Forum Dom Dom
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    kuchnia otwarta na salon?

    30.08.06, 15:06
    Niedługo czeka mnie remont mieszkania. Z uwagi na małe rozmiary kuchni jak
    również przylegającego do niej pokoju pomyślałam o wyburzeniu dzielącej te
    pomieszczenia ścianki i stworzeniu w ten sposób otwartej przestrzeni. Boję
    się jednak o zbyt intensywne rozprzestrzenianie się zapachów z kuchni. Czy
    ktoś może podzielić się za mną swoimi doświadczeniami z posiadania takiego
    rozwiązania w domu/mieszkaniu?
    Pozdrawiam
    Obserwuj wątek
      • login_ani Re: kuchnia otwarta na salon? 30.08.06, 15:24
        Witaj,
        ja miałam w swoim mieszkaniu ślepą kuchnię, w której nie dało się wytrzymać
        podczas gotowania latem. Wyburzyłam ścianę między kuchnią a salonem i nareszcie
        mi dobrze.
        Sposobem na zapachy kuchenne jest dobry wyciąg. Dzięki niemu również nie osadza
        mi się nalot z gazu/ tłuszczu na regałach w salonie.
        Poza tym otwarta kuchnia pozwala na to, by domownicy byli cały czas razem.
        Jedyne o czym musisz pamiętać, to to, aby meble kuchenne, kafelki, podłoga w
        kuchni, pasowały do reszty wnętrza.
        Powodzenia !!!
      • joanna_poz Re: kuchnia otwarta na salon? 30.08.06, 15:56
        ja tez miałam takie rozwiązanie w swoim mieszkaniu i bardzo je sobie chwaliłam.
        Plusy to zwiększenie przestrzeni i możliwość uczestniczenia w zyciu toczącym
        sie w pokoju przy okazji mieszania w garnkach:)
        Dobry okap załatwia sprawę zapachów.

        Teraz żałuję, że w obecnym domu mam te dwa pomieszenia osobno.
        • kjuik123 kwestia sprzatania i wspolzycia spolecznego 04.09.06, 09:35
          owszem, swietny pomysl, ale co moze byc uciazliwe- ciagle sprzatanie na wysoki
          polysk. Nie zamkniesz drzwi do kuchni gdy przyjda niespodziewani gosci, tylko
          usiadziesz z nimi w salonie gdzie bede patrzec na nie umyte jeszcze naczynia,
          rozlane mleko na podlodze itd. Mnie to strasznie denerwuje dlatego wole osobne
          pomieszczenie, tym bardziej ze ulatwia yzic innym osobom w domu-wlaczasz mikser
          czy tluczesz mieso na kotlety nie musisz zmuszac reszty do wylaczenia telwizroa
          ani usilnych prob skupienia sie na ksiazce w rytm bum-bum-bum.a jesli chodzi o
          uczestniczenie w zyciu domownikow..nie przesadzajmy, nikt nie siedzi w tej
          kuchni az tyle zeby sie wyizolowac. Zreszta, u mnie zawsze gdy dzieje sie cos
          ciekawego a mama nie mogla byc z nami(np przygotowywala poczestunek dla gosci)
          to my przychodzilismy do niej, do kuchni wlasnie:)
          • Gość: gugel Re: kwestia sprzatania i wspolzycia spolecznego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.06, 16:21
            to co piszesz to czysta destrukcja - w kuchni nie trzeba "ciągle sprzątać" a
            tylko wtedy kiedy się "nabrudzi", a poza tym nie wyobrażam sobie żeby rozlane
            mleko w kuchni "zamkniętej" mogło sobie spokojnie wsiąkać w podłoże a
            w "otwartej" to juz nie wypada. A teraz z tym twoim bum-bum-bum - ile tych
            kotletów robisz na obiad, ile razy w tygodniu? Robiłaś je kiedyś w życiu?
            trwało to 2 minuty czy 2 godziny? Gotuję dla czterech osób i nigdy ciche bum-
            bum nie trwa dłużej niż 2 minuty...
            • Gość: kjuik123 Re: kwestia sprzatania i wspolzycia spolecznego IP: *.bochnia.pl 04.09.06, 17:46
              Na wyobraznie nie moge wplynac, ale nie zgadzam sie z Toba. O rzeczach
              oczywistych ludzie na pewnym poziomie nie powinni dyskutowac, dlatego pomine
              kwestie scierania rozlanego mleka. Szczerze podziwiam ze masz u siebie tak
              czysto ze mozesz absolutnie w kazdej chwili(!!!) oprowadzac gosci po mieszkaniu,
              ja niestety pieke, gotuje, smaze itd.. wiec w pewnych momentach wole nie martwic
              sie tym ze moglby ktos przyjsc i zobaczyc caly rozgardiasz. Moje , jak piszesz
              bum-bum, to byl przyklad. Taki 'ot', zapewne nie jestem az tak doswiadczona w
              tluczeniu kotletow by pisac na ten temat esej-pozostawie to Tobie. Skupie sie
              tylko na tym, ze gdy czytam literature piekna nie chce siedziec w lazience by
              nie slyszec huku dzialan kuchennych.Jako tak doswiadczona kucharka wiesz
              przeciez ze miksowanie, rozdrabnianie, krojenie nozem elektrycznym, wlaczanie
              przyrzadow(krajalnicy, blendera etc) i sto innych rzeczy ktore kazdy robi w
              kuchni jest halasliwe. Pewne rzeczy po prostu powinny zostac w kuchni, nie
              koniecznie wciagajac na sile reszte rodziny.
      • Gość: uf Re: kuchnia otwarta na salon? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.09.06, 11:14
        Ja tak mam
        Plusy: nio jest fajnie i wygodnie
        Minusy: zapachy, brudy, no i dla mnie przeszkodą są kuchenne hałasy - zmywarka,
        czajnik i wbrew pozorom dużo innych. TV spokojnie nie mozna obejrzeć.
        Rozwiązanie, przynajmniej ja tak planuje: szerokie przesuwne drzwi, ktróre 90%
        czasu będą otwarte i kuchnia będzie tworzyć jedną przestrzeń z salonem. Ale w
        razie potrzeby można się oddzielić
        pzdro
        • nike_air_max Re: kuchnia otwarta na salon? 02.09.06, 12:53
          Właśnie coś podobnego chciałem napisać.
          Hałasy z kuchni mogą być uciążliwe. Mam dość duży
          70m salon z kuchnią i jest właśnie tak
          że wieczorami trochę słychać lodówkę, jak ktoś robi herbatę
          to ten cholerny czajnik na prąd straszny rumor robi itp.
          Mycie naczyń czy to ręczne czy w zmywarce też hałasuje.
          Ogólnie to za dużo nie gotujemy więc jakiegoś
          dramatu nie ma ale..........
          Aha, zlew wypełniony brudnymi naczyniami wygląda w salonie
          trochę nie teges, szczególnie czasie imprezki kiedy przerób jest
          duży.
          I jeszcze karaluchy się rozłaża po całym pokoju zamiast siedzieć
          tam gdzie ich miejsce.
          .
          .
          .
          to ostatnie to żart oczywiście
            • titta Re: kuchnia otwarta na salon? 04.09.06, 11:07
              Muzykiem? Mi slon nadepnal na uszy (oba), a po mieszkaniu w tzw. studio, raz na
              zawsze wyleczylam sie z checi posiadania laczanej kuchni, wlasnie ze wzglegu na
              halas: okap, lodowka, zmywarka doprowadzaja mnie do bialej goraczki
              (szczegolnie wieczarem, gdy ogolnie jest cicho)...
            • nike_air_max Re: kuchnia otwarta na salon? 04.09.06, 12:49
              uważasz, że tylko Blechacz może usłyszeć czajnik?
              ja mówię o 70m2 to nie 70mb, do rzeczonego czajnika mam
              z kanapy w prostej linii jakieś 3-4m więc nie rozumiem
              twojego zdziwienia.
              ATSD czajnik ze stopą grzejną to usłyszy chyba każdy
              niezależnie od odległości.
              Oczywiście można zmienić czajnik ale myśmy się ogólnie już
              przyzwyczaili.
              Ja osobiście lubię przestrzenie i w małych pomieszczeniach
              czuję się teraz dość klaustrofobicznie chociaż wychowałem się
              w 2 pokojach na 40m2.
              Myślę, że pomysł na połączenie kuchni i salonu
              nie jest najgorszy ale są pewne ujemne strony, z którymi
              trzeba się liczyć.
          • cholita Re: kuchnia otwarta na salon? 03.09.06, 01:36
            każde drzwi są izolacją - nie gorszą niż zwykle - skrzydło na zawiasach.
            ja mam kuchnię przeniesioną do pokoju, z którego jest wyjście na taras (cała
            instalacja była przekładana) i w ścianie do sąsiedniego pokoju jest dwumetrowej
            szerokości otwór z drzwiami łamanymi (dwa skrzydła)
            i to jest super - 90% czasu drzwi są i tak otwarte, ale jak przychodzi
            koleżeństwo do moich dzieci nastoletnich i zaczynają buszować po kuchni to
            spokojnie zamykam sobie te łamane drzwi i mogę dalej zalegać z książką na
            kanapie - i o to właśnie chodzi.
            Oczywiście kuchnia i pokój mają niezalezne drzwi do przedpokoju.
            A gdy są te drzwi otwarte to jest tak wielka przestrzeń! (całe mieszkanie ma 70
            m kw, kuchnia 14 a pokój 20)
            Stół wielki jest w kuchni - ale nie ma problemu z uroczystymi posiłkami - po
            prostu wcześniej się wszystko gotuje, sprząta w kuchni i potem zasiadamy .... a
            na kawę do pokoju, na kanapy.
            No i wyjście na wielki taras - jest w kuchni ale blisko przejścia do pokoju,
            więc wszystko się pięknie łączy - a latem i tak jak tylko nie pada to jemy na
            tarasie - i to właśnie zdecydowało o przeniesieniu kuchni do pokoju z tarasem.
            Polecam więc połaczenie kuchni z pokojem ale z drzwiami (szerokimi)
      • Gość: mili_vanili Re: kuchnia otwarta na salon? NIE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.06, 23:37
        mam od dwóch lat otwartą kuchnię na jadalnie i salon.

        obecnie robię wysoki barek by odgrodzić choć trochę widok zlewu/kuchenki od
        salonu. Nie zamknęłabym się znów w kuchni, ale choć częściowe zamknięcie jest
        lepsze (wspomniane drzwi np.).
        Lubię porządek, ale i lubię gotować, i nikt mi nie powie, że regularne
        gotowanie jest idealnie czyste. A i nie zawsze chce, by np. goscie patrzyli mi
        na ręce, garki, ścierki.
        Stanowcze NIE dla całkowicie odsłoniętej kuchni
      • Gość: Gość Re: kuchnia otwarta na salon? IP: 80.50.243.* 02.09.06, 11:03
        Od czterech lat mieszkam w mieszkaniu z kuchnią połączoną z salonem i uważam, że
        jest to świetne rozwiązanie. Zapachy mi osobiście nie przeszkadzają, aż dotąd
        nie myślałam o nich w kategorii problemu, z odgłosami trochę gorzej, ale
        przecież ile czasu jest włączony mikser, woda w zlewie/zmywarka? A jak już
        zauważyły inne osoby, pozwala na bycie razem nawet jak jedna osoba siedzi w
        salonie, a druga gotuje. Poza tym bliskość kuchni jest bardzo wygodna. Na tyle
        jestem zadowolona z rozwiązania, że powielę je jeśli będę się przeprowadzała.
        • leoleo wielki plus 02.09.06, 12:33
          kwestia zapachów nie istnieje za wyjątkiem długiego gotowania kiszonej kapusty
          większa przestrzeń - stawiasz główny stół w miejscu byłej ściany, a wpokoju
          tylko jakiś malutki plus fotele
          jeżeli masz dzieci to masz je na oku
          jeżeli masz gości to masz z nimi kontakt
          jeżeli oglądasz tv to masz z nią wystarczający kontakt
          muzyka podczas prac w kuchni
          kwestia hałasów jest nieistotna - jeżeli koncentrujesz się na tv to nie myjesz
          garów a zmywarka nie chodzi 24 h
          oszczędzasz drogę - sama wiesz ile razy chodzisz naokoło (zwykle) z kuchni do
          pokoju
          mam 20-letnią praktykę
          leoleo
              • mika_p Re: wielki plus 06.09.06, 00:29
                Od małego dziecka lepiej odgrodzić się drzwiami - na przykład w momencie
                odlewania makaronu, ziemniaków, smażenia czegoś co pryska, pieczenia w
                piekarniku, trzeba być stuprocentowo pewnym, ze dziecko nie wejdzie pod nogi.
                Lepiej, żeby dziecko popłakało 2 minuty pod drzwiami kuchni, niż zostało
                oparzone gorącą wodą czy tłuszczem.
                A niestety, przez kilka kwartałów trwa taki okres w życiu dziecka, ze jest ono
                już dosc sprawne fizycznie by nie dac sie unieruchomić w kojcu, a dość
                głupiutkie, by nie słuchać poleceń.

                --
                Należę do Płockich Mam oraz Kwietniowych Mam 2005
      • mary_elx kurna chata? 02.09.06, 11:11
        Łączenie kuchi z salonem to atawizm projektantów i ludzi, którym takie
        rozwiązanie się podoba. Kuchnia połączona z salonem to rozwiązanie znane z tzw.
        kurnej chaty pańszczyxnianej, gdzie w jednej izbie był kumin i legowisko, a za
        przepierzeniem mieszkały bydlątka. W domach szlacheckich i mieszzczańskich
        NIGDY nie łączono kuchni z pomieszczeniami mieszkalnymi. Kuchnia była dla
        służby. To było pomieszczenie robocze, gospodarcze... potrzebne tak samo jak
        majtki czy biustosz, ale przecież nie wystawiane na widok publiczny! Równie
        dobrze możnaby połączyć z salonem toaletę! Przecież siedząc w wannie albo... na
        wychodku można tez oglądać TV i uczestniczyć w zyciu rodzinnym... W końcu każdy
        pisia i kupka, więc co to za problem robić to na widoku pozostałych domowników.
        • maisy Re: kurna chata? 02.09.06, 11:40
          to wszystko prawda, ale wtedy mialo sie sluzbe, ktora nie uczestniczyla w zyciu
          towarzyskim domu, teraz ciezko pogodzic z tym prace w kuchni, jezeli nie ma sie
          sluzacej lub nie korzysta z cateringu, nie zawsze da sie wszystko zrobic
          wczesniej. No chyba za zapraszamy tylko na kawe i ciasto. Ale gusty i
          przyzwyczajenia sa rozne, jedni wola kuchnie otwarta a inni nie. I dlatego nie
          jest nudno.
        • Gość: ifonek Re: kurna chata? IP: *.polcard.com.pl 02.09.06, 11:46
          Chciałabym mieć taką dużą kuchnię, żeby nie mieć jej połączonej z salonem. I
          jeszcze dużą spiżarnię. I salon z kominkiem. A w ogóle to marzy mi się taki
          klasyczny polski dworek, najlepiej gdzieś w górach. I nawet obywałabym się bez
          służby do sprzątania.... ;-)
          Niestety najczęściej nasze blokowe realia zupełnie nie przystają do "Polski
          szlacheckiej" czy nawet "mieszczańskiej".
          Mam kuchnię połączoną z salonem, dzięki temu cała rodzinka może sobie
          posiedzieć razem, sprzęty kuchenne wcale nie robią aż tyle hałasu, jeśli więc
          masz mały metraż do zagospodarowania to połącz te dwa pomieszczenia - w
          zabieganym życiu umożliwia to codzienne kontakty międzyludzkie.
        • panisiusia Re: kurna chata? 02.09.06, 12:02
          Imho dosyć ciężko usiąść na wychodku. Zwłaszcza, jeśli jest się w łazience...
          A przez pannę Mary jakieś drobnomieszczańskie kompleksy przemawiają? Owszem,
          mogłabym zbudować osobne wyjście do kuchni, ale nie wiem, czy mój gotujący mąż
          chciałby być traktowany jak służba...
          W kuchni mojej prababci służące nie miały ciepłej wody, lodówki, musiały skubać
          kury i patroszyć ryby, latem godzinami smażyć konfitury, bo nie było
          żelfixów...Kuchnia była pomieszczeniem gospodarczym, a dziś jest towarzyskim.

          A jeśli już się bawić w heraldykę: większość społeczeństwa ma jednak
          nieszlacheckie korzenie, więc czemu miałaby kultywować nie swoje tradycje ;)
          • colombina wszystko zalezy od stylu zycia 02.09.06, 19:14
            Wpadl mi ostatnio w rece magazyn architektoniczny i opis domu w Kalifornii,
            gdzie malzenstwo zrezygnowalo wogole z "salonu" i zorganizowalo cale dolne
            pietro domu jak wielka kuchnie w stylu wloskim. Wlasciciele uwielbiaja
            przyjmowac gosci i gotowac dla nich i przy nich, stad ten pomysl. Calosc
            wygladala imponujaco. Ale coz, maja ta przewage ze nie zyja w Polsce gdzie
            plebejskosc ich pomyslu bylaby od razu zauwazanona i nalezycie napietnowana.

            A rodakom zycze wiecej spontanicznosci i mniej opiniotworczosci.

            --
            "Ruskie tez jako slowianie walczyli za Polske." <presentation1>, Forum GW
            • Gość: mary gdyby mnie ktoś zaprosił, żeby przy mnie gotować.. IP: 217.153.205.* 04.09.06, 08:28
              to pewnie bym nie przyjął zaproszenia. Ale ja na szczęście nie mam takich
              znajomych. Ciekawe czy zaproszeni goście muszą pomagac w gotowaniu - np.
              obierają kartofle, lepią pierogi, oprawiają drób... Może nawet w dobrym tonie
              kalifornijskim jest przytrzymanie za nogi królika, kiedy pan domu będzie go
              obdzierał ze skóry i patroszył.... Dobrze, że są zmywarki, bo inaczej to pewnie
              wyoadałoby tez umyć gary po obiedzie.

              A wogóle to pójdźmy dalej: skoro można pitrasić przy gościach, to dlaczego nie
              zaprosić ich do innnych rodzinnych zajęć! Można na przykład iść razem do łóżka
              i wspólnie się tam "integhrować" w trójkę, czwórkę albo i piętnastkę. To akurat
              by mi sie może i podobało...
              • Gość: ale, ale Re: gdyby mnie ktoś zaprosił, żeby przy mnie goto IP: *.aster.pl 04.09.06, 12:42
                ale co masz na myśli: trójkę, czwórkę czy piętnastkę?:))))

                a tak na serio, to mam taką kuchnię i ogólnie nie jest źle...ale, w następnym
                mieszkaniu coś wymyślę, żeby się jednak odgrodzić...tu zostawilam dużą
                przestrzeń i ogólnie mieszkanie sprawia wrażenie dużo, duzo większego i jest ok
                tylko te odgłosy, nie miałam pojęcie, że to tak przeszkadza...niestety i
                czajnik na prąd i zmywarka i zmywanie, i robienie hersbaty/kawy, wszytko
                przeszkadza w salonie jeśli się cos ciekawego ogląda....to jedyne
                zastrzeżenie...a i dodam, że kuchnia jest za winklem czyli salon + kuchnia
                tworzą literę L więc nie widzimy całej kuchni (to i dobrze bo nie musze ciągle
                sprzątać)jednak te odgłosy sa uciążliwe, neiestety...:((((
              • colombina Re: gdyby mnie ktoś zaprosił, żeby przy mnie goto 04.09.06, 15:00
                Gość portalu: mary napisał(a):

                > obierają kartofle, lepią pierogi, oprawiają drób... Może nawet w dobrym tonie
                > kalifornijskim jest przytrzymanie za nogi królika, kiedy pan domu będzie go
                > obdzierał ze skóry i patroszył.... Dobrze, że są zmywarki, bo inaczej to pewnie

                Masz klopoty ze zrozumieniem prosciutkego tekstu? Nie pisalam o tonie
                kalifornijskim, bo tu akurat w dobrym tonie jest akceptowanie u innych wybranego
                przez nich stylu zycia. Pisalam o jednej, konkretnej parze, ktora lubi co lubi
                i wg tego wybiera jak wyglada ich dom.

                > A wogóle to pójdźmy dalej: skoro można pitrasić przy gościach, to dlaczego nie
                > zaprosić ich do innnych rodzinnych zajęć! Można na przykład iść razem do łóżka
                > i wspólnie się tam "integhrować" w trójkę, czwórkę albo i piętnastkę. To
                > akurat by mi sie może i podobało...

                Co za skojarzenia? Ale jak mowi przyslowie, w starym piecu diabel pali.
                Ale z jednym musze sie zgodzic, ze lepsza taka integracja niz zwyczaje z dworkow
                szlacheckich, gdzie pan molestowal w czladnej mlode dziewczyny wbrew ich woli a
                zona udawala ze nic nie widzi.


                --
                "Ruskie tez jako slowianie walczyli za Polske." <presentation1>, Forum GW
                • Gość: mary sio do czeladnej! IP: 217.153.205.* 04.09.06, 19:05
                  >Ale z jednym musze sie zgodzic, ze lepsza taka integracja niz zwyczaje z
                  >dworkow szlacheckich, gdzie pan molestowal w czladnej mlode dziewczyny wbrew
                  >ich woli a zona udawala ze nic nie widzi.

                  Ale dzięki temu i w tobie płynie odrobina szlacheckiej posoki...
                  • colombina kysz z salonu 04.09.06, 19:09
                    Gość portalu: mary napisał(a):

                    > Ale dzięki temu i w tobie płynie odrobina szlacheckiej posoki...

                    ... a w tobie lokajskiej


                    --
                    "Ruskie tez jako slowianie walczyli za Polske." <presentation1>, Forum GW
                    • niemyte_mohery noblesse oblige 04.09.06, 21:55
                      Tu trafilas, ponoc panie z wyzszych sfer lubily odkurzyc garnitur gentyczny ze
                      stajennymi albo lokajami. Sadzac po jezyku i argumentacji <mary> w jej przypadku
                      eksperyment genetyczny przodkini to klapa.
              • nessuno Re: durne snoby 04.09.06, 16:28
                Gość portalu: Piotrrr napisał(a):

                > Popieram Twoją wypowiedź w pełnej rozciągłości. Lepiej sam bym tegonie napisał
                > :-)

                Chyba uraziłem jakiegoś durnego snoba,bo mój post wycięto.Dalej twierdzę,że
                szczytem snobizmu jest nazywanie kilkunastometrowego pokoju salonem tylko
                dlatego,że jest połączony z kuchnią.Wy durne snoby nawet nie znacie definicji
                salonu.Motłoch nowobogacki i tyle,a słoma dalej wystaje hehehe.
                --
                "marsz,marsz Dombrooski
                z ziemi polskiej do Wolski"
                wPISdu
        • titta Re: kurna chata? 04.09.06, 11:15
          A co? Nie widziales polaczenia salonu z prysznicem?

          Poza tym nawet w dworach szlacheckich kuchnia byla osrodkiem codziennego zycia:
          wszak pani domu nadzorowala co sie gotuje (jako strateg albo "przeszkadzajlo").
          Dopiero w palacach magnackich posiadywanie ze sluzba bylo dyschonorem.
          Mysle, ze najlepsze jest stare rozwiazanie: duza kuchnia, ze stolem - na
          codzien i salon dla gosci i od swieta (ew jeszcze odzielna jadalnia - na
          wielkie okazje). Tak to funkcjonowalo u moich dziatkow, tak funkcjonuje u
          rodzicow i ich sasiadow. Ja na razie mam salon-kuchnie-sypialnie w jednym...
          ale juz nie dlugo....
        • nike_air_max Re: kurna chata? 04.09.06, 13:56
          Na dworze francuskim sikano do kominków
          a resztę załatwiano na klatkach schodowych.
          Ale kuchnia była osobna- taki atawizm szlachecki.
          A przecież co Francuz wymyśli.....
          Nie wszyscy jednak snobują się na szlachtę.

          btw masz łeb dzika "w salonie" na scianie?

          Zgodzisz się chyba, że czasy mamy teraz inne
      • ewamalgorzata Re: kuchnia otwarta na salon? 02.09.06, 11:28
        Ja uważam, że połączenie pokoju dziennego z kuchnią ma sens w dwóch
        przypadkach: gdy kuchnia jest klaustrofobicznie mala i gdy jesteś w stanie
        utrzymywać w niej porządek. W moim poprzednim mieszkaniu przy powierzchni
        kuchni niecałych 6 m2 - było to niezłe rozwiązanie. W obecnym, gdzie kuchnia ma
        12 - nie miałam takiej koncepcji.. Poza tym: okazało się, że osobna kuchnia
        wcale nie ogranicza życia rodzinnego.. i tak wszyscy albo siedzą w kuchni albo
        w swoich pokojach:) Najmniej wykorzystywanym pokojem w naszym mieszkaniu jest
        własnie salon:) Całe zycie rodzinne toczy się w kuchni, gdzie jest i tak sporo
        miejsca, gdzie zmieścił się wreszcie duży, dębowy, okrągły stół, gdzie najmilej
        się siedzi z rodzina i z przyjaciółmi... Jak powiedziała moja przyjaciółka -
        "Tobie nie było potrzebne większe mieszkanie, tobie była potrzebna większa
        kuchnia":)
        --
        Jest taki kraj na południu, gdzie wyspy toną w błękitach
        Gdzie Bog zapomniał o grudniu
        I zawsze dźwięczy muzyka
      • maisy Re: kuchnia otwarta na salon? 02.09.06, 11:33
        Jestem za. Kiedys mialam kuchnie osobna, oddzielona od pokoju dziennego
        korytarzem i czulam sie w zwiazku z tym jak kura, bo omijaly mnie duze fragmenty
        zycia towarzyskiego. Sprawe zapachow rozwiazuje dobry wyciag, ktory do tego nie
        halasuje, postep w tej dziedzinie jest ogromny. Zmywarki sa tez rozne, teraz mam
        zabudowana i wogole jej nie slychac, tylko wtedy jak skonczy, bo piszczy.
        Poprzednio mialam glosna, ale wtedy wlaczalam ja glownie na noc (wtedy tez mam
        tanszy prad), albo gdy wychodzilam z domu. Co do lodowek, to dawno juz nie
        sptkalam sie z taka, ktora warczy. Nie wstawilabym natomiast pralki do otwartej
        kuchni, tutaj halasu nie da sie uniknac. Mimo tego, moim zdaniem kuchnia otwarta
        jest dla utrzymujacych porzadek i tych co lubia miec pochowane rzeczy. Widok
        wiszacych lyzek lub stojacych roznych butelek nie jest powalajacy. Ja mam
        kuchnie czesciowo oddzielona - od strony pokoju szafki o wys ok. 120 cm, ale
        nie na calej dlugosci, bo koncza sie stolem. Ewentualnego balaganu na plycie
        grzejnej i okolicach nie widac od strony pokoju. No i oczywiscie zabudowa kuchni
        musi pasowac do pokoju (np. zrezygnowalam z kafelkow na rzecz plyt maskujacych,
        cos jak blaty robocze tylko ciensze - moim zdaniem byl to dobry pomysl i
        sprawdza sie), w zwiazku z czym trzeba sie liczyc z wydatkami. Jakbym jaszcze
        raz miala urzadzac mieszkanie zrobilabym podobnie, ale wiem, ze niektorzy
        niezbyt dobrze sie w takich rozwiazaniach czuja. Pozdrowienia i zycze dobrych
        pomyslow.
        • Gość: ktosia Re: kuchnia otwarta na salon? IP: *.adsl.wanadoo.nl 02.09.06, 12:23
          Ja mam otwarta kuchnie,bardzo sobie chwale.Dobra wentylacja likwiduje zapachy.Nie mam halasliwych
          sprzetow tylko piekarnik czasem szumi :)
          Salon mam tak umeblowany,ze nie siedzi sie na wprost zlewu.Poza tym miedzy kuchnia a salonem mam
          zawieszone kotary i jak jest potrzeba moge kuchnie odseparowac wizualnie jednym ruchem
          reki.Najfajniej jest zaprosic kilku przyjaciol i razem gotowac pijac winko.Na codzien tez
          praktyczne,ogladasz na kanapie TV i tylko czasem podejdziesz do garnka zamieszac :)
      • Gość: bietka Re: kuchnia otwarta na salon? IP: *.kosson.com 02.09.06, 12:19
        Otwarta kuchnie powiększa przestrzeń której jest tak niewiele w małych
        mieszkaniach.Przydaje się rónież wtedy gdy prowadzisz dom otwarty i miewasz
        często gości. Przyjemniej jest wtedy uczestniczyć w towarzyskim spodkaniu nawet
        wtedy gdy obowiązki gospodyni wymagają twojej obecności w kuchni. Masz więcej
        przestrzeni, ale w zamian za to wszystkie kuchenne zapachy rozchodzą się po
        całym mieszkaniu. Nie wierz w to, że wyciąg załatwi skutecznie problem
        kuchennych odorków i osiadającym wraz z parą na wszystkich meblach tłustym
        kuchennym brudkiem :(
        Ja zdecydowałam się na kuchnię zamkniętą i chwalę to sobie :) Mam bardzo duże
        mieszkanie i nie musiałam walczyć o dodatkową przestrzeń. Mogę pozwolić też
        sobie na odrobinę bałaganu w kuchni.Przy licznej rodzinie naprawdę trudno jest
        utrzymać sterylną czystość :-(( która jest raczej niezbędna w sytuacji gdy
        kuchnia jest częścią salonu.


        • lemikki Re: kuchnia otwarta na salon? 02.09.06, 12:57
          > Nie wierz w to, że wyciąg załatwi skutecznie problem
          > kuchennych odorków i osiadającym wraz z parą na wszystkich meblach tłustym
          > kuchennym brudkiem :(

          nie uważam byś powinna nie wierzyć w dobry wyciąg. mieszkałam kilka dobrych lat
          na poddaszu, w którym kuchnia była połączona z salonem i gdzie wyposażenie było
          wręcz luksusowe i takim pozostało. nie zauważyłam, żeby takie rozwiązanie
          przysparzało mi więcej brudu, czy tłustego osadu lub w jakiś inny sposób
          niszczyło wnętrze salonu. popieram pomysł i zgadzam się z większością.

          --
          Są rzeczy znane i nieznane, a pomiędzy nimi drzwi...
      • Gość: star99 Re: kuchnia otwarta na salon? IP: *.tpnet.pl 02.09.06, 12:24
        a ja osobiscie raczej odradzam, choc to zalezy od stylu zycia domownikow.
        sama do niedawna mialam tzw. aneks kuchenny, polaczony z salonem.
        bylo to rozwiazanie dosc ciekawe, bo meble kuchenne i plyta ceramiczna
        znajdowaly sie w obszarze salonu, oddzielone wysoka lada i wysokimi krzeslami, a
        czesc "gospodarcza", czyli lodowki i zlewo-zmywak znajdowaly sie we wnece
        niewidocznej od strony salonu.
        tylko ze dodatkowo mam otwarte schody na 2 kondygnacje, ktore stanowia czesc
        salonu i to juz byla lekka przesada.
        sama osobiscie to zaprojektowalam i wydawalo mi sie, ze wszystko jest
        przemyslane idealnie. poniewaz nigdy nie bylam typem pani domu, ktora realizuje
        sie w kuchni, wiec nie chcialam sie odizolowac od zycia domu.
        jednak koncepcja sie nie sprawdzila i teraz spora kuchnie mam urzadzona w innym
        pomieszczeniu a dawny aneks kuchenny plus wneka, (po rozbiciu sciany) stanowia
        dodatkowa przestrzen salonu.
        bezposrednim powodem byl fakt, ze mam 2 duze psy, dla ktorych gotowalam kasze i
        mieso. malo przyjemne zapachy rozchodzily sie nie tylko po salonie, ale po calym
        domu. poza tym doszlam do wniosku, ze przestrzeni salonu nigdy nie za duzo.
        w ogole zeby pokoj dzienny nazwac salonem to powinien on miec minimum 50 m2

        jesli mieszkanie jest male i rodzina niewielka (2-3 osobowa lub dla singla), to
        mysle, ze mozna sprobowac polaczyc kuchnie z pokojem.
        rowniez nie ma zadnego powodu, zeby korytarz byl zamknieta i niewykorzystana
        przestrzenia. blokowe mieszkanie moich znajomych bardzo zyskalo, gdy polaczono
        kuchnie, korytarz i pokoj dzienny (oddzielone dzwiami sa tylko 2 niewielkie
        sypialnie oraz oczywiscie lazienka). do mieszkania wchodzi sie bezposrednio z
        klatki schodowej i jest super.

        • nisiabu No właśnie 04.09.06, 09:50
          Zgadzam się z poprzednią wypowidzią - czyli w małym mieszkaniu otwarta kuchnia, a jak jest dużo miejsca to fajnie mieć wydzielone miejsce. Moi rodzice mieli otwartą kuchnię, ja od dwóch lat tak mieszkam i bardzo mi się to podoba, połączyliśmy duży pokój w przedpokojem, i przenieśliśmy tam kuchnię a w dawnej kuchni (ok 6m) jest gabinet. Sprawdzało się w czasach bez dziecka, bo jak goście przyszli mogłam robiąc herbatę (nie trzeba od razu przy gościach gotować) z nimi rozmawiać, a teraz gotując mogę patrzeć cały czas na dziecko.
          Przez parę miesięcy przed remontem mieliśmy zamkniętą kuchnię 6m^2 było nam w niej ciasno, bo gotujemy razem, ale nawet jak jedno gotuje a ktoś chce herbatę zrobić, albo coś przegryźć to się zderzaliśmy i stół był mały (60x80), jak goście przychodzili to siedzieliśmy w kuchni...
          --
          Iga urodziła się w domu 15 lutego 2006, 3640g, 56cm.
        • Gość: kiksa Re: kuchnia otwarta na salon? IP: *.catv.net.pl 02.09.06, 13:15
          Dyskusja, jak o wyższości Świąt BN, nad Świętami WN. Naturalnie są różne punkty
          widzenia i jest to indywidualne, zależne m.in. od wieku, stylu życia,
          charakteru, liczności rodziny, jakości zachowań (ile czasu jestem w kuchni, czy
          i jakich gości przyjmuję)itd, itd. Miałem mieszkania: 1. z oddzielną tylko
          łazienką, 2."klasyczne", tzn. wszystko porozdzielane, 3. ze wspólną kuchnią.
          Urządzając obecnie mieszkanie przeforsowałem oddzielną kuchnię. Zwrócę uwagę na
          takie momenty: przychodzą goście w eleganckich kreacjach, garnitury. Jak się
          czują oglądając gary, bądź czując zapachy i natłuszczając siebie i swoje
          ubrania. I wyciąg nic tu nie pomoże. Proszę iść do knajpy i posiedzieć w
          pobliżu kuchni, albo lepiej do pizzerii, gdzie przyrządzają na sali
          restauracyjnej. Jeżeli jest to o czym marzylmy, to nie ma sprawy.
          • she8 Re: kuchnia otwarta na salon? 02.09.06, 13:23
            Moja kuchnia z salonem mają łącznie 60m.Najpierw była to całkowiecie otwarta
            przestrzeń, dwa lata temu zrobiłam "słup", na środku, który oddziela częściowo
            te pomieszczenia.W nim (w tym słupie) umieściłam dużą szafkę typu kargo (z
            boku), z drugiej strony szafkę z szufladami, a wiszącą szafeczkę na szkło
            wbudowałam od strony kuchennej. Jest przestrzennie i ładnie.Ale - jek ktoś
            słusznie napisał - gusta nie podlegaja dyskusji.
      • Gość: milla7 Re: kuchnia otwarta na salon? IP: *.aster.pl 02.09.06, 14:05
        Ja również ma kuchnię polączoną z salonem, razem maja okolo 40m.
        Jak dla mnie to rozwiązanie ma więcej minusów niż plusów.
        Ja np. latem prawie wcale nie uzywam piekarnika. Gorąco jest i w kuchni i w
        pokoju. Tegoroczne lato dalo nam się porzadnie we znaki. Bo dzieci chciały na
        obiad a to pizzę a to kurczaczki pieczone a nawet od czasu do czasu ciasto
        Okna wychodzą na zachód.
        Teraz gdybym miała jeszcze raz sie urzadzac, przynajmniej cześciowo
        odgrodziłabym kuchnię od salonu.
      • bielinka Re: kuchnia otwarta na salon? 02.09.06, 14:21
        Jesli masz mala kuchnie i maly salon to polecam CI polaczeni tych pomieszczen.
        Sama tak mam. Chyba bym sie udusila w mojej kuchni, mimo okna, gdyby nie byla
        polaczona. Zapachy - przy wielogodzinnym gotowaniu bigosu rzeczywiscie
        klopotliwe ale ile razy gotujesz tego typu rzeczy? Balagan w zlewie - bez
        przesady, przeciez nie trzymasz tych naczyn dniami. Halasy - dobry sprzet to
        eliminuje, pozatym czy zyjesz w swiecie ciszy? Nalzey tylko dopasowac wystroj
        kochni do salonu, ale to tez jest sprawa wzgledna. Mozna wlasnie podkreslic ich
        odrebnosc. Gdybym miala duzy dom i mogla miec kuchnio-jadalnie o rozmairach 20
        m to nie laczylabym jej z salonem, ale jak moja kuchnia ma 2,5 x 1,5.... Ktos
        tu jeszcze pisal o problematycznej pralce. Ja akurat pralke mam w przedpokoju
        bo ani w lazience ani w kuchni si enie zmiescila :-) Ale zupelnie - no poza
        wirowaniem - nie przeszkadza i nie jest to jakis super sprzet tylko zwykly
        Indesit kupiony 7 lat temu. Nie daj sie zwiariowac, zrob tka jak Ci bedzie
        wygodnie.
        --
        Odważni nie żyją wiecznie. Tchórze nie żyją wcale.
        • themod głos przeciw 02.09.06, 15:08
          Mieszkamy w 2 osoby w małym 2 pokojowym mieszkaniu.
          Dorzuce zatem moje argumenty przeciw łączeniu kuchni z salonem:
          po pierwsze zapachy - akurat sporo gotujemy, i nie da sie zatrzymac zapachow, poza tym osad pozostaje nie tylko na szafkach kuchennych, ale i na meblach pokoju. Po drugie pokoj połaczony nie jest juz na tyle funkcjonalny: brak intymnosci dla osoby ktora tam spi, gdy np ja sobie cos gotuje.
          Mysle ze rozwiazanie jest dobre ale w wiekszym mieszkaniu (+60 m2) lub przy małej ilosci mieszkancow.
          Pzdr
      • magdalaena1977 Re: kuchnia otwarta na salon? 02.09.06, 19:33
        Mieszkam sama i moje mieszkanko wybrałam właśnie dlatego , że miało (na 43 m2)
        osobna kuchnię. Jestem z tego bardzo zadowolona.
        Po pierwsze urządzanie wspólnego pomieszczenia wymaga pewnych poświęceń na rzecz
        stylu. Taki naprawdę klasyczny salon będzie głupio wyglądał, jeśli ni stąd
        będzie się łączył z kuchnią.
        Po drugie juz kilka rzeczy przypaliło mi się tak, ze zapach obejmował cała
        kuchnię (mimo sprawnego wyciągu).
        Po trzecie goście. Ja wolę mieć "brudne" zaplecze, gdzie odstawiam brudne
        talerze do zlewu, może mi się coś wylać itp. niż robić to na oczach wszystkich w
        salonie. IMHO dla przyjmowania gości w kuchni trzeba być superporządnickim i
        sprawnym kucharzem.

        --
        Magdalaena
      • ppo Nie warto. 02.09.06, 22:11
        Chyba, że jesteś fanatyczką sprzątania i zawsze masz w kuchni jak w sali
        operacyjnej. W przeciwnym razie niezapowiedziana wizyta teściowej może być
        krępująca. Kuchnia to kuchnia. Tam się gotuje, "paruje", smrodzi i hałasuje.
        Zwłaszcza w małym mieszkaniu kuchenna krzątanina może być denerwująca dla "pana
        i władcy" odpoczywającego przed telewizorem. Życzę mądrego wyboru.
        Pozdrawiam :)
        --
        God = Gold, Oil, Drugs
        • niemyte_mohery gdzie dwoch Polakow tam "pissing contest" 02.09.06, 22:55
          Przypomne niesmialo, ze zalozycielka watku chciala sie naradzic w sprawie
          "otwartej kuchni" a nie kto ma wieksze mieszkanie ;-))).

          Ale skoro juz <ppo> chwali sie swoim gabinetem, to przyznam za takiej powierzni
          byla moja kawalerka z czasow panienskich. Jedno duze pomieszczenie kuchnia z
          salonem (hi, hi, hi) i sypialnia (ha, ha, ha). W dodatku loze dzielilam ze
          zwierzeciem domowym, ktore niesamowicie sie rozpychalo. Na tych 30 m2
          prowadzilam rowniez bujne zycie towarzyskie i udane erotyczne. Moge tylko was
          zapewnic, ze powierzchnia to nie wszystko ;-)))

          ppo napisał:

          > Tzn. ten pokój, gdzie teraz siedzę. Biblioteka, szezlong, biurko o powierzchni
          > lotniskowca. Nie narzekam, tylko w zimie trochę zimno.


          --
          Przed Radyja drżyj potęgą,
          jeśliś nie jest Prawy Polak,
          bowiem Polak pełną gębą
      • Gość: córcia Re: kuchnia otwarta na salon? IP: *.gdynia.mm.pl 02.09.06, 23:15
        Jakies 15 lat temu wprowadzilismy sie do nowego miszkanka, kuchnia byla mikroskopijna, a duzy pokoj w miare... duzy :) Moi Rodzice wpadli na pomysl polaczenia wlasnie pokoju z kuchnia i wyszlo GENIALNIE.
        1. wszyscy jestesmy razem (mozna np gotowac i ogladac tv)
        2. nie ma problemu z przenoszeniem posilkow z kuchni do pokoju (jesli kuchnia jest mala, to i tak w niej nie zjesz)
        3. ktos napisal, ze musi byc w kuchni sterylnie-wcale nie. Przeciez nie robisz tam "bajzlu" ;) u nas jest czysto
        4. podejmowanie gosci-to wazne. Nie latasz jak z pieprzem z kuchni do pokoju, z kazda herbatka, zupka i nie wiadomo czym jeszcze. Mozesz sobie piec kurczaka i rozmawiac

        Na razie mieszkam z Rodzicami, ale kiedy sie wyprowadze, na pewno polocze kuchnie z pokojem, bo jest to wspaniale :-)))
        Pozdrawiam!
        • Gość: kiksa Re: kuchnia otwarta na salon? IP: *.catv.net.pl 03.09.06, 01:00
          1. wszyscy jestesmy razem (mozna np gotowac i ogladac tv)
          W tym celu wystarczy wstawić telewizorek lcd do kuchni.

          2. nie ma problemu z przenoszeniem posilkow z kuchni do pokoju (jesli kuchnia
          jest mala, to i tak w niej nie zjesz)
          Tzn. jak wędrują na stół?

          3. ktos napisal, ze musi byc w kuchni sterylnie-wcale nie. Przeciez nie robisz
          tam "bajzlu" ;) u nas jest czysto
          Kto nakazał, aby w pokoju było czysto? Znam nie jeden bajzel.

          4. podejmowanie gosci-to wazne. Nie latasz jak z pieprzem z kuchni do pokoju, z
          kazda herbatka, zupka i nie wiadomo czym jeszcze.
          Mozesz sobie piec kurczaka i rozmawiac
          A co na to goście?
          Na razie mieszkam z Rodzicami, ale kiedy sie wyprowadze, na pewno polocze
          kuchnie z pokojem, bo jest to wspaniale :-)))
          Zdrowia życzę!
          • Gość: Grażyna Re: kuchnia otwarta na salon? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.09.06, 08:14
            Wychowałam się w domu pobudowanym prawie 40 lat temu z dużą kuchnią.
            Zawsze razem siedzieliśmy w kuchni,tak ciągnęło nas do wspólnego pomieszczenia:
            mamusia robiła np na drutach,tatuś ogladał telewizję,a my dziewczyny oglądałyśmy
            modę,czy przyszywałam guzik.
            Teraz mamy dzieci,czasem wszyscy zjeżdżamy sie do Rodziców nadal wszyscy
            siedzimy razem. Juz nie ma się gdzie ruszyć,siedzimy mamusi na głowie przy
            przygotowaniu posiłków,razem też je często przyrządzamy dyskutując ze wszystkimi.
            Razem omawiamy wszystkie nasze sprawy.
            Mimo tej ciasnoty to jest najpiękniejsze-jesteśmy razem,a przecież dom jest duży
            i można byłoby rozejść się po pokojach.
            Ale po co byłoby jechać do Rodziców ??
            • Gość: kiksa Re: kuchnia otwarta na salon? IP: *.catv.net.pl 04.09.06, 10:29
              Drogie córcio i Grażyno, Piękne teksty, dziękuję. Temat gromadzenia się
              bliskich sobie w kuchni, przy palenisku, znam. Powtarzam - w kuchni. Czy
              wszyscy są tam przyjmowani, czy tylko rodzina? Bo w pewnych przypadkach mogłoby
              to trącić lekeważeniem. Znając szczupłość przeciętnych polskich pomieszczeń, co
              bywa tutaj argumentem za, mam pytanie. Czy ewentualni "nocni" goście, albo i wy
              sami śpicie w tej kuchni (kuchniosalonie)?
              • Gość: córcia Re: kuchnia otwarta na salon? IP: *.gdynia.mm.pl 05.09.06, 00:25
                Cóż... U nas pokój z kuchnią ma ok 40m kw, z czego kuchnia zajmuje może z 6 (to straszna kiszka). I jakoś nikt nie ma obiekcji, żeby tu spać, zresztą najczęściej nie ma takiej potrzeby, bo w domu jest wystarczająco miejsca. Ale sama nawet ostatnio spałam w kombinacji kuchnipokoju i... przeżyłam ;) co więcej-było całkiem sympatycznie. A jeśli chodzi o gromadzenie się, to oczywiście wszyscy... Znajomych ja i moja Rodzina mamy bardzo "luzackich", nie krępują się, nikt nikogo nie lekceważy... I jest super :)
          • Gość: córcia Re: kuchnia otwarta na salon? IP: *.gdynia.mm.pl 03.09.06, 15:34
            Droga Kikso, nie rozumiem, co chciałaś udowodnić swoim postem... Że nie mam racji?? Słabych argumentów użyłaś a na dodatek jakaś dziwna złośliwość zdaje się przebijać w Twoim poście...

            Jeśli chodzi o punkt pierwszy mówiłam: NA PRZYKŁAD o oglądaniu tv. Już wcześniej czytałam to w jakimś poście, ale powiem to jeszcze raz: w kuchniosalonie jest ogromny stół, na którym moje Rodzeństwo odrabia lekcje, ja przy nim czytam, Tata majsterkuje, a Mama pracuje, przy okazji zwyczajnie jestesmy razem, dyskutujemy, jesteśmy blisko, Dla mnie to szalenie ważne. Jeżeli np w międzyczasie ktoś chce zrobić kolację nie musi wychodzić z pokoju, opuszczać dyskusji, nadal jesteśmy RAZEM.

            Potrawy na stół zwyczajnie przestawia się z lady kuchennej, nie trzeba z nimi biegać po mieszkaniu

            W punkcie nr 3 chodziło komuś o to, iż w pokoju może być czysto, ale widok kuchni, gdzie wciąż się coś robi i jest bałagan sprawia, iż całość nie wygląda estetycznie. Nie zgadzam się z tym, u nas WSZĘDZIE jest porządek.

            Goście bardzo się cieszą, że spędzamy czas z nimi. Widzę, jak jest u mojej babci: biegnie pokroić ciasto, a goście krzyczą: "Chodź do nas, porozmawiaj z nami!" U nas tak nie ma

            Za życzenia zdrowia dziękuję, bo to się zawsze przyda, rozumiem, że ironiczne te życzenia, niemniej wypada podziękować.
        • lepudruk Re: kuchnia otwarta na salon? 03.09.06, 08:52
          Dyskusja toczy się wokół wielkości domu i jego rozwiazania.
          Moi serdeczni znajomi mają również duży dom, w którym pokój gościnny znajduje
          się na pierwszym piętrze i oddalony jest od kuchni dwoma ciągami schodowymi po
          9 trepów oraz dwoma zabiegami.
          Wiecie jak pije się wtedy herbatę lub kawę - gospodarz domu sześć razy idzie do
          kuchni.
          Ja u siebie wydzieliłem w salonie/pokoju gościnnym kuchnę i jestem zadowolony.
          W czasie rozmowy przygotowuję kawę, herbatę , kanapki itp. Oczywiście z drugiej
          strony kuchn jest jadalnia.
      • Gość: kij Re: kuchnia otwarta na salon? IP: *.aster.pl 03.09.06, 09:06
        Jak zwykle wszystko zależy od szczegółów. Jaki macie styl życia, rodzaj
        znajomych, priorytety? Czy bardziej ma być miło i przyjaźnie, czy bardziej ma
        to wszystko odpowiadać jakimś zewnętrznym standardom, "żeby nikt się nie
        czepiał"?
        Jesli macie ciepłych, luzackich znajomych, to nic milszego jak wspólne gadanie
        i gotowanie. Ale jeśli myślicie o przyjęciach dla ludzi firmowo "ometkowanych"
        i wodzacych krytycznym okiem po cudzuch strojach, sylwetkach, pomieszczeniach -
        to po połaczeniu kuchni z pokojem bedziecie mieć problem. Ale - bez tego też
        nie zyskacie uznania, bo przecież mieszkacie w bloku, a to już passe.. ;)
        Według mnie, zawsze jest ładniejsza otwarta, doświetlona z róznych stron
        przestrzeń niż pomieszczenia - pudełeczka, w których wzrok bez przerwy trafia
        na mury. Medycznie udowodniono, że zdrowsze dla oka i dla cyrkulacji powietrza
        są otwarte przestrzenie - a to, czy jest naszym oczom i płucom dobrze wpływa na
        nasz nastrój. Powinno więc być zdrowiej po otwarciu kuchni na salon.
        Kwestia estetyki to już wynik osobistych gustów, ale sądzę, że nie ma powodu
        aby kryć dzisiejsze bardzo ładne, czyste, proste w utrzymaniu urządzenia
        kuchenne. Nie używamy przecież, jak w przywoływanej "polsce szlacheckiej",
        zadymionych pieców węglowych z szuflami, pogrzebaczami i usmolonymi fajerami,
        nie trzymamy w kuchni poobijanych blaszanych wiader wody. Mamy estetyczne płyty
        ceramiczne, śliczne baterie i zlewy z maskowaniem /na wypadek brudnych
        naczyń+gości/ i w ogóle ślicznościowe sprzęty kuchenne. Jeśli więc salon nie
        jest w stylu Ludwika XVI tylko też są tam współczesne rzeczy, to wszystko nie
        będzie się "gryźć" i będzie bardzo fajnie. Takie jest moje zdanie.
        • Gość: varrr Re: kuchnia otwarta na salon? IP: *.toya.net.pl 03.09.06, 11:20
          Ano wlaśnie :) wszystko zależy od urządzenia wnętrza i sposobu bycia ;)
          Mamy współczesne mieszkanie przerobione z pracowni plastycznej. Niby nie jest
          wielkie - całość 50 m2. Ale sufity - 4,5 m wysokości. Byłó tam na początku
          wydzielone pomieszczenie na kuchnie - jakieś 6-7 m2, co przy 4,5 m suficie
          dawało wrażenie studni o beznadziejnie małej powierzchni i bezsensownie wysokim
          suficie.
          Po konsultacji z plastykiem, ściany zostały poprzestawiane i wyburzone. Obecnie
          jest to duze współcześnie urządzone pomieszczenie z otwartą kuchnią, oddzieloną
          ceglanym barkiem od reszty. Wszystko zrobione jest w tym samym stylu -
          metal+drewno+surowe cegły; metalowe lampy na łańcuchach, kuchenka i okap w
          metalu, wbudowane w sufit halogenowe oświetlenie i wszystko bardzo dobrze ze
          soba współgra.
          Przy okazji mamy bardzo luzackich znajomych, którzy nawet podczas szykowania
          jedzenia w trakcie imprezy zawsze uczęstniczą przy każdej czynności i nie
          wyobrażam sobie, żebym miała sama siedzieć w zamkniętej na świat kuchni z dala
          od nich, przerywając non-stop burzliwe dyskusje ;)
          Bardzo sobie chwalę otwarta kuchnię. Choć zdaję sobie sprawę, że nie w każdym
          wnętrzu może sie to sprawdzić.
      • kodem_pl Jest spoko 03.09.06, 12:51
        Nic sie nie osadza na meblach, wystarczy wyciag. W normalnych przypadkach
        (normalne to znaczy nie robienie pieczywa czosnkowego) praktycznie nic nie czuc.
        Glosno specjalnie tez nie jest. Jest za to wygodnie i jasno.

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka