Forum Dom Dom
ZMIEŃ

      Nasze drogie mieszkania

    IP: 217.153.60.* 06.03.03, 13:42
    Banki żądają jeszcze jako zabezpieczenia kredytu cesji na
    polisie ubezpieczeniowej na życie (suma ubezpieczenia nie
    mniejsza niż kwota kredytu). Jeżeli nie masz takiej polisy to
    jest to dodatkowy koszt. Np. kredyt na 120 tys PLN ->
    ubezpieczenia na taką samą sumę kosztuje ok. 2 500 PLN rocznie.
      • Gość: michal Re: Nasze drogie mieszkania IP: 195.94.220.* 07.03.03, 11:09
        Niestety banki wymagaja tez zabezpieczenia w postaci weksla.
        Koszt weksli to 0.1% wartosci kredytu.
      • awk0 Re: Nasze drogie mieszkania 07.03.03, 16:18
        to masz strasznie drogie TU
        u mnie na 210k PLN
        wyszlo 125 pln na miesiac
        zalatwilem to w tydzien...

        szkoda tylko ze wszedzie ten tysiaczek sie wyda.. i suma sumarum
        byloby na lazienke np... 8-(
        • Gość: finka Re: Nasze drogie mieszkania IP: *.at.ibm.com 10.03.03, 14:58
          A ja się tak zastanawiam, skąd ta mania kupowania mieszkań na horrendalne
          kredyty? Mówię o sytuacjach, kiedy ludzie nie mają własnej kasy i pożyczają na
          lichwiarski procent np. 120 tys i jeszcze z mnóstwem opłat dodatkowych. Mój
          znajomy właśnie wynajął 50 m mieszkanie w Ursusie (nowe, z garażem) i płaci
          1000 zł (czynsz wliczony). Przecież te 120 tys + odsetki pokrywa w niejednym
          przypadku koszty wynajmu na kilkadziesiąt lat! Na całym świecie mnóstwo ludzi
          wynajmuje przez całe życie i nikt z tego nie robi problemu, a u nas pokutuje
          myślenie typu "nie będę komuś kabzy nabijał", a tymczesem nabija się i tak,
          tyle że nie prywatnemu, a bankowcom i to o wiele większą niż przy wynajmnie.
          Owszem, ma się swoje ale za jaką cenę? Nie licząc finansów, jak by nie patrzeć,
          20 lat żyje się w stresie, że wystarczy mały dołek finansowy i leci się na łeb
          na szyję z odsetkami... Poza tym w dzisiejszych niepewnych czasach łatwiej jest
          w przypadku kłopotów finansowych zrezygnować z wynajmu jednejgo lokalu i
          znaleźć mniejsze, tańsze mieszkanie do wynajęcia, dalej od centrum itp, a
          znacznie gorzej zostać na lodzie z kredytem, którego nie ma jak spłacać!
          Wystarczy, że np. jedna osoba w małżeństwie przestaje pracować i robi się
          krach...
          • Gość: MaciejK Re: Nasze drogie mieszkania IP: *.radiomerkury.pl 10.03.03, 18:54
            Rozumiem Twoje intencje ale wyliczenia które przedstawiłaś(eś) sa dość
            karkołomne. Mogłyby się obronić przy małych mieszkaniach-wynajem jest
            stosunkowo "tani". Ale co gdy rodzinka sie powiększa wynajem 3,4 pokojowych
            mieszkań nie mówiac o domu to juz potężna kasa, ktora idzie w błoto. Poza tym w
            Polsca instytucja wynajmu tak naprawdę raczkuje-mało jest osiedli na ktorych
            masz apartamenty do wynajęcie "na lata". A jak wynajmujesz indywidualnie to co -
            nic w chatę nie zainwestujesz bo nigdy nie wiadomo czy wlaścicielowi coś sie
            nie odmyśli.
            Po drugie kredyty bierze się z reguly nie na pokrycie calej wartości domu ale
            częsci-do tego nieruchomości specjalnie nie tracą na wartości-więc mówienie że
            stracisz prace i zostajesz na lodzie jest cokolwiek dziwne-masz realną wartość
            w postaci mieszkania-jesli Cię nie stac na splatę mozesz sie dogadac z bankiem
            lub sprzedasz chatę(w przypadku braku widoków na poprawę) i jeszcze Ci
            zostanie "górka" na wynajem. Moim skromnym zdaniem jeśli ktoś nie ma zbyt
            mobilnej pracy(częste przeprowadzki) to kupno chaty nawet na kredyt jest o
            wiele lepszym rozwiazaniem niz dlugoletni wynajem. Tylko odsetkami i
            prowizjami "nabijasz kabzę" bankom reszta kredytu to wartość Twojego mieszkania-
            wykladasz cos za co po jakimś czasie ktoś Ci zaplaci-a przy wynajmnie co?
            płacisz, placisz, płacisz i nawet po 20 latach nic z tego nie masz. A 1000 zl w
            przypadku 2 pokojowego mieszkania to cały czas zbyt duzo zeby można mowic o
            oplacalności. NA zachodzie a zwłaszcza w Stanach relacje kosztów wygladaja
            inaczej. Tani najem - cholernie drogie mieszkania.
            PZDR
            • Gość: finka Re: Nasze drogie mieszkania IP: *.at.ibm.com 11.03.03, 10:00
              Nie do końca jest tak, jak piszesz. Po pierwsze, ceny wynajmu spadają, podobnie
              jak ceny mieszkań. Niedawno na Ursynowie ludzie się zabijali o mieszkania po 4
              tys. za metr, teraz te same spółdzielnie zeszły do 3,7 - 3,8 za metr. I będzie
              to tendencja stała, bo koszty były znacznie przeszacowane. Skończyło się
              eldorado. Może i 1000 zł to dużo - ale z wliczonym czynszem, to tylko 500 zł
              realnego kosztu wynajmu. W Warszawie. Ceny nie rosną tak gwałtownie, jak ci się
              wydaje wrza z wielkością mieszkania. 3 pokoje wynajmniesz za 1200 zł. Dla
              porównania - moja koleżanka wzięła sobie 140 tys. kredytu. Po 20 latach odda
              240 tys, nie licząc opłat manipulacyjnych. Naprawdę myślisz, że jej lokal
              kupiony za 4250 za metr (niewykończony) zyska na wartości po 20 latach? Ile by
              musiał kosztować metr kwadratowy, żeby się to zwróciło? Owszem, w sytuacji
              kryzysowej można to sprzedać. Tylko jaki frajer kupi ci mieszkanie z kredytem,
              skoro na rynku jest zatrzęsienie nowych pustych mieszkań, tańszych z metra od
              tego, co ty zapłaciłeś na dzień dobry, nie licząc już kosztów kredytu? Nie
              zdołasz sprzedać mieszkania tak, żeby wyjść na swoje. Mylisz się pisząc, że
              większość ludzi bierze tylko znikomą część kredytu. Większość z trudem ma te
              20% wkładu własnego. Znam ludzi, które i te 20% popożyczali gdzie się dało.
              Wszystko w imię tego "nabijania kabzy". Co do inwestowania w cudze też różnie
              bywa. Niektórzy mieszkają wiele lat i sa dogadani z właścicielem, że obniża im
              opłatę w zamian za remont. Ale z drugiej strony jak się zostawia wyposażenie
              mieszkania, to się zastaje potem wióry, "bo to cudze" więc po co wynajmujący ma
              dbać o czyjeś meble... Ale to inny wątek. Ceny wynajmu - czy naprawdę są takie
              wysokie? Piszę o cenach w Warszawie, a w innych miastach przecież jest znacznie
              taniej. Moja koleżanka we Wrocławiu płaci 200 zł za wynajem + opłaty. I nie
              mogę pojąć po jaką cholerę bierze kredyt na 20 lat po 500 zł miesięcznie, skoro
              ona owszem, jak na tamtejsze warunki nieźle zarabia, ale właśnie planuje
              dziecko, a mąż ma 600 zł na rękę. Gdzie tu ekonomia? Bezrobocie w tym rejonie
              jest szalone, nigdy nie wiadomo, czy za miesiąc będzie się miało pracę, po co
              ograniczać sobie mobilność mieszkaniem? A ja nie mogę się nadziwić, że ludzie
              20 kilkuletni myślą już o tym, że coś po sobie zostawią dzieciom których
              jeszcze nie mają...
              • Gość: 7686 Re: Nasze drogie mieszkania IP: *.mst.gov.pl 11.03.03, 11:51
                Czasami psychologiczna potrzebe posiadania "wlasnego kata" trudno jest
                uzasadnic wyliczeniami finansowymi. Jakby tak czlowiek mial w zyciu wszystko
                przeliczac, to przyszloby chyba oszalec...
                • Gość: bankroot Re: Nasze drogie mieszkania IP: *.pekao.com.pl 11.03.03, 12:03
                  taaa ...
                  kiedyś na Forum Auto-moto ktoś skądinąd słusznie udowadniał, że zamiast kupować
                  nowy samochód (z tych droższych) lepiej jeździć taksówkami.

                  bankroot
              • mcmacpl Re: Nasze drogie mieszkania 11.03.03, 13:06
                > Moja koleżanka we Wrocławiu płaci 200 zł za wynajem + opłaty. I nie
                > mogę pojąć po jaką cholerę bierze kredyt na 20 lat po 500 zł miesięcznie,

                Ciekawe. We wroclawiu, 500zl + oplaty za 23m2 nieumeblowanego w starym bloku to
                okazja i naprawe bardzo tanio. Chyba ze na peryferiach (=1,5h do centrum z
                przesiadkami).
                Rodzina z dzieckiem chcac wynajmowac we wroclawiu musi placic minimum 800 +
                oplaty (w wiezowcu z wielkiej plyty). A tyle to moze wyniesc rata kredytu (z
                odsetkami).

                Niestety, ceny mieszkan i wynajmu moze i spadaja, ale bardzo powoli. Za to ceny
                kredytow juz wyraznie.

                > ona owszem, jak na tamtejsze warunki nieźle zarabia, ale właśnie planuje
                > dziecko, a mąż ma 600 zł na rękę. Gdzie tu ekonomia? Bezrobocie w tym rejonie
                > jest szalone, nigdy nie wiadomo, czy za miesiąc będzie się miało pracę, po co
                > ograniczać sobie mobilność mieszkaniem?

                Zawsze mozna wynajac komus i sie przeprowadzic. Czynsz wynajmu splaci nam
                kredyt i po paru(nastu) latach bedziemy miec splacone mieszkanko. Moj znajomy
                kupil sobie drugie mieszkanie (na kredyt!) wlasnie w tym celu. W tej chwili
                kredyt splaca mu sie sam.

                > A ja nie mogę się nadziwić, że ludzie
                > 20 kilkuletni myślą już o tym, że coś po sobie zostawią dzieciom których
                > jeszcze nie mają...

                Jedni mysla perpektywicznie, inni krotkowzrocznie.
                • Gość: finka Re: Nasze drogie mieszkania IP: *.at.ibm.com 11.03.03, 13:57
                  mcmacpl napisał:

                  > > Moja koleżanka we Wrocławiu płaci 200 zł za wynajem + opłaty. I nie
                  > > mogę pojąć po jaką cholerę bierze kredyt na 20 lat po 500 zł miesięcznie,
                  >
                  > Ciekawe. We wroclawiu, 500zl + oplaty za 23m2 nieumeblowanego w starym bloku
                  to
                  >
                  > okazja i naprawe bardzo tanio. Chyba ze na peryferiach (=1,5h do centrum z
                  > przesiadkami).

                  A ja pisałam, że mój znajomy wynajął 50 m w Warszawie w nowym bloku z garażem
                  i płaci właśnie 1000 zł (z czynszem), czyli sam wynajem kosztuje go około 500
                  zł. Czyli można, nawet w tej horrendalnie drogiej Warszawie.

                  > Rodzina z dzieckiem chcac wynajmowac we wroclawiu musi placic minimum 800 +
                  > oplaty (w wiezowcu z wielkiej plyty). A tyle to moze wyniesc rata kredytu (z
                  > odsetkami).

                  Dziwię się strasznie, bo wychodzi na to, że w Warszawie jest taniej. Wg agentki
                  za moje 60 m (3 pokoje, świeżutko po generalnym remoncie z nowymi meblami i
                  sprżetem AGD, w starym bloku, ale punkt dobry) mogę dostać tylko cudem 1000 zł
                  + opłaty.

                  > Niestety, ceny mieszkan i wynajmu moze i spadaja, ale bardzo powoli. Za to
                  ceny
                  > kredytow juz wyraznie.

                  Bzdura. Niedawno we Wprost był artykuł o tym, jak banki ożynają klientów na
                  tzw. niskim oprocentowaniu, z wyliczeniami gdzie np. kredyt szumnie reklamowany
                  jako 8% w rzeczywistości razem z tymi opłatami manipulacyjnymi,
                  zabezpieczeniami kosztuje około 13%.
                  >
                  > > ona owszem, jak na tamtejsze warunki nieźle zarabia, ale właśnie planuje
                  > > dziecko, a mąż ma 600 zł na rękę. Gdzie tu ekonomia? Bezrobocie w tym rejo
                  > nie
                  > > jest szalone, nigdy nie wiadomo, czy za miesiąc będzie się miało pracę, po
                  > co
                  > > ograniczać sobie mobilność mieszkaniem?
                  >
                  > Zawsze mozna wynajac komus i sie przeprowadzic. Czynsz wynajmu splaci nam
                  > kredyt i po paru(nastu) latach bedziemy miec splacone mieszkanko. Moj znajomy
                  > kupil sobie drugie mieszkanie (na kredyt!) wlasnie w tym celu. W tej chwili
                  > kredyt splaca mu sie sam.

                  Tyle że jak mu się noga omsknie i np. nie będzie miał komu wynająć przez parę
                  miesięcy, to leży i kwiczy. A bank szybciutko zajmie mu cały lokal, nie bacząc
                  na to, ile już w niego zainwestował.
                  >
                  > > A ja nie mogę się nadziwić, że ludzie
                  > > 20 kilkuletni myślą już o tym, że coś po sobie zostawią dzieciom których
                  > > jeszcze nie mają...
                  >
                  > Jedni mysla perpektywicznie, inni krotkowzrocznie.

                  Ja myślę tak - jak się nie ma forsy, to się nie żyje na kredyt. A zamiast
                  kupować duże mieszkania prawie w całości za kredyt, można kupić mniejsze, dalej
                  od centrum, w starym bloku, za mniejsze pieniądze (mniejszy kredyt) i spać
                  spokojnie nie bojąc się, że jak nie daj boże oboje naraz stracą pracę, to pójdą
                  z dziećmi na bruk. Naprwawdę sporo osób bierze te kredyty grubo ponad swoje
                  możliwości, a potem jest dramat, bo nie ma jak go spłacić i pretensja do Pana
                  Boga, że się zostało na lodzie. Znam ludzi, którzy wystartowali z 80 m (ona 21
                  lat, on przed 30), dzieci nie mają i nie planują w najbliższych latach, do tego
                  kupili sobie samochód na raty, a teraz jest dramat, bo ona od pół roku nie może
                  znaleźć pracy i nie wiedzą co ze sobą zrobić. Z czterech pokoi urządzili jako
                  tako dwa, na resztę nie mają kasy. I to ma być perspektywiczne myślenie?
      • Gość: MaciejK Re: Nasze drogie mieszkania IP: *.radiomerkury.pl 11.03.03, 17:28
        Nadal - Finko- pozwole sobie nie zgadzać się z Twoimi wyliczeniami-otóż Tobie
        wszystko sie ładnie układa pod teorię "tańszości" wynajmu nad kupnem bo
        stosujesz skrajne wyliczenia. Z jednej strony śmiesznie tani koszt wynajmu z
        drugiej przykłady skrajnie nierozsadnych swoich znajomych.
        Moze tak coś ze środka? Bo chyba nie powiesz że masowo w W-wie dostępne są
        mieszakania za 500 zlotych +czynsz i oplaty?
        W Poznaniu sytuacja wyglada następujaco: cena wynajmu przyzwoitego mieszkania
        na jednym z nowych osiedli pod wynajem(tylko takie biorę pod uwagę- jeśli mam
        porównywac z kosztami nowych mieszkań na kredyt) zaczynają się od 1000 zlotych
        (2 pokoje okolo 45 m2, czynsz wliczony dochodzą oplaty-prąd, woda etc). To jest
        to co na rynku jest osiagalne bez znajomosci, wyjatkowego szczęścia etc.
        Standard dobry niekoniecznie w centrum ale z dobrym dojazdem.
        Ja 3 lata temu kupilem tuz pod Poznaniem-bardzo dobra lokalizacja(z jednej
        strony las i spokój a 15 minut samochodem do centrum) 51 metrowe mieszkanie za
        okolo 105 tys. złotych. Bylo to tanio nawet jak na Poznań fakt ale za 2,5 tys
        za metr mozna juz znaleźć bez problemu. Kredyt wziąłem a owszem placę tysiac
        miesięcznie do tego dochodzi niewielki czynsz(wspólnota) plus oplaty.
        Za okolo 5 lat to mieszkanie będzie juz moje - a dodam tylko ze juz teraz jego
        wartość rynkowa wynosi okolo 120 tys. zlotych. I nie sadzę by wiele zmalała.
        Pomijajac uwarunkowania zewnętrzxne(UE) to moim skromnym zdaniem mieszkania w
        nowych blokach z cegły będą trzymały cenę-drastycznie stanieją juz niedługo te
        na PRL-owskich blokowiskach z wielkiej plyty bo ich stan będzie coraz gorszy.
        Gdybym zrobił jak radzisz-żyłbym sobie "szczęśliwie" bez krwiozerczych kredytow
        wyrzucając równowartość miesięcznej raty właścicielowi mieszkania NIC z tego
        nie mając.
        Przedstawilem po trosze swój przypadek po troszę "średnia" sytuację w Poznaniu.
        Jeśli ktoś ma odłozone troche grosza i nie ma pracy zmuszajacej do częstych
        przeprowadzek to naprawdę nie widzę zadnego sensu w wynajmowaniu(długoletnim)
        mieszkania. Na pewno nie ma to żadnego sensu ekonomicznego.
        PZDR
        • Gość: finka Re: Nasze drogie mieszkania IP: *.at.ibm.com 14.03.03, 15:38
          Wiesz, przy takich porównaniach sprawa wygląda inaczej. Owszem, ceny wynajmu, o
          których wspomniałam nie są masowe, ale jakoś ci ze znajomych którzy wynajmują,
          takowe znaleźli, może trzeba lepiej poszukać? Poza tym powiedzmy sobie
          szczerze, jak ktoś nie ma kasy to niech nie bierze pod uwagę wynajmowania
          mieszkania w nowych blokach! Piszesz o 1000 zł w Poznaniu. Ja jestem po
          rozmowie z agentką nieruchomości w Warszawie. Taka cena była na czasie rok, dwa
          lata temu, nawet w tej drogiej Warszawie. Weż pod uwagę, że w Warszawie i
          czynsze są zazwyczaj wyższe. Czynsz w nowym mieszkaniu ok. 65 m to 600 zł;
          znajomi za 80 m płacą prawie 1000 zł samego czynszu. Jeśli nawet zapłaci się w
          starszym bloku 1200 za wynajem z wliczonymi opłatami, to sam koszt wynajmu nie
          jest tak wysoki, jak by się wydawało. A poza tym piszę o ludziach, którzy jak
          wnioskuję nie mają przysłowiowego grosza przy duszy, skoro biorą takie wysokie
          kredyty. Za 120 tys. bez problemu kupisz około 40-metrowe mieszkanie w
          Warszawie, oczywiście w starym bloku. Bez przesady, nie rozpadają się one w
          proch i nie każdy taki blok to slums! Poza tym przecież nikt nie mówi, że masz
          tam spędzić całe życie. A inna sprawa to fakt, że nowe mieszkanie trzeba
          wykończyć, bo nie da się mieszkać na betonie i bez kranów. W starym bloku
          zawsze można remont przeprowadzić na raty. Mam np. znajomych, którzy
          wystarwowali z 29 metrowej kawalerki, po 2 latach zamienili ją na 42 m, po
          kolejnych 3 - na zapuszczone 70 metrów (wszystko w starym budownictwie, ale bez
          kredytu i bez stresów). A takich ludzi, którzy przy relatywnie niskich
          zarobkach zaciągają wysokie kredyty nie jest wbrew pozorom tak mało. Przy
          obecnym rynku pracy o nietrudno wyobrazić sobie scenariusz, kiedy nagle zostaje
          tylko jedna pensja. I co wtedy? Według mnie nadal łatwiej zapłacić za wynajem
          (bo zawsze jakoś można się dogadać z właścicielem, a i ewentualne odsetki nie
          rosną w takim tempie jak w banku) niż zapłacić 1000 zł raty + 600 zł czynszu.
          Ale nie twierdzę, że jest to recepta dla wszystkich. Tylko tak sobie obserwuję
          i czasem nadziwić się nie mogę o czym ludzie myślą - moi znajomi w małym
          mieście z szalejącym bezrobociem (on na rencie, ona na państwowej posadce,
          dziecko) połowę wyposażenia mieszkania mają na raty (w tym np. odkurzacz
          Rainbowa za 6 tysięcy!!!) i płaczą, jak im ciężko. Albo koleżanka, która kupuje
          lodówkę na raty (efektywne oprocentowanie było wtedy 20%!), bo jak twierdzi,
          dochód z lokaty oprocentowanej na 14% pokryje jej raty (?!).... Ale to inny
          temat.
          • mcmacpl Re: Nasze drogie mieszkania 24.03.03, 12:58
            > lata temu, nawet w tej drogiej Warszawie. Weż pod uwagę, że w Warszawie i
            > czynsze są zazwyczaj wyższe. Czynsz w nowym mieszkaniu ok. 65 m to 600 zł;
            > znajomi za 80 m płacą prawie 1000 zł samego czynszu.

            Jaki "czynsz"? Jesli kupujesz od developera a nie w spoldzielni, to placisz
            raptem max. 2zl/m2 oplaty za zarzadzanie. Wszystkie inne koszty to oplaty
            licznikowe i eksploatacyjne.

            > Jeśli nawet zapłaci się w
            > starszym bloku 1200 za wynajem z wliczonymi opłatami, to sam koszt wynajmu
            nie
            > jest tak wysoki, jak by się wydawało.

            Co ty opowiadasz? Przeciez jesli (jak piszesz) sam czynsz w nowym mieszkaniu
            wynosi 1000zl, to jesli ktos wynajmie takie mieszkanie, to bedzie musial placic
            1000zl + oplata za wynajem + liczniki. I prawdopodobnie ta oplata za wynajem
            bedzie niewiele mniejsza niz rata kredytu.
            Chyba ze uwazasz, ze "czynsz" w nowym mieszkaniu jest znacznie wyzszy niz w
            starym.

            Oczywiscie, zgadzam sie z toba, ze wynajecie kiepskiego mieszkanka bedzie
            znacznie tansze niz kupno przyzwoitego wlasnego. Tylko ze wynajmujac przez pare
            lat wywalasz kase w bloto i po paru latach startujesz od zera, a splacajac
            kredyt placisz dla siebie, i po splacie masz wlasny, sporo warty lokal.

            PS: i nie jest bzdura, ze kredyty tanieja. Wystarczy zamiast czytac gazety,
            sprawdzic oferte paru bankow i samemu przeliczyc. To nie jest takie trudne
            (oczywiscie trudniejsze niz przeczytanie "sensacyjnych reportazy" w gazecie :))
        • Gość: krecik Re: Nasze drogie mieszkania IP: *.k.mcnet.pl 14.03.03, 16:08
          ja tez finko nie zgodze sie z tobą, że branie kredytów jest bez sensu (choć
          oczywiście masz rację mówiąc, że wielu ludzi bierze je nieodpowiedzialnie,
          nieproporcjonalnie do własnych możliwości - sama niedawno sciagalam na ziemie
          koleżankę z pracy)- w ten sposob zawsze budujesz kapital. Nawet jesli
          przytjdzie sprzedac mieszkanie-cos ci z tego zostanie. Kiedy wynajmujesz nie
          masz tego komfortu no i mimo wszystko nie jestes u siebie. Mi tez zadrzala
          reka przy podpisywaniu kredytu, ale tak wlasnie sobie powiedzialam - w sytuacji
          kryzysowej pozbedziemy sie mieszkania, calej kasy zainwestowanej nie odzyskamy,
          ale to jak z kazda inwestycja - istanie ryzyko, ale bez ryzyka nic sie nie
          zyskuje :))) swiatnalezy do odważnych (no i rozsadnych oczywiscie)
      • Gość: Robert Re: Nasze drogie mieszkania IP: *.waw.cdp.pl 24.03.03, 02:44
        Witam.
        Czy ktos moze wyjasnic kwote 10.5 tys. w kosztach zwiazanych z
        kupnem mieszkania?
    Pełna wersja