Moje opowiadania . Słodki zapach cz.8

07.03.14, 22:19
Piękny dzień, piękna niedziela , słoneczna, choć poranek całkowicie turystyczny. Nad Krakowem unosiło się jesienne słońce , które nie mogło zdecydować się i jakby jeszcze tęskniło za swoja mocą letnią . Dogrzewało powodując wypływanie kropel potu u wszystkich podążających, gdzieś i w jakimś celu . Jedynie ci co wybrali ogródki restauracyjne siedzieli przy stolikach i uśmiechali się podpatrując wszystkich spieszących się . Byłem jeszcze pod wrażeniem porannej mszy a teraz musiałem udać się na długi spacer do muzeum lotnictwa . Tylko dzięki wiedzy przyjaciela , który z zapałem przypominał sobie różne historyjki a właściwie wydobywał je ze swoich zakamarków pamięci, spacer między aluminiowymi cackami podniebnych dróg był przyjemnością. Około południa zrobiło się nad wyraz gorąco a brak ławek na alejkach muzeum , skądinąd ciekawych ekspozycji kazał mi wyprzedzić maruderów i pobiegłem do przodu , gdzie znajdował się hangar z następnymi ekspozycjami ,ja jednak starałem się dotrzeć pod jakikolwiek dach , gdzie wreszcie dostałem to na co tak liczyłem , ławeczkę . Usiadłem i zatopiłem się myślami w niedzielnym poranku starych kamieniczek , urokliwych zakątków , budynków sakralnych i cmentarza żydowskiego gdzie mieszkaliśmy . Ten wypad do Krakowa wiecznie odkładany stawał się coraz bardziej ciekawszy i Az żal mi było jutro żegnać Kraków . Tak zawsze mam, cos co lubię nagle wywołuje u mnie tęsknotę mimo że jeszcze jestem przy tym , żyję tym i dalej w tym tkwię . Obojętne czy to miasto czy czyjaś osoba, którą polubię zawsze wywołuje u mnie to deprymujące uczucie końca , którego cień trzeba później odgadywać na pozostałych zdjęciach jako wspomnieniu po tym . Wracaliśmy znów piechotą a mijające nas tramwaje na ulicy pędziły prawie puste , kiedy wreszcie dowlekliśmy się do domu na Kazimierz nogi pękały mi i o niczym innym nie marzyłem tylko o odpoczynku . Krótka sjesta zamieniła się w długą , gdyż wszyscy jak jeden mąż zasnęliśmy smacznie i obudziliśmy się w okolicach kolacji . Powędrowaliśmy nad Wisłę , gdzie pragnęliśmy dotrzeć na most zakochanych obejrzeć wieszane na nim kłódki , lecz gdy zbliżaliśmy się do Placu Wolnicy na jego krańcu zauważyliśmy w jednej z restauracji olbrzymie porcje obiadowe, wydawane wszystkim chętnym i zgłodniałym . Zatrzymaliśmy się tam na godzinę i już najedzeni ruszyliśmy dalej Mostową do rzeki . Naprzeciwko Kładki usłyszeliśmy śpiew Andrzeja Sikorowskiego i jego córki Mai . Panowie z wnuczką pobiegli posłuchać granych melodii a najpierw odnaleźć scenę z występami, a ja wraz z żoną i Agnieszką ruszyliśmy wzdłuż Wisły traktem kurlandzkim w kierunku Wawelu . Chłodny wiaterek pojawił się na szczęście owiewając gorące głowy , po rzece snuły się na pół puste stateczki wzdłuż ustawione barki restauracyjne świeciły pustkami. Kiedy pojawiliśmy się pod Wawelem zapanowała ciemność , na wolnym placu ustawiona scena Gazety Wyborczej kończyła działalność pokazem żonglerki ogni zapalonych na żerdziach . Panie poszły obejrzeć ten spektakl a ja odwróciłem głowę na rzekę i wchłaniałem przedostatni dzień w Krakowie . Kiedy znów dopadł mnie ten zapach . Zapatrzony w balon wznoszący się z chętnymi zobaczenia krajobrazu małopolski pomyślałem ,że to zapach z którejś knajpek i pełen słodkości talerz jakiegoś wybornego tortu . Dopiero po chwili wyłuskałem go z pamięci i usytuowałem dokładnie w odpowiednim miejscu . Przez mój umysł przeleciały obrazy domu i kościoła z dzisiejszego dnia . Wpatrzony w dal z nosem i rozwartymi nozdrzami byłem jakby nieobecny i nawet nie zauważyłem zbliżających się kobiet . Moja żona dotknęła mego ramienia i usłyszałem jej głos – Gdzie jesteś kochanie .
- Gdzież mogłem być – odpowiedziałem, ale bałem się wyjawić co czułem
Znów podstępem zacząłem rozmowę .
- Nie macie ochoty na deserek , jakieś ciasteczko - spytałem podstępnie pragnąc ,aby rozmowa zeszła na tematy zapachów i liczyłem ,że wywołam ją podsuwając zamglony obraz ciastka z cukierni krakowskiej .
Niestety moje towarzyszki spaceru dbając o linie nie miały ochoty na nic bardziej tuczącego tego wieczoru . Pozostawiłem za sobą ten zapach ,choć jak magnes ciągnął mnie w kierunku południowym . Wlokąc się za ta dwójką spacerującą przede mną rozmyślałem czy przypadkiem nie jest to znak . Przecież jutro mieliśmy z samego rana podążyć do sanktuarium i to z tamtego kierunku nadleciał do mnie ten słodki zapach . Nie wspominałem tego wieczoru już o moich odczuciach , poszliśmy spać późno włócząc się jeszcze po Krakowie i wchłaniając jego niesamowita atmosferę . Poranek przywitał nas zamgleniem , gdzieś wysoko ponad mgłą słońce próbowało się przebić ,aby znów oświetlić miasto Kraka . Zanim wyszliśmy z naszego apartamentu, przejrzałem mapę i zadecydowałem o naszej wędrówce do Sanktuarium Miłosierdzia Bożego .Śniadanie smakowało nam i w dobrych humorach ruszyliśmy piechotą na ostatnia wycieczkę . Nie spiesząc się bardzo przeszliśmy mostem Piłsudskiego na drugą stronę Wisły i małymi krętymi uliczkami doczłapaliśmy się do głównej arterii wiodącej nas w stronę celu naszej wycieczki . Pośród domów trzy i dwupiętrowych , starych i pamiętających czasy przedwojenne grupka wycieczkowiczów –podążała obserwując drobne sklepiki i ruch na ulicy . Za rondem Matecznego, Kalwaryjska zmieniła się w Wadowicką a dalej przy skrzyżowaniu z ulic a Tischnera w Zakopiańską . I mimo przygotowania , mimo kilkakrotnego sprawdzania trasy i wykuwania jej na pamięć , skręciłem w ulicę Tischnera . Przecież Zakopiańską było najlepsze i najprostsze dojście do Sanktuarium . Już nie chcąc się cofać do Zakopiańskiej skręciliśmy w prawo w Fredry i wspinają się lekko po zboczu wchodziliśmy między domki jednorodzinne . Niektóre ogródki zadbane inne mniej tak jak domy mogły dużo powiedzieć o zasobach finansowych właścicieli . Tą ulicą podążaliśmy długo a ja ciągle już nie rozstawałem się za mapą . I nie mogłem się nadziwić , zadając sobie pytanie – dlaczego skręciłem w Tischnera ? Skąd te nagłe zaćmienie umysłu i niemoc zorientowania się w sytuacji , przecież nawet nie chciałem zbytnio skręcać w Fredry ,ale chciałem iść dalej do Turowicza . Oczywiście stamtąd też mogliśmy dotrzeć do naszego celu, ale nadrobilibyśmy kilometrów i nie wiadomo co by nas czekało w czasie tej wędrówki . Napotykając ulicę Siostry Faustyny zrobiliśmy młynka o 180 stopni i powędrowaliśmy do Sanktuarium . Dopiero w ostatniej chwili zobaczyliśmy wyłaniający się spośród drzew i domków Kościół . A mnie nagle rozbolał brzuch . Tego miałem już dosyć . Dwa przypadki jednego poranka to Az nadto jak na mnie . Tam przed kościołem zrozumiałem ,że istnieją siły na tym świecie , pragnące abym zrealizował swój plan ( bo pomysł na ostatni dzień w Krakowie był mój ),ale też były te drugie , które na pozór nieprzekonujący działały zupełnie w innym kierunku wodząc mnie zanim trafiłem w to miejsce .

A gdzie można przeczytać inne części? Tu i ówdzie big_grinbig_grinbig_grin , ale pewnie cos administratorka wykombinuje big_grin



    • super.222 Re: Moje opowiadania . Słodki zapach cz.8 08.03.14, 10:02
      Autor napisał - na zakończenie:
      A gdzie można przeczytać inne części?
      Tu i ówdzie big_grinbig_grinbig_grin.
      Ale pewnie coś administratorka wykombinuje big_grin


      No cóż ... poszukujesz tego słodkiego zapachu od prawie dwóch lat.
      Trudno żeby temat pozostał niezauważony. Z powodu bardzo młodego
      wieku tutejsze forum nie zarejestrowało pierwszych odcinków.

      Pisząc *administratorka*, którą miałeś na myśli?


      Z zadowoleniem przyjęłam wątek z Twoimi opowiadaniami.

      • super.222 Re: Moje opowiadania . Słodki zapach cz.8 13.03.14, 06:46
        Czy życie 'napisało' ciąg dalszy?

        http://s16.rimg.info/4d6d144eabdf9a27a629e63a29a04b5f.gif
        • sagittarius954 Re: Moje opowiadania . Słodki zapach cz.8 13.03.14, 07:53
          Oczywiście big_grin
    • sagittarius954 Re: Moje opowiadania . Słodki zapach cz.9 15.03.14, 04:48
      Wracaliśmy do Warszawy wpatrując się w krajobraz za oknem pociągu . Zaraz po opuszczeniu granic Krakowa zapanowała ciemność i tylko odbite nasze twarze w szybie okiennej towarzyszyły nam w czasie jazdy . Ciemne plamy mijających miejscowości a wśród nich błyskające światła ,były jak nasze wspomnienia z tej wycieczki . Urok miejsca , nieprzejmowanie się teraźniejszością pozostawionych obowiązków i zasłyszane opowiadania o Krakowie, o dawnych sprawach ludzi żyjących, powoli przechodziły do wspomnień . Czy je utrzymamy odświeżając stale i wydłubując z zakamarków neuronowych komórek . Siedząc i dosyć smętnie oceniając odbyte spacery z żałością odjeżdżaliśmy obiecując sobie powrót i szturmowanie następnych miejsc w których nie udało nam się odbyć z powodu braku czasu . Te cztery dni wypełnione małymi podróżami , śmiechem i humorem , smakowaniem dań w restauracyjnych pomieszczeniach i cieszeniem się pogodą , która doprawdy rozpieszczała nas, były jedyne w swoim wyrazie . Umawialiśmy się na następne eskapady w tym ciekawym mieście już w przyszłym roku . Wreszcie zmęczenie pozwoliło nam zasnąć , głowy powoli opadały na ramiona i piersi a usta nieciekawie rozwierały się , jakby były jeszcze zdziwione zobaczonymi miejscami . Dotknąłem wewnętrznej kieszeni mego kubraczka z którym nie rozstaję się nigdy . Jest coraz bardziej znoszony a żona śmieje się ,że kiedyś po kolejnym praniu wyciągnę najwyżej suwaki . Tym razem w tej kieszeni wiozę mój skarb . Różaniec i wizerunek Św. Faustyny . Powoli sięgam ręką i wyciągam je na zewnątrz . Czuję niezwykłą radość z faktu posiadania tych rzeczy .Choć to nic nadzwyczajnego . Jasnobrązowe paciorki przeplecione metalowym łańcuchem spięte wizerunkiem świętej a na odwrocie jej relikwie zatopione w plastikowym przezroczystej kulce .Modlitewnik rozpoczynający się małym krzyżykiem , na którym Pan Jezus oddaje wciąż życie . Może i za to, żebym mógł cieszyć się takimi wycieczkami .

      Przyjaciół na terenie Sanktuarium dopędzam w kościele , gdzie właśnie rozpoczyna się msza . Nasza grupa rozpierzchła się po całej świątyni , widzę Adasia i jego żonę , mego przyjaciela i swoją żonę, każdego w innym miejscu . Sam siadam po prawej stronie kościoła w na pół pustych ławkach . Dziś jest mało wycieczek , więc z łatwością zagłębiam się w modlitwę spoglądając od czasu do czasu na ściany i wystrój świątyni . Odnoszę wrażenie ,że to miejsce zalewa snop światła i przyglądam się ciekawie bazylice . Na ścianie tuż koło mnie widnieje napis : Boże Ojcze Miłosierny , objawiłeś swoją miłość w Twoim Synu Jezusie Chrystusie i wylałeś ja na nas w Duchu Świętym Pocieszycielu . Tobie zawierzamy dziś losy świata i każdego człowieka – Jan Paweł II. Pośrodku ołtarz ofiarny a za nim Drzewo z nagimi konarami targanymi wichrem życia pośród niego kula ziemska otoczona obręczą z czerwonym okiem bezpośrednio nad ziemią a ponad widnieje obraz Chrystusa Miłosiernego. Naprawdę jasność tego miejsca i ławki w kolorze jasnobrązowym sprawiają pozytywne wrażenie i co prawda wiem jaka jest ranga mszy ,ale ciągnie mnie już dalej poznać każdy zakątek tego miejsca . Mam pragnienie bycia we wszystkich miejscach naraz i chciałbym stać się posiadaczem wszelkich wiadomości jakie tutaj znajdują się w ustach przewodników , książek i samych wiernych . Po wyjściu z kościoła kierujemy się do Kaplic wybudowanych pod kościołem . W każdej otrzymuje serdeczną chwilę samotności , nie ma pośpiechu do wyjścia z Sanktuarium mamy jeszcze sporo czasu i nie musimy wracać piechotą . Estetycznie sprawiają mi uciechę , jeśli tak mogę określić takie miejsce , każda jest inna , każda posiada w sobie artyzm a cisza panująca w nich wpada do serc odwiedzających zachęcając do zupełnie innej rozmowy . Moi przyjaciele czekali na mnie na zewnątrz , zaraz potem odwiedzamy wieżę widokową podziwiając panoramę Krakowa . Gdy opuszczamy wieżę i kierujemy się do klasztoru obracam się i staję zdziwiony . Sanktuarium swoim kształtem przypomina kiosk łodzi podwodnej wydobywającej się z morza z wieżą, jako peryskopem, choć cały kadłub pozostaje ukryty w ziemi . Gdy docieramy do następnego kościółka wszystko zaczyna się sprzeciwiać przeciwko nam . Poniedziałek jest czasem sprzątania . Nie odwiedzimy ani celi Św. Faustyny ani nie wejdziemy do środka kościółka , możemy przez kraty popatrzeć się jak zakonnice krzątają się w środku pomieszczeniach . Jeszcze spoglądam na scenę okraszoną promieniami słońca i powoli wycofujemy się z tego miejsca . Jestem zadowolony , czy szczęśliwy , oto pytanie jakie stawiałem sobie w drodze powrotnej, kiedy wsiedliśmy do tramwaju . Moc przypadków jaka mnie spotkała kazała mi wierzyć ,że dalej i dalej będzie trwał ten festiwal małych cudów, jeśli ktoś woli inne wyrażenie tego co mnie napotyka, mogę określić to niezliczoną ilością niezwykłych przypadków . A jednak nie . Oto miejsce w którym wszystko się zatrzymało . Ale radość we mnie jest . Dostałem nowy impuls wiary , oby tylko nie spowszedniał , nie został starmoszony wyzwaniami życia i moim lenistwem. Teraz jednak nie mam zamiaru już dłużej zastanawiać się nad tym wszystkim i poddaję się ostatnim godzinom krakowskiego smaku . A słońce jeszcze mocniej grzeje , i jeszcze bardziej tęskniąc, zanim opuściłem tamte strony ,odczuwam niedosyt i nienasycenie. Chciałbym zapamiętać , zarejestrować ten pobyt i odtwarzać go ile razy przyjdzie mi ochota . Po południu umówiony melex przyjeżdża po nas i po raz ostatni mijamy znane miejsca , przejeżdżając nawet Rynkiem koło kościoła Mariackiego . Warszawa wydaje się na peronach dworca Centralnego taka powszednia i mało atrakcyjna . Żegnając się z przyjacielem umawiamy się na następne spotkanie, aby umówić już sprawy następnego wypadu .
      Po powrocie do miejsca zamieszkania długo zastanawiam się po co to wszystko mnie spotyka a jednocześnie ten różaniec nowy, bardzo mnie pociąga . Wreszcie którejś nocy podczas dyżuru w pracy wyjmuje go, klękam i odmawiam strofy modlitwy . Ilość różnych odczuć jaka mnie wtedy ogarnęła była nieporównywalna do żadnej innej chwili mojego życia . Od bólów całego ciała przeciwstawiającemu się temu co czynię po błogość wypływającą ze mnie , z jakiejś nieznanej szczeliny . Klęcząc zupełnie odrywam się od tego świata i nie widzę jak kolega wchodząc do mojego pomieszczenia wycofuje się przestraszony tym co zobaczył . Dopiero następnego dnia informuje mnie ,ale widzę jego zażenowanie i jak nie potrafi dać sobie rady i oswoić się z zobaczonym widokiem . Dokąd zaszliśmy jako ludzie skoro widok człowieka klęczącego może budzić niepokój ? Choć sam postawiłem sobie pytanie , czy przypadkiem nie rozpoczyna się u mnie jakaś choroba psychiczna i niedługo ogarnie mnie całego powodując śmieszność otoczenia wpatrującego się we mnie . Jestem na razie sam ze swoimi wątpliwościami . Nie zwierzam się nikomu , aby nie powodować nawet u mojej żony uczucia zaniepokojenia . Jestem gotowy na rozwikłanie zagadek psychicznych swego ciała sam . Nikt mi tak mnie pomoże jak ja sam sobie. Przypominam sobie z dzieciństwa scenę, kiedy pewnej zimy wieczorem, chodziliśmy z dziadkami modlić się przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej wędrującym od domu do domu . I tak jak z niechęcia na początku szedłem prawie ciągniony przez babcię , tak pod koniec ferii nie wyobrażałem sobie innego zakończenia dnia, czasami z padającym wolno śniegiem , choinkami różnokolorowymi ustrojonymi w cacuszka świąteczne , ciasta po modlitwie . Ta ilość słodkich chwil ogarniająca mnie była nadzwyczajna . W dobie dojrzewania i dorosłości zatraciłem te wspomnienia a za sprawą niezwykłych zdarzeń , znów wróciły do mnie . Wiem , oczywiście wiem ,że odzyskać tamte odczucia będzie mi bardzo trudno o ile będzie to możliwe w ogóle. Ale dlaczego nie spróbować ?

      • super.222 Re: Moje opowiadania . Słodki zapach cz.9 15.03.14, 17:47
        Zadałeś pytanie: Dokąd zaszliśmy jako ludzie skoro widok człowieka
        klęczącego może budzić niepokój?


        I ja się zaniepokoiłam, bo klękanie na ogół odbywa się w kościołach
        lub podczas wielkich zgromadzeń religijnych na wolnym powietrzu,
        w tłumie. Można także klękać w mieszkaniu, a nawet trzeba.

        Ty jednak ukląkłeś w miejscu pracy. Każda osoba widząc Ciebie w tej
        pozie modlitewnej byłaby zaniepokojona. W żadnym dotychczas napisanych
        opowiadań nie byłeś tak głęboko szczery - powiem to - aż do bólu.

        I ciągle poszukujesz *słodkiego zapachu*. A co będzie gdy znajdziesz
        źródło? Czy Twoje życie przez to się zmieni? Mogłoby się zmienić?
        Opisywałeś już tę wycieczkę do Krakowa jako radosną podróż w gronie
        przyjaciół . I nagle takie refleksje ... pisz o miłości, bo na tym się znasz
        jak mało który mężczyzna.
        • super.222 Re: Moje opowiadania . Słodki zapach cz.9 18.04.14, 16:42
          Podnoszę ten wątek jako życzenie świąteczne.
          Nie zapominaj o tym wątku ... big_grin Drukować możesz
          po świętach ... big_grin
Pełna wersja