Gość: sabinka
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
28.06.05, 14:32
Mam problem. Od kilku tygodni (albo i dłużej) rozglądamy się z mężęm za
mieszkaniem. W końcu - znaleźliśmy. Lokalizacja - 8 minut tramwajem od
centrum, cisza i spokój, mieszkanie do odświeżenia - drobne usterki, w
przyszłości czeka mnie zadudowa kuchni - bo ta mi się nie podoba. Wielka
łazienka, trzy pokoje, balkon od strony południowej, skosy (tak jak lubimy).
Ideał! Chcemy je kupić. Okazało się jednak, że cała moja rodzina świetnie się
zna na kupowaniu mieszkań, że mam sprawdzić jeszcze to i to, i tamto, a tak w
ogóle to ono się mieści na piątym piętrze bez windy!
Ja rozumiem, wiem, że to wysoko. Ale mam takie odczucie, że gdyby to było na
czwartym, to by się też czepiali. No bo czym się różni wnoszenie wózka z
dzieckiem (którego notabene jeszcze nie mamy) (i który można zostawić w
wózkarni) na czwarte, a na piąte piętro?
Jednym piętrem.
Wszyscy, którzy "chcą dobrze", doprowadzają mnie po prostu dos zewskiej pasji
mówiąc "a ty wiesz co to znaczy wnosić ziemniaki na piąte piętro..."
To ja tam chcę mieszkać, wiem na co się decyduję przecież!
Pomóżcie, bo po prostu już z nerwów schudłam chyba z pięć kilo i jak tak
dalej pójdzie, to zniknę :///