kratkawpaski
15.05.07, 17:10
Ciekawa jestem, czy moje wyniki spotkają się jutro z jakimkolwiek
zainteresowaniem ze strony endokrynologa, czy też zostaną potraktowane jako
nieznaczne przekroczenie norm, niewymagające interwencji.
A wyniki mam takie: TSH - 4,42 (0,4 - 4,0), FT3 - 2,53 (1,8 - 4,2), FT4 -
1,57 (0,8 - 1,9) (czyli procentowo to, zdaję się, odpowiednio byłoby tak:
111%, 30%, 70%), anty-TPO - 21,4 (n. do 35), a anty-TG - 41,7 (n. do 40). A
więc raczej na pewno niedoczynność, ale czy na podstawie tak małego
przekroczenia anty-TG można zdiagnozować hashi? Tym bardziej, że USG całkiem
dobre (dla porządku cytuję: „Tarczyca położona typowo. Wielkość obu płatów
symetryczna, w górnych granicach normy. Płat prawy: 18 x 20 x 42 mm, płat
lewy: 17 x 18 x 44 mm. Echogeniczność miąższu jednorodna, unaczynienie
prawidłowe, bez zmian guzkowych, węzły chłonne szyjne niepowiększone”

.
Jeśli chodzi o objawy, to przede wszystkim są to ciągnące się latami epizody
lekoopornej depresji przeplatane dystymią, a od dwóch lat postępujące
przymulenie, otępienie, osłabienie etc., czyli - jak to ładnie się zwie w
psychiatrii - brak napędu.
Plan na jutrzejszą wizytę mam taki, żeby nie dać się zbyć
argumentem „nieznacznego przekroczenia”. Przy hashi się nie upieram.
Myślicie, że przyjęcie taktyki drążenia tematu, a - w razie napotkania na
opór materii w osobie lekarza - poszukiwanie aż do skutku, ma sens w tym
przypadku?
Pozdrowienia
Agnieszka