko dlatego, że jakiś tam niespełniony doktor
          miał pieniądze i ochotę założyć łasną szkołę. Wyrzucili go zapewne z
          macierzystej uczelni a teraz chce mieć równe prawa co uniwersytet czy inna
          porządna szkoła. To ostatnie to tylko moje dywagacje ;) ale i tak może być
          przecież.
      • eurytion quasirzeczywistosc 28.01.03, 21:52
        Przeczytalem wszystkie odpowiedzi i najblizsza jest mi (stety/niestety) opinia
        Richelieu.Kazdy mogl sie zawiesc na uczelni czy to panstwowej czy przywatnej.
        Pytanie brzmi w jaki sposob? Czy kwestia podstawowa jest przechodzenie z roku
        na rok czy tez jakosc nauczania, a co za tym idzie dostepnosc pomocy naukowych,
        wykladowcow przy konsultacjach itd. Nie do udowodnienia jest teza, ze
        jakakolwiek uczelnia przywatna posiada wieksza baze skryptow czy podrecznikow
        niz chociazby "srednia" panstwowa.Czy ktokolwiek z Was byl na dowolnych
        zajeciach na 4 lub 5 roku kierunku scislego? Jezeli tak to z pewnoscia
        zauwazyl na ilu studentow przypada prowadzacy. (u mnie max to bylo 10). Nie
        spotkalem sie z taka sytuacja na uczelni prywatnej, a przeciez wlasnie m.in od
        tego zalezy jakosc wyniesionej wiedzy. Nigdy nie spotkalem sie z odmowa
        konsultacji w uzgodnionym terminie (a im czesciej tym lepiej) z profesorkiem,
        co na prywatnej bylo wrecz herezja. (spoznienia , czasami kilkudniowe:) to
        norma).
        Potwierdzam olbrzymi odsiew na 1 roku dziennych na panstwowych uczelniach, ale
        poza aspektem czysto finansowym ma to swoje logiczne uzasadnienie dydaktyczne.
        Im wiecej wchloniesz wiedzy na poczatku tym latwiej przebrniesz kolejne
        szczeble i tym lepszym bedziesz studentem przystepujac do obrony. Wniosek -
        staraj sie od poczatku korzystac z rozumu, a nie tylko z portfela rodzicow.
        Ilosc podejsc do egzaminow: roznie zaleznie od kierunku jak i charakteru
        uczelni. Nie powiem , ze dwa podejscia to duzo bo czasami potrzebowalem
        wiecej:) ale zdazalo mi sie byc w sytuacji bez kola ratunkowego, musialem zdac
        wszystko w 1 terminie (jesli ktos bral urlop dziekanski w okresie sesji zimowej
        na 6 tygodni to nie ma przepros:)).
        Oceniajac poziom uczelni polskich i np brytyjskich pokusze sie o porownanie na
        nieco innej plaszczyznie, a mianowicie porownam tylko prywatne. JEEEJKU nie ma
        czego porownywac. I tu jest puenta co do oceny poziomu polskich uczelni
        prywatnych:) HEJ
        • Gość: O_o Re: quasirzeczywistosc IP: *.chello.pl 29.01.03, 10:40
          > Oceniajac poziom uczelni polskich i np brytyjskich pokusze sie o porownanie
          na
          > nieco innej plaszczyznie, a mianowicie porownam tylko prywatne. JEEEJKU nie
          ma
          > czego porownywac. I tu jest puenta co do oceny poziomu polskich uczelni
          > prywatnych:) HEJ


          hmm ostatnio zespol zlozony z studentow MBA u Kozminskiego wygral konkurs
          oparty o jakas symulacje, przeciwnikami byly szkoly majace akredytacje EQUIS
          czyli elita, wiec ten poziom moze jednak nie jest tak zly...
        • Gość: ERYK Re: quasirzeczywistosc :-) IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.03, 18:34
          eurytion napisał:

          > Przeczytalem wszystkie odpowiedzi i najblizsza jest mi (stety/niestety)
          opinia
          > Richelieu.Kazdy mogl sie zawiesc na uczelni czy to panstwowej czy przywatnej.
          > Pytanie brzmi w jaki sposob? Czy kwestia podstawowa jest przechodzenie z roku
          > na rok czy tez jakosc nauczania, a co za tym idzie dostepnosc pomocy
          naukowych,
          >
          > wykladowcow przy konsultacjach itd. Nie do udowodnienia jest teza, ze
          > jakakolwiek uczelnia przywatna posiada wieksza baze skryptow czy podrecznikow
          > niz chociazby "srednia" panstwowa.Czy ktokolwiek z Was byl na dowolnych
          > zajeciach na 4 lub 5 roku kierunku scislego? Jezeli tak to z pewnoscia
          > zauwazyl na ilu studentow przypada prowadzacy. (u mnie max to bylo 10). Nie
          > spotkalem sie z taka sytuacja na uczelni prywatnej, a przeciez wlasnie m.in
          od
          > tego zalezy jakosc wyniesionej wiedzy. Nigdy nie spotkalem sie z odmowa
          > konsultacji w uzgodnionym terminie (a im czesciej tym lepiej) z profesorkiem,
          > co na prywatnej bylo wrecz herezja. (spoznienia , czasami kilkudniowe:) to
          > norma).
          > Potwierdzam olbrzymi odsiew na 1 roku dziennych na panstwowych uczelniach,
          ale
          > poza aspektem czysto finansowym ma to swoje logiczne uzasadnienie
          dydaktyczne.
          > Im wiecej wchloniesz wiedzy na poczatku tym latwiej przebrniesz kolejne
          > szczeble i tym lepszym bedziesz studentem przystepujac do obrony. Wniosek -
          > staraj sie od poczatku korzystac z rozumu, a nie tylko z portfela rodzicow.
          > Ilosc podejsc do egzaminow: roznie zaleznie od kierunku jak i charakteru
          > uczelni. Nie powiem , ze dwa podejscia to duzo bo czasami potrzebowalem
          > wiecej:) ale zdazalo mi sie byc w sytuacji bez kola ratunkowego, musialem
          zdac
          > wszystko w 1 terminie (jesli ktos bral urlop dziekanski w okresie sesji
          zimowej
          >
          > na 6 tygodni to nie ma przepros:)).
          > Oceniajac poziom uczelni polskich i np brytyjskich pokusze sie o porownanie
          na
          > nieco innej plaszczyznie, a mianowicie porownam tylko prywatne. JEEEJKU nie
          ma
          > czego porownywac. I tu jest puenta co do oceny poziomu polskich uczelni
          > prywatnych:) HEJ

          hmmm, a wiec....

          czytajac twoj post to wydaje mi sie ze nie bardzo wiesz jak wygladaja
          dobre szoly prywatne w Polsce, i jaki poczynily postep.
          Po pierwsze szkoly prywatne w Polsce istnieja srednio okolo 5 lat
          i mysle ze to jest za malo czasu na stworzenie drugiego Oxfordu,
          uczelnie panstwowe dostaly wszystko w spadku a prywatne musialy
          tworzyc od podstaw WSZYSTKO....

          Twierdzisz ze zadna szkola prywatna nie posiada lepszego zaplecza
          bibliotecznego od jakiejkolwiek szkoly panstwowej (nawet takiej sredniej)
          Po tym wnioskuje ze nie bardzo wiesz o czym mowisz albo sie nie
          zetknales z tym o czym sie wypowiadasz (sorry)
          Otoz prawda jest ze niektore szkoly prywatne mialy (niektore jeszcze maja)
          braki w tej kwestii ale sie to zmienia, wiekszosc dobrych prywatnych
          zbudowala juz wlasne bardzo nowoczesne biblioteki ktore sa o wiele
          wygodniejsze od panstwowych. I beda coraz wieksze i lepsze.
          Wiec tu nie mamy o czym dyskutowac.

          Ponadto tak przy okazji chcialbym wspomniec o nowej bibliotece uniwersyteckiej
          na ul. Lipowej. Musze przyznac ze spore rozczarowanie. Ladny wystroj
          (zreszta kwestia gustu) ale forma organizacji to totalna porazka.
          Ciezko poruszac sie po polkach z tajemniczymi i naprawde w wiekszosci
          nielogicznie rozmieszczonymi szafkami i pulkami. Idac po tej bibliotece
          spotyka sie mase bladzacych ludzi ktorzy musza sie pytac panie bibliotekarki
          o pomoc. Najczesciej one same nie orientuja sie wystarczajaco(widzialem
          na wlasne oczy). Nie wiedzialem czy to jest zart, ale taka biblioteke
          zrobili za duze pieniadze. Bedac zlosliwym powiedzialbym ze to kolejny
          przylad "panstwowego" balaganu, ktorego mozna sie doszukac na
          tych wspanialych uczelniach bardzo czesto - ale kogo to obchodzi...

          Nie zgadzam sie z toba ze uzasadniona jest taka forma odsiewu na
          I roku w panstwowych kolchozach. To ewidentne zbijanie kasy
          a nie dawanie szans - to bez dyskusji... (zreszta mowili to sami
          profesorowie panstwowych uczelni)

          Porownujesz uczelnie prywatne brytyjskie i polskie - prosze zastanow sie
          bardziej. Ich uczelnie maja wielkie doswiadczenie a nasze daj Boze
          niech je dogonia a nawet przescigna-tu maja prawa do gorszej pozycji.

          Ja bym sie zastanowil bardziej nad porownaniem panstwowych
          uczelni w UK i w Polsce - tu jest powod do smiechu ;-))
          Cambridge, Oxford, Eaton, London Uniwersity czy wiele innych
          moim zdaniem sa tak dobre ze polskie uniwerki czy jakies politechniki
          wypadaja o za slabo w stosunku do aspiracji. I tym sie martw drogi kolego.

          A blizej Ci do opini Richelieu bo jestes sam z uczelni panstwowej,
          jednakze masz prawo do opini i dobrze ze ja wyraziles.

          Pozdr i powodz ;-)
    • Gość: ps. Re: SZKOŁY PAŃSTWOWE-pseudopoziom, kanciarstwo IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.01.03, 00:04
      ciekaw jestem czy autor teksu ma jakies kompleksy odnosnie szkół państwowych?
    • Gość: Richelieu* GWSH - lewusy i kłamcy, jeden z przykładów IP: *.localdomain / 192.168.0.* 26.01.03, 18:38
      Górnośląska Wyższa Szkoła Handlowa w Katowicach. twierdzi, że zatrudnia paręset
      wysokokwalifikowanych doktorów, doktorów habilitowanych i wreszcie profesorów.
      Mógłby ktoś być pod wrażeniem.
      Tyle, że jest tam zdaje się 7 katedr, a katedry prowadzone są, jak wiadomo
      przez najwybitniejsze jednostki na uczelni. I nie bardzo znam się na wszystkich
      profesorach Górnego Śląska, ale znam się na tych z UŚ. I okazuje się, że
      katedrę Psychologii i Socjologii prowadzi prof.dr hab. Janusz Sztumski będący
      wspaniałym rzeczywiście wykładowcą, ale na Wydziale Nauk Społecznych
      Uniwersytetu Śląskiego. A katedrę Geografii Turyzmu prowadzi prof. dr hab.
      Andrzej Jankowski z Wydziału Nauk O Ziemii UŚ. I na wydziałach UŚ robią kawał
      dobrej roboty, obaj. Jankowski prowadził wkłady na mojej geografii stąd moje
      dobre zdanie o nim.
      A prywatna szkoła po co? Tylko dla pieniędzy. I szkoda, że nie tylko GWSH, ale
      niemal wszystkie inne zwabiają dobrych państwowych profesorów ofiarowując im
      katedry. Bo ile taki profesor może zarobić w państwowej szkole.
      I okazuje się, że jedynymi wybitnymi naukowcami szkół prywatnych są ci
      zatrudnieni na drugim etacie, którzy pierwszy mają w państwowej. taka to siła
      prywatnych.
      I coraz bardzej przekonuje mnie to do zatudnienia się w szkole prywatnej jako
      nauczyciel, łatwo a kasy dużo.

      *
    • Gość: ERYK Odpowiadam IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.03, 19:35

      kompleksow nie mam bo nie mam podtstaw

      szkola takia jak Politechnika Wroclawska jest bardzo dobra
      lecz jest mnostwo innych pomniejszych politechnik ktore
      sa bardzo slabe np. Politechnika Radomska ktorej poziom
      nie jest niedoscigniony
      Do poziomu P. Wrocalwskiej potrzeba wiecej wysilku i czasu
      aby go osiagnac lecz i na tej uczelni zdarzaja sie smieszne rzeczy
      wiec niech nikt nie popada w samozachwyt...

      Jezeli mowa o uniwerkach to daleczego nie mialy by powstac prywatne??
      Nie powstaly bo do utworzenia uniwerku trzeba bardzo duzo
      a szkolnictwo prywatne w Polsce dziala stosunkowo krutko...
      Co bedzie w przyszlosci to sie okaze, nie nalezy mowic nigdy "nigdy"
      Dajmy czas i szanse...

      Jezeli chodzi o kierunki popularne tworzone przez uczelnie prywatne
      to oczywiscie ze najczesciej tworza takie na ktore jest zapotrzebowanie
      bo nikt nie daje tyle pieniedzy z budzetu panstwa co państwowym
      Uczelnie prywatne musza postepowac racjonalnie, ekonomicznie
      bo dzialaja na zasadach jakie dyktuje dana sytuacja rynkowa czyli zdrowo

      Byla mowa o socjologii, otoz juz sa te kierunki w szkolach prywatnych
      i to na dobrym poziomie - caly czas sie intensywnie rozwijaja

      Ponadto studenci szkol panstwowych ten "kwiat polskiej mlodziezy"
      ta "esencja polskiej inteligencji" sposob w jaki sie wypowiadaja
      o innych po prostu uwlacza poziomowi studenta...
      Jezeli ktos studiuje na prywatnej uczelni to bardzo czesto wedlug nich
      musi byc wyrzucony przez panstwowe, musi byc glupim, musi byc gorszy,
      musi byc dnem w porownaniu do ich niedosciglej wiedzy i poziomu ;-)...

      to juz brzmi glupio jakby to mowil ktos cyniczny
      ....radze sie nad tym moment zastanowic bo prawda jest inna

      Jezeli chodzi o rownosc konkurencji to powtarzam...
      uczelnie pastwowe wywyieraja nacisk na wladze aby nie udostepniac
      uprawnien do wydawania: magistra, doktora itd ...dalczego sie pytam???
      jezeli komisje uznaja ze ma do tego poziom i mozliwosci do dlaczego
      decyzjami politycznymi odberac komus mozliwosci-wolny ten kraj czy nie?
      Chca pewnej formy niesprawiedliwego monoplou-to jest zle, bardzo zle

      Czytajac wypowiedzi NIEKTORYCH dumnych studentow uczelni panstwowcyh
      tylko utwierdza opinie ze poziom mentalnosci pozostawia wiele do zyczenia
      i nie mozna polecac takich osob jako wzory do nasladowania...

      Moim zdaniem nie najwazniejsze jest to ile kto ma pieniedzy, jakie ma
      dyplomy lecz jakim jest czlowiekiem i co soba reprezentuje
      Prostactwo zawsze bedzie wychodzic jakie kto by nie mial nazwisko,
      uklady, dyplomy czy wyglad

      Szacunku do innych i samych siebie radze niektorym osobom

      pozdr
      • Gość: Richelieu* Miło, że odpowiedziałeś IP: *.localdomain / 192.168.0.* 26.01.03, 20:39

        Ale to nie chodzi o zapotrzebowanie kształtujące ilość kierunków ekonomicznych
        na prywatnych uczelniach tylko o modę. Zapotrzebowanie było 10 lat temu, a do
        teraz wierzy się, że ekonomia i zarządzanie to przyszłościowe kierunki. Wiem,
        że szkoły wychodzą na przeciw maturzystom. A maturzyści są tak nierozgarnięci,
        że uwierzą we wszystko co im reklamy wyższych szkół zaproponują. Będąc w
        strachu przed maturą myślą, że do żadenj państwowej szkoły się nie dostaną więc
        im wystarczy prywatna, bez egzaminów, mamusia zapłaci i po kłopocie. A szkoły
        mając już ściągniętą kadrę z państwowych nie chcą kolejnych zmian, kolejnych
        wydatków, więc tkwią przy tej ekonomii rozszerzając tylko limity. Limity, bo
        jak to ładnie brzmi, że szkoła ma jakiś limit przyjęć. Nikt nie powie, że
        przyjmują wszystkich jak leci.

        A sytuacja rynkowa nie zawsze jest zdrowa. Opiera się ona w znacznej mierze na
        stereotypach,a te na irracjonalnych zupełnie przesłankach, jak wspomniany wyżej
        proceder przyjmowania kolejnych roczników na ekonomię.

        Socjologia dobra jest chyba tylko w Wyższej Szkole Psychologii Społecznej, a to
        nie jest jedyna prywatna, która prowadzi ten kierunek. Co z resztą szkół?

        A co do wydawania stopni naukowych, ba, nawet tutyłu licencjata, to jeśli
        rzeczywiście miałyby identyczny poziom z państwowymi to takie prawo powinny
        mieć. A te państwowe, które urągają zasadom kształcenia poowinny mieć odebrane
        takie uprawnienia. Tyle, że wśród szkół prywatnych mogących nadawać tytuł
        magistra są też takie jak wspomniana GWSH. Dla mnie jest to poziom gorszy niż w
        dobrym technikum czy studium, ale jeśli miałabym wybierać pomiędzy dwuletnim
        studium, a trzyletnim licencjatem na prywatnej oczywiście wybrałabym ten
        licencjat, mimo, że taki żałosny. Wiedza nikła, ale za to papier jest. I co to
        za dzienne studia na prywatnych, kiedy w tygodniu idzie się na 15-18 godzin.
        Tyle to mam na zaocznych na państwowej.

        Prostactwo powiadasz, że i tak wychodzi. Nie wychodzi właśnie, a jeśli już, to
        pokrywa je tupet. Co prawda tupet to pożyteczna cecha, ale jeśli skorelowana
        jest z wartością pozytywną, nie z chamstwem, dresiarstwem i idiotyzmem. A
        prostak lub lepiej, pustak ;) potrafi sobie dać niestety radę, bo u nas nie
        ceni się prawdziwej nauki, sam jesteś tego przykładem, tylko "naukę" która
        hołduje rynkowi. A śmiem stwerdzić, że rynek jest tylko sługą nauki, który
        rozdziela jej owoce, najczęściej zresztą źle rozdziela, bo ma niedouczonych
        idiotów do rozdzielania, nieważne zresztą gdzie niedouczonych. Lepsza jest
        dobra prywatna ekonomiczna szkoła, niż mały wydzialik na państwowej zupełnie
        nie ekonomicznej. Ale nigdy żadna prywatna nie dosięgnie poziomu państwowej w
        dziedzinie medycznej, artstycznej, technicznej czy przyrodniczej.

        *
        • Gość: ERYK Re: Miło, że odpowiedziałeś IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 27.01.03, 19:50
          Odpowiadam raz jeszcze Richielieu.....

          Napisalas:

          >
          > Ale to nie chodzi o zapotrzebowanie kształtujące ilość kierunków
          ekonomicznych
          > na prywatnych uczelniach tylko o modę. Zapotrzebowanie było 10 lat temu, a do
          > teraz wierzy się, że ekonomia i zarządzanie to przyszłościowe kierunki. Wiem,
          > że szkoły wychodzą na przeciw maturzystom. A maturzyści są tak
          nierozgarnięci,
          > że uwierzą we wszystko co im reklamy wyższych szkół zaproponują. Będąc w
          > strachu przed maturą myślą, że do żadenj państwowej szkoły się nie dostaną
          więc
          >
          > im wystarczy prywatna, bez egzaminów, mamusia zapłaci i po kłopocie. A szkoły
          > mając już ściągniętą kadrę z państwowych nie chcą kolejnych zmian, kolejnych
          > wydatków, więc tkwią przy tej ekonomii rozszerzając tylko limity. Limity, bo
          > jak to ładnie brzmi, że szkoła ma jakiś limit przyjęć. Nikt nie powie, że
          > przyjmują wszystkich jak leci.

          bzdura. tacy byli maturzysci chyba za twoich czasow, niezdecydowani, zagubieni,
          bez recepty na przyszlosc. Obecnie maturzysci wiedza czego chca, jest inna
          kultura nauki i mentalnosc. Dokladnie sprawdzaja gdzie chca studiowac
          i jezeli ktos wybierze uczelnie prywatna to nie musi oznaczac ze jest jakis
          chory psychicznie bo na panstwowych to taki raj, gdzie pelno ludzi i sie
          ginie w tlumie, gdzie pani w sekretariacie robie laske ze z toba rozmawia,
          gdzie nie ma najczesciej tak dobrego podejscia do studentow jak na uczelniach
          prywatnych, w panstwowym jestes takim workiem albo miesem dla nich itd,itd ...

          > A sytuacja rynkowa nie zawsze jest zdrowa. Opiera się ona w znacznej mierze
          na
          > stereotypach,a te na irracjonalnych zupełnie przesłankach, jak wspomniany
          wyżej

          sytuacja rynkowa jest jaka jest, chodzi o reakcje na jej stan i w tym szkoly
          prywatne musza sie znajdywac i odpowiadac na zaotrzebowanie, jezeli bedzie
          taka potrzeba to zaczna pewnie powstawac wydzialy medycyny czy fizyki
          organizowane z prywatnego kapitalu

          > proceder przyjmowania kolejnych roczników na ekonomię.
          >
          > Socjologia dobra jest chyba tylko w Wyższej Szkole Psychologii Społecznej, a
          to

          ??? z kad ten wniosek ze tylko tu jest dobra ?????


          > nie jest jedyna prywatna, która prowadzi ten kierunek. Co z resztą szkół?
          >
          > A co do wydawania stopni naukowych, ba, nawet tutyłu licencjata, to jeśli
          > rzeczywiście miałyby identyczny poziom z państwowymito takie prawo powinny
          > mieć. A te państwowe, które urągają zasadom kształcenia poowinny mieć
          odebrane
          > takie uprawnienia.

          zgadzam sie ;-)

          Tyle, że wśród szkół prywatnych mogących nadawać tytuł
          > magistra są też takie jak wspomniana GWSH. Dla mnie jest to poziom gorszy niż
          w
          >
          > dobrym technikum czy studium, ale jeśli miałabym wybierać pomiędzy dwuletnim
          > studium, a trzyletnim licencjatem na prywatnej oczywiście wybrałabym ten
          > licencjat, mimo, że taki żałosny. Wiedza nikła, ale za to papier jest. I co
          to
          > za dzienne studia na prywatnych, kiedy w tygodniu idzie się na 15-18 godzin.
          > Tyle to mam na zaocznych na państwowej.
          >
          > Prostactwo powiadasz, że i tak wychodzi. Nie wychodzi właśnie, a jeśli już,
          to
          > pokrywa je tupet. Co prawda tupet to pożyteczna cecha, ale jeśli skorelowana
          > jest z wartością pozytywną, nie z chamstwem, dresiarstwem i idiotyzmem. A
          > prostak lub lepiej, pustak ;) potrafi sobie dać niestety radę, bo u nas nie
          > ceni się prawdziwej nauki, sam jesteś tego przykładem,

          tak tak, wychodzi z ciebie mimo wszystko..

          tylko "naukę" która
          > hołduje rynkowi. A śmiem stwerdzić, że rynek jest tylko sługą nauki, który
          > rozdziela jej owoce, najczęściej zresztą źle rozdziela, bo ma niedouczonych
          > idiotów do rozdzielania, nieważne zresztą gdzie niedouczonych. Lepsza jest
          > dobra prywatna ekonomiczna szkoła, niż mały wydzialik na państwowej zupełnie
          > nie ekonomicznej. Ale nigdy żadna prywatna nie dosięgnie poziomu państwowej w
          > dziedzinie medycznej, artstycznej, technicznej czy przyrodniczej.

          sorry ze to powiem ale opowiadasz niemadre rzeczy. Przykladow negatywnych szukaj
          w sobie - chyba ze jestes taka bardzo doksztalcona i madra(co mi jakos
          do konca nie pasuje - (sorry))
          Dresiarzy pelno w szkolach panstwowch a nie tylko na prywatnych.
          Tylko ja sie czasem zastanawiam czy niektorym "pseudointeligentom",
          przemierzjacym edukacje panstwową na slabych ocenach, ledwo zdajacym,
          wiecej imprezujacych niz rozwijajacym sie intelektualnie mozna wierzyc?? - nie

          Twierdzac ze nigdy zadna prywatna szkola nie dorowna szkole panstwowej
          w dziedzinie medycznej, technicznej to oznacza ze twoj obraz nauki swiatowej
          jest nikly i nie wiesz na czym opiera sie rozwoj w XX i XXI wieku

          Przyklad japonski a szczegolnie amerykanski dobitnie pokazuje ze
          gdyby nie prywatne instytucje rozwojowe (instytucje naukowe, UNIWERSYTETY
          prywatne, itd itd) sponsorowane i rozwijane przez potezne koncerny typu
          Microsoft, General Electric, General Motors, Sony, itd itd to o wiele
          wolniej postepowala by nowoczesna nauka, ekonomia, ogolny rozwoj

          Jak pokazuje zycie co "panstwowe" to niczyje, tak jak przyklad "spolek skarbu
          panstwa" w Polsce ze ladnie sie nazywaja ale pozytku z tego zadnego tylko
          doplacac trzeba. Panstwowe to zle bo najczesciej zle zarzadzane i malo skuteczne
          co pokazuje tak czesto zycie. Jak przegrywaja walke z konkurencja to leca
          do Pana Ministra i prosza aby nie wydawal innym praw bo oni sa biedni i trzeba
          wziac na kolanka i pomoc :-)

          pozdr
          • Gość: Wojthek Do Richelieu IP: *.acn.waw.pl 27.01.03, 21:29
            Richelieu ty naprawde jestes workiem kompleksow, mysle ze powinnas zaczac
            studiowac psychologie moze pomoglo by Ci to zmienic nastawienie do zycia.
            Zapewne wydarzenie z dziecinstwa sprawily to, ze probujesz sie dowartosciowac
            wmawiajac sobie jaka jestes intelektualistka poniewaz studiujesz 2 fakultety.
            Mysle, ze powinnas wziasc sobie trzeci fakultet, wtedy bedziesz miala czym
            zaimponowac:)A tak powaznie polecam psychoanalize, powinna tobie pomoc.
            • forward Re: Do Richelieu 28.01.03, 09:18
              To nie kompleksy to misja, Richelieu wcale nie jest podobna do Richelieugo
              kardynała Francja. Ten prawdziwy był pragmatykiem i mistrzem polityki. Nasz
              netowy Richelieu ma misję polegającą na słaniu przestróg.
              Ktoś całkiem niedawno napisał jak te porządne państwowe uczelnie traktują
              pierwszy rok, zaoczni są od dostarczenia pieniędzy, dzienni od zwiększenia
              dotacji lub wywalczenia jakiś uprawnień w ramach państwowego systemu
              szkolnictwa wyższego, bo mamy przecież tylu studentów i uczelnia ma się czym
              pochwalić. Później tych młodych ludzi na siłę wyrzuca się z pierwszego roku, bo
              nie ma kadry, budynków, promotorów na zajęciach seminaryjnych. Niby to
              głupstwo, ale dla 20-latka może to być w pewnym sensie pierwsza porażka życiowa.
              To bardzo dobrze że obok państwowych, porządnych uczelni mamy szkoły prywatne i
              że są alternatywą. I każdy niech studiuje gdzie chce i co chce, najważniejsze
              żeby miał wybór.


              Forward
              • Gość: Richelieu* Re: Do Richelieu IP: *.localdomain / 192.168.0.* 28.01.03, 23:43
                forward napisał:

                > To nie kompleksy to misja, Richelieu wcale nie jest podobna do Richelieugo
                > kardynała Francja. Ten prawdziwy był pragmatykiem i mistrzem polityki. Nasz
                > netowy Richelieu ma misję polegającą na słaniu przestróg.

                To, że mem misję MISJĘ ;) do spełnienia, e, jak to brzmi uroczyście, może dam
                sobie nawet medal za zasługi dla ludzkości. wow
                Więc, żadna misja czy "misja" nie wyklucza przecież pragmatyzmu. Pewnie,
                mówiłam, że prywatne szkoły kierują się zasadą opłacalności, ale opłacalność
                nie musi wiązać się bezpośrednio z pieniędzmi. Może być opłacalne wykształcenie
                chemika, bo tego wymaga technologia, dla prywatnych szkół zaś najczęściej
                opłaca się kształcić ekonomistę bo on płaci czesne. I to są dwie całekiem różne
                opłacalności.
                A co do mojego słania przestróg to to to... czy ja rzeczywiście takim zrzędą
                jestem? jedni wyrażają swoje opinie, a drudzy ślą przestrogi. A Ty w której
                kategorii w takim razie się mieścisz?



                > Ktoś całkiem niedawno napisał jak te porządne państwowe uczelnie traktują
                > pierwszy rok, zaoczni są od dostarczenia pieniędzy, dzienni od zwiększenia
                > dotacji lub wywalczenia jakiś uprawnień w ramach państwowego systemu
                > szkolnictwa wyższego, bo mamy przecież tylu studentów i uczelnia ma się czym
                > pochwalić. Później tych młodych ludzi na siłę wyrzuca się z pierwszego roku,
                bo
                >
                > nie ma kadry, budynków, promotorów na zajęciach seminaryjnych. Niby to
                > głupstwo, ale dla 20-latka może to być w pewnym sensie pierwsza porażka
                życiowa
                > .

                Może być taką porażką, jednak 20-latek to już nie jest dziecko, którego trzeba
                chronić od życia. Porażką.. to chyba lepiej gdy zostanie wrzucony ze szkoły na
                pierwszym roku za niezadowalające wyniki :) niż gdyby na piątym roku
                stwierdził, że on się do tego zawodu kompletnie nie nadaje.


                > To bardzo dobrze że obok państwowych, porządnych uczelni mamy szkoły prywatne
                i
                >
                > że są alternatywą. I każdy niech studiuje gdzie chce i co chce, najważniejsze
                > żeby miał wybór.
                >

                Ja też się wbrew pozorom bardzo cieszę, że jest taki duży wybór szkół, że nie
                wszyscy idą do tych najlepszych. Bo wtedy ja na tym tle mogę wyglądać całkiem
                całkiem, bo mam odpowiednie tło w postaci absolwentów mizernych szkółek zza
                rogu, nieważne prywatnych czy państwowych
                >
                > Forward

                *
                • forward Re: Do Richelieu 29.01.03, 12:14
                  Richelieu mon cheri, przejrzył wreszcie na oczy. Mam kolegów po licencjatach z
                  ZiM prywatnych szkół biznesu, szkół których już nie ma i pracują, i mają się
                  świetnie. Zaludniają działy marketingu, sprzedaży, promocji ewentualnie są
                  referentami. I znam również ludzi po AE też po ZiM-ie, którzy szukają pracy i
                  są w kropce. Pracodawca nie patrzy na dyplomy, bo koszt zatrudnienia nowego
                  pracownika jest tak wysoki, że chce coś przy okazji ugrać a nie tylko nająć
                  nową głowę i ręce do pracy. Pracodawca nie tkwi w pustce społecznej.
                  Całkiem niedawno chciałem nająć się do pracy za byle jaką pensję do
                  administracji pewnego szpitala jako referent. Wszyscy tam zatrudnieni są po
                  jakimś zarządzaniu na AWF. W ogóle nie było gadania nie przyjęto mnie mimo mgr
                  z prawa. Dalej chcąć zatrudnić się w banku przegrałem z dziewczyną po
                  filozofii, która mieszkała obok dyrektora banku. Miałem za słabe wejście, bo
                  raptem kierowniczkę sali operacyjnej.
                  Dlatego mówiąc krótko, wystarczy dyplom byle jaki nawet licencjat, można
                  poprawić go na MUS (magisterskie uzupełniające studia) i warto mieć duże plecy.
                  Aktualnie odpis mojego dyplomu z państwowej porządnej uczelni służy mi jako
                  zakładka do książek. Wolałbym mieć licencjat i ustawionych starych z wtykami na
                  posadę niż ów wspomniany dyplom, który na rynku pracy nie znaczy dziś nic.


                  Forward
                  • richelieu_ Re: Do Richelieu 30.01.03, 22:13

                    Panie tylko Pewny Siebie czy już Arogancki ;)

                    szerokich pleców nie brałam pod uwagę, tylko sam poziom prywatnych i
                    państwowych, ba, w ogóle sam poziom, nieważne jakich szkół, bo jak już mówiłam,
                    dobra prywatna jest częśto lepsza od złej państwowej.
                    A szerokie plecy. Tak, masz rację, niestety... to znajomości nie wiedza
                    świadczą o możliwościach zatrudnienia. Ja mam to szczęście, że jeszcze jestem
                    studentem, nie trzeba za mnie odprowadzać składek, jestem tanim więc
                    pracownikiem i daję się wykorzytywać, bo inaczej tego nazwać nie można, co
                    postronni odbierają jako mój sukces w pracy. Bo obecnie sukces w pracy znaczy
                    tyle co mieć pracę, nawet jako specjalista od wyższej informatyki za pensję
                    elektronika po zawodówce. Ciekawe ile czasu już szukasz pracy i ilu
                    praconiedawców zaliczyłeś. Bo jesteś uosobieniem moich niepokojów jako byłego
                    studenta prawa, który przeraził się własną małością w obliczu córeczki-pustaka
                    lub synalka-też pustaka Kogoś Ważnego.

                    *
                    • forward Re: Do Richelieu 31.01.03, 08:55
                      Richelieu życzę powodzenia na sesji, nie dziękuj mi. Może ta praca plus studia
                      techniczne, będą dla Ciebie przepustką do pracy może ciut lepszej i jakiejś
                      przyszłości w PL. Wiem że znajomi po uczelniach technicznych mają lepiej, tzn.
                      mają pracę.
                      W socjologię nie wierz, no chyba że mieszkasz w Warszawie. Mój kumpel po
                      socjologii na UJ a wcześniej filozofii dzwonił ostatnio podniecony z UK, dostał
                      pozwolenie na pracę i może sprzątać legalnie. Wyjechał tam na stypendium
                      naukowe, ale po jego skończeniu został, bo nie lubi kolejek w GUP-ie. I tak
                      zdycha humanistyka nawet po tych śmiechu wartych top rankingowych uczelniach.


                      Forward
                      • Gość: Richelieu* Re: Do Richelieu IP: *.localdomain / 192.168.0.* 01.02.03, 01:43
                        forward napisał:

                        > Richelieu życzę powodzenia na sesji, nie dziękuj mi. Może ta praca plus
                        studia
                        > techniczne, będą dla Ciebie przepustką do pracy może ciut lepszej i jakiejś
                        > przyszłości w PL. Wiem że znajomi po uczelniach technicznych mają lepiej,
                        tzn.
                        > mają pracę.
                        > W socjologię nie wierz, no chyba że mieszkasz w Warszawie. Mój kumpel po
                        > socjologii na UJ a wcześniej filozofii dzwonił ostatnio podniecony z UK,
                        dostał
                        >
                        > pozwolenie na pracę i może sprzątać legalnie. Wyjechał tam na stypendium
                        > naukowe, ale po jego skończeniu został, bo nie lubi kolejek w GUP-ie. I tak
                        > zdycha humanistyka nawet po tych śmiechu wartych top rankingowych uczelniach.
                        >
                        >
                        > Forward

                        Studia techniczne nie są, tylko przyrodnicze, ba, przyrodniczo-matematyczne, bo
                        to geografia. I prawdę mówiąc zaczęłam socjologię bo sądziłam, że to
                        taki "dobry" kierunek ta socjologia. A nie mieszakm w warszawie tylko w
                        Gliwicach co mimo uroków Gliwic stwarza tęskotę za możliwościami stolicy. A tu
                        okazuje się teraz, że to właśnie geografia z odpowiednią specjalizacją ( u mnie
                        planowanie przestrzenne-geografia ekonomicza ) niesie więcej możliwości. Tyle,
                        że dla pokrewnej architektury i urbanistyki też są czasy chude. I gdyby nie to,
                        że jeszcze wcześniej skończyłam studium informatyczne i że znam parę języków w
                        stopniu nadającym się do chwalenia, to figę bym miała, nie cień spokojnej głowy
                        na przyszłość. Tak sobie myślę, że za 1,5 roku kiedy, jak dobrze pójdzie, będę
                        mgr na jednym a licencjat na drugim to dyplom będę używać jako zakładki do
                        książki ( co za pomysł mi poddałeś ;) a wykorzystywać będę możliwości tłumacza.
                        Bo mimo pracowaniu w różnych miejscach już, nigdy nie miało to nic wspólnego
                        ani z jednymi ani z drugimi studiami.
                        A sesja, ha, już tydzień temu po sesji :)) I jednak, dziękuję
                        A w tym semestrze stoją przede mną praktyki nauczycielskie. 120 godzin.. I
                        zastanawiam się po co. Czy bycie nauczycielem niesie ze sobą korzyści? Dla mnie
                        żadnych poza 800 zł jeśli już zostanę przyjęta. Ale lepsze 800 zł za 18 h niż
                        nic. A ja i tak nauczycielem nie zostanę. I jeszcze w to wierzę ;)

                        A Ty forward, kiedy już praconiedawcy będą dla Ciebie pracodawcami nie zapomnij
                        się tym pochwalić. Wlejesz otuchę we wszystkie wątpiące resumes, że jednak i
                        mimo wszystko. A i ja nie będę, dzięki temu, czekać jak dnia sądu dnia obrony
                        mgr kiedy to szkoła da mi kopa w tyłek, nie po to by mnie popchnąć do działania
                        tylko takiego kopa, żebym przewróciła się, potłukła, złamała kręgosłup żeby już
                        głowy nie móc podnieść wysoko.

                        *
          • Gość: Richelieu* Re: Miło, że odpowiedziałeś IP: *.localdomain / 192.168.0.* 28.01.03, 12:37


            Dzisiejsi maturzyści zato są bardzo zorientowani. Wiedzą czego chcą, budują
            sobie ścieżkę kariery jeszcze w liceum po to, by zacząć studia naprawdę
            przyszłościowe i jednocześnie będące ich zainteresowaniem.
            Tylko dlaczego teraz publikuje się tyle rankingów. Żeby taki maturzysta
            spojrzał na pierwsze miejsce i od razu to wybrał bez wnikania z czego wzięło
            się to pierwsze miejsce. Jest ranking np. liczby samodzielnych pracowników
            naukowych. Przykład GWSH świadczy, że liczby swoje, a rzeczywista sytuacja
            swoje. Bo w prywatnej ciągnie tych wykładowców kasa, mnie zresztą pewnie też
            ciągnęłaby. Co to za ranking, który uzwględnia też jakiegoś, nawet wybitnego
            profesora, który w tygodniu prowadzi 1 wykład.
            2 Podejście do studenta. O, tu oczywiście prywatne znalazły swoją niszę wiedząc
            w jaki sposób państwowi są traktowani w dziekanacie. W dziekanacie? jestem
            starostą, czyli takim sługusem ;) i z dziekanatu nigdy jeszcze mnie nie
            wyrzucili, wręcz przeciwnie, sekretarki są dość miłe, nauczyciele również za
            wyjątkiem paru oryginałów kompletnie niereformowalnych. Ja wiem, że na innych
            uczelniach nie jest tak różowo i dlatego muszę przyznać Ci rację mówiąc, że
            prywatne wiodą pod względem podejścia do studenta w kwestii "sympatyczności"
            wykładowców, ale czy przechodzi to też na jakość kształcenia. Odwoływanie
            zajęć, przychodzenie w stanie wskazującym, robienie z egzaminu publicznego
            ściągania. I wice wersa ze strony studentów prywatnych. Bo Ty cały czas
            opierasz się na tych prywatnych najlepszych, a oprócz nich jest cała masa tych
            podrzędnych.

            Potrzeby otwierania fizyki i chemii nie ma, bo po co partaczyć tak specyficzne
            dziedziny. Ale popyt na fizyków i chemików stale rośnie, choć jeszcze gdy ja
            byłam maturzystką były to kierunki bez egzaminów, niepopularne, takie
            dlanieuków, którzy poszli tam bo gdzie indziej nie zdali. Na chemię zwykle szli
            ci, którzy nie dostali się na medycynę, a na fizykę ci od informatyki. A teraz?
            Tyle, że znowu Polska jest w dostrzeganiu siły własnych absolwentów za
            Zachodem, który rob to szybciej przechwytując co lepsze talenty.

            Powiedziałam o Wyższej Szkole Psychologii Społecznej bo opieram się na
            rankingach, a jak. Może jest Colegium Civitas. Bo opinia jednego znajomego z
            tej szkoły nie może być miarodajna. Ale fakt, że jest zachwycony podejściem do
            sudenta ;) wykładowcami też i że za to wszystko płaci coś 7 tys na rok.

            Dresiarstwo istnieje wszędzie, a tam gdzie można dostać się bez egzaminów
            istnieje bardziej. Na państwowych masz przynajmniej odsiwe na piewszym roku i
            większość dresiarstwa wyleci, ale na prywatnych takiego sita nie ma i tkwią w
            tych szkołach aż do kupionego dyplomu.

            Podajeszc przykłady japońskie i amerykańskie, że tam prywatne wielkich
            koncernów są dużo lepsze od zapyziałych państwowych. Ale my nie jesteśmy
            Japonią, a te szkoły prywatne tworzone u nas nie są szkołami koncernów, tylko
            jakiegoś lokalnego wizjonera od siedmiu boleści.

            *
            • Gość: ERYK Re: Miło, że odpowiedziałeś IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 28.01.03, 18:43
              Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

              > Dzisiejsi maturzyści zato są bardzo zorientowani. Wiedzą czego chcą, budują
              > sobie ścieżkę kariery jeszcze w liceum po to, by zacząć studia naprawdę
              > przyszłościowe i jednocześnie będące ich zainteresowaniem.
              > Tylko dlaczego teraz publikuje się tyle rankingów. Żeby taki maturzysta
              > spojrzał na pierwsze miejsce i od razu to wybrał bez wnikania z czego wzięło
              > się to pierwsze miejsce. Jest ranking np. liczby samodzielnych pracowników
              > naukowych. Przykład GWSH świadczy, że liczby swoje, a rzeczywista sytuacja
              > swoje. Bo w prywatnej ciągnie tych wykładowców kasa, mnie zresztą pewnie też
              > ciągnęłaby. Co to za ranking, który uzwględnia też jakiegoś, nawet wybitnego
              > profesora, który w tygodniu prowadzi 1 wykład.
              > 2 Podejście do studenta. O, tu oczywiście prywatne znalazły swoją niszę
              wiedząc

              rankingi spelniaja te role ze TROCHE pomagaja znalezc sie w gaszczu szkol
              z ktorych trzeba cos wybrac. Jezeli chodzi o same rankingi w wielu gazetach
              to pozostawiaja one wiele do zyczenie bo najczesciej sa przeprowadzane
              dosyc ogolnie. Nie oznacza to ze poziom szkol prywatnych musi byc gorszy -
              a nawet powiedzialbym ze sa one niedoceniane przez stereotypy ze kazda szkola
              panstwowa jest lepsza od najlepszej nawet prywatnej - to bzdura

              > w jaki sposób państwowi są traktowani w dziekanacie. W dziekanacie? jestem
              > starostą, czyli takim sługusem ;) i z dziekanatu nigdy jeszcze mnie nie
              > wyrzucili, wręcz przeciwnie, sekretarki są dość miłe, nauczyciele również za
              > wyjątkiem paru oryginałów kompletnie niereformowalnych. Ja wiem, że na innych
              > uczelniach nie jest tak różowo i dlatego muszę przyznać Ci rację mówiąc, że
              > prywatne wiodą pod względem podejścia do studenta w kwestii "sympatyczności"
              > wykładowców, ale czy przechodzi to też na jakość kształcenia. Odwoływanie
              > zajęć, przychodzenie w stanie wskazującym, robienie z egzaminu publicznego
              > ściągania. I wice wersa ze strony studentów prywatnych. Bo Ty cały czas
              > opierasz się na tych prywatnych najlepszych, a oprócz nich jest cała masa
              tych
              > podrzędnych.

              wiem wiem, jest duzo szkol prywatnych ktore nie sa wspaniale, ale tak samo jest
              z panstwowymi. Jezeli chodzi o panstwowe to najczesciej ale nie zawsze przez
              to ze jest tam przepelnienie, sekretarki i inni (nawet profesorowie) traktuja
              studentow przedmiotowo a nie tak jak powinni czyli podmiotowo.
              Jezeli chodzi o sciaganie to kto twierdzi za na panstwowych sie nie sciaga
              jest w wielkim bledzie :-), sciagaja jak sie da i kiedy sie da. Znam takich
              delikwentow na panstwowych uczelniach ktorzy cale studia tylko sciagali.

              > Potrzeby otwierania fizyki i chemii nie ma, bo po co partaczyć tak
              specyficzne
              > dziedziny.

              o przepraszam bardzo, nie masz racji. Do najbardziej ciekawych szkol prywatnych
              na swiecie mozna zaliczyc takie ktore specjalizuja sie w technice, chemi,
              farmacji itd. Najbogatsze lobby ktore działa w tym i inwestuje w nauke
              to: zaawansowane technologie, farmacja-to sa sumy kolosalne i oni aby ostniec
              musza inwestowac w prywatna nauke bo dzieki temu wogole istnieja

              >Ale popyt na fizyków i chemików stale rośnie, choć jeszcze gdy ja
              > byłam maturzystką były to kierunki bez egzaminów, niepopularne, takie
              > dlanieuków, którzy poszli tam bo gdzie indziej nie zdali.

              otóż to, w Polsce to tu można sie spodziewac sporego rozwoju nauki...

              Na chemię zwykle szli
              >
              > ci, którzy nie dostali się na medycynę, a na fizykę ci od informatyki. A
              teraz?
              >
              > Tyle, że znowu Polska jest w dostrzeganiu siły własnych absolwentów za
              > Zachodem, który rob to szybciej przechwytując co lepsze talenty.

              ano własnie, wiec widzisz jak istotne bedą te pozornie nieżyciowe działy nauki..

              > Powiedziałam o Wyższej Szkole Psychologii Społecznej bo opieram się na
              > rankingach, a jak. Może jest Colegium Civitas. Bo opinia jednego znajomego z
              > tej szkoły nie może być miarodajna. Ale fakt, że jest zachwycony podejściem
              do
              > sudenta ;) wykładowcami też i że za to wszystko płaci coś 7 tys na rok.

              jak ktos ma pieniadze i chce czegos wiecej, czy to zbrodnia???

              > Dresiarstwo istnieje wszędzie, a tam gdzie można dostać się bez egzaminów
              > istnieje bardziej. Na państwowych masz przynajmniej odsiwe na piewszym roku i
              > większość dresiarstwa wyleci, ale na prywatnych takiego sita nie ma i tkwią w
              > tych szkołach aż do kupionego dyplomu.

              wiesz, powiem ci ze te egazminy na uczelnie panstwowe na kierunki mniej
              popularne to czysta formalnosc i żaden egzamin (np. na resocjalizecje w wawie)
              Moglbym tu zasypac przykladami jak latwo przebrnac to pozorne sito panstwowych
              uczelni. Nie popadajmy w mit super poziomu polskich panstwoych uczelni,
              najczesciej jest slaby.Aby to zmieniac nalezy najpierw zdawac sobie tego sprawe

              > Podajeszc przykłady japońskie i amerykańskie, że tam prywatne wielkich
              > koncernów są dużo lepsze od zapyziałych państwowych. Ale my nie jesteśmy
              > Japonią, a te szkoły prywatne tworzone u nas nie są szkołami koncernów, tylko
              > jakiegoś lokalnego wizjonera od siedmiu boleści.

              Nie jestesmy, fakt. ALe gdy beziemy dalej sie rozwijac (oby) to take cos to
              nieunikniona przyszosc. A koncerny polskie czy miedzynarodowe beda
              zainteresowane do inwestowania w nauke jezeli beda widziec w tym sens.
              Aby to nastapilo jedna z wazniejszych rzeczy jest rozwoj polskiego szkolnictwa,
              ułatwianie rozwoju a nie utrudnianie...
              Miedzy innymi do tego trzeba ukrucac rodzczenia nierozwojowych monopoli
              naukowych panstwowych co prowadzi praktycznie do cofania sie a nie rozwoju

              tak czy owak, zycze Ci powodzenia i nieco szerszych horyzontow Richelieu ;-)
              • Gość: ps. Re: IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 30.01.03, 00:34
                Czym dłużej drązysz temat Eryku tym bardziej upewniasz mnnie w przekonaniu ze
                jednak masz kompleksy związane z podjętym przez ciebie tematem. Poza tym
                nieprawdą jest że polskie uczelnie odstają od brytyjskich. Weżmy za przykład
                informatykę. Śmiem twierdzic że nie ma w Anglii szkoły wyższej o tak wysokim
                pozimie nauczania jaki jest na UW.Świadcza o tym chociazby olimpiady
                miedzynarodwe, gdzie reprezentacja uw (czytaj reprezentacja Polski) jest
                daleko z przodu od jakiejkolwiek szkoły brytyjskiej. Owszem nie ma na wydziale
                komputerów najnowszej generacji,są niskie stypendia naukowe,male mozliwosci
                wyjazdu zagranicę (chociazby w porównaniu do sgh) ale wymagania są takie ,ze
                nawet ci najsłabsi będą wysokiej klasy specjalistami.Bo naprawde do nauczenia
                sie wikeszosci rzeczy wystarczy cięzka praca i zdolnosci a nie jaks cholerna
                baza. Jaka róznica czy masz dostep do 1mln ksiazek czy do 10mln , lepiej
                przeczytac kilka dobrych a nie kilkadziesiat kiespich.{Szybkie komputery moga
                w nauce programowania co najwyzej zaszkodzic a nie pomóc.}

                Poza tym dopóki ci najlepsi nie będą chcieli studiowac w szkołach
                prywatnych ,doputy w tych szkołach nie bedzie wysokiego poziomu,bo wymagania
                sa dostosowywane do studentów. To co ze w jakiejs szkole prywatnej bedzie
                pracować stu profesorów, jak i tak będą musieli robic program minimum bo
                studenci by sobie nie poradzili. I nie gadaj głupot o czyms o czym nie masz
                pojecia.Nie rób zbyt daleko idących uogólnien nie popartych argumentami. Świat
                ma więcej niz dwa kolory i staraj sie je dostrzegać.I weź sie do pracy a nie
                trać ćzasu na głupie rozwazania co jest lepsze mleko czy śmietana.
                Pozdr ,ps.....
                • Gość: ERYK Re: Re: kum kum IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.03, 19:05
                  Gość portalu: ps. napisał(a):

                  > Czym dłużej drązysz temat Eryku tym bardziej upewniasz mnnie w przekonaniu ze
                  > jednak masz kompleksy związane z podjętym przez ciebie tematem. Poza tym
                  > nieprawdą jest że polskie uczelnie odstają od brytyjskich. Weżmy za przykład
                  > informatykę. Śmiem twierdzic że nie ma w Anglii szkoły wyższej o tak wysokim
                  > pozimie nauczania jaki jest na UW.Świadcza o tym chociazby olimpiady
                  > miedzynarodwe, gdzie reprezentacja uw (czytaj reprezentacja Polski) jest
                  > daleko z przodu od jakiejkolwiek szkoły brytyjskiej. Owszem nie ma na
                  wydziale
                  > komputerów najnowszej generacji,są niskie stypendia naukowe,male mozliwosci
                  > wyjazdu zagranicę (chociazby w porównaniu do sgh) ale wymagania są takie ,ze
                  > nawet ci najsłabsi będą wysokiej klasy specjalistami.Bo naprawde do nauczenia
                  > sie wikeszosci rzeczy wystarczy cięzka praca i zdolnosci a nie jaks cholerna
                  > baza. Jaka róznica czy masz dostep do 1mln ksiazek czy do 10mln , lepiej
                  > przeczytac kilka dobrych a nie kilkadziesiat kiespich.{Szybkie komputery moga
                  > w nauce programowania co najwyzej zaszkodzic a nie pomóc.}
                  >
                  > Poza tym dopóki ci najlepsi nie będą chcieli studiowac w szkołach
                  > prywatnych ,doputy w tych szkołach nie bedzie wysokiego poziomu,bo wymagania
                  > sa dostosowywane do studentów. To co ze w jakiejs szkole prywatnej bedzie
                  > pracować stu profesorów, jak i tak będą musieli robic program minimum bo
                  > studenci by sobie nie poradzili. I nie gadaj głupot o czyms o czym nie masz
                  > pojecia.Nie rób zbyt daleko idących uogólnien nie popartych argumentami.
                  Świat
                  > ma więcej niz dwa kolory i staraj sie je dostrzegać.I weź sie do pracy a nie
                  > trać ćzasu na głupie rozwazania co jest lepsze mleko czy śmietana.
                  > Pozdr ,ps.....

                  dorogi kolego :-)

                  masz prawo do swojego zdania oraz pogladow
                  Czemu jednak nie zajmiesz sie najpierw swoimi kompleksmi
                  bo ciagle zbyt intensywnie sie nad tym zastanawiasz(wiec cos w tym jest):-)
                  Jednakze mnie twoje kompleksy nie instresuja bo to sprawa prywatna

                  Ja dyskusje podejmuje na ten temat aby udowodnic jak czasem ciezko
                  w Polsce wprowadzac nowe rozwiazania - czesto lepsze
                  Myslez nawet ze mamy w Polsce do czynienia ze zla mentalnoscia
                  i mala podatnoscia na nowoczesnosc. Przykladem moze byc stan
                  naszego kraju gdzie cos nowego i niedaj Boze lepszego spotyka
                  sie z napietnowaniem i wrogoscia - np. wejscie do UE

                  Nie ma u nas przedsiewziec na duza skale np w Warszawie
                  zbudowali pare biurowcow i mysla ze dogonili New York
                  Trzeba byc dalekowzrocznym i nowoczesnym aby czyms byc naprawde dobrym
                  Dlaczego malo sukcesow cechuje nasz kraj, np w sporcie Czesi
                  kraj o wiele mniejszy byl raz wice mistrzem swiata w pilce noznej,
                  czy ich sukcesy w mistrzostwach europy. W tenisie jest tak samo
                  i mozna by podawac wiele przykladow

                  Mysle ze w Polsce nalezaloby promowac nowoczesna mentalnosc i tolerancje
                  Niech ten kto tworzy nie bedzie mial rzucanych przeszkod pod nogi
                  Niech zazdrosc bedzie pozytywna czyli taka ze jezeli widze ze ktos
                  ma lepiej to swoja praca przegonie go, a nie tak jak jest w Polsce
                  gdy ktos odnosi sukcesy to z lenistwa latwiej go zniszczyc niz zbudowac
                  cos lepszego samemu.

                  Tak powinno byc w wielu dzidzinach: szkolnictwie, dzialalnosci prywatnej itd
                  Tego u nas nie ma
                  Istnieje taki termin jak "Polskie pieklo"...
                  ...uznaje sie ze w piekle przy kotlach z roznymi narodami tylko przy
                  polskim kotle nie pilnuje diabel bo ten co zechce uciec, ulzyc sobie
                  to ziomkowie go wciagna i zrzuca na najgoretsze dno... :-)


                  apropo: tak sie sklada ze do stydiowania mialem do wyboru uczelnie panstwowa
                  i prywatna. Porowanalem je pod wieloma wzgledami. Wybralem prywatna i musze
                  przyznac ze coraz bardziej doceniem ten wybor - byl trafny
                  Wiec nie zaganiaj mnie do pracy, nie dawaj rad komus kogo nie znasz a moze
                  sie okazac lepszy od ciebie.

                  Odnosnie porowania szkol z UK i Polski to nie ma takiej mozliwosci aby jakis
                  polski uniwerek byl w stanie byc lepszym od Cambridge czy Oxford.
                  Jezeli chodzi o informatykow to wlasnie instytucje prywatne napedzaja
                  w tym prekapitalistycznym kraju rozwoj tej branzy. Jedna olimpiada informatyczna
                  przelomu nie czyni. Sprawdz ilu, za jakie pieniadze i gdzie pracuja informatycy
                  bryryjscy i polscy. Angole pracuja na kierowniczych stanowiskach w UE i USA
                  a polacy sporadycznie na zachodzie razem z azjatami czy rosjanami jako
                  zwyczajni pracownicy - wiec to to nie uogolniaj przesadnie :-)

                  Jezeli mialbym stawiac na przyszlosc to jestem za instytucjami prywatnymi,
                  nowoczesnie zarzadzanymi, umiejacymi pozyskac zaplecze. W takich sytuacjach
                  panstwowe uczelnie gdzie najczesciej rzadza darmozjady i bufony "po znajomosci"
                  nie widze dynamicznego postepu jaki bedzie potrzebny. Np. w swiecei czesto
                  spotykanym zjawiskiem (przykladami moge sluzyc) jest oddawanie wydzialow
                  szkol panstwowych w prywatne rece. Etykietka panstwowej uczelni ktora sama
                  nie potrafi dobrze zarzadzac, a organizacja i zarzadzanie prywatne.
                  To jest taka hybryda - rozne sa opinie na ten temat.

                  Przyszlosc pokaze kto bedzie lepszy. A prawie pewien jestem ze decydujaca
                  bedzie jakosc ksztalcenia i WYPRACOWANA renoma a nie otrzymana w spadku
                  i nad wymiar hełbiona. Nie bedzie tak wazne czy ktos jest z prywatnej
                  czy z panstwowej, wazne bedzie co bedzie mial do zaoferowania w swej glowie.
                  Dzis coraz wiecej pracodawcow, nowoczesnie i zdrowowo mysalcych wie
                  ze wierzyc w stereotypy to tak jak kiedys niewiara Kopernikowi ze ziemia
                  jest okragla.

                  Powodzenia :-)
                  • richelieu_ Re: Re: kum kum 30.01.03, 22:28

                    A ja jestem za elementarną uczciwością. Jeśli okaże się, że absolwent prywatnej
                    jest lepszy niż absolwent państwowej szkoły to oczywistym jest, że należy go
                    zatrudnić. Tyle, że to nie wiedza i inteligencja mają wbrew pozoraom mały wpływ
                    na nasze możliwości na rynku pracy. Umiejętność swojej autoprezentacji,
                    pożądany wygląd zewnętrzny, nie mówiąc już o znajomościach ( wspomnianych na
                    forum przez f.) to w ogromnym stopniu wpływa na te możliwości. Więc, jaka
                    szkoła jest lepsza, coż. Zresztą co to znaczy lepsza. Czy to, jakie daje
                    możliwości na rynku pracy. Czy to jaką mamy wiedzę, często niepotrzebną. Czy
                    jakie daje przygotowanie praktyczne do zawodu. Czy sympatyczność nauczycieli i
                    ogólnie sympatyczna atmosfera. Bo jeśli przyjąć za wyznacznik "bycia lepszą"
                    możliwości zatrudnienia po szkole to co powiedzieć o filozofii, która daje
                    bodaj najszersze możliwości zatrudnienia będąc wszystkim i niczym.

                    *
Pełna wersja