Gość: p25 Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.chello.pl 09.10.06, 16:18 Czy czytanie poczty zaadresowanej do innej osoby bez jej zgody nie jest przestępstwem? Albo co najmniej wykroczeniem? Niezależnie od stopnia pokrewieństwa. Takie zachowanie naprawdę zakrawa o patologię. Zresztą, wydaje mi się, że osoba, która napisała ten post, robi jakąś prowokację. Ciekawa jest poprostu reakcji internautów na taką sytuację. Czy tak właśnie jest? Bo nie wierzę, żeby ktoś mógł się tak zachowywać, pisać o tym, a potem bronić się przed jak najbardziej słusznymi opiniami! To byłby zupełny brak zdolności do samokrytyki. Odpowiedz Link Zgłoś
create bycie córką takiej chorej mamusi to koszmar 09.10.06, 16:19 Jaka ty musisz byc zakłamana wobec swoich DOROSŁYCH córek. Odpowiedz Link Zgłoś
elinder Re: Niełatwo być mamą studentki... 09.10.06, 16:19 skoro już tyle Panie powiedziała, czy zechciała by jeszcze ujawnić czego konkretnie szuka w tych notatakch...bo niebardzo sobie wyobrażam po zo to robić. Jeszcze indek jestem w stanie zrozumieć. Niech Pani naprawdę na jakoś terapie pójdzie, może uda się Pani odbudować relacje z córkami i zbudować normalne rodzicielskie relacje z synem (jeśli już też nie jest za późno) Podrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kami19 Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.10.06, 16:53 Zabawne...knuje Pani i sprawdza swoje córki za ich plecami i jeszcze nazywa to "dyplomacją".Dla mnie to zwykłe oszustwo i całkowity brak zaufania oraz porozumienia z własnymi córkami.Nie przyszło Pani do głowy,żeby po prostu zapytac o egzaminy,szczerze porozmawiac?? Zabrałam tu głos,bo też jestem studentką i na szczęscie potrafię rozmawiac ze swoją matką.Radzę przemyślec. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: 87.192.13.* 09.10.06, 16:56 - grzebanie w cudzych rzeczach - otwieranie cudzych listów - postawa "płacę, więc mi wszystko wolno" - zamaist rozmowy radzenie sie zupalnie obcych ludzi Robi Pani to wszystko i dziwi sie, ze corki nie dziela sie porazkami i sukcesami? Moim zdaniem cos jest nie tak. PS. Moja mama pytala (niewazne czy w okresie kiedy mnie finansowala,czy potem) Jak tam sesja? Moja odp. OK. Kiedy przyjezdzalam do domu z indeksem czasem po prostu mowilam, Chcesz zobaczyc? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wiesia Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.06, 16:57 Równiez jestem mama studentki 2 roku ale ja mam super kontakt z córką i wiem co sie u niej dzieje na bieżąco.Duzo rozmawiamy i niepytana sama mówi o wszystkim , równiez o problemach i oblanych egzaminach.Wiem kiedy nie idzie na wykłady a nawet czasami sama jej to podpowiadam.Staram się ją zrozumieć w każdej sytuacji.A kolejnymi wpisami w indeksie sama sie chwali !! Odpowiedz Link Zgłoś
justinehh Re: Niełatwo być mamą studentki... 09.10.06, 17:25 Kontrola dyplomatyczna, fajne określenie na brak zaufania, nieumiejętność rozmowy z własnymi dziećmi; patrzenie na nie z pozycji siły. Dyplomatyczne grzebanie w rzeczach, dyplomatyczne otwieranie cudzych listów, dyplomatyczne wpieprzanie się w czyjeś uczucia, prywatność. A ślad prędzej czy później się zostawi... U mnie było tak: tata finansuje studia, wiedział o moich problemach, ale to matka otworzyła polecony ze szkoły i zrobiła mi awanturę. I do dzisiaj to jeden z jej ulubionych argumentów w sprzeczce o byle co. Odpowiedz Link Zgłoś
kabja Re: Niełatwo być mamą studentki... 09.10.06, 17:34 Współczuję córkom!!! Na szczęście moja Mama nigdy mi nie robiła takich numerów jak sprawdzanie notatek czy indeksu, tylko po prostu pytała, czy wszystko w porządku. Jasne,że nie mówiłam Rodzicom o wszystkich wpadkach na studiach,ale jeśli chodziło o cos ważnego, to po prostu rozmawialiśmy o tym i próbowaliśmy razem znaleźć jakieś wyjście. Dziękuję Wam moi Rodzice za to,że nie jesteście tacy, jak ta Pani!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
karolina_krzeszewska Re: Niełatwo być mamą studentki... 09.10.06, 17:41 Szanowna Pani, muszę przyznać, że jestem zaszokowana opisem "przygód matki dwóch studentek". Jakkolwiek rzadko zdarza mi się wypowiadać na forach internetowych, tym razem zmilczeć nie potrafię. > Bo z jednej strony wiadomo studia to nie szkoła > podstawowa i uczyć się trzeba porządnie zatem moja odpowiedzialność jako > rodzica powoduje, że powinnam się ich studiami interesować, z drugiej jednak > strony córki mają poważny argument w postaci dowodu osobistego i > pełnoletności. Z jednej strony, ale przy dużej dozie wyrozumiałości dla Pani, można by to zinterpretować w następujący sposób: fakt, iż dzieci osiagneły pełnoletność, nie oznacza, że rodzice są zwolnieni z interesowania się ich sprawami i gotowości do niesienia pomocy. Niestety, ciąg dalszy Pani postu upewnił mnie, iż byłaby to naprawdę tragiczna nadintepretacja... > Nie ma więc - jak to na studiach - mowy o wywiadówkach, nie > mogę też przecież jak w przypadku syna wpływać bezpośrednio i otwarcie na > naukę i wyniki w nauce. Rozumiem, iż śledzi pani postępy w nauce młodszego dziecka. Wiem, że jest to przez rodziców dość często praktykowane, z mniejszym lub większym powodzeniem. Nie wiedzieć czemu, przychodzi mi na myśl dość eksploatowana w opowieściach starszego pokolenia sytuacja, kiedy to niesforni uczniowie chowali belfrowi linijkę do bicia, a po powrocie do domu - dyscyplinę ojcu... Mam nadzieję, iż Pani nie ucieka się do kar cielesnych. Rozumiem, że stara się Pani być na bieżąco z programem szkolnym. Nie bardzo jednak rozumiem, jaki to ma wpływ, oprócz tego, że jawny i otwarty, na wyniki syna w nauce? Czy sądzi Pani, że złe oceny dzieci (a tak na marginesie, nie są one prawdziwymi wykładnikami wiedzy) są wynikiem nieobecności rodziców na wywiadówce lub też efektem niesprawdzonych zeszytów? > Mimo wszystko ja jednak wobec takiej sytuacji > znalazłam całkiem rozsądny sposób. Stosuję tzw. kontrolę dyplomatyczną czy > też nieoficjalną. Mianowicie od czasu do czasu sprawdzam i przeglądam córkom > zeszyty i notatki, ale one nawet o tym nie wiedzą. Bo robię to pod ich > nieobecność i nie zostawiam żadnych śladów na to wskazujących. Szanowna Pani, dyplomatyczny to nie znaczy nieoficjalny. Najprościej objaśniając; nieoficjalny to znaczy tajny, skryty; dyplomatyczny zaś - taktowny. Ile jest zaś taktu w Pani postępowaniu, kiedy przegląda Pani rzeczy osobiste najbliższych osób? Rozumiem, iż Pani im nie ufa, ufa natomiast kontroli rodzicielskiej, która daje prawo absolutnie do wszystkiego, jeśli celem jest dobro dziecka. Nie rozumiem jednak, co udaje się Pani osiagnąć po takim "przeglądzie". Sprawdza Pani staranność pisma? A może jest Pani na tyle obeznana z tematami, że szuka błędów rzeczowych? Gdybym była łosliwa, podejrzewałabym, iż poprawia je Pani doskonale podrobionym charakterem pisma danej córki... > Trochę inaczej sprawa ma się co do indeksów. Córki bowiem - pewnie > świadomie - noszą indeksy zazwyczaj przy sobie, w torebce. Dlatego nie mam > możliwości poufnego przejrzenia, nie mogę przecież robić tego otwarcie i > stanowczo tego żądać. Pozostaje mi zatem liczyć na to, że córki z łaski swej > zechcą same pokazać mi indeksy, co niestety zdarza się rzadko. > Ta "niesprawdzalnośc indeksów" powoduje czasem inne sytuacje, w których > muszę znaleźć kompromis i zachować się dyplomatycznie. Tak było w czerwcu > tego roku, wiadomo sesja egzaminacyjna, a mi oczywyście nie było dane ujrzeć > indeksu. Szanowna Pani, wpisy w indeksach pojawiają się JEDYNIE podczas sesji egzaminacyjnych. Nie ma więc potrzeby przegladania ich podczas roku akademickiego. Nie znajdzie tam Pani uwagi wpisanej przez profesora, bo córka nie odrobiła zadania domowego. Poza tym, najbezpieczniej, aby indeks "pomiędzy" sesjami spoczywał w zaciszu dziekanatu. > Chodzi o młodszą córkę, a wiadomo jak to jest na 1 roku. > I pewnego dnia przyszedł do niej list polecony z uczelni, który odebrałam ja > bo tylko ja byłam w domu. Stanęłam przed dyletamtem, który na szczeście udało > mi się rozwiązać skutecznie, acz dyplomatycznie. Mianowicie otworzyłam ten > list, przeczytałam, okazało się, że to jakaś mało ważna sprawa formalna, po > czym włożyłam z powrotem i zakleiłam kopertę jakby nigdy nic. W ten oto > sposób i ja byłam spokojna, bo przekonałam się na własne oczy, że wszystko > OK, i córka była spokojna bo o tym nie wiedziała i otworzyła sobie normalnie > list. Tutaj z kolei, nie po raz pierwszy, uderza mnie dziwna logika postępowania Pani - nikt się nie zorientował, więc nic się nie stało. W ten sposób tłumaczy Pani wszelkie swoje postępki - moim zdaniem ohydne i uwłaczające godności matki, która kocha, ale mądrze, więc potrafi ufać. Wciąż nie rozumiem, co Pani chce osiągnąć, postępując w taki sposób. Szpieguje Pani, grzebie w cudzych rzeczach, otwiera nie adresowane do siebie listy... Moim zdaniem, zaspokaja Pani w ten sposób własną ciekawość. Proszę wybaczyć wybieg osobisty, ale sądzę, że nie ma Pani własnych zajęć i zainteresowań - poza gotowaniem obiadów i sprzątaniem mieszkania - żyje więc Pani życiem swoich dzieci, tłamsząc je i upokarzając, tym gorzej, że w sposób "dyplomatyczny". Córki nie mają więc możliwości obrony przed wścibstwem własnej matki, bo o nim nie wiedzą. Być może córki są na utrzymaniu rodziny i stąd wniosek, że ma Pani prawo wiedzieć o wszystkim, co się w ich zyciu dzieje. Otóż, myli się Pani. Nawet młodszy syn ma prawo do prywatności i tajemnic. Ponadto na rodzicach spoczywa OBOWIĄZEK utrzymywania studiujących dzieci, do 26 roku życia. Jeśli zaś chciałaby Pani "obciąć" im fundusze, to córki mogą wytoczyć Pani proces o alimenty... Proszę przemyśleć swoje postępowanie. Czy zastanowiła się Pani, jakie właściwie znaczenie ma przegladanie notatek oraz indeksów? Czy dzięki temu córki uczą się lepiej? Czy zdają egzaminy na wyższe oceny? Otrzymują stypendia i propozycje praktyk w renomowanych firmach? Droga Pani, studia to nie szkoła podstawowa, gdzie za dobre wyniki w nauce otrzymuje się świadectwo z czerwonym paskiem. Zresztą - z perspektywy czasu - jakie znaczenie praktyczne mają tego rodzaju wyróżnienia? Być może droga szpiegowania i kontroli wydaje się Pani być jedyną właściwą. Proszę jednak wziąć pod uwagę, że córki są dorosłe i mają prawo decydować o swoim życiu. Również o tym, czy zechcą Panią o czymkolwiek z nim związanym informować. Mam nadzieję, że zda sobie Pani sprawę z niemoralności własnych działań. Oby stało się to zanim córki coś odkryją, wtedy bowiem może Pani je stracić. A wraz z nimi - możliwość "dyplomatycznych" ruchów... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gość Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.06, 18:03 Tak trochę to typ na miarę Kaczorów. Wszystko muszę wiedzieć i co się dzieje, brak zaufania do ludzi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: koa Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.10.06, 18:08 a ja sadze, ze kobiecie jest strasznie glupio, ze tak postepuje i napisala na forum, bo miala cicha nadzieje, ze ktos ja pochwali i bedzie mogla spac z czystym sumieniem. ale niestety takie postepowanie jest naprawde zenujace. i nic go nie tlumaczy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: michal Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.10.06, 18:09 no i co że finansujesz. jak uwalą rok to przestaniesz to robić i niech same/a zacznie zarabiać na studia. zreszta skoro mieszkają z tobą to nie jest to znowu tak drogie jak np. dawanie na stancję i utrzymanie.więc nie gadaj bzdur tylko poinformuj je jaka z ciebie świnia i ustal klarowne zasady (tylko wtedy pewnie już ich nie będzie). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aaa Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.amsnet.pl 09.10.06, 18:17 Oj nieładnie tak pokryjomu podglądać. Ja myślę że masz poważny argument w postaci tego że dajesz im pieniądze. Jakby na siebie zarabiały toniech robią co chcą. Przynajmniej w moim wypadku tak było - ja jestem juz na 5 roku i napisałem pracę - za miesiąc się bronie. Była krótka piłka - bierzesz kase to pokaż indeks i tyle Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: de niro Niełatwo miec taką matkę IP: *.realestate.net.pl 09.10.06, 18:29 Współczuję. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vanalien Moja mamcia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.06, 19:29 Kilka słów o mojej mamie. Moja mamcia finansuje moje studia w połowie. Nie mieszkam z nią, bo by studiować musiałam wyjechać do większego miasta. To oznacza także wzrost ogólnych wydatków na utrzymanie: zapłacenie za moje mieszkanie (a raczej pokój w mieszkaniu studenckim)i mieszkanie mamy (mieszka sama). Dochodzi też czesne za szkołę. Pomino tak dużego wkładu pieniężnego w moją edukację, mama nie szpieguje mnie i nie każe mi pokazywać indeksu czy notatek,zwłaszcza,że nie ma możliwośći dyskretnego przeglądania ich, bo nie odwiedza mnie a ja przyjeżdżam tylko na święta (taka wyprawa też kosztuje). Nigdy też nie interesowała sie specjalnie moją wcześniejszą edukacją. Może dlatego,że nie było takiej potrzeby: oceny były dobre, nauczyciele się nie skarżyli. Cieszę się,że pozwoliła mi zacząć od nowa, tzn. znów jestem na I roku. Tamten rok akademicki spędziłam na anglistyce, moim 2językiem był japoński- tylko dlatego poszłam na ten kierunek i do tej szkoły.Od tego roku jestem na japonistyce. Właściwie można powiedzieć, że tamtem rok to stracone pieniądze, ale na japonistyce czuję się o wiele lepiej :) Za to moja starsza siostra to koszmar :) Ma 33lata (ja 20), dostaję od niej 30zł na mieszkanie (nie mogę pracować będąc na japonistyce- wykładowcy wymagają od nas bezwzględnego poświęcenia się nauce - plan jest bardzo ambitny)- tyle brakowało mi do opłat i ciągle się czepia. Czy poszłam na wykłady, czy mam notatki, a czemu się lenię ;)... Odpowiedz Link Zgłoś
mm.2.pacz Re: Niełatwo być mamą studentki... 09.10.06, 18:37 Kochana mamo, nie miej sobie za zł swoje zachowanie. Przecież martwisz się o dzieci. Myśle, że jesteś osobą, która woli się wycofać, aby kogoś niechcący obrazić. Na pewno nie jestes zaniedbującą obowiązki mamą, i dzieci twoje nieświadomie będą Ciebie naśladować. Poradzą sobie, skoro są już na studiach. Moja mama także jest osobą delikatną i nie przeszkadzało mi to. Lubię tę cechę, chociaż brakowało mi tej pewności siebie. Nawet jak probuje rozmawiać ze mną, a nie jestem już młoda, mam dzieci , rownież wyczuwam lęk, zmianę tematu, wycofanie. Chciałabym, żeby w takim momencie powiedziala mi co o tym myśli, a nie doradzała mi. Brakuje jej pewności siebie, a tego nie lubię i mam ochotę się pokłócić i dlatego wolę też się wycofać z rozmowy, a wolałabym dalej rozmawiać. Dlatego: MóW O TYM CO CZUJESZ TY, A NIE JAK POWINNO BYć, BO TEGO CO TY CZUJESZ NIKT NIE MOżE ZMIENIć, A CO DO TEGO JAK CO MA WYGLąDAć ZAWSZE BęDą ROżNE, PODZIELONE OPINIE. Jesteś matką i w każdym momencie życia swoich dzieci masz prawo wiedzieć co się dzieje. I nie bój się, chociaż czuję, że będą zaskoczone, ale masz do tego prawo. Czy są na twoim utrzymaniu? A jak będą miały własne rodziny będziesz bała się odezwać? Pozbadną Cię, wiesz dlaczego? Bo ty im na to pozwolisz, cichutko wyjdziesz do swojego pokoju i będziesz się bała coś dla siebie zrobić. Od dziś zmień swoje zachowanie i po prostu pogadaj jak leci.Każdy chcialby móc porozmawiać o wszystkim ze swoją matką. Głowa do góry. Jesteś dobrą matką. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: absolwentka Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.12e.piotrkow.pilicka.pl 09.10.06, 18:56 Czy to prowokacja czy jakaś biedna mamuśka z syndromem pustego gniazda głupieje. A już czytanie listów pełnoletniej kobiety to absolutnie przestępstwo. A jak wyjdzie za mąż też będzie sprawdzać czy prezerwatywa była aby szczelna? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: donna Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.rybnet.pl 09.10.06, 19:22 Ja też jestem mamą studentki i nie wyobrażam sobie, żebym mogła sprawdzać jej pocztę!! Jak to w ogóle możliwe, zeby matka nie miała zaufania do dorosłej córki?! Przecież córka -studentka to już kobieta, a kobiety w jej wieku często już są same matkami.Prosze wyluzować droga pani i dać córkom choć odrobinę wolności. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kasia Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.06, 19:14 jakbym się dowiedziała jakimś cudem, że mama przegląda moje notatki, to bym się mocno wkurzyła. Nie jesteśmy dziećmi i mamy prawo do tego, żeby decydować o sposobie nauki. Mam wśród swoich znajomych na roku (3 rok-w tym roku licencjat) takie osoby, które chodzą na wszystkie wykłady a nie piszą, bo nie bazgrają i potem nie umieją tego przeczytać. U mnie ten numer by na szczęście nie przeszedł, bo wszystkie notatki noszę na kartkach przy sobie. Natomiast indeks leży w szafce, gdzieś w papierach. Jakbyś przejrzała moje papiery- i ja bym się o tym dowiedziała, to podejrzewam, że już nigdy byś ode mnie nie usłyszała słowa o prywatnym życiu. z pozdrowieniami i współczuciem dla córek Odpowiedz Link Zgłoś
planeta123 Re: Niełatwo być mamą studentki... 09.10.06, 19:38 Droga Pani, uwazam, ze posluguje sie Pani doskonalymi metodami. Jeszcze jest jedna, przeczytac list pod swiatlem przez koperte, tez sie uda. Tak szukalam ocen nojej corki. Ja bylam spokojna i ona tez. No i jeszcze jedno, jak sie czlowiek interesuje dziecmi to nie ma metod. Zawsze sie cos wymysli. A ile to moze pomoc w przyszlosci. Moja juz robi magisterke, to znaczy tylko oddaje prace, bo egzaminy sa juz w kieszeni. Ile zrobilam kombinacji to trudno uwierzyc. Zycze Pani wszystkiego najlepszego. Odpowiedz Link Zgłoś
earlyyears Re: Niełatwo być mamą studentki... 09.10.06, 19:39 jestes ze szkoly Lesiaka? bo pieprzysz jak potluczona. jestes stara ci.. a wstydu nie masz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Była studentka Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.toya.net.pl 09.10.06, 19:43 Moja mama rozwiązała ten problem inaczej, oczywiście miałam takie same argumenty: dowód osobisty, 25 lat na karku itp...ale jako studentka pozostawałam na utrzymaniu rodziców i jako taka musiałam stosowac się do pewnych reguł. Rodzice zgodnie stwierdzili, ze dorosłość to nie tylko dowód, ale przede wszytskim zarabianie na siebie, i -póki korzystam z ich utrzymania i ich pracy- muszę w zamian pokazywac im efekty mojej pracy. Jesli ktoś nie ma problemów na studiach- to przeciez zaden problem....A dla rodziców tylko przyjemność... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: studentka Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.06, 19:49 Chyba macie slaby kontakt jesli nie dziela sie z toba swoimi wynikami. Wiem ze chcialabys wiedziec jak sie ucza twoje corki, ale mysle ze to im powinno najbardziej zalezec na studiach a nie tobie. Poza tym nie powinnas bez ich wiedzy przegldac ich zeczy, a juz tym bardziej otwierac PRYWATNEJ korespondencji! to nieetyczne, niewychowacze i po prostu niekulturalne! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: studentka Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.06, 19:57 aaa i w poprzedniej wypowiedzi zgubilam "r" w slowie "rzeczy" przepraszam i pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mario Niełatwo być mamą studentki... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.06, 19:57 kobieto ty normalna nie jesteś idz się leczyć, choć dla Ciebie jest już za późo "Pernamentna inwigilacja" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: polski kibol Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.sth.sze.hu 09.10.06, 20:00 Wscibska raszpla z ciebie a nie mama studentek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dojrzała mama Re: Niełatwo być mamą studentki... IP: *.icpnet.pl 09.10.06, 20:10 To straszne co pani pisz jestem mamą studentki 2 roku i nie wyobrażam sobie abym ją musiała kontrolowac.Napewno nauka pod presją nic nie da .Dziecko dorose musi samo chcieć się uczyć w ściśle określonym celu. Przecież to jej przyszłe życie. Jak maja dorosnąć jak pani je kontroluje. Jak mają być samodzielne i odpowiedzialne za siebie . Jestem przerażona i zniesmaczona pani zachowaniem. pozdrawiam z nadzieją ,że wszystkie mamy takie nie są Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dziad Chyba zartujesz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.06, 20:33 Jak to wyjdzie to one straca calkowicie zaufanie do Ciebie! Odpowiedz Link Zgłoś