Gość: humanista
IP: *.core.lanet.net.pl
05.09.06, 21:08
Masz jakiś pomysł na ułatwienie startu i awansu młodym ludziom?
- Na pewno przydałyby się poważne zmiany w systemie nauczania. Dziś podaż wyższych studiów ma się nijak do popytu na absolwentów. Jeżeli ktoś wybiera się na antropologię, politologię lub filozofię, to powinien wiedzieć, że pracy w swoim zawodzie raczej nie znajdzie. Oczywiście, jeśli chce te przedmioty studiować, to jego prawo, ale powinien się zastanowić, z czego będzie po studiach żył. Tymczasem na niektórych kierunkach uważanych za "nierynkowe" z roku na rok zwiększa się nabór. Tak jest na przykład na iberystyce czy italianistyce. Tyle że wielu absolwentów nie znajduje pracy w swoim zawodzie. Niektóre osoby idą na studia językowe, gdyż lubią czytać np. Cortazara, lecz nie zastanawiają się, jak będzie później wyglądała ich praca. Ilu w Polsce potrzeba tłumaczy literatury hiszpańskojęzycznej? Co dziwniejsze, wyższe szkoły - zarówno państwowe, jak i prywatne - w ogóle nie orientują się, co się dzieje z ich absolwentami, a skoro nie mają informacji, nie odpowiadają na potrzeby rynku pracy. Powinien istnieć jakiś system monitorowania karier absolwentów, co można bardzo łatwo zrobić za pomocą internetu. Gdyby maturzysta szukający odpowiednich dla siebie studiów dowiedział się, że 99 proc. absolwentów danego kierunku nie pracuje w zawodzie, pewnie dwa razy by się zastanowił, nim złożyłby podanie o przyjęcie. Taka informacja o realnej sytuacji absolwentów pozwoliłaby uniknąć rozczarowań, np. absolwentowi kulturoznawstwa pragnącemu zostać "animatorem kultury", który trafia do pracy biurowej, do której w dodatku może być nie najlepiej przygotowany. Problem w tym, że wydziały starają się raczej zachęcić kandydatów i takich informacji nie podają.
Warto zmienić program studiów, by uczynić go bardziej dostosowanym do potrzeb późniejszej pracy. Na filologii jeszcze na piątym roku uczyliśmy się literatury, ale nie mieliśmy podstaw wiedzy ekonomicznej, prawniczej, finansowej, marketingowej. Jeśli ktoś z absolwentów będzie miał szczęście i znajdzie pracę tłumacza w zagranicznej firmie inwestującej w Polsce, to bardziej od poezji przydadzą mu się terminy fachowe.
Studia powinny być bliższe życia, realnej pracy. To jest norma na uczelniach zagranicznych. Na studiach ekonomicznych czy menedżerskich każdy ma praktyki, podczas których pracuje na stanowiskach niewymagających wysokich kwalifikacji. Na przykład uczy się, jak założyć klientowi konto bankowe, dokonywać przelewów itd. W Polsce absolwent SGH trafia do banku i zdarza się, że pracuje w okienku. 90 proc. wiedzy, którą wyniósł z trudnych przecież studiów, może schować do szuflady. To oczywiście frustruje.