karawaka
23.09.05, 21:40
Może ktoś zna się tu na prawie, albo ma doświadczenie w zakresie spraw
spadkowych i będzie mi w stanie pomóc realizować marzenie o Domu:
Sprawa jest teoretycznie prosta - jest w rodzinie od ponad 60 lat działka
(jest wpis w KW, podatki regularnie płacone), a my chcielibyśmy się na niej
budować (co też jest możliwe zgodnie z m-cowym planem zagospodarowania
przestrzennego). Ale tu pojawia się problem - w jaki sposób możemy ją z mężem
przejąć? A historia własności jest następująca:
Właścicielem ziemi jest moja prababcia (zmarła w 1980 roku, nigdy nie zostało
przeprowadzone postępowanie spadkowe, nie pozostawiła testamentu). W chwili
śmierci jej mąż już dawno nie żył, zostawiła czworo dzieci, w tym moją babcię.
Babcia chce się zrzec swojej części (25%?) na naszą rzecz. Z pozostałych
dzieci żyje jeszcze brat babci, pozostała dwójka zmarła po 1980 roku (wątpię,
aby po niech przeprowadzono postępowania spadkowe): po jednej siostrze zostało
dwóch synów (jej mąż też nie żyje), po drugim bracie żona i córka (mieli
jeszcze syna, ale zmarł). Wg moich wyliczeń są zatem następujący spadkobiercy
po prababci:
- moja babcia
- brat babci
- wdowa po drugim bracie babci i ich córka
- dwóch synów po siostrze babci
Jeszcze nie rozmawiałam z wszystkimi, ale najprawdopodobniej wszyscy chętnie
pozbędą się praw do tej działki jeśli ich pospłacamy. Ale tu pojawiają się
moje pytania z których podstawowe brzmi:
Czy warto w to wchodzić?
Jakie procedury i jakie koszty nas czekają?
Jak przeprowadzić postępowanie spadkowe (testamentu nie było) i kiedy my z
mężem wchodzimy do gry?
Jak (i kiedy) babcia powinna zrzec się swojej części na naszą rzecz?
Z jakimi kosztami powinnyśmy się liczyć?
Ile to wszystko może trwać?
Dodam, że wartość tej działki na dzień dzisiejszy to ok. 100 000 zł. Babcia
zrzeka się swojej części więc cena robi się atrakcyjna, ale czy wobec tych
wszystkich niezałatwionych kwestii własnościowych jest sens się w to
zagłębiać? Może prościej (i wbrew pozorom) taniej będzie kupić podobną działkę
na rynku?
Aha, i jeszcz jedna ciekawostka - ta działka graniczy z inną - jej
właścicielami byli Żydzi, którzy zginęli podczas wojny, cała rodzina, nie
pozsotawili spadkobierców - czy to znaczy, że tamta ziemia jest nie do
ruszenia przez nas czy przez kogokolwiek innego? I nigdy nie mielibyśmy sąsiadów?
Wiem, że sprawa jest dość zagmatwana, ale będę wdzięczna za wszelkie wskazówki :-)