Z pamiętnika utrapionej matki

28.04.14, 18:04
moje dzieci to niejadki.
Znaczy to co lubią mogą zeżreć razem z talerzem, ale lubią po pierwsze bardzo wybiórczo, po drugie każde co innego, a po trzecie nigdy nie wiadomo, czy to co lubiły w środę będą lubiły w sobotę.
Bardzo często nie lubią już na wszelki wypadek, jeszcze nie spróbowawszy.
Albo spróbowawszy kiedyś i uznawszy, iż nie lubią i już, po wsze czasy i do grobowej deski.
Jako osoba inteligentna po jakimś czasie zorientowałam się, że w całym tym zjawisku nie bez znaczenia jest nomenklatura.
I tak oto: moje dzieci nie lubią zupy z soczewicy, więc podaję im grochówkę. Bo grochówkę lubią.
Nie lubią zupy brokułowej ani żadnej rzeczy, która z niego jest, więc dostają zupę żabową, zwaną tez zupą z zielonych warzyw.
Nienawidzą krupniku, ale z zapałem zjadają zupę koperkową.
I tak dalej i tak dalej i tak dalej.
Każda z potraw serwowanych zawiera oczywiście pierwiastek nielubiany, ale coś co jest nielubiane po prostu nie powinno zostać nazwane. I po kłopocie.
Czy tylko - i dlaczego właśnie ja - muszę się tak gimnastykować?
    • mona_mayfair Re: Z pamiętnika utrapionej matki 28.04.14, 18:11
      Mój też wiele nie lubi "z nazwy", a jak nazwe inaczej to zeżry i jeszcze podziękuje ;p nie kumam ja tych dzieci, ale cóż.. taki nasz los ;p
      Jak sobie przypomnę swoje dzieci ństwo, to nie przypominam sobie wybrzydzania;p nawet chleb z cebulą smakował;p
      • karolina17w Re: Z pamiętnika utrapionej matki 28.04.14, 18:25
        Żeby mój była taki... Cwaniak wie co jak się nazywa i nie ruszy nawet pod zmieniona nazwą... Wiec w kółko to samo serwuje tongue_out
        • mona_mayfair Re: Z pamiętnika utrapionej matki 28.04.14, 18:27
          Mój baraniny nie ruszy, jesli mu powiem, ze to baran ;p ale jak powiem, ze kebab, to zje big_grinD
    • esofik Re: Z pamiętnika utrapionej matki 28.04.14, 19:48
      haha jak bym czytala o swojej.. np. sałatę je tylko w środę, tylko wtedy jej smakuje, a np w piatek juz jest be.
      Wymyslila sobie, ze ma alergię suspicious na ser żółty, więc nie je. ale... ser z cheesburgera z Mac'a jest dobry, bo.. świeży!! wtf ?!?
      jablka w domu sa be, ale ze switlicy wciąga, aż jej sie uszy trzęsą i jeszcze bierze na wynos, bo.. świeże lol

      kupuję w niewielkich ilosciach, wszystko jest świeże, ale poza domem jest ekhm.. świezsze confused
      • ciepla.kawa Re: Z pamiętnika utrapionej matki 28.04.14, 19:56
        Mojej nie pasowały placki z jabłkami posypane cukrem pudrem. Zaczęła je jeść jak je nazwalam kotlecikami ze śniegiem smile
        Aha - kakao do niedawna tez było be. Ale mleko z czekoladą już smakuje.
    • motylka34 Re: Z pamiętnika utrapionej matki 28.04.14, 20:04
      Moj syn z warzyw uznawal tylko.puree z ziemniakow wiec jadl czerwone ziemniaki ( buraczki i marchewka), zielone ziemniaki (Szpinak, brokuly, brukselka), biale ziemniaki ( kalafior, seler, pietruszka). W efekcie w nirdlugim czasie jadl rozpackane warzywa a ulubione ziemniski zostawaly na talerzusmile My, matki mamy pomyslybig_grin
    • czarny_dol Re: Z pamiętnika utrapionej matki 28.04.14, 20:44
      U mnie był problem z zupami. Zawsze wokół talerza powstawał wianuszek z nielubianych składników zupy: a to marchewka, a to ziemniaczki, a to kalafior. Więc teraz wsadzam do gara blender, zupę miksuję na krem i posypuję grzankami albo groszkiem ptysiowym i jest to "zupa z ciaciem" (w sensie, że z ciastkiem). A wiadomo, że wszystko co z "ciaciem" jest dobre.
    • solejrolia Re: Z pamiętnika utrapionej matki 28.04.14, 20:55
      moja córka nie chce zjadać kanapek, jak już nie ma nic innego, to zje, ale woli choćby suchy chleb, niż kanapkę.
      no cóż, kombinować muszę.
      ogólnie, nie jada wielu potraw, ale własciwie, nie zmuszam.
      najwyzej daję jej coś innego (jak mam to daję z dnia poprzedniego, albo wyciągam coś zamrażarki).
      zupełnie nie robię problemu z wybiórczym jedzeniem/niejedzeniem córy.
      • kama_msz Re: Z pamiętnika utrapionej matki 28.04.14, 21:16
        ja robię to, co sobie akurat zażyczą.
        ponieważ w tygodniu jedzą w szkole/przedszkolu i ja już w domu nie gotuję, więc jak im się trafi coś, czego nie lubią i się tak na suchym prowiancie przez 5 dni przegłodzą, to w sumie w weekend jedzą wszystko z ucałowaniem rękitongue_out
        • dlania Re: Z pamiętnika utrapionej matki 28.04.14, 21:43
          kurcze, moje jedza obiad w szkole ok. 13.00, a potem się do nas dosiadają ok. 17.00 na drugi (jednodaniowy, żeby nie byłowink). Po czym jedna ma dosyc, druga jeszcze je deser i kolację. A i tak czasem o 22 wyjdzie z łóżka z tekstem: głodna jestem.
          • karra-mia Re: Z pamiętnika utrapionej matki 28.04.14, 22:01
            Dlania masz moje dzieci. Nie ma problemu z jedzeniem bo jedza wszystko i zawsze mówię że ich lepiej ubierać niż żywicwink ale czasem też wymyślam jak maja fochy
    • paskudek1 Re: Z pamiętnika utrapionej matki 29.04.14, 21:54
      moj miał fazę że nie jadał buraczkowej..... za to jadał czerwony barszcz smile teraz już mu wszystko jedno czy jest burczową czy czerwony barszcz... i tak woli pomidorówkę z ryżem. Jeżeli kiedykolwiek zje gróchówkę, zupę z soczewicą, zupę brokułową czy cokolwiek podobnego chyba odtańczę jakiś taniec z radości smile Za to zgadzam się, że jak coś lubi - zeżre z talerzem i sztućcami. I zapewnia cię, że jada jeszcze bardziej wybiórczo niż twoje....
      • mona_mayfair Re: Z pamiętnika utrapionej matki 29.04.14, 23:58
        moj buraków i kapusty nie ruszy pod zadna postacią. Grochówkę kiedys jadł, potem mu sie odwidziało. Nie zje tez fasoli w zadnej konfiguracji, paprykę tylko na pizzy, cebulę tylko w mielonych...;p wiec wychodzi, ze tez prawie nic nie chce, a ja sie ciesze, bo jednak je ;p mam porownanie z dzieciem chłopa, ktore nie je dosłownie nic, wiec sie ciesze;p
        • 3-mamuska Re: Z pamiętnika utrapionej matki 30.04.14, 01:39
          A moj najstarszy zje rozne rzeczy.
          Corka nie je nic ,co juz z nazwy sie jej nie podoba. Cebuli kapusty buraków pod żadna postacią.
          Najmłodszy to wogole masakra, jadł pierogi pizzę bułki drożdżowe, teraz juz jest be. Za to zjada nalesniki z serem.
          Je ziemniaki tylko w całości. Je surówki z majonezem, ale buraczkow nie lubi.
          Corka nienawidzi majonezu.

          Generalne gotuje tak aby zjedli wszyscy, ewentualnie surówki mamy 2-3 rozne.
          Zupy to tylko rosół lub żurek z jajkiem i ogórkowa. Inne gotuje dla siebie i męża.

          Grochowie to gotuje tak ze groch i warzywa rozgotowuje miksuje, dodaje ziemniaki i mięso i tak syn jadł kiedyś sos z mięsem i ziemniakami.

          Corka zjada angielska fasolkę w sosie pomidorowym, ale dużej fasoli juz nie zje , ani po bretońsku.
          • sewa.49 Re: Z pamiętnika utrapionej matki 30.04.14, 14:37
            u mnie mlody nie jadl grochowki, bo jest ble.... jak mi powiedzialam, ze bedzie lepiej pierdziec to wciagal, az mu sie uszy trzesly big_grin
    • anna_sla Re: Z pamiętnika utrapionej matki 02.05.14, 11:20
      też to przerabiałam i nie wytrzymałam, bo zaczynali naprawdę mocno przeginać, te fanaberie nie przechodziły tylko się pogarszały. Powiedziałam któregoś dnia po prostu, że to był ostatni dzień wydziwiania pod Nich. Od tej pory gotuję to co uważam za słuszne, bo np. tata i córa stęsknili się już za bigosem, pieczarkową, grzybową, itd. i od tej pory mam w nosie to co chcą jeść. Jak zaczynają wybrzydzać podsuwam im chleb ze smalcem, mówiąc, że ja to właśnie jadłam gdy była bieda będąc dzieckiem, a teraz i my za bogato nie mamy, więc ich fanaberie to tylko brak szacunku dla jedzenia.
      • mathiola Re: Z pamiętnika utrapionej matki 02.05.14, 15:50
        ja kiedyś spróbowałam tak uczynić, zeźlona.
        Powiedziałam, że koniec wybrzydzania, nie zje nic innego tylko to, co dostał na obiad. Będę mu odgrzewała za każdym razem jak powie, że jest głodny, aż w końcu zje. Odgrzewałam chyba ze 3 albo 4 razy. Płakał z głodu, ale obiadu nie zjadł, nawet nie tknął. Bo nie lubi. Musiałam zrobić mu kanapki (z masłem, solą i pieprzem, bo tylko takie lubi).
    • dziennik-niecodziennik Re: Z pamiętnika utrapionej matki 02.05.14, 11:33
      ja jestem wredna matka i zona. je się to co kuchnia wydała i koniec. nie ma wybrzydzania. jak ktos nie chce to niech nie je, ja nie bede gotowac kazdemu czego innego.
      z drugiej strony moze jednak nie jest ze mna tak źle, bo staram sie gotowac to co rodzinnie lubimy. wiec przewaznie wszyscy jedzą, bardziej lub mniej chętnie, ale jedzą.
Pełna wersja