andrew.wader
30.08.15, 18:48
W Gazecie Wyborczej wydrukowano w dniu 29.08.2015 artykuł pt.: Potrzebujemy uchodżców", jego początek jest dostępny pod.:
wyborcza.pl/magazyn/1,147741,18646548,potrzebujemy-uchodzcow-bachmann.html
W P.S. wklejam fragmenty tego artykułu. Dlaczego wskazana byłaby dyskusja ? Otoż w umysłach Polaków (i w umysłach mieszkańców wielu innych krajów UE ) kołaczą się dwie opcje: 1. Ogrodzić się jakoś, a imigrantów deportować ( tak np. twierdził wczoraj w TVN znany polityk Jan Rokita ) lub 2. Przyjmować niemal wszystkich imigrantów ( z wyłączeniem osób podejrzanych o inklinacje do terroryzmu, dzihadyzmu ).
Wydaje się, że - na dłuższą metę nie da się zrealizować opcji nr 1. Jest już za późno. Procesu usadawiania się milionów mieszkańców Afryki i Bliskiego Wschodu w Europie Zachodniej nie da się już powstrzymać. Mimo iż być może będzie to prowadzić do takich zjawisk, jakie wyliczył niedawno Dawid Warszawski w artykule pt.: "Nadciągający upadek Europy" ( vide [ forum.gazeta.pl/forum/w,32,157602666,158555926,Re_Program_integracji_Libijczykow_w_Polsce.html ] ~ Andrew Wader
P.S.
[ ".. Nawet gdybyśmy dostali 50 tys. Syryjczyków, to długo by u nas nie zagrzali miejsca. Powędrowaliby na zachód Europy. Niestety.
Czasami dobrze jest być peryferiami. Dotąd, jak z zadowoleniem odnotowują polscy komentatorzy, uchodźcy z Syrii, Afganistanu, Erytrei i Bałkanów omijają Polskę. Dzięki temu polskie elity polityczne i intelektualne mogą się spierać o referendum na temat funkcjonowania jednego z przedsiębiorstw państwowych albo o to, czy prezydent Duda wskrzesi Polskę jagiellońską, lecąc do Tallinna. Europejski kryzys uchodźców dociera do Polski jedynie na ostatnich stronach gazet, ale jego konsekwencje będą wkrótce dotyczyć Polski. Pokazują to już same rozmiary tego kryzysu.
***
Celem większości uchodźców przypływających do Włoch i Grecji są Niemcy. Już w tej chwili dotarło tam więcej imigrantów z krajów pogrążonych w krwawych konfliktach niż przez cały - i tak już rekordowy - rok ubiegły. Prognoza niemieckiego MSW mówi o 800 tys. imigrantów szukających azylu tylko w Niemczech. W Austrii koalicja rządowa uchwaliła nadzwyczajne prawo, które daje rządowi możliwość rozdzielania uchodźców między landy i samorządy wbrew woli tych ostatnich. Na mocy tej ustawy rząd korzysta też z pomocy wojska, aby zarządzać przepływem uchodźców.
A to dopiero początek. Państwa europejskie same przyczyniają się bowiem do zwiększenia napływu uchodźców. Kiedy przypływali na zdezelowanych statkach przez morze i tonęli, oburzenie opinii publicznej zmusiło Unię, rząd Włoch i unijną agencję ds. ochrony granic Frontex do przeprowadzenia akcji ratunkowych. To zmniejszyło ryzyko utonięcia i... jeszcze więcej uchodźców zdecydowało się korzystać z trasy przez Morze Śródziemne. W 2014 r. przybyło stamtąd dziesięć razy więcej uchodźców niż w 2012 r.!
Sytuacja zmieniła się dopiero wtedy, gdy zniesiono obowiązek wizowy do krajów zachodnich Bałkanów, a Węgrzy zmienili swoją politykę azylową w taki sposób, że umieszczają ubiegających się o azyl w otwartych centrach, które mogą w każdej chwili opuścić. Odtąd można przy relatywnie małym ryzyku przepłynąć z Turcji do Grecji i przedostać się do strefy Schengen, skąd podróż do Niemiec, Francji i Austrii jest łatwa. Dzięki tym niewielkim zmianom na Bałkanach napływ uchodźców na trasie bałkańskiej jest teraz o wiele większy niż napływ z Libii.
Coraz tłoczniej na bałkańskim szlaku prowadzącym do Unii Europejskiej
***
Wystarczy więc relatywnie mała zmiana w jednym kraju i cały ruch znowu się przekieruje - na przykład z Turcji przez Grecję do Bułgarii, Rumunii i przez Ukrainę do strefy Schengen - na Słowację i do Polski. Niemcy i Francja uzgodniły, że wspólnie przeforsują uznanie zachodnich Bałkanów za "bezpieczne kraje trzecie", od których obywateli z zasady nie przyjmuje się wniosków azylowych. To trochę złagodzi napływ migrantów z Bałkanów, którzy w bieżącym roku i tak stanowią jedynie 12 proc. wszystkich, którzy próbują się dostać do zachodniej Europy.
Dyskutuje się też obecnie nad wprowadzeniem kontroli osobowych na wewnętrznych granicach strefy Schengen. Wielu polityków w Niemczech już teraz stawia sprawę na ostrzu noża: albo państwa, które dotąd nie przyjmowały uchodźców, zgodzą się na obowiązkowe kwoty zaproponowane przez Komisję Europejską, albo strefa Schengen przestanie istnieć.
To nie powstrzymałoby uchodźców, bo atmosfera w Niemczech jest obecnie bardziej przyjazna uchodźcom niż kiedykolwiek wcześniej - 60 proc. ankietowanych w sondażach uważa, że "Niemcy dadzą radę przyjmować uchodźców", a 86 proc. uważa Niemcy za "kraj imigracyjny". Nawet gdyby granice były obstawione wojskiem, to i tak, gdyby doszło tam do takich scen jak w Macedonii, opinia publiczna wymusiłaby na władzach ich otwarcie.
Groźby dotyczące przywrócenia kontroli granicznych między państwami strefy Schengen nie mają odniesienia do uchodźców, ich celem jest wywieranie nacisku na kraje niechętne obowiązkowym kwotom rozdzielanych uchodźców.
Innymi słowy, nawet jeśli uchodźcy dalej będą omijać Polskę, to i tak kraj wkrótce odczuje skutki kryzysu - albo w wyniku przyjęcia obowiązkowych kwot, albo w wyniku stopniowego znoszenia systemu Schengen. Wtedy będziemy nie tylko poza strefą euro, ale też poza strefą Schengen, ze wszystkimi tego konsekwencjami dla pogranicza, rynku pracy, naszych lotnisk i turystyki. To nie uchodźcy są groźni, groźne są konsekwencje polityki chowania głowy w piasek, opartej na stereotypach i przesądach.
Bez nich obecny kryzys można rozwiązać z korzyścią dla wszystkich: dla krajów docelowych, krajów tranzytowych (jak Polska), dla samej UE i dla uchodźców.
Uchodźcy do roboty. Niemcy przez dekady broniły się przed pracownikami z zagranicy. Teraz fachowców szukają pośród uciekinierów z Bliskiego Wschodu
***
Dominująca narracja na temat obecnych fal uchodźców, która wyłania się z każdej audycji w niemieckiej telewizji oraz z wielu doniesień w liberalnych i lewicowych mediach w Polsce, brzmi tak: biedni, głodujący uchodźcy z krajów ogarniętych wojną, ryzykując życie, uciekają przez morze, aby dotrzeć do Europy. W tej opowieści uchodźcy są biedni, niewinni, prześladowani i zasługują na nasze współczucie i naszą pomoc. Unia Europejska jest bierna albo wręcz prześladuje ich za pomocą Frontexu. Ta historia ma, jak każda dobra baśń, także czarne charaktery. Są nimi przemytnicy, którzy brutalnie, bezwzględnie i dla własnego zysku wsadzają tych biednych uchodźców na zdezelowane statki i opuszczają ich na morzu, skazując pasażerów na dryfowanie i tonięcie.
Rzeczywistość jest nieco mniej jednoznaczna, niż sugeruje ta baśń.
Uchodźcy, którzy w ostatnich miesiącach napływają do Grecji i Włoch, pochodzą głównie z Syrii, Afganistanu, Erytrei i Nigerii. Mają więc za sobą daleką podróż, podczas której musieli opłacać noclegi, jedzenie, transport, przemytników i pograniczników wielu państw. Sama przeprawa przez morze kosztuje kilka tysięcy euro, a zanim tam dotrą, muszą często odbywać kilkumiesięczne podróże przez obce kraje. Oni nie są biedni, oni należeli do klasy średniej albo nawet do elity w swoich krajach. Naprawdę biedni uchodźcy z Syrii wegetują w obozach dla uchodźców w Libanie, bo nie stać ich na podróż do Europy. Ci, którzy teraz wędrują przez Bałkany do Europy Zachodniej, albo mieli spore oszczędności, albo zapożyczali się u członków swoich rodzin, albo wzięli nieformalny kredyt. Tak czy owak, kiedy już są w swoim państwie docelowym, mają ogromny dług, którego nie mogą spłacać, ponieważ podczas procedury azylowej nie wolno im pracować. Dlatego niektórzy pracują nielegalnie, inni znikają w podziemiu kryminalnym, jeszcze inni na poczet swoich d