no i rozstanie...

23.03.14, 10:42
Kontynuując wątek z emagla to wczoraj doszło pomiedzy mną a moim M. do kolejnej kłótni zaczynającej się od głupoty a skończywszy znowu na wyciaganiu grzechów z przeszłości i po tej kłótni się wyprowadził. Spakował się w 20 min i go nie było. I tak myslę, że kocham go ale ulzyło mi że go nie ma. Jestem w ciązy, zagrożonej, leżę i postanowiłam skupić się tylko na dzieciach. I tak się zastanawiam- czy to normalne, że to tak po mnie spłynęło? To oczywiście boli jak diabli, ale naprawdę poczułam olbrzymią ulgę
    • magiczna_marta Re: no i rozstanie... 23.03.14, 10:58
      Normalne, hormony wspomagaja.
    • fajnyrobal Re: no i rozstanie... 23.03.14, 11:24
      A ty masz jakąś pomoc do dziecia, czy też pan zostawił cię samą leżącą i z dzieckiem na karku?
      • motylka34 Re: no i rozstanie... 23.03.14, 11:43
        No oczywiście, że tak zostawił. pomoc załatwię
        • mamaoskarka18 Re: no i rozstanie... 23.03.14, 12:16
          No i ....uj mu w doopę
          Nie denerwuj się czasami, pomyśl że teraz masz święty spokój, dasz radę ze wszystkim silna babka jesteś
    • mamakarolla Re: no i rozstanie... 23.03.14, 12:54
      może to i lepiej dla Was będzie.
      A na terapię nie chcieliście iść?

      Powodzenia.
      • niutaki Re: no i rozstanie... 23.03.14, 13:25
        trzymaj sie! i koniecznie znajdz jakas pomoc, daj znac co slychac i jak sobie radzisz.
      • melancho_lia Re: no i rozstanie... 23.03.14, 14:04
        Jeżeli koleś zostawia samą kobietę w zagrożonej ciąży i jeszcze z dzieckiem na głowie to miejsca na terapiuę tu nie ma.
        Krzyżyk na drogę, a Ty babo się trzymaj. Silna jesteś, dasz sobie radę. Nim się nie przejmuj, nie warto.
    • motylka34 Re: no i rozstanie... 23.03.14, 14:17
      Nie chciał terapii. Powodem są jego problemy finansowe, a ja w obecnej sytuacji nie moge mu pomóc. I nie wiem jak sobie poradzę z marnym zasiłkiem z działalności gospodarczej. Pieniędzy teraz nie zarabiam bo pracę muszę wykonywac osobiście. Nie wiem jak to będzie. Teraz to normalnie wyję
    • mariolka55 Re: no i rozstanie... 23.03.14, 14:38
      co za ch.... zostawił Cię w zagrożonej ciąży ,leżącą i z dzieckiem na dodatek ? i sobie poszedł ?
      przyzwoitość zwykła by nawet wymagała ,nie zostawiać bez pomocy w takim przypadku.....
      • mariolka55 Re: no i rozstanie... 23.03.14, 14:41
        >Jeżeli koleś zostawia samą kobietę w zagrożonej ciąży i jeszcze z dzieckiem na głowie to >miejsca na terapiuę tu nie ma.
        >Krzyżyk na drogę,


        dokładnie
        masz dzialalność ? podnieść sobie podstawę do zasiłku
        w którym miesiącu jesteś ?
    • motylka34 Re: no i rozstanie... 23.03.14, 14:56
      16 tc. Nie zapłacę wyższych składek bo nie mam z czego, wszystkie moje oszczędności poszły na częściową spłatę długu.
      Był, niedawno wyszedł. Łagodniejszy niz wczoraj, nie kłócił się ale zabrał resztę rzeczy. Twierdzi, że musi sobie wszystko poukładać, że ja i tak jestem w lepszej sytuacji od niego. Nie wiem co mam robić, wstać i zasuwać do roboty żeby cos odłozyć i liczyc że nic sie nie stanie, czy leżeć a potem utrzymywać duże mieszkanie, 2 dzieci i siebie za niecałe 3 tys. Niby nie jest to mało. ale...
      • niutaki Re: no i rozstanie... 23.03.14, 15:07
        Najwazniejsze zebys sie nie denerwowala, wiem ze nie jest latwo, ale musisz na razie myslec o sobie i dzieciaczkach. Nie wiem gdzie mieszkasz, moze mieszka ktos w poblizu i bedzie w stanie jakos Ci pomoc? Trzymam kciuki za Ciebie bardzokiss
      • fajnyrobal Re: no i rozstanie... 23.03.14, 15:23
        Dasz radę. U nasz większość rodzin żyje za niecałe trzy tysie miesięcznie i nie przymierają głodem. Facet to moim zdaniem duże dziecko, a tobie teraz nie drugiego dziecka trzeba tylko odpowiedzialnego ojca i partnera. Nie powiem co mi się ciśnie na usta, kiedy słyszę, że on sobie musi wszystko poukładać i zostawia cię w zagrożonej ciąży i z małym dzieckiem na dodatek. I w dupie ma jak sobie poradzisz. Kto mu tych długów narobił, krasnoludki czy on sam?! Następny biedny miś, cholera jasna.
        • motylka34 Re: no i rozstanie... 23.03.14, 15:48
          Głodem przymierać może nie będziemy, ale same rachunki to 1,5 tys, angielski syna, jego treningi które kocha nad życie, małe dziecko tez generuje niemałe koszty i w sumie zostaje bardzo niewiele. Jakoś dam sobie dam radę, wyciągnę od niego porządne alimenty.
      • totorotot Re: no i rozstanie... 24.03.14, 07:51
        że ja i
        tak jestem w lep
        > szej sytuacji od niego

        Ojp

        Czyli masz trójkę dzieci.
        Pan wyjątkowy palant, a jak się sprawdza jako ojciec?
    • motylka34 Re: no i rozstanie... 23.03.14, 15:23
      mieszkam w wawie, ale mam tutaj dobrych znajomych, przyjaciół, siostre blisko. Także z życiem codziennym dam radę. Najbardziej boję się, że polegnę psychicznie, boję się przyszłości tym bardziej, że raz już zostałam sama z dzieckiem jak jego ojciec zginął w wypadku samochodowym.
      • niutaki Re: no i rozstanie... 23.03.14, 15:27
        psychicznie tez sie poskladasz, jak cos to pisz.... ja po glebokiem depresji, nie przezylam takiej traumy jak Ty, ale w zeszlym roku stracilam dwe ciaze, trzeba sie trzymac jakos.
        • motylka34 Re: no i rozstanie... 23.03.14, 15:38
          niutaki, ja tez już straciłam 2 ciąże w przeciągu ostatnich 14 m-cy. Wiem, że na wszystko potrzeba czasu, ale właśnie przez ten czas muszę powalczyc o dziecko. Potrzebuję go, doskonale o tym wiedział
          • niutaki Re: no i rozstanie... 23.03.14, 16:01
            Tak mi przykrosad najbardziej rania nas Ci na ktorych najmocniej nam zalezy...i brak oparcia w bliskim, to najgorsze rozczarowanie. Ale Ty nie mysl teraz o tym, badz dobra dla siebie, jakos to przetrwasz, a pozniej juz bedzie tylko lepiej.
            • motylka34 Re: no i rozstanie... 23.03.14, 16:16
              mieliśmy być razem na dobre i na złe. Dopóki było dobrze to było cudownie, pierwszy problem i taki koniec. A myślę, że sytuacja jest do rozwiązani wspólnie tylko potrzeba działania, współpracy. Tak czy inaczej dziewczyny gdybyście słyszały, że ktoś w wawie i okolicach poszukuje ekipy remontowej to pamietajcie o mnie. Jak nie spłaci tych długów to trzeba będzie sprzedac mieszkanie i będzie mnie stać na kawalerkę, albo będę musiała płacić za wynajem. Bardzo proszę, przynajmniej to muszę uratować
              • niutaki Re: no i rozstanie... 23.03.14, 16:19
                a gdyby wrocil? dopuszczasz taka mozliwosc? moze sie jakos razem wygrzebiecie, jak to widzisz?
                • motylka34 Re: no i rozstanie... 23.03.14, 16:27
                  Nie wiem czy to będzie realne. Zostawił mnie wtedy kiedy najbardziej go potrzebowałam a poza tym padło za dużo słów, z mojej strony również bo nie twierdzę, że jestem bez winy. Muszę teraz powalczyć o siebie, dzieci, mieszkanie, przyszłość. Ale kocham go, to chyba najwieksza miłość mojego życia, nie szalona, raczej dojrzała a przynajmniej taki mi sie wydawało
    • motylka34 Re: no i rozstanie... 23.03.14, 17:16
      Teraz twierdzi, że wcale mnie nie zostawił tylko się wyprowadził. Nie rozumiem tego... Chyba musze się od niego odciąć tylko nie wiem jak...
      • fajnyrobal Re: no i rozstanie... 23.03.14, 17:35
        Widzi mi się, że sytuacja go przerosła i spanikował. Tu poważne problemy finansowe, twoja zagrżona ciąża, świadomość że niedługo na świat przyjdzie na świat nowy członek rodziny i co za tym idzie wzrosną koszty utrzymania, no i facet dostał przysłowiowego pierdolca.
        Nie usprawiedliwiam go, zawalił na całej linii, ale może on potrzebuje trochę czasu na ustawienie się do pionu. Tylko kwestia, czy będziesz w stanie mu zaufać.
        Na razie zostaw to, nie rób nic, skup się na sobie. Czas pokaże, co z tego wyjdzie.
        • motylka34 Re: no i rozstanie... 23.03.14, 17:49
          Robal, ja też tak myślę. Sama mu to dzisiaj powiedziałam. Chyba mu nie zaufam. Chcę tylko przeżyć żałobę, gadanie rodziców itd.
    • mme_marsupilami Re: no i rozstanie... 23.03.14, 17:22
      Powiem brutalnie: na twoim miejscu dzwignelabym sie z lozka tylko po to zeby zasadzic panu solidnego kopa na rozped !
      Zadbaj o to zeby nie brac odpowiedzialnosci za jego dlugi i zacznij sie cieszyc, ze pozbylas sie mendy. Pomoc zorganizujesz, z glodu nie umrzecie - to nie koniec swiata. Skup sie na sobie, ciazy i dziecku. Wszystko sie ulozy.
      • motylka34 Re: no i rozstanie... 23.03.14, 17:34
        Dzwignelam sie zeby go wyprosic za drzwi. Jego dlugi to 30 procent mojego mieszkania a to podstawa bezpiecznego zycia. Odpowiedzialnosci nie biore ale sprzedaz mieszkania i szukanie nowego jest ponad moje mozliwosci
        • arwena_11 Re: no i rozstanie... 23.03.14, 21:21
          Mieszkanie kupowaliście wspólnie?
          • motylka34 Re: no i rozstanie... 23.03.14, 21:39
            Tak, mamy udzialy w mieszkaniu proporcjonalne do platnosci
            • ella_nl Re: no i rozstanie... 23.03.14, 23:24
              Bardzo mi przykro. Ale pomyśl na spokojnie czy na pewno chcesz z nim być? Czy masz siłę na kolejne nieporozumienia i konflikty?
              • jan.kran Re: no i rozstanie... 24.03.14, 07:49
                Mocno trzymam kciuki. Dasz radę , ja wystawiłam walizki ponad 10 lat temu mojemu mężowi i zostałam sama z dwojgiem dzieci 12 i 16 lat za to bez zawodu konkretnego , ze słabą znajmoscią języka , bez kasy i na obczyżnie.
                Najpierw przeprowadizłam sie do Oslo czego bym z nim nie zrobiła i zgniła na norweskiej prowincji. Przez rok żyłam z socjalu , nauczyłam się języka , znalazlam pracę którą lubię. Córka kończy studia a syn jest na drugim roku. I wiesz co ... minęło pond 10 lat a ja jeszcze się nie nacieszyłam ze nie mam gada na głowie. Widzę co robi ze swoim życiem i cieszę się nie biorę w tym udziałutongue_outPP
                Ex nie bił , nie pił , nie zdradzał tylk miał ciężki charakter a potem się okazało że dodadtkowo niezdiagnowany Zespól Aspergera.
                Ja po rozstaniu zaliczyłam diagnozę auyzmu syn a, trombocytopinię tegoż , mało mi dziecko nie umarlo a córka ma nerwicę lękową i stany depresyjne oraz i lekkie ślady bipolaru.

                Skup się na dzieciach i alimentach. Masz na miejscu rodzinę , wykorzystaj ich. Ja mam teraz pokój z kuchnią gdzie mieszkam z dorosłym synem a jestem tak szczęśliwa jak nigdy nie byla mw czteropokojowym mieszkaniu.
                Co do rodziny to mam super ale mamusia mi wybijała rozwód głowy kilka lat , gdyby nie ona sporo bym sobie oszczędzila wykopujac ścierwo wczesniej Ale nie wypominam Jej tego. Mój jeden brat od razu mnie wsparł ale drugi brat i bratowa potrzebowali kilka lat żeby zobaczyć jakie ziółko jest zmojego eksa.
                Dbaj o siebie , odziecko. Zrób sobie plan co jest ważne.
                Masz rację że chcesz synowi zapewnić to co miał do tej pory nawet jeżeli nie jest lekko.
                Dodam że w momencie wykopu miałam 42 lat i bałam sie jak cholera czy dam radę. Ale wartp bylosmile Ja i dzieci odżyliśmy.
                Podrawiam i wspieram
                Ula
                • motylka34 Re: no i rozstanie... 24.03.14, 13:39
                  Caly czas rozmawiamy. To jest dobry czlowiek tylko to wszystko go przeroslo. Codziennie przyjezdza przed praca i po pracy. Robi zakupy, dzisiaj posprzatal. I twierdzi ze mnie kocha i ze potrzebuje czasu dla siebie. Obiecalam dac mu ten czas, ale powiedzialam ze nie bedzie on trwal w nieskonczonosc. Skupilam sie na sobie, postanowilam wykorzystac ten czas i ta chwile zeby nauczyc syna obowiazkow domowych. Zobaczymy co bedzie dalej, ja tez nie jestem bez winy
                  • moonshana Re: no i rozstanie... 24.03.14, 13:49
                    nie. to nie jest dobry człowiek
                    jak to jest, że to facetów " wszystko przerasta"? zagrożona ciąża, kłopoty finansowe, czy np. chore dziecko czy tragedia w rodzinie. kobietę to nie przerasta???? owszem, przerasta - tylko kobieta nie ma wyjścia. ciągnie wózek bo musi. Jaśnie pan zamknie za sobą drzwi z drugiej strony bo go przerosło , a kobieta?
                    kuźwa, nienawidzę tego tekstu. biedny miś ma kłopoty i go przerastają. to zabiera dupę w troki i idzie bo potrzebuje czasu dla siebie. kopnęłąbym w tyłek aż by mi bucik spadł.
                    na tyle znamy siebie na ile nas sprawdzono. Motylka, właśnie "sprawdził się" Twój mąż. a raczej się "nie sprawdził"
                    szalenie łatwo być razem i pić sobie z dzióbków jak wszystko się układa. wartość związku poznaje się , gdy przychodzą złe, ciężkie chwile.
                    • motylka34 Re: no i rozstanie... 24.03.14, 14:05
                      I tu się z Tobą zgadzam w calej rozciaglosci. I gdyby powiedzial mi prosto w oczy ze mnie nie kocha, nie chce tego dziecka to zaczelabym go nienawidzic. Ale tego nie mowi
                      • melancho_lia Re: no i rozstanie... 24.03.14, 14:33
                        Ale nie dojrzał do bycia dorosłym...
                        • jan.kran Re: no i rozstanie... 24.03.14, 14:55


                          Twoj wybór. Ja do dziś usprawiedliwiam exa , ale malo kto z rodziny i przyjaciól mnie rozumie...
                      • mamakarolla Re: no i rozstanie... 24.03.14, 14:55
                        Miłość miłością, ale Ty nie możesz na niego liczyć!
                        W każdej trudnej sytuacji spakuje się i pójdzie? Schowa głowę w piasek?

                        Ja bym się głęboko zastanowiła, bo facet zachowuje się jak dzieciak. Nie podoba mi się biorę zabawki i idę do...mamusi?
                        • motylka34 Re: no i rozstanie... 24.03.14, 16:13
                          Do kolegi.
                          Hmm, ja powoli psychicznie przygotowuje sie na rozstanie. I wolalabym zeby nie dzwonil, nie przyjezdzal bo co z oczu to i z serca. A z drugiej strony jest dziecko...
                    • dziewczyna_bosmana Re: no i rozstanie... 24.03.14, 16:14
                      Myślę dokładnie tak samo i też mnie krew zalewa jak słyszę że biedny facet "nie udźwignął problemów". Jak się zdarzy że kobieta nie udźwignie to jest wyzywana od najgorszych, facetowi wolno..
                      • motylka34 Re: no i rozstanie... 24.03.14, 16:39
                        Czasami mam wrazenie, ze probuje mnie wpedzic w poczucie winy. A jak proponuje mu pomoc w splacie w postaci kredytu itd. to unosi sie honorem i odmawia. A jednoczesnie wymaga ode mnie niewiadomoczego. Blaka sie jak opetany w slowach i czynach, ale zabral wszystkie swoje rzeczy, nic nie zostawil
                        • esofik Re: no i rozstanie... 24.03.14, 18:40
                          jak mówią starożytni górale.. pradziwych przyjaciół poznaje się w biedzie

                          Facet w podbramkowej sytuacji pokazał ile jest wart. Tylko broń cię buk, żebyś teraz spłacała jego długi, trzymaj kasę dla siebie I dzieci

                          Brzuch do gory, bedzie dobrze big_grin
                          • motylka34 Re: no i rozstanie... 24.03.14, 19:48
                            Ehh, gdybym miala kase to nie byloby problemowwink z dobrych wiadomosci, dzisiaj bylismy na wizycie kontrolnej i krwiak sie czesciowo wchlonal, dzidziusiowi bije serduchosmile M byl ze mna
                  • melancho_lia Re: no i rozstanie... 24.03.14, 13:57
                    Mnie też życie przerasta, ale nie znikam... Dziecinny i niedojrzały...
                  • 3-mamuska Re: no i rozstanie... 24.03.14, 21:06
                    motylka34 napisał(a):

                    > Caly czas rozmawiamy. To jest dobry czlowiek tylko to wszystko go przeroslo. Co
                    > dziennie przyjezdza przed praca i po pracy. Robi zakupy, dzisiaj posprzatal. I
                    > twierdzi ze mnie kocha i ze potrzebuje czasu dla siebie. Obiecalam dac mu ten c
                    > zas, ale powiedzialam ze nie bedzie on trwal w nieskonczonosc. Skupilam sie na
                    > sobie, postanowilam wykorzystac ten czas i ta chwile zeby nauczyc syna obowiazk
                    > ow domowych. Zobaczymy co bedzie dalej, ja tez nie jestem bez winy

                    No i bardzo dobrze.
                    Ja mysle ze sprawa nie jest jeszcze przesadzona.
                    Nie bronię faceta, ale czasem kazdy ma gorsze chwile.
                    Nowe dziecko problemy, i najsilniejszego moga powalić.

                    Wszystko zależy co bedzie dalej, jak bedzie sie starał.
                    Nie stawiaj sprawy na ostrzu noża, rostac zawsze sie zdążysz.
                    Nie podejmuj pochopnych decyzji mimo wszystko.

                    Trzymam kciuki.
    • atena12345 Re: no i rozstanie... 24.03.14, 13:52
      Bardzo Ci współczuję, ale dasz radę.
      A facet - brak słów.....
Pełna wersja