ekwn
11.04.11, 12:48
Witajcie,
Od niedawna mam problemy z tarczycą (a przynajmniej o tym wiem) i już mam wrażenie, że zwariowałam. Moje wyniki nijak się maja do mojego samopoczucia, a endo średnio ma wizje mojego leczenia, bo narazie w sumie niewiele z tego wychodzi. Ale od początku: w styczniu, po miesiącu na ostrej adrenalinie, zupełnie nie mogłam sie pozbierać. Po przebudzeniu byłam bardziej zmęczona niż wieczorem, plakalam na extreme home makover, piłam hektolitry wody i nie mogłam sie zmusić do robienia czegokolwiek. Internistka na początku myslala, że to cos z cukrzycą albo depresja, ale badania pokazały co innego:
TSH (s) 5,53 uU/ml 0,27 - 4,2
fT3 4,79 pmol/l 3,1 - 6,8 45.68%
fT4 14,07 pmol/l 12 - 22 27.00%
Dostalam skierowanie na USG tarczycy i do endo.
Opis badania USG: Wymiary tarczycy: Płat prawy: 1,6 x 1,8 x 4,1cm - objętość ok: 6,3cm3 Płat lewy: 1,7 x 1,9 x 4,2cm - objętość ok: 7cm3 Cieśń: 0,3cm Tarczyca niepowiększona. Echogeniczność miąższu nieco obnizona, niejednorodna,, bez zmian ogniskowych. Przepływy miąższowe są wzmożone. Okoliczne węzły chłonne bez zmian.
Endokrynolog stwierdziła Hashimoto i przepisała mi 25 Euthyroxu. Po miej wiecej miesiącu na 25 zaczeły się u mnie atrakcyjne dla otoczenia ataki paniki, wieczne poddenerwowanie, ataki placzu, zerowa możliwość skupienia itepe, dosć dodać, że kilka osób pytało się czy nie jestem w ciąży (na co reagowalam płaczem lub krzykiem). Zrobiłam sobie jeszcze raz badania i okazalo się że:
TSH (s) 9,24 uU/ml 0,27 - 4,2
fT3 6,27 pmol/l 3,1 - 6,8 68.50%
fT4 18,85 pmol/l 12 - 22 85.68%
Udało mi się umówić do endo (pomogła mi internistka, co na początku mnie diagnozowała, chyba zbiłam na niej niezłe wrażenie, ona była przekonana, ze ja nie potrafię sie tak szybko ruszać i mówić ), która kazała mi brać 50 Euthyroxu, zrobic jeszcze raz USG (mam umowione na 20.04) i zgłosić sie jak najszybciej z nowymi badaniami (mam wizyte na 12.05, wcześniej się nie dalo).
Biore 50 od tygodnia, czuje się troche lepiej, ale znajomi mają mnie totalnie dosć. Strasznie marudze, zmieniam zdanie co 30 sek, zachowuje sie jak totalna kretynka. Wzielam sobie troche wolnego w pracy, bo mieli mnie jeszcze bardziej dość, ale za dlugo tak nie dam rady. Koleżanki, ktore też się leczą na Hashimoto radzą przeczekać, żeby organizm przyzwyczaił się do hormonów, ale ja nie wiem czy dam rade tak dlugo pociągnąć. Czuje sie jak nastolatka z tym szumem we łbie i bólem istnienia
I tutaj szukam waszej pomocy:
Ile musze brać 50, zeby sie przekonać, czy mi pomaga? do maja to ja chyba wyjde z siebie, nie mowiac o tym, ze mnie wywala z roboty

I czy powinnam brać więcej (patrząc na wyniki), czy mniej (patrząc na samopoczucie)? Naprawdę czuje, ze wszystko mi sie sypie...