Forum Dom Dom
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Chcę kupić mieszkanie w Warszawie

    16.05.05, 12:48
    Witam.
    Od mniej więcej miesiąca usiłuję kupić mieszkanie i ... jestem przerażona.
    Pomijam fakt, że kupienie bez pośrednictwa agencji graniczy z cudem. Ale te
    ceny! Ludzie sugerują się tym, że kuzynka babci spod piątki sprzedała takie
    mieszkanie za tyle i tyle i twardo obstają przy swoim. Nieważne, że ceny
    transakcyjne są zazwyczaj sporo niższe. Zadnych negocjacji. Co się porobiło?
    Rozumiem, że nikt nie chce oddać za bezcen i ja mogę się nie znać, ale wczoraj
    mój mąż rozmawiał z rzeczoznawcą, który od razu powiedział, że za takie
    mieszkanie jak chcemy kupić cena żądana przez właściciela jest zbyt duża. W
    takim układzie z mieszkania przyjdzie nam zrezygnować, bo bank nie udzieli nam
    kredytu ponad wycenę:( Już nie mam siły.
    Obserwuj wątek
      • ewka_76 Re: Chcę kupić mieszkanie w Warszawie 17.05.05, 02:52
        Też zastanawiamy się nad kupnem mieszkania w wawie. I muszę przyznać ci rację -
        ludzie są pazerni do kwadratu. Myślą ze sama lokalizacja-czyli wawa-wystarczy,
        aby beznadziejne mieszkania sprzedawać za kosmiczne pieniądze. Po rozeznaniu
        stwierdziliśmy ze chyba zdecydujemy sie na domek.Damek niewielki bez żadnych
        luksusów niewiele odbiega ceną od mieszkań. Dobrze poszukaj.
        • kalinka07 Re: Chcę kupić mieszkanie w Warszawie 17.05.05, 11:15
          Niestety nie mam takiej luksusowej sytuacji, żeby nas było stać nawet na
          niewielki domek pod Warszawą. Myślimy raczej o niewielkim mieszkaniu w
          Warszawie. Zastanawiam się jak to jest, że ludzie wolą przez wiele miesięcy nie
          sprzedać mieszkania niż spuścić nieco cenę. Ciągle żyją złudzeniami, że znajdzie
          się jakiś filantrop, który zapłaci za 30 metrowe mieszkanie 150 tysięcy. I nie
          dadzą sobie wytłumaczyć, żeby nie sugerowali się niesprawdzonymi informacjami.
          Bo przecież w gazecie z ogłoszeniami to takie mieszkanie jest po tyle, więc
          dlaczego ja mam sprzedać taniej? - jak słyszę takie zdanie to opadają mi nie
          tylko ręce.
          • Gość: kixx Re: Chcę kupić mieszkanie w Warszawie IP: *.acn.waw.pl 17.05.05, 14:19
            im mniejsze mieszkanie tym wieksza cena za metr
            tak jest w Warszawie,ale zaloze sie ze nie tylko w Warszawie
            poza tym 5 tys to nie sa jakies kolosalne pieniadze,zreszta wszystko zalezy od
            tego czy sprzedajacemu potrzebne sa szybko pieniadze
            znam budynek w ktorym w jednym pionie sprzedawano dwa mieszkania 86-ciometrowe
            jeden ze sprzedajacych mial czas i mogl czekac na klienta-ten sprzedal po 5800
            za metr,ale czekal ponad rok,drugiemu sie spieszylo i wzial tylko 5100,ale
            mieszkanie sprzedal w ciagu dwoch tygodni od pierwszego ogloszenia
            ps.za 150 tys mozna kupic calkiem przestronny nowy domek pod Warszawa

            • kalinka07 Re: Chcę kupić mieszkanie w Warszawie 17.05.05, 14:50
              Dla mnie cena 5 000 zł za metr starego (lata 70-te) mieszkania w bloku z
              wielkiej płyty to rozbój w biały dzień (!). Choć odnoszę wrażenie, że przykład,
              który podałeś nie dotyczy takiego bloku :) Niestety brak funduszy nie pozwala na
              zbytnie marudzenie:( Zresztą jak pisałam w pierwszym poście jako niezbyt
              zorientowana w realiach poruszałam się po rynku trochę po omacku. Teraz mam już
              większą wiedzę :)Ja szukam głównie na Woli i Bemowie. Z ogłoszeń prasowych
              wyzierają wszędzie ceny w granicach 4000 - 4200 zł za metr. I nie mówię tu o
              mieszkaniach wyremontowanych. Ponieważ myślałam, że są to ceny transakcyjne
              (właścicielka nawet nie chciała słyszeć o niższej cenie) postanowiłam zacząć
              działać. Stąd rozmowa mojego męża z rzeczoznawcą. I co się dowiaduję? Ceny
              transakcyjne wahają się w granicach 3000 - 3850 (mieszkanie po generalnym
              remoncie. I co Wy na to?
              A co do domku... Pomarzyć fajna rzecz :))) Tylko skąd wziąć później kaskę na
              utrzymanie? I autko trzeba by kupić. Za dużo wydatków na skromną pensyjkę :(
        • cinkciarzyna Re: Chcę kupić mieszkanie w Warszawie 02.06.05, 10:35
          ewka_76 napisała:

          > Też zastanawiamy się nad kupnem mieszkania w wawie. I muszę przyznać ci
          rację -
          >
          > ludzie są pazerni do kwadratu. Myślą ze sama lokalizacja-czyli wawa-
          wystarczy,
          > aby beznadziejne mieszkania sprzedawać za kosmiczne pieniądze. Po rozeznaniu
          > stwierdziliśmy ze chyba zdecydujemy sie na domek.Damek niewielki bez żadnych
          > luksusów niewiele odbiega ceną od mieszkań. Dobrze poszukaj.


          to wracejcie do Grujca!
      • Gość: ? Re: Chcę kupić mieszkanie w Warszawie IP: *.aster.pl 17.05.05, 16:39
        Rzeczoznawca może i ocenia standard mieszkań, ale ceny kształtuje przede
        wszystkim popyt. Zgadzam się, że dziwne są takie żądania np. na Bemowie - bo że
        tyle kosztuje Śródmieście, ewentualne lepsze części Mokotowa/Wilanowa/Ursynowa
        ('lepsze' warunkuje lokalizacja, otoczenie, budynki), to po prostu fakt. A
        wielka płyta? Ludzie po prostu nie zdają sobie sprawy, jak to obniża wartość
        mieszkania.
      • Gość: wujek Re: Chcę kupić mieszkanie w Warszawie IP: 81.171.156.* 18.05.05, 09:42
        Kalinka07 trafilas w dzisiatke tym okresleniem powodu wzrostu cen. Ludzie
        podnosza ceny bo cos kiedys uslyszeli. Teraz to powodem jest tez Europa; jak w
        Paryzu sprzedali za tyle to ja i tak chce tanio. Powodem tego jest brak naglej
        potrzeby sprzedazy dlatego ludzie moga czekac na kupca za wygorowana cene. Jak
        ja kupowalem to przewaznie bylo to drugim mieszkaniem sprzedajacego, mieszkanie
        po babci, wujka brata cioci, ktorego nie musieli sprzedac! tak samo jest z
        ziemia. Chlop mi dyktowal wygorowana cene bo uslyszal, ze ktos tak sprzedal a
        lokalna agancja stwierdzila, ze jak chlop dostanie 25% tej warosci to bedzie
        cud. Ale chlop ma pelno ziemi i nie zalezy mu na sprzedazy. Radze szukac
        spezdajacych, ktozy musza sprzedac.
        • kalinka07 Re: Chcę kupić mieszkanie w Warszawie 18.05.05, 10:07
          Problem w tym, że mi się też trochę spieszy. W tej chwili wynajmujemy
          mieszkanie, więc każdy miesiąc zwłoki to dla nas niepotrzebne koszty ( rata
          kredytu + czynsz za własne M = koszty wynajmu ). Faktem jest, że z reguły
          sprzedający mają więcej niż jedno mieszkanie i dlatego czekają na klienta. Poza
          tym zauważyłam, że sami klienci "psują" sprzedających. Wczoraj oglądaliśmy
          mieszkanie. Nie było jakieś szczególne, natomiast można się było nad nim
          zastanowić. Tylko ta cena! Oczywiście zbyt wygórowana. Podczas rozmowy okazało
          się jednak, że nie zostanie ona obniżona, bo "dzisiaj była tu jakaś Pani, która
          musi kupić mieszkanie " na już" i ona weźmie za 160 000". I jak tu prowadzić
          jakiekolwiek negocjacje, jak zawsze może się znaleźć desperat, który kupi
          wszystko, bo inaczej nie będzie miał gdzie mieszkać? Zwłaszcza jak sprzedający
          ma czas na czekanie. Zresztą my i tak jesteśmy uzależnieni od wyceny
          rzeczoznawcy i nie możemy dać więcej, a to nas często stawia na przegranej
          pozycji :( Mam nadzieję, że będziemy mieli trochę szczęścia i trafimy w końcu na
          sprzedającego za realną cenę, a nie liczącego na złapanie jelenia, który bez
          słowa przepłaci i jeszcze podziękuje.
        • Gość: exim Re: Chcę kupić mieszkanie w Warszawie IP: *.chello.pl 30.05.05, 13:02
          Weź pod uwagę to, że Ci którzy chcą szybko sprzedać od razu wychwytywani są
          przez agencje nieruchomości, która doradza im trzymanie wysokiej ceny (bo
          przecież prowizja jest do niej wprost proporcjonalna), poza tym dobre oferty są
          szybko realizowane przez ludzi z gotówką i klient, który musi wziąść kredyt
          jest często na straconej pozycji.
        • kalinka07 Re:rzeczywiste ceny transakcyjne -Wola,Bemowo 18.05.05, 12:54
          Więc jak to jest, że żaden ze sprzedających, z którymi rozmawiałam nie wyobrażał
          sobie sprzedać za mniej niż 4000 za metr? Wiem, że większe mieszkania
          (42-50m2)można kupić za 3500 za metr, ale kawalerka dwupokojowa (30m2) na
          Jelonkach to koszt rzędu 120 000 zł (przynajmniej w życzeniach sprzedających).
          Już sama nie wiem co zrobić. Obawiam się, że głową muru nie przebiję:(
            • kalinka07 Re:rzeczywiste ceny transakcyjne -Wola,Bemowo 18.05.05, 13:10
              Więc chyba za ten remont ludzie liczą jak za zboże. Mój mąż był niedawno oglądać
              42 m2 - stare okna, wyremontowana (podobno b. ładnie) łazienka, kuchnia taka
              sobie, pokoje - już nawet nie pamiętam, ale raczej ok. Cena? 160 000. I raczej
              nie było mowy o jakiejś większej możliwości negocjacji.

              Kalina, co szuka rozsądnego sprzedającego i obiecuje być rozsądną kupującą

              • Gość: Agent Re:rzeczywiste ceny transakcyjne -Wola,Bemowo IP: *.man.polbox.pl 18.05.05, 13:48
                Na rynku panuje ZASTÓJ !!! A już lokali z wielkiej płyty prawie NIKT nie
                chce.Sprzedający żyją marzeniami o cenach z okresu ''paniki przedunijnej''.Fakt
                niektórym udało sie wtedy posprzedawać starocia o standarcie sprzed potopu po
                wygórowanych cenach, zdarzało się i po 4.000/metr .ALE TO MINEŁO I NIE WRÓCI !
                Obecnie nawet niezłe mieszkania czekają na kupca po pół roku,ba mam oferty
                sprzed roku i pies z kulawą nogą nie interesuje się nimi.Analogia do lat 2000-
                2001 ;po silnym wzroście nadszedł wtedy bezruch i spadek cen o 30% w 2002
                roku.Ale ludzie muszą do tego dojrzeć.Badż cierpliwa,szukaj ,nie łap byle
                czego, a znajdziesz i niezły lokal , i niezła cenę.
                • kalinka07 Re:rzeczywiste ceny transakcyjne -Wola,Bemowo 18.05.05, 13:53
                  Dzięki za otuchę. Jesteś pierwszą osobą z Agencji (zabrzmiało jakbyś był z CIA
                  czy innego FBI :))), która mi nie usiłuje wmówić, żeby się szybko decydować, bo
                  ceny będą już tylko rosły i to w zawrotnym tempie. Tylko jak długo muszę czekać?
                  Boję się, że zanim do sprzedających dotrze, że chcą za dużo ja się już zestarzeję :(
                  • Gość: agent2 Re:rzeczywiste ceny transakcyjne -Wola,Bemowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.05, 14:00
                    Ceny wywoławcze róznią się bardzo od cen transakcyjnych. Sprzedający mają Bog
                    wie jakie wyobrażenie o tym co mają. Ale jak jest się w stałym kontakcie z
                    klientem to ta cena jest korygowana w miarę upływu czasu sprzedaży. Ja
                    przyjmuję tylko na wyłączność, przedstawiam klientowi statystyki z
                    zainteresowania jego konkretną ofertą, oraz tzw. realizację czyli ilość osób
                    które obejrzały., dzwoniły, pytały mailem itd. I trzeba działać. I rozmawiać z
                    klientem, a nie tylko dzwonić z pytaniem : czy jest jeszcze aktualne.
                      • kalinka07 Re:rzeczywiste ceny transakcyjne -Wola,Bemowo 18.05.05, 14:27
                        Przerabiane. Problem w tym, że większość ofert z agencji się po prostu powtarza.
                        Wystarczy dokładnie przeczytać opis i okazuje się, że jedno mieszkanie jest
                        oferowane przez 5 różnych agencji. No i dużo zależy od lokalizacji. My uparliśmy
                        się na Wolę lub Bemowo, ale powoli zaczynamy zmieniać preferencje.
                        • Gość: tomoe Re:rzeczywiste ceny transakcyjne -Wola,Bemowo IP: 62.233.237.* 18.05.05, 15:04
                          zmieńcie, zmieńcie! Jak nie macie samochodu, Ursynów jest naprawdę dobrym
                          wyjściem. Zwróćcie uwagę na 12 - letnie osiedla przy przecznicach od
                          Nowoursynowskiej. Np. na Sengera - Cichego albo Sotta - Sokoła. Ponieważ są to
                          12 - letnie bloczki, 4 - piętrowe i bez windy, więc ceny naprawdę mocno tam
                          spadły, a mieszknia na dolnych piętrach są naprawdę bardzo atrakcyjne. Do tego
                          nie ma tam parkingów, więc dla ludzi z samochodami jest to uciążliwe, a dla
                          ludzi bez samochodów - wręcz przeciwnie. i to tez ma wpływ na ceny. Grube mury (
                          nie jest to płyta!), cudowna lokalizacja! Bliziutko metro i wspaniałe tereny
                          koło Parku Natolińskiego oraz Galeria Ursynów.
                          sprawdźcie koniecznie tę lokalizację! myśmy poważnie się nad tym zastanawiali,
                          bo ceny były bardo atrakcyjne, ale że szukamy bardzo dużego mieszkania, to
                          zdecydowaliśmy się zainwestować w budowę. Ale myślę, że w Waszej sytuacji
                          możnaby tam czgoś poszukać... tylko nie wiem, jak tam z małymi mieszkaniami, tj.
                          jakie metraże są dostepne. Wrzuć nazwę ulicy w wyszukiwakrę np. na stronach
                          www.trader.pl lub www.gratka.pl. Powodzenia!
                            • Gość: tom Re:Ursynów - Cichego i okilice IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.05, 17:05
                              Polecam na Woli mieszkania przy ul.pustola i okolice. Bardzo miła i sympatyczna
                              okolica,niskie bloki z cegły. Mieszkanie na Pustola 39m2 2 pokoje około 135 tyś
                              do 150 tys zł Zależy od standardu i piętra Tanie mieszkania na Bemowie to na
                              Jelonkach i to w wysokich blokach z klatkami gdzie na piętrze jak w hotelu po
                              8 lokali Pozdrawiam. proszę odpowiedzieć to podam parę ofert żeby nie być
                              gołosłownym.
                              • kalinka07 ReJelonki - tanie blokowiska 18.05.05, 20:24
                                Najwyraźniej sprzedający mieszkania w blokowiskach na Jelonkach nie wiedzą o
                                tym, że mają być one tanie ;) Akurat takie mieszkania oglądaliśmy najczęściej i
                                za te najmniejsze (30 m2) właściciele potrafili wołać nawet 135 tysięcy. W
                                okolicach Pustola i na Pustola też byliśmy. W wieżowcu za mieszkanie 39m2 - 150
                                tysięcy (podczas oglądania miałam wątpliwą przyjemność natknąć się w łazience na
                                utopionego w misce karalucha). Zresztą blok wyglądał okropnie, a winda jeździła
                                co 2 półpiętra (w życiu czegoś takiego nie widziałam). Pominę już fakt, że
                                mieszkanie miało być w idealnym stanie, a na suficie straszyły jakieś koszmarne
                                kasetony, bo w końcu to sprawa gustu.
                                • Gość: tom Re: ReJelonki - tanie blokowiska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.05, 10:12
                                  Piszę o niskich budynkach. Co do wysokich masz rację.Okropne.Niedawno miałem
                                  tranzakcje po drugiej stronie Górczewskiej.Piękne mieszkanie w niskim budynku
                                  za 153 tyś Należy dobrze szukać i nie oglądać wszystkiego co się da. Właściciel
                                  będzie zawsze zachwalał a realia są inne.Potrzebna jest wstępna selekcja.My
                                  taką robimy zanim zaprosimy klienta do oglądania bo szkoda czasu klienta i
                                  naszego.Mieszkanie na 3 piętrze na Pustola 2-gi blok od Redutowej 39m2 3 piętro
                                  w 4-o piętrowym do zamieszkania cena 145 tyś złotych.To oczywiście
                                  przykład.Przykład drugi niestety już nie aktualne ale ul.Rozłogi 38m2 3 piętro
                                  w 8 piętrowym 135 tyś. Fakt,że zostało szybko sprzedane.
                                      • kalinka07 Re: ReJelonki - tanie blokowiska 22.05.05, 18:21
                                        Witam.
                                        Nie dorabiam sobie teorii nie sprawdzając rzeczywistości. Dla mnie pokoje
                                        przejściowe to pokoje w amfiladzie. I tyle. Zresztą, akurat nie to było
                                        najważniejsze, a cena. Jeśli nie kupiłam mieszkania w tej okolicy za 118 000 to
                                        tym bardziej nie kupię za 160 000. I nie przekonują mnie argumenty, że ktoś tyle
                                        wydał na remont. Akurat ja wolałabym zrobić go sama i mieć mieszkanie urządzone
                                        po swojemu. Poza tym wartość mieszkania to także inne czynniki (stan bloku,
                                        wiek, rodzaj konstrukcji, okolica), a to niestety wraz z remontem mieszkania nie
                                        uległo zmianie. Poza tym ja jestem związana wyceną rzeczoznawcy i nie chcę
                                        tracić czasu swojego i sprzedającego na oglądanie mieszkań, których nie będę
                                        mogła kupić, bo nie dostanę takiej wyceny. Uważam, że takie podejście jest
                                        uczciwsze.
      • yyysi A ja chcialam sprzedac... 21.05.05, 09:18
        Z duzym zainteresowaniem odkrylam to forum. Jestem w sytuacji odwrotnej - od
        ponad roku usiluje (zdalnie) sprzedac mieszkanie. Zainteresowanie bylo znikome
        i przez dluzszy czas nie moglam dociec dlaczego.

        W miedzyczasie mialam okazje zapoznac sie z rynkiem nieruchomosci tu, gdzie
        mieszkam. Tutejsi agenci walcza o to, zeby jak najszybciej zamknac transakcje.
        Zamiast czekac miesiacami na kogos kto zapewni im $1000 prowizji, wola dostac
        $500, ale zamknac takich transakcji kilka. Sami dostarczaja wycen
        porownywalnych transakcji (tzw. comparables).

        To 'odkrycie' pomoglo mi zrozumiec pare rzeczy: w Warszawie agencjom wisi, ze
        mieszkanie nie sprzedaje sie przez szereg miesiecy. Nigdy nie uslyszelismy od
        zadnego agenta, ze dajemy za duza cene wywolawcza. Zaden nie podsunal, ze warto
        obnizyc. (Z drugiej strony rowniez nikt z kupujacych nie usilowal negocjowac,
        wiec nie mielismy zadnej wskazowki, ze chodzi o cene.)

        Nauczona doswiadczeniem z tutejszego rynku sama uderzylam do agenta, zeby
        zaczal oglaszac nizsza cene - myslicie, ze sie zgodzil??? Ze cos zostalo
        ogloszone? Ze nagle ruszyla lawina chetnych? Nic podobnego... Agenci wykrecali
        sie jeden po drugim, nierzadko przywolujac klauzule w kontrakcie, ze owszem,
        wolno mi zejsc z ceny, ale ich prowizja pozostanie taka sama...

        W koncu zaczelismy oglaszac sami i chetny - na to wyglada, tfu tfu - sie
        znalazl.

        Reasumujac - Kalinko, nie obwiniaj tylko sprzedajacych. Trzeba duzego
        doswiadczenia i znajomosci rynku, zeby wiedziec, jaka cena jest realna a jaka
        nie. Takie doswiadczenie maja (lub powinni miec) agenci, ale im nie zalezy na
        tym, zeby ceny obnizac. Pewnie bierze sie to stad, ze ich prowizje sa za duze.
        Jesli agencji wystarczy 1 - 2 transakcje miesiecznie, zeby wyjsc na swoje, to
        nie maja zadnej zachety do tego, zeby takich transakcji miec 10. W koncu to
        duzo pracy!

        Nie poddawaj sie. Negocjuj. Zaprezentuj swoja oferte tak, zeby byla atrakcyjna
        dla sprzedajacego, a na pewno da sie porozmawiac!

        Powodzenia.
          • yyysi gdzie i za ile 22.05.05, 01:35
            W gre wchodzily dwa:
            albo 58 m2 kolo niedzwiedzi po 3250 albo 45m2 na Saskiej Kepie po 3750. Jeszcze
            nie podpisalismy konktraktu, wiec jak Cie interesuje to pisz :-).
        • kalinka07 Do yyysi 21.05.05, 22:55
          Daleka jestem od obwiniania tylko sprzedających. Jeśli śledziłaś wątek to
          wiesz, że oberwało się też agentom :) Właściwie to rozpoczęłam ten wątek trochę
          z bezsilności i złości, że nie miałam szczęścia trafić na ludzi, którzy
          podeszliby nieco realniej do sprzedaży mieszkania.
          Twoje spostrzeżenia nt. rynku nieruchomości są trafne. Agencjom nie zależy na
          sprzedaży po realnych cenach, bo przecież ich prowizja to procent od sumy
          sprzedaży. Czekają na klienta, który nie będzie zorientowany w realiach i bez
          mrugnięcia okiem przepłaci (o mały włos nie było tak z nami). A co do prób
          negocjacji ceny. My też nigdy nie próbowaliśmy jej negocjować, jeśli oglądaliśmy
          mieszkanie przez agencję. Dlaczego? Agent z reguły twierdził, że właściciele nie
          obniżą ceny, lub że cena jest tak atrakcyjna, że klienci się znajdą. Poza tym
          często kwota, którą byliśmy skłonni zaproponować była o kilkanaście tysięcy
          niższa od wywoławczej, więc mieliśmy pewność, że oferta nie będzie nawet
          rozważona (czyt. przecież takie samo mieszkanie ktoś kiedyś sprzedał za więcej,
          a wiem to z pewnego źródła, bo słyszałam od koleżanki, która słyszała od swojej
          znajomej). Teraz skupiliśmy się na sprzedaży bezpośredniej i ... niestety nie
          jest lepiej. Ludzie sugerują się cenami z ogłoszeń w gazetach i nie są skłonni
          do negocjacji. W naszym przypadku duże znaczenie ma też fakt, że na małe
          mieszkania (a takiego szukamy) jest duży popyt. Właściciele są mniej elastyczni,
          bo wiedzą, że prędzej czy później znajdzie się ktoś kto zapłaci tyle ile chcą.
          Przy dużych mieszkaniach sprawa jest bardziej skomplikowana. W końcu sumy z
          reguły przekraczają magiczne 200 czy 250 tysięcy, a na tyle nie stać zbyt wiele
          osób.

          Ps. Z czystej ciekawości: mogłabyś napisać jak duże mieszkanie chciałaś sprzedać?

          Pozdrawiam
          Kalina

          • yyysi Re: Do yyysi 22.05.05, 01:53
            > Twoje spostrzeżenia nt. rynku nieruchomości są trafne. Agencjom nie zależy na
            > sprzedaży po realnych cenach, bo przecież ich prowizja to procent od sumy
            > sprzedaży. Czekają na klienta, który nie będzie zorientowany w realiach i bez
            > mrugnięcia okiem przepłaci (o mały włos nie było tak z nami).

            Zanim pojde dalej chce cos sprostowac. Nie ma (i nie bedzie) jednej, wlasciwej
            ceny za nieruchomosc. Cena jest zawsze taka, ile ktos (rynek) jest sklonny
            zaplacic. Ceny sa wiec wypadkowa mozliwosci kupujacych i 'przypileniu'
            sprzedajacych. Zatem niekoniecznie byscie 'przeplacili'. Wszystko zalezy od
            tego jak twardo obstajecie przy swojej cenie i jak bardzo sprzedajacemu sie
            spieszy. A ze agenci tutaj w niczym nie moga / nie chca / nie potrafia pomoc,
            to juz inna para kaloszy...

            > A co do prób
            > negocjacji ceny. My też nigdy nie próbowaliśmy jej negocjować, jeśli
            > oglądaliśmy mieszkanie przez agencję. Dlaczego? Agent z reguły twierdził, że
            > właściciele nie obniżą ceny, lub że cena jest tak atrakcyjna, że klienci się
            > znajdą.

            No i masz klarowny przyklad matolectwa agentow...


            > Poza tym
            > często kwota, którą byliśmy skłonni zaproponować była o kilkanaście tysięcy
            > niższa od wywoławczej, więc mieliśmy pewność, że oferta nie będzie nawet
            > rozważona (czyt. przecież takie samo mieszkanie ktoś kiedyś sprzedał za
            > więcej, a wiem to z pewnego źródła, bo słyszałam od koleżanki, która słyszała
            > od swojej znajomej).

            A tu sie z Toba zupelnie nie zgadzam. Trzeba dawac oferty. Odpowiedza tak albo
            nie, ale zakladajac z gory, ze uslyszysz 'nie' zamykasz mozliwosc
            uslyszenia 'tak'. Z nasza sprzedaza byl moment, ze mielismy chetnego. Juz sie
            dogadalismy co do ceny, ale jak przyszlo do spisywania umowy, to on stwierdzil,
            ze najpierw musi sprzedac swoje, teraz nie ma gotowki, a to a tamto. Bylismy
            tak tym zmeczeni, ze gdyby w tej chwili pojawil sie ktos z gotowka, to pewnie
            jeszcze bysmy mu opuscili, byle wreszcie juz z tym skonczyc. Reasumujac - dawaj
            oferty! Jak inaczej chcesz, zeby wlasciciele zaczeli 'czuc rynek'? Jesli
            dostanie jedna, druga, trzecia oferte kilkanascie tysiecy nizsza od
            wywolawczej, to cos mu zacznie switac, nie?

            > Teraz skupiliśmy się na sprzedaży bezpośredniej i ... niestety nie
            > jest lepiej. Ludzie sugerują się cenami z ogłoszeń w gazetach i nie są skłonni
            > do negocjacji. W naszym przypadku duże znaczenie ma też fakt, że na małe
            > mieszkania (a takiego szukamy) jest duży popyt.
            Ha, ha! Duzy popyt... Gdzie ten popyt pytam sie ja od roku? :-))
            "Moje" mieszkania (bo w gre wchodzily dwa) maja 58m2 i 45 m2 i co?

            > Właściciele są mniej elastyczni
            > bo wiedzą, że prędzej czy później znajdzie się ktoś kto zapłaci tyle ile chcą.

            No, to juz sa prawa wolnego rynku. Jezeli rzeczywiscie ktos taki sie znajdzie,
            to byloby bez sensu sprzedac je za mniej. Natomiast jesli chetnych niet i
            wszystkie oferty sa nizsze... to - patrz powyzej.

            Pozdrawiam rowniez goraco. I jeszcze raz podkreslam: oferuj! Negocjuj! Jesli
            mozesz placic gotowka masz przewage nad wiekszoscia 'ogladaczy' i na pewno
            ktorych sprzedajacy sie zneci.
            • kalinka07 Re: Do yyysi 22.05.05, 18:34
              > Zanim pojde dalej chce cos sprostowac. Nie ma (i nie bedzie) jednej, wlasciwej
              > ceny za nieruchomosc. Cena jest zawsze taka, ile ktos (rynek) jest sklonny
              > zaplacic. Ceny sa wiec wypadkowa mozliwosci kupujacych i 'przypileniu'
              > sprzedajacych. Zatem niekoniecznie byscie 'przeplacili'. Wszystko zalezy od
              > tego jak twardo obstajecie przy swojej cenie i jak bardzo sprzedajacemu sie
              > spieszy. A ze agenci tutaj w niczym nie moga / nie chca / nie potrafia pomoc,
              > to juz inna para kaloszy...

              Zdaję sobie sprawę, że cena zależy od wielu czynników, ale rozpatruję konkretną
              sytuację (kiedy na zakup mieszkania zaciąga się kredyt na 100 % wartości, a
              pieniądze, które się ma przeznacza na opłaty, remont i wyposażenie). Wtedy siłą
              rzeczy można za nieruchomość zapłacić tylko tyle na ile wycenią ją rzeczoznawcy,
              a oni biorą pod uwagę (między innymi) ceny transakcyjne, a więc te, za które
              rzeczywiście sprzedano podobne mieszkania, o zbliżonym standardzie, w danej okolicy.

              [ciach]
              > Pozdrawiam rowniez goraco. I jeszcze raz podkreslam: oferuj! Negocjuj! Jesli
              > mozesz placic gotowka masz przewage nad wiekszoscia 'ogladaczy' i na pewno
              > ktorych sprzedajacy sie zneci.

              Niestety na mieszkanie musimy wziąć kredyt, więc nie mamy przewagi nad innymi.
              Gdybyśmy mieli gotówkę z pewnością nie byłoby tego wątku, bo nie musielibyśmy
              liczyć się tak bardzo z opinią rzeczoznawcy.

              Pozdrawiam ciepło
        • Gość: wujek Re: A ja chcialam sprzedac... IP: 5.5R3D* / *.cache.pol.co.uk 21.05.05, 23:25
          Ja tez sprzedaje ale dzialke, przez remote control. Zgadzam sie w 100% z
          wypowiedzi yyysi. Mojac porownanie z innymi krajmi, polskie agencje i ich
          pracownicy nie maja pojecia o sprzedaz. Sprzedaje dzialke 2 lata i jak bym nie
          wpadl do agencji raz na rok to niewiedzial bym co sie dzieje. Sam musze
          sugegerowac jak to sprzedawac, ze trzeba zachwali, zejsc ze stolka i pokazac
          dzialke tylko z tym moze byc problem bo pani nie ma samochodu. Pani zajmujaca
          sie sprzedaza nie umiala by sprzedac wody na pustyni! i tak to sie ciagnie.
          • Gość: qmak Re: A ja chcialam sprzedac... IP: *.aster.pl 22.05.05, 21:28
            Cześć,

            a co powiecie na mieszkanie na Grochowie albo na Tarchominie.
            Grochów ma świetne połączenia komunikacyjne z Centrum i ceny mieszkań w
            okolicach ronda Wiatraczna kształtują się po 2900-3400 za metr. Ja swoje 44
            metry, super rozkładowe i całkiem zadbane kupiłem za jedyne 142 tys. Na
            tarchominie za 3500 za metr kupujesz juz urządzone w nowym bloku. Fakt, że
            dojazd jest słaby...
            Jest wiele możliwości...
          • ekka2 Re: A ja chcialam sprzedac... 23.05.05, 01:02
            Gość portalu: wujek napisał(a):

            > Ja tez sprzedaje ale dzialke, przez remote control. Zgadzam sie w 100% z
            > wypowiedzi yyysi. Mojac porownanie z innymi krajmi, polskie agencje i ich
            > pracownicy nie maja pojecia o sprzedaz. Sprzedaje dzialke 2 lata i jak bym
            nie
            > wpadl do agencji raz na rok to niewiedzial bym co sie dzieje.

            Mam pytani , czy to jest jedyna agencja z którą podpisałeś umowę ?

            Sam musze
            > sugegerowac jak to sprzedawac, ze trzeba zachwali, zejsc ze stolka i pokazac
            > dzialke tylko z tym moze byc problem bo pani nie ma samochodu. Pani zajmujaca
            > sie sprzedaza nie umiala by sprzedac wody na pustyni! i tak to sie ciagnie.

            Co Cię skłania do wiązania się z taką Agencją? Wybór przecież należy do Ciebie.
            • agnesta Re: A ja chcialam sprzedac... 23.05.05, 09:27
              A propos cen podawanych przez właścicieli. Dopóki komuś się nie spieszy pewnie
              nie obniży ceny. Jakiś czas oglądaliśmy mieszkanie - żadna tam rewelacyjna
              lokalizacja (blok z lat 60- tych) ale cena 260 tys za 47 m a włascicielka
              przekonana o wielkiej wartości mieszkania i podniecona faktem, że jest takie
              zainteresowanie i tylu ludzi ma poómawianych. Bodajże miesiąc później cena była
              już 238 tys a ostatnio zeszła do 225 tys co zreszta nadal jest za wysoką ceną
              za to mieszkanie.
              • Gość: wujek Re: A ja chcialam sprzedac... IP: 81.171.156.* 23.05.05, 10:08
                Ale cjociaz widac, ze wlasciciel chce sprzedac i robi cos w tym kierunku. JEst
                niestety duzo takich, ktorzy niesprzedali przez rok za jakas cena ale jak
                uslysza, ze ceny wzrosly o X% w danym roku podnosza szybko cene. I takie
                mieszkanie jast na rynku wiekami a widac wlascicielowi nie zalezy. Troche nie
                ma to logiki. Innini sugeruja sie duza cena sasiada i wystawiaj mieszaknie za
                nawet wiecej. To jest przyczyna inflacji cen.
                • kalinka07 Re: A ja chcialam sprzedac... 24.05.05, 00:29
                  > Ale cjociaz widac, ze wlasciciel chce sprzedac i robi cos w tym kierunku.

                  Dokładnie tak. Przeglądam regularnie oferty w internecie i często widzę
                  ogłoszenia tych samych ludzi za tę samą (z reguły b. wysoką) cenę. Czasem na
                  przestrzeni kilku miesięcy jest tych ogłoszeń kilkadziesiąt i zawsze się dziwię,
                  że nie dało to właścicielom do myślenia.


                  JEst
                  > niestety duzo takich, ktorzy niesprzedali przez rok za jakas cena ale jak
                  > uslysza, ze ceny wzrosly o X% w danym roku podnosza szybko cene. I takie
                  > mieszkanie jast na rynku wiekami a widac wlascicielowi nie zalezy. Troche nie
                  > ma to logiki. Innini sugeruja sie duza cena sasiada i wystawiaj mieszaknie za
                  > nawet wiecej. To jest przyczyna inflacji cen.

                  Zgadzam się. To ma duże znaczenie. Chociaż nie tylko to. Już poruszaliśmy tu
                  zresztą ten wątek - właściciele, którzy windują ceny z reguły nie muszą
                  sprzedać, bo to nie ich pierwsze mieszkanie. Poza tym dopóki znajdą się chętni
                  na kupno tak drogich mieszkań dopóty właściciele będą żądali bajońskich sum.

                  A ostatnio zaobserwowałam coś jeszcze - obliczanie własności mieszkania na
                  podstawie cen ... kawalerek. Czyli skoro za kawalerkę ktoś żąda 4200 za metr to
                  ja też, a co !

                  • Gość: Daniela A może ktoś chce moje mieszkanie... IP: *.3.pl 24.05.05, 16:25
                    Witajcie,

                    Ja właśnie jestem na etapie sprzedaży mojego mieszkanka. Metraż to 41,5 m, są
                    to 2 pokoje - kiedyś była to duuuża kuchnia (ok.10m) i duży pokój (20m), ale
                    przerobiłam kuchnie na kuchnie i pokój (2,30 na 2,30), balkon, 3 szafy
                    komandora, szafki w kuchni na wymiar gres, terakota itp. Żoliborz, niski blok 4
                    piętra, mieszkanie jest na 3 piętrze.W razie czeo zapraszam na
                    kdm.pucek@neostrada.pl

                    Pozdrawiam, Daniela
              • kalinka07 Jestem w dołku :( 24.05.05, 00:33
                Właśnie skończyłam wertować Ofertę i jestem w dołku :(((. Jakoś nie widać tego
                zastoju na rynku - ceny przyprawiają nieraz o palpitacje serca.

                Yyysia,
                próbowałam skorzystać dziś z Twojej rady i negocjować. Porażka na całym froncie.
                Byłam oglądać mieszkanie na Bemowie, 41 m za (tadadadam)173 000. Cena z kosmosu,
                ale co tam. Pomyślałam, że warto chociaż obejrzeć i ewentualnie wyczuć grunt.
                Zrezygnowałam, gdy właściciel powiedział, że ostatecznie może obniżyć cenę o te
                3000. Na moje nieśmiałe, że mieszkanie jest bardzo drogie stwierdził, że takie
                są ceny ... w internecie. Rozbroił mnie całkowicie.
                • Gość: wujek Re: Jestem w dołku :( IP: 81.171.156.* 24.05.05, 10:34
                  Jedyne co mozesz zrobic to ogladac duzo mieszkan (pracochlonne!!!!) i dawac
                  oferty wlascicielom 20-30% nizsza niz chce mowiac,ze tyle jest warte. Napewno
                  trafisz na takiego w sytuacji, ze musi sprzedac a nie bawi sie na rynku i szuka
                  frajerow. Dal pocieszenia dodam, ze w przyszlosci beda wprowadzone podatki od
                  wartosci domu/mieszkania. Tak jest w calej Europie z przed Maja 2004. Podatek
                  moze byc rownowaroscia czynszu wiec ci z kilkoma mieszkaniami beda sie krotko
                  zastanawiac nad obnizka ceny.
                • yyysi Re: Jestem w dołku :( 24.05.05, 11:18
                  No kurcze, bardzo Ci wspolczuje... Ale 'Wujek' ma racje - nie poddawaj sie,
                  wreszcie trafisz. Jak ktos slusznie powyzej zauwazyl, jesli wlasciciel ot tak
                  sobie tylko testuje rynek i nie potrzebuje sprzedac, to za Chiny nie spusci.
                  Ale jak trafisz na potrzebowskiego, to masz szanse.

                  O ilez tutaj to wszystko jest latwiej urzadzone!!!

                  Po pierwsze wlasciciela mozesz w ogole na oczy nie ogladac, odpada wiec caly
                  balast emocjonalny. Zwykle kupujacy ma swojego agenta (AK) i sprzedajacy
                  swojego (AS) i to oni przerzucaja sie faksami z ofertami. Oferta polega na tym,
                  ze AK wysyla AS umowe kupna, w ktorej jest Twoja cena i inne warunki, jesli sa,
                  np. ze uzalezniasz kupno od inspekcji, albo od uzyskania kredytu.

                  Jesli sprzedajacy godzi sie negocjowac to AS wysyla do AK faks z przekreslona
                  Twoja cena i naniesiona kontr-cena. Mozecie sobie uprawiac taki ping-pong az
                  sie komus znudzi :-) i dojdziecie do porozumienia.

                  Niestety - zeby nie bylo za rozowo - tutaj jest zupelnie inny problem. Otoz
                  rynek jest tak goracy, ze rzadko kiedy masz w ogole szanse negocjowac!

                  Na przyzwoite domy z reguly jest kilka ofert na raz. AS oglasza, ze bedzie je
                  prezentowal sprzedajacemu takiego a takiego dnia i wszyscy chetni musza wyslac,
                  albo zamilknac na wieki.(czytaj: wypchac sianem)

                  Wtedy dochodzi zwykle do wojny cenowej. Kazdy chetny stara sie przeniknac i
                  przechytrzyc pozostalych, oferujac WIECEJ niz sprzedajacy prosil. Czasem oferty
                  przewyzszaja oryginalna cene o 15 - 20 %!!!

                  Czesto wiec AS celowo radzi dac sprzedajacemu nizsza cene, zeby przyciagnac
                  chetnych i taka wojne wywolac. Wszystko odbywa sie blyskawicznie, nawet w ciagu
                  jednego weekendu.

                  Czesto wtedy dostajesz obuchem, ze kwota, ktora przeznaczalas na zakup i ktora
                  wydawala Ci sie bardzo ale to bardzo przyzwoita - nie wystarcza! Szukajac dlugo
                  narazasz sie na to, ze bedzie wystarczala coraz mniej, bo ceny domow ida w gore
                  regularnie o 14 - 18% rocznie. I w ktoryms momencie trzeba zacisnac zeby,
                  skreslic pare pozycji z listy wymagan i kupic, byle tylko wskoczyc na ten wozek
                  a nie dac sie stratowac...

                  Pisze to troche Ci na pocieche, ze w Warszawie przynajmniej
                  takich 'przyjemnosci' mozesz uniknac. I jesli tylko zacisniesz zeby, pogrubisz
                  skore i bedziesz dawac oferty nie zrazajac sie porazkami to w koncu cel
                  osiagniesz. Czego Ci szczerze zycze!

                  Aha - i zadne tam 'niesmiale' ani niekonkretne, ze 'za drogie'! Przychodzisz,
                  ogladasz. Podoba sie, to NIC NIE MOWISZ i idziesz do domu. A potem dzwonisz do
                  faceta i mowisz: "proponuje tyle i tyle. Zaliczke tyle i tyle mozemy dac zaraz,
                  a reszte do 12 czerwca. Co pan na to?" I przygotuj sie, ze paru rozesmieje Ci
                  sie w nos. Ale ktorys powie, ze sie musi zastanowic. A ktorys wreszcie sie
                  zgodzi! Najwazniejsze - zdystansuj sie. Nikt tu nikomu grzecznosci ani afrontu
                  nie robi. To jest biznes.

                  3maj sie.
                  • kalinka07 Re: Jestem w dołku :( 25.05.05, 10:44
                    Staram się jak mogę "pogrubić" skórę i podchodzić do poszukiwań z dystansem, ale
                    jakoś nie bardzo mi wychodzi:( Na razie postanowiłam odpocząć chociaż jeden
                    dzień od poszukiwań, bo nerwy mam całe w strzępach. Miałam nadzieję, że dużo
                    szybciej znajdę coś interesującego i będę się mogła od razu wyprowadzić na
                    swoje, a okazało się, że muszę jeszcze poszukać czegoś do wynajęcia (właściciele
                    mieszkania, w którym mieszkamy finalizują jego sprzedaż). Cóż, tak bywa.
                    Pociesza mnie fakt, że nie mieszkam w Anglii i nie muszę przechodzić "wojny
                    cenowej" jaką opisała yyysi. Chociaż jeden plus :)
                    • yyysi Re: Jestem w dołku :( 25.05.05, 20:37
                      No tak - zapomnialam dodac do wszystkich moich 'dobrych rad' - przygotuj sie,
                      ze to bedzie dlugo trwalo...

                      Nie chce Cie straszyc, ale szukanie wlasnego lokum, zwlaszcza jesli masz
                      okreslona liste wymagan, to proces dlugotrwaly i meczacy. Dobrze, jesli idzie
                      tylko w miesiace, ale znam przypadki, ze i w lata... :-(

                      Pomaga czasem weryfikacja takiej listy wymagan. My tez musielismy sobie w
                      ktoryms momencie powiedziec - jesli do konca miesiaca nie znajdziemy, to
                      rezygnujemy z tego i z tego (np. ilosc lazienek, powierzchnia kuchni,
                      wykonczenie, lokalizacja itp.) To bardzo ulatwia sprawe. Zrob sobie taka liste -
                      co MUSISZ miec, a co jest opcjonalne.

                      Cierpliwosci i odwagi!
          • blackmolly Re: A ja chcialam sprzedac... 30.05.05, 15:00
            Mieszkania na Grochowie są takie sobie (mieszkałam jakiś czas).
            Na Tarchominie zaś są super - jak na moje potrzeby, ale
            drogie. Za 39m2 ludzie chcą 160 tyś. i więcej! Mam nadzieję,
            że za rok czy dwa w końcu coś kupię. A co do dojazdu - za trzy lata
            będzie Most Północny, więc komunikacja się na pewno polepszy, poza
            tym jest wiele autobusów i gdyby nie korki w szczycie, w ogóle by
            nie można było narzekać. Zresztą w stolicy wszędzie jest daleko. Mieszkam
            na Żoliborzu, pracuję w Międzylesiu. Dojazd do firmy zajmuje mi dwie
            godziny. Więc nie ma tak, aby było tanio, blisko i w nowym budownictwie.
            Coś za coś, niestety.
          • Gość: lil Re: Chcę kupić mieszkanie w Warszawie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.05, 23:39
            Dla mnie w ogóle sytuacja w tym kraju jest chora. I mówcie sobie co chcecie.
            Ceny są kosmiczne w zestawieniu z polskimi zarobkami, a więc możliwościami
            Polaków.Poza tym, no ludzie, wybaczcie, ile kosztuje wybudowanie danego bloku,
            a ile póżniej ciągną za te mieszkania (nowe)? Żenujące to jest. Wolny rynek
            zaczyna mnie śmieszyć.Druga sprawa: tak naprawdę, żeby kupić mieszkanie, chyba
            muszę się przekwalifikować i skończyć studia ekonomiczno - prawnicze i to nie
            wiem, czy bezpiecznie bym kupiła.Ile jest takich sytuacji, że oszukują ludzi ?
            A to stosują niedozwolone klauzule w umowach, a to grunt jest kogoś innego, a
            to metraż się nie zgadza. A póżniej nikt nie jest winien i ludzie tracą dorobki
            życia. Prawo jest do kitu i zero profesjonalizmu. Już nie wspomnę o kiepskiej
            jakości materiałach budowlanych i beznadziejnych projektach.Paru cwaniaków
            zakłada firmę, budują jak najtańszym kosztem i zdzierają z ludzi nieziemską
            kasę, a często rolują przy okazji.A prasa wmawia, że te chore ceny, to normalne
            ceny. Dajcie mi 10 razy wyższe zarobki, to wtedy możemy gadać.
            • Gość: Robert Re: Chcę kupić mieszkanie w Warszawie IP: *.plus.com 29.05.05, 13:13
              > Ceny są kosmiczne w zestawieniu z polskimi zarobkami, a więc możliwościami
              > Polaków.

              Wyższe zarobki niewiele Tobie dadzą. Mieszkanie, które obecnie wynajmuję (70
              metrów - nowe) kosztuje tyle, co mógłbym zarobić przez 7 lat nie mając przy tym
              żadnych wydatków i nie płacąc podatków. A gdzie do tego urządzenie tego
              wszystkiego i koszty życia? Domy mające po 80 metrów kosztują 130 tys. funtów, a
              te większe co mają 150 bez żadnych luksusów kosztują powyżej 250 tys.
              Koszt zawarcia transakcji kupienia nieruchomości to około 10 tysięcy funtów. Dla
              ułatwienia dodam, że średnia pensja to około 24 tys., jeśli ma się dobry zawód
              to 40 tys, a bycie wybitnym specjalistą gwarantuje 60-70 tys brutto.
              A jeśli chodzi o jakość to pozostawiają one wiele do życzenia. Ściany wewnętrzne
              z karton-gipsu, podłoga to panele i materiały średniej jakości, kuchnia wykonana
              byle jak - identyczna jak w każdym innym mieszkaniu. Jedynie drzwi są w miarę
              solidne, ale do mieszkania można wejść przez kopnięcie ściany z korytarza, bo to
              też karton + gips.
              Korytarza wyglądają w miarę porządnie: wykładzina, ładne oświetlenie, ściany,
              reprodukcje. To jest coś co akurat mi się podoba. Po dwóch latach mieszkania
              tutaj, jakoś nikt jeszcze nie wpadł na pomysł aby wymienić intymne części ciała
              na ścianach w windzie czy klatce...

              Tak więc nie tylko w Polsce jest drogo... wiadomo przecież, że i u naszego
              zachodniego sąsiada domy kosztują po 1 milionie euro...
            • Gość: magda Re: Chcę kupić mieszkanie w Warszawie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.06.05, 16:32
              A mój głos jest z drugiej strony i chyba lekko obiektywny bo w tym samym czasie
              chcę sprzedać jedno a kupić inne mieszkanie.
              Że ceny w Warszawie są horrendalne - nie mam zamiaru dyskutować - są
              Ale...
              Rzeczoznawcy świadomie zaniżają wyceny, pogadajcie z nimi, nawet się z tym nie
              kryją - twierdzą, że są kontrolowani, że to, że owo, a argument, że wycena
              opiera się min na cenach z zeszłorocznych aktów notarialnych - w Warszawie ceny
              mieszkań rosną z miesiąca na miesiąc, więc te sprzed pół roku zapewne nie są
              już aktualne. I to, że ten wzrost cen nie ma wcale realnych podstaw nic tu nie
              znaczy, bo ceny rosną i albo możemy się z tym pogodzić, albo szukać i liczyć na
              łut szczęścia albo... zrezygnować.
              Po drugie - nie oszukujmy się - mieszkanie to nie są krakersy i jeżeli jakieś
              sprzedane zostaje od ręki, pierwszemu czy drugiemu klientowi to bynajmniej nie
              świadczy to o tym, że poszło za cenę rynkową a wręcz przeciwnie - za znacznie
              niższą.
              Po trzecie ani jako osoba kupująca ani jako sprzedająca nie spodziewałam się,
              że zajmie mi to dwa tygodnie, nastawiłam się raczej na kilka miesięcy
              poszukiwań i nie uważam wcale, że jeśli mieszkanie od 2 miesięcy jest na rynku
              i nie zostało sprzedane to już należy obniżać jego cenę. To byłby absurd.
              Po czwarte - Negocjować należy zawsze - najwyżej nic z tego nie wyjdzie-
              próbując nic nie tracimy a możemy wiele zyskać
              Po piąte - równie wiele agencji nieruchomości próbuje namówić właścicieli do
              zaniżania cen mieszkań jak i do zawyżania
              A ostatnia uwaga - znalezienie rzetelnego pośrednika jest w tym mieście bardzo
              trudne, co mnie przyznaję dziwi, bo z samego rachunku prawdopodobieństwa
              powinno wynikać, że przy takiej ich ilości w Warszawie - jacyś powinni się
              trafić.
              Pozdrawiam wszystkich
              Kupujących i Sprzedających i życzę szczęścia
              • kalinka07 Re: Chcę kupić mieszkanie w Warszawie 03.06.05, 15:11
                > Rzeczoznawcy świadomie zaniżają wyceny, pogadajcie z nimi, nawet się z tym nie
                > kryją - twierdzą, że są kontrolowani, że to, że owo, a argument, że wycena
                > opiera się min na cenach z zeszłorocznych aktów notarialnych - w Warszawie ceny
                >
                > mieszkań rosną z miesiąca na miesiąc, więc te sprzed pół roku zapewne nie są
                > już aktualne. I to, że ten wzrost cen nie ma wcale realnych podstaw nic tu nie
                > znaczy, bo ceny rosną i albo możemy się z tym pogodzić, albo szukać i liczyć na
                >
                > łut szczęścia albo... zrezygnować.


                To dziwne co piszesz, bo mnie rzeczoznawca powiedział, że może cenę "trochę
                naciągnąć, ale nie do takiego poziomu jak chce sprzedający". Nie słyszałam też,
                żeby opierali się na cenach z ubiegłego roku. Wręcz przeciwnie. Podobno mają
                dostęp do aktualnych danych. Zresztą rozstrzygnąć to może jedynie jakiś
                rzeczoznawca.
                Poza tym nie zgadzam się, że realny wzrost cen nic tu nie znaczy. Znaczy i to
                wcale nie tak mało. Idąc Twoim tokiem rozumowania metr kwadratowy mógłby
                kosztować i 20 000 zł, bo przecież jego realna wartość nie ma znaczenia. Zresztą
                osoby wypowiadające się na forum nie chcą nic za darmo. Nie mają złudzeń, że
                kupią piękne mieszkanie za 2 tysiące ani nawet 3 tysiące za metr. Po prostu
                złości je, że ceny nijak się mają do realnej wartości mieszkania. Zwróć uwagę,
                że "realna wartość" mieszkania w Warszawie zawiara już w sobie odpowiednio
                wysoki dodatek za bycie w "stolycy".



                > Po drugie - nie oszukujmy się - mieszkanie to nie są krakersy i jeżeli jakieś
                > sprzedane zostaje od ręki, pierwszemu czy drugiemu klientowi to bynajmniej nie
                > świadczy to o tym, że poszło za cenę rynkową a wręcz przeciwnie - za znacznie
                > niższą.


                Nie. Świadczy to o tym, że poszło za cenę nie wziętą z sufitu. Że właściciel
                posłuchał rad rzeczoznawców, bądź ludzi obeznanych z rynkiem i nie wystawiał
                30-metrowej kawalerki na zadupiu za 150 tysięcy.



                > Po trzecie ani jako osoba kupująca ani jako sprzedająca nie spodziewałam się,
                > że zajmie mi to dwa tygodnie, nastawiłam się raczej na kilka miesięcy
                > poszukiwań i nie uważam wcale, że jeśli mieszkanie od 2 miesięcy jest na rynku
                > i nie zostało sprzedane to już należy obniżać jego cenę. To byłby absurd.


                A dla mnie było niespodzianką, że mając niewielkie wymagania, realne podejście
                do rynku i (moim zdaniem) nienajgorszą zdolność kredytową nie mam szans na kupno
                przyzwoitego mieszkania. Ja również nie spodziewałam się, że zajmie mi to 2
                tygodnie lecz znacznie więcej, co nie zmienia faktu, że im więcej czasu mija, im
                więcej spotkań i rozczarowań tym bardziej żałuję, że nie mam skóry słonia.
                Cóż jeszcze? Nikt nie każe właścicielom obniżać cen po 2 czy nawet 10
                miesiącach, bo to w końcu ich mieszkanie, czas, pieniądze... Ale absurdem
                nazwałabym coś innego. Po lekturze tego wątku chyba wiadomo co.



                > Po czwarte - Negocjować należy zawsze - najwyżej nic z tego nie wyjdzie-
                > próbując nic nie tracimy a możemy wiele zyskać


                Tutaj zgadzam się w całej rozciągłości. Chyba pierwszy raz :)


                > Po piąte - równie wiele agencji nieruchomości próbuje namówić właścicieli do
                > zaniżania cen mieszkań jak i do zawyżania


                Tutaj niestety nie mam doświadczeń.


                > A ostatnia uwaga - znalezienie rzetelnego pośrednika jest w tym mieście bardzo
                > trudne, co mnie przyznaję dziwi, bo z samego rachunku prawdopodobieństwa
                > powinno wynikać, że przy takiej ich ilości w Warszawie - jacyś powinni się
                > trafić.

                Prawda.


                Pozdrawiam
        • kalinka07 Re: Chcę kupić mieszkanie w Warszawie 29.06.05, 12:18
          Gość portalu: Pola napisał(a):

          > ja chcę sprzedać mieszkanie! Bez pośredników!

          Powinnaś napisać coś więcej. Minimum informacji to metraż mieszkania i jego
          lokalizacja. Jeśli masz do sprzedania mieszkanie dwupokojowe czekam na maila.

          Pozdrawiam
          Kalina
          • kalinka07 Kochani, podpisałam umowę przedwstępną :))) 08.08.05, 20:17
            Chciałam się z Wami podzielić radością. W piątek podpisaliśmy umowę przedwstępną
            i najprawdopodobniej 1 listopada zamieszkamy już u siebie. Głowa do góry dla
            szukających swojego kąta. My znaleźliśmy w momencie, gdy się tego najmniej
            spodziewaliśmy.

            Pozdrawiam gorąco

            Kalina
              • kalinka07 Re: Kochani, podpisałam umowę przedwstępną :))) 09.08.05, 16:49
                Pewnie, że można. Mieszkanie ma 45,3 m2 - dwa pokoje z widną kuchnią. Jest
                rozkładowe i po remoncie. Znajduje się na Bemowie. Niestety wielka płyta, ale z
                naszymi finansami wiedzieliśmy, że stać nas tylko na takie. Poza tym zakup jest
                przez agencję. Jeśli śledziłaś (-łeś) wątek to wiesz, że chcieliśmy tego
                uniknąć, ale teraz nie żałujemy. Dlaczego? Po pierwsze - cena (łącznie z
                prowizją agencji) wynosi 160 tys. Na tym samym osiedlu oglądaliśmy mieszkanie
                prawie 4 m2 mniejsze po remoncie za 173 tys., przepraszam te 3 tys. były do
                stargowania, więc za 170 tys. I jeszcze jedno - 41,4 m2 do całkowitego remontu
                za 142 tys. bezpośrednio. Muszę przyznać, że w ogóle się nie targowaliśmy, bo
                baliśmy się stracić okazję. Po drugie - oferta była przyjęta przez agencję na
                wyłączność, więc nie było możliwości kupienia tego bez pośredników. Po trzecie -
                wreszcie trafiliśmy na poważną i kompetentną agencję. Załatwili wszystko -
                sprawdzili papiery w spółdzielni, przygotowali umowę przedwstępną i będą również
                przy przekazaniu mieszkania. Oczywiście, gdyby była szansa nie dokładania tych
                10 tys. do ceny bylibyśmy bardziej zadowoleni, ale i tak nie narzekamy.
                Myśleliśmy, że za te pieniądze to kupimy co najwyżej 38 m2, a jest całe 7 m2
                więcej:)
                A co do zniechęcenia. Sama nieraz byłam w niezłym dołku. Zaczęliśmy szukać mniej
                więcej w tym samym okresie co ty. Ostatnio nieco spasowaliśmy, bo mielismy
                ważniejsze sprawy na głowie. Przeglądaliśmy tylko internet i prasę. "Nasze"
                ogłoszenie wytropił mój mąż. Poszliśmy trochę na zasadzie - kupił, nie kupił,
                zobaczyć warto. Nauczeni poprzednimi doświadczeniami braliśmy poprawkę na to, że
                wyremontowane mieszkanie może oznaczać tyle, że ktoś maznął ściany białą farbą,
                a w łazience jest glazura i terakota sprzed 10 lat. W tym przypadku tak nie
                było. Efekt? W poniedziałek pierwsza wizyta w mieszkaniu, środa - rzeczoznawca,
                piątek - umowa. Dlatego nie poddawać się!

                Pozdrawiam

                Kalina
              • monia_77 Re: Kochani, podpisałam umowę przedwstępną :))) 22.08.05, 20:23
                Serdecznie gratuluje zakupu. Nie wiedzialam, ze moze byc taki popyt na Bemowo,
                mieszkalam tam 16 lat i mysle ze to dobry wybor. Obecnie mieszka tam moja mama
                i ma mieszkanie o dokladnie takim samym metrazu, kto wie moze bedzie chciala
                sie przeniesc blizej mnie. Weszlam na ten watek calkiem przypadkowo i musze
                przyznac ze zaczynam sie zastanawiac nad sprzedaza moje kawalerki.

                No i ciekawa jestem opinii ile moze kosztowac mieszkanie z wielkiej plycie 30
                m2 przy ul. Rembielinskiej (Centrum Brodna). Zeleta mieszkania na pewno jest to
                ze jest bardz dobry dojazd komunikacja miesjska do centrum, dwa tramwaje do
                metra W-w Gdasnska i mnostwo autobusow. Przystenek w odleglosci kilkuset metrow
                od bloku.

                Kawalerka jest faktycznie wyremontowana, aczkolwiek i kuchnia i lazienka moga
                wymagac interwencji nowych lokatorow, ogolnie ladnie to wyglada ale na scianach
                sa tapety, w lazience wokol wanny glazura. W pokoju i przedpokoju polozona jest
                gladz na scianach i w zeszlym tygodniu malowalam, beda 2 pojemne szafy komanora
                w przedpokoju, scianka odgradzajaca przedpokoj od pokoju, karton gips (tworzy
                wneke na szafe oraz ma podswietlane polki), nowe OKNA PCV, w najblizszym czasie
                remontuje takze balkon.

                Blok zostal niedawno przejety przez wspolnote i wedlgug planu prac remontowych
                (wpolnota zaciagnela kredyt) blok bedzie ocieplony i bedzie mial wymieniona
                instalacje grzewcza (chociaz Zeran kotluje jak diabli w zimie) do konca 2007.
                Obecnie jest maksymalnie wyremontowana klatka schodowa.

                Aha jest to 3 pietro i widna, aczkolwiek jednoosobowa kuchnia.

                No wiec powiedzcie obiektywnym okiem po moim opisie jaka realna cene moge
                ustalic? Co powinnam zrobic, jezeli chcialabym mieszkanie o kilka metrow
                wieksze? Zalezy mi na oddzielnej sypialni wiec mysle o metrazu do 45 m2. Moze
                byc Grochow i Targowek, gdyz polubilam te dzielnice. Mieszkam tam od 5 lat i w
                porownaniu z dojazdami z Woli, Praga zdecydowanie bardziej mi odpowiada.
              • kalinka07 Re: Kochani, podpisałam umowę przedwstępną :))) 14.09.05, 23:15
                YYYsi :)

                Ja również gratuluję! Choć ze sprzedażą jest zazwyczaj nieco łatwiej ;) Ale
                tylko "zazwyczaj", co? ;)Jakoś się układa, choć ja ciągle jeszcze za każdym
                razem jak mówię o tym mieszkaniu to odpukuję w niemalowane, bo umowę właściwą
                podpisujemy dopiero po 15 pażdziernika. Ale jestem dobrej myśli.

                Pozdrawiam
                K.
      • yolantasa Re: Chcę kupić mieszkanie w Warszawie 13.09.05, 09:35
        Znam ten ból, ja szukam od 2 m-cy i dochodze do wniosku ze ci ludziepowariowali
        z tymi cenami. Mój znajomy opowiadał mi w jaki sposób ceni sie rynek
        nieruchomości. Poporstu kilku developerów sie składa, wykupuje artykół w
        gazecie, jak jest jeszcze opatrzony znanym na rynku nazwiskiem to czysty
        zysk..rynek wtórny tez sie na tym zworuje..myśle że nie będzie lepiej ... tym
        bardziej że jest tyle mieszkań do sprzedania które z racji ceny sprzedawane sa
        miesiącami...a nie są warte nawet połowy czasem...
      • belika Chcę sprzedać mieszkanie w Gdyni 13.09.05, 16:17
        ..i co? Ludzie boją się kupowac bez pośredników, a ja akurat nie bardzo garnę
        sie do płacenia prowizji - bo i po co? Bez pośrednika kupiłam dom to i
        mieszkanie chyba można, każdy ma prawo wszystko sprawdzić sam...ale boja
        się...mam czas jeszcze poczekam.

        A może ktos jest zainteresowany kawalerką w Gdyni?
    Inne wątki na temat:

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka