Gość: ekaterina
IP: *.chello.pl
15.10.06, 00:20
Mam dylemat i chcę poznać Waszą opinię na ten temat. Czy uważacie, że możliwa
jest przyjaźń, czy jakakolwiek inna bliska relacja między studentką a
wykładowcą/asystentem, wykluczając oczywiście romans, bo nie to mam na myśli?
W zeszłym roku miałam zajęcia z kimś, kto bardzo ujął mnie swoją osobowością i
kogo chciałam bliżej poznać. Na konsultacjach miło nam się rozmawiało,
atmosfera między nami była dość przyjacielska. Teraz już nie mam okazji się z
nim spotykać i nie mam też pretekstu, żeby pójść pogadać, a strasznie mi tego
brakuje. Jednak boje się, że próba nawiązania jakiejś prywatnej relacji będzie
przez niego, i pewnie zresztą moich znajomych również, odebrana stereotypowo -
albo jako romans, albo jako próba wpłynięcia na swoje "wyniki w nauce" (mimo,
że nie mamy już razem zajęć). Zaznaczam, że jest to osoba niewiele ode mnie
starsza i w sumie dość atrakcyjny facet ;) ale ja jestem już zajęta i ani
myślę zdradzać swojego ukochanego. Czy to bardzo naiwne, liczyć na przyjaźń
albo chociaż rozmowę, bez podtekstów i zobowiązań?