Dodaj do ulubionych

Niełatwo być mamą studentki...

IP: 83.238.210.* 07.10.06, 07:53
Jestem mamą dwóch studentek (i syna w 6 klasie podstawówki). Starsza córka
jest na 4 roku studiów (1 rok magisterskich), a młodsza na 2 roku. I wiem, że
niełatwo być mamą studentek. Bo z jednej strony wiadomo studia to nie szkoła
podstawowa i uczyć się trzeba porządnie zatem moja odpowiedzialność jako
rodzica powoduje, że powinnam się ich studiami interesować, z drugiej jednak
strony córki mają poważny argument w postaci dowodu osobistego i
pełnoletności. Nie ma więc - jak to na studiach - mowy o wywiadówkach, nie
mogę też przecież jak w przypadku syna wpływać bezpośrednio i otwarcie na
naukę i wyniki w nauce. Mimo wszystko ja jednak wobec takiej sytuacji
znalazłam całkiem rozsądny sposób. Stosuję tzw. kontrolę dyplomatyczną czy
też nieoficjalną. Mianowicie od czasu do czasu sprawdzam i przeglądam córkom
zeszyty i notatki, ale one nawet o tym nie wiedzą. Bo robię to pod ich
nieobecność i nie zostawiam żadnych śladów na to wskazujących.
Trochę inaczej sprawa ma się co do indeksów. Córki bowiem - pewnie
świadomie - noszą indeksy zazwyczaj przy sobie, w torebce. Dlatego nie mam
możliwości poufnego przejrzenia, nie mogę przecież robić tego otwarcie i
stanowczo tego żądać. Pozostaje mi zatem liczyć na to, że córki z łaski swej
zechcą same pokazać mi indeksy, co niestety zdarza się rzadko.
Ta "niesprawdzalnośc indeksów" powoduje czasem inne sytuacje, w których
muszę znaleźć kompromis i zachować się dyplomatycznie. Tak było w czerwcu
tego roku, wiadomo sesja egzaminacyjna, a mi oczywyście nie było dane ujrzeć
indeksu. Chodzi o młodszą córkę, a wiadomo jak to jest na 1 roku.
I pewnego dnia przyszedł do niej list polecony z uczelni, który odebrałam ja
bo tylko ja byłam w domu. Stanęłam przed dyletamtem, który na szczeście udało
mi się rozwiązać skutecznie, acz dyplomatycznie. Mianowicie otworzyłam ten
list, przeczytałam, okazało się, że to jakaś mało ważna sprawa formalna, po
czym włożyłam z powrotem i zakleiłam kopertę jakby nigdy nic. W ten oto
sposób i ja byłam spokojna, bo przekonałam się na własne oczy, że wszystko
OK, i córka była spokojna bo o tym nie wiedziała i otworzyła sobie normalnie
list.
Zatem bycie mamą studentek to czasem takie właśnie przygody, którymi
pozwoliłam sobie podzielić się na forum.
Proszę o poważne komentarze, pozdrawiam serdecznie:)
Obserwuj wątek
      • Gość: elo Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.06, 11:26
        zgadzam się, problemem największym jesteś Ty sama,
        zorganizuj córkom jakieś lokum, oczywiście bez Ciebie :)
        a studia to już na prawdę ostatnie co trzeba kontrolować.. to nie podstawówk,a
        gdzie Jasio się upiera, że nie pójdzie dzisiaj do szkoły, bo koledzy się z niego
        śmieją, no i opóści sprawdziań przez to i będzie miał zalgłości..
        ehh...
        • wd_07 Re: Niełatwo być mamą studentki... 09.10.06, 16:47
          Już pomijając to, że przeglądanie zeszytów i notatek kojarzy mi się z
          podstawówką kiedy trzeba sprawdzić czy lekcje są ponumerowane, czy są daty, czy
          nie brakuje kartek ;), czy tematy są podkreślone to twoje metody są (przepraszam
          za mocne porównanie) stalinowskie. Przeglądanie (bez wiedzy córek) poczty
          nazywasz dyplomacją? Nie obraź się ale jak dla mnie to jest reżim.

          A jak córki się wyprowadzą z domu to będziesz do nich zaglądać codziennie żeby
          sprawdzić czy w szafach jest porządek i czy naczynia są pozmywane? Skąd twoje
          córki mają się nauczyć dorosłości, samodzielności i odpowiedzialności za swoje
          postępowanie?


          Sam jestem studentem i u mnie konsensus polega na tym, że rodzice o nic mnie nie
          wypytują, a w zamian sam chętnie mówię o wszystkim, zarówno o sukcesach jak i
          porażkach (wtedy wiem, że mogę liczyć na wsparcie, a nie np awantury). Rodzice
          hołdują zasadzie "jak sobie pościelisz tak się wyśpisz" i mam tą świadomość, że
          uczę się nie dla nich, a dla siebie.
          • Gość: marzena Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.amw.gdynia.pl 10.10.06, 12:57
            Zgadzam sie z Twoja opinia, jestes bardzo madrym chlopcem/czlowiekiem/stuentem.
            Moja corka jest w klasie maturalnej i tez mi wszystko mowi, ba! nawet smsy
            pisze ze szkoly jakie z czego oceny otrzymala. Znaczy - sama mowi. No a corki
            naszej kolezanki musza byc jakies takie strasznie wyzwolone, a i rodzicow nie
            szanuja, skoro tak sie zachowuja. Ja moja corke tez czasem opiernicze, ze mogla
            lepiej cos zrobic, czasem opieprze za domowe tez uchybienia, ale to nie znaczy,
            ze "za kare' przestanie opowiadac co sie w szkole dzieje. A ze nie chcialy
            tamte cowki pokazac indeksow? SZOK! Ja jestem bardzo tolerancyjna matka, ale
            argument ze ma 18 lat do mnie nie przemawia: mieszkaja z wami, zaleza od
            rodziny, to nie wiem na jakiej podstawie tak sie stawiaja, nie powinny w kazdym
            razie. Pozdrawiam.
          • Gość: mam Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.core.lanet.net.pl 12.10.06, 23:06
            właśnie hołdowałam tym zasadom -
            dzisiaj mój syn ma_ ręke w nocniku_ i to nieźle
            ubabraną a ja musze mu pomóc jak się z tego g--na wygrzebac bo jest daleko
            ,daleko i tylko my rodzice mu pozostaliśmy (a taki czuł się dorosły)nie słuchał
            nas rodziców którzy juz wiele przeszli i TYLKO CHCĄ być aniolem strózem a nie
            inkwizycją ,ale nasze dzieci musza oberwac po "dupci" by coś zrozumieć ,


          • mloda.jg Re: Niełatwo być mamą studentki... 11.10.06, 14:35
            dwadziescia pare lat tal i mama przed 50?? moze byc i po 50... ja mam 20 lat a
            moja mama 55 wiec... w tym wypadku moze byc podobnie, dziecko mozna urodzic
            nawet majac 43 lata :>
            Co do tematu, nie wiem czy to na serio... szczerze wspolczuje studentkom.
            Mnie rodzice nigdy nie kontrolowali ze szkola i na dobre to wyszlo, bo zawsze
            mialam wszystko zrobione...
      • Gość: Amazing Woman Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.10.06, 17:52
        Sama jestem studentką i uważam, że to idiotyzm...Nie mam problemów z nauką, ale
        jak są czasem problemy to sama powiem ,że coś oblałam. Nikt mnie nie
        kontroluje. Bo po co? To nie normalne, aby czytać czyjeś listy. Znajdz sobie
        inne zajęcie kobieto i otwórz oczy, że córki są dorosłe. A może życie seksualne
        ich też chcesz kontrolować, czy wierzysz też, że są wiecznymi dziewicami.
      • Gość: Patrycja Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.06, 09:10
        eh...poprzednie komentarze byly dosc agresywne,ale...w zasadzie sie z nimi
        zgadzam! Kobieto, Twoje corki maja (jesli dobrze licze:P) 22 i 19 lat...Nie
        uwazasz,ze sa to osoby juz w pewenym sensie dorosle??? Studiuja a nie sa w
        podstawowce!!! To do nich nalezy decyzja czy sie ucza,kiedy i jakie sa tego
        skutki...A Ty sie zachowujesz moim zdaniem skanadlicznie :( Jeszcze smiesz
        otwierac ICH korespondencje...Nie masz do tego ZADNEGO prawa!!! Pomyslalas,ze
        np. corka mogla zlozyc wniosek o stypendium naukowe,przyznaliby je i ten list
        tego by wlasnie dotyczyl? A twoja corka SAMA chcialaby sie tym pochwalic swojej
        mamie??? Ciekawe jakby sie czula gdyby wiedziala,ze Mamuska wszytsko juz wie ;-/

        PS: normalnie pomyslalaym ze to prowokacja...ale niestety znam takich Rodzicow
        jak Ty i wiem,ze sa zdolni do takich zachowan;-
        • basiaaa4 Re: Niełatwo być mamą studentki... 07.10.06, 10:48
          Gość portalu: Patrycja napisał(a):

          > eh...poprzednie komentarze byly dosc agresywne,ale...w zasadzie sie z nimi
          > zgadzam!

          Dlatego tym bardziej dziękuję Ci za komentarz na poziomie.

          > Kobieto, Twoje corki maja (jesli dobrze licze:P) 22 i 19 lat...

          22 i 20.

          >Nie
          > uwazasz,ze sa to osoby juz w pewenym sensie dorosle??? Studiuja a nie sa w
          > podstawowce!!! To do nich nalezy decyzja czy sie ucza,kiedy i jakie sa tego
          > skutki...

          Wszystko prawda, ale to ja finansuję ich studia i dlatego mam prawo być
          zainteresowana ich przebiegiem i wynikami.

          >A Ty sie zachowujesz moim zdaniem skanadlicznie :(

          Dlaczego tak sądzisz?
          Dlatego, że się interesuje ich nauką?

          > Jeszcze smiesz
          > otwierac ICH korespondencje...Nie masz do tego ZADNEGO prawa!!!

          Czasem zachodzi wyższa konieczność.
          Poza tym podkreślam, że zrobiłam to nieoficjalnie. Córka o niczym nie
          wiedziała.
        • cyrkonka Re: Niełatwo być mamą studentki... 09.10.06, 11:11
          TO NIE JEST DYPLOMACJA....TO NIE JEST NIEOFICJALNE DOWIADYWANIE SIĘ !!!!! To
          jest coś tak obrzydliwego, że trudno to nazwać....nie dziwię im się że CI nie
          się zwierzają skoro tak je kontrolujesz!!! Sprawdzasz im też zęby czy umyte
          przed wyjściem (oczywiście dyplomatycje.....czy szczoteczka jest mokra, ile mg
          pasty do zębów ubyło...)

          Co do notatek...też nie rozumiem nawet tej idei....skończyłam studia (dzienne,
          renomowane) z wyróżnieniem a na wykłady chodziłam przypadkiem...co najwyżej
          przed sesją, żeby wiedzieć u kogo zdaje...

          KOBIETO LECZ SIĘ PÓKI NIE JEST ZA PÓŹNO....BO DO KOŃCA ZMARNUJESZ SWOJE RELACJE
          Z CÓRKAMI
          • tanczacy.z.myslami Studenci/tki to mają klawe życie... 09.10.06, 13:19
            cyrkonka napisała:

            > skończyłam studia (dzienne,
            > renomowane) z wyróżnieniem a na wykłady chodziłam przypadkiem...co najwyżej
            > przed sesją, żeby wiedzieć u kogo zdaje...

            A nie prościej było dzwonić do dziekanatu co jakiś czas i się dowiadywać, na
            którym roku już jesteś? :))
    • Gość: liza Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.06, 10:38
      Nie powinnaś czytać listów, które przychodzą do Twoich córek! Nie masz również
      prawa do przeglądania ich notatek! Więcej zaufania...
      Co do sprawdzenia jak sobie radzą na studiach- myślę, że po zakończonej sesji
      powinnaś poprosić o pokazanie indeksów- finansujesz studia córek: dajesz im
      pieniądze na pomoce naukowe, podręczniki, etc. więc myślę, że masz prawo
      wiedzieć czy wszystko jest ok, przecież jesteś ich matką, więc jakieś prawa
      powinnaś mieć. Dużo zmieniłaby tu otwarta rozmowa i ustalenie zasad tak, żeby
      żadna strona nie czuła się poszkodowana.
      • basiaaa4 Re: Niełatwo być mamą studentki... 07.10.06, 10:59
        Gość portalu: liza napisał(a):

        > Nie powinnaś czytać listów, które przychodzą do Twoich córek!

        To był list oficjalny z uczelni. Stan wyższej konieczności. Poza tym
        podkreślam, że zrobiłam to dyplomatycznie. Przeczytałam i z powrotem zakleiłam
        kopertę. Córka o tym nie wie. Otworzyła list jakby nigdy nic.

        > Nie masz również
        > prawa do przeglądania ich notatek!

        Mam prawo, ponieważ to ja finansuję te studia i dlatego jestem zainteresowana
        ich przebiegiem. Tym niemniej, aby nie wprowadzać niepotrzebnej nerwowości
        przeglądam te zeszyty i notatki bez ich wiedzy. One o tym nie wiedzą. Robię to
        od czasu do czasu gdy mam możliwość, gdy ich nie ma w domu.

        > Co do sprawdzenia jak sobie radzą na studiach- myślę, że po zakończonej sesji
        > powinnaś poprosić o pokazanie indeksów

        I to robie. Chociaż nie spotyka się to z ich entuzjazmem, zwłaszcza starsza
        córka robi to niechętnie.
        Poza tym uważam, że nie sam finał się liczy, ale również droga do niego.
        Dlatego to przeglądanie notatek. Powtarzam - bez ich wierzy, żeby nie
        wprowadzać nerwowości.
        • Gość: mmm Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.10.06, 11:09
          >Dlatego nie mam
          >możliwości poufnego przejrzenia, nie mogę przecież robić tego otwarcie i
          >stanowczo tego żądać. Pozostaje mi zatem liczyć na to, że córki z łaski swej
          >zechcą same pokazać mi indeksy, co niestety zdarza się rzadko.

          skoro twierdzisz, że finansujesz studia i masz prawo kontrolować oceny córek, to dlaczego piszesz, że "nie mogę przecież robić tego otwarcie i stanowczo tego żądać"? nie bardzo rozumiem - to możesz czy nie możesz?

          powiedz córkom otwarcie, że albo będą się spowiadały ze swoich ocen, albo nie dostaną kasy na studia. proste i uczciwe(!). a może one mają powody żeby nie pokazywać indeksów? może widzą, że chcesz je kontrolować aż do przesady i mają tego dość?

          sposób, w jaki postępujesz teraz, jest wg mnie nie do przyjęcia. mam wrażenie, że traktujesz swoje dzieci jak... nawet nie wiem jak to nazwać. generalnie - nie widzę tu ani odrobiny szacunku, zaufania i szczerości.
          • basiaaa4 Re: Niełatwo być mamą studentki... 07.10.06, 11:56
            Gość portalu: mmm napisał(a):

            > >Dlatego nie mam
            > >możliwości poufnego przejrzenia, nie mogę przecież robić tego otwarcie i
            > >stanowczo tego żądać. Pozostaje mi zatem liczyć na to, że córki z łaski sw
            > ej
            > >zechcą same pokazać mi indeksy, co niestety zdarza się rzadko.
            >
            > skoro twierdzisz, że finansujesz studia i masz prawo kontrolować oceny córek,
            t
            > o dlaczego piszesz, że "nie mogę przecież robić tego otwarcie i stanowczo
            tego
            > żądać"?

            Bo one wtedy się wściekają. Taka byłaby reakcja jakbym powiedziała "prosze mi
            pokazać indeksy bez dyskusji". Lepiej kontrolować dyplomatycznie, nieoficjalnie.

            nie bardzo rozumiem - to możesz czy nie możesz?
            >
            > powiedz córkom otwarcie, że albo będą się spowiadały ze swoich ocen, albo nie
            d
            > ostaną kasy na studia. proste i uczciwe(!). a może one mają powody żeby nie
            pok
            > azywać indeksów?

            Po sesji pokazują. Ale bywa tak, że podczas semestru ani razu nie widze
            indeksu. Po ostatniej sesji młodsza córka pokazała sama, a starszej musiałam
            przypomnieć i dość stanowczo poprosić. Owszem pokazała, ale bez entuzjazmu.
            • qwerty.abc000xyz Re: Niełatwo być mamą studentki... 07.10.06, 12:17
              "Bo one wtedy się wściekają. Taka byłaby reakcja jakbym powiedziała "prosze mi
              pokazać indeksy bez dyskusji". Lepiej kontrolować dyplomatycznie,
              nieoficjalnie."

              z dyplomacją to się chyba minęłaś...

              a wściekaja się dlatego, bo nikt nie lubi być kontrolowany, to tak jakby ciebie
              nagle ktoś zaczął kontrolować - fajnie by było , co?

              w czyjeś życie nie można się tak po prostu wtrącać

              jak wam brak atmosfery w d domu - to trudno, teraz juz tego nie naprawicie
              kazdy kto czuje się z kims blisko po prostu sam sie zwierza i rozmawia z
              bliskimi o sobie, ale NIE ZDAJE RELACJĘ Z TEGO CO I GDZI I JAK ROBIŁ zrozum to
              wreszcie

              koniec dzieciństwa - koniec kontroli, daj żyć

              twoje argumenty, które przeytaczasz za kazdym razem są śmiechu warte
            • Gość: Kasia Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.06, 12:56
              > Bo one wtedy się wściekają. Taka byłaby reakcja jakbym powiedziała "prosze mi
              > pokazać indeksy bez dyskusji". Lepiej kontrolować dyplomatycznie, nieoficjalnie


              na dyplomacji to Ty się nie znasz. Dyplomacja polega na tym, że potrafisz
              powiedzieć komuś "idź stąd" w taki sposób, że się ciebie zapyta "to kiedy lecę
              na te Hawaje?"

              Widać od razu, że przydałby Ci się jakiś kurs pedagogiczny. Nie potrafisz
              postępować ze swoimi córkami. a rozmową (czytaj ROZMOWĄ a nie ŻĄDANIAMI) można
              zdziałać wiele.

              > Po sesji pokazują. Ale bywa tak, że podczas semestru ani razu nie widze
              > indeksu. Po ostatniej sesji młodsza córka pokazała sama, a starszej musiałam
              > przypomnieć i dość stanowczo poprosić. Owszem pokazała, ale bez entuzjazmu.

              A po co mają Ci pokazywać częściej? Zrób sobie po sesji ksero i go oglądaj
              choćby codziennie. Do następnej sesji w prawdziwym indeksie będzie dokładnie tak
              samo...
            • Gość: klarciaa Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.adsl.inetia.pl 09.10.06, 14:19
              bo indeksy Moja Droga od sesji do sesji leżą sobie spokojnie w DZIEKANACIE,
              więc jak u diabła mają Ci je pokazać??????!!!!!!

              ta wściekłość, to raczej reakcja na Twoje żądania "bez dyskusji", a nie
              prośby... bo prośba tak nie wygląda...
              a jak tak bardzo zależy Ci by dowiedzieć sie czegoś o studiach i indeksach, to
              może zabij ten nadmiar czasu, który posiadasz (bo chyba tylko wtedy przychodzą
              do głowy tak absurdalne pomysły) i sama wybierz sie na studia...
              może masz w stosunku do nich zbyt wysokie wymagania... ocena z egzaminu to
              częściej odzwierciedlenie szczęścia nie wiedzy... u mnie na uczelni
              przynajmniej nikt nie szastał 5...

              oj zmień się zmień, bo jak tylko córki się usamodzielnią, to będą uciekać od
              Ciebie i tej kontroli jak najdalej...
              chyba, że zależy Ci na utracie kontaktu z dziećmi...
            • Gość: tez studentka Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.chello.pl 09.10.06, 19:44
              a po co maja ci pokazywac przed sesja??przeciez wpisy sa w trakcie
              sesji-studiowalas moze??
              swoja droga po stokroc wspolczuje twoim corkom
              nie mieszkam juz w domu,ale kiedy przychodzi list polecony czy jakikolwiek inny
              na adres mojego zameldowania rodzice zawsze dzwonia i pytaja czy maja otwierac
              czy nie-jezeli nie to nie ma zadnego problemu
              moje studia rowniez finansuja rodzice i dlatego chcialabym ich nie zawiesc i
              dobrze o tym wiedza

              ale ja mam zaufanie do rodzicow, moge z nimi rozmawiac i pewnie niezdany egzamin
              tez nie stanowilby problemu-heheh to jeszcze nie sprawdzone
            • Gość: asia Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.rzepicha.ds.polsl.pl 09.10.06, 20:09
              a po co ci indeks w trakcie semestru????? kobieto czy ty wiesz jak wyglądają
              studia???? w trakcie semestru nie pojawia się w indeksie nic nowego, więc po co
              chcesz oglądać to co juz widziałaś po poprzedniej sesji????
              to nie jest szkoła podstawowa, gdzie idziesz na lekcję i panie na każdej lekcji
              pyta dwie osoby wstawiając im oceny z zakresu 1 do 6...
            • Gość: Water Proof Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.icpnet.pl 13.10.06, 10:24
              Przecież to nie dzienniczek ucznia! Nic tam nie przybędzie aż do następnej sesji!
              A co do córek, też by mnie szlag trafił, gdyby mnie rodzice wciąż wypytywali o
              moje "postępy na studiach". Córki przechodzą na następny rok? To najważniejsze,
              nikt ich nie będzie pytał o to, jakie miały oceny po drodze.
              A cudzej korespondencji nie masz prawa czytać. Pamiętniki też im czytałaś?
              Współczuję Twoim córkom (i synowi, przyszłościowo, też).
          • tanczacy.z.myslami Re: Niełatwo być mamą studentki... 09.10.06, 13:34
            Gość portalu: mmm napisał(a):

            > powiedz córkom otwarcie, że albo będą się spowiadały ze swoich ocen, albo nie d
            > ostaną kasy na studia. proste i uczciwe(!).

            A jak się okaże, że oceny kiepskie, albo nie kiepskie ale i tak poniżej
            oczekiwań mamy? Chyba nie zawarła z córkami umowy "albo średnia 4,0 albo koniec
            studiów"?
        • robertmar1 Re: Niełatwo być mamą studentki... 07.10.06, 11:14
          Powiem tak: jesteś głupia, jak asortyment Lasockiego.

          Moim zdaniem robisz tak, bo jest to dla Ciebie wygodne. Za jednym zamachem
          zaspokajasz swoje wścibstwo i chęć trzymania córek krótko. Może nawet rozumiem
          powody, dla których to czynisz, ale na Twoim miejscu postawiłbym sprawę tak:
          albo mówicie mi otwarcie co robicie na studiach i jakie są tego efekty, albo
          same zaczynacie na to zarabiać. I wtedy jest sytuacja klarowna. Tyle, że Ty
          chyba nie jesteś do tego zdolna, bo to by oznaczało możliwość wyzwolenia się
          córek spod Twojej kurateli więc na wszelki wypadek wolisz udawać, że masz do
          nich zaufanie.

          Mam rację?
        • Gość: Kasia Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.06, 12:51
          > To był list oficjalny z uczelni. Stan wyższej konieczności. Poza tym
          > podkreślam, że zrobiłam to dyplomatycznie. Przeczytałam i z powrotem zakleiłam
          > kopertę. Córka o tym nie wie. Otworzyła list jakby nigdy nic.
          >

          To wcale nie było zachowanie dyplomatyczne... raczej żenujące...

          > Poza tym uważam, że nie sam finał się liczy, ale również droga do niego.
          > Dlatego to przeglądanie notatek. Powtarzam - bez ich wierzy, żeby nie
          > wprowadzać nerwowości.

          pamietaj, że też nie liczy się to co mają na kartkach tylko to co mają w głowie...
        • jagborisverige Re: Niełatwo być mamą studentki... 09.10.06, 12:30
          Po pierwsze mam nadzieje, ze corki pozwa Ciebie o zlamanie prawa do prywatnosci.
          Po drugie, to ze im studia finansujesz nie oznacza, ze sa Twoja wlasnocia,
          po trzecie powiadom ich o tym.
          Po czwarte z Twojego zachowania i odpowiedzi wynika, ze zadnych wnioskow od
          ludzi nie wyciagniesz.

          Apeluje do wszystkich studentow: pogadajcie z waszymi rodzicami, czy wam czasem
          takiego numeru nie wywineli. Dajcie im do zrozumienia, ze nie chodzi o to aby
          nie popelniac bledow, chodzi o to aby umiec naprawic cala sytuacje po.
          Tzn wasze zycie wasz balagan.
        • Gość: sz_ana Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.06, 12:37
          > To był list oficjalny z uczelni. Stan wyższej konieczności. Poza tym
          > podkreślam, że zrobiłam to dyplomatycznie. Przeczytałam i z powrotem zakleiłam
          > kopertę. Córka o tym nie wie. Otworzyła list jakby nigdy nic.

          To się nie nazywa dyplomatycznie tylko po prostu po kryjomu. Przeraża mnie Twoje poczucie że nic się nie stało bo ona o niczym nie wie.

          To się nie nazywa dyplomacja tylko hipokryzja. Po polsku: obłuda.

          Wyciągi z banku też jej będziesz czytała, w trosce czy córka dobrze gospodaruje WŁASNYMI pieniędzmi?

        • Gość: ares Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.10.06, 12:46
          Ciekawa postawa, łamiesz zasady moralne i prawne (korespondencja jest objęta
          ochroną prawną).Reprezentując taką moralność nie oczekuj od córek otwartości.
          To Ty wpajałaś im zasady od urodzenia.
          źadna zasada wyższej konieczności nie usprawiedliwia otwarcia korespondencji,
          Zawsze możesz poprosić o pokazanie listu.
          Lepiej zadbaj o relacje ze swoimi dziećmi, bo tu widać patologię, szpiegowanie
          nic tu nie pomoże. Pomyśl, co zrobisz jak dowiesz się o czymś z tych notatek.
          Jak zaczniesz rozmowę i na jakiej pozycji się znajdziesz?
          Przerażający jest brak szacunku do własnych dzieci szkoda słów.
        • fikus28 Re: Niełatwo być mamą studentki... 09.10.06, 13:30
          Wiesz co dobra kobieto, to co robisz to jest gruba przesada. Ja osobiście
          uważam że to prowokacja, ale jeśli faktycznie jest tak jak piszesz to na
          miejscu Twoich córek wyprowadziłabym się z domu i zaczęła zarabiać na życie i
          studia samodzielnie żeby nie dać Ci prawa do takich żądań. Wolałabym żyć
          skromnie ale z dala od matki która się tak zachowuje. I mówiąc serio na Twoim
          miejscu udałabym się do psychologa bo takie zachowanie nie jest normalne.
          Współczuję Twojemu najmłodszemu dziecku, naprawdę serdecznie współczuję. Jesli
          będziesz tak dalej postępować i one się dowiedzą to stracisz je obie, a ze
          swojego najmłodszego dziecka zrobisz życiową kalekę. Przemyśl to.
        • Gość: klarciaa Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.adsl.inetia.pl 09.10.06, 14:14
          I co z tego, że finansujesz te studia... To ich życie i ich wybór jak się uczą.
          Pozwól im zdobywać życiową wiedzę na własnych błędach...
          Moi Rodzice tez po części finansowali moje studia, ale woleli ze mną rozmawiać
          niż mnie szpiegować... Do przemyślenia...
          Myślisz, że wyższa konieczność jest wytłumaczeniem... dla wrażliwej dziewczyny
          po prostu żadnym, niszczy zaufanie i tyle...
          A wracając do finansowania... wiesz, do końca pierwszego fakultetu studiów
          rodzice mają obowiązek utrzymywać dzieci... jeśli się oczywiście uczą... tak
          przynajmniej mówi prawo w przypadku rodziców płacących alimenty...
          Brak mi słów na to, jak próbujesz się sama przed sobą tłumaczyć... Konstytucja
          gwarantuje prawo do prywatności nawet Twojemu 6-letniemu synowi...
        • deree Re: Niełatwo być mamą studentki... 09.10.06, 14:35
          > Mam prawo, ponieważ to ja finansuję te studia i dlatego jestem zainteresowana
          > ich przebiegiem.

          Moim zdaniem nie masz prawa. Wyobraź sobie, że córki wyprowadzają się od Ciebie
          (są dorosłe, nic na to nie poradzisz), a następnie wnoszą pozew o alimenty. Sąd
          je spokojnie na ich rzecz zasądzi - masz obowiązek utrzymania dzieci - zwłaszca
          edukujących się bez wzgledu na to czy mają lat 9, czy 19.
          Finansujesz wtedy studia i nie masz prawa wymagać czegokolwiek (poza samym
          studiowaniem).
        • kragg Re: Niełatwo być mamą studentki... 09.10.06, 16:50
          > Mam prawo, ponieważ to ja finansuję te studia i dlatego jestem zainteresowana

          Nie. nie masz żadnego prawa do niczego o czym to pisałaś.
          To że finansujesz nic nie oznacza.
          Trzeba było określić zasady na jakich dajesz córkom wsparcie finansowe studiów
          PRZED ich rozpoczęciem. Trzeba było wtedy określić ze inwestujesz ale chcesz
          wiedzieć jak idzie twoja inwestycja. A ty poprostu zaczełaś dawać pieniądze BEZ
          żadnych warunków - twój problem.
        • autsider Re: Niełatwo być mamą studentki... 09.10.06, 17:14
          to moze ja tez se rzuce kamieniem, jak wszyscy rzucaja:P

          Ze sie we wszystkich krew gotuje, po tym co napisalas, to sie nie dziwie, we
          mnie tez, nie szanujesz prywatnosci swoich corek. Rozumiem ze chcesz wiedziec
          wszystko na ich temat(moja mamusia tez chce), ale skoro nie chca Ci powiedziec,
          to mysle, ze zle metody obralas na dowiedzenie sie. Jak zawsze, najbardziej
          genialne rozwiazania sa najprostrze... porozmawiaj z nimi, tak tez dosyc duzo
          mozna osiagnac, jesli dalej nie bedziesz usatysfakcjonowana swoja wiedza.. coz..
          pogodz sie z tym, nie mozna miec wszystkiego w zyciu;)
          I jeszcze taka dygresja na koniec: chcesz wiedziec jakie maja oceny i jak im
          idzie na studiach, bo Ty za to placisz, powiedz mi, kiedy przestalabys placic za
          studia? Gdyby srednia spadla ponizej 4.0, ponizej 3.5, czy gdyby spadla do 3.0?
          A moze zrezygnowalabys z tego po jednym niezdanym egzaminie?
          Jesli chodzi o mnie to informuje rodzicow tylko o tym czy zaliczylem semestr,
          czy beda jakies poprawki. W ciagu semestru nasze rozmowy na temat studiow
          sprowadzaja sie do : -'co na studiach?' -'dobrze/zle/jakos leci'.
          ..I wszyscy sa szczesliwi..
          pozdrawiam
        • Gość: asia Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.rzepicha.ds.polsl.pl 09.10.06, 20:06
          Tak sobie myślę- bo jestem studentką- co ci daje to przeglądanie notatek? jesteś
          pewna że na wszytskich zajęciach jest to wyznacznikiem przebiegu studiów?
          przykład: nie prowadzę notatek na części zajęć bo dostajemy od prowadzących
          materiały z wykładów albo używam skryptów do nauki...
          poza tym nie wiem po co założyłas ten wątek, skoro nie przyjmujesz żadnych
          argumentów sprzecznych z twoją postawą? i nie wiem czego oczekiwałaś: entuzjazmu
          dla szpiegowania, otwoerania cudzych lisów?
          A do pieniędzy: owszem pokazuję rodzicom indeks z tego powodu, informuję też ich
          o przebiegu studów bo oni w końcu płacą za to (w tej chwili już tylko
          połowicznie, ale jednak)ale nigdy chyba nie zniżyliby się do tego co ty
          wyrabiasz. jeśli boisz się że córki marnują pieniądze którymi opłacasz ich
          edukację, może ustal jasne zasady: dostajecie kasę ale chcę wiedzieć jakie macie
          wynki. i po sprawie. po co uciekać się do takich rzeczy jak szpiegowanie własnej
          rodziny??
        • Gość: Pigwa Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.bracz.edu.pl 10.10.06, 07:45
          Wszystko rozumiem. Miałam takie same problemy. Córka oszukiwała nas przez 5
          lat!!! Twierdziła, że studiuje, że ma jakieś "warunki" i pokaże nam indeks jak
          wszystko ureguluje. Uregulowało się samo. Relegowali ją z uczelni i majac 26
          lat znalazła się w punkcie wyjścia!!! Nie przeżyłam szoku, bo spodziewałąm się
          tego. Notetek nie mogłam przeglądać, bo ich zwyczajnie nie było. Dzieciątko
          wysypiało się z rana ( my byliśmy w pracy) a wieczorową porą udawało się do
          pubu, twierdząc,że coś jej się od życia należy.W końcu bomba pękła!
          Wypłaciliśmy z meżem wszystkie oszczędności jakie mieliśmy, zaciągnęłiśmy kilka
          pożyczek (spłacamy je z determinacją), kupiliśmy kawalerkę, położyliśmy klucze
          na stole i zapytaliśmy kiedy pomóc w przeprowadzce.Innego sposobu, żeby się
          pozbyć rodzinnego pasożyta nie ma!!! Na ulicę nie wyrzucę, bo wróci z
          dzielnicowym.Długo by jeszcze pisać, o sprawie, która bardzo mnie boli.
          Skończyło się tym, że córka zaczęła studiować zaocznie, całkiem inny kierunek,
          zaczynając od zera. Znalazła sobie pracę - dwa etety, po 600 zł. każdy- pracuje
          od 8:23, w co drugą sobotę, a w tę pierwszą chodzi na zajęcia.Podobno...
          Pierwszy rok opłaciłam, co w przypadku pozaciąganych pożyczek, graniczyło z
          cudem. Niestey nadal mieszka z nami, bo jak twierdzi nie jest w stanie się
          utrzymać, opłacić studiów itd. Nie wiem jak będzie dalej, jeżeli udowodni,że
          sie uczy ( indeksu nadal nie widziałam, bo .... na właśnie,zawsze jakieś bo)
          może zostać w domu do końca nauki. Oczywiście respektując prawa tego domu -
          tzn. wypady do pubu tylko w weekendy.Mamy dosyć budzenia w nocy. W tej chwili
          jest mi już obojętne, jak się dalej potoczą jej "naukowe" losy. Nie wszyscy
          ludzie muszą skończyć studia. W końcu inne prace też musi ktoś wykonywać. My z
          mężem chcieliśmy dać jej możliwość nauki - zmarnowała 5 lat.Teraz uświadamiamy
          ją,że już nic nie MUSIMY.Może wyprowadzić się i zacząć żyć na własny rachunek.
          Już czas. I zgadzam się w całej rozciągłości - Ciężko być mamą studentki!!!
          Nadmieniam,że mam jeszcze drugą córką. Skończyła studia!!! Z jednym
          poślizgnięciem, które może zdarzyć się każdemu.
    • robertmar1 Re: Niełatwo być mamą studentki... 07.10.06, 11:14
      Powiem tak: jesteś głupia, jak asortyment Lasockiego.

      Moim zdaniem robisz tak, bo jest to dla Ciebie wygodne. Za jednym zamachem
      zaspokajasz swoje wścibstwo i chęć trzymania córek krótko. Może nawet rozumiem
      powody, dla których to czynisz, ale na Twoim miejscu postawiłbym sprawę tak:
      albo mówicie mi otwarcie co robicie na studiach i jakie są tego efekty, albo
      same zaczynacie na to zarabiać. I wtedy jest sytuacja klarowna. Tyle, że Ty
      chyba nie jesteś do tego zdolna, bo to by oznaczało możliwość wyzwolenia się
      córek spod Twojej kurateli więc na wszelki wypadek wolisz udawać, że masz do
      nich zaufanie.

      Czy mam rację?
    • jelena86 Re: Niełatwo być mamą studentki... 07.10.06, 11:30
      Jak Twoje córki wyjdą za mąż i zapłacisz za wesele, to do łóżka też im będziesz
      zaglądać?
      To, że finansujesz ich naukę nie upoważnia Cię do szperania w ich rzeczach bez
      ich wiedzy i zgody. Jeśli tak Cię to boli, że płacisz, a one Ci nie ufają, to
      wyrzuć je z domu albo każ iść do pracy, ale nie szpieguj za ich plecami! Swoją
      drogą ładnie musiałaś narozrabiać, jeśli własne córki nie chcą Ci powiedzieć,
      jak im idzie na studiach.
    • klymenystra Re: Niełatwo być mamą studentki... 07.10.06, 14:16
      A zaufanie do wlasnych corek? jeju.. wspolczuje im. przeciez, gdyby mialy
      problemy, to chyba by z tym do Ciebie przyszly. wychowalas je na takie skryte i
      zamkniete, ze o niczym Ci nie mowia, to Twoja wina. przeciez takie szpiegowanie
      i otwieranie cudzych listow jest obrzydliwe. one SA samodzielnie i
      odpowiedzialne za siebie.
    • basiaaa4 oj ludzie ludzie 07.10.06, 15:12
      Po pierwsze to nie jest prowokacja.
      Po drugie o czym wy mówicie ???? jakich wielkich słów używacie!
      Tymczasem tu chodzi o przeglądanie zeszytów, notatek od czasu do czasu tj. z
      raz, dwa razy na m-c i o pokazanie indeksów po sesji studiów, które ja
      finansuje.
      • Gość: ellam Do mamy studentek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.06, 15:51
        Masz problem. Myślę, że większość opinii w tym temacie wyrażają ludzie młodzi.
        Studenci. Inaczej wygląda sprawa od strony rodziców. Zwłaszcza tych rodziców,
        dla których dziecko było zawsze najważniejsze. Wiem... wiem, że dla każdego
        rodzica dziecko jest najważniejsze. Ale są rodzice, którzy całe swoje życie
        układali wg swoich dzieci, wszystko im podporządkowali. Tym rodzicom trudniej
        jest zaakceptować dorosłość swoich dzieci. Też do takich należę. Choć cały czas
        się tego uczę. Jak wynika z postu, Ty masz dzieci przy sobie. Dwoje moich
        studentów /córka 19l i syn 22l./ mieszkają 80 km ode mnie. Też ich utrzymuję i
        też cały czas się obawiam, czy nie wpadną w złe towarzystwo? Indeksu nie
        sprawdzam. Po I roku syn sam pokazał indeks i myślę, że gdybym chciała indeks
        zobaczyć nie byłoby z tym problemu. Młodzi chcą, by im ufać. Jeżeli nie
        będziesz kontrolowała, sami do ciebie przyjdą i o sobie opowiedzą. Przypomnij
        sobie, jak byłaś w wieku swoich dzieci. Czy zawsze spowiadałaś się rodzicom ze
        wszystkiego? Czy wolałaś o problemach porozmawiać z rówieśnikami? I nawet,
        jeżeli po drodze zdarzyło się lekko pobłądzić, to zawsze wychodziło się na
        prostą. Trzeba młodym dać również prawo do popełniania błędów. Nie uchronisz
        ich od wszystkiego, choćbyś nie wiem jak bardzo się starała. Przez
        podejrzliwość moźesz tylko zbudować barierę, która Was rozdzieli. Nie jest
        łatwo byc rodzicem młodych, dorosłych, ale jeszcze nie samodzielnych ludzi. Oj,
        niełatwo. Nieraz w kącie sobie popłaczę, bo chciałabym, żeby byli wobec mnie
        bardziej otwarci. Mówi się, że doświadczenia są niezbywalne. I to prawda.
        Obecni studenci też kiedyś będą mieli po 40+, będą mieli dzieci studiujące i
        dopiero wtedy zrozumieją nasze obawy. To wymaga czasu. A teraz możemy sie tylko
        pocieszyć tym, że przecież przez lata wpajałyśmy naszym dzieciom co dobre, co
        złe, jak postepować, jak się zachowywać i wierzyć, że oni te zasady im wpajane
        stosuja w swoim życiu. Wtedy będzie łatwiej im i nam. Powodzenia!
        • Gość: kalfiorek Re: Do mamy studentek IP: *.devs.futuro.pl 07.10.06, 17:17
          Po pierwsze... Po co chcesz przeglądać indeksy córek w trakcie semestru?
          Przecież to bez sensu... To nie szkoła... Nikt nie wpisuje ocen do indeksów...
          Tam są wpisywane tylko zaliczenia i wyniki egzaminów... Po drugie... Nic się
          nie stało, bo córki się nie dowiedziały... Jeśli to nie jest prowokacja, to
          może po prostu spytaj "jak tam w szkole"? Właśnie zaczęłam studia i wiem, że to
          podziała lepiej niż jakieś sprawdzanie za plecami, bo to kiedyś wyjdzie na jaw,
          a wtedy już nigdy nie odzyskają zaufania do Ciebie.
        • kiniox Re: Do mamy studentek 11.10.06, 10:51
          "A teraz możemy sie tylko
          pocieszyć tym, że przecież przez lata wpajałyśmy naszym dzieciom co dobre, co
          złe, jak postepować, jak się zachowywać i wierzyć, że oni te zasady im wpajane
          stosuja w swoim życiu."

          Przykre to, ale ktos, kto stosuje takie zasady inwigilacji i lamie prawo, nie
          wpoil dzieciom tego, co dobre. Od siebie samego nie uciekniesz.
      • Gość: malina862 Re: oj ludzie ludzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.06, 19:37
        Po pierwsze to nie jest prowokacja.
        Po drugie o czym wy mówicie ???? jakich wielkich słów używacie!
        Tymczasem tu chodzi o przeglądanie zeszytów, notatek od czasu do czasu tj. z
        raz, dwa razy na m-c i o pokazanie indeksów po sesji studiów, które ja
        finansuje.

        Jeżeli mama finansuje studia to jest usprawiedliwiona,jeżeli jest inaczej to
        przegina i to bardzo
      • robertmar1 Re: oj ludzie ludzie 08.10.06, 10:59
        Ale żyć byś bez tego przeglądania notatek nie mogła, prawda?
        Basiu, a jak to mamy inaczej nazywać, jeśli nie przejawem skretynienia i braku
        zaufania do swych własnych córek?
      • nicole_lucy Re: oj ludzie ludzie 08.10.06, 11:30
        Hmmm....
        Ja jestem studentka na 5 roku, wiec po tej drugiej stronie. Mieszkam z
        rodzicami i mi tez placa za moja nauke. Ja nie wiem czemu ma sluzyc sprawdzanie
        notatek. Moja mama nigdy nie "wymagala" zebym Jej pokazywala cokolowiek. Ja to
        robie samowolnie. Jak wracam z uczelni pyta jak bylo, ale tak normalnie,
        naturlanie. Indeks tez sama pokazuje, bo wiem, ze Ja to cieszy. Nie ukrywam
        ocen. Zawsze mnie wspiera jak wychodze na egzamin, i jak wracam wkurzona, ze
        cos mi nie poszlo. Czasem Jej opowiadam co sie wydarzylo, wiem, ze Ona nie
        zawsze rozumie, bo ja chaotycznie to robie, a mimo wszystko slucha i doradza.
        Wiec ja nie rozumiem Twojego podejscia. Jak chcesz kontrolowac córki to lepiej
        rób to otwarcie, bo jak sie dowiedza o Twoich "dyplomatycznych wyczynach" to
        bedzie o wiele gorzej.
        Pozdrawiam
      • Gość: Petunia Re: oj ludzie ludzie IP: *.21.pl 08.10.06, 18:20
        Kobiety, przecież Ty nic nie rozumiesz !! NIC do Ciebie nie dociera !!
        Pogwałcasz podstawowe prawo swoich córek jakim jest prawo do prywatności i
        poszanowania czyjegośc mienia - a korespondencja do córek jest sprawą do NICH
        a nie do CIEBIE ! Boże, całe szczęście, że ja nie mam takich rodziców, któzy
        otwierają mi szafki, grzebią w nich i sprawdzają zeszyty i dane w indekcie - to
        jakieś chore i życzę Ci byś kiedyś została nakryta a wtedy zobaczymy czy
        będziesz równie dyplomatyczna i asertywna jak opisujesz.
      • Gość: Cubitus Re: oj ludzie ludzie IP: 195.95.164.* 09.10.06, 11:07
        Przyznam że mnie poraziło.

        Nie powtarzajac tego wszystkiego co juz powiedziano o Twojej paranoi, (teraz
        juz wiadomo skad mamy takie władze;-) ) to czy nie zwróciłaś uwagi ze
        przegladanie notatek nie zawsze jest miarodajnym miernikiem postępów twoich
        córek w nauce - wiem z doswiadczenia. Z zasady lepiej zaliczałem egzaminy od
        tych co mieli super notatki, szczególnie jesli trzeba było również troche
        myslec a nie tylko wkuwać.
        To tylko gwoli stwierdzenia ze to co robisz jest również po prostu głupie.
      • Gość: kaha Re: oj ludzie ludzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.06, 12:31
        wielkich slow? to ty zaczelas od woelkich slow- dyplomacja itd. poza tym
        dyplomacja to pertraktacje, a nie robienie czegos za plecami osob
        zainteresowanych. To, ze finansujesz corkom studia nie daje ci prawa do
        grzebania im po rzeczach prywatnych, a takimi sa notatki rowniez. Kupujesz sobie
        prawo do niedyskrecji? Pieniadze uprawniaja cie do wscibstwa?

        Cudzych listow sie nie otwiera!!! Nigdy!!! To, ze zrobilas to bez wiedzy corki i
        zakleilas z powrotem, to zwyczajne oszustwo.

        Tak naprawde doskonale zdajesz sobie sprawe, ze to, co robisz jest nie fair.
        Inaczej robilabys to otwarcie. Poza tym, co to znaczy "interesuje sie
        przebiegiem studiow"? To nie szkolka, do ktorej trzeba chodzic dzien w dzien i
        odrabiac lekcje tego samego wieczora. Poza tym jak ktoras corka narobi sobie
        klopotow, to sama bedzie ponosic konsekwencje- jak obleje, to bedzie zdawac
        poprawke, a twoje wtykanie nosa nie pomoze, a tylko zaszkodzi.

        Aha, indeks jest prywatnym dokumentem i wglad do niego maja wlasciciel oraz
        uprawnione osoby na uczelni. Jesli corki ci go pokazuja, jest to wylacznie ich
        dobra wola, a nie psi obowiazek.

        Ogolnie to, co robisz uwazam za wscibstwo i oszustwo, nie zdziw sie, jesli
        pewnego dnia corki polapia sie, ze grzebiesz po ich rzeczach i uciekna od ciebie
        jak najdalej, np. wyemigruja. Bo z ciebie na bank bedzie taka tesciowa, co to
        zaglada do garow i kontroluje porzadek w szafkach, no i uwaza, ze jak kupuje
        wnusiowi sweterki to ma prawo decydowac, do jakiego przedszkola
        pojdzie...wspolczuje twoim corkom, bo pewnie czuja sie szantazowane- albo prawo
        do prywatnosci albo studia...
      • Gość: tifi Re: oj ludzie ludzie IP: *.crowley.pl 09.10.06, 13:29
        przegladanie zeszytow?
        nie wiem czy zauwazylas ale to sa studia a nie szkola podstawowa czy srednia.
        w tym roku koncze studia i jakos tak smiesznie wyszlo ze przez wszystkie lata
        nie mialam zadnych zeszytow, ewentualnie notkatki z niektorych wykladow. a oceny
        calkiem ladne dostawalam i wiedzy dosc duzo wynioslam. a to zapewne dlatego, ze
        niektorzy sie do sesji przygotowuja korzystajac np z ksiazek i innych skryptow.

        pozatym nie rozumiem tej wyzszej koniecznosci przy otworzeniu listu. przeciez to
        nie bylo wezwanie z sadu tylko jakies pisemko ze szkoly. nie rozumiem wiec czego
        sie obawialas ze to taka wyzsza koniecznosc zaistniala i nie moglas poczekac do
        powrotu corki?

        widac mialam niesamowite szczescie, ze moja mama (mimo ze tez placila za szkole)
        cieszyla sie z tego jakie wyniki osiagam nie wnikajac jak to robie. dzieki temu
        nie musialam nigdy ukrywac ze np nie ide na zajecia bo wiedziala, ze robie to ze
        swiadomoscia i nie bede miala potem problemu.
        a jesli corki przechodza na nastepny rok bez problemu to po co taka kontrola?
        widac same umieja sie uczyc, bo chyba na tym polega specyfika studiowania, ze
        samemu sie podejmuje decyzje kiedy i czego sie uczy.
      • Gość: Grzegorz Re: oj ludzie ludzie IP: *.core.lanet.net.pl 09.10.06, 17:55
        Niestety, ale największym problemem jest właśnie to, że nie zauważa Pani natury
        problemu. Używane przez gości serwisu wyolbrzymienia pozornie zdają się mieć
        zupełnie inną skalę, niż Pani czyny. Tymczasem, są one zgoła tym samym. Nie
        jest już ważne, czy poziom Pani zachowania dotyczy przegladania notatek czy
        czytania poczty. Swiadczy o budowanej atmosferze nieufnosci w Pani domu. Takze,
        o braku kontaktu Pani z Pani córkami. Niedoprecyzowanie warunków i formy
        wzajemnych relacji, czy też strach przed niezadowoleniem córek, skłaniają Panią
        do podejmowania karygodnych pod względem moralnym kroków, tłumaczonych
        koniecznością zadbania o dobro córek i motywem finansowym.
        Jeśli zamierza Pani rozliczać córki z ich postępów, kierując się motywem
        finansowym, proszę je poinformować o zasadach, porozmawiać otwarcie.
        Powiedzieć, że łoży Pani na ich studia i interesują Panią od czasu do czasu
        informacje dotyczące ich postępów.
        Jednocześnie, pragnę zwrócić uwagę, że charakter uczelni ma to do siebie, że
        studenci praktycznie nie otrzymują stopni w trakcie semestru, a indeksy (które
        chciałaby Pani kontrolować częściej) spoczywają w tym czasie w szufladach
        dziekanatu. Wątpię, aby student sam ze sobą potrafił się rozliczyć ze swoich
        postępów w trakcie semestru.
        Proszę także zauważyć, ile osób wspomniało o krzywdzie, jaką wyrządza Pani
        córkom i stosunkom rodzinnym. Jeśli Pani karygodne zachowanie wyjdzie na jaw,
        Pani stosunki z córkami prawdopodobnie nie tylko ulegną pogorszeniu, ale
        praktycznie zanikną. Pani zachowanie przez córki zostanie dostrzeżone jako
        inwigilacja, nieufność i zdrada.

        Napisała Pani, że chodzi o "pokazanie indeksów po sesji studiów". Więc proszę
        poprosić po każdym semestrze o pokazanie indeksów, jeśli odczuwa Pani potrzebę
        kontroli tego, jak wykorzystywane są Pani pieniądze i nie ufa Pani córkom, że
        zdają sobie sprawę z tego, że studia kosztują i nie wolno ich zaprzepaścić.
        Córki nie muszą być szczęśliwe z tego, że mają pokazać indeks.

        Podsumowując:
        Kontrola z udziałem obu stron i świadomością jej przyczyn - TAK.
        Potajemne sprawdzanie ich postępów i korespondencji (!!!) - NIE.

        Z całym należnym szacunkiem
        G.
      • Gość: zorro Re: oj ludzie ludzie IP: *.versanet.de 09.10.06, 19:40
        A ja w przeciwienstwie do wiekszosci sie z Toba zgodze. Znam jeden taki
        przypadek, ktory tez nie da sobie nic powiedziec, bo sie zaraz denerwuje i
        rozmowy zadnej nie ma. W takim przypadku lepiej sobie i jemu (tutaj Twoim
        corkom) oszczedzic nerwow i miec spokoj. Tylko, czy notatki o czymkolwiek
        swiadcza? Sam studiowalem, nie mialem prawie wcale notatek a calkiem sprawnie mi
        poszlo, co do indeksow zgoda. Powinny Ci pokazywac, bo po to je finansujesz. Jak
        nie chca pokazywac, niech same sobie studia finansuja.
        • Gość: saro Re: oj ludzie ludzie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.10.06, 11:23
          Oj nie wydaje mi się,że finansuje się naukę dzieci by oglądac indeksy. a
          finansuję naukę starszego po to, by ją zdobył, posiadł czyli p prostu wyniósł
          coś z niej. Czasem daję mu małe sumki (nie bo potrzebuje, tylko mamuśce lepiej
          jak zasili syna-neregularnie zresztą). Ale nigdy mi nie przysżło do głowy
          sprawdzać jego korespondencję. Może też dlatego, że od pierwszj klasy SP
          tłumaczyłam,ze uczy isę nie dla mnie a dla swojej przyszłości. (lekcji też z
          nim nie odrabiałam, za co nieraz byłam krytykowana).
          Podejrzewam,ze te bardziej emocjnalne posty popełnili ludzie młodzi.
          Myślę,że nasze dorosłe dzieci potrzebują zaufania. A brak zaufania do nich to
          też brak zaufania do NASZCH umiejętności rodzicielskich. Przecież
          wychowywaliśmy dzieci najlepij jak można, czemu nie ufamy, że proces ten
          zakoczył się powodzeniem?
          p.s. brzydze isę kontrolowaniem dorosłych.
          p.s.2: zsilam regularnie finanse teściowej (tak koniecznosć życiowa), ją też
          mam kontrolować, jak i czy dobrze wydaje pieniadze?
      • Gość: lechatbleu Re: oj ludzie ludzie IP: *.w83-204.abo.wanadoo.fr 09.10.06, 21:04
        tak czy siak strasznie glupia jestes, szkoda twoich corek, w zyciu rodzice mi zagladali do indeksu ani
        nie prosili o jego pokazywanie, zwykle po egzaminie pytali jak bylo i dostawali odpowiedz i to im w
        100% wystarczalo

        co ci po przegladaniu zeszytow i notatek co to twoja dziedzina? sprawdzasz postep jakis ie dokonal od
        czasow kiedy sama studiowalas, ksiazki tez sprawdzasz czy sa wyczytane? a kolokwia i seminaria jak
        kontrolujesz?
    • Gość: Richelieu* Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.10.06, 18:30
      Będę brutalna, ale jeśli sądzisz, że dając pieniądze na szkołę dzieciom masz
      prawo robić z ich prywatnością co ci się podoba, to stawiasz siebie nie w
      pozycji rodzica, a sponsora. W sponsoringu są jasno zdefiniowane prawa i
      obowiązki obu stron, których złamanie grozi wycofaniem dotacji. Ale żeby matka
      dzieci traktowała w podobny spsoób?

      No i co by było gdyby w tym liście było coś poważnego?

      A odpowiedzialność rodzica dorosłego dziecka polega na powściągnięciu swoich
      zapędów do ustawiania klosza i zachęcaniu do rozwijania skrzydeł, ale tylko
      wtedy gdy dziecko tego samo chce. Ja mam cię uczyć? Może i tak, bo te
      twoje "jestem matką 2 studentek" wygląda na równie prawdziwe jak to, że "jestem
      zakonnicą". Takie elementarne błędy wychowawcze..
      Ty się zastanów i idź na jaką terapię albo pij nerwosol na tę śledczą
      kompulsywność.
      • Gość: gosc Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.bstnma.east.verizon.net 07.10.06, 20:17
        owszem nie latwo byc matka sudenta. Normalne, ze rodzic sie przejmuje, ale sa
        granice!!!!
        Znam efekty takiego dzialania, nadmiernie kontrolujaca mama i dziecko nie
        ufajce innym. Skutek pannica wyleciala dwa razy z pracy, powod - problemy
        osobowosciowe (m.in urywanie wynikow pracy). Kolejny raz nie wylecila, ale jak
        znalazla sobie cos innego nie zrobila odchodziac najlepszego wrazenia.
        Przyzwyczjona do trzymania wszystkiego w glebokiej tajemnicy, zostawial celowo
        taki burdel w papierach, ze nikt nie moze sie polapac co zostalo zrobione a co
        nie.

        Acha co do finansowania studiow, no coz jesli jestes rodzicem to w razie odmowy
        dziecko mogloby wystapic o zasadzenie alimentow. Zatem to ze placisz i wymagasz
        nie jest argumentem. Jesli dziecko wyleci z tych studiow, wtedy spokojnie
        mozeswz zaprzestac finansowania, ale jesli wylecii a nie ma niska srednia!!!
        No coz jesli dziecko ma zaufanie do rodzica, to samo mowi o problemach
    • evvik nienormalne 08.10.06, 11:52
      Dopóki ja finansuję nauką moich dzieci , to nie ma mowy, żebym nie mogła
      zpbaczyć indeksu, czy czegokolwiek innego.Darosły i samodzielny człowiek nie
      mieszka z mamusią i nie bierze od niej pieniędzy.Nie rozumiem twoich dylematów,
      a to co robisz jest chore.Jak można otwierać nie swoją korespondencję i
      przeglądać cichcem rzeczy kogoś innego? Jak chce zobaczyć indeks lub notatki,
      to grzecznie proszę o to, i nie ma mowy o odmowie, zresztą niby dlaczego ma
      odmówić???Ja jestem pierwszą osobą która ma pomagać , czy doradzić w razie
      kłopotów.Jakieś chore stosunki panują u Ciebie w domu.
      Życzę Ci lepszych.
    • Gość: regre Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: 80.48.178.* 08.10.06, 15:27
      nie czytalam inncyh wypowiedzi ale podejrzewam,ze wiele osob sadzi tak jak ja.
      Pani corki sa juz dorosle. Jedna z nich ma juz...23? lata. a Pani ja
      kontroluje?? przeciez ona moze ledwo zdawac z roku na rok- co to pania
      obchodzi??jest dorosla, uczy sie jka cche! wazne,zeby w ogole skonczyla te
      studia! gdyby moi rodizce by mnie tak kontrolowali, po prostu zanalzlabym prace
      i przeniosla sie na zaoczne. niech Pani da im zyc tak jka one cche. Odchowala
      Pani juz corki. wystarczy.
      • Gość: matka Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.06, 17:16
        No cóż droga młodzieży moglibyśmy pogadać jak będziecie mieli dorosłe
        dzieci.Niejedno z Was trochę zmieni zdanie.Ja mam dorosłe dzieci, jedno
        studiuje drugie już pracuje.Obydwoje przebywają czasowo poza domem.Ja otwieram
        ich korespondencję służbową /prywatnej nie/ oczywiście mam na to ich
        zgodę.Jeśli coś jest pilne to przekazuje im wiadomości.Indeksy oglądam ,
        pokazują ,ja nie muszę nawet prosić -jest to naturalne. Ale
        mam w rodzinie przypadek , że gdyby matka nie byla wścibska długo zapewne by
        nie wiedziała ,że córka bierze narkotyki.Dziś wszystko jest na dobrej drodze,
        zareagowala na czas.
          • Gość: matka Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.06, 18:09
            Kwiatku jeśli to odpowiedż na mój post to...życzę Ci abyś tak wychowała swoje
            dzieci jak moje.A w rzeczach ich nigdy nie szperałam ,bo nie było takiej
            potrzeby.Gdyby jednak zachodziło podejrzenie o narkotyki napewno bym to
            zrobiła.Wierz mi ,ze i Ty to zrobisz jeśli będzie chodziło o Twoje dziecko.Co
            do korespondencji to zaznaczyłam słuzbową ,mieszkają poza domem , a
            korespondencja przychodzi na adres domowy i czasami są to ważne i pilne sprawy,
            które trzeba zalatwić .Co do prywatnej to nie otwieram bo i po co?Mam takie
            kontakty z dziećmi ,że jak chcą się czymś podzielić to to robią.
        • Gość: Patrycja Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.06, 19:46
          wlasnie o tym mialam napisac,ale przedmowca mnie uprzedzil :)

          Zgadzam sie z Tommy'm... Sprawdzanie zeszytow to bylo dobre w podstawowce,bo
          wtedy wiadomo bylo,ze dzieciaki musza miec notatki z lekcji. A jak sie
          okazywalo,ze corka/syn ich nie ma to nalezalo wtedy porozmawiac i uswiadomic
          dziecku,ze pisanie tego co Pani nauczycielka mowi jest konieczne! Ale jak mowie
          - to bylo dobre na etapie podstawowki... W liceum (pomijam gimnazjum,bo ja nie
          uznaje tego typu szkoły) nauczyciele zaprzestali juz sprawdania i oceniania
          zeszytow,bo wychodzili z zalozenia,ze kazdy ma swoj wlasny system robienia
          notatek i nie trzeba sprawzdac,czy tematy sa popodkreslane!!! To samo jest na
          studiach - kazdy ma swoj system i sposob. ja w liceum notowalam na kazdej
          lekcji. Moj kolega natomiast nawet nigdy przy sobie nie mial dlugopisu.
          Skutek??? ja mature zdalam srednio na 75% a kolega na ponad 90%... Mimo,ze ja
          mialam wszystko zanotowane a kumpel NIC a NIC. Byl sluchowcem, pisanie go
          meczylo. A i tak zawsze mial piątki i czworki.

          To ze ktos pisze lub nie to jego indywidualna sprawa. Tobie moze sie wydawac,ze
          jak corka nie ma nic w zeszycie to pewnie w ogole na wyklady ani cwiczenia nie
          uczeszcza. A prawda moze byc taka,ze tak jak Tommy napisal, wyklady sa typowo do
          sluchania...

          az cisnie sie na usta zmodyfikowane powiedzenie...: " nie oceniaj czlowieka po
          tym co ma lub nie ma w zeszycie" :D:D:D
          • Gość: White Weasel Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.server.ntli.net 09.10.06, 18:23
            A ja tylko chcialam powiedziec, ze to przegladanie notatek jest dla mnie tak
            niesamowice ABSURDALNE, ze... no az brak mi slow! Ja np studiuje anglistyke i
            czasami jak mi sie udalo jakis super esej napisac na zaliczenie i chcialam sie
            mamie pochwalic to nic z tego nie wychodzilo, bo mama niestety nie wlada tym
            jezykiem! :P Ciekawe czy jakby Twoje corki studiowaly jakas egzotyczna
            filologie albo jakis politechniczny kosmos to tez bys czytala ich notatki? :>
            No bo co Ci to tak naprawde daje??? Rozumiesz cos z nich? Czy moze tylko chcesz
            wiedziec, ze w ogole je robia?

            Moge Ci poradzic tylko jedno - przestan tak kontrolowac i szpiegowac swoje
            corki, zanim Ci znienawidza!!! Rozumiem, ze robisz to z milosci i troski o nie
            i o to, zeby nie zawalily studiow, ale, na litosc boska, pozwol im wziac
            odpowiedzialnosc za swoje zycie! Zdaje sobie sprawe, ze z perspektywy rodzica
            danie dzieciom takiej zupelnej wolnosci jest czyms przerazajacym, ale brutalna
            prawda jest taka, ze Ty nie bedziesz z nimi zawsze! Kiedys umrzesz, a one beda
            musialy sobie poradzic same. Im lepiej je do tego przygotujesz, im wiecej
            samodzielnosci im zapewnisz, tym lepiej sobie poradza! I beda Ci wdzieczne, bo
            zobacza, ze traktujesz je jak dorosle, godne zaufania osoby.

            Natomiast jesli chodzi o narkotyki i zle towarzystwo, to szpiegujac swoje
            corki, sprawiasz, ze jeszcze bardziej sie one od Ciebie oddalaja i wtedy jesli
            naprawde wpadna w jakies klopoty, nie beda sie chcialy do Ciebie zwrocic! Bo
            nie beda Ci ufac!

            Tak wiec dla Twojego wlasnego dobra i dobra Twoich relacji z dziecmi daj im
            troche wiecej wolnosci i NIE SZPIEGUJ ICH ZA ICH PLECAMI!!! Bo jak raz straca
            do Ciebie zaufanie to, uwierz mi, STRASZNIE trudno jest je odzyskac! Pozdrawiam
            serdecznie i zycze Ci, zebys wsrod tych postow znalazla taki, ktory naprawde do
            Ciebie przemowi i pomoze sie zmienic (bo zazwyczaj jak czlowiek sie czuje
            atakowany to sie jeszcze bardziej okopuje i broni swojej pozycji). :)
    • Gość: mourinho Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: 83.2.112.* 08.10.06, 21:39
      No cóż, znam osoby, które rzeczywiście byłyby zdolne do czegoś takiego. W
      każdym domu jest inne wychowanie i mnie to nie dziwi. Osobiście jednak uważam,
      że jest to niepoważne, niepoważne: a)traktowanie swoich dzieci b) samego
      siebie. Krótko przypomnę historię swojej edukacji (którą notabene uważam za
      modelową) , miałem 16 lat i z niewilkiej dziury pojechałem do liceum do
      internatu, do jednego z największych miast w Polsce i właśnie... tu rola moich
      rodziców skończyła się. Mogłem ćpać, chlać itd. oczywiście jeszcze jakaś
      kontrola była (np. wywiadówka, rzadko bo rzadko ale jednak), ale proszę wierzyć
      nie miałem telefonów o 12 w nocy z pytaniem co robię. Obecnie jestem na 2 roku
      czołwej uiczelni tech. (wybiłem się z bardzo przeciętnej szkółki) i owszem,
      zdarza mi się nie chodzić na wykłady, zdarza mi się popić w dyskotece, zdarza
      mi się o niektórych numerach w domu niewspominać, ale z drugiej strony nie
      robię z rodziców durniów. Jeśli piję, to za swoje pieniądze, jeśli muszę
      ponieść za coś konsekwencje, to nie zawracam im tym głowy. Gdybym dziś ojcu
      powiedział o sprawdzaniu notatek na studiach - umarłby ze śmiechu. Jednak, jak
      z drugiej strony zaznacza, on daje mi kasę i oczekuje czegoś ode mnie, ja
      natomiast o tym pamiętam. Podobno udowodniono naukowo, że im "więcej luzu" tym
      mniej dzieci z tego korzystają, "im mniej" robią zupełnie odwrotnie. Poza tym,
      jak myślisz, jak czuje się Twoja dorosła córka (20 kilka lat) kiedy każesz jej
      pokazywać indeks? Moi rodzice ani razu chyba nie widzieli co mam tam wypisane
      (100% nikt mi nie grzebał, bo cały czas leży w akademiku;-). Poza tym czytanie
      listów grrr... gdyby mi taki numer odstrzelono, wk****** bym się. Jak córka
      stanie przed ołtarzem to też ją zastąpisz???
    • Gość: Annia Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.retsat1.com.pl 08.10.06, 22:43
      Jestem studentką II roku i mieszkam z rodzicami. Wynika to z faktu, że studiuję
      w mieście zamieszkania, więc póki co się nie wyprowadzam.
      Nie wyobrażam sobie, żebym moi rodzice sprawdzali moje notatki czy cokolwiek
      innego. Ale róznież nie wyobrażam sobie, że moja mama nie ma pojęcia co się
      dzieje na studiach i jak mi poszła sesja. Wynika to po prostu z wzajemnego
      zaufania i naturalnych rozmów. Nie muszę pokazywać indeksu na koniec sesji czy
      rozliczać się z czegokolwiek. Zwykle po prostu romawiam ze swoimi rodzicami,
      wiedzą jakie mam przedmioty, co się dzieje na uczelni, kiedy mam zaliczenie.
      Uważam, że problem tkwi nie tylko w tym, że po kryjomu kontrolujesz swoje
      córki, ale także w tym, że one same nic cie nie mówią. Moim zdaniem, masz słabe
      relacje z córkami i im nie ufasz. Nikt nie ma prawa otwierać cudzych listów,
      czy grzebać w kogoś rzeczach. Może warto zmienić relacje z córkami, tak żeby
      nie było potrzeby rozliczania się z indeksu, tylko żeby po prostu mówiły o
      zdanym egzaminie naturalnie, jak mówi się komuś bliskiemu.
    • Gość: Lukasss Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.g.intelink.pl 09.10.06, 11:07
      Często używałaś słowa "dyplomatycznie",czy nie potrafisz po prostu porozmawiać
      ze swoimi córkami poważnie a nie ukrywać się jak zwykły szpieg.Jestem
      przekonany, że gdy tylko dowiedzą się o tym co robisz pod ich nieobecność, to
      stracisz ich szacunek.A to prędzej czy później wyjdzie na jaw...uwierz mi.Tak
      się nie powinno robić!
    • Gość: zerkana Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: 80.51.74.* 09.10.06, 11:19
      kobieto Ty sie lecz!!! Twoje corki sa dorosle, uswiadom sobie to w koncu!!! a
      takie rzeczy jak otwieranie listu z uczelni, wstyd!! gdzie tu prywatnosc???
      przegladanie zeszytow...boze nie chcialabym miec takiej matki i ciesze sie ze
      nie mam...a jeszcze bardziej ciesze sie z faktu i doceniam go teraz, ze
      mieszkalam w wynajetym mieszkaniu.......jestes swiruska
    • Gość: Michał M. Przestępstwo IP: *.widzew.net 09.10.06, 11:23
      Otworzyłaś list nie do Ciebie adresowany. Popełniłaś przestępstwo. Nie ma
      znaczenia fakt, że to Twoja córka. Czytanie korespondencji jest
      niedopuszczalne.

      Ale z całego postu wynika jedno: Sąd by Cię uniewinnił. Jesteś chora! Twoja
      córka jest dorosła, powinna być już odpowiedzialna. I pewnie jest. Chcesz
      przejrzeć notatki córki - poproś ją o pokazanie. Możesz nawet poprosić o
      pokazanie indeksu. Ale zaglądanie bez pytania czyni Cię podglądaczem.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka