alfa36
04.08.07, 22:36
Kłopoty z tarczcą zaczełam podejrzwac rok temu, kiedy zaczęłam miec bardzo dlugie cykle. Od stycznia bylam na euthyroksie 50 i wszystko wrocilo do normy. W kwietniu mialam TK i znow miesiączka zaniknęła.
Moje ostatnie wyniki:
30 maja TSH 1,02 (0,25-5,0)tj. 20%; ft3 3,88 (4-8,3)tj.-2,79% ft4 9,24 tj2,18%i wtedy zwiększylam dawkę z 50 do 75 i po miesiącu
29 czerwca ft3 3,90 tj.-2,79% ft4 11,90 tj. 26,36%
i wtedy znow zwiekszylam dawkę do 100 i dzis wyniki
2 sierpnia: ft4 17,51 tj. 77,36% a ft3 <0,70
Miesiączka wróciła po zmianie dawki z 50 na 75, z tym, ze bralam też luteinę na jej wywolanie (więc nie wiem, co pomogło). Drugi cykl byl normalny, a teraz czuję, ze znow coś sie dzieje (chyba nie mialam owulacji).
W każdym razie dziś byłam u endo (nie tej, do ktorej chodzę, ona na urlopie, ale i tak nie mam do niej zaufania).
Otóż:
Pani dr kazała powtorzyć wyniki w innym laboratorium GODZINĘ PO TABLETCE, kazala też zbadac prolaktynę. Tlumaczyla mi, ze t3 bardzo szybko rozpada sie (cos takiego, dokladnie nie potrafie powtorzyć).
Kazała wrócić do dawki 50( do kolejnego badania na setce, potem od razu przejśc na 50)
Kilka razy podkreślała, że w przypadku pierwotnej niedoczyności najważniejszym badaniem jest TSH, a pozastale wyniki robi się, kiedy przy bardzo duzych dawkach tyroksyny (200) nie spada TSH.
Nigdy nie mialam robionych przeciwcial. Ta dr twierdzi, ze nie muszę badac przeciwciał, bo one nic innego nie wniosą do sprawy, hormony trzeba doprowadzic do porządku i nie ma znaczenia, czy moja niedoczynnośc jest z hashimoto czy jest ona popromienna (preszlam chemio i radioterapię).
Dr mowiła o novothyralu, ale to jak powtórzę badania i sie potwierdzi tak niski poziom ft3.
Tak naprawdę oprócz kłopotów z cyklem, objawy niedoczynności mam mało wyraźne. Miałam taki czas, kiedy bardzo wychodzily mi wlosy, ale to mineło, senna absolutnie nie jestem (raczej bezsenna), zmęczona owszem, skóra oki, delikatne zaparcia miałam od zawsze, kilka ostatnich dni bolaly mnie mięsnie nog, ale to tez mineło, więc może od nadmiaru chodzenia (?), wagi niestety nie mogę zrzuić (ale nie tyję), nerwowa jestem, ale tez zawsze taka byłam.
Czasem mam ochotę rzucić w diably wszystkie badania, kontrole, mam dośc ciągłego kłucia, i ciąglej niewiedzy. Bo teraz tak naprawdę nie wiem nic. Co o tym sadzicie? Prosze podpowiedzcie cos.