wolverine69
19.02.09, 13:37
wlasciwie to sam nie wiem dlaczego to pisze...
poznałem moją narzeczoną 4 lata temu...
było cudownie... tę część historii ominę, bo to zwykła historia rodem z
komedii romantycznej...
na początku ja pracowałem, ona zajmowała się domem i rzadko chodziła na
zajęcia (4-5 rok - mało zajęć)
było nam cudownie, mimo tego że ja byłem furiatem, ona zawsze działała na mnie
kojąco, wspaniale dbała o dom, wszystko było zawsze zapięte na ostatni guzik.
Ciepły obiad na stole, czysto schludnie, zawsze ciepłe słowo wsparcia - mam
stresującą pracę... kochaliśmy się średnio 2-3 razy dziennie.
wyraźnie zaznaczę, że trwało to nie kilka tygodni, ale długie miesiące, przez
rok czy półtora nawet razu się nie pokłóciliśmy, mimo, że mam cholernie
wybuchowy charakter.
potem zaczęła szukac pracy... i tu zaczął się mój koszmar... przez 3-4
miesiące nie mozna sie do niej odezwac, o seksie mozna zapomniec, wiecznie
rozzłoszczona, wiecznie narzeka...
zarowno jej rodzice jak i przyjaciele rozmawiali ze mna: ma trudny okres,
szuka pracy, stres, poczekaj...
wiec poczekałem...
ale gdy znalazła pracę, to dopiero moj koszmar się rozpoczął, a myslalem ze
powinien sie zakonczyc...
bylo źle, bardzo źle...
po wizycie u lekarza, zdiagnozowano hashi, dostala leki i bierze je... wyniki
lekarz okreslil jako "w normie".
ale to niczego nie zmieniło...
obecnie 2 lata żyje w najgorszym piekle jakie można sobie wyobrazić...
seksu nie ma w ogole
rozmawiamy tyle co nic, bo ona jak wraca z pracy, to ma ochote tylko zeby
posiedziec 2h w internecie, potem położyć się spać
ciągle na wszystko wrzeszczy, krzyczy...
konstruktywne rozmowy, a były ich setki, nic nie dają, przysięgała że się
zmieni, mialem to obiecane w rozmowach, nawet na piśmie! zeby sama mogla potem
przeczytac...
za kazdym razem pojawialy sie tylko kolejne oczekiwania wobec mnie, dostawala
wszystko co tylko chciala...
nic nie pomaga...
efekt jest taki, ze po 2 latach piekła:
- przejąłem wiekszosc obowiązków domowych (pranie, zmywanie, sprzatanie etc)
- wszystkie urzedowe sprawy rowniez przypadly mi
- seksu brak
- rozmow prakycznie tez, bo zawsze koncza sie tak samo, krzykiem, poza tym
jest zmeczona po pracy i chce sie zrelaksowac
generalnie jej zycie konczy sie na pracy, po powrocie z pracy, uwaza ze juz na
dzis wszystko zrobila...
ostatnio nawet zrobilem sprawdzian maly...
nie czyscilem lodówki ze zgniłych produktów... te produkty (cała półka!!!)
przez ostatni tydzień lezą na polce jak lezaly... jej to nie interesuje
stołek który postawiłem na srodku kuchni - stał nietknięty przez kilka dni -
po prostu za kazdym razem go obchodziła
po przyjsciu z pracy, ubrania walnie na podłogę, i najczesciej leżą tam do
weekendu...
i to wszystko dzieje sie przy wynikach w normie
przeczytalem wiele na temat hashi, glowne zdanie ktore mi zapadło w pamiec to
to: ze to co dla zdrowej osoby jest normalne, dla hashi wiąże się z bardzo
dużym wysiłkiem.
obecnie jestem juz prawie pewien: praca na tyle ją wyczerpuje, ze po pracy nie
ma juz sily ani ochoty na nic...
najgorsze, ze nie mozna z nia o tym rozmawiac, bo lubi swoja prace i wina
obarcza wszystko inne, najczesciej mnie.
obecnie jestem na granicy wytrzymalosci...
z wyluzowanego rozesmianego chłopaka zmieniłem się we wiecznie zmęczonego,
ponurego i zestresowanego typka z nałogami
czy to już koniec naszego związku?