Zbrodnia w afekcie....

30.07.14, 15:55
Już teraz rozumiem jak to jest bo gdybym dogonila to dziewczę bez rozumu to bym chyba zabiła...tongue_out
Kobieta prawie rozjechala mi wózek z córką na przejściu, miałam zielone a ona kuźwa rusza bo ma zieloną strzałkę....
Byłam już prawie na trzecim pasie, ona stała jak i inne wozy ja idę i nagle ona rusza z piskiem gdybym nie odbiła wózkiem w bok nie wiem co stało by się z moją córką, dosłownie otarla się o wózek. Ja pierdziele.....
Ciekawe gdzie tak się spieszyła tongue_out
    • dziewczyna_bosmana Re: Zbrodnia w afekcie.... 30.07.14, 18:43
      Ja pierdolę, kretynka..
    • olinka20 Re: Zbrodnia w afekcie.... 30.07.14, 19:38
      Wspolczuje przezyc uncertain Ciesze sie, ze wam nic sie nie stało.
    • moonshana Re: Zbrodnia w afekcie.... 30.07.14, 21:30
      spotkało mnie dokładnie to samo, około dwa lata temu. machnęłam wózkiem, po czym zaczęłam na całe gardło rzucać k...ami. adrenalina, na ogół tak się nie zachowuję. sądzę, że gdyby baba się zatrzymała ( bym ją dorwała) - to poszłabym siedzieć za ciężkie uszkodzenie ciała.
      a miesiąc temu, wychodząc z targu: przejście dla pieszych oczywiście zastawione samochodami czekającymi na wyjazd, ale dwa metry było. ludzie idą, idę i ja. wózek centralnie za samochodem, a facetowi zaczęło auto uciekać do tyłu. ja się drę, i uciekam do tyłu ( dzięki Bogu miałam gdzie), przechodnie się drą i walą w dach samochodu. facet nawet nie wiedział, że się stacza. po raz kolejny upewniłam się w decyzji, że na targu- córka tylko w wózku. chce, nie chce - siedzi w wózku i już. gdybym trzymała ją za rączkę przechodząc przez to przejście prawdopodobnie dostałaby w głowę.
      podobno matki wózkowe to święte krowy. pchają się i zajmują pół chodnika zamiast nosić wózek na plecach. być może. ale faktem jest że ludzie nie widzą wózków dziecięcych. nie wiem jak i dlaczego.
      i perełka na koniec: parę lat temu na rondzie facet o mało co nie wywlókł z auta kierowcy celem pobicia. przechodził z żoną, małym dzieckiem oraz dzieckiem w wózku. na jednym pasie kierowca się zatrzymał, na drugim miał to w dupie i otarł wózek. totalny debil, zapiep..ał na rondo jak po autostradzie. byłam wtedy bezdzietna, ale chętnie bym mu pomogła gdyby go żona nie odciągnęła.
      • grave_digger Re: Zbrodnia w afekcie.... 30.07.14, 21:41
        Wózka z samochodu często nie widać, bo jest 'pod' maską.

        Cytatna jednym pasie kierowca się zatrzymał, na drugim miał to w dupie i otar
        > ł wózek.

        Czy przechodzili przez taką wysepkę między pasami?
        • olinka20 Re: Zbrodnia w afekcie.... 30.07.14, 21:49
          Podejrzewam ze były 2 pasy w jedna strone, na jednym auto sie zatrzymało, a drugie sie "spieszyło".
          Czesta przypadłosc uncertain
        • moonshana Re: Zbrodnia w afekcie.... 30.07.14, 21:49
          nie. nie przechodził przez wysepkę. dwa pasy przedzielone linią ciągłą. to zwykły sk... syn był i tyle. a że wózka nie widać, bo jest pod maską.... ale babę na końcu tego wózka chyba widać. jeśli ktoś jedzie, bo nie widzi wózka to znaczy, że chce przejechać owej babie po palcach u stóp, bo to takie odległości. innymi słowy: też s...syn.
          dodam jeszcze, że kiedyś taki s..syn zjeżdżający z ronda potrącił mi psa. pies szedł na smyczy, max pół metra przede mną ( albo i nie). dostał tak, że odpadł karabińczyk od smyczy. psu, o dziwo nic poważnego się nie stało.
    • melancho_lia Re: Zbrodnia w afekcie.... 30.07.14, 21:38
      Jesuu współczuję.
      Mnie kiedyś potrąciło babsko na pasach. szłam ze starszakiem (3 latek) i kilkumiesieczną córką w wózku, miałam zielone, jeden samochód stał, a pańcia za nim skręcała więc postanowiła go wyprzedzić (no bo pewnie ot tak sobie stoi, co tam światła). Zobaczyłam ją kątem oka, popchnęłam wózek i syna do przodu, babka mnie uderzyła. Podniosłam się w szoku i zeszłam na chodnik, a ta jeszcze mnie zbluzgała, że pod koła jej wlazłam i odjechała. W szoku nie zauważyłam numerów, facet co czekał na światłach też nie, bo skupił się na nas. Na szczęście skończyło się na otarciach, ale strach pomyśleć co by było gdybym nie zdołała dzieci zepchnąć na chodnik...
      • grave_digger Re: Zbrodnia w afekcie.... 30.07.14, 21:42
        Żartujesz, że baba cię zostawiła i odjechała?!?!?!?!?!?!?!
        • melancho_lia Re: Zbrodnia w afekcie.... 30.07.14, 21:47
          Niestety nie żartuję, chciałabym wierz mi. Ja odruchowo wstałam na chodnik a ta w długą...
          Z perspektywy to wiem, ze mogłam zgłosić, że może po marce auta by doszli itp. Ale byłam w takim szoku, że nawet nie pomyślałam.
    • iziula1 Re: Zbrodnia w afekcie.... 30.07.14, 22:28
      Widze że wy też miałyście do czynienia z kretynami na drodzę ...tongue_out
      Ze starszym synem też miałam przypadek ponad 16 lat temu na przejsciu, kierowca stanął i pokazuję że możemy przechodzić , byliśmy w połowie gdy kierowca za nim wskoczył na drugi pas i przejechał tuż przed wózkiem. Od tamtej pory na każdym przejsciu, nawet jak mam zielone rozglądam się kilkakrotnie i każdego kierowcę podejrzewam o zamiar przejechania suspicious

      Ale dziś zrozumiałam co kieruje ludzmi w przypadku samosądów. Taki napływ adrenaliny, gniewu, wściekłości poczułam jak nigdy....za kudły wywlokłabym z auta.....
      Nawet szukałam auta na parkingu pod CH ale babsztyl miał szczęscie.
      Refleksja przyszła później razem z trzęsącymi się rekami i łzami w oczach.

      Ech.....
      • totorotot Re: Zbrodnia w afekcie.... 31.07.14, 00:20
        Ja zawsze szłam pierwsza, za mną wózek. Widzę, co kierowcy robią na drogach (sama też święta nie jestem, ale piesi są dla mnie święci-o ile nie broją), to ni chuja nie ufam im na przejściach.
    • jowita771 Re: Zbrodnia w afekcie.... 31.07.14, 06:46
      Kilka razy już widziałam ludzi skręcających na zielonej strzałce i ciężko zaskoczonych, że na pasach są piesi. Szkoły jazdy powinny bardziej się przyłożyć do nauki takich rzeczy niż do ćwiczenia parkowania.
    • mme_marsupilami Re: Zbrodnia w afekcie.... 31.07.14, 09:06
      Oz ja cie krece ...
      Korzystam z komunikacji miejskiej i jeden z przystankow jest w poblizu malego supermarketu. Kierowcy parkuja sie na przystanku w zatoczce (taki folklor), czasami dwa , trzy samochody. Pasazerowie wiec chcac pomachac na kierowce autobusu musza robic slalom za ostatnim samochodem. Ktoregos razu wygodny kierowca cofajac, zeby wyjechac z takiej kolejki, na nas najechal. Przystankowicze zaczeli wrzeszczec, a ten nawet nie wyszedl z samochodu tylko uciekl.
      Za to kuszaca jest mysl o zakupie karnych kaktusow lub taniutkiej szminki do wymalowania przedniej szyby.
Pełna wersja