sagittarius954
07.11.14, 10:35
Część I
Ile razy zastanawiałem się kiedy umrę ? Niezliczoną ilość razy . Po raz pierwszy przeraziłem się jej, kiedy będąc małym brzdącem skaleczyłem się a drobiny krwi wypływały nie bacząc na moja panikę a im bardziej płakałem, tym bardziej krew leciała . Dochodzące głosy braci przedrzeźniających mnie „ dusza ci ucieknie „ spowodowały jeszcze większą dramaturgię łkającego głosu . I innej rady nie widziałem, jak schować się w spódnicy babci , obejmując ją rozpaczliwie szukałem utulenia ,aż do momentu wyjaśnienia . Tkliwy głos babciny uspokoił mnie i wyjaśnił cały kłopot związany ze zranieniem . Czyli śmierć mi wtedy nie groziła ,ale ten cień właśnie wtedy został we mnie pobudzony do życia . Minął już dzień Wszystkich Świętych , Dzień Zaduszny , pogasły znicze na grobach i zdają się dzisiaj stać samotne, aż do Bożego Narodzenia, kiedy to tłumy przybywających na cmentarze ożywią pamięć . Mimo wszystko trudno zapomnieć o tych co odeszli , byli częścią naszego życia na tyle trwałą ,aby pamiętać ich nie tylko od święta. Dlatego moja pamięć ma ich w swojej szufladce i trudno mi ją się pozbyć , zresztą nie chcę . Wspominam za to początki, kiedy wzrastałem poznając drogi życia i śmierci. Jeszcze niemrawo do momentu pierwszego wypadku z motocyklem , którego mój rower nie przeżył , podbrzusze motocyklisty wyglądało, jak śliwka przed spadnięciem z drzewa a ja łapałem oddech nie wiedząc co się stało . To właśnie od tego momentu niemal codziennie wspominałem śmierć . I powoli, powoli , szedłem drogą życia, będąc raz bliżej raz dalej śmierci . A ta panoszyła się wokoło mnie, zabierając kolegę ,który bawiąc się przyczepiony został paskiem do zderzaka samochodowego , zabrała też psa koleżanki nad którym roztaczaliśmy pierwsze poznane modlitwy a zerwane kwiatki polne, miały zastąpić znicze . Listopadowy pierwszy dzień Wszystkich Świętych, usytuowany zaraz po ciepłych dniach październikowych nakazywał rodzinnie spotykać się na cmentarzach , gdzie o dziwo bywałem w tamtych czasach dosyć często .Odchodzili ci których wojenna pożoga nie zmogła ,ale wzrastająca starość przywoływała śmierć. Pamiętam gliniane znicze różnej wielkości, stawiane dla wszystkich, którzy odeszli na tamtą stronę życia . Jakby uciekali od tego poznanego dobrze, w którym wszyscy czuli się wybornie . Nie na tyle jednak wybornie, żeby móc pozostać w nim bez kresu . Dlatego pewnie wujek, wyprowadzając ciosy podczas meczu bokserskiego przed tv , nie zdołał osłonić gardą swego życia , ciocia jadąca samochodem z prezesem spółdzielni nie przewidziała , że na jednym z zakrętów Wału Miedzeszyńskiego czyhać będzie śmierć . Inna ciotka nie wzięła sobie do serca przestróg ,aby pewnych spraw nie badać odstąpić od nich za wszelką cenę, bo inaczej przypadek może dosięgnąć i ją . Ten przypadek przyparł ją do barierki mostu na amen . Przypatrując się, jak znikają ci których człowiek kocha , zna , lubi lub są mu obojętni, jednak nie tyle, by w momencie utraty świadomości tamtych żyć, nie pochylić się nad swoim i jakaś cząstka naszej duszy nie płakała z żalu za tamtymi , skończonymi . Dopóki młodość trwa życie wydaje się proste , mało skomplikowane , za bardzo buńczucznych, rozhukanych życie zaczyna prostować . Wprowadzając utrudnienia zdrowotne . Pierwsze omdlenie , wydało mi się zapadaniem w niewytłumaczalną przestrzeń . Ale chęć życia jest czynnikiem tak wytrwałym ,że potrafiącym zmazać w pamięci te sekundy niedyspozycji . Jeszcze dziwiłem się ,że nie wszyscy równo żyją , równo umierają w tamtym „równym” systemie . Żal było młodych żyć , beztrosko rozmienianych ,ale również żal było tych starych pełnych doświadczenia ,mówiących proste rzeczy o skomplikowanym życiu . Pracuj , módl się i wesel . Jakże odmienne to były czasy , dziś rozpatrywane z jednej politycznej strony , mające jednak w sobie tyle historii ilu ludzi musiało żyć i umierać . Śmierć stawała się częścią życia , prawda że smutną i rozpatrywaną łkaniem żalu po drogich osobach , ale jakże często wspólny żal sprawiał pozostawionym lżejsze przejście do rzeczywistości . Nie żałuj łez na pogrzebie , wspominaj dobre chwile i ciesz się życiem .Oddzieleni niewidzialnym murem granicznym , budowaliśmy swoje szczęście jakby bez przykładów , które historia dostarczała niemal codziennie . Z zazdrością przyjmowaliśmy kolorowe czasopisma z tamtej strony inności , mamiły nas swoim kolorem blichtrem pożądania . Codzienna biel i czerń mogła być transponowana na odmiany szarości, z których nie zawsze wydobyć można było prawidłowe oznaki życia . Dlatego nieraz na pogrzebach można było spotkać tezę o ucieczce z tego nielekkiego bytu . ?Ten co odszedł , odeszła nie kłopocze się o nic , jest szczęśliwy . Tylko tych młodych było szkoda . Och, nie przeżyli radości kawalerskich sobót , panieńskich uniesień , matczynych trosk .O tą radość starali się też bardzo chorzy , Stefan , którego serce trzymało się na niteczce , jak mawialiśmy zaskoczył nas decyzją małżeństwa . Nawet odrobinę nie wyczuł ,że to on i jego chore serce zniesie pierw tęsknotę rozstania z powodu odejścia żony . Zwykłe małe zapalenie płuc, zdawało by się nic, w dobie rozwijającej się medycyny i powszechnego dostępu do lekarza jeszcze darmowego . A gdy porzucił wielkomiejskość pozostało mu już łowić na wędkę swoje ulubione szczupaki i naprawiać serca zegarków . Do ostatniego uderzenia swego serca .