kina74
16.08.05, 18:05
Nasza spółdzielnia jest malutka, ale dzieją się w niej bardzo dziwne rzeczy.
Prezes ma wszystko w głebokim poważaniu, ma gdzieś wszystko i wszystkich
oprócz własnych interesów oczywiście. Rada Nadzorcza pełni funkcję papierową,
nie ma nic do powiedzenia. Spółdzielnia niby jest po rozliczeniu inwestycji,
ale ciągle okazuje się, że trzeba na coś dopłacać. Oczywiście większość
spółdzielców się tym nie przejmuje i nie płaci tych dodatkowych kosztów mając
w ręku akty notarialnie i twierdząc że jedno rozliczenie kosztów budowy już
było. Kilka lub kilkanaście osób procesuje się ze spółdzielnią, a
spółdzielnia z nimi. Ci co płacą wszystko regularnie boją się, że w razie
przegranych przez spółdzielnię spraw będą musieli ponosić za to koszty... I
już nie mówię o koszstach typu prawnicy spółdzielni, koszty sądowe itd, ale
np. o to, że trzeba będzie przecież spłacić zobowiązania spółdzielni wobec
wykonawców itd. Do tych osób należę również ja. Zastanawiam się, czy w takiej
sytuacji pomogłoby zrezygnowanie z członkowstwa w spółdzielni. Wiem, że moje
obowiązki jako spółdzielcy nie wygasają w momencie rezygnacji, ale odpowiadam
za długi spółdzielni jeszcze przez następny rok począwszy od końca roku
kalendarzowego w którym ze spółdzielni rezygnuję. I tak naprawdę nie wiem do
jakiej wysokości odpowiadam: jedni twierdzą, że do wysokości udziałów w
spółdzielni, inni, że nie ma takiej granicy. Prawdopodobnie zrezygnuję jednak
z członkowstwa, ponieważ nawet będąc członkiem nie mam wpływu tak naprawdę na
żadne decyzje zarządu. I tu pytanie dla naprawdę dobrze poinformowanych i
znających się na prawie spółdzielczym. Co tak naprawdę tracę, a co mogę
zyskać rezygnując z tego członkowstwa. Dodam tylko, że jest to mieszkanie
własnościowe z udziałem w gruncie, posiadam akt notarialny.