Dodaj do ulubionych

Jedzenie staje się katorgą czy sztuką?

28.06.14, 18:20
Okazuje się, żeby żeby jeśc, trzeba wczesniej przeczytać 5 książek, ukończyć 2 kursy i jeszcze mieć w rodzinie lekarza. Inaczej nie jesz, tylko sie źle odżywiasz. Całe normalne jedzenie jest be.
Mało tego, dziś je się nie po to, żeby dostraczyc ciału energii, dziś masz jeśc tak, żeby tej energii dostarczac jak najmniej.
Ludzie, pojebało Was???? Nie widzicie, jak pieknie Was cywilizacja konsumpcji wkręca w swoją nową modę - konsumowania zdrowego, eko i fit???
Jak czytam, że chleba nie wolno jeśc, to mam ochotę zapytac raz jeszcze duzymi literami: POJEBAŁO WAS??? Jakby Wasi przodkowie nie zaczeli kiedys jeśc chleba, tobyście do tej popierdalali po buszu na korzonkami i mieli fit głodówke co przednówek.

Nie piszę o sytuacjach chorobowych czy sprawiających dyskomfort, tylko o odzywianiu się zdrowych ludzi....
Obserwuj wątek
    • moonshana Re: Jedzenie staje się katorgą czy sztuką? 28.06.14, 19:42
      muszę bo się uduszę
      zgadzam się w rozciągłosci, oprócz wątku chlebowego. większość chleba sprzedawanego w marketach, sklepach jest szodliwa, mówi się że rakotwórcza. nasi przodkowie jedli CHleb. nas usiłują karmić mieszanką niezdrowych składników. swego czasu się dokształciłam w temacie, rozpisywać się nie będę. chleb, upieczony własnoręcznie bądź kupiony w sprawdzonej piekarni - tak. chleb kupiony w spożywczaku albo supermarkecie, piękny, chrupiący i napompowany - nie nie nie. może o to się tu rozbiega.
      a eko i fit nie jestem. chociaż może i jestem. właśnie naprodukowałam pińcet słoików z truskawkami, malinami, porzeczkami. skład: owoce i cukier oraz woda. koniec składu. moje eko wzięło się z niemożności znalezienia dżemu bądź soku sklepowego bez jakichś dziwnych dodatków. sok malinowy składający się z aronii i czegośtam, dżem z gumą - brzydzi mnie to. bez żadnej dodatkowej filozofii.
      • dlania Re: Jedzenie staje się katorgą czy sztuką? 28.06.14, 20:06
        O własnie, jeszcze ta aktywność fizyczna. Ja niestety jestem z tych, którym sport dla samego sportu przyjemności nie sprawia. Chętnie popływam i pooglądam widoki, ale 30 basenów w te i we wte w okularkach - bez sensu. Po górach chodzę, ale po bieżni - nie wyobrażam sobie głupszego zajęcia (mówie o ludziach zdrowych, nie walczących np. z otyłością).
        Czemu tak dajemy sobie wciskać kity???
                • guderianka Re: Jedzenie staje się katorgą czy sztuką? 28.06.14, 21:18
                  Tak, zauważyłam ostatnimi czasy, że męczy Cię konwersacja -wyrzuć z siebie to co masz do wyrzucenia, może atmosfera się oczyści, bo czepiasz się wszystkiego co tylko napiszę.

                  Nie wiem w jakiej kulturze się wychowałam ale na pewno nie w takiej, w której zamiast "ja' mówi się "my" i przyswaja się każdą papke serwowaną przez kulturę/media bez używania własnego rozumu.
                  • totorotot Re: Jedzenie staje się katorgą czy sztuką? 28.06.14, 22:23
                    No i pokłóciły się dwie fajne forumki a o co? O kartofle i mleko. Wolny Magiel!!! big_grin

                    Na marginesie: Dlania myśli bardzo, bardzo dużo. To jedna z nainteligentniejszych lasek na forum. Każde zagadnienie roztrząsa w swojej łepetynie, więc nie można jej zarzucić bezmyślności, a juz na pewno nie iścia z prundem smile Ma laska dużo racji-nie kazdy musi być w rozmiarze M, bo po co, skoro niska waga ma być okupiona kosztem znacznej redukcji komfortu życia. Jeśli uda się Kranowi uzyskać balans między zdrowiem a zszamaniem wegetariańskiej lazanii to będzie wielki sukces. Też nie mam rozmiaru S czy nawet M a w ostatnim miesiącu zebrałam tyle dowodów atrakcyjności ze strony płci męskiej (będąc w towarzystwie pań ze dwa razy węższych niż ja i parę lat dobrych młodszych), że mogę stwierdzić: duży cyc i duża dupa są NAJATRAKCYJNIEJSZE. Nie rozmiar S, nie rozmiar XS, nie piórko na talerzu smile Ale i nie jakieś fastfoody czy co-bo wtedy człowiek jest "rozpłynięty". Może ja wcale nie muszę mieć tego rozmiaru 38 żeby czuć się super?Może JanKran będzie do końca życia szczęśliwa w rozmiarze 46-48? Jest to możliwe.

                    I przestańcie się kurwa kłócić, ja pierdolę, przecież tak naprawdę macie takie samo zdanie na ten sam temat - doczytajcie swoje posty na spokojnie, miłe panie.
                    • guderianka Re: Jedzenie staje się katorgą czy sztuką? 29.06.14, 07:52
                      Przeca ja się nie kłócę, dlanka od jakiegoś czasu ma jakieś 'ale" więc dobrze, że je z siebie wyrzuca. Co do bezmyślności- nie zarzuciłam tego jej. Odpowiedziałam tylko na jej /w moim odczuciu/zarzut skretynienia wszystkich Nas- bo autoratywnie wypowiada się za ogół.
                      co do figury i wyglądu-to sprawa drugorzędna przy kochaniu samego siebie-a figura którą ma dlanka wzbudza we mnie słodkie wzdychanie-ale o tym dlanka już nie pamięta, bo skupia się-sama nie wiem na czym, chyba na wyszukiwaniu w tym co piszę samych negatywów. Potrzeby swojego ciała znam od lat prawie 30 gdy zaczęłam przygodę ze sportem i ruch stał się nieodłącznym elementem mojego życia podobnie jak rozsądnie żywienie.
                      • dlania Re: Jedzenie staje się katorgą czy sztuką? 29.06.14, 09:14
                        Gud.
                        Wiesz, że ja Cie podziwiam za wiele cech. Jestem silną kobietą i wiesz, czego chcesz. Ale czasem podajesz swoją opinię (subiektywną) jako prawdę objawioną i nie raczysz nawet uargumentować, tylko piszesz wyższościowo " Tak, tak, pisz co chcesz, ale nie znasz się na dietach, bo ja tak stwierdzam". To nie jest w porządku, bo nie masz monopolu na jedynie słuszną wiedzęwink

                        (Korwin-Mikke ostatnio na pytanie o swoją opinię na temat mniejszej inteligencji kobiet, odpowiedział: "To nie jest moja opinia, to jest fakt, w szkole sie o tym uczyłem"smile)

                        I nie zarzucam nam - społeczeństwu - skretynienia, takie są (wg naukowców, nie mniewink) prawa spoleczej socjalizacji, zwłaszcza pierwotnej (czyli dotyczącej dzieci i młodych ludzi), że nam formatuje mózgi, a na refleksję jest czas dopiero później. Efekt jest, przepraszam: bywa - jak w moim przypadku -taki, że w teorii to ja to wszystko wiem, że to konsumpcja, przemysł, wmawianie nam że kobieta o rozmiarze S to ideał figury itd. (wystarczy poczytać ematkę), ale w praktyce gdzieś w tyle głowy te treści siedzą i podpowiadają: jesteś gruba, jesteś głupia, nie stać cie więc jestes tez gorsza.
                        Myślę, że teraz napisałam tak, że nikomu nie narzucam swoich poglądów
                        • guderianka Re: Jedzenie staje się katorgą czy sztuką? 29.06.14, 09:58
                          Pewnie tak jest i pewnie masz rację-i..taka jestem. No nic nie poradzę dlanka. Po latach pisania na forum nie chce mi się (chyba to z tego wynika) podawać wszystkiego w formie zawiniętego cukierka, podpowiadać, dawać sugestie itp. zwłaszcza w sytuacjach, gdy wiem, że mam rację, bo się na czymś znam. Albo ktoś to wykorzysta albo nie.
                          Nie wiem co ma na celu wstawka o JKM ?

                          Tak odebrałam Twój wątek- jako zarzut, sporo w nim ataku, "agresji", i pytań chyba retorycznych skoro wiesz, że naukowcy stwierdzają istnienie takich praw. Nad tyłem głowy musisz sama popracować, by to co było Tobą i Twoim JA było silniejsze od tego co mówią inni (i znowu będzie że się wywyższam tongue_out), bo nie jesteś gruba tylko masz fajną dupę. A nawet jak jesteś gruba to określa to Twoja powłokę a nie Twoje jestestwo. I to nie jest-chyba-kwestia tego co media (ogólnie) wmawiają ale tego co wmawiane było w domu, szeptane w uszko małemu dziecku, co dziecko obserwowało od lat najwcześniejszych. Dla mnie szokiem i słowami , które tkwią we mnie do dzisiaj była pochwała mojego dziadka gdy miałam naście lat. Zobaczył mnie po pół roku nie widzenia i powiedział : Wnusia, jaka Ty fajna jesteś, jak ładnie wyglądasz. Pokraśniałam. A on dodał ; taka pulchna jesteś. Zrobiło mi się dziwnie - bo już wtedy zaczął się trend na bycie modelką, ale widziałam zachwyt w jego oczach. Czułam-i od rodziców i bliskich-totalną akceptację mnie i to że byłam okragła nie miało znaczenia. Ba, miałam powodzenie o chłopaków, podobałam się. Ale od małego miałam wbijane do głowy :kochamy Cię za to jaka jesteś ? Truizm -być może, ale skoro masz/ktoś ma/świadomość, że to co się dzieje wokół, ma wpływ na Ciebie/kogoś -mimo że jesteś dorosłą ukształtowaną jednostką i to wpływ niszczący-to coś jest nie halo. Nie z 'kulturą" ale z Tobą/kimś samym. Czerpmy to, co pozytywne, co dobre, stosujmy zasadę złotego środka-bez popadania w żadną skrajność a wtedy żadna "kultura" (szeroki kontekst) nie będzie szkodziła.
        • niutaki Re: Jedzenie staje się katorgą czy sztuką? 28.06.14, 20:47
          Dobrze by bylo, zeby jedzenie bylo tez przyjemnoscia. Zgadzam sie, ze nie mozna dac sie zwariowac, sama probuje pewne rzeczy eliminowac, ale bez wariacji. Nie kupuje np chleba w Lidlu, tego takiego z pieca, bo na drugi dzien jest obrzydliwy, a po 3 dniach splesnial nam caly bochenek. Kupuje pieczywo w piekarni i po kilku dniach chleb jest podeschniety, ale nie smierdzi plesnia. Kupujemy sol morska, nie uzywam bialego cukru,nie uzywam nagminnie kostek rosolowych, ani tam innych veget. Mleka nie moge pic, nad czym ubolewam, bo uwielbiam twarogi i inne, ale teraz jestem w ciazy i zmienil mi sie smak. Po nabiale mam zgage, moze mi przejdzie niebawemsmile Co do aktywnosci fizycznej to niestety nie mam w sobie tyle silnej woli i samozaparcia, zeby robic cokolwiek w tym kierunku, zgroza: jezdze samochodem do pracy, a tam siedze przy kompie. Trudno. A bez chleba bym nie przezylabig_grin taki jestem prosty czlekwink i gotowany obiad musze zjesc, przynajmniej raz na dwa dni, bo jak nie zjem to chora laze i nieszczesliwasmile
    • solejrolia Re: Jedzenie staje się katorgą czy sztuką? 28.06.14, 21:21
      nie wiem, o jaki wątek chodzi, ale uważam, ze nalezy znaleźć złoty środek. ot co.
      jak trzeba zachować dietę, to raczej nie na zasadzie wykluczenia tego czy owego, a raczej ograniczenia pod kątem ilości. dieta MŻ to moim zdaniem najlepsza dietatongue_out
      chyba, że coś szkodzi- to nie jeść,
      ale jak nie szkodzi, to można i cukier, i tłuszcze, i białka, i inne, bo to wszystko jest potrzebne żeby organizm był i silny, i zdrowy .
    • wilma1970 Re: Jedzenie staje się katorgą czy sztuką? 28.06.14, 21:54
      Na dietach się nie znam.
      Jem, co mi "zadaje" dietetyczka. Nie myślę, nie liczę, słucham się pani.
      Od listopada schudłam 34 kg.
      Natomiast...natomiast...są takie osoby, z którymi mogę się pokłócić z przyjemnością (Jan Kran) oraz takie osoby, z którymi nawet zgadzanie się sprawia mi fizyczny ból, jak np. z Tobą, Guderianko.
    • skiela1 Re: Jedzenie staje się katorgą czy sztuką? 28.06.14, 22:47
      dlania napisała:

      > Okazuje się, żeby żeby jeśc, trzeba wczesniej przeczytać 5 książek, ukończyć 2
      > kursy i jeszcze mieć w rodzinie lekarza.

      Ja ci powiem,ze duzo wiecej niz 5 smile
      Ludzie nie maja tak naprawde swiadomosci co jedza.Wspomnialas chleb...ten chleb to nie jest ten sam chleb co jadla Twoja babcia czy mama.Spojrz na sklad.Lekarz w rodzinie tylko mi przeszkadza bo facet nie ma pojecia na temat prawidlowego odzywiania.Ich dzisiaj ucza wg schematu .Bardzo chetnie bym widziala lekarza medycyny naturalnej bo ten przynajmniej nie ma klapek na oczach.Jest otwarty na wszystkie nowinki.

      > Ludzie, pojebało Was???? Nie widzicie, jak pieknie Was cywilizacja konsumpcji w
      >
      Taksmile
      Nie pozwole zeby "cywilizacja" decydowala zeby jakies badziewie ze skladem prosto z tablicy Mendelejewa goscilo na moim talerzu.
      Od kilku lat czytam wszystkie etykietki na produktach spozywczych.Jezeli w skladzie widze nazwy,ktorych nawet wymowic nie umiem to nie kupuje.
    • mathiola Re: Jedzenie staje się katorgą czy sztuką? 30.06.14, 10:10
      W takich czasach przyszło nam żyć, że żeby spożywać normalne jedzenie, trzeba się douczać całe życie.
      Robią z nas idiotów, serwując nam zatrute żarcie (normy są ustalane pod wpływem grup lobbystycznych i w każdym kraju potrafią być inne).
      Zachorowalność na nowotwory wzrosła w ciągu ostatniego wieku kilkukrotnie, a powodem tego jest między innymi żywność. Jeśli nie interesujesz się tym, co można znaleźć w sklepie, jesteś robiona w balona i zamiast pełnowartościowego pożywienia wchłaniasz tablicę mendelejewa w złym tego słowa znaczeniu.
      Tak po prostu jest. Trzeba się z tym pogodzić, że jedzenie w dzisiejszych czasach nie oznacza tego jedzenia, które znały nasze babki. Teraz żeby odżywiać się zdrowo, trzeba mieć ŚWIADOMOŚĆ popartą sporą wiedzą. Na szczęście coraz więcej się o tym mówi i coraz więcej osób zaczyna zwracać uwagę na etykiety.

      Oczywiście jak na każdym zjawisku tak i na tym postanowiły zarobić rozmaite indywidua i tak jak z jednej strony w imię oszczędności wciska nam się tani kit do żarcia, tak z drugiej ustawili się ci, którzy wciskają nam pro eko sreko za grubą kasę. Jedno zjawisko i drugie jest do dupy ale od tego mamy mózgi, żeby z nich korzystać.

      Co do aktywności fizycznej - cóż, ja bym chciała, ale jestem strasznie leniwa.
      A uważam, że człowiek powinien być aktywny fizycznie - dla zdrowia i urody oraz żeby nie dać się prześcignąć 12-latkowi w kaloszach, tak jak ja wczoraj. Po 10 metrach biegu dostałam skurczu mięśni i tyle sobie pobiegałam. Czas coś z tym zrobić, bo to nie tak, że to moda, to konieczność. Dzisiaj nie tyramy w polu, siedzimy za biurkami i jesteśmy wybitnie nieruchawi, więc trzeba to zwiotczałe ciało jakoś pobudzać do działania.
    • toffix Re: Jedzenie staje się katorgą czy sztuką? 30.06.14, 12:57
      Ale o co chodzi?
      Co to znaczy NORMALNE odżywianie? Popatrzmy na dzieci - mleko modyfikowane ma skąłd że strach siebać, aromatyzowane (wanilia, banan,...), coby dzieciaki nauczyły się, ze mleko tak właśnie smakuje, a nie mlekiem i coby je piły i piły jak najdłużej. Kiedy moja córka była na etapie modyfikowanego sporo się naszukałam takiego, które byłoby bez dodatku cukru i bez aromatów. Herbatki? Instanty słodzone. Kaszki? Fuj, słodkie, aromatyzowane itd. Ale wszystko to jest nam podawane jako zdrowe, fajne, bogate we wszystkie składniki, które nasze dzieci potzebują. Więc skoro takie info płynie z tv to coś innego musimu poczytać, żeby wiedzieć, że lepiej dawać dzieciakom wodę,że herbatkę można zaparzyć, nie trzeba kupować rozpuszczalnej zmieszanej z cukrem, że lepiej ugotować zwykłą kaszę, np. jaglaną, że jest ona zdrowsza niż "zdrowe" płatki. Jogurty, serki, deserki, danonki, wszystko słodzone. I tak nam zostaje, lubimy ten smak. Owszem, człowiek potrzebuje węglowodanów, ale niekoniecznie jako dodatek cukru, syropu glukozowo - fruktozowego we wszystkim co je.
      W tym sensie owszem, potrzebna nam jest edukacja do tego, zeby NORMALNIE sięodżywiać. Sama zjem loda, upiekę ciasto, ale nie dawałam dzieciakowi kaszek z "tytki", jogurtów pitnych ze sklepu itd. Ona i tak sięz tym styka - w przedszkolu, u innych, na imprezkach. A w domu ile mogę to robię dobrego. W domu je kaszę jaglaną, w przedszkolu płatki. U babci też pozwalam. Nie można dać się zwariować w żadną stronę.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka