hej, doradzcie cos :)

IP: 194.74.238.* 26.11.07, 14:14
witajcie,ciesze sie ze znalazlam to forum. chcialabym sie Was
poradzic, co ja mam ze soba zrobic:) zabrzmialo jakbym miala 3 lata,
ale coz, praktycznie tak sie czuje...
wiec zaczne od tego, ze dostalam sie na studia w liverpoolu,
kierunek: latin american studies. spoznilam sie troche z przyjazdem
tu; przedluzone wakacje :P rok zaczynal sie 24 wrzesnia, ja 5
pazdziernika sie zarejestrowalam. to byl piatek, spotkalam sie z
jednym wykladowca, dal mi plan wykladow, jakies teksty o
socjologicznych aspektach gwatemali, generalnie nudne, polityka,
analizowanie, wyciaganie wnioskow...przypomnial mi sie podrecznik do
historii z liceum, i zakuwanie z niego.
w poniedzialek poszlam na wyklad, socjologia...tak ogolnie rzecz
biorac, bardziej powierzchownie, to ciekawe to rzeczy sa, np to jak
zmuszali ludzi miejscowych do niewolniczej pracy za dlugi na
plantacjach kawy. tak siedziec na tych wykladach i sluchac to moge.
ale jak pomyslalam, ze trzeba bedzie czytac jakies ksiazki o tym
temacie, nie takie popularnonaukowe, tylko nudno-wykladowcze, a
potem pisac eseje na jakies tematy...ja juz nie mam sily, nie chce
mi sie...i we wtorek zlozylam dokument
ze rezygnuje z kursu. i poszlam do pracy, zostajac tu bo w polsce do
roboty nic nie mam. teraz zastanawiam sie czy dobrze zrobilam...bo
fajnie miec kase, byc niezaleznym, choc praca niezbyt ambitna, ale
nie musze zywic sie zupkami chinskimi, jak to ktos napisal. :) nie
musze sie martwic o zakuwanie materialu, ktory z ulga wywale z
pamieci po zaliczeniu. uwielbiam ameryke lacinska, ale nie w wydaniu
detaliczno-polityczno-socjologiczno-analitycznym itd, raczej
pojechac sobie, pouczyc sie
hiszpanskiego, poobserwowac ludzi, popracowac tam moze...
tylko moja rodzina ma zal do mnie, tacy byli dumni ze corka na
zagranicznej uczelni studowac bedzie. ale coz, to moje
zycie...hiszpanskiego mi troche szkoda, na uniwerku pewnie bym sie
intensywnie uczyla, a samemu to wiadomo...choc moze by sie na
prywatne lekcje zapisac...i slysze od rodziny, i zreszta sama mnie
takie mtsli nachodza, ze bede nikim bez studiow...tzn jesli chodzi o
perspektywy zawodowe, bo wiedze ogolna mam, lubie czytac...ale chce
czytac to co ja chce, powiescidla glownie :P a
nie zakuwanie.
ale tak sobie mysle...czy gdybym chciala sie zapisac znow na ten
kurs, to by bylo mozna, mimo ze rzucilam, 08 padziernika...? czy nie
pozwola sobie na takie traktowanie..?niepowazne.
zostawilam poza tym chlopaka w chinach, tesknie za nim strasznie,
wymyslilismy ze zamieszkam z nim w pekinie, tylko nie wiem co bym
tam mogla robic...uczyc angielskiego, tylko czy ktos znajacy
angielski jako drugi jezyk, i nie znajacy w ogole chinskiego by sie
nadawal...? moze w jakims biurze zagranicznym, sekretarka w
ambasadzie czy cos...nie usmiecha mi sie bycie kelnerka do konca
zycia, rok czy dwa czemu nie, ale 40 letnia kelnerka? :/
myslalam o napisaniu jakiejs ksiazki, w chinach,jak juz bym tam
mieszkala, jak to wyglada z punktu widzenia europejki. cos jak
George Mikes o angolach :P tylko skad wiadomo, czy ksiazka ktora sie
pisze, znajdzie uznanie, a nie zostanie uznana za bohomaz?

eh, ja juz sama nie wiem co ze soba zrobic...
macie tez takie dylematy?

    • elenna19 Re: hej, doradzcie cos :) 26.11.07, 23:43
      To prowokacja czy serio masz takie dylematy?? :|
      • Gość: Tawananna* Re: hej, doradzcie cos :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.07, 23:49
        Heh, nad tym samym właśnie się zastanawiałam :)
    • Gość: Tawananna* Re: hej, doradzcie cos :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.07, 23:47
      Dylematy - jasne, że mam. Czasem wydaje mi się, że mam już jasną wizję mojej
      przyszłości, a czasem przestaję już być pewna, co chciałabym w życiu robić. I
      nie jest z tym sama - znam wiele osób na podobnym etapie, niekoniecznie tuż po
      maturze (ja jestem na 5. roku, jak większość z moich znajomych).

      Tylko że... Twoje decyzje są, najdelikatniej mówiąc, pochopne. Rzucić studia z
      powodu dwóch nudnych zajęć - no, daj spokój, toż to właśnie decyzja na poziomie
      trzylatka. Nie zachęcam do studiowania czegoś, co Cię nie interesuje (sama jedne
      studia rzuciłam i mojej decyzji nie żałuję), ale trudno oczekiwać, że całe to
      studiowanie będzie jedną wielką bajką. Przerażenie czytaniem książek innych niż
      popularnonaukowe? Pisaniem esejów? Marzenia o wyjeździe do Chin, w których
      najbardziej konkretnym pomysłem jest napisanie książki z podróży? Przykro mi,
      ale to wszystko brzmi dla mnie jak jakieś mrzonki. I pięć tysięcy pomysłów na
      minutę. Myślę, że jeszcze nie jesteś wystarczająco dojrzałą osobą, żeby
      studiować czy podejmować decyzje o Twojej dalekiej przyszłości.

      Nie traktuj tego jako miażdżącą krytykę czy oskarżenie - nie każdy musi
      studiować, nie każdy musi zaczynać studia tuż po maturze. Jeśli masz pracę - to
      pracuj, żyj pełnią życia i sama zobaczysz, kiedy będziesz miała potrzebę
      kontynuowania edukacji. Taki gap year może pomoże Ci się odnaleźć. Polecam też
      wyjazd na pół roku-rok do Ameryki Łacińskiej, np. na wolontariat - są takie
      możliwości. Poobserwujesz ludzi, nauczysz się języka (bo coś mi się widzi, że
      sama w domu go nie opanujesz...), pojeździsz sobie. A jeśli chodzi o Chiny, to
      znam studentów (polskich), którzy uczyli tam przez rok czy dwa angielskiego. Nie
      wiem, czy są takie możliwości dla nie-studentów.
      • Gość: nala007 Re: hej, doradzcie cos :) IP: 194.74.238.* 06.12.07, 14:22
        hej :)

        zapomnialam o tym poscie w ogole, dopiero dzis przypomnialam sobie,
        a zawsze mnie wkurzalo jak ktos zakladal topic i sie nie pojawial...

        nie, to nie prowokacja, heh. dziekuje Tawanno. podziweiam
        konsekwencje w studiowaniu...5 rok, to prawie magister :)
        myslalam o wolontariacie, tylko praca mi sie nie usmiecha.
        budowanie jakiejs szkoly w pAragwaju na przyklad. jestem taka
        leniwa 'panienka z okienka', moge to przyznac. zawsze mam wielkie
        plany ale konczy sie na slomianym zapale, gdy szara codziennosc
        zaczyna skrzeczec.

        mysle ze jesli chodzi o nauke angielskiego w chinach, to nie ma zbyt
        wielkiego znaczenia bycie studentem czy nie, raczej jakis papier z
        egzaminu potwierdzajacy znajomosc jezyka, IELTS czy ToeFL...

        to samo mowi moja rodzina, ze zapadlam na niedojrzale mrzonki...gap
        year juz mialam jeden, pracowalam w londynie, teraz bylblby drugi...

        no coz, zobaczymy czy dojrzeje do studiowania :) dzieki raz jeszcze.
Pełna wersja