Gość: elea
IP: *.chello.pl
14.08.08, 23:37
Mam żal. Do rodziców. Za to, ze olali moją edukacje. Kompletnie.
Za to, ze teraz płace sporą kasę, by być na studiach, które dla wielu sa
bezpłatne, za to, ze te studia nie sa wcale 'elitarne' pod tym względem, ze
nie wymagają wielkiej inteligencji, sprytu, wystarczy zwykła solidna, praca.
To nie sa studia 'dla ambitnych', tylko dla tych, co chcą studiowac.
Prosze nie pisac mi ze wiekszosc osob, to samorodki, ze własna praca sie
liczy, że samemu możną najwięcej i to od człowieka zależy, bo to nie do końca
prawda...
Spotkałam koleżankę. Koleżanka ze szkolnej ławki, z podstawówki. Koleżanka
przeciętna, taka sama jak ja, start identyczny, równy. Szanse takie same.
Nasze rodziny dobrze sie znały. Konkurowałyśmy. Taka dziecięca rywalizacja.
Zawsze dobre, zawsze najlepsze.
Moja i jej matka duzo z nami, nad nami pracowały, żeby WYROBIĆ W NAS NAWYK
UCZENIA SIE.
Skutkowało.
Potem wyjechałam. Skończyłam podstawówkę i 'matka zaniechała' tej godziny
dziennie, żeby mnie przypilnować. Właściwie zaniechała wszystkiego. Nie
obchodziło jej nawet, co jem, gdzie jestem. Miałam 13,14 lat. Zupełne
zlekceważenie. Z dnia na dzień.
Zdana byłam na siebie. Niepilnowana. Robiłam, co musiałam nic ponadto. Z 5 na
4, z 4 na 3, az wreszcie były 2.
I przestało mnie to obchodzić. A przecież byłam dzieckiem..
Nikogo nie obchodziło do jakiego LO pójdę. Chciałam do lepszego, kazali 'tam
gdzie bliżej'. Powinien byc profil ściślejszy, poszłam do humanistycznego.. '
bo kiedys ładnie pisałam wypracowania'
Nikt mną nie pokierował, nikt mi nie podpowiedział. Obracałam sie wśród
towarzystwa, któremu tez nie zależało. A częsciej po prostu zadnego
towarzystwa nie miałam.
Nikt mnie nie posyłal 'na angielski', co było standardem, nikt nie sprawdzał
poprawności odrobionej pracy domowej. Liczylam sama na siebie.
Teraz koleżanka kończy medycynę. 'Olimpijka' z chemii. Wychwala rodziców. Ja z
chemii miałam 3. Brat koleżanki nie osiągnął już 'tyle'. Rodzice
'zainwestowali' w córkę. I sie zawróciło.
Zazdroszczę jej rodziców. Ze nie poddawali sie, ze mimo trudności, pracowali
nad nią. Ze teraz sie chełpi.
Nie wszyscy potrafią sami sie zmotywować. Po swojej siostrzenicy widzę, ze
trzeba jej pilnować, że ciągle trzeba sprawdzać, ze trzeba przypiomniac.
Jak ogromna prace trzeba włożyć w dziecko, by 'rokowało'.
Szkoda mi siebie. Szkoda, ze tak nagle przestano sie mną interesować.
I zostałam pozostawiona sam sobie, w tka trudnym dla mnie momencie życia.