Fenomen studiów zaocznych

    • Gość: Der Reisende Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.06, 22:02
      Oj ludzie, ludzie, jak wam się chce na poważnie rozważać taki dylemat? Z całej
      tej dyskusji wynika tylko tyle, jak wciąż wiele w was jest komuny (sorry za to
      słowo-banał), a dokładniej - jak wiele w was kolektywizmu. Oceniacie ludzi na
      podstawie ich przynależności do określonej grupy, zespołu, kolektywu. W tym
      przypadku grupy "dziennych" i "zaocznych". A czy nie sądzicie, że najważniejsze
      są indywidualne predyspozycje? Wiele można nauczyć się i na dziennych, i na
      zaocznych - wszystko zależy tylko od tego, czy ktoś chce, czy nie, czy jest
      zdolny, czy też głąb kapuściany.
    • pompompom Re: Fenomen studiów zaocznych 21.11.06, 22:36
      Zaczynałam na zaocznych klikanaście lat temu. Nie dostałam się na dzienne na
      prawo,poszłam do pracy, żeby nie marnować roku i doszłam do wniosku, że zaoczne
      dadzą mi mozliwość i studiować i jednocześnie zarabiac na utrzymanie. Zresztą
      wtedy nie było prywatnych uczelni, więc jak ktoś nie dostał się na dzienne na
      Uniwerek czy Polibudę miał do wyboru albo nie studiowac i zdawać za rok albo
      studiować na zaocznych, gdzie też obowiązywały egzaminy wstępne. Na roku oprócz
      mnie i dwóch osób w wieku ponizej 25 lat (cała trójka z podobnych do moich
      powodów) nie było chyba nikogo więcej. To były czasy kiedy na zaoczne trafiała
      większośc osób wysłanych przez zakłady pracy w celu podniesienia przez
      pracownika kwalifikacji, bo nie wypadało, żeby pan dyrektor z nadania nie miał
      mgr przed nazwiskiem. Poziom był dość niski, bo w sumie dostosowany do ludzi,
      którzy maturę robili 10 lat wcześniej. Z rzadka ktoś decydował się z powodów
      przedstawionych przez mnie powyżej. Nasza trójka wytrzymała tylko rok na
      zaocznych i po zdanych wszystkich egzaminach w zerówce, bez zbędnych pytań i
      trudności, a nawet z kopniakiem na zachętę przepisano na dzienne.
      Z tej trójki tylko ja nie skończyłam, bo na V roku znalazłam sobie pracę w
      zachodniej firmie i zaczęłam zarabiac więcej niz moja matka po 30 latach pracy
      na stanowisku specjalisty. Studia poszły w odstawkę. Ocknęłam się niedawno i
      postanowiłam powrócic. Pozostały mi już tylko zaoczne, bo pracuję. Inaczej
      zresztą nie byłoby mnie na nie stać, bo są teraz płatne. Nadal jest to
      Uniwerek. Tyle tylko, że poziom jest dużo wyższy niż na zaocznych tych sprzed
      ponad 10 lat i moim zdaniem mam więcej pracy niż na dziennych, które znam też z
      autopsji na tej samej uczelni. Pamietam, ze na dziennych jak człowiek dobrze
      ułożył sobie plan, to w szkole lądował dwa - trzy razy w tygodniu na kilka
      godzin i spokojnie w sumie mógł podjąć pracę np. w niepełnym wymiarze godzin.
      Zycie studenckie kwitło, ogólnie panowała sielanka i tylko sesja była niemiłym
      zgrzytem. Dodam, że uczyłam się przyzwoicie i tylko raz załapałam bankę,którą
      zresztą poprawiłam na 5 przy następnym podejściu. Nie ja jedna oberwałam z tego
      przedmiotu.
      A teraz na zaocznych zasuw całkiem niezły, mnóstwo materiału do samodzielnego
      opanowania, na zajęcia koniecznie trzeba chodzić, bo inaczej albo musisz
      dodatkowo zaliczać zaległość,albo wcale cię nie dopuszczą do zaliczenia czy
      egzaminu. Referaty, prace pisemne, zbieranie materiałów.
      Na dziennych wtedy można było mieć trzy nieobecności i nikt nie wymagał ich
      zaliczenia. Ćwiczenia to odpytywanie z pracy domowej plus wyjaśnianie nowego
      materiału. Na dziennych z rzadka ktoś pytał czy zadawał coś do przeczytania. I
      to wszystko jeszcze płatne.
      Dla sprawiedliwości dodam, że i na dziennych teraz podniósł się poziom, moja
      młodsza siostra zasuwa ostro. Ale moze dlatego, że studiuje też na Uniwerku.
      Są uczelnie, które dbają poziom niezależnie od systemu studiowania i
      takie,które tylko zbijają kasę rozdając dyplomy za samo chodzenie. Kiedyś
      liczyły się tylko dzienne, ot tak z tradycji. Teraz ważna jest również
      uczelnia. Trochę wstydziłam się na początku tych zaocznych (wiadomo dzienne to
      dzienne), aż usłyszłam od koleżanki w pracy, że powinnam być dumna, bo dostałam
      się na Uniwerek i jeśli nawet nie skończyłam studiów na dziennych to i tak mam
      sie czuć wyróżniona, bo nie każdy się tam dostał.
      No to się poczułam.
      Pozdrawiam wszystkich,którzy chcą się uczyć.
    • Gość: Majka Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.06, 23:54
      1. Skoro na zaocznych jest tak bosko, to dlaczego gros ludu wali drzwiami i
      oknami przede wszystkim na studia dzienne?
      2. Skoro studia zaoczne są takie wspaniałe, bo uczą samodzielności, a poziom
      na nich jest przynajmniej tak samo wysoki, jak na dziennych, to dlaczego
      jeszcze nie pojawiają się tu tezy, jakoby od normalnych ogólniaków lepsze
      były te wieczorowe (od razu po gimnazjum)? Wszak w tym przypadku możliwa
      byłaby praca do popołudnia.
      Pozdrawiam wszystkich i czekam na merytoryczne odpowiedzi.

      To proste.
      Ad 1. Studia zaoczne sa płatne! Ceny czasami są bardzo wysokie, np zarządzanie
      kosztuje do 10 tyś za semestr! ( a moze teraz i więcej)
      Ad. 2. Nie uważam żeby studia zaoczne były lepsze i miały wyższy poziom, to
      zupełnie nie na tym polega. Studia zaoczne z założenia sa dla ludzi pracujących,
      mają nieco okrojony program (który student musi uzupełnic sam). Poza tym tam
      samo przygotowują do zawodu (czyli marnie przygotowują ;) jak studia dzienne.
      Gdyby było inaczej nie kończyły by sie dyplomem magistra.
    • Gość: iwi Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.11.06, 11:30
      studia zaoczne sa płatne, dzienne nie , dlatego na dzienne wala drzwiami i okanmi...
      fakt, że zaoczne są cięższe, ponieważ większość z nas dodatkowo pracuje, a
      połączyć pracę ze studiami jest naprawdę cięzko.tzreba sie przekonać.
      • ratyzbona Re: Fenomen studiów zaocznych 22.11.06, 15:05
        Studiując zaocznie najczęściej traci się całe życie studenckie - tsudent
        zaoczny najczęściej pracuje sam na siebie bo rodzice nie podchodzą zbyt
        entuzjastycznie do siedzenia pięć dni w domu i nic nie robienia. To dlatego
        tylu mlodych ludzi wybiera studia dzienne - pięć lat bezstroski gratis

        Nie przeczę - poziom studiów zaocznych jest niższy ale studia to nie
        podstawówka - od tego co masz na wykładach ważniejsze jest co sam przeczytasz.
        Od tego co zrobisz na zajęciach to co sam wydeukujesz. Ambitny student
        skorzysta na studiach zaocznych tyle samo co na dziennych. Leniwiec pozna
        przynajmniej zarys przedmiotu co zdarzyło by się też na dziennych. U mnie na
        uczelni zaoczni i dzienni mają egzaminy u tych samych osób
    • Gość: g Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.telprojekt.pl 22.11.06, 18:25
      Większość zaocznych "studentów" to zwyczajne miernoty, które nie dostały się na
      studia dzienne. Chcąc zrekompensować jakoś porażkę, głośno mówią o swojej
      samodzielności. Co to za sztuka znaleźć sobie pracę w kraju czy za granicą?
      Pomywaczy potrzebują wszędzie. Żal mi, kiedy słyszę, jak w autobusie jakaś
      dziewczyna dumnie opowiada koleżance o tym, jak w wakacje pracowała w Anglii w
      jakimś barze, zmywając gary czy szorując kible. Więcej pokory i szacunku dla
      siebie. Spróbujcie znaleźć pracę za granicą odpowiadającą waszym kwalifikacjom.
      Ale gdzie je zdobyć? Przecież na studiach zaocznych są przeciętniaki i
      miernoty....no i koło się zamyka.
      • Gość: :-) Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.06, 22:02
        A to ciekawe ja dostałam się na studia dzienne i na liście też wypadłam chyba
        dobrze, bo na 4 pozycji, a jednak zrezygnowałam i studiuje zaocznie, powód małe
        dziecko.
        Pozdrawiam :-)
      • Gość: ania Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.mikolow.net 24.11.06, 13:12
        muszę stwierdzić, iż z moich obserwacji wynika, iż do takich prac zazwyczaj
        jeżdżą studenci dzienni podczas wakacji lub zaraz po skończeniu studiów, bo
        rodzice pępowinę odcięli. :)
    • Gość: Sylwia Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.centertel.pl 23.11.06, 00:39
      studia zaoczne sa gorsze od dziennych i to jest fakt niezaprzeczalny...
      najgorszy rodzaj studiow to zaoczne na prywatnej uczeni...
      kiedy słyszę zaprzeczenia ,ze tak nie jest, że zaoczne są ach i ech... to
      przypomina mi sie stare
      powiedzenie- jak sie nie ma co sie lubi, to sie lubi co sie ma...
      90% zaocznych to osoby, ktore zwyczajnie nie dostały sie na dzienne,
      jedynie 10% jest osob, ktore wybrały studia zaoczne ,bo zmusiła ich do
      tego sytuacje życiowa...
      Osobiście znam tylko jedną osobe, ktore mature zdała świetnie i na pewno bez
      problemu dostałaby sie na dzienne studia ,ale wybrała zaoczne, bo jej sytuacja
      życiowa nie pozwalała na dzienne studiowanie...

      Jak studia zaoczne mogą byc na takim samym poziomie jak dzienne, skoro
      zaoczni mają zajęcia przeciętnie raz na dwa tygodnie, a dzienni prawie
      codziennie, zależy od kierunku...
      Studiowałam/ studiuje na dwoch kierunkach dziennych i mam na zaocznych znajomych,
      wiec zawsze mogłam porównac zakres materialu do nauki, oprocz teego , ze
      mieli okrojony , to nie mieli duzo dodatkowych przedmoitów, ktore może nie
      były trudne, ale trzeba bylo poświec swoj czas na ich nauke, czego nie musieli
      robic zaoczni...
      Poziom prywatnych szkół jest przeciętnie niższy od poziomu w renomowanym liceum...
      Prywatne uczelnie żyją z czesnego, wiec nie moga za dużo studentow oblewac,
      bo inaczej zbankrutują , a na studia prywatne idą przeważnie osoby, ktore
      nie dostały sie do państwowych uczelni czyli słabi uczniowie...

      Pewnie gdybym studiowala zaocznie to tez peany pisałbym na cześc zaocznych
      studiow, w myśl zasady, ze trzeba robic dobrą mine do złej gry...
    • Gość: Papoot Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.itpp.pl 23.11.06, 12:57
      Istnieje cały szereg kierunków, które nie dają żadnego przygotowania do
      wykonywania zawodu. Pomimo większej ilości pochłoniętego materiału, kończąc
      studia dzienne, zostaje się z ptokiem w garści. Sam kończyłem zaoczne
      dziennikarstwo, równocześnie pracując w różnych redakcjach. Jeżeli czegoś się
      nauczyłem, to w pracy.
      • Gość: pracodawca Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.teldom.pl 23.11.06, 17:01
        aby ustalic, jaki tryb studiów jest najlepszy, należy sprawdzić jaki dyplom ma najwieksze przebicie na rynku pracy.

        Wpływa na to wiele czynników

        od widzimisie potencjalnego pracodawcy, po renome uczelni

        na podstawie moich obserwacji wnioskuję, że:

        1)dyplom zaocznych(niestacjonarnych) ma wartosc jedynie w tedy, gdy absolwent pracował w trakcie studiów o ile praca była zgodna z dziedziną którą studiował lub była zbiezna

        2)dyplom dziennych(stacjonarnych) jest lepszy od zaocznego ze wzgledy na to, że ilosć godzin i przedmiotów jest wieksza i potencjalni pracodawcy(a w szczególnosci ci z duzych stabilnych firm)bardziej uznają dyplomy stacjonarnych niz zaocznych szczególnie jeśli kandydat ubiegający sie o pracę niema praktyki zawodowej

        na koniec chce sie podzielić reflekcją na temat studiowania

        Jak ktoś chce studiowac, to tylko dziennie(stacjonarnie) a pracować dorywczo a nie na odwrót
    • Gość: calineczka Re: Fenomen studiów zaocznych IP: 89.229.96.* 23.11.06, 22:03
      Studiuje zaocznie już na 3 roku. Muszę się uczyć bardzo dużo. Moje koleżanki ze
      studiów dziennych, nie mają tyle nauki, ucza się tylko na sesjie, a u mnie
      sesja trwa cały rok. Po rozmowach z koleżankami wiem ,ze mam wiekszą wiedzę (
      choć oceny podobne), Poza tym potrafię skonfrontować teorię z praktyką. Plusem
      studiów dziennych jest to ,że sie tylko uczysz i nie musisz pracować. Mnie nie
      ma w domu 10 godzin , musze spac 6 godz. 8 godz zostaje na obowiązki (
      pranie , gotowanie, zakupy ew. 2 godz nauki a ucze sie jeszcze angielskiego)
      Padam ale średnia 4,80 jest ;-) Jeszcze do lipca 2007 jakos dam radę. Pozdrwiam
      • maraiss Re: Fenomen studiów zaocznych 23.11.06, 22:11
        Gość portalu: calineczka napisał(a):

        > Studiuje zaocznie już na 3 roku. Muszę się uczyć bardzo dużo. Moje koleżanki ze
        >
        > studiów dziennych, nie mają tyle nauki, ucza się tylko na sesjie, a u mnie
        > sesja trwa cały rok. Po rozmowach z koleżankami wiem ,ze mam wiekszą wiedzę (
        > choć oceny podobne), Poza tym potrafię skonfrontować teorię z praktyką. Plusem
        > studiów dziennych jest to ,że sie tylko uczysz i nie musisz pracować. Mnie nie
        > ma w domu 10 godzin , musze spac 6 godz. 8 godz zostaje na obowiązki (
        > pranie , gotowanie, zakupy ew. 2 godz nauki a ucze sie jeszcze angielskiego)
        > Padam ale średnia 4,80 jest ;-) Jeszcze do lipca 2007 jakos dam radę. Pozdrwiam
        >

        co studiujesz? bo bardzo mnie ciekawi gdzie wiecej trzeba uczyc sie na
        zaocznych niż na dziennych studiach...
        • ratyzbona Re: Fenomen studiów zaocznych 23.11.06, 22:42
          Prawdę rzekłwszy ja też spędzam więcej czasu nad zaoczną socjologią niż dzienną
          historią. Bo na ćwiczeniach na dziennych zawsze uda się jakoś schować, coś
          burknąć i nikt tego nie zanotujr nie zauważy a jak już to zaprosi na dyżur co
          największą kara nie jest. Na zaocznych mam wejściówki kolokwia i wyrywanie
          ludzi do dyskusji. Zamiast trzech przedmiotów mam ich dwanaście. Sesja na
          historii to wszystkiego trzy egzaminy ( tacy jesteśmy fajni) na socjologii
          osiem dziewięć plus prace zaliczeniowe. Pisząc pracę roczną na historii dostaję
          promotora który sprawdza czy zrobiłam bibliografię i czy napisałam konspekt. Na
          zaocznych nikt mi tego nie sprawdzi radzić musze sobie sama.
          Do tych którzy tak się pienią na studentów zaocznych mam pytanie - skoro oni i
          tak sa od was o tyle gorsi i posiądą o tyle mniejszą wiedzę to o co wy się
          wściekacie? przecież ze swoimi dyplomami studiów dziennych ( i jak mniemam po
          tonie wypowiedzi zdobytych na państwowych uczelniach) i tak pierwsi dostaniecie
          prace i będziecie z wysokich stanowisk machali tym szaraczkom z
          niestacjonarnych. Albo wszyscy spotkamy się kiedys w Lonondynie przy jendym
          zmywaku
          • maraiss Re: Fenomen studiów zaocznych 24.11.06, 00:12
            porównywanie dwoch roznych kierunków jest dużym nieporozumieniem...
            wiadomo, ze np. na zaocznym prawie ludzie mają wiecej nauki niz na dziennej
            pedagogice wczesnoszkolnej...
            porównaj sobie dzienną socjologie z zaoczną..to zobaczysz róznice...
    • Gość: ania Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.mikolow.net 24.11.06, 12:56
      Moim zdaniem,
      studenci dzienni po ukończeniu studiów w przeważającej większości niewiele
      wiedzą o prawdziwym życiu i pracy. Kończą studia i chcą superpłatnej pracy
      (myślą, że przecież to im się należy), a doświadczenia nie mają żadnego albo
      znikome. Głowy mają nabite teoriami, które niejednokrotnie z praktyką w
      rzeczywistych warunkach mają niewiele wspólnego.
      Cenię zaocznych za umiejętność i chęć pogodzenia pracy z nauką a
      niejednokrotnie również z życiem rodzinnym.

      Jako pracodawca, mając do wyboru absolwenta studiów dziennych bez praktyki i
      doświadczonego absolwenta studiów zaocznych ale znanej mi uczelni (może być
      prywatna - niektóre prywatne mają o wiele lepszy poziom i wyposażenie niż
      państwowe - znam takie), oczywiście wybiorę tego drugiego i za jego pracę
      dobrze mu zapłacę.
      Oczywiście mam na mysli konkretny kierunek - informatyka.
      • Gość: właścicielka Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.06, 14:31
        Witam! Jestem obecnie na 4 roku studiów dziennych państwowych i jestem
        współwłaścicielką pubu (z pubu czerpią korzyści także moi rodzice, którzy nie
        pomagają w jego prowadzeniu, jednak zainwestowali swego czasu pewną sumkę w mój
        pomysł). Zatrudniamy 6 osób (zamiennie - zmywak, barmani, kelerki). Spośród
        tych osób tylko 2ka to studenci studiów zaocznych i tylko oni pracuja na pelen
        etat. Reszta to studenci dzienni (pół etatu, 1/3 etatu), którzy sobie dorabiają
        (bo do innej pracy ich nie przyjmą, gdyż są za mało dyspozycyjni). Jedna z osób
        dzieli ze mną obowiązki związane z prowadzeniem pubu, jest moim zastępcą (i
        takie stanowisko ma zapisane w umowie). Wszyscy pracują legalnie. Stawka
        godzinowa nie jest duża, ale zawyżają ją napiwki. Moim zastępca jest osoba
        studiująca dziennie, bo po prostu bardziej szanuje takie osoby. Student dzienny
        to dla mnie osoba odpowiedzialna, wytrwała i ambitna. Dlaczego tak uważam? Bo
        osoba taka podjęła się trudu i dostała się na studia dzienne, pokonując tysiące
        innych osób, kóre chciały w tym trybie studiować (powód jest dla mnie nie
        ważny). Daję więc takiej osobie szanse na zdobycie doświadczenia na poważnym
        stanowisku. Gdy mój obecny zastępca skończy studia i zrezygnuję z pracy u mnie
        (bo nie oszukujmy się - tak się stanie, tymbardziej, że osoba pracuję na pół
        etatu), na jego stanowisko przyjmę kolejnego studenta dziennego (zapewne będzie
        to jedna z osób wyróżniających się i już u mnie pracujących przy barze).
        Dlaczego nie będzie to student zaoczny? Bo nie liczy się dla mnie tryb i nie aż
        tak bardzo dyspozycyjność, lecz pewne cechy. Szanują studentów zaocznych, za
        to, że chcą się kształcić. Jendak nie do końca im....ufam. Co roku masa ludzi
        podczas rekrutacji zostaje pod kreską. Czasami zabrakło im tylko szczęścia,
        jednak w większości przypadków wytrwałości, odpowiedzialności, obowiązkowości i
        ambicji w przedmaturalnych/przedegzaminowych przygotowaniach. Pozatym
        oczywistym jest, że student zaoczny w pierwszej kolejności szuka pełnoetatowej
        pracy biurowej. Ci których uznano za 'lepszych' taką dostają, pozostali ladują
        w pubach, barach, restauracjach itp. Teraz chyba wiecie o co mi chodzi...
        Dlatego preferuje dziennych.
        • ratyzbona Re: Fenomen studiów zaocznych 24.11.06, 15:50
          Nikt ci nie broni przyjmowac takiego kryterium chociaż moim zdaniem najlepszym
          pracodwaca to ty nie jesteś. jako studntka studiów dziennych mogę ci powiedzieć
          że twoje wyobrażenia o typowych cechach charakteru studenta dziennego są mocno
          przesadzone. Wbrew temu co się mówi i pisze na studia dzienne wcale nie jest
          się obecnie trudno dostać - na dziennej socjologii na UW byłam pod kreską o
          dwadzieścia osób ale i tak mnie na dzienne przyjęli ( nie skorzystałam ale
          byłam mocno zdziwiona).W wyobraźni wielu osób pokutuje obraz dziennego studenta
          jako odpowiedzialnego tytana intelektualnej pracy - bzdury - więszkość
          studentów studiów dziennych to dzieciaki które z radością przyjmują fakt że
          nikt im nie stawia dwójek na klasówkach. Podobnie reprezentacja studentów
          odpowiedzialnych i nie odpowiedzialnych wśród zaocznych jest podobna -
          większość moich znajomych z zaocznych ma za sobą jakieś doświadczenie życiowe -
          bardzo często studia dzinne które okazały się nie trafionym wyborem ale rodzice
          postawili ultimatum albo rzucasz kierunek albo zarabiasz sam na siebie - ci
          wybrali drugą opcję i studia zaoczne co dla mnie jest dowodem odwagi. Z resztą
          tryb studiów naprawdę jest drugorzędny wobec osobistych cech kandydata - fco
          chyba przede wszystkim powinno się brać pod uwagę przy zatrudnianiu ludzi
          • Gość: j.w. Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.06, 19:51
            "Wbrew temu co się mówi i pisze na studia dzienne wcale nie jest
            się obecnie trudno dostać - na dziennej socjologii na UW byłam pod kreską o
            dwadzieścia osób ale i tak mnie na dzienne przyjęli ( nie skorzystałam ale
            byłam mocno zdziwiona)."

            Ale jest się trudniej dostać i utrzymać niż na większości prywatnych i części
            zaocznych.

            "Podobnie reprezentacja studentów
            odpowiedzialnych i nie odpowiedzialnych wśród zaocznych jest podobna -
            większość moich znajomych z zaocznych ma za sobą jakieś doświadczenie życiowe -
            bardzo często studia dzinne które okazały się nie trafionym wyborem ale rodzice
            postawili ultimatum albo rzucasz kierunek albo zarabiasz sam na siebie - ci
            wybrali drugą opcję i studia zaoczne co dla mnie jest dowodem odwagi."

            Jak mówiłam szanują zaocznych za to, że chcą się kształcić. Zgadzam się, ale
            chodzi mi o to, że mało kto jeśli nie jest zmuszony (np. mała dyspozycyjnośc)
            chciałby pracowac na zmywaku, jako barman lub kelnerka. Dla wielu zaocznych to
            ostatecznośc, jeśli nigdzie indziej się nie uda załapać (prace biurowe).
            Możliwe więc, że są mało zaradni... Dlatego preferuje dziennych. Bo są na tyle
            zaradni, że ranki i południa spędzają na uczelni a wieczory i noce w pracy. I
            im się to udaję, godzą to.Więc daje i będę dawać im szanse na wykazanie się
            (zdobycie doświadczenia) na bardziej odpowiedzialnym stanowisku.
        • Gość: Richelieu* Re: Fenomen studiów zaocznych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.11.06, 17:09
          Zastanawia mnie który z właścicieli pubów przyjąłby na stanowisko zastępcy
          osobę tak bardzo niedyspozycyjną jak dzienny. Wiedza ze studiów w prowadzeniu
          pubu nie jest potrzebna, a fakt, że szanuje się dziennego bardziej niż
          zaocznego (jeśli powyższa historyjka nie jest zmyślona, bo na taką wygląda),
          świadczy o głębokim zawężeniu horyzontów i kierowania się w życiu stereotypami.
          Wstyd byłoby mi za takiego pracodawcę, gdyby był mój, ale spotkałam się z
          jeszcze większymi ograniczeniami.
    • rafieba fenomen studiów on-line 25.11.06, 21:57
      bo też o nich w zasadzie należałoby mówić. właśnie studnia on-line zostały
      wpisane do ustawy o szkolnictwie wyższym. tego rodzaju studia już dawno
      przestały oferować, trzeciorzędne uczelnie z Pcimia Dolengo, lecz stanawią
      istotną ofertę programową, takich uczelni jak SGH, czy Politechnika Warszawska.
      Ciekaw jestem reakcji pracodawców na absolwentow tego rodzaju studiow. Osobiscie
      jestem sceptyczny.

      robertmar1 napisał:

      > Kochani, wytłumaczcie mi, proszę, taką jedną rzecz. Otóż na tym forum jest od
      > groma peanów na cześć studiów zaocznych (wieczorowych zresztą też), że
      > wymagają samodzielności, że też jest na nich wiele materiału, że nie ma na
      > nich lekko (co i rusz napotykam na historie jak to własną pracą, przez nikogo
      > nie utrzymywani, czasem po trupach i niemal zawsze z własnego wyboru studenci
      > zaoczni dążą do celu) i w ogóle są dużo lepsze od studiów dziennych. Nasuwają
      > mi się takie 2 podstawowe pytania:
      > 1. Skoro na zaocznych jest tak bosko, to dlaczego gros ludu wali drzwiami i
      > oknami przede wszystkim na studia dzienne?
      > 2. Skoro studia zaoczne są takie wspaniałe, bo uczą samodzielności, a poziom
      > na nich jest przynajmniej tak samo wysoki, jak na dziennych, to dlaczego
      > jeszcze nie pojawiają się tu tezy, jakoby od normalnych ogólniaków lepsze
      > były te wieczorowe (od razu po gimnazjum)? Wszak w tym przypadku możliwa
      > byłaby praca do popołudnia.
      > Pozdrawiam wszystkich i czekam na merytoryczne odpowiedzi.
Pełna wersja