super.222
12.03.15, 16:46
Jest radość, jest sukces, były w przeszłości osobowości, które trwale
zapisały się na kartach tego Tygodnika. I nie myślcie sobie, że nie było
sporów, wzajemnych oskarżeń, a nawet sporów, które mogły (ale nie musiały)
rozpatrywać sądy. Jednym z filarów Polityki był Zygmunt Kałużyński.
I wszedł był on w spór z innym krytykiem teatralnym Romanem Szydłowskim,
który pracował w "Trybunie Ludu". Tenże przesłał do redakcji Polityki tekst
z polemiką z Kałużyńskim. Kiedy tekst został wydrukowany okazało się, że
są w nim zdania obrażające Kałużyńskiego, a on ich nie napisał.
Wkrótce okazało się, że te zdania wpisał sam Kałużyński, co tak wnerwiło
dziennikarza "Trybuny ludu', że zagroził procesem.
Kałużyński zapadł się pod ziemię ! Dopiero po dwóch dniach do redakcji
zatelefonowano z komisariatu milicji:
- - Wasz pracownik, Obywatel Kałużyński, podszedł wczoraj do naszego
funkcjonariusza na ulicy Foksal, powiedział, że źle się czuje i prosi o pomoc.
Został odwieziony do szpitala psychiatrycznego w Pruszkowie.
Na taka wiadomość natychmiast zareagowano.
Weteranka ruchu komunistycznego, zastępca redaktora naczelnego- Romana
Granas wykonała telefon do obrażonego Szydłowskiego i powiedziała:
- Towarzyszu Romanie, apeluję do was, żebyście nie składali pozwu sądowego.
Jak by to wyglądało, a poza tym po telefonie z MO już nie ulega wątpliwości,
że ten Kałużyński to, powiedzmy, co najmniej dziwak. Wysyłamy do niego
delegację żeby was przeprosił.
Delegacja zastała Kałużyńskiego w izbie chorych z drzwiami bez klamek.
- To nasz najinteligentniejszy pacjent - powiedział lekarz.
Kiedy Szydłowski wycofał pozew, Kałużyński wyzdrowiał i wznowił działalność
... ale tu już zupełnie inna historia.
------------
Na podstawie Felietonu Passenta (nb. jednego z członków 2-osobowej
delegacji do szpitala psychiatrycznego)
Czyli historia zapewne prawdziwa, nie żadna tam kaczka dziennikarska.
A działo się to w czasach głębokiego PRL-u, "Trybuna Ludu była organem ..".
A ludzie się szanowali, mieli poczucie honoru, więzi zawodowej (dziennikarskiej).
A Kamila Durczoka zgnojono ... chociaż mamy demokrację.