Piszmy wspomnienia

22.11.13, 06:13
- by sprawić sobie przyjemność
- by przekazać te opowieści dzieciom i wnukom
- by uporządkować domowe zbiory zdjęć
- by zachować pamięć tamtych czasów

Wystarczy położyć na stole jakieś jedno zdjęcie z przeszłości.
Opisać w prostych słowach kogo lub co przedstawia, dołączyć
ten opis do albumu. W moich zbiorach rodzinnych mam zdjęcia
mojej Matki. Robione w różnych latach jej życia, są dowodem
że czas jest nieubłagany. Twarz i sylwetka zmieniały się, ale
oczy pozostały zawsze takie same: kochające i troskliwe.

W tych zbiorach jest także czarno-białe zdjęcie, które przedstawia
moją *staruszkę* tańczącą na jakiejś imprezie w klubie seniora.
Prosta spódniczka i bluzka z długimi rękawami, bez ozdób, włosy
splecione w warkocz i upięte w kok z tyłu głowy.
Prowadzący ją w tańcu partner, pochylony - niewysoka była - jest
przystojnym siwiutkim, schludnym panem. Prowadzą rozmowę
i wyczuwam, że jest ona ważniejsza od taktów muzyki.

Oglądałam to zdjęcie wiele razy, ale dopiero teraz uświadamia mi ono
jaką egoistką byłam w młodości. Jak nie rozumiałam Jej radości gdy
wybierała się do *swojego* klubu na spotkania *w każdy wtorek*.
Musiałam tak organizować sobie czas przy dzieciach, żeby mogła tam
być w tym dniu. Nieraz byłam zniecierpliwiona i zła. Dopiero teraz wiem
jak cenne były to spotkania. Teraz - gdy wolę posiedzieć przed telewizorem
albo przy komputerze. Ale cóż, zainteresowania się zmieniają.
    • sagittarius954 Re: Piszmy wspomnienia 22.11.13, 07:42
      To i je wklej . Na forum .
      • super.222 Re: Piszmy wspomnienia 22.11.13, 08:28
        Mądrala ... pomyślałeś ... jaka matka, taka córka big_grin

        A wiesz? Dzisiejsze babcie ... noszą się zupełnie inaczej.

        PS. >>> niczego nie wklejamy <<< ... przecież big_grin
        • sagittarius954 Re: Piszmy wspomnienia 22.11.13, 08:47
          Gorąco zapraszam do wnikliwego studiowania pierwszej strony naszego forum big_grin
          A dlaczego miałbym pomyśleć wiem to na pewno , Twoja matka miała gen super a ty już masz super.222 czyli co by nie mówić gorszy. big_grin
    • sagittarius954 Opowiadanie "Ławeczka" 26.11.13, 10:39
      Pamiętacie może ławeczki rozstawiane w parkach i skwerkach na początku lat siedemdziesiątych . Nie miały uroku , nieładne , często zdewastowane jednak miały jedną zaletę . Siedziało się na nich dobrze .
      Tamtej wiosny odwiedzałem dosyć często kino „Moskwa , pokazywane były wtedy dobre filmy zachodnie. Hollywood śmiał się do nas z ekranów a ja obiecałem sobie być chociaż raz dziennie na jednym filmie . Oczywiście po dwóch miesiącach codziennych wizyt w kinie, mój notes zapełniał się nowymi wpisami i z żalem stwierdziłem, iż obietnicy złożonej sobie nie dotrzymam . Szczupła wypłata nie pozwalała na więcej niż dwa-trzy filmy w tygodniu .Schemat po wyjściu z kina zawsze się powtarzał. Maszerowałem sobie raźnie do placu Unii Lubelskiej , gdzie u zbiegu Marszałkowskiej i Alei Szucha stała sobie ławeczka . Siadałem wygodnie i patrząc w kierunku Puławskiej, dumałem nad obejrzanym filmem .Samochody
      pędziły a światła tam usytuowane zatrzymywały je, jedne z piskiem opon, drugie łagodnie podjeżdżały patrząc się swoimi reflektorami na złoczyńcę przerywającemu ich jazdę, słup ze światłami. Tamtego dnia wracałem obejrzawszy jakąś komedię , wesoły i nawet nie za bardzo chciało mi się siadać na wygodnej ławce . Zaraz za ulicą Goworka mieścił się punkt zegarmistrza, zatrzymałem się i spoglądałem na stare zegary naprawiane tajemniczą ręka rzemieślnika . Jedna koperta dużej „cebuli”, była otworzona i w całej krasie prezentował się car Mikołaj z siwymi bokobrodami i długimi wąsiskami. Myślałem nad upływającym czasem, czy ja też znajdę się na zdjęciu w kolorze sophi a moi pra wnuczkowie patrzeć będą na mój wizerunek . Nie byłem tak potężny jak car Mikołaj, żeby moja podobizna zdobiła zegarki. Choć na jednym zdjęciu znajdę się na pewno, tym na cmentarzu. Odchodziłem zamyślony zostawiając z tyłu wystawę pracowni zegarmistrzowskiej. Dochodząc do przejścia dla pieszych, zobaczyłem , że moja ławeczka jest zajęta, siedział na niej jakiś starszy mężczyzna a przy nim stał milicjant i trzymał w ręku coś, zapewne dowód osobisty owego mężczyzny . Obszedłem rondo i zbliżałem się do ławeczki , mężczyzna siedział lekko przechylony na lewa stronę . Ubrany był w marynarkę sztruksową i spodnie z tegoż materiału . Przerzedzone siwe włosy wskazywały na wiek w okolicy sześćdziesięciu lat . Oczy miał rozwarte , matowe , twarz zastygłą , pożółkłą, jakby cała krew odpłynęła z niej. Z ust mężczyzny wyciekała lepka ślina ,jakby pić mu się strasznie chciało . Ręce wierzchnią stroną ułożone miał na udach i rozwarte, prosiły o ostatnią szklankę wody. Nie żył. Gdy dochodziłem do ławeczki usłyszałem własne kroki mimo jeżdżących samochodów . Milicjant obrócił się w moją stronę i nerwowo uderzał dowodem o drugą rękę . Widziałem stres na jego twarzy , nie wiedział co ma zrobić, choć już czekał pewnie na transport ciała do kostnicy . Patrzył na mnie a ja na niego, przez moment w jego oczach pojawił się strach a w moich zakłopotanie. Zatrzymałem się i obróciłem, kierując się w ulicę Szucha . Za sobą zostawiałem strach policjanta i śmierć, która rozłożyła się na ławeczce broniąc do niej dostępu. Los pokazywał mi , że śmierć też ma prawa do ławeczki , będąc pierwszą skorzystała z tego ochoczo.
      Przeszedłem może sto metrów i przede mną zobaczyłem, wtuloną dziewczynę w chłopaka, kierowali się w stronę Łaskawej Pani .
      - Popatrz , ktoś nam zajął ławeczkę – głośno mówiła dziewczyna .
      - No, jakiś pijak się na niej rozwalił – dodał chłopak – wiesz co ,chodźmy do
      Parku Łazienkowskiego , tam jest większy wybór ławeczek – dodał .
      Przeszli na drugą stronę ulicy i podążali w stronę parku.
      Obejrzałem się za siebie . Ciało osunęło się na ławeczkę a milicjant pomagał układać się do wiecznego snu starszemu mężczyźnie .
      Poszedłem dalej i zadawałem sobie pytanie: -Na tej ławce mieliśmy usiąść wszyscy . Czy gdybym dotarł pierwszy do niej, Łaskawa Pani wybrałaby mnie? A gdyby tam pierwsi usiedli młodzi miłujący się ludzie ? Jeszcze przez dłuższy czas nie mogłem otrząsnąć się z widoku, który zobaczyłem na ławeczce. Co zresztą trwa do dzisiaj . Może i ja jestem już blisko swojej ławeczki.
    • sagittarius954 Kilka zasad pisania wspomnień - wskazówki super 26.11.13, 10:42
      To piękne opowiadanie. Też bym tak chciała pisać.

      Dla tych, co piszą lub pragną pisać - opowiadania na forach, blogi,
      a nawet posty trochę dłuższe - pragnę przekazać kilka (dokładnie
      12 zasad), jakich powinniśmy przestrzegać, w celu osiągnięcia
      pożądanego efektu i zainteresowania czytelników.Dzisiaj umieszczę
      sześć punktów, a jutro następnych sześć i źródło mojej wiedzy big_grin

      1.Polegaj na rzeczownikach i czasownikach. Mocne czasowniki pobudzają
      wyobraźnię czytelnika. Przymiotników i przysłówków używaj oszczędnie.

      2. Używaj strony czynnej - jest żywsza od biernej.

      3. Nie bój się używać wyrazów prostych, krótkich.

      4. Unikaj dziwacznych słów, frazesów, języka gwarowego, biurokratycznego,
      prawniczego i innych żargonów.

      5. Różnicuj długość zdań.

      6. Zwróć uwagę na czas, w którym piszesz - możesz, opisując przeszłość,
      używać czasu teraźniejszego.
      ----------
      • sagittarius954 Re: Kilka zasad pisania wspomnień - wskazówki sup 26.11.13, 10:44
        Jak ja bym patrzył na czasowniki rzeczowniki i cały zasób tej ogromnej wiedzy nie napisałbym ani jednego zdania . w tym wieku ??? O już zapomniałem co miałem napisac ...tongue_out
    • sagittarius954 Kilka zasad pisania wspomnień cz.2 26.11.13, 10:45

      Autor: super.222 26.11.13, 09:29


      A kto mówi, że pisanie jest łatwym zajęciem?
      Dlatego z podziwem czytam Twoje opowiadania.
      Prawdę mówiąc ... jedno z tych opowiadań zwróciło
      moją uwagę na autora. Ale to już historia ... Pisz dużo.

      A ja zapodam kolejne punkty zasad - ot chociażby po to,
      żeby widzieć, że takie są. big_grin

      7. Unikaj przegadania. Pisz najkrócej jak się da, by wyrazić myśl.

      8. Wykorzystuj specyficzne szczegóły uplastyczniające.
      Przenoś czytelnika na miejsce wydarzeń.

      9. wielkie dramaty przedstawiaj powściągliwie.

      10. Czasem lepszy niż stwierdzenie bywa opis.
      Zamiast: "Był wściekły" - napisz: s17.rimg.info/c6d6fc309a84334f0c4b81e26bc050c3.gif"Walił pięścią w stół, a oczy jego błyszczały".

      11. Jeśli coś cytujesz w tekście, wskazuj źródło.

      12. Usuń wszystkie fragmenty nieistotne. Tekst wartki jest zwięzły.

      -----
      • sagittarius954 Re: Kilka zasad pisania wspomnień cz.2 26.11.13, 10:49
        szczególnie sagi są wartkie ...tongue_out Nomen omen sagi suspicious
    • sagittarius954 Pamiętne Wigilie . 26.11.13, 17:12

      Miałem wtedy 6 lat.
      Nadszedł upragniony 24.12.1960 roku. Babcia od samego rana krzątała się w kuchni . Przygotowywała kolację wigilijną . Kończyła piec ciasta a aromaty ich, mieszały się w małym mieszkanku, z zapachem pieczonego mięsa . Te zapachy obudziły nas i zaraz zaczęliśmy pomagać babci . Ja i moi dwaj bracia , Marek i Andrzej , staraliśmy się ulżyć w jej pracy , jak tylko potrafiliśmy . Najstarszy brat przynosił z komórki kubełki węgla i dokładał do rozgrzanego piecyka . Średni brat Andrzej , razem z babcią zagniatał ciasta , lepił pierogi i kroił kluski . Praca wypełniała mieszkanie . Ponieważ byłem najmłodszy, moja praca ograniczała sie do pilnowania kur i psów na podwórku. Nie mogłem doczekać się kolacji, nie tyle jej ,jak prezentów na które z utęsknieniem czekaliśmy, zostawione przez Św . Mikołaja . Zawsze tajemniczo znajdowały się mimo pilnowania pokoju z choinką
      Około południa na prośbę babci , zaczęliśmy ubierać choinkę . Już obsadzona przez dziadka ,czekała na nas w pokoju , miała naszymi rękoma stać się pięknym kolorowym drzewkiem przynoszącym szczęście . Ze śmiechem stroiliśmy ją w małe jabłuszka , cukierki, bombki i papierowe ozdoby
      .Cały adwent w sobotnie wieczory i niedziele wykonywaliśmy te ozdoby . Światła małych żarówek , pomalowane różnokolorowymi farbami, przygotowane przez mojego ojca , mieniły się wśród zielonych gałązek świerku . Wreszcie mogliśmy razem z babcia , obejrzeć nasze dzieło . Uśmiechnięta kobieta wnosiła na talerzu , świeżo upieczone ciasto i trzy kubki mleka .
      - Proszę , częstujcie się - powiedziała - Zasłużyliście sobie .
      - Babciu , - najstarszy brat prosił - proszę , daj nam po kawałku szynki...
      - Mareczku przecież wiesz - odpowiedziała z powagą - Dzisiaj jest post . Od jutrzejszego ranka je się mięso. Nasze zawiedzione miny zrobiły jednak na babci duże wrażenie i zmiękczyły kochane serce .
      - No dobrze , po jednym kawałeczku - podnosiła palec wskazujący do góry.
      Śmiejąc się i podskakując weszliśmy do kuchni , przypatrując się jak babcia odcinała plastry z niedawno wędzonej szynki, w przydomowym ogródku. Drożdżowe ciasto posmarowane masłem , pachniało cudownie . Na jego wierzchu , czerwona szynka posmarowana żółtą musztardą , prezentowała się okazale .
      - Mój Boże , jak wy możecie to jeść - babcia z radością spoglądała na trzy buziaki , pałaszujące przysmak . Gdy skończyliśmy jedzenie , zaczęliśmy sprzątać pomieszczenia . Trzepaliśmy chodniki , rozstawialiśmy okrągły stół , mogący pomieścić 12 osób . Kładliśmy na nim sianko a babcia dodawała do niego kilka złotych . Przykrywaliśmy blat stołu białym obrusem . Zastawa babcina pięknie na nim wyglądała . Nareszcie sami zmienialiśmy ubiór , zakładając czyste koszule i wyprasowane wcześniej spodnie , z przyklejonymi nosami w oknie kuchennym oczekiwaliśmy na przybycie dziadka , rodziców i
      Św . Mikołaja .
      Każda minuta wydawała się godziną i ze strachem w oczach patrzyliśmy na zachodzące słońce .Dopytywaliśmy babci , a co to będzie gdy Oni nie przyjdą a na niebie ukaże się pierwsza gwiazdka . Babcia łagodnym tonem głosu uspokajała nas . Wreszcie nastąpiła upragniony moment furtka do obejścia uchyliła się i zobaczyliśmy idących całą grupą , dziadka Aleksandra , mamę Martę , ojca Józefa, oraz brata mamy Tadeusza z żoną Celiną i maleńką naszą cioteczną siostrą Anią . Babcia wydała nam nowe polecenie , chcąc mieć wolne pomieszczenie pod ułożenie prezentów pod choinką . Mieliśmy nakarmić trzódkę zwierząt . Ubraliśmy się ciepło i po przywitaniu z gośćmi , wyszliśmy do komórki nakarmić zwierzęta . Kury już spały , przytulone do siebie na grzędach . Tylko dwie zerwały się rozsypanego ziarna zboża . Psy natomiast przywitały nas radosne , machając ogonami i skomląc . Czarny Bobik , zajadał swoją porcję chleba posmarowanego grubą warstwą smalcu z dużą ilością skwarek . Do drugiego psa podchodził już tylko najstarszy brat Marek . Bober - tak miał na imię mieszaniec wilczura . Marek mówił , że jest to wilk azjatycki a fama o nim szybko obiegła okolicę , skutecznie odstraszając zapędy amatorów kur i nieproszonych gości. Pies był zły, ale nigdy nie ugryzł dziecka . Gdy miał dość pieszczot malutkich rączek , bezceremonialnie o
      • sagittarius954 Re: Pamiętne Wigilie .cz.2 26.11.13, 17:15
        Pies był zły, ale nigdy nie ugryzł dziecka . Gdy miał dość pieszczot malutkich rączek , bezceremonialnie odpychał nas swoim wielkim pyskiem , nie próbując nawet warknąć . Był na tyle dużym i silnym psem , że niejednokrotnie moja szczupła pupina zapoznała się z twardą ziemią . Poza tym honor wilka nie pozwalał mu na zajmowanie się tak małymi istotami. Byliśmy zawiedzeni , że żadne ze zwierząt nie odezwało się do nas ludzkim głosem . Mój 12-letni brat Marek uśmiechał się tajemniczo . Pewnie dostąpił już zaszczytu wtajemniczenia przez rodziców . Babcia wyszła z domu i zapraszała nas na kolację . Ojciec powiedział do Marka ,żeby sprawdził czy już na niebie jest pierwsza gwiazdka .
        Brat stawał na schodkach sionki , zwijał ręce w ruloniki i przykładał do oczu , lornetował niebo .
        - Jest , tato jest - krzyczał radośnie.
        - No to siadamy do stołu - stwierdzał dziadek .
        Brał opłatek ze stołu podchodził do każdego i dzielił się nim z nami . Później starsi składali sobie życzenia , na końcu podchodząc do nas . Pierwszym zawsze był dziadek . Jeszcze pamiętam jego szorstką brodę , gdy całował mnie w policzki. Radosne twarze domowników przewijały się mi przed oczyma . A my mali , ciągle kierowaliśmy swój wzrok ku prezentom , przykrytymi szarym papierem . I tego roku Św. Mikołaj nie miał czasu na zostanie w naszym domu , spiesząc się do innych dzieci .
        W czasie kolacji nie chciałem jeść , taki byłem przejęty. Jednak surowe spojrzenia ojca i tkliwe mamy , zmuszały mnie do przełknięcia kilku łyżek zupy grzybowej z kluskami , jednego pieroga i kilku racuszków . Po długiej dla nas dzieci , nie kończącej się kolacji , następował długo oczekiwany moment. Rozdanie prezentów . Każdy ze swoim , zostawialiśmy dorosłych przy stole, a sami wymykaliśmy się do kuchni , ciesząc wzrok kolorowymi pakunkami. Tamtej Wigilii otrzymałem od Mikołaja kolejkę . Śliczny parowóz z kilkoma wagonikami . Szczyt szczęścia małego chłopca .Moi bracia pomagali mi rozstawiać tory i obsługiwać pędzący pociąg , kręcący się kółko po torach .
        Brat Andrzej podniósł się z klęczek .
        - Babciu , babciu ktoś do nas idzie -
        Do domu zbliżała się tajemnicza postać , lekko przygarbiona . Dziwne ,ale nie słyszeliśmy szczekania naszych psów . Kobiety podnosiły się od stołu i przechodziły do kuchni.
        - Przecież to Stefa , moja siostra - zauważyła babcia .
        Do kuchni weszła nasza ciotka Stefania .Była zapłakana , ujrzawszy babcię
        osuwała się w jej ramiona .
        - Aniela , nie żyje - zdołała wykrztusić .
        Aniela była jej córką i serdeczną przyjaciółką mej mamy.
        Radosny dom w jednej chwili zmienił się . Zawodzenie ciotki i płacz kobiet , poważne miny panów wypełniały tę chwilę . Staliśmy w kącie przy gorącym piecyku trzymając się za ręce . Mój dziadek z ojcem wzięli ciocię pod ramiona i poprowadzili na tapczan. My zostaliśmy w kuchni a ja małą rączka pokazywałem na zgniecioną kolejkę . W moich oczach też pojawiły się łzy ,ale jakże inne od tych dorosłych łez . Po dłuższej chwili wypełnionej wyjaśnieniami przyczyną śmierci Anieli usłyszeliśmy głos dziadka , który zainicjował jedną jedyną kolędę tego wieczoru . ":Wśród nocnej ciszy , głos się rozchodzi..."

        Smutno zabrzmiała kolęda przerywana żałosnym szlochem ciotki Stefy. Tego wieczoru zasypiałem z parowozikiem zgniecionym przez kogoś, kto niechcący nadepnął na mój prezent . W kilka miesięcy później zakopałem parowozik i wagoniki w ziemi, chcąc pożegnać nieszczęśliwy prezent .
        Pewnie już znikł, po przeszło 40 latach przebywania w ziemi. Pamięć tamtego dnia jest we mnie jak obraz tego parowoziku . I nie zniknie . Nauczyła mnie ta wigilia cieszyć się z każdego prezentu ,choćby ziarnka grochu, to już inna historia .
        Nie zniknie pamięć , jak nie zniknie wigilia , jakakolwiek by nie była .
    • sagittarius954 24.12.1977 27.11.13, 13:09
      Wróciłem do jednostki w Wigilię . O 10 rano KrAZ ciągnący moją spycharkę ustawiona na trailerze chrapliwym głosem oznajmił wjazd w bramy garaży jednostki . Tak odzwyczaiłem się przez te dwa miesiące od życia wojskowego ,że na samym początku w drodze na kompanię nie oddałbym honoru jakiemuś oficerowi . Na kompani ciągle ten sam rygor , idealnie biała kostka pamiętająca jeszcze czasy przedwojenne i buty niemieckiej armii . Nawet nie było czasu poszukać swojego plutonu , sala była pusta , kiedy wpadł dyżurny za mną :
      - Masz się zameldować u dowódcy kompanii .
      Z uchylonych drzwi popłynęła wiadomość i tyle go widziałem . Co było robić , obciągnąłem na sobie mundur już niezbyt czysty i pomaszerowałem do ostatnich drzwi po lewej stronie długiego korytarza . Zapukałem .
      - Wejść – usłyszałem
      W środku pokoju młody dowódca kompani wstał i podszedł do mnie zanim pozwoliłem sobie zameldować swoje przybycie . Machnął ręką niwelując moje otwarte usta do następnego meldunku . Stanął przede mną z książką rozkazów i wydając mi komendę - Baczność ! – odczytał mi wczorajszy rozkaz czytany na wieczornym apelu . St. Szer. Zbigniew W – rozkazem dowódcy kompani takiej a takiej i tak dalej i tak dalej otrzymuje przepustkę 72 godziny za wzorowe wykonanie zadań postawionych i tu nastąpiła znów cała seria służbowej nowomowy . To już mnie tak nie obchodziło, ważne było że jechałem na święta do domu . Dowódca widząc uśmiech na mojej twarzy po skończeniu czytania powiedział : O siedemnastej macie wyjście z jednostki, choć przepustka już zaczęła działać , piętnaście minut starczy wam na dojście do stacji i kupienie biletu , powodzenia szykujcie się jesteście zwolnieni z zajęć dzisiejszych . Będziecie ją mieli do odebrania u Podoficera Kompanii .Rzadko się zdarza ,aby zwykły żołnierz lubił swego trepa .
      Tego w tamtej chwili pewnie bym obcałował po chłopsku z dubeltówki . Następne godziny do wyjścia wlokły się niemiłosiernie . Ulice miasteczka były puste tak jak dworzec . Pociąg wiózł ostatnich spóźnialskich na wieczorną kolację i mnie . Stacja Szczecin Dąbie też była pustawa , najważniejsze pociągi już odjechały pozostał tylko jeden mój do Warszawy , pociąg pocztowy, ale tu od widzimisię kolejarza zależało czy mnie zabierze . Na peronie pochylona postać nad niewielką walizką układała w niej coś jeszcze . Gdy podniosła głowę rozpoznałem Kazimierza z budowy w Cerkwicy.

      Jechałem z Kazimierzem pociągiem pocztowym , który codziennie wyjeżdżał ze stacji Szczecin Główny , zatrzymywał się głównych stacjach i kończył bieg na stacji Warszawa Główna Osobowa. Zbierał wszystkie listy i paczki kierowane ze Szczecina do Poznania , Kutna i mniejszych miejscowości położonych w pobliżu trasy. Szczecin Dąbie pożegnał nas pustym peronem , jesiennym deszczem i miłymi kolejarzami , którzy na moją prośbę zabrali cywila do swego wagonu. Pociąg nabierał prędkości , lecz nie rozpędził się maksymalnie. W czasie drogi przepuszczał wszystkie pociągi pospieszne. Miał jednak swoją zaletę . Żaden pociąg jadący do Warszawy nie doganiał go i osiągał cel na czterdzieści pięć minut przed przyjazdem pierwszego pospiesznego kierującego się do stolicy . Siedzieliśmy na paczkach z listami. Za szybą panowała ciemność, rozjaśniana momentami, przejeżdżania przez miejscowości z palącymi się lampami i blaskiem światła padającym z okien. Spoglądałem na iskry zimnych ogni zapalanych na choinkach , znikały tak szybko jak się pojawiły. Milczeliśmy . Nasze rodziny były już po kolacji i dzieleniu się opłatkiem , na choinkach migały lampki , mamy przygotowały najwspanialszą kolację roku. To wszystko nie było nam dane . Obaj przykleiliśmy nosy do szyby jakbyśmy chcieli choć przez moment złapać atmosferę tego szczególnego dnia . Punkt kulminacyjny nastąpił piętnaście minut przed północą , kiedy powoli docieraliśmy do Poznania .Widzieliśmy grupki osób kierujące się w stronę kościołów . Młode pary trzymając się za ręce podążały na Pasterkę. Spojrzeliśmy na siebie . Mój towarzysz podróży wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki chusteczkę . Z jej środka wyjął mały skrawek opłatka . Przełamał go . Wstaliśmy . Wyciągnął do mnie rękę .
      - Życzę ci , żebyś następną wigilię spędził z rodziną, życzę ci szczęśliwego powrotu do cywila – powiedział wolno patrząc smętnie.
      - A ja tobie życzę żebyś znalazł pracę bliżej domu – nie wiedziałem czego mu
      jeszcze życzyć – Pozdrów swoją rodzinę ode mnie i życz im szczęścia.
      Wymieniliśmy adresy . Pociąg z piskiem metalowych kół wywołanych przez hamulec stawał w Poznaniu . Przystrojona odświętnie stacja witała nas radośniej. Uścisnęliśmy się i Kazimierz wyszedł na peron , wypuszczony przez pocztowego kolejarza . Spojrzał na zegarek , czekał na przesiadkę , machnął mi ręka i znikł w przejściu podziemnym.
      Po czterdziestu minutach postoju ruszyliśmy dalej. Położyłem się na paczkach i okryłem wojskowym płaszczem . Mimo szczerych chęci nie mogłem zasnąć . W mojej głowie myśli plątały się i przelewały niczym w kotle pełnym wrzącej wody. Pragnąłem zobaczyć swoją dziewczynę , przytulić się do mamy, porozmawiać z braćmi i ojcem . Myślałem też o Kazimierzu i czterech godzinach , prawie milczących w jego towarzystwie . Lubiłem Kraków , moje kilkakrotne odwiedziny tego miasta sprawiały , że zawsze miałem chęć powracać do miasta i jego klimatu. Warszawa Główna powitała lekkim przymrozkiem . Tylko stojąca choinka przypominała o trwających świętach , wokół nie kręcili się nieliczni wszędobylscy pasażerowie. Powitałem święta Bożego Narodzenia w Warszawie . A teraz szybko do domu , choćby na piechotę .
      -
      • super.222 Re: 24.12.1977 28.11.13, 06:55
        Najwyraźniej - szefie - jesteś już w nastroju przedświątecznym.

        A czy z czasów odbywania zaszczytnej służby wojskowej masz
        może jakieś zdjęcie?

        • sagittarius954 Re: 24.12.1977 28.11.13, 07:38
          Oczywiściebig_grin
          I co pewnie chciałabyś zobaczyć. Odpowiedź zarazem na podpytanie. Jeśli i twoje się znajdzie na forum czemu niebig_grin
Pełna wersja