Dodaj do ulubionych

J.Pilch i kobiety oddające się za pieniądze..

04.06.15, 18:11
W Gazecie Wyborczej z dnia 30.05.2015 wydrukowano artykuł pt.: „Jerzy Pilch: Jest czas obłapiania i jest czas miłości”. Jest to wywiad redaktor Katarzyny Kubisiowskiej,
z Jerzym Pilchem, z okazji wydania jego najnowszej powieści pt.: „Zuza czyli czas oddalenia” .

Ponadto Katarzyny Kubisiowska przygotowuje biografię Jerzego Pilcha. Warto tu jeszcze przypomnieć, że był siedmiokrotnie nominowany do Nagrody Literackiej "Nike", którą otrzymał w 2001 r. za powieść "Pod Mocnym Aniołem".

W omawianym tu wywiadzie jest następujący fragment:
[„..
Może ty sam masz zachwytu nad światem w sobie coraz mniej, więc ten sam los spotyka i narratora?

- Właśnie wydaje mi się, że teraz mam go więcej. Pytasz, czym się zachwycam? Kobietami, oczywiście.

Można powiedzieć, że to zachwyt płaski, a można, że epifaniczny. Proszę, weź z tej najbliższej ciebie półki "To" Miłosza i przeczytaj fragment zaczynający się od "Widzę ich nogi..." wiersza "Uczciwe opisanie samego siebie nad szklanką whisky na lotnisku, dajmy na to w Minneapolis".

"Widzę ich nogi w minispódniczkach, spodniach albo w powiewnych tkaninach,/ Każdą podglądam osobno, ich tyłki i uda, zamyślony, kołysany marzeniami porno./ Stary lubieżny dziadu, pora tobie do grobu, nie na gry i zabawy młodości./ Nieprawda, robię to tylko, co zawsze robiłem, układając sceny tej ziemi z rozkazu erotycznej wyobraźni./ Nie pożądam tych właśnie stworzeń, pożądam wszystkiego, a one są jak znak ekstatycznego obcowania./ Nie moja wina, że jesteśmy tak ulepieni, w połowie z bezinteresownej kontemplacji i w połowie z apetytu".

- No więc gdy spaceruję ulicą Kruczą i zachwycam się w epifanii pięknem mijanej kobiety, to niech mnie Pan Bóg broni, bym od razu realizował głębię tego małżeństwa. Trzymajmy się tego.
Jerzy, litości! Od lat powtarzasz to samo na temat kobiet.

- A czy ja mówię, że wprowadzam nowy akcent? Zachwycam się teraz bardziej, bo wiem, że niedługo moje poznanie jeszcze bardziej się zawęzi. Nie ma co ukrywać: gdy pojawia się akord pożegnalny, to emocja jest większa.


Emocja jest też większa, gdy obiektem miłości jest prostytutka?

- Mówiliśmy wcześniej o Mannowskim Leverkühnie, dla którego ważną postacią w biografii wewnętrznej przemiany jest prostytutka Esmeralda. Także w opowiadaniach emigracyjnych Bunina występuje wątek prostytutki przychodzącej do mężczyzny czekającego w pokoju w hotelu. On się w niej zakochuje, razem gdzieś wyjeżdżają i ona umiera na gruźlicę.

Márquez, który u schyłku życia napisał "Rzecz o mych smutnych dziwkach", miał jakiś niedocieczony, a w pewnych kręgach znany problem seksualny i chwalił bardzo epizod z młodości, kiedy mieszkał w burdelu. Mówił, że to jest świetne miejsce do pracy - rano spokój do pisania, a wieczorem ciekawe rzeczy.

Związki pisarzy ze sprzedajnymi dziewczynami to osobny temat.

Możesz to uściślić?

- Pisarz, który nie przeszedł fascynacji prostytutką, wiele nie zwojuje.

Bardzo ryzykowne zdanie.

- Dałby Bóg najwięcej takiego ryzyka.

Skoro bohatera twojej powieści konfrontuje się z "czasem oddalenia", to jaki jest obecny czas Jerzego Pilcha?

- Nie wiem, nie wszystko jest w moich roztrzęsionych rękach. Na pewno nie będą roztrzęsione w trumnie. Jakby jeszcze nastał czas pisania, to bym nie miał nic przeciwko temu. Czas czytania i czas pisania. Teraz, by przeżyć dzień, niezbędny jest jeszcze czas oglądania telewizji. A tam co chwila programy kryminalne. ..”]
…………………………….
No więc tak.. . Są różne pokłady ..poziomy rozumienia świata… Pewne stwierdzenia jakiś intelektualistów, pisarzy ..mogą być banalne.. albo mogą się wydawać wyjątkowo celne, lub niesłychanie intrygujące, dotykające jakiś istotnych strun istniejących w duszy człowieka.

Takim właśnie zdaniem jest przytoczona wyżej wypowiedź Jerzego Pilcha pt.: „Pisarz, który nie przeszedł fascynacji prostytutką, wiele nie zwojuje”.

To zdanie dotyczy jakiejś ważnej prawidłowości. Jakkolwiek to zdanie jest zapewne intrygujące.. i zrozumiałe jedynie przez część kobiet i mężczyzn.

Wątpię aby ktoś z Państwa zechciał się się wypowiedzieć na temat przesłania zawartego w cytowanym zdaniu. Zagadnienie jest bowiem wysoce niewygodne.

No ale skoro zakładam ten wątek to powiem od siebie.. że to iż prostytucja jest najstarszym zawodem zarobkowym świata jest istotną cechą nas .. i nie należy tego wypierać z pamięci.

Są mężczyźni szanujący ..a nawet uwielbiający ( z jakiś tylko im wiadomych powodów ) kobiety „oddające się za pieniądze”. No i są takie kraje jak Norwegia, gdzie można współcześnie „wsadzić takiego mężczyznę do więzienia” – pamiętając iż w tym samym kraju można odebrać dziecko rodzicom – na mocy decyzji jakiegoś zarozumiałego - pewnego siebie urzędnika. ~ Andrew Wader
Obserwuj wątek
    • andrew.wader Re: J.Pilch i kobiety oddające się za pieniądze.. 04.06.15, 18:42
      Dla próby udzielenia odpowiedzi na pytanie postawione w poprzednim wątku użyteczne jest aby wiedzieć więcej o najnowszej powieści J. Pilcha. Dlatego przytaczam tu fragmenty artykułu wydrukowanego przez Gazetę Wyborczą pt.: "Jest tylko Zuza ..i właśnie jej nie ma". Artykuł ten jest dostępny pod.:

      wyborcza.pl/1,75475,18034382,_Zuza_albo_czas_oddalenia___Jerzy_Pilch_fenomenalnie.html
      [ " .. W nowej powieści "Zuza albo czas oddalenia" Jerzy Pilch wspaniale, w każdym akapicie podtrzymuje napięcie między prawdą i fikcją. Niezwykła synteza: ostentacyjne zmyślenie i jednocześnie najbardziej autobiograficzny utwór w jego dorobku.
      Właściwa opowieść została poprzedzona notatką, z której wynika, że "Rękopis ukryty w bucie" to tytuł, który nieznany autor nadał swoim odręcznym zapiskom. Plik żółtych kartek wpadł w ręce Jerzego Pilcha. To on znalazł ów but na schodach kamienicy na Hożej..

      Natychmiast pojawia się pytanie, dlaczego markowy, doświadczony pisarz korzysta z tak wyświechtanego chwytu literackiego. Powody mogą być rozmaite - domyślam się trzech.

      Po pierwsze, autor "Zuzy..." może się w ten sposób wytłumaczyć z braku puenty (rękopis w pewnym momencie się urywa) oraz uzasadnić niewielką objętość utworu ..

      Po drugie, konwencja znalezionego rękopisu odsyła do jednego z najważniejszych problemów tej mikropowieści, czyli fundamentalnej nieprzejrzystości czy też nierozstrzygalności. Pilch rozegrał to świetnie - tak zmieszał fikcję z autentykiem, że nigdy nie wiadomo, co jest twarzą, a co maską, gdzie zaczyna się wyznanie, a gdzie zgrywa. Mówiąc jeszcze inaczej, "Zuza..." jest ostentacyjnym zmyśleniem, opowiastką manifestującą swoją literackość i jednocześnie najbardziej autobiograficznym utworem w dotychczasowym dorobku pisarza. Niezwykła synteza!

      Wreszcie po trzecie - to domniemanie najbardziej ryzykowne - Pilch uruchamia trop "powieści pośmiertnej", utworu wydobytego z papierów, które pozostały po kimś, kto odszedł, i w związku z tym autorstwo dzieła jest niepewne.

      Znajdź podobieństwa. I różnice

      Zgadza się prawie wszystko. Narratorem jest pisarz urodzony w Wiśle, luteranin wychowany wedle surowych purytańskich reguł. W Wiśle pozostała jego matka, którą odwiedza coraz rzadziej i która nieodmiennie wtrąca się w jego życie. Kiedyś mieszkał w Krakowie, gdzie studiował polonistykę i pracował w dwutygodniku "Student", teraz mieszka w Warszawie przy ul. Hożej. Cierpi na chorobę Parkinsona, niedawno przeszedł operację neurologiczną, która sparaliżowała aparat mowy.

      Ale "prawie", jak wiemy, czyni różnicę. I nie chodzi o takie drobiazgi jak to, że bohater ma 66 lat i trzy małżeństwa za sobą (i jedno, i drugie się nie zgadza), lecz o kwestie nieporównanie bardziej doniosłe. Na przykład informację, że narrator "Zuzy..." mimo dolegliwości, która uniemożliwia mu normalne funkcjonowanie, zapisuje opowieść wiecznym piórem na żółtym papierze i potrafi zapiski te odczytać. Więcej - bierze "silne leki antyparkinsonowskie..

      Ów szwung sprawił, że nieprzytomnie zakochał się w "pochopnej dwudziestolatce", warszawskiej prostytutce, której przez pewien czas był stałym klientem. Oszalał dla niej do tego stopnia, że zaproponował jej małżeństwo. Oświadczyny zostały przyjęte, związek zawarty. Żeby było ciekawiej - jednym z warunków, jakie postawił bohater swojej wybrance, było to, że ona już jako małżonka nie porzuci swego fachu. Może obcować cieleśnie, z kim chce, byle za pieniądze.
      .......
      Jakie pomieszczenia aprobują kobiety

      Ale nie dylematy moralne zaprzątają myśli naszego bohatera - on przejmuje się wyłącznie literackim opracowaniem tej historii. Najbardziej boi się sentymentalnego kiczu: "Facet po sześćdziesiątce opowiadający o swych wzlotach uczuciowych to jest żenada". Boi się, ale snuje w najlepsze tę skandaliczno-romantyczną historię miłosną, cały czas prowokując czytelników.

      A to wygłosi apologię prostytucji jako najwyższej formy relacji miłosnej, a to sformułuje pochwałę sztucznych biustów, zawsze lepszych od naturalnych piersi, bądź czarno na białym wykaże, że "kurwy nie zdradzają", bo na gruncie nieledwie filozoficznych założeń zdradzać nie mogą.

      Jeżeli w ogóle w tej mikropowieści jest coś zabawnego, to autoironiczne ogrywanie niegdysiejszej erotomańskiej gęby. Może nie wszyscy pamiętają, ale był czas, kiedy Jerzy Pilch uchodził za eksperta od spraw damsko--męskich wyspecjalizowanego w udzielaniu pikantnych wywiadów prasie kolorowej. Bohater przemawiający w "Zuzie..." wchodzi w tę właśnie rolę. Oczywiście prześmiewczo.

      Próbuje tedy skatalogować całą swoją wiedzę o uczuciach i erotyce, sypie obserwacjami starego wyjadacza, formułuje prawidłowości wynikające z rozległych doświadczeń ..

      Chodzi o dzieje pierwszego małżeństwa bohatera "Zuzy...": od poznania Nulli w liceum do odkrycia, że monogamia nie tylko nie jest możliwa, ale też szkodliwa dla zdrowia. Ponadto opowiadacz wiele miejsca poświęca rozważaniom o przemianach obyczajowych. Mówi m.in. o tym, jak się zmieniło postrzeganie wiarołomstwa. Drobny wyimek z tych wywodów: "Pójście do łóżka z żoną przyjaciela nie jest zdradą. Z żadnej strony. Kiedyś tak. Kiedyś był to dowód zupełnego zezwierzęcenia. Dziś nie".

      Z kry na krę

      Zasadniczo jednak "Zuza..." opowieścią zabawną nie jest. Weźmy sprawę płatnej miłości. Jakże w niej rozpoznać skandal, skoro pierwszoplanowym skandalem jest tu położenie, w jakim znalazł się bohater? Postępujący parkinsonizm to nie wszystko, włączają się kolejne dolegliwości - bóle kręgosłupa, przepuklina: "Skaczę z kry na krę, z choroby w chorobę. Zero leczenia. Całymi partiami wycofuję się z rzeczywistości". To, co się dzieje z ciałem opowiadacza przemawiającego w "Zuzie...", to dopiero "pornografia" - chce nam powiedzieć Pilch.

      Bo też w najgłębszej warstwie jest to opowieść o wstydzie i bezwstydzie, formach, które przybierają, a zwłaszcza o względności tego ostatniego. Stąd też wzięła się analogia: najstarszy zawód świta - przekonuje autor "Wielu demonów" - ma wiele wspólnego z fachem pisarskim. Czytamy w pewnym miejscu: "Pochopna dziewczyna nie szuka intymności. Ona szuka kasy, za kasę wyprzedaje się intymnie - to jednak jej wybór, jej ochota i jej przymus".

      Dokładnie to samo można powiedzieć o pisarzu, osobliwie o naszym pisarzu, który wyprzedaje własną intymność, i to tę, by tak rzec, najintymniejszą z intymnych (temat choroby, problematyka, jak sam ją nazywa, "dni przedostatnich"). Nie mówiąc o tym, że "sztuka bycia prostytutką to sztuka hartowania się w samotności". Tutaj być może analogia jest najpełniejsza, wszak na temat piekła samotności autobiograficzny bohater Pilcha wie, niestety, wszystko.

      Wątpliwości zostały zasiane

      Rangę i format pisarza ustalamy nie na podstawie tego, co z własnego życiorysu wyprzedaje, ale jak to czyni. Pilch robi to fenomenalnie, w każdym akapicie podtrzymując napięcie między prawdą i zmyśleniem. Pod koniec opowieści wybranka bohatera ni stąd, ni zowąd znika, w związku z czym pojawia się uwaga: "Cała miłość do Zuzy była fantazmatem, obecnie jak fantazmat pierzchła, a ja zapamiętane odcienie spisuję, z pogorzeliska uczuć i tęsknot wydobywam jakieś ocalałe napisy i faryzejsko szydzę z tych, co mi uwierzyli".

      Bohater wprawdzie zaprzecza temu rozpoznaniu ("cała historia była jedną z najpewniejszych i najtwardszych w moim życiu"), ale wątpliwości zostały zasiane. Nie opuszczają nas ani na chwilę. Samą zaś Zuzę wypada postrzegać tak jak Beatrycze z wiersza Lechonia - jest i właśnie jej nie ma.."]

      Wydaje mi się, że Jerzy pilch musiał zbudować specjalną konstrukcję.. aby jakoś zdołać przedstawić fenomen o którym mowa w niniejszym wątku - a mianowicie fascynacji kobietami które oddają się za pieniądze.. No ma co się dziwić. Każdy może spróbować przedstawić tą ideę w trakcie dyskusji towarzyskiej ..i sprawdzić jak mu będzie ten zamiar "funkcjonował" ~ Andrew Wader
      • dum.10 Mieszkać w burdelu 12.07.15, 17:25
        chce każdy normalny facet.
        Ja o tych kobietach nie mogę powiedzieć złego slowa, bo jak można mówić
        źle o kimś, kto chociaż przez chwilę zachowuje sie jakby był zakochany bez pamięci?
        Każda taka kobieta jest dla prawdziwego faceta istotą nie z tego świata. Przenosi go w otchanie
        nieskończonego nienasycenia, gdyż jest na tym świecie niemożliwym calkowite wejście w nią.
        Jedynie śmierć daje nadzieję.
        • dum.10 Re: Mieszkać w burdelu 18.07.15, 01:04
          dum.10 napisał:

          > Jedynie śmierć daje nadzieję.

          Problem jest trudniejszy niż by się mogło wydawać. Mężczyzna widzi w kobiecie całą
          swoją transcendencje. Każda miłość do kobiety to metafizyczna przemiana w świadomości
          męskiej i jeżeli istnieje coś takiego jak świadomość Wszechświata to w ukochanej kobiecie
          może ją odnaleźć.
          Te kobiety ( nie chce pisać słowa "prostytutki", bo się go wstydzę, gdyż jest ono obraźliwe
          dla nich i one nie zasługują na nie) mają bardzo bogate życie wewnętrzne i czasami wpadając
          w alkoholizm lub narkomanię z powodu hipokryzji srodowiska cierpią wiecej niż inne i przez
          to są uosobieniem dobra.
          Oczywiście z przyczyn kulturowych są potępiane zwykle przez społeczeństwo co odbija się
          bardzo niekorzystnie na ich psychice. Nie mogę pojąć dlaczego ludzie uważają je za złe.
          Przecież one dopiero pod wpływem takiej negatywnej oceny ulegają światowi przestępczemu,
          który wykorzystuje ich dla swych celów. Każde seksualne odchylenie od przyjętej normy
          wyznaczonej przez bezlitosną tradycję jest z gory skazane na poniewierkę po zakamarkach
          tzw. półświatka, gdzie królują prawa siły i pieniądza.
          To bardzo smutne, że człowiek kochający inaczej musi się poniewierać po spelunkach i ubikacjach,
          aby zaspokoic swoją naturalną potrzebę miłości.
          Dzisiaj mamy już inne czasy i jedynie możemy pozazdrościc młodemu pokoleniu, że ma
          ono to, co ludzie dojrzali nie mieli w ich wieku.
          Ale, czy rzeczywiście to jest dobrze? Moim zdaniem nie. I dlatego napisałem na początku,
          że problem jest trudny.
          Trudność tego problemu jak widać wynika z własności natury ludzkiej, która jest sprzeczna
          w sobie. Dlatego tworzone prawo musi być na tyle elastyczne, aby tę sprzeczność uwzglednić.
          A zatem problem agencji towarzyskich dobrej jakości i o przystępnych cenach jest bardzo
          ważnym warunkiem zmniejszenia przestępstw seksualnych. Kobiety w nich pracujące powinny
          być taktowane jak każdy pracownik w gospodarce kraju i mieć godziwe wynagrodzenie,
          ubezpieczenie zdrowotne i zapewnioną w wieku od 40 lat emeryturę.
          Dużo wody upłynie zanim świat zrozumie to, co najprostsze, bo naturalne.

          "Sex is the most natural and beautiful thing,
          what the money can buy."
    • dum.10 Problem seksualny 21.07.15, 18:29
      andrew.wader napisał:

      > Márquez, który u schyłku życia napisał "Rzecz o mych smutnych dziwkach", miał j
      > akiś niedocieczony, a w pewnych kręgach znany problem seksualny i chwalił bardz
      > o epizod z młodości, kiedy mieszkał w burdelu. Mówił, że to jest świetne miejsce
      > do pracy - rano spokój do pisania, a wieczorem ciekawe rzeczy.

      Znam ten problem. To hiperseksualizm. Jest bardzo ryzykowny, bo można nawet życie
      stracić. Spleciony z sentymentalizmem daje dobra bazę do pracy pisarskiej.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka