czarny_dol
26.07.14, 21:07
Jutro. Młodszego. Zwlekaliśmy, bo do końca nie byliśmy przekonani. I jeszcze chrzest to jest piękny, biblijny symbol wiary, przynależności do pewnej wspólnoty, wyznawania pewnych wartości etc. Ale co ja z komunią zrobię to nie wiem. Kurka coraz więcej mam wątpliwości. Do Kościoła nie chodzimy. Nie czuję po prostu od dawna tego ceremoniału. Wolę pójść sama, usiąść i podumać. W Boga wierzę. Myślę, że żyję po chrześcijańsku, choć na pewno nie po katolicku. Jestem za prawem do aborcji w razie wyższej konieczności, jestem za prawem do eutanazji, za in vitro, stosuję antykoncepcję, mój mąż nie był moim pierwszym, ani ja jego. I jak czytam o tych wszystkich Chazanach, o tych pedofilach, o komisji majątkowej, o Radiu Maryja to mi argumentów powoli brakuje. Ja wiem, że to nie wszyscy tacy, że to garstka oszołomów, zakłamańców, ale jednak to ten sam kościół. TEN SAM. I ja nie wiem czy chcę do tego rękę przykładać. Czy ja się jako katolik chcę pod tym podpisać. Ja wiem, że niektórym takie wytłumaczenie wystarcza (że to jakieś tam czarne owce), ale mi nie. Wiem, że nie ma wspólnot idealnych, że wszędzie są zakalce. Ale w PL to się na jakąś szerszą paranoję zakrawa. W rozterce jestem ogromnej. Chcę dzieciaki w wierze w Boga wychować, ale niekoniecznie mi po drodze z kościołem. I co począć?
Tylko tu miałam odwagę o tym powiedzieć i napisać. Rodzice z obu stron, mimo, iż do Kościoła nie chadzają, już nas zaszczekali.