Listy miłosne

19.02.14, 17:27
Tym wątkiem chciałbym sprowokować wszystkie panie , może i panów do wydobycia z zakamarków skrzyń i szaf swoich listów miłosnych i przedstawienia ich i na łamach tego forum . Może posiadacie stare listy waszych dziadków i bać może pradziadków . a może młodsi forumowicze przedstawią swoje propozycje listów .
Ze spokojem poczekam nawet kilka dni aby rozpocząć prawdziwą dyskusję . Musicie wybaczyć wnuczka i ferie sa też ważne zarówno dla niej jak i dla mnie . a ja się zaszyję w lekturach biblioteki narodowej i stamtąd wyłuskam jakies wzory , może trafi się perełka listu od znanej osoby .

Ps. Admince forum super.222 głębokie ukłony za umożliwienie mi pisania tutaj z czego chętnie skorzystam . Mam nadzieję na długie i owocne kontakty które zamażą przeszłość . Z całym poważaniem wyciągam rękę nie tylko do zgody . Teraz w Twoich rękach jest nie tylko przyszłość , choć ta zwykle jest najważniejsza . Sagittarius954.
    • super.222 Re: Listy miłosne 19.02.14, 17:30
      A mogą być takie z literatury?

      Witaj Zbyszku.
      • sagittarius954 Re: Listy miłosne 19.02.14, 17:40
        Mogą a nawet muszą ,aby pokazać że ten świat dosyć brutalny w głębi każdego człowieka tchnie miłością . smile
        • super.222 Re: Listy miłosne 20.02.14, 16:13
          https://www.geneanet.org/gallery/file/1/80/b7/557225/medium.gif

          Jakże tutaj nie zacząć od historii listów miłosnych pani Eweliny Hańskiej
          i Balzaka. Pierwszy list napisała i wysłała ona - oczarowana twórczością
          pisarską - by wyrazić swój podziw. Nie godziło się pozostawić listu damy
          bez odpowiedzi, to odpisał ... i tak to się zaczęło. Korespondencja trwała
          7 lat, w rozłące, w tajemnicy przed światem, raz pełna żaru namiętności,
          to znów zimnej obojętności. Spotkali się w Wiedniu, gdzie spędzili kilka
          radosnych tygodni, przed jej powrotem na Ukrainę. Przed odjazdem pisze
          do ukochanej:

          "Ty jesteś mojem życiem i mojem szczęściem, całą mą nadzieją.
          Czego mogłabyś się obawiać? Prace moje dowodzą ci mojej miłości;
          przyjechać tutaj, znaczy przeżyć teraźniejszość nad przyszłość.
          To szaleństwo pijanej miłości; bo, aby zakosztować tej chwili, oddaliłem
          o wiele miesięcy dzień w którym sądzisz że będziemy wolni, wolniejsi,
          bo wolni ...och, nie śmiem myśleć o tem ...".

          Było to w czerwcu 1835 r. Dalsze losy to jego życie w Paryżu, a ona
          na spokojnej wsi ukraińskiej. Pomaleńku urocza Cudzoziemka staje się
          niby błękitnym cieniem. Korespondencja wycisza się, o czym świadczy
          statystyka listów: w roku 1836 jest listów 15, w 1837 -14, w 1839 -4,
          w 1841 - 5; i kto wie jak by potoczyły się losy kochanków, gdyby na
          początku 1842 roku Balzac nie odebrał listu od Ewy, w którym jest
          wiadomość, że została wdową.
          ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
          Sagi - temat w sam raz na zbliżającą się wiosnę. Ufff ...

          • sagittarius954 Re: Listy miłosne 20.02.14, 17:43
            big_grin Cieszyć się trzeba przedwiośniem ...a jak nie będzie wiosny?
            Wróciłem z biblioteki , na gorąco mam kilka wzorów listów jakie na początku wieku nasi dziadkowie i babcie pisały do swoich wielbicieli . ale tak jak zapowiedziałem i ja muszę ochłonąć i jeszcze raz przeczytać i dopiero wkleic na forum .
            Wzorcowa para EH i B . Słyszeć słyszałem , czytać nie czytałem więc od ciebie się dowiem co tam w temacie listów było .ciekawe ile taki list wędrował wtedy . 15 rocznie , no no , sporo smile
            • marii51 Re: Listy miłosne 20.02.14, 19:12
              "Widząc uśmiech na twarzy udzielającego im ślubu nun­cjusza papieskiego, Antonia Pignatelliego, Sobieski myś­lał, że i on podziela jego radość. I miał rację, choć jej powód był zupełnie inny. Oto nuncjusz pozbywał się właśnie najbardziej kompromitują­cego świadka swojej prawie dwuletniej słabości. Ale i on ­naiwny — nie wiedział wszyst­kiego. Tylko 24-letnia Mary­sieńka, której zawikłane gry miłosne z trzema kochankami naraz dobiegały właśnie szczęśliwie końca, naprawdę rozumiała „co jest grane"~~~~~~ gdyby do tych listów dotrzeć --gdy pisała do trzech narazwink w dodatku do Oto nuncjusz pozbywał się właśnie najbardziej kompromitują­cego świadka swojej prawie dwuletniej słabości.
              • marii51 Re: Listy miłosne 20.02.14, 19:20
                Schroniła się do Watykanu i byla kochanką....wiem wiem, mają być listy ,ale to takie ciekawe.. zostawię:
                www.racjonalista.pl/kk.php/s,1749
                • super.222 Re: Listy miłosne 21.02.14, 10:08
                  Marii ... akurat historia Marysieńki Ciebie zainteresowała,
                  to udostępniłaś . przyznam, że nie znałam sytuacji z papieżem,
                  ale mnie zainteresowała i będę szukała w różnych opisach.
                  Nic nie szkodzi, że opisałaś w tym wątku. Gdybym umiała
                  przenosić posty do specjalnego ... ale nie umiem.


                  Ale wracając do tytułu - może znajdziesz jakiś ciekawy list.
                  A może zachowałaś jakiś do Ciebie napisany. Zapraszam.
                  • super.222 Re: Listy miłosne - do Marleny Dietrich 22.02.14, 07:59
                    Powiedz, że mnie kochasz

                    Jest noc, a ja czekam aż zadzwonisz z Nowego Jorku.
                    Psy śpią koło mnie, gramofon gra (-)

                    Najczulsza! Ukochana łagodna!
                    Na mimozie koło domu zakwitła w ostatnich dniach mała gałązka.
                    Rano złoci się w słońcu na tle białego muru.
                    Miękka jak twój śpiący oddech na moim ramieniu - Najsłodsza -
                    Czasem w nocy wyciągam rękę, chcąc bliżej przyciągnąć twoją głowę.

                    "Powiedz, że mnie kochasz.
                    Listy Remarque'a do Marleny Dietrich.
                    • super.222 Re: Listy miłosne - van Beethovena 26.02.14, 12:06
                      Kilka dni temu na kanale Kultura wyświetlono film pt. "Kopia Mistrza".
                      Historia wielkiego Ludwiga van Beethovena, głuchego, samotnego i ...
                      tworzącego - pomimo kalectwa - wybitne dzieła.
                      Trafia do niego skromna studentka konserwatorium muzycznego.
                      Zatrudniona w charakterze kopistki uczy się komponowania, znosi
                      upokorzenie, lekceważenie, a jej pierwsze próby komponowania
                      maestro wyśmiewa.
                      Maestro w filmie przedstawiony jest jako cynik, paskudny, obleśny,
                      bezwstydnik - co w połączeniu z anielską wprost urodą kopistki widoczne
                      jest w sposób odrażający. Pomyślałam - jak wielka musi być miłość do
                      muzyki tej dziewczyny, że potrafi wciąż wracać do tego frustrata.
                      Nie dotrwałam do końca filmu i nie wiem jak skończyła się historia
                      współpracy. Ale film utkwił mi w pamięci.

                      Znalazłam list miłosny kompozytora do nieznanej damy. Ten list nie
                      pasuje mi do postaci przedstawionej w filmie.

                      Już z łóżka ulatują me myśli ku tobie, moja nieśmiertelna kochanko.
                      Czasami wesołe, czasami smutne od losu oczekujące czy też nas wysłucha.
                      Żyć mogę albo całkowicie z tobą, albo wcale nie. Postanowiłem tak długo
                      tułać się na obczyźnie, aż będę mógł ulecieć w twe ramiona i przy tobie poczuć
                      się całkiem w domu. I duszę swą przez ciebie otoczoną posłać w krainę
                      duchów. Inna nigdy nie zdoła posiąść mego serca nigdy, nigdy.

                      O Boże, dlaczego ten przymus życia z daleka od osoby, którą się tak
                      kocha? Moje obecne życie w Wiedniu jest nędznym życiem. Twoja miłość
                      czyni mnie zarazem najszczęśliwszym i najnieszczęśliwszym.
                      W moim wieku potrzebowałbym teraz pewnej jednostajności, równowagi
                      życiowej. Czy może ona zaistnieć w naszych stosunkach?
                      Aniele, właśnie dowiaduję się, że poczta odchodzi co dzień.
                      Muszę zatem kończyć, byś list zaraz otrzymała.

                      Bądź spokojna. Tylko przez spokojne rozważanie naszego bytu możemy
                      dopiąć wspólnego pożycia. Bądź spokojna. Kochaj mnie dziś, wczoraj.
                      Jaka tęsknota za tobą, tobą życie moje wszystkie. Bądź zdrowa.
                      O, kochaj mnie nieustannie.

                      Zawsze twój,
                      zawsze moja,
                      zawsze my.
                      • super.00 Re: Listy miłosne - van Beethovena 27.02.14, 11:34
                        Jeżeli mogę się wtrącić, wszystkie listy miłosne są do bani. W życiu liczy się tak naprawdę tylko seks. Reszta jest przyzwyczajeniem oraz nawykiem. Co po menie jak ma zwis. Takie tam pierdoły i wypociny o uniesieniach wytwarzanych w chorej wyobraźnie ,pic na wodę.
                        • super.222 Re: Listy miłosne - Tyrmand 27.02.14, 20:03
                          Wtorek rano, 23 marca 1971

                          "Dostałem Twoją skargę na samotność i żądanie romantycznego listu.
                          Przed pójściem do łóżka skomponowałem w myślach wzruszający,
                          emocjonalny, łagodny tekst i zdecydowałem, że napisze go rano.
                          Dzisiaj wstałem z mocnym przekonaniem, że nie mam pojęcia, jak pisać
                          romantyczne listy. Ale spróbuję przekazać Ci kilka subiektywnych prawd.

                          Subiektywna prawda nr 1: potrzebuję Cię i chcę Cię potrzebować;
                          doszedłem do wniosku, że razem możemy stworzyć coś wartościowego,
                          prawdziwego i owocnego dla nas obojga.

                          Subiektywna prawda nr 2: mam zaufanie dla Twojego instynktu;
                          mogę się całkowicie mylić pod wpływem okoliczności zewnętrznych
                          i dlatego nazywam to subiektywną prawdą, ale podejmę ryzyko.

                          Subiektywna prawda nr 3: zdołałaś stać się dla mnie pewnego rodzaju
                          upragnioną swojskością, podróż i rozłąka w pełni mi to uświadomiły;
                          Ty, Twoje ciało, Twoja osobowość, ze wszystkimi wadami i cechami,
                          których nie lubię, stworzyły całość, którą uznaję za element mojej egzystencji;
                          jeżeli tylko będziesz potrafiła utrzymać to uczucie lub raczej ten stan rzeczy
                          między nami - będziemy naprawdę szczęśliwi..."

                          List jest dłuższy, ale poprzestanę na tym fragmencie.

                          (Tyrmandowie - Romans Amerykański
                          Agata Tuszyńska).
                          • super.222 Re: Listy miłosne - Tyrmand 27.02.14, 20:09
                            Tak wyglądała adresatka listu w czasie gdy był do niej pisany.
                            Jeszcze przed ślubem, jeszcze nie był zdecydowany ...

                            grafik.rp.pl/grafika2/931322,999323,16.jpg
                            • sagittarius954 Re: Listy miłosne - Tyrmand 01.03.14, 17:57
                              Ja wiem normalna kobieta . Chyba , normalna . Pora brac się za te listy bo super więcej już napisała niż założyciel wątku ,ale nadrobimy , ferie zakończone .A tak dobrze i luźno jeździło się komunikacja miejską w Warszawie przez ostatnie dwa tygodnie.
                              • super.222 Re: Listy miłosne - Tyrmand 01.03.14, 19:12
                                Oj ... tak ....bierz się, bo masz spore zaległości.
                              • czorno-torka Re: Listy miłosne - Tyrmand 04.03.14, 11:34
                                sagittarius954 napisał:

                                > Ja wiem normalna kobieta . Chyba , normalna . Pora brac się za te listy bo supe
                                > r więcej już napisała niż założyciel wątku ,ale nadrobimy , ferie zakończone .A
                                > tak dobrze i luźno jeździło się komunikacja miejską w Warszawie przez ostatnie
                                > dwa tygodnie.
                                Dlaczego chyba?
                                • super.222 Re: Listy miłosne - Tyrmand 04.03.14, 11:40
                                  Panowie ... w związku z zapytaniem (Chyba, normalna) ...

                                  Jeszcze jestem w posiadaniu całej historii miłości Tyrmandów.
                                  Jeżeli Was to interesuje, to zacznę pisać streszczenie.

                                  PS. Wobec braku aktywności w temacie
                                  "listy miłosne", nie mam innej możliwości
                                  podnoszenia ślicznego wątku.
                                  • super.222 Re: Listy miłosne - Tyrmandowie 04.03.14, 15:19
                                    Tytułem wstępu:

                                    ONA, lat dwadzieścia trzy, doktorantka iberystyki renomowanego
                                    uniwersytetu Yale. Urodzona i wychowana w Brooklynie w rodzinie żydowskiej.

                                    ON, pięćdziesiąt lat, polski pisarz, stypendysta Departamentu Stanu
                                    dla "znaczącej postaci opiniotwórczej". Wychowany i urodzony w Warszawie.

                                    Jak się poznali:

                                    Była wiosna 1970 roku. Ona od kilku lat czyta jego artykuły, które pisze
                                    w prestiżowym "New Yorkerze", a w nich: o sowieckim totalitaryzmie,
                                    o rozpasanym liberalizmie jako zagrożeniu demokracji, o życiodajnym
                                    podłożu
                                    kultury w społeczeństwie. Nigdy przedtem nie zdarzyło jej
                                    się, by ktoś tak bardzo potrafił pisać tak zajmująco i - co ważne -
                                    wszystko to, co chciałaby ona wyrazić. Pragnie go poznać. Wysyła list
                                    do tygodnia z prośbą o przekazanie go Tyrmandowi.

                                    Otrzymuje list datowany: 21 maja 1970

                                    "Droga panno Fox:
                                    dziękuję za miły list.
                                    Pojawiają się dwa pytania:

                                    1. Dlaczego miałbym nie być Pani przewodnikiem? Nawet jeżeli zawsze wolę
                                    dyskutować niż przewodzić, zdarzało mi się we wczesnej młodości udatnie
                                    dowodzić jako napastnik w drużynie hokejowej. To dziś odległa przeszłość, ale...

                                    2. Dlaczego nie zadzwoni Pani do mnie? Mój numer XXX XX XX; rano jestem
                                    na ogół w domu.

                                    Lubię Pani charakter pisma: jest porządny i przejrzysty, wpływa na Pani
                                    sposób wyrażania myśli. Co razem wzięte określa się mianem stylu.

                                    Najlepsze życzenia, L. Tyrmand

                                    http://s20.rimg.info/2d4051c42e062bbb40256bd2d1523036.gif
                                    • super.222 Re: Listy miłosne - Tyrmandowie 04.03.14, 16:26
                                      Zamiast: "Wysyła list do tygodnia z prośbą o przekazanie go Tyrmandowi".
                                      winno być:
                                      Wysyła list do tygodnika z prośbą o przekazanie go Tyrmandowi.

                                      PS. Głowę mam pełną planów na najbliższe dni...http://s19.rimg.info/649ea49d8b6b4aa9b9f990db59707493.gif
                                    • super.222 Re: Listy miłosne - Tyrmandowie 11.03.14, 18:16
                                      Podnieść muszę ten wątek, bo nie doczekamy się na jakiś inne listy.
                                      ¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬

                                      I ona zatelefonowała. On miał wtedy skończone 50 lat i wyznaczył jej spotkanie
                                      na Manhattanie. Gdy szedł ku niej z przeciwnej strony, zauważyła, że jest niski.
                                      Podali sobie ręce, a potem usiedli w jakimś przypadkowym barze.
                                      "jesteś zbyt wyzywająco umalowana" - powiedział - i własną chusteczką zaczął
                                      wycierać jej twarz. A potem zaczęli rozmawiać i tak im zostało przez 15 lat.

                                      Jej miłość szła ku niemu od głowy ... niżej, aż do końca. Zauroczona wcześniej
                                      lekturą tego co pisał, odkrywa, że jest uroczy, wielbiciel kobiet, ciepły.
                                      No i zaiskrzyło. Dla niego początkowo był to tylko flirt.

                                      Opowiadał jej o Polsce, która nie pozwalała mu pisać, jak chciał i jak potrafił.
                                      Decyzja, że nie wydrukują jego ostatniej książki, ostatecznie zdecydowała
                                      o emigracji. Odmówiono mu wydania paszportu. Ostatecznie 20 stycznia
                                      1966 roku na pokładzie greckiego statku dobił do portu w Nowym Jorku.

                                      Lubił młode dziewczyny i ona wie, że ma na nią ochotę i jak sama napisała -
                                      szybko wskoczyła mu do łóżka, a on nie protestował. Był bardzo pruderyjny,
                                      np. uważał, że mężczyznom wolno więcej niż kobietom. Facet mógł na prawo
                                      i na lewo, a kobieta przebierająca w mężczyznach, wydawała mu się rozpustna.

                                      Ale w tym wypadku to ja przejęłam inicjatywę ... To ja dzwoniłam, przekonywałam, szukałam go, prosiłam, tłumaczyłam. Śledziłam nawet.
                                      Starałam się mu uświadomić, jak bardzo mnie pragnie i potrzebuje.


                                      W końcu zaprosiła go do swoich rodziców. Matka była oczarowana mając za
                                      gościa tak wybitnego "profesora", ale gdy zorientowała się, że córka zakochała
                                      się w facecie tylko o rok młodszym od niej ... wpadła w szał.
                                      Jak każda żydowska matka miała nadzieję, że ich jedynaczka poślubi jakiegoś
                                      żydowskiego doktora, w ostateczności prawnika zarabiającego fortunę.
                                      A tymczasem poznaje emigranta, starego i w dodatku pisarza bez grosza.
                                      Dla rodziców był to cios, najgorszy z możliwych scenariuszy. Matka uważała, że
                                      w małżeństwie najważniejsze są względy praktyczne, a ślub nie ma z miłością
                                      nic wspólnego. Podczas jednej z licznych jego podróży rozpoczyna się wymiana
                                      korespondencji, którą zaczęła ona.

                                      A oto niewielki fragment listu do niego z dnia 4 sierpnia 1970 roku.

                                      Drogi Lo -
                                      Nasza rozmowa telefoniczna nie była tym, o czym marzyłam, a jednak byłam
                                      szczęśliwa, słysząc Twój głos . Potwierdził Twoje istnienie, uprawomocnił moje
                                      fantazje dotyczące wspólności naszych ostatnich tygodni. Z drugiej strony
                                      po rozmowie tęsknię za Tobą bardziej i z coraz większą niecierpliwością
                                      czekam na koniec miesiąca.


                                      List jest długi ... całości nie przepiszę.
                                      • czorna-torka Re: Listy miłosne - Tyrmandowie 12.03.14, 19:14
                                        Stale listy miłosne.
                                        Stare panny tak mają ,jak młodość wspominają.
                                        A szczególnie te zawiedzione, że dyrektor nie zostawił żonę.
                                        Hahaha
Pełna wersja