Fenomen studiów zaocznych

    • Gość: zaoczna Re: Fenomen studiów zaocznych IP: 193.111.166.* 21.11.06, 10:52
      nie dla wszystkich studia zaoczne sa lepsze. kij ma dwa konce: zaoczne wtedy,
      kiedy musisz sie usamodzielnic, pojsc do pracy, zacząc utrzymywać samego
      siebie, pomoc rodzinie. W zwiazku z tym zdobywasz doswiadczenie juz w trakcie
      studiów, przystosowujesz sie do zycia samodzielnego wczesniej. To wszystko nie
      znaczy ze studia dzienne są gorsze. Mozna miec przecież praktyki, staże,
      dodatkowo wybierać zajęcia, na które zaoczni nie mają czasu. przy tym wszystkim
      dzienni mają jeszcze wiecej czasu na przyjaciół, mniej stresu zwiazanego z
      pracą. Zaoczni muszą szybko nauczyć radzić sobie z mała iloscią czasu na naukę,
      i pewnie mozna by tak wymieniac bez konca. duzo pewnie tez zalezy od
      specjalizacji, kierunku. Nie mozna wiec uogólniać - jak zawsze.
      • Gość: student Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.06, 11:03
        ja studiowałama i dziennie i zaocznie. Jedno i drugie wspominam bardzo dobrze.
        Dzienne za tą beztroskę i mnóstwo wolnego czasu i tak bite trzy lata.Potem
        przenioslam sięna dwalata na studia zaoczne, znalazłam dobrą pracę, która
        bardzo pomogła mi w nauce(praca mocno zwiazana z kierunkiem studiów- jedny
        słowem teoria w szkole praktyka na co dzień). Jedno wiem na pewno, że tylko
        studia zaoczne pozwolą nam szybciej rozwinąć swoją pracę zawodową bo nie tylko
        się uczymy ale i pracujemy i zdobywamy więcej doświadczenia niż na dziennych
    • Gość: ala_ska Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.06, 11:00
      Szkoda słów. Jako 20letnia studentka 3roku stacjonarnego prawa na uczelni
      państowoej, mająca 27godzin zajęc tygodniowo plus dwa dni prakty (bezpłatnych z
      założenia) w kancelarii, w weekendy dorabiająca do "kieszonowego" za barem, nie
      mająca wakacji od 3lat (w końcu na te "bezpłatne" studia też trzeba zarobić, a
      za komplet podr i kodeksów w tym semestrze do dnia dzisiejszego zapłaciłam
      blisko 1tys złotych), dziękuje wam bardzo za posty... ZAOCZNE GORA! DZIENNI DO
      ŁOPAT! Leniwe... <kluchy> NIEROBY NA UTRZYAMNIU RODZICOW! ZERUJACE NA PANSTWIE!
      och! Jak łatwo Polakom idzie dyskwalifikowanie wszystkich i wszystkiego!
      Pozwolicie jednak, ze zostane na studiach dziennych :) i potem w pracy bede
      podwala husteczki zamazgajonym studentkom, ktore natlok pracy przerasta - bo
      kto to widzial wstawac codziennie? zostawac po godzinach? poswiecic noc na
      pisanie czy przeszukiwanie lexa i legalisa? nie pojsc na fitnes bo termin w
      sadzie (sytuacja autentyczna)? przeciez tego nie bylo na wykladach, nie?

      Pozdrawiam z biblioteki, nic-nie-robiaca-studentka
      Alicja
      • Gość: kamik Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.unregistered.net.exatel.pl 21.11.06, 11:05
        boze co idiotka
        • Gość: wacek Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.chello.pl 22.11.06, 00:55
          taaa, współczesna siłaczka ;)
    • Gość: ZK Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.crowley.pl 21.11.06, 11:25
      a w reklamy proszku vizir tez pewnie wierzysz
      naiwniak, buhahah
    • Gość: crazy Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.u.mcnet.pl 21.11.06, 11:38
      Nie poruszyl tu nikt jeszcze takiej kwestii ze aby rozpocząć studia dzienne
      należy miec mniej niz 26 lat. Co mają zrobić osoby uzupełniające wykształcenie
      i podnoszące swoje kwalifikacje zawodowe po 30-ce na przyklad. Aby byc
      atrakcyjnym na rynku pracy trzeba się ksztalcic caly czas. W niektórych
      przypadkach zaoczne studiowanie jest jedyna mozliwościa.
      • Gość: Morelka Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.06, 17:30
        A jak wytłumaczysz to, że u mnie w grupie jest dziewczyna, 32letnia?! A
        studiujemy razem dziennie.
    • Gość: Ania Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.06, 11:53
      Ja studiuję na państwowej uczelni i na moim kierunku nie ma studiów zaocznych.
      Są natomiast studia wieczorowe, z tym, że od dziennych różnią się jedynie
      nazwą, a także tym, że zajęcia odbywają się od 12:00 (na I i II roku, później
      zaczynają się studia indywidualne i każdy wybiera zajęcia, które go interesują
      w godz. 8-20). Wszystkie egzaminy, kolokwia i zaliczenia są jednakowe. Na
      studia dzienne było się dość ciężko dostać (18 os na miejsce), na wieczorowe
      łatwiej, ale później wszystkim stawiane są jednakowe wymagania i uważam, że to
      bardzo dobre wyjście. Możliwości pracy są ograniczone i dla dziennych
      i "wieczorowych"-w końcu wszyscy mają zajęcia rozrzucone między 8 a 20. Raczej
      wątpię, by ktokolwiek pracujący 40 h w tyg był w stanie opanować materiał z 1
      czy 2 roku, jest to po prostu nieosiągalne czasowo (chyba, że dostawałby
      dokładne streszczenia tekstów, ale przyswojenie ich i zrozumienie i tak zabiera
      czas, poza tym kiedy napisałby wymagane raporty i analizy zbiorów danych? w
      pracy?). Nie chcę się wypowiadać o poziomie studiów zaocznych 'w ogóle', gdyż
      nie ma to sensu. Na pewno występuje zróżnicowanie w zależności od uczelni,
      kierunku, roku. CO do moich doświadczeń-moi najlepsi znajomi studiują zaocznie,
      mają dobrze płatne prace, ale wszyscy oni traktują studia jako "zło konieczne",
      które nie daje odpocząć po tygodniu pracy, kosztuje, ale jest niezbędne, by
      podnieść swoją pozycję zawodową (dodam, że studiują zaocznie na uczeniach
      prywatnych). Z ich opowieści wynika, że większość studentów, z którymi się
      stykają myśli tak samo-zaliczyć najmniejszym kosztem. Podobno jedyne osoby, po
      których widać, że chcą się czegoś nauczyć, są w wieku 45-50 lat i poszli na
      studia dla własnej satysfkacji.
    • Gość: Monia Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.oracle.co.uk 21.11.06, 12:05
      mysle, ze wiekszosc ludzi idzie na studia wieczorowe bo w wiekszosci sa
      bezplatne, a poza tym mozna jeszcze nacieszyc sie zyciem studenckim
      • Gość: wacek Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.chello.pl 22.11.06, 00:56
        nie słyszałem jeszcze o wieczorowych bezpłatnych studiach
    • Gość: puk Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.06, 12:11
      Studia zaoczne - test wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Wychodząc o 20:50
      po 13 godzinach zajęć (dwa dni co tydzień)nie wiem jak się nazywam, kto do mnie
      mówi, tracę kontakt z własnym ciałem. I ta natrętna myśl :"Jutro na 8 do
      roboty".
    • nauma Re: Fenomen studiów zaocznych 21.11.06, 12:19
      Studiowałem tak i siak.
      Dziennie prawo na UW, a potem w cyklu sobotnio-niedzielnym ekonomię na
      prywatnej uczelni. Mam więc porównanie.
      Studia dzienne - zapieprz (jak to na prawie), dorabianie korepetycjami, trochę
      pomocy rodziców i tak naprawdę... słodkie dzieciństwo :) Potem stwierdziłem, że
      prawnikiem nie będę i przerzuciłem się na ekonomię - lecz musiałem iść do
      pracy. Zasuwanie poniedziałek-piątek, a potem zajęcia (dwa weekendy pod rząd
      zajęć i weekend wolnego). Szkoła w sumie marna, ale znalazło się paru ciekawych
      wykładowców. Osobiście uczyłem się połowy rzeczy dla przyjemności i
      zaspokojenia własnej potrzeby wiedzy, połowę traktowałem jako przykry obowiązek
      służący zdobyciu papierka. Sporo ludzi (studentów) było na zaocznych na
      poziomie II klasy liceum, ale na szczęście znalazło się też sporo
      inteligentnych ludzi, którzy chcieli się czegoś nauczyć. I właśnie te osoby
      brały udział w zajęciach nie ograniczając się do zapisywania i dłubania w
      nosie. Czasem jednak i ja, i ci inni "chcący" po całym tygodniu harówki byliśmy
      tak zmęczeni, że nie dało się aktywnie brać udziału w zajęciach. I tu jest pies
      pogrzebany. Jak wykładowca jest dobry, to zaocznych i dziennych będzie uczyć
      tak samo dobrze, zaś dobrzy zaoczni nadrobią w domu to, co dzienni robią na
      zajęciach. Jednakże zaoczni:
      a) mają mniej czasu od dziennych (z których masa nie pracuje);
      b) są bardziej zmęczeni na zajęciach;
      c) wśród nich są większe ilości zwykłych kretynów, z reguły poprzestających na
      licencjacie i po studiach nie odróżniający podaży od popytu.
      Nie ma czegoś takiego jak studia dzienne lub zaoczne LEPSZE z definicji. To
      zależy w 80% od studentów, w 10% od wykładowców i w 10% od zakresu materiału.
    • kania_kania Re: Fenomen studiów zaocznych 21.11.06, 12:29
      Sprawa imo, jest prosta.

      Przede wszystkim studia to nie szkola srednia. Ludzie sa tu starsi, jesli ktos
      decyduje sie na studia zaoczne (platne) to przewaznie pracuje lub po prostu nie
      ma mozliwosci uczeszczac na studia dzienne. Ludzie majacy juz jakies dorosle
      zycie sa przewaznie bardziej odpowiedzialni, wiecej wagi przywiazuja do dobrego
      wykonania swoich zadan, no i do tego, zeby nie tracic SWOICH pieniedzy.

      Jacy sa licealisci - wszyscy wiemy, bylismy licealistami :)

      Ja akurat konczylam liceum zaocznie, ale mialam DUZA motywacje zeby sie uczyc,
      urodzilam syna i nie chcialam zeby jego mama byla niedouczona panienka. Pozniej
      poszlam na studia, jedne i drugie. Zaoczne oczywiscie. Praca i opieka nad
      dziecmi (w miedzy czasie pojawila sie corka) wymaga czasu.

      Dlaczego ludzie wala drzwiami i oknami na stduia dzienne? Przede wszystkim
      dlatego, ze na panstwowych uczelniach studia dzienne nie wymagaja ponoszenia
      oplat. Wciaz mamy wiele rodzin, ktorych nie stac na oplacanie dzieciom
      prywtanych studiow, a wiem, jak sa one kosztowne, bo konczylam prywatne, nie
      najtansze uczelnie. Innym powodem jest to, ze na dziennych mimo wszystko jest
      czas na to, zeby pojsc na impreze. Rozklad dnia studentow dziennych nie
      uwzglednia pracy, opieki nad dziecmi. Wiec mimo, ze maja wiecej godzin zajec -
      maja wiecej czasu na dzialanosc imprezowa. Mieszkanie w akademiku dla wielu osob
      tez jest atrakcja :)

      Przyklady moznaby mnozyc. Z wielu zrodel dostawalam zawsze informacje, ze
      studenci zaoczni sa lepiej zorganizowani i silniej zmotywowani do nauki niz
      dzienni. Nawet na mojej uczelni, gdzie placi sie za wszystko (uczelnia prywatna)
      prowadzacy zajecia widza roznice miedzy dziennymi i zaocznymi.

      Kania
      • e_mka1 Re: Fenomen studiów zaocznych 21.11.06, 13:19
        Wydaje mi się, że ta dyskusja jest niepotrzebna. Wszystko zależy od studenta,
        czy chce się czegoś nauczyć, czy nie. Wiadomo, że na zaocznych studiach jest
        mniej godzin, mniej materiału itd., ale zainteresowana osoba zawsze może
        doczytać. Wszystko zależy od dociekliwości studenta. Ja jestem studentką
        zaoczną i na dodatek studiowałam z przerwami, tzn. między licencjatem a
        studiami uzupełniającymi miałam prawie 3 lata przerwy. Tytuł magistra zdobędę
        pewnie w okolicach 30-tki. Ale nie czuje się z tym gorsza od 24-letnich
        magistrów po studiach dziennych. Wręcz przeciwnie. Mam bardzo dobrą
        ustabilizowaną sytuację zawodową. 8 lat doświadczenia, w tym 6 lat w zawodzie,
        a od 2 lat jestem główną księgową w dośc dużej spółce. Studia to tylko dodatek.
        Bardziej przydaje mi się na studiach moja wiedza zdobyta w pracy, niż
        odwrotnie - chociaż kilka pomysłów i inspiracji do pracy wyniosłam z wykładów,
        a raczej z dyskusji po wykładach z profesorami ;-) Na studiach jestem dobrą
        studentką, otrzymuję stupendium naukowe, które ma dla mnie charakter bardziej
        prestizowy niż dochodowy, bo na swoją sytuacje finansową nie narzekam. Mimo, że
        powodem dla ktorego nie poszłam na studia dzienne, był własnie brak pieniędzy,
        pochodze z bardzo biednej rodziny i wszyscy oczekwiali że po LO pójde do pracy
        i wspomoge domowy budżet. Mój przyszły mąż (za miesiąc wychodze za mąż!!!)
        skończył architekture w wieku 24 lat dziennie, a potem dziennie wydział
        elektryczny na politechnice. I tak naprawde dopiero teraz zaczyna na poważnie
        prace, ma 28 lat. Projektuje systemy oświetleniowe dla firm, sklepów, mieszkań.
        Jest w tym niesamowicie dobry m.in. dzięki wiedzy zdobytej na dwóch uczelniach
        na których studiował dziennie. Jak widać każdy może pójść inną drogą, liczy się
        efekt!!!
    • Gość: nauczyciel Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.p.lodz.pl 21.11.06, 12:31
      Szanowni dyskutanci, mam doświadczenie zarówno ze studentami dziennymi jak i
      zaocznymi na wyższej uczelni technicznej (państwowej). Prowadzę również co roku
      prace dyplomowe. Choć miałem w ostatnich trzech latach miałem 12 dyplomantow
      zaocznych (jak widzicie nie jestem zwolennikiem odwalania prac na ilość) i
      żaden, dosłownie żaden, z nich nie mógł się pochwailić choćby średnią
      znajomością języka angielskiego, co w dzisiejszych czasach dla inżyniera
      powinno być oczywiste. Na studiach dzienych przynajmniej połowa całkiem nieźle
      zna ten język, a ilość władających całkiem dobrze angielskim z roku na rok
      rośnie.
      Jaki stąd wniosek? Wasze peany na cześć zaocznych są mocno przesadzone, a
      szczególnie zadziwia mnie pracodawca, która tak przepada za absolwentami
      studiów zaocznych. Naprawdę uważam, że niestety większość absolwentów zaocznych
      nie jest lepiej wykształconych niż dziennych. A jeśli są wyjątki, to tylko
      potwierdzają regułę.
    • Gość: inż. Mruwnica Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.11.06, 12:35
      Logika wypowiedzi niektórych tutaj jest lekko dziwna... Wygląda mniej więcej tak:

      A mówi: X jest często lepsze niż Y
      B mówi: Nieprawda, ja mam tylko Y i jest świetne.

      Jedno zdanie dwa błędy logiczne.
    • piss.doff Re: Fenomen studiów zaocznych 21.11.06, 12:51
      zaoczne studia maja sie tak do dziennych jak seks z druga osoba (zaleznie od
      upodoban) a ze soba.

      zadne gardzenie tylko stwierdzenie: studia wieczorowe to zart w porownaniu z
      dziennymi. Nie mogles skonczyc dziennych, moze skonczysz wieczorowe i bedziesz
      myslal ze masz dzienne.

      Pisze tam jakis tzw 'pracodawca' ze on wybiera zaocznych. A ja wybieram
      chlopcow i g. mu do tego, taka glupia gadka ;ja zatrudniam'. Pracodawca ze
      skladu butelek...Jedyny pracodawca na swiecie. Ja zatrudniam samych alkoholikow
      bo to ludzie ktorzy wiedza jak opic kazda sprawe.

      Masz szanse postudiowac dziennie to lepiej niz oszukiwac sie ze skonczyles
      zaoczne i to jest to samo.

      Do tego rozgranicz: wieczorowe, zaoczne i korespondencyjne. Korespodencyjne to
      zart, zaoczne to pomylka a wieczorowe to namiastka.
    • Gość: michal_glasgow Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.net.strath.ac.uk 21.11.06, 12:52
      pieprzysz az zal czytac
    • Gość: A. co do doświadczenia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.06, 12:55
      Co do doświadczenia, o którym wspominają studenci zaoczni, to chyba nie chodzi
      o doświadczenie w pracy roznosiciela ulotek, pizzy, sprzedawcy, kelnera,
      barmana, na infolinii itp? Pracując w takich miejscach zdobywa się środki na
      edukację i życie, ale raczej specjalnie nie rozwija się zawodowo. Latem
      pracowałam w biurze obsługi klienta i po 2 dniach nauki robiłam wszystko to, co
      stali pracownicy-studenci zaoczni + pomagałam w tłumaczeniach, nie mówiąc już o
      pracy w sklepie, którą miałam okazję podjąć kilka lat temu. Dużo zatem zależy
      od miejsca pracy. Powiedzmy, że ktoś kończy studia inżynierskie, czy
      potencjalny pracodawce będzie zainteresowany tym, że pracował on jako barman w
      Pubie X?
    • Gość: gosc Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.11.06, 13:03
      to żaden fenomen. sama jestem na studiach zaocznych i jednocześnie pracuje, ale
      nie moge powiedziec, że żaluję albo nie, że nie poszłam na studia dzienne. taki
      był mój wybór.
      ale co chcialam powiedzieć: ukończenie studioów dziennych nie kwalifikuje
      takiej osoby to uważania się za mądrzejszą, bystrzejszą.....(w kropeczki wstaw
      miejsce na dowolne epitety). z pewnością studia zaoczne mają mniej szans na
      przekazanie wiedzy z oczywistych względów. pracuję w zagranicznej firmie
      świadczącej usługi księgowe dla klientów, zarówno polskich jak i zagranicznych
      i byly u nas dwie panny po dziennym SGH. Z przykrościa musze stwierdzić, że nie
      nadawaly sie do niczego, a wiedza zdobyta na studiach nie pomogła im w
      zaksięgowaniu prostego wyciągu bankowego. po 3 miesiącach ich juz nie było.
      obrzucacie się kalumniami i prześcigacie w zachwalaniu, czyje studia sa lepsze.
      a życie pokazuje, że studia, niezależnie od tego, czy sa dzienne, czy sa
      zaoczne, w pracy zawodowej i tak nie sa w pełni wykorzystywane, tu się liczą
      inne cechy i najwięcej doswiadczenia zdobywa sie głownie w pracy, czynnej
      zawodowej pracy, a nie na studiach.
      pozdrawiam:)
    • Gość: Wojtek Re: Fenomen studiów zaocznych IP: 195.66.68.* 21.11.06, 13:41
      ad 1 bo są płatne a dzienne na koszt podatników (czyli "zaocznych" też)
      ad 2 bo uczą się na nich z własnej woli a nie z woli rodziców.
    • Gość: Tomek Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.aster.pl 21.11.06, 14:26
      A ja studiowałem na zaocznych i nie mogę powiedzieć aby poziom zdecydowanie
      odbiegał od dziennych. Porównywałem ilości godzin tygodniowo z dziennymi i
      różnica wynosiła 4h. Jak się potem okazało te 4h to był WF-2h i przedmiot
      obieralny ("na zaliczenie") 2h. Najpierw była to psychologia albo filozofia -
      sam już nie pamiętam- a potem nie wiem bo przestałem się interesować. Dodam
      jeszcze ,że to była Politechnika i te przdmioty były marginalne, taki
      wypełniacz czasu poprostu. Zajęcia odbywały się 3 dni kazdego tygodnia bez
      wyjątku. Czy zatem mam czuć się 3 albo 4 razy gorzej wykształcony od tych
      dziennych?
      Poza tym faktem jest też ,że przez ten czas nieprzerwanie pracowałem, może nie
      w zawodzie,ale teraz wiele osób nie pracuje w zawodzie. Przynajmniej nabrałem
      pokory , otrzaskałem się i zrezygnowałem z roszczeniowego podejscia do życia co
      długo jeszcze obserwowałem u tych po dziennych studiach. A jakie było ich
      rozczarowanie w konfrontacji z rzeczywistością.... szkoda gadac.
      • Gość: tzetze Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.chello.pl 21.11.06, 14:29
        No to jestes wyjatkiem i trafiles na dobre studia zaoczne bo zwykle to jest
        jednak tragedia
        • Gość: xxxx Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.06, 14:40
          Moja koleżanka kończy zaoczną magisterkę na piątkach , dzisiaj napisała tak:
          pracownik wrucił do pracy.Ładnie.
    • Gość: nulka_50 Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.who.vectranet.pl 21.11.06, 14:46
      Nie da się ukryć, że liczba godzin na studiach zaocznych i dziennych nie jest
      taka sama. O niczym to jednak nie świadczy. Materiał trzeba bowiem opanować w
      takim samym stopniu. Studiuję zaocznie, zjazdy mam co tydzień (jedyne wolne
      weekendy na okoliczność większych świąt takich jak np. Boże Narodzenie), od
      poniedziałku do piątku pracuję, po pracy pędzę do biblioteki żeby mieć z czego
      uczyć się kiedy już dotrę do domu. Wydaje mi się, że doceniam swoje studia
      znacznie bardziej od studentów dziennych, ponieważ sama musiałam na nie
      zapracować. Zaś co do bogatszego życia studenckiego na dziennych: dzienni mają
      na nie po prostu więcej czasu. Nie znaczy to jednak, że zaoczni nie mają życia
      towarzyskiego. Wszystko da się ze sobą pogodzić. Zwłaszcza, że na studiach
      zocznych, tak jak na dziennych, można spotać ludzi o podobnych
      zainteresowaniach i poglądach.
    • Gość: Kraw Re: Fenomen studiów zaocznych IP: 193.138.110.* 21.11.06, 15:17
      Studia dzienne są niczym innym jak przedłużeniem dzieciństwa z liceum,
      większość ludzi idzie na dzienne bo wierzy, że jeśli skończą uczelnię z 5 to
      dostaną dobrą pracę i o nic nie będą musieli się martwić, Prawda jest taka że o
      sukcesie nie decyduje jakiś papierek z uczelni bo człowiek po studiach
      dziennych ma zero doświadczenia w zawodzie i dopiero w wieku około 26 lat
      stawia pierwsze kroki w pracy...
      Ja jeszcze nie skończyłem studiów (absolutorium licencjackie) a już od 3 lat
      pracuje w banku i wiem że do osiągnięcia sukcesu potrzebne jest coś więcej niż
      tylko dobre oceny - bo na uczelniach niczego nie uczą - to życie weryfikuje
      ludzi....
      a co do drugiego pytanie czemu licea zaoczne nie są lepsze - bo w liceum
      człowiek jest dzieckiem natomiast żeby stać się dorosły musi nauczyć się
      pracować i to czym szybciej tym lepiej ,....
      • pistacchio Skonczylam i studia dzienne i zaoczne 21.11.06, 15:56
        Skonczylam i studia dzienne i zaoczne. Po kierunku dziennym mam solidne
        przygotowanie i wieku 27 lat spore dosciadczenie.
        Podjelam studia zaoczne bo chcialam robic cos wiecej i umiec cos wiecej.
        Stracilam 5 lat ,mase weekendow, czasu i pieniedzy na dojazdy a praktycznie nie
        mam z tego nic. Wiedze mam mizerna, praktyki zero nie liczac pracy
        magisterskiej.Szukam pracy w tym kierunku, ale za pracowitosc, ambicje i
        papierek jeszcze nikt dobrej pracy jeszcze nie dostal.
        • Gość: bardNOWEJery dzienni kompleksiarze IP: 195.20.110.* 21.11.06, 16:07
          prawda jest taka, że taka napinka studentów dziennych wynika z kompleksów,
          uczy się taki 5 lat, dzielnie znosi kolejne wykłady, dostaje prace
          i okazuje się, że zatrudnia go koleś w jego wieku po zaocznych zarabiający 3
          razy większą kasę. Student dzienny nie zastanawia się wtedy, że wynika to tylko
          z tego, że na wstępie w swoim CV wpisuje:
          5 lat dziennych + (w wakacje zbierałem truskawki), kiedy jego kierownik po
          zaocznych ma już 6 lat kariery w instytucjach od pomywacza zaczynając, i że nie
          jest to wina żadnego układu tylko stwierdzonych w warunkach szarej
          rzeczywistości umiejętności.
          Ci z najmniejszymi fiutkami zawsze mówią o tym, że mają dużego - podobnie jest
          ze studentami dziennymi i trybem ich studiów.
          rzekłem
          • Gość: Barakuda "dzienni kompleksiarze"? IP: *.aster.pl 21.11.06, 16:37
            Popieram kolegę Mondego w jego poglądach (dotyczących jednostek). Dlatego
            chciałem trzy słowa skierować do bardaNOWEJery:

            Wałśnie zademonstrowałeś swą wyższość wobec mających kompleksy studentów
            dziennych. Popisałeś się nią niczym paw ogonem, łażąc wokół samicy. Brawo!
            Naprawdę pokazałeś dziennym siusiaczkom gdzie ich miejsce!

            Widać, żeś człowiek pozbawiony stereotypów i kompleksów. Zapewne po wciśnięciu
            "wyślij" Twój fiutek poczuł się dużo lepiej.

            Pozdrowienia ;)
            • Gość: Barakuda "dzienni kompleksiarze"? IP: *.aster.pl 21.11.06, 16:43
              Acha, jeszcze jedno. Podjąłem dzienne studia w wieku lat 23. Wcześniej
              studiowałem zaocznie i pracowałem (min. w tartaku). Nie czuję się od nikogo
              gorszy, nie czuję się lepszy. Za to mój najlepszy przyjaciel podjął pracę, gdy
              tylko po maturze zaczął dzienne studia. Skończył je rok temu, mając w CV zarówno
              dyplom Uniwersytetu Warszawskiego jak i 5 lat doświadczeń w kilku firmach i
              instytucjach rządowych. Znalazł pracę bez problemu
        • Gość: Mondego Zaoczne vs. Dzienne vs. Wieczorowe IP: *.aster.pl 21.11.06, 16:30
          Ja jestem zdania, że bardzo wiele zależy od człowieka. Studiuję kierunek, na
          którym studenci dzienni i wieczorowi chodzą na te same zajęcia, grupy są
          wymieszane, a różnica między jednym trybem a drugim jest taka, że wieczorowi
          płacą. Nikt nie wybierze u nas opcji wieczorowej, mając możliwość wejścia na
          dzienne, ponieważ "wieczorowych" rekrutuje się z niższych pozycji tej samej
          listy rankingowej (po egz. wstępnym). Widzę zarówno wieczorowych jak i dziennych
          studentów, którzy są kompletnymi nieukami i obibokami ("wieczorowym" też często
          bogaci rodzice finansują studia, więc nie muszą pracować).

          Sam studiuję na dziennych studiach (piąty rok). Zacząłem pracować już na
          pierwszym roku, żeby moich rodziców nie obciążać nadmiernymi wydatkami. Z racji
          tego, że jestem filologiem, szybko zacząłem pracować w zawodzie i za niezłe
          pieniądze, ale żeby utrzymać się w Warszawie, musiałem pracy poświęcić wiele
          czasu. Mimo tego, udało mi się otrzymać stypendium za wyniki w nauce.

          Nie chcę się tutaj przechwalać, chodzi mi tylko o to, że często na dziennych
          studiach są ludzie, którzy również pracują (u mnie na osobę, która nie pracuje
          nigdzie raczej spogląda się jak na raroga). Dlatego nie zgadzam się z
          twierdzeniem, jakoby dzienne studia wychowywały tylko maminsynków, którzy wciąż
          wiszą na pępowinie.

          Ponadto, studia, na których się znalzłem, nauczyły mnie myśleć i analizować,
          właściwie podchodzić do trudnych zagadnień, gospodarować czasem i szukać
          potrzebnych informacji. Nie uważam, żebym w tym względzie był gorszy od studenta
          zaocznego, tylko dlatego, że jest studentem zaocznym. Czasem trudno jest mi
          również przyjąć wytłumaczenie, że jest się na studiach zaocznych, bo na
          dziennych nie można zarobić na życie. Chociaż różnie bywa na różnych kierunkach,
          uważam, że można. Potrzeba tylko chęci i pracowitości.

          Zapewne inaczej mówiłbym, mając (powiedzmy) żonę i dziecko. Nie mam. Nikt nie
          kazał mi się żenić, więc tego nie zrobiłem. (Proszę mi tu nie wyjeżdżać z
          "wyższą koniecznością" - "wpadka" jest błędem, za który później trzeba zapłacić.
          Zawsze można było wypić szklankę wody zamiast.)

          Podsumowując: jako człowiek wolny miałem dość czasu by studiować trybem dziennym
          i nie pasożytować na rodzicach, czyli pracować. Nie wypowiadam się negatywnie o
          studentach wieczorowych ani zaocznych, bo - jak już powiedziałem - poziom wiedzy
          w znacznej mierze zależy od tego, czy ktoś chce czy nie chce ją zdobywać.
          Wypowiadam się negatywnie tylko o ludziach, których kompleksy zmuszają do
          obrzucania inwektywami tego, kto jest inny (i jestem tu sprawiedliwy - nie
          obchodzi mnie wyznanie, kolor skóry czy rodzaj podejmowanych lub nie
          podejmowanych studiów). Nie pozwolę nikomu by mówił, że ja leniowałem i miałem
          rzeczy zawsze podawane na tacy, a on/ano musiał/a charować.

          Chciałbym również zauważyć, że szanuję bardzo osoby, które podejmują dzienne
          studia na kierunkach bardzo "czasożernych" (np. medycyna) lub studiują dwa
          kierunki naraz. Nawet jeśli ktoś inny uzna ich za "maminsynków z nieodciętą
          pępowiną" ja uważam, że trzeba być człowiekiem konkretnego formatu, żeby podjąć
          się takiego wysiłku. Podobnie szanuję ludzi, którzy wybierają karierę naukową i
          zostają na uczelni. Ci "maminsynkowie" robią to między innymi po to, żeby nasze
          dzieci mogły zdobyć wyższe wykształcenie. Więc od nich, bracia, wara.

          A ogólnie to pozdrawiam wszystkich, Bóg z Wami, peace on Earth i make love not
          war...
    • Gość: Aleksiej Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.crowley.pl 21.11.06, 17:07
      Po prostu żaden człowiek się nigdy otwarcie nie przyzna że jest miernotą i w
      obronie dobrego image'u będzie nawet zaprzeczał tak oczywistemu faktowi jak ten
      że na studiach dziennych ludzie uczą się 3 razy tyle. W obronie swojego stylu
      życia wymyślają jakieś niestworzone rzeczy o tytanach pracy co to chyba od
      dziecka pracowali (jakieś urban legend raczej)
      • Gość: Bałagan Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.pam.szczecin.pl 21.11.06, 17:20
        Jako że miałem niewątpliwe szczęście ukończyć jedne studia dzienne, zacząć
        drugie dzienne i w międzyczasie studiować trzeci kierunek zaocznie, moge śmiało
        powiedzieć że na dziennych jest ciężej niż na zaocznych. jasne, ktoś chce sie
        nauczyć, to bez względu na to jaki tryb wybrał to pewnie mu sie uda. Kwestia
        tylko że jak sie nie chce uczyć to na zaocznych sie prześliźnie bez większego
        problemu, tam sie studentów raczej nie wyrzuca. na dziennych wylecieć bardzo łatwo.
        Poza tym studia kończe juz za rok, po 6 latach brania kredytu, co daje mi na
        starcie po skonczeniu studiow 30000 dlugu. 600 kredytu na miesiac to troche malo
        wiec dorabialem co wakacje. prosze mi nie wmawiać że sie nie da. studiuje poza
        miejscem zamieszkania.
    • Gość: yeellow pare lat temu na SGH wystarczylo proste porownanie IP: 194.7.114.* 21.11.06, 17:08
      podrecznik do ekonometrii dla studentow zaocznych byl mniej wiecej polowa
      podrecznika dla studentow dziennych (ta latwiejsza polowa w dodatku). W tym
      czasie rektor (ekonometryk) mowil oficjalnie, ze program jest taki sam :). Taki
      marketing. Wykladowcy i cwiczeniowcy od ekonometrii (akurat sie zaliczalem)
      wiedzieli swoje. I widzieli roznice.

      Ciekawy jestem, czy dzisiaj polapali sie juz i podreczniki sa takie same, czy
      wciaz mozna czarno na bialym zobaczyc roznice?

      Ale oczywiscie sa dobrzy studenci na wieczorowych i sa zli na dziennych. Jednak
      faktem jest, ze wiecej mozna sie nauczyc studiujac dziennie, jezeli sie chce.
      To jest oczywiste. Problem w tym, czy ta wiedza przyda sie potem w pracy.
      Czesto nie. I dlatego zaoczni moga tutaj triumfowac. Ale doswiadczenie zawodowe
      to nie wszystko i pewne braki z czasem wychodza. Ale nie zawsze skutkuja nizsza
      pensja, wiec sa bagatelizowane albo niedostrzegane.
    • Gość: ola Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.sds.uw.edu.pl 21.11.06, 17:56
      eee , tam -dzienne bez porównania lepsze i nie ma się co oszukiwać.
      Ja skończyłam niestety zaoczne ( miałam jednak szansę uczestniczyć w zajęciach
      dziennych) i tak szczerze pisząc jeśli nie muszę to się nie chwalę, że
      studiowałam w tym trybie. nie ten prestiż...
      co do wymagań-u mnie na uniwerku zawsze wymagano od nas tyle, co na dziennych
      (albo więcej;-).
      do tej pory żałuję po tysiąckroć, że nie studiowałam normalnie-cóż, człowiek
      młody i głupi :-(
      i taki mamy fenomen :-)
    • Gość: :) Re: Fenomen studiów zaocznych IP: 83.2.8.* 21.11.06, 20:08
      Ogromny szacunek dla ludzi studiujących zaocznie i pracujących, a do tego
      mających swoje rodziny (i dzieci). Osobiście skończyłam trzy kierunki
      techniczno - przyrodnicze trybem zaocznym. Pracuję od momentu zdania matury i
      jestem z tego dumna. Cieszyło mnie, Ze gdy inni moi rówieśnicy ucząc nie mieli
      5zł, ja skromnie ale za swoje studiowałam. Prawdą jest też, że niekiedy ludzmi
      kieruje lenistwo bo wstac rano do pracy lub na zajęcia w przypadku studiów
      dziennych nie ma się ochoty. No i najważniejsze: kierunek odgrywa szalenie
      istotną role. Chyle czoła do wszelkich nauk ścisłych, przyrodniczo- medycznych
      i wszelkich tych, które wymagają wielu lat poświęceń.
      • avionetka82 Re: Fenomen studiów zaocznych 21.11.06, 21:00
        Rozmowy na temat, które studia są lepsze toczą się od dawna. Ja nie będę negować
        "prestiżu" studiów dziennych, ale też nie zamierzam zepchnąć na dalszy plan
        studiów zaocznych. Nie będę też głosić, które studia - państwowe, czy prywatne,
        są dobre, a które złe. Wszystko bowiem jest względne.
        Studiowałąm zaocznie, na prywatnych studiach - poziom był bardzo wysoki (miałam
        szczęście, poziom musiał być wysoki, bo uczelnia jest jeszcze przed opinią
        Państwowej Komisjii Akredytacyjnej). Jednakże program, który mieliśmy na
        studiach zaocznych, był identyczny, a czasem i wyższy niż ten na studiach
        dziennych (oni mieli dodatkowy język obcy oraz w-f, ale nas traktowano jako
        osoby które naprawdę chcą zdobyć wiedzę, bo 99% z nas pracowała, połowa miałą
        rodziny i dzieci, a co za tym idzie, niewiele czasu. Nam bogaci rodzice nie
        płacili za dzienne studia...).
        Teraz studiuję na państwowej uczelni (uniwersytet), również zaocznie, gdyż w
        takim trybie prowadzone są studia II stopnia. Poziom jest nieporównywalnie
        wyższy od tego, który był na studiach licencjackich. Widzę teraz różnicę między
        studiami prywatnymi a państwowymi. Ale nie w tym rzecz...
        Nawiązując do głównego tematu dyskusji odpowiem, że gdybym miała wybierać
        jeszcze raz między studaiami dziennymi a zaocznymi, wybrałabym... zaoczne.
        Dlaczego? Chociażby dlatego, że w trakcie nauki pracuję, jestem samodzielna.
        Pisząc pracę magisterską mogę wykorzystać swoje doświadczenie zdobyte dzięki
        pracy zawodowej, doświadczenie, którego dość często nie mają studenci/świeżo
        upieczeni absolwenci studiów dziennych.
        Owszem kiedyś chciałam wyjechać, mieszkać w akademiku i poznać smak prawdziwego
        życia studenta dziennego - które również uczy ogromnej samodzielności. Niestety
        realia polskiej rzeczywistości sa inne... Był jeszcze jeden powód wybrania
        studiów zaocznych - ich cena. Na studia dzienne nie było stać ani moich
        rodziców, ani tym bardziej mnie, a nie chciałam brać kredytu studenckiego. Na
        zaoczne sobie zapracowałam i kosztowały mnie o wiele mniej...
        Wielu z Was nie zgodzi się z moim postem - trudno :) Przeżyję... Pozdrawiam
        cieplutko WSZYSTKICH bez wyjątku :)
    • Gość: iga Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.telpol.net.pl 21.11.06, 20:25
      Bo są płastne baranie!!...po prostu ...platne
    • Gość: grzesiek Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.06, 20:36
      studiowałem dziennie, gdybym mógł cofnąć czas poszedłbym na zaoczne
      • Gość: tynia Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.promax.media.pl 21.11.06, 22:00
        Ja skonzcyłam w lutym licencjat na studiach dziennych. Teraz jestem na
        zaocznych na UWr i jestem bardzo zadowolona. Wiercie mi u mnie w grupie jest
        znaczna cześć bardzo mądrych ludzi, którzy duzo czasu poświecają na naukę.
        Znaczna z nich cześć ma stypendia naukowe.
Pełna wersja