TSH 8,68, a reszta?

12.11.12, 16:20
Własnie odebrałam wyniki z laboratorium.
TSH 8,67
FT3 3,63 pmol/1, norma: 4,0 -8,3
FT4 11,63 pmol/1, norma: 9,0 - 20,0
Czuję się ostatnio słabo, bardzo źle śpię, mamy problemy z koncentracją, wypadają mi włosy.
Poziom TSH wskazuje na niedoczynność. Nie wiem co sądzić o FT3 i FT4. Na moje oko są OK.
Mam 48 lat. Do endokrynologa dopiero na 19 grudnia sad
    • arronia Re: TSH 8,68, a reszta? 12.11.12, 17:06
      Po przeliczeniu na procenty (wtedy łatwiej zobaczyć, ile tych hormonów jest - czy na górze normy, w środku, na dole, czy poniżej):

      FT4 23.91% [wynik 11.63, norma (9 - 20)]
      FT3 -8.60% [wynik 3.63, norma (4 - 8.3)]

      Wyniki nie są OK. Masz niedoczynność jak najbardziej:
      wysokie TSH (hormon przysadki, który "nawołuje" tarczycę do pracy
      niskie FT3 i FT4 (hormony tarczycy)

      Szkoda, że masz jeszcze trochę do wizyty, bo fajniej byłoby już zacząć przyjmować tyroksynę. Ale jeden plus, że nie można olać Twoich wyników, są za wyraziste wink
    • muktprega1 Re: TSH 8,68, a reszta? 13.11.12, 08:53
      Niestety nie są ok, mam nadzieję, że da Ci skierowanie na przeciwciała a-TPO oraz a-TG
      • serrenite Re: TSH 8,68, a reszta? 13.11.12, 10:38
        No tak, teraz jak spojrzałam na te procenty, to trochę się przeraziłam. Do endokrynologa jestem zarejestrowana prywatnie, a i tak muszę czekać miesiąc. Zastanawiam się czy od razu nie robić dodatkowych badań, żeby lekarz miał pełny obraz, gdyby będzie stawiał diagnozę.
    • pies_z_laki_2 Re: TSH 8,68, a reszta? 13.11.12, 11:06
      Robiłaś usg tarczycy?
      A sprawdzałaś morfologię i ew. niedobory? Zrób przy okazji ferrtynę i wit. B12.
      • serrenite Re: TSH 8,68, a reszta? 13.11.12, 12:16
        Moje ostatnie zajęcie to czytanie w necie o niedoczynności. Muszę przyznać, że łapię coraz większego doła.
        Myślałam, że pójdę do lekarza, dostanę tabletki i moje życie stanie się piękne. A tu znikąd pociechy. Każdy wątek na forum to opis gehenny, która nie ma końca.
        Powiedzcie mi, czy są wśród was ludzie szczęśliwi, którzy biorą leki i żyją tak ci, którzy nawet nie słyszeli, że jest coś takiego jak tarczyca?
        Na medycznych stronach czytam, że przyjmowanie leków całkowicie eliminuje skutki choroby.
        A na forach piszecie, że wasze życie to koszmar i nieustająca walka z Euthyroxem.
        Jak to jest w końcu? Czy ja też będę to wszystko musiała przechodzić.
        TSH mam prawie 9. Wiem, od wczoraj, że z moją tarczycą jest nie OK. Nie czuję się super. Słabo sypiam od kilku lat, zaczęły mi też trochę wypadać włosy, mam trochę problemów z koncentracją, ale z tym wszysktim mogę w miarę normalnie funkcjonawać w pracy i w domu.
        Nie mam nadwagi (175 cm/59 kg), większych problemów ze skórą... Czy mam się bać, że ta cała jazda dopiero przed mną, gdy zacznę brać leki?
        • arronia Re: TSH 8,68, a reszta? 13.11.12, 16:36
          Weź pod uwagę, że na forum pisze się, jak coś jest nie tak smile

          Przy ustawianiu dawki, przy wątpliwościach, szukaniu lekarza itd.
          Ci, którzy poczuli się dobrze, którzy mają dobrze ustawioną dawkę, brak pytań, czują się OK - znikają z forum. (Chyba że komuś doradzają.)

          Hashimoto jest do końca życia. Dawkowanie nie jest ustalone raz na zawsze (choć niekoniecznie zmienia się często). Często trzeba już na stałe pilnować niedoborów (żelazo, b12, d3 itp.). Da się to ogarnąć, nie musi być ciężko, ale jednak Japończyk zostaje z człowiekiem na stałe. Taki zwykle nienachalny lokator. Jak się robi dokuczliwy, to się działa. A na co dzień nie myśli o nim aż tak wink
          • serrenite Re: TSH 8,68, a reszta? 13.11.12, 16:47
            Dzięki. Pocieszyłaś mnie, trochę. Chciałabym poczytać wątek pt. Odkąd leczę się na Hashimoto, jestem szczęśliwa, bo czuję się lepiej niż kiedykolwiek...
            • nebiru Re: TSH 8,68, a reszta? 13.11.12, 17:42
              Cześć smile
              Odkąd biorę euthyrox przestałam byc zombi a zaczęłam się czuć jak człowiek, chociaż czasami bywa ciężko wink
              Weź pod uwagę, że czasami trafiają tu ludzie, którzy przez kilkanaście lat choroby nie byli leczeni, bo nikomu nie chciało się choroby zdiagnozować. Ja jestem takim przypadkiem. Przeszłam przez piekło. Gdy sięgnęłam dna piekła (oprócz wszystkich mozliwych objawów w bardzo nasilonej formie równiez tak intensywne zawroty głowy, że miałam problemy z cho0dzeniem) wreszcie mnie zduiagnozowano, zaczęłam brac hormon i powoli wracam do normalności. U mnie dobrze niogdy nie będzie bo choroba zmasakrowała mój organizm.
              Tobie zdiagnozowano raczej na początku, więc jest prawie pewne że będziesz mogła żyć całkiem normalnie. Oczywiście moga Ci się zdarzać okresy pogorszenia stanu, ale z pewnościa nie tak straszne jak u tych ze zniszczonymi chorobą organizmami.
              Czytaj, ucz się swojej choroby i słuchaj rad dziewczyn, które lecza się po kilka-kilkanaście lat. Po prostu musisz chorobe poskromić jak dzikie zwierzątko i nauczyć się z nią żyć, wtedy będzie dla Ciebie prawie niezauważalna.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja