mam żal

IP: *.chello.pl 14.08.08, 23:37
Mam żal. Do rodziców. Za to, ze olali moją edukacje. Kompletnie.
Za to, ze teraz płace sporą kasę, by być na studiach, które dla wielu sa
bezpłatne, za to, ze te studia nie sa wcale 'elitarne' pod tym względem, ze
nie wymagają wielkiej inteligencji, sprytu, wystarczy zwykła solidna, praca.
To nie sa studia 'dla ambitnych', tylko dla tych, co chcą studiowac.

Prosze nie pisac mi ze wiekszosc osob, to samorodki, ze własna praca sie
liczy, że samemu możną najwięcej i to od człowieka zależy, bo to nie do końca
prawda...

Spotkałam koleżankę. Koleżanka ze szkolnej ławki, z podstawówki. Koleżanka
przeciętna, taka sama jak ja, start identyczny, równy. Szanse takie same.
Nasze rodziny dobrze sie znały. Konkurowałyśmy. Taka dziecięca rywalizacja.
Zawsze dobre, zawsze najlepsze.

Moja i jej matka duzo z nami, nad nami pracowały, żeby WYROBIĆ W NAS NAWYK
UCZENIA SIE.
Skutkowało.

Potem wyjechałam. Skończyłam podstawówkę i 'matka zaniechała' tej godziny
dziennie, żeby mnie przypilnować. Właściwie zaniechała wszystkiego. Nie
obchodziło jej nawet, co jem, gdzie jestem. Miałam 13,14 lat. Zupełne
zlekceważenie. Z dnia na dzień.
Zdana byłam na siebie. Niepilnowana. Robiłam, co musiałam nic ponadto. Z 5 na
4, z 4 na 3, az wreszcie były 2.
I przestało mnie to obchodzić. A przecież byłam dzieckiem..

Nikogo nie obchodziło do jakiego LO pójdę. Chciałam do lepszego, kazali 'tam
gdzie bliżej'. Powinien byc profil ściślejszy, poszłam do humanistycznego.. '
bo kiedys ładnie pisałam wypracowania'
Nikt mną nie pokierował, nikt mi nie podpowiedział. Obracałam sie wśród
towarzystwa, któremu tez nie zależało. A częsciej po prostu zadnego
towarzystwa nie miałam.

Nikt mnie nie posyłal 'na angielski', co było standardem, nikt nie sprawdzał
poprawności odrobionej pracy domowej. Liczylam sama na siebie.

Teraz koleżanka kończy medycynę. 'Olimpijka' z chemii. Wychwala rodziców. Ja z
chemii miałam 3. Brat koleżanki nie osiągnął już 'tyle'. Rodzice
'zainwestowali' w córkę. I sie zawróciło.

Zazdroszczę jej rodziców. Ze nie poddawali sie, ze mimo trudności, pracowali
nad nią. Ze teraz sie chełpi.

Nie wszyscy potrafią sami sie zmotywować. Po swojej siostrzenicy widzę, ze
trzeba jej pilnować, że ciągle trzeba sprawdzać, ze trzeba przypiomniac.

Jak ogromna prace trzeba włożyć w dziecko, by 'rokowało'.

Szkoda mi siebie. Szkoda, ze tak nagle przestano sie mną interesować.
I zostałam pozostawiona sam sobie, w tka trudnym dla mnie momencie życia.
    • inz_mech Re: mam żal 15.08.08, 00:11
      To smutne-ale po jaka cholere piszesz to na forum?
      • Gość: / Re: mam żal IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.08, 00:23
        Mnie też nikt nie pilnował. Nie chciałam sprawdzania zeszytów, odpytywania i w zasadzie żadnej pomocy. Jak miałam 15 lat to wyjechałam do szkoły do dużego miasta. Nikt nie sprawdzał czy do niej poszłam czy nie, w domu byłam 1-2 razy na miesiąc. I żyję. Więc nie pierdziel o wyrodnych rodzicach, złym towazystwie czy drogich studiach.
        ps. od kiedy ty się taka ambitna zrobiłaś, że nagle za elitarnymi studiami tęsknisz, bo chyba nie od matury(a wtedy byłaś dorosła i nikt nie miał obowiązku latać za tobą i pracę domową sprawdzać)
    • Gość: ?? Re: mam żal IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.08, 00:16
      I co? Skoro mamy nie pisać, że najwięcej zależy od samego dzieciaka, że z niewolnika nie ma robotnika więc najpierw samemu trzeba chcieć, itp., to po co ten wykład? Żeby się wyżalić lepszy byłby psycholog. Albo pamiętnik, niektórym pomaga. A forum nie jest pamiętnikiem tylko miejscem do publicznej dyskusji. Więc jeszcz raz pytam: PO CO TO?
      • Gość: martusia2203 Re: mam żal IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.08, 00:37
        Mi rodzice nigdy nie sprawdzali zeszytów i nie odrabiali ze mną prac
        domowych - a od skończenia podstawówki nie pytali naweet o oceny.
        Gimnazjum i liceum wybrałam sama, do egzaminu gimnazjalnego uczyłam
        się sama (nikt nawet nie spytał, czy się uczę) i zdałam go dobrze. W
        maju mam maturę i już się do niej uczę i uczyć zamierzam - mimo, że
        nikt mi nie karze. Uczę się dobrze, chociaż rodzice nie pilnują
        tego, jakie dostaję oceny. Mam zamiar dostać się na wymarzone sudia
        i wiem, że jeśli będę chciała, to mi się to uda. Tak samo jak Ty
        nigdy nie chodziłam "na angielski" ani na żadne korepetycje - zawsze
        uczyłam się sama i jakoś mam się dobrze. Wiadomo, że może ci,
        których rodzice zapisywali na dodatkowe lekcje, teraz mają łatwiej -
        ale ja nie winię swoich rodziców. Ja sama pracuję na swoją
        przyszłość, jestem samodzielna i nie potrzebuję ponagleń rodziców,
        żeby się uczyć. Mnóstwo osób ma identyczną sytuację, jak ja czy Ty i
        jakoś nikt nie wylewa swoich żali na forum. Myślałaś, że rodzice
        całe życie będą Cię prowadzić za rękę? To też Twoja wina, że
        pogorszyłaś się w nauce, bo skoro nie zależało Ci na ocenach, to
        nakazy rodziców niewiele by dały. Przestań więc winić ich za
        całe "zło", które Cię spotkało, bo gdybyś chciała się uczyć, to byś
        się uczyła i tyle - taka jest prawda, bo nawet dzieci z domów
        patologocznych i domów dziecka potrafią mieć świadectwa z paskiem,
        mimo że często nie mieli pieniędzy na książki i zeszyty.
        • Gość: elea Re: mam żal IP: *.chello.pl 15.08.08, 00:47
          To przykre, ze rodzice sie Wami nie chcą interesować. Moze to jakaś epidemia?

          Ja boleśnie to zniosłam, co z tego, ze jestem tu gdzie jestem, skoro mogłam byc
          wyżej, skoro wszystko musiałam robić sama.
          Jesteśmy w bardzo podobnej sytuacji: tez jesteście zdani na siebie.

          Ale czy to jest dobre? To niedopilnowanie?
          Myślę, ze ważna jest kontrola, ale nie tylko na pomoc tez jest istotna. Bo
          czasem przeszkodą staje sie drobnostka..
          • Gość: martusia2203 Re: mam żal IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.08, 00:59
            Ale powiedz mi, czy to by coś pomogło, gdybym codziennie słyszała od
            rodziców: "Idź odrób lekcje"? Mogłabym pójść do swojego pokoju i
            robić coś zupełnie innego zamiast pracy domowej, a oni by żyli w
            przekonaniu, że dbają o moją edukację. Rozumiem pomaganie dziecku w
            podstawówce czy nawet w gimnazjum - ale w liceum? Przecież
            licealiści to dorośli ludzie, którzy chyba potrafią o siebie zadbać.
            Poza tym, co jeśli rodzice nie znają języków obcych na tyle, by
            pomóc dziecku z angielskiego czy niemieckiego? Nie napiszą też za
            dziecka wypracowania z polskiego i nie przeczytają za nie lektury;
            nie rozumieją chemii, więc mu jej nie wytłumaczą, a na korepetycje
            nie mają pieniędzy, itd, itp...? Wiele zależy od tego, co rozumiesz
            pod pojęciem rodzicielskiej pomocy i kontroli. Ja nigdy nie
            chciałabym, żeby ktoś sterczał mi nad głową i patrzył, czy
            rozwiązuję pracę domową. Może komuś by to odpowiadało, ale dla mnie
            takie coś to okropność.
    • r.richelieu Re: mam żal 15.08.08, 01:26
      Miej żal raczej o to, że nakręcili Twoją chorobliwą ambicję.
      Chociaż żal jest zawsze destrukcyjny.

      Wcale nie zależy Ci na solidności studiów, olewasz je tak samo, jak
      olewał szkołę Twój nastoletni bunt. I z najbardziej lanserskiego
      kierunku można zrobić habilitację. Zbyt dużo uwagi skupiasz na tym
      co ludzie powiedzą a za mało na tym, co TY lubisz. Może nawet nie
      wiesz co lubisz. Może parę "ćwiczeń" na podniesienie własnej
      wartości, wtedy i prestiż przestanie być dla Ciebie tak ważny.
      • Gość: elea Re: mam żal IP: *.chello.pl 15.08.08, 01:55
        To nie jest 'pogonienie' do odrabiania lekcji. To nie jest tez mój kierunek
        studiów, to coś większego 'kalibru'. Chce być dobrze zrozumiana.

        To było zaniedbywanie dziecka. Zignorowanie tego, ze dziecko wymaga opieki
        ,zainteresowania, rozmowy. To tez zmarnowanie potencjału. Przecież gdyby mnie
        ktoś dopilnował, nie tylko byłoby mi łatwiej.

        Tym postem chciałam zwrócić Wasza uwagę na to, ze oprocz samozaparcia, potrzebne
        jest rowniez, a przynajmniej pożądane zaangażowanie osób trzecich. Rodziców. Od
        najmłodszych lat.

        Gdy dziecko jest w podstawowce to 'siedzi sie z nim', gdy jest we klasie
        maturlanej to np. kupuje sie mu testy maturalne.
        Chodzi o rożne ułatwienia. O dostosowanie sie.

        Tamta koleżanka rygor miała do klasy maturalnej. Nie wiem, jak było później.
        Poskutkowano.

        jeśli piszecie, ze Wy nie musieliście.. ze Wy sami.. to nie jest to żadne
        wytłumaczenie... bo tak naprawdę..nie wiece jak na to spojrzycie za pare lat..

        Nie mowie tu o liceum, mowie o tych pierwszych, ważnych latach, gdzie wpaja sie
        pewne umiejętności, gdzie naucza sie. U mnie to przegapiono.
        Nie miałam systemu wartości. Wszystko zdobywałam sama.
        • Gość: pani_am Re: mam żal IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.08.08, 08:33
          Rozumiem o co Ci chodzi. Kiedys slyszalam o takim doswiadczeniu -
          dwojka dzieci, z identycznym ilorazem ilteligencji, pochodzilo z
          roznych rodzin i ich drogi zyciowe byly inne. Pierwsze dziecko bylo
          olewane, tak jak Ty, nikt nie interesowal sie jego szkola, nie bylo
          pilnowane. Drugie natomiast bylo pod stala "kontrola" rodzicow, bylo
          posylane na angielski i inne korepetycje, troszczono sie jego
          edukacje. Pozniej (nie wiem po ilu latach) ponownie zbadano im
          iloraz inteligencji - pierwszemu dziecku spadl, drugiemu wzrosl i
          wytworzyla sie miedzy nimi przepasc jakichs 20-30 punkotw.

          Ludzie, ktorzy pisza, ze rodzice sie nimi nie zajmowali a i tak
          zawsze sie dobrze uczyli... a zastanowcie sie dlaczego? Moze rodzice
          widzieli, ze nie musza sie Wami zajmowac bo jestescie ambitni i sami
          sobie radzicie? Mnie mama w podstawowce i gimnazjum pilnowala czy
          lekcje odrobione, kazala mi sie uczyc, przypominala o lekcjach,
          odpytywala (swoja droga doprowadzalo mnie to zawsze do szalu) bo ja
          mialam fiu-bździu w glowie i gdyby nie nauczyli mnie jak sie uczyc i
          ze nauka jest bardzo wazna, gdyby nie wpoili mi, ze najpierw nauka a
          potem zabawa to nie wiem gdzie bym teraz byla. Natomiast mojej
          mlodszej siostry nikt nigdy nie gonil do lekcji - jest ona bardzo
          ambitna i uczy sie sama, jesli ktos cos wspomina jej na temat nauki
          to najwyzej tyle zeby troche wyluzowala.
          Dlaczego rodzice traktowali nas inaczej? Bo my bylysmy inne i swoje
          zachowanie dostosowali do naszego charakteru. Wiec to, ze uczyliscie
          sie sami nie swiadczy o tym, ze czujne oko rodzicow nie obserwowalo
          Waszych poczynan. Moze nie interweniowali bo widzieli ze sami sobie
          swietnie radzicie:)

          elea - wspolczuje Ci, ale jesli juz odkrylas blad rodzicow to moze
          nie jest za pozno zbey go jakos naprawic?
          • karolcia-965 Re: mam żal 15.08.08, 08:57
            Jeśli rodzice nas olewają, trzeba sobie samemu stawiać jakieś cele, marzyć...
            Użalać się nad sobą i zwalać winę zawsze na kogoś innego to najprostsza droga,
            ale niestety droga donikąd. Jeszcze nie wszystko stracone, zainwestuj w siebie:D
            Moją szkołą też się rodzice w sumie nie interesowali za bardzo. Rzadko się nawet
            w niej pojawiałam bo mi się nie chciało chodzić:) Ale udało mi się dobrze zdać
            maturę i dostać na wymarzone studia, bo... bardzo bardzo mi na tych studiach
            zależało:D I jest super!:)
            • Gość: dsa Re: mam żal IP: *.gdynia.mm.pl 15.08.08, 09:56
              hmmm...
              Może warto teraz zacząć się uczyć i tych studiów i lat nie zmarnować ??
              Mi rodzice wybrali liceum i studia i tez się uzalałem aż obejrzałem film gdzie koles spralizowany sie nie poddawał by życ normalnie (gotować ,prowadzić samochód,zasznurować buty<lekarze mówili że ma życie skazane>a on się nie poddał i to mi zaimponowało wola walki!!)

              Wiec zaczołem od siebie <co z tego że niby moja szkoła nie jest swietna ,Co z niej wynose zależy odemnie> Na examie może 5 osób przeczytało fukyame i jego koniec historii i ...dostałem takie pytanie jak się rozwinołem <typiara chyba zawuażyła pasej z jaką mówie > i powiedziała no nieżle bardzo dobrze 4 a cała reszt 3 !!
              I przez takie zwyciestwa chce iść dalej bo zdecydowałem ... i to jest mój wybór mgr moge robić gdzie cche wiec chce się dobrze uczyć!!
              Czy chce by mi rodzice pomagali ?? NIE oni mi mają dac spokój aj spobie poradze !! Bo moje hasło <gdy jest źle sobie powtarzam>
              KTO NIE MASZERUJE TEN GINIE

              Robie coś sam i to mnie obchodzi i to leppiej smakuje !!Też uwazam że troche moja praca się marnuje ale bede walczyć może po skończeniu pojade zagranice robić studia od nowa ??

              Co do kumpli mam ich niewielu ,poza tym wole biegać z tom carew po górach afganistanu czy czytać sposób działani KGB w 3 świecie czy podróże Wojtka Cejrowskiego niż na imprezach bawić się !! A potem słysze skąd to wiesz ?? Dokonaj wyboru ale wybieraj mądrze
              WIEC WSZYSTKO ZALEŻY OD CIEBIE !! MASZ JESZCZE SZANSE NIEZMARNUJ JEJ
              !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
          • Gość: martusia2203 Re: mam żal IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.08, 10:34
            Gość portalu: elea napisał(a):

            > Gdy dziecko jest w podstawowce to 'siedzi sie z nim', gdy jest we
            klasie
            > maturlanej to np. kupuje sie mu testy maturalne.

            Ja testy maturalne kupiłam sobie sama, moja mama chyba nawet nie
            wie, że je mam.

            Zgodzę się z tym, i pisałam to już wcześniej, że dzieci, których
            rodzice zapisywali je na dodatkowe lekcje, mają później łatwiej - bo
            wiadomo przecież, że jeśli ja angielski miałam dopiero od liceum, a
            wcześniej uczyłam się go tylko sama (dzięki filmom, tekstom piosenek
            itp.), i wylądowałam w klasie z osobą, która chodzi do szkoły
            językowej od 7-go roku życia, to wiadomo, że umiem od niej sporo
            mniej - bo przecież zna ona już praktycznie całą gramatykę, kiedy
            ja nie umiem rozpoznać żadnego czasu. Ale przez te 2 lata liceum,
            które na razie skończyłam, wzięłam się do pracy i ta osoba, która na
            angielski chodzi od dzieciństwa, miała z angielskiego na koniec roku
            5, a ja miałam 4 - z czego na początku 1 klasy miałam prawie same
            dwóje. Potrafiłam się zmobilizować, mimo że nikt mi się uczyć nie
            kazał.


            Gość portalu: pani_am napisał(a):

            > Ludzie, ktorzy pisza, ze rodzice sie nimi nie zajmowali a i tak
            > zawsze sie dobrze uczyli... a zastanowcie sie dlaczego? Moze
            rodzice
            > widzieli, ze nie musza sie Wami zajmowac bo jestescie ambitni i
            sami
            > sobie radzicie?

            Ja ambitna zaczęłam się robić pod koniec 3 klasy gimnazjum, dlatego
            uczyłam się do egzaminu gimnazjalnego, bo chciałam dostać się do
            liceum i dobrze zdać maturę. Ale tak czy siak w gimnazjum miałam
            słabe oceny - dopiero w liceum zaczęłam się uczyć naprawdę. Moja
            mama wiedziała, że słabo się uczę i niby darła się na mnie po
            zebraniu, ale to nie skutkowało - nadal nie pytała: "jak było w
            szkole?" ani nie siadała ze mną do lekcji. Gdyby mnie pilnowała, nie
            przypuszczam, żeby to coś zmieniło. Do końca gimnazjum nie zależało
            mi na ocenach - ale zaczęło mi zależeć i teraz wiem, jak ważna jest
            nauka. Może ktoś bez pomocy rodziców tego nie zrozumie - ale mi się
            to udało.
            • Gość: xD Re: mam żal IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.08, 10:54
              A co jest trudnego w egzaminie gimnazjalnym, że się do niego uczyłaś ? Ja miałam 99 pkt bez żadnej nauki, jedynie sobie chodziłam czasem na lekcje przez całe gimnazjum...
              Takich jak Ty znam wiele - nawet jak kończą dobre liceum, to są strasznie przeświadczone o swojej wyższości - bo czego to one nie dokonały! Nauczyły się do egzaminu gimnazjalnego i dobrze go zdały, hahaha xDDD

              Angielski w liceum ?
              Powtórka z gimnazjum! Zwłaszcza 1 klasa! Miałam same 4, bo z angielskiego jestem po prostu dobra. W 2 klasie nic nie robiłam i miałam 3, a w trzeciej skupiłam się na gramatyce i miałam piątki. Maturę podstawową zdałam na 100%. Żadnego testu maturalnego nie przerabiałam...

              Trzeba zrozumieć dziecko, że te większość tych testów to są na inteligencję i spryt, a nie na wiedzę.


              I dobrze, że sama zrozumiałaś że nauka jest ważna jednak. Ale sama widzisz "Moja mama wiedziała, że słabo się uczę i niby darła się na mnie po zebraniu ale to nie skutkowało - nadal nie pytała: "jak było w szkole?" ani nie siadała ze mną do lekcji. Gdyby mnie pilnowała, nie przypuszczam, żeby to coś zmieniło." wywnioskować można z tego, że zależało Ci na tym, aby mama zapytała co w szkole i usiadła z Tobą i Ci pomogła. Jak jednak tego nie robiła... to sama się zmobilizowałaś w ostatniej prawie chwili. Ale na naukę nigdy nie jest za późno - o ile jest się młodym.

              Jednak u Ciebie mama się 'darła' - ale u innych to rodzice nawet na wywiadówki nie chodzą, nic nie robią. Dziecko jest, ale tak jakby go nie było, to jest trochę inaczej...
          • Gość: wera Re: mam żal IP: *.adsl.inetia.pl 15.08.08, 10:37
            Gość portalu: pani_am napisał(a):

            > Rozumiem o co Ci chodzi. Kiedys slyszalam o takim doswiadczeniu -
            > dwojka dzieci, z identycznym ilorazem ilteligencji, pochodzilo z
            > roznych rodzin i ich drogi zyciowe byly inne. Pierwsze dziecko bylo
            > olewane, tak jak Ty, nikt nie interesowal sie jego szkola, nie bylo
            > pilnowane. Drugie natomiast bylo pod stala "kontrola" rodzicow, bylo
            > posylane na angielski i inne korepetycje, troszczono sie jego
            > edukacje. Pozniej (nie wiem po ilu latach) ponownie zbadano im
            > iloraz inteligencji - pierwszemu dziecku spadl, drugiemu wzrosl i
            > wytworzyla sie miedzy nimi przepasc jakichs 20-30 punkotw.

            To doświadczenie które opisałaś nie wyglądało tak. Po 2, wnioski też nie do
            końca były takie jakie napisałaś. Więc na przyszłość zasięgnij informacji u
            wiarygodnego źródła zanim wprowadzisz kogoś w błąd. No ale nie ważne.


            Do autorki postu:
            To że studiujesz to co studiujesz możesz jedynie zarzucić sobie. Trudno aby
            rodzice odpytywali, codziennie sprawdzali lekcje dziecku 15-letniemu. Ty nie
            miałaś problemów z nauką, więc może twoi rodzice uznali że nie ma po co ingerować.
            Po 2 znam osoby które właśnie były pilnowane przez rodziców, i mają bardzo duże
            trudności aby samemu zmobilizować się na studiach do nauki, nie umieją wiele
            spraw załatwić same.
            I następna rzecz. Jesteś zła że ta koleżanka z którą konkurowałaś jednak wygrała
            w twoim odczuciu. I szukasz teraz winnego. Ale nie przeszło Ci przez myśl, że
            może ona jednak jest zdolniejsza, dążyła do celu. To że nawet jeśli jej rodzice
            zajrzeli co jakiś czas do pokoju i sprawdzili czy uczy się itp, nie znaczy że
            jakby sama nie chciała uczyć się, to nic by to NIE DAŁO. Tobie tego samozaparcia
            i obrania celu jednak w tamtym czasie zabrakło, po prostu ci się uczyć NIE
            CHCIAŁO ! Tylko własną praca można coś osiągnąć. Mój brat w ogóle nie był
            pilnowany, uczył się przeciętnie (właściwie to prawie wcale ale ma niesamowitą
            pamięć więc wiele nie potrzebował aby dostać to 3,4). Ale od dziecka miał cel,
            zależało mu aby dostać się do tej konkretnej szkoły. No i dostał się do jedynej
            szkoły w Polsce o tym profilu. Ale zawdzięcza to wszystko sobie, swojej ciężkiej
            pracy.
            Druga sprawa że ty w momencie wyboru liceum, byłaś bardzo niedojrzała. Bo jeśli
            rodzice " kazali pójść 'tam gdzie bliżej'. powinien być profil ściślejszy,
            poszłam do humanistycznego.. 'bo kiedyś ładnie pisałam wypracowania' " i ty bez
            słowa tak zrobiłaś jak chcieli. Może punkt widzenia rodziców był taki że
            najlepiej aby cie mieli blisko, żebyś nie dojeżdżała za daleko.. teraz to już
            tylko domysły, bo można było kiedyś porozmawiać o tym kiedy stawałaś przed
            wyborem szkoły.

            Nie użalaj się już nad sobą tylko zrób coś czego ty chcesz. Jesteś w końcu
            dorosłą kobietą, i powinnaś liczyć i dopowiadać za siebie, a nie teraz całe
            życie mówić jaką to rodzice krzywdę ci wyrządzili, że to wszystko przez nich.
          • Gość: diboo:) Re: mam żal IP: *.infoglob.com.pl 15.08.08, 14:32
            Zgadzam się z Tobą. Mnie rodzice nigdy nie musieli pilnować, bo od zawsze byłam
            ambitna. Chciałam mieć dobre stopnie, nie znosiłam porażek. W liceum nieco mi
            przeszło (zaczęłam mieć do tego zdrowsze podejście), ale i tak byłam jedną z
            najlepszych uczennic w klasie.
            Za to znam osoby, które niedopilnowane traciły motywację.
            Do każdego dziecka trzeba mieć podejście indywidualne!
      • sanjoseshark Re: mam żal 15.08.08, 12:42
        A co to jest ta habilitacja? Chleb ci to da? (pomijajac fakt, ze
        zostanie zniesiona). Majac do wyboru: zostac profesorem byle czego
        (np.prawa) i inzynierem informatyki-wybralbym to drugie (wyzsze
        zarobki i wieksze mozliwosci).
        • r.richelieu Re: mam żal 15.08.08, 16:44
          Mówisz nie na temat.
        • michal_powolny12 Re: mam żal 15.08.08, 16:59
          Profesor prawa to profesor byle czego? Chłopie nie żartuj.
          Profesorowie prawa to prawnicza elita. Profesor prawa=adwokat za
          godzinę bierze tyle ile dobry informatyk zarobi przez tydzień. Nie
          wierzysz? Zobacz stawki w naprawdę dobrych kancelariach. Przeczytaj
          oświadczenie posła Jana Widackiego-przed wyborem do Sejmu wykładowcy
          UJ i adwokata. Polecam. www.sejm.gov.pl
    • Gość: ciekawska jacy wy wszyscy dorośli i mądrzy jesteście. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.08, 10:45
      Widzę, że w temacie wywpowiadają się same dorosłe, inteligentne i jakże rozumne osoby.
      Macie po te pewnie 20 lat. Inne spojrzenie na życie, inne doświadczenia, jesteście starsi, wiecie więcej, wiecie co jest bardziej potrzebne.

      Więc NIE krytykujcie tego 10letniego dziecka.
      Dziecko w takim wieku nie wie jeszcze co jest dobre a co nie. Dlaczego tak bardzo ważne jest, żeby się uczyć, zdobywać wiedzę.
      Wy wiedzieliście już wtedy ? Super, sami ganiusze. Ale niektórzy mają inną psychikę niż wy, inną naturę i im trzeba pomagać.

      Smutne jest to, co napisała elea, niestety bardzo prawdziwe.
      Rodzice są po to, aby wychować dzieci, zatroszczyć się o ich edukację (która nie powinna ograniczać się jedynie do kupienia książek i zeszytów), pomagać im, być z nimi.

      Piszecie wszyscy jacy wy to samodzielni byliście jak mieliście te 8 lat. No to świetnie, że byliście, ale nie każdy jest taki.

      Post ten powinien być dla was przestrogą. Że jak będziecie mieć własne dzieci - żebyście nie zostawili ich na pastwę losu, bo przecież 'wy jak byliście mali to tacy super samodzielni, to wasze dzieci też mogą'. A tu będzie klapa, bo to zwykła presja i ambicje rodziców i dzieci mogą nie podołać.

      Nie róbcie z siebie starych ludzi, którzy przeżyli wieki i wszystko wiedzą. Bo jesteście wtedy tacy mali... i głupiutcy.


      Dodam od siebie przykład - mama koleżanki wiecznie powtarzała jej, że jak się nie będzie uczyć to kupi jej kozę i będzie paść do końca życia. To nie był szczyt marzeń koleżanki i to ją 'motywowało' do nauki. Teraz jest na 2 roku ASP. To był już jej wybór - ale ta 'pomoc' od rodziców była. Czy to źle ?
      • Gość: tamta z lewej Re: jacy wy wszyscy dorośli i mądrzy jesteście. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.08.08, 11:18
        Czyli straszenie dziecka kozą to metoda wychowawcza? ;>
        A może ta koleżanka teraz ma paniczny lęk przed kozami i będzie mieć o to żal do swojej matki?

        Nie ma takiego rodzica, który uniknąłby błędów wychowawczych, nikt nie jest nieomylny. Może lepiej zastanówmy się, jaki mógł być powód takiego postępowania rodziców? Ciężka praca? Ich indywidualne problemy? Czasem po prostu dorośli nie są wystarczająco dojrzali by oprócz siebie troszczyć się jeszcze o ten nieoszlifowany diament, jakim jest ich dziecko.

        Nade mną nikt nigdy nie ślęczał. Moi rodzice ciężko pracowali by móc finansować moją edukację. Kiedy o to poprosiłam, posłali mnie na kurs angielskiego, jeden z tańszych, ale wcale nienajgorszy. A kiedy nie rozumiałam np, matematyki, co zdarzało mi się aż do końca liceum, prosiłam co bardziej kumatych znajomych o pomoc i zawsze jakoś na to 3,4 się wyszło. Matura poszła mi nieźle, dostałam się na wymarzone studia i teraz przede mną kolejne lata ciężkiej pracy. Ale nie mogę powiedzieć że wszystko zawdzięczam sobie i swojej pracy, bo gdyby w domu nie stworzono mi do tego warunków to mogłoby mi być dużo ciężej.

        A tak btw, to zastanawiam się czy aby główny post w tym temacie nie jest zwykłą prowokacją... ;>
        • karolcia-965 Re: jacy wy wszyscy dorośli i mądrzy jesteście. 15.08.08, 11:36
          Ja się cieszę, że mam to co mam:D To, że rodzice nie zawsze ingerowali w moje
          życie odbiło się pozytywnie. Jak się czasem człowiek sam sparzy to wie czego
          unikać:) Użalanie się nad sobą jest nie na miejscu, szczególnie kiedy się ma 19
          lat!!! Nasi rodzice nie przeżyją za nas naszego życia, nasze życie w naszych
          rękach i tyle:)
          • Gość: xD Re: jacy wy wszyscy dorośli i mądrzy jesteście. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.08, 11:50
            No tak.
            Proponuję wszystkie dzieci nowonarodzone położyć na drodze. A co! Niech sobie radzą! Niech rodzice nie przeżywają za nie ich życia. Ich życie w ich rękach! Po co ta cała ingerencja...

            xD


            A post jest po to aby uświadomić takim jak wy, ile mieliście szczęścia. Że mieliście pomoc od najmłodszych lat, albo własne samozaparcie. I jedno i drugie w cenie. Niektórzy nie mają nic. I mają prawo ponarzekać. Bo czemu niby nie ? Nie wam oceniać co jest na miejscu a co nie. Bo nie byliście w tej sytuacji, na miejscu tej osoby. Może podobnej, może innej. Ale NIE TEJ SAMEJ.
      • Gość: tamta z lewej Re: jacy wy wszyscy dorośli i mądrzy jesteście. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.08.08, 12:08
        Na tej zasadzie to każdy sobie znajdzie jakiś powód do narzekania i będzie
        zakładał posty na forum żeby sobie ulżyć, bo prawdopodobnie najbliższe otoczenie
        nie będzie już mogło znieść tych gorzkich żali.
        • Gość: z. Re: jacy wy wszyscy dorośli i mądrzy jesteście. IP: 80.50.251.* 15.08.08, 12:40
          zabawne ,że dwudziestolatki ( majacy zerowe pojecie o zyciu i
          wychowaniu dzieci ) wypowiadaja sie napuszonym tonem o metodach
          wychowawczych,Bedziecie mieli swoje dzieci to zrozumiecie co autorka
          wątku miala na mysli.W najtrudniejszym okresie dojrzewania ( czyli
          12-15 ,16 lat) trzeba dzieci wielokrotnie pilnowac i zmusza do
          nauki.Jesli 12 latek moze sobie robic co chce ,nikt sie nim nie
          interesuje ,jego postepami w nauce to czesto taka osoba stacza
          się.Obserwowalam to w podstawowce ( jeszcze tej starej ,8-letniej)
          dzieciaki 12 ,13 letnie puszczane samopas ( czesto z rodzin
          patologicznych) konczyly dosc nieciekawie-ciaze w wieku 16 lat ,zle
          towarzystwo ,edukacja zakonczona na podstawowce/zawodowce.Takze nie
          trujcie jakimi to wspanialymi ,cudownymi ,genialnymi ,zmotywowanymi
          dziecmi byliscie bo nie uwierze.Wiekszosc zawdzieczacie swoim
          rodzicom ( zreszta skoro jeszcze studiujecie -gros z was jest przez
          nich utrzmywane ).
          • Gość: pokus hokus Re: jacy wy wszyscy dorośli i mądrzy jesteście. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.08, 13:36
            No bo oni mają JUŻ 20 lat!!
            O życiu wiedzą wszystko!
            Przecież muszą się pochwalić jacy oni to geniusze byli!
            Nikt się nimi nie interesował wcześniej, rodzice ich olewali, nie chwalili. Dzieci nie były oczkiem w głowie rodziców... A oni chcieli zwrócić na siebie uwagę - i nic. Więc chcą dać się zauważyć na forum, poprzez pouczanie zapewne starszej od siebie osoby, żeby to pokazać jacy to oni nie są. Oh i ah.
            • r.richelieu Re: jacy wy wszyscy dorośli i mądrzy jesteście. 15.08.08, 16:47
              Pewnie, bo mając 30, 40, 50 lat, mając doświadczenie wychowawcze,
              jest się pewnym, że jest ono idealne. Nie wiadomo co gorsze, ułuda
              dwudziestolatka, że będzie się wspaniałym rodzicem, czy ułuda 40-
              latka, że się nim jest.
    • Gość: I. Re: mam żal IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.08, 12:55
      żal mi Ciebie i tez rozumiem co masz na myśli i jak się czujesz,
      moi rodzice a samym poczatku dbali o to bym sie starała i
      uczyła,potem trafialam na dobrych nauczycieli którzy umieli i
      zachęcali mnie do nauki,potem w lo kiedy już za bardzo nikt sie nie
      interesuje uczniami,stało się...i nie dostałam się na studia,były
      momenty,możliwości żeby moi rodzice jakoś pomogli,zainteresowali się
      ale tego nie zrobili,zawaliłam rok ale po tym zrozumiałam żźe tylko
      ja sama moge na sobie polegac i musze się soba zająć bo nikt inny
      tego nie zrobi,studiuje 2kierunki dziennie i jestem zadowolona,na
      pewno popełniam jakies błędy ale zauwazyłam że mam coraz mnioejsze
      problemy z podejmowaniem decyzji i ze zrozumieniem co jest
      najwazniejsze i Tobie życze tego samego.
      Nigdy nie jest na nic za późno grunt żebyś wiedziała czego chcesz.
      Pozdrawiam
      • Gość: elea Re: mam żal IP: *.chello.pl 15.08.08, 13:40
        Gdyby było jak mówicie: ze dzieci przecież sama mogą, same potrafią, to wiele
        osób skończyłoby inaczej.
        Zawsze można powiedzieć, ze przecież 'nie wszystko stracone', ale mimo to warto
        odwrócić głowę i spojrzeć na przeszłość, po to choćby, żeby nawet 'za późno'
        zyskać świadomość.

        Opamiętałam sie, ale czasu nikt mi nie zwróci. Nie da sie tez przeskoczyć spraw,
        które powinny odbyć sie wtedy. Jestem dorosła i tamto juz za mną. Przecież nie
        zacznę uczyć sie matematyki kl. 1, bo muszę zaliczyć egzamin. Wszystko ma swój
        czas, a pierwszych latach szkoły nie uczymy sie jeszcze 'na studia', tylko
        zdobywamy elementarna wiedzę, którą możemy bądź nie -rozwinąć.
        Studia to juz zawód, planowanie, taktyka. Inne spojrzenie.
        To juz dorosłość i bardziej dorosłe obowiązki do pogodzenia.
        • Gość: elea Re: mam żal IP: *.chello.pl 15.08.08, 13:50
          To prawda, ze jeśli odetnie sie pępowinę, poprzestanie na sobie, to człowiek
          bierze życie w swoje ręce i zaczyna o sobie myśleć. To jest duży plus tej sytuacji.
          Ale dzieje sie to tylko wtedy, gdy jest starszy, gdy zdaje sobie sprawy z
          pewnych rzeczy.

          Przecież małe dzieci nie widzą nawet, ze sa zaniedbywane. Im jest po prostu
          wygodnie, nie maja porównania. Bo to tylko dzieci. Nawet 15 letnie!
          • Gość: I. Re: mam żal IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.08, 13:53
            zgadzam się że czasu nie można przywrócić
            u mnie też czasami wychodza takie braki,późno przewaznie,ale co
            zrobić?
            ucze się na błędach i do przodu,czasami żałuję że czegos nie
            zrobiłam albo zrobiłam coś rok temu czego bym w tym roku nie zrobiła
            albo inaczej,nie da się tego przeskoczyć.
            Staraj się bycszczęśluiwa,poukładaj swoje życie
            • Gość: ... Re: mam żal IP: *.adsl.inetia.pl 15.08.08, 14:19
              Gość portalu: I. napisał(a):
              > ucze się na błędach i do przodu,czasami żałuję że czegos nie
              > zrobiłam albo zrobiłam coś rok temu czego bym w tym roku nie zrobiła
              > albo inaczej,nie da się tego przeskoczyć.

              No właśnie o to chodzi tym którzy jak twierdzi kilka osób uważają że są
              geniuszami oh i ah i sami dawali rade.
              Ty żałujesz że czegoś nie zrobiłaś, uczysz się na własnych błędach. W
              przeciwieństwie do autorki która błędy widzi tylko w wychowaniu przez rodziców i
              nawet nie pomyśli że jest w tym wszystkim sporo jej winy.


              To na co zapracujemy to od życia otrzymujemy.
    • Gość: Tawananna* Re: mam żal IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.08, 15:01
      Może być gorzej - są rodzice, którzy nie tylko olewali edukację dziecka, a wręcz
      próbowali odciągnąć dziecko od nauki. Znam przypadek dziewczyny, która przez
      całą edukację szkolną uzyskała niewiele wsparcia, mimo to miała niezłe wyniki,
      dostała się na studia dzienne na uniwersytecie itd. Rodzice byli przeciwni jej
      studiom - miała wyjść za mąż, urodzić dzieci, poukładać sobie życie, może
      przejąć rodzinne gospodarstwo rolne. Brak było jakiegokolwiek zrozumienia dla
      jej ambicji. Dziewczyna wyjechała z domu, mieszkała w akademiku, nie dostawała
      praktycznie żadnej pomocy finansowej z domu (nie dlatego, że ich rodziców nie
      było na to stać), jeździła zresztą do domu bardzo rzadko, choć wcale nie miała
      daleko. Studia ostatecznie skończyła, wszystko to ciężko przeżyła. Takie osoby,
      którym się udało, należą do mniejszości.

      Pochodzę z małej miejscowości. Dopiero teraz, powoli, studia stają się tu
      popularniejsze (przy czym najczęściej studia zaoczne w pobliskich filiach
      państwowych uczelni albo na uczelniach prywatnych). Wiele osób marnuje swój
      potencjał. Wiele nie znajduje u rodziców (mających wykształcenie zawodowe, ew.
      średnie) zrozumienia dla swych planów życiowych. Nie każdy ma wystarczająco dużo
      motywacji i samozaparcia, by dać sobie radę bez wsparcia rodziców czy wręcz
      wbrew im.

      Jasne, że są osoby, które osiągają duży sukces, choć nikt nie pilnował, czy
      odrobiły lekcje. Sama nie jestem za "ganieniem" do nauki - liceum to już niemal
      dorośli ludzie, którzy powinni umieć zadbać sami o siebie. Jestem natomiast w
      stanie zrozumieć żal autorki, bo wydaje mi się, że chodzi tu nie tyle o
      sprawdzanie, czy lekcje już zrobione, ale o kompletny brak uwagi ze strony
      rodziców. A to wcale nie ułatwia sprawy.

      Autorce radzę natomiast, żeby się wzięła za siebie - jesteś już dorosła i teraz
      zależy od Ciebie więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Marzysz o innych studiach?
      Dlaczego by nie wziąć się zatem do pracy i spróbować na nie dostać? Rozpaczanie
      nad zmarnowanymi latami wiele już nie da.
    • Gość: Andriej to nie koniecznie wina rodzicow... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.08, 15:23
      ...ale przede wszystkim otoczenia (znajomi) i ciebie samej.

      To teraz ja opowiem swoją historię. Mam kumpla, byliśmy zawsze
      nierozłączni, nasze rodziny się przyjaźniły. Nasi rodzice nie byli
      zamożni, ale wychowali nas w myśl "Idź na studia, będziesz kimś. Nie
      męcz się jak my". Od dziecka wieczny nadzór. Też konkurowaliśmy :)
      Aż potem gimnazjum - mamy tego dość. Byliśmy w tej samej klasie, ale
      obracaliśmy się w innym towarzystwie. On w wybuchowym towarzystwie
      ('kibole', hip-hop, %), ja w spokojniejszym (czynny sport, czasem
      imprezka, czasem %, kino). Z czasem kontakt sie urwał. Obie nasze
      średnie drastycznie zmalały, z tym że nie chciałem zawieść rodziców
      (z czasem - siebie) i miałem sporo do udowodnienia nauczycielom,
      rezultat taki że zawsze na koniec 3. klasy potrafiłem sie
      drastycznie podnieść (zaówno w gimnazjum jak i w liceum). Teraz
      studiuje kierunek który lubie, obroniłem prace licencjacką, od paru
      miesięcy pracuję. Studiowałem póki co dziennie, na średniej uczelni -
      ale nie prestiż się dla mnie liczy, a wierz mi pod tym względem
      mogłem wybrać dużo lepiej) Praca mi się podoba, chcę się dalej w
      niej rozwijać, no i wynagrodzenie jak na początek naprawdę dobre.
      Będę kontynuował studia magisterskie, dziennie lub zaocznie - w
      zależności jak mi praca na to pozwoli. Kolega studiuje zaocznie w
      prywatnej szkole wyższej. Ma problemy z prawem, ostatnie miesiace
      spędził w więzieniu za napaść... Szkoda mi go, jego rodziców.

      Chodzi mi o to, że w momencie gdy uciekasz spod kontroli rodziców
      masz wybór: albo się zatracić w wolności albo korzystać z niej ale
      pamiętać po co ta kontrola była. Co do towarzystwa - to Ty
      decydujesz czy dane towarzystwo Ci pasuje. Może w przypadku mojego
      kumpla była to chęc przynależności do większej grupy, poczucie że
      jest cool, że równy z niego gość (po tym jak w podstawówce mówiono o
      nim kujon). Każdy ma jakieś powody, ale to Ty podejmujesz decyzje o
      tym by się zmienić, by wtopić się w grupę. Nie wiń więc swoich
      rodziców. Są tacy co ich nie mają albo nigdy nie doznali
      tej 'kontroli' a jednak im się powiodło w życiu (i nie mam na myśli
      studiowanie prestiżowego kierunku czy w ogóle studiowanie)
    • r.richelieu Re: mam żal 15.08.08, 16:43
      i zamiast skupiać się na przyszłości rozpamiętujesz przeszłość.
      Chciałaś żeby było idealnie, a przecież nie ma idealnych życiorysów.
      I tak Twoja koleżanka też może mieć żal, że np. nie wykształcono w
      niej wystarczająco dużo umiejętności społecznych, bo poświęcono się
      całkowicie suchej nauce. Idealna to jest równowaga, a Ty zdajesz się
      widziewć tylko osiągnięcia szkolne. Może ona ma świetlaną karierę
      lekarską przed sobą, ale życie osobiste do niczego? Może Ty
      nauczyłaś się czegoś, o czym ta koleżanka nie ma pojęcia?

      Jakiż wielki żal muszą mieć dzieci z rodzin patologicznych jeśli
      Twój żal nie pozwala Ci realistycznie patrzeć w przyszłość.

    • Gość: kasssia Re: mam żal IP: *.olsztyn.mm.pl 15.08.08, 16:58
      Taki żal to powinnaś mieć tylko do siebie. Rodzice całe życie nie
      będą Cie pilnować żebys zrobiła co musisz. Trzeba sie było uczyć a
      nie zwalać teraz winę na rodziców, jest wiele osób których nie
      trzeba pilnowac bo są ambitne, u Ciebie ambicja troche za późno
      chyba sie odezwała
    • pangolina Re: mam żal 15.08.08, 17:09
      Wstyd, wstyd. Moim kuzynom umarla matka, kiedy mieli po 5 lat. Ojciec byl sporo
      od matki starszy, wlasciwie bardziej w wieku dziadkowym. Chlopakami sie nie
      przejmowal, reszta rodziny nie miala jak sie zajac, bo mieszkali w innym
      miescie. Nikt, nikt zupelnie nie przypominal o lekcjach, o angielskim mogli
      tylko pomarzyc (skad kasa?)... Obaj skonczyli studia dzienne, obronili sie na 5,
      maja fajne prace.

      Zwalac wybor studiow na rodzicow to jakas pomylka. Skoro ja na 3 miesiace przed
      matura nie wiedzialam na co pojsc, to skad moi rodzice mieliby wiedziec? Bylam
      dobra ze wszystkich przedmiotow, w liceum chodzilam do klasy ogolnej. Teraz
      jestem zadowolona z wyboru, skonczylam studia, zaczelam doktorat. Rodzicom -
      szczegolnie mamie - kierunek sie nie podobal, ale przeciez to jest moje zycie,
      nie ich.

      Owszem, rodzice powinni pomagac dzieciom, wspierac je i dopingowac - ale bez
      przesady! Zwalanie winy za niepowodzenia w SWOIM zyciu na rodzicow to jakies
      nieporozumienie. Wez sie w garsc i ciesz sie tym, co masz.

      > Za to, ze teraz płace sporą kasę, by być na studiach, które dla wielu sa
      > bezpłatne, za to, ze te studia nie sa wcale 'elitarne' pod tym względem, ze
      > nie wymagają wielkiej inteligencji, sprytu, wystarczy zwykła solidna, praca.

      "Zwykla, solidna praca" - cenie ja bardziej od "sprytu".
      • Gość: elea Re: mam żal IP: *.chello.pl 15.08.08, 20:56
        och.. przecież ja na nikogo winy nie zwalam.. tez nie rozpamiętuje.. i zgadzam
        sie z jednym postem odnośnie towarzystwa w jakim sie przebywa-bo ja cały czas
        przesiadywałam tylko z rodzicami..

        Byl to post, gloryfikujący zainteresowanie rodziców dziećmi. To chyba nie tylko
        lekcje-to jest to towarzystwo o którym wspomniał (Andriej?), to jest zwracanie
        na dziecko większej uwagi.

        Ja-jako ja zrobiłam co mogłam, ale jesli chodzi o moje ewentualne dzieci, to na
        pewno bede w przyszlości bardziej o to dbała. Nie tylko o naukę.

        Tyle ode mnie
        pokrzywdzonej:)
        • Gość: pangolina Re: mam żal IP: *.oxfd.cable.ntl.com 16.08.08, 02:16
          Trzymaj sie w takim razie, powodzenia. GLowa do gory, miejmy nadzieje, ze twoje
          dzieci beda zadowolone z mamy :).

          Ale bez marudzenia i zalow juz!
    • Gość: gosc Re: mam żal IP: *.lublin.mm.pl 19.08.08, 20:26
      do autorki watku: spojrz na to z innej perspektywy: mnie od malego rodzice pilnowali zebym odrabiala lekcje,wyksztalcili nawyk czytania, rozbudzali ambicje-ze wiedza to wartosc, ze oni nie mieli szansy na studia a ja mam wiec nie moge jej zmarnowac.na angielski nie posylali bo bylismy zbyt biedni ale i tak przez cala podstawowke i gimnazjum mialam czerwony pasek.

      moi koledzy z (biednej)dzielnicy calymi dniami siedzieli na lawce przed blokiem z puszka piwa w rece a ja poszlam do najlepszego liceum w miescie. za to teraz jestem na studiach powszechnie uwazanych za elitarne i "bajka" sie skonczyla.. towarzystwo ze studiow to ludzie z "dobrych domow"-nie stac mnie na rozrywki jakie oni sobie funduja-wypady na narty,imprezy w drogich klubach..wiec zawsze jestem troche z boku jak autsajder.nie mam z nimi o czym rozmawiac,co z tego ze jestem oczytana-o ksiazkach sie nie rozmawia,a z domu niewiele z tej dziedziny wynioslam-przy obiedzie rozmawialo sie o kredytach i drozejacym jedzeniu.oni wszystko czego chca maja podane na tacy: miejsce na fakultecie-jeden telefon taty(a ja stalam 4 godziny w kolejce do profesora),zwolnienie lekarskie na tydzien-po znajomosci,zeby coreczka nie musiala za szybko wracac zza granicy po feriach(mi w przychodni studenckiej nie dali zwolnienia jak bylam przeziebiona-dopiero jak goraczka przekoczyla 39).mam wrazenie ze jeszcze duzo czasu to bedzie dla mnie "inny swiat".

      i co mam zrobic-wrocic do znajomych spod bloku? z moja rozbudzona ambicja,rozpoczeta kariera naukowa juz tam nie pasuje..
      wlasciwie nie bardzo teraz pasuje gdziekolwiek..

      jestem cholernie wdzieczna rodzicom za tyle pracy ile wlozyli zebym mogla i chciala sie uczyc, ale chyba czasem zaluje ze "dali mi checi, nie dajac narzedzi"
    • Gość: student pracujący żal.pl IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.08.08, 10:06
      tacy ludzie na nadają sie na studia( ewentualnie na wyzsze szkoły lansu i
      bansu). Myslisz ze na studiach mamusia stoi nade mną i prowadzi mnie za rękę. Na
      studia idą ludzie mądrzy, którzy mieli jakies zainteresowania, potrafią cięzko
      pracować przez całe zycie. Co prawda miałem zagrożenia z fizy i chemii, też nie
      miał mi kto pomóc ale wiedziałem co chce w życiu robić, uczyłem sie jezyków
      obcych (nawet samodzielnie),
      Przecież praca kosmetyczki, szwaczki itp to zadna hańba, brakuje wielu
      pracownikow, nawet wiecej zarobisz niz niejeden mgr, naprawde nie rozumiem tego
      owczego pędu na studia.
      Powinny byc same uniwersytety i polibudy a studiowac powinni naprawde
      najzdolniejsi. Szlag mnie trafia jak widze 10 takich wyzszych szkółek
      niedzielnych w Łodzi.
      • Gość: qwerty Re: żal.pl IP: *.chello.pl 20.08.08, 12:42
        > Na studia idą ludzie mądrzy, którzy mieli jakies zainteresowania, potrafią cięzko
        > pracować przez całe zycie.

        Buhahahaha. ROTFL

        Sorry, nie mogłam się powstrzymać. Jakby na pierszym roku wywalić z mojego
        kierunku wszystkich, którzy nie spełniają powyższych warunków to zostałoby może
        10%. I nie była to szkoła gotowania na gazie tylko PW :)
        • Gość: bis Re: żal.pl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.08.08, 18:20
          Gość portalu: qwerty napisał(a): Sorry, nie mogłam się powstrzymać. Jakby na
          pierszym roku wywalić z mojego
          > kierunku wszystkich, którzy nie spełniają powyższych warunków to zostałoby może
          > 10%. I nie była to szkoła gotowania na gazie tylko PW :)


          ależ TY jesteś zarozumiała!!!
    • Gość: Reo każdy rodzic inaczej wychowuje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.08, 13:15
      Każdy człowiek ma inną drogę życiową, a od rodziców należy wymagać przede
      wszystkim opieki. Rodzice nie zawsze są w stanie pomóc dziecku po podstawówce,
      bo jest to wiedza, której nie są w stanie sami sprawdzić. Rodzice po prostu dali
      ci wolność. W szkole średniej trzeba wiedzieć, czego się chce, do czego się
      daży. Mój kolega też nie był pilnowany w tym sensie jaki ty uznajesz za
      konieczny, a skończył medycynę, nie będąc super zdolnym. Nikt nie sprawdzał jego
      wypracowań w liceum.
      Każdy człowiek jest inny, jeden sam wie co ma robić i wręcz nie chce kontroli, a
      inny potrzebuje wsparcia. Może twoi rodzice nie chcieli cię kontrolowac, żebyś
      lepiej doszła do samodzielności.
      Naprawdę, to że twoja koleżanka był pilnowana i skończyła medycynę to nie jest
      żaden atut. Nie masz co jej zazdrościć. Wielu ludzi nie miało możliwości
      otrzymania takiego wsparcia od rodziców, a jednak ukończyli chciane studia.
      Edukacja jest zadaniam systemu oświaty bo rodzice nie zawsze są w stanie temu
      sprostać.
      Z tego co piszesz to jednak miałaś wskazane liceum, profil - a więc to jednak
      nie tak, że się nikt nie interesował,"nie pokierował" - bo jednak ktoś tobą
      pokierował. Po prostu nie było to zainteresowanie dostosowane do twoich potrzeb.
      • Gość: qwerty Re: każdy rodzic inaczej wychowuje IP: *.chello.pl 20.08.08, 13:39
        > Z tego co piszesz to jednak miałaś wskazane liceum, profil - a więc to jednak
        > nie tak, że się nikt nie interesował,"nie pokierował" - bo jednak ktoś tobą
        > pokierował.

        No tak, tylko, że rodzice wskazali jej liceum, które było najbliżej i nie
        chcieli, żeby poszła do położonej dalej, lepszej szkoły. Więc nie nazwałabym
        tego pokierowaniem.
        • Gość: Reo Re: każdy rodzic inaczej wychowuje IP: 212.87.0.* 21.08.08, 16:02
          W ich rozumieniu zapewne nie ma czegoś takiego jak szkoła lepsza i gorsza,
          pewnie wszystkie traktują jednakowo. Mnie chodzi jedynie o sam fakt wskazania,
          wyboru - a nie jego skutek. Nie był to więc kompletny brak zainteresowania, ale
          nieadekwatność do jej potrzeb, brak tej chęci aby dziecko osiągnęło jak
          najwięcej. Rodzice myśleli innymi kategoriami, ona innymi.
    • Gość: marajka Re: mam żal IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.08.08, 17:46
      To prawda, rodzice spełniają ważną rolę. Nie mam na myśli oczywiście
      pchania na siłę dziecka np. na niemiecki, gdy ono marzy o
      francuskim, czy do szkoły muzycznej, choć woli sportową. Ale to
      rodzice powinni pomóc dziecku odnaleźć jego potencjał, powinni od
      niego wymagać w miarę możliwości.
      W gimnazjum spadły mi oceny z przedmiotow ścisłych. Olałam je sobie,
      z czystego lenistwa. Gdyby mnie rodzice nie przypilnowali, żebym
      chodziła na dodatkowe lekcje pewnie skończyłabym w podrzędnym liceum
      i potem na PWSZ.
      W podstawówce i LO pilnowałam się sama, w gimnazjum trzeba mi było w
      tym pomóc. Nie każdy trzynastolatek myśli poważnie o przyszłości.
      Jeśli rodzice widzą, że dziecko, pomimo starań źle się uczy, nie
      powinni na siłę robić z niego geniusza. Ale jeśli widzą, że pracą
      można coś z dziecka wyciągnąć- powinni zadbać o jego edukację.
      Od tego są rodzice!
      Wiadomo, sami zabigani, czasem los bywa aktutny, odbierze jedno z
      nich. Ale pomomo to, nie można dziecka dodatkowo krzywdzić
      zaniedbując je. Najczęściej dziecko zostawia się samo sobie, nie
      dlatego, że ojciec umarł, a matka na dwóch etatach, ale dlatego, że
      tak wygodniej. Bycie rodzicem to odpowiedzialność za przyszłość
      małego człowieka, a nie tylko dbanie o to, żeby miał co jeść!
      Niektóre dzieci, choć zaniedbane uczą się świetnie. Ale to wyjątki.
      Większość dobrych uczniów ma troskliwych pod tym względem rodziców.
      Rozumiem Twój żal, ale nic nie zmienisz. Teraz musisz sama
      inwestować w siebie, może SUM zrobisz na dobrej uczelni.
Pełna wersja