Forum Dom Dom
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz zaluje

    IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.07, 11:20
    Obserwuj wątek
          • Gość: aaaa Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z IP: *.eranet.pl 26.02.07, 22:34
            Pod warunkiem, ze przez prowincję rozumiemy zabitą dechami wiochę, xdziesiąt km
            od najblizszego miasta gdzie już tylko wróble wyją. Jezeli przez prowincję
            rozumiemy osiedla pod duzymi miastami to skąd mają niby być te wszelakie
            problemy? Na ogól mają wszystko co trzeba łącznie ze szkołami. Dojazdy nie męczą
            tylko gdy pracujesz w granicach rzutu mokrym beretem.
            Szczerze mówiąc nie bardzo też rozumiem na czym polega zjawisko fizyczne róznych
            pór zachodzenia słońca :-)))
            BTW trudno Ci bedzie uzyskac odpowiedź. na tym forum (pewnie tak jak i na
            innych) wszechobecne jest zjawisko redukcji dysonansu poznawczego (tak to się
            chyba nazywa). Z grubsza polega to na tym, ze osoby, które kupiły czy to dom czy
            mieszkanie będą broniły własnej decyzji jak niepodległości niezależnie od tego
            czy w efekcie jest więcej za czy przeciw. Ci którzy mają mieszkania w "mieście"
            (i na ogól bywaja najwyzej w domach znajomych) bedą tu wymieniali jakieś
            niemiłosierne listy wad tegoż rozwiązania, właściciele domów zrobią to samo w
            odniesieniu do mieszkań...
            Ale poszukaj w archiwum tego forum-kilka miesiecy temy był tu bardzo ciekawy
            watek, niestety dokładnie nie pamietam tytułu-było coś o domu na wsi. Był o tyle
            fajny, ze bez obrzucania się inwektywami ludzie dzieli się swoimi
            doswiadczeniami i odczuciami-a były bardzo różne i fajne i niefajne.
            • des4 Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z 27.02.07, 08:10
              Ja wybudowałem się na prowincji, tj. w moim rodzinnym mieście po powrocie z
              Warszawy. I nie żałuję. Mieszkam na granicy miasta, okolica jest bezpieczna,
              dużo zieleni, łąki, na naszej uliczce wszyscy się znamy z sąsiadami, mam
              wszelkie udogodnienia cywilizacyjne, do pracy dojeżdżam 15 minut, zarabiam
              niewiele mniejsze pieniądze niż na porównywalnym stanowisku w Wawie, z
              oddalenia obserwuję wyścig szczurów w warszawskiej centrali...

      • marcia81 Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z 27.02.07, 10:53
        No dobra ale nie mecza Was dojazdy? Stanie w korkach? Oczywiscie pytanie
        kieruje do osob ktore w takowych korkach staja. Czy troche to nie przyslania
        zalet domu, ktory pewnie ma ich wiele? Ze wracacie poznym wieczorem do domu i
        zostaja wam tylko weekendy, ze juz nigdzie nie wyjedziecie, bo przeciez jest
        dom, to po co wyjezdzac. Mowie tylko o wypadach, nie o wakacjach.
        Sama planuje kupno wiec stad moje pytania.
        pozdr
        • trypel Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z 27.02.07, 11:09
          marcia81 napisała:

          > No dobra ale nie mecza Was dojazdy? Stanie w korkach? Oczywiscie pytanie
          > kieruje do osob ktore w takowych korkach staja. Czy troche to nie przyslania
          > zalet domu, ktory pewnie ma ich wiele? Ze wracacie poznym wieczorem do domu i
          > zostaja wam tylko weekendy, ze juz nigdzie nie wyjedziecie, bo przeciez jest
          > dom, to po co wyjezdzac. Mowie tylko o wypadach, nie o wakacjach.
          > Sama planuje kupno wiec stad moje pytania.
          > pozdr

          Przez 8 lat mieszkałem na wsi 35 km od PKiN, dojazd do pracy zajmował mi 30
          minut, koledze co mieszkał na Saskiej Kepie min 35-40 (praca na Ursynowie). pól
          roku temu przeprowadziłem się na Ursynów (rozwód ), do pracy mam 1 minute,
          tydzień temu kupiłem działke 35 km od wawy i zaczynam budowac nowy dom bo mam
          dośc miasta :) to znaczy mieszkajac na wsi mam zalety miasta na wyciagniecie
          reki bez jego wad :) a dlaczego masz nie wyjezdzac?? to zabronione majac dom?
          ja wyjezdzam z reguły 1 weekend w miesiacu, latam na urlopy i jakos nie widze
          zwiazku :)
          A stanie w korkach jest integralna czescia mieszkania w miescie :) tak naprawde
          dojazd do granic miasta trwa chwilke a reszte czasu i tak sie przebijasz :)


          --
          Kobiety nie można zmienić. Można zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia.
        • des4 Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z 27.02.07, 11:10
          ja ktoś wyżej napisał, problem korków dotyczy tylko Warszawy i ewentyalnie
          kilku innych największych miast. Znakomita większośc Polaków mieszka w
          miejscowościach gdzie tego typu rzeczy jak korki czy późne powwroty do domy nie
          są jakimś większym problemem.

          Zauważam tu jakis warszawocentryzm, a przecież Warszawa to wyjątek, a nie
          reguła w naszym kraju...
          • trypel Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z 27.02.07, 11:23
            Ze znanych mi miast w których mieszkałem lub bywam czesto, korki (i to takie
            przyzwoite) dotyczą Wrocławia, Warszawy, Gdańska, Krakowa, Poznania, Górnego
            Śląska (ufff), Szczecina... mysle że zliczając mieszkańców tych miast i ich
            przyległosci to okaże się że jednak spora częśc mieszkańców mieszka własnie
            tam :)
            --
            Kobiety nie można zmienić. Można zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia.
            • Gość: penar Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.07, 11:55
              trypel napisał:
              > Ze znanych mi miast w których mieszkałem lub bywam czesto, korki (i to takie
              > przyzwoite) dotyczą Wrocławia ...


              Bez przesady, zależy skąd ( od której strony ) jest dojazd.
              Ja np. mam dom w Sobótce ( u podnóża Ślęży, na terenie parku krajobrazowego, z
              fantastycznym widokiem na Masyw Ślęży, Wieżycę, Radunię,.. - góry, las, w tym
              też starobukowy, itd. Wszystko "zaraz" za oknem. Zmieniające się codziennie i
              o każdej porze roku widoki, panorama, gra barw, kolorów, cieni, itd.- godzinami
              można patrzeć (...))
              Oprócz tego prawie że wodę mineralną w kranie, spokój, ciszę...itd. jednym
              słowem żyć się chce (...)
              Jest to ok. 35 km od centrum Wrocławia. ( Dość powolny, tzn. senny, zwyczajny )
              dojazd do centrum zajmuje mi ok.30 min. A prawie że do Rynku prowadzi
              dwupasmówka (...).
              Do centrum Bielany ( największe centr.handl.we Wrocł.) mam po drodze (do Wrocł.)
              15 min.
              Nigdy w życiu nie zamieniłbym na jakąkolwiek działkę we Wrocławiu ( nawet w
              Rynku - chyba ewent. tylko po to, aby ją sprzedać i znowu ... )
              • Gość: Sas Re: do penar IP: *.net81.citysat.com.pl 27.02.07, 12:41
                Te widoczki to może i fajne, ale z Sobótki do centrum to sie jedzie
                przynajmniej godzinę. A co z dziećmi - języki , basen ,szkoła , imieniny ,
                urodziny , itd. Co do Bielan to tam 15min to sie szuka wolnego miejsca , a od
                piątku do niedzieli to 30min traci sie na wyjechanie z tego centrum .Moim
                zdanie dom -30 km od miasta w którym sie pracuje , dzieci chodza do szkoly i na
                różne kółka to =porazka . No chyba ,że na starość. No ale ...
                najwazniejsze ,że Tobie pasuje. Sas
                • des4 Re: do penar 27.02.07, 12:48
                  Gość portalu: Sas napisał(a):

                  > Te widoczki to może i fajne, ale z Sobótki do centrum to sie jedzie
                  > przynajmniej godzinę. A co z dziećmi - języki , basen ,szkoła , imieniny ,
                  > urodziny , itd. Co do Bielan to tam 15min to sie szuka wolnego miejsca , a od
                  > piątku do niedzieli to 30min traci sie na wyjechanie z tego centrum .Moim
                  > zdanie dom -30 km od miasta w którym sie pracuje , dzieci chodza do szkoly i
                  na
                  >
                  > różne kółka to =porazka . No chyba ,że na starość. No ale ...
                  > najwazniejsze ,że Tobie pasuje. Sas

                  Nie nazwałbym tego porażką. W cywilizowanych krajach dojeżdzanie 30 km do
                  dożego miasta to standard, w USA dojeżdza się nawet i 100 km. Wszystko jest
                  kwestią infrastruktury, które i u nas prędzej czy póniej się rozwinie. Jeśli
                  jest dobra droga dojazdowa, spokojnie mozna mieszkać w takiej odległości...
                  • des4 Re: do penar 27.02.07, 12:54
                    I jeszcze uzupełnienie. Basen? Przegapiłeś parę lat skoro basen kojarzy ci się
                    miastem. Obecnie w gminach funkcjonuje sporo basenów i infrastruktury
                    sportowej. mieszkam w Rzeszowie i w zasadzie w większości gmin w promieniu 20-
                    30 km od miasta jest basen...
                    Podobnie jest ze szkoła i zajęciami pozalekcyjnymi. Większość kraju to nie
                    Bieszczady czy podlaskie puszcze z doktorem Judymem i Siłaczką. Lokalne szkoły
                    organizują teraz całkiem przyzwoite zajęcia pozalekcyjne. No chybam że się ktoś
                    snobuje na elitarne przybytki.
                    A imieniny czy urodziny mogę obskoczyć nie zdarzają się co tydzień. Zresztą
                    wśród naszego kręgu znajomych jest zwyvczja, że dzieci odwozi z imprez rodzic
                    solenizanta/tki, żaden problem...
                      • des4 Re: do des4 28.02.07, 07:41
                        Akurat tak sie złozyło, że mieszkam dokładnie na granicy miasta, jednak nie
                        widziałbym problemu gdyby to było 20 km dalej - 15 minut dluższy dojazd i tyle.
                        Mam masę znajomych, którzy mieszają w tej odległości i doskonale sobie dają
                        radę - po prostu miejscowości na szeroko rozumianych "przedmieściach" mają
                        coraz lepszą infrastrukturę i coraz lepiej rozwinięte funkcje usługowe i
                        socjalne. Stopniowo będziemy dochodzić do standardów panujących w
                        cywilizowanych krajach gdzie więszkość ludności żyje na przemieściach lub w
                        małych miejscowościach dojeżdzając do pracy do dużych miast...
                        • Gość: adq Re: do des4 IP: *.acn.waw.pl 07.03.07, 18:02
                          Mam nadzieje, ze tak szybko nie dogonimy ,,krajow cywilizowanych'', poniewaz w
                          odniesienieniu do takiego Londynu (wiem, ze na razie nam daleko) nie jest
                          mozliwe spotkanie w tygodniu ludzi, z np. 5 strefy z przeciwleglych stron Londynu.
                          Poniewaz, aby sie spotkac musieliby poswiecic ladnych pare godzin na dojazd.
                  • Gość: Sas Re: do des4 IP: *.net81.citysat.com.pl 27.02.07, 16:01
                    I tu masz rację - wszystko jest kwestią infrastruktury. W zeszłym roku
                    zbudowano w naszym cywilizowanym kraju 7km autostrad.Ale ma być lepiej , bo
                    gadają ,ze ma być lepiej. Porównywanie Polski do USA JEŚLI CHODZI O
                    INFRASTRUKTURE TO CHYBA NIE NAJLEPSZY POMYSL . Sas
                • Gość: penar Re: do penar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.07, 13:50
                  Gość portalu: Sas napisał(a):
                  > Te widoczki to może i fajne, ale z Sobótki do centrum to sie jedzie
                  > przynajmniej godzinę.

                  Naprawdę ?
                  Linią autobusową DLA 502 45 min. ( z zatrzymywaniem się na kilkunastu
                  przystankach po drodze ).
                  Od kilku dobrych lat jeżdżę tą trasą i może 1, 2 razy musiałem czekać, albo
                  robić objazd, ale to z powodu wyjątkowego jak np. wypadek i blokada drogi, itp.

                  Gość portalu: Sas napisał(a):
                  A co z dziećmi - języki , basen ,szkoła , imieniny ,
                  > urodziny ,

                  A co nie wiesz, że w Sobótce jest basen, szkoły, itd. ? Oczywiście możesz
                  jeździć, gdzie Ci się tylko podoba.


                  Gość portalu: Sas napisał(a):
                  Co do Bielan to tam 15min to sie szuka wolnego miejsca

                  Pewnie, jak się chce parkować przed samym wejściem i to w dodatku w niedzielę
                  to może i tak. Tego nie wiem.
                  Ja w Niedzielę nie muszę i nie chcę jeździć na zakupy.

          • m.w Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z 27.02.07, 11:28
            Moze gdybym kupiła dom na zadupiu 20 -30 km od granic Warszawy to bym załowała,
            bo ciągle gdzieś jeździmy, sporo znajomych do nas przyjeżdza, a że kupiłam dom
            3 kg od granicy warszawy i 20 min od centrum to jestem zadowolona. W pracy
            jestem szyciej niz jak bym miała jechać z ursynowa czy tarchomina w kazdej
            chwili moge wyskoczyć do miasta, taryfa do nas nie kosztuje fortuny, jeżdzi
            autobus. Do tego mam lasy pod nosem, za domem pola ... fakt w naszej wsi nie ma
            sklepów, chodników i co mnie najbardziej boli ani jednego placu zabaw dla
            dzieci, ale mam nadzieje że i to w najbliższej przyszłosci się zmieni.




            --
            pozdrawiam
            Gośka
            • marcia81 Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z 27.02.07, 11:34
              Moj wymarzony dom znajduje sie jeszcze 10km za łomiankami, szkola pod nosem,
              przychodnia pod nosem,rodzina na bielanach, czyli bliziutko, ale jednak
              cholerka obawy sa! Sklepy tez sa, chodniki tez. Boje sie ze bede sama siedziala
              w tym domu i zglupieje, tu to chociaz wyjde przed blok, usiade na lawce przy
              piaskownicy i pogadam z ludzimi, boje sie ze tam bedzie doskwierac mi
              samotnosc.
              • trypel Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z 27.02.07, 11:39
                Samotnośc? Odkąd wybudowałem pierwszy dom WSZYSCY znajomi majacy mieszkania
                wpadaja kiedy tylko moga :) w lecie praktycznie codziennie miałem gosci :) (na
                szczescie to lubie) potem po kolei wswzyscy zaczeli brac z nas przykład :)
                Samotnosc zdecydowanie nie grozi na wsi... no i nie ma przyjemniejszej rzeczy
                jak wieczorne piwko z sąsiadem przez płot :)
                --
                Kobiety nie można zmienić. Można zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia.
              • Gość: Martika Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.07, 20:32
                Też się tego bałam, samotności, tylko że po przeprowadzeniu się do bloku po 7
                latach znałam 2 słownie dwie osoby, z którymi rozmawiałam pod klatką, a po
                przeprowadzeniu się do domku 2 miesiące temu mam zaprzyjaźnionego pana ze
                sklepu, sąsiedzi zawsze się przywitają i zamienią kilka sympatycznych zdań,
                nawet obcy ludzie zaczepiali mnie na ulicy z sympatycznym "jak się pani
                mieszka... czy się pani u nas podoba itp. Psy już na mnie nie szczekają, uznały
                mnie za swoją a znajomi chętniej przyjeżdżają, bo i salon większy i jak impreza
                to sąsiedzi nie stukają a i grilla jest gdzie zrobić, a i przenocować gości
                jest gdzie. Prowadzę firmę i miałam pietra czy klienci będą chcieli przyjechać
                bo to za miastem, a oni mówią, że szybciej dojechali niż do starej firmy i bez
                korków i jest gdzie zaparkować. A jak trzeba coś w mieście załatwić to jest
                przepychanka bo nikt nie chce jechać, bo nam tu dobrze.
            • lajlah Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z 27.02.07, 16:04
              M.w , to gdzie Ty kupiłaś ten dom? Ja mieszkam prawie 20 km od W-wy i mamy
              mnóstwo sklepów, ładne chodniki, ścieżkę rowerową. To chyba zależy od gminy,
              ale czasem bliskość stolicy oznacza większe "zadupie", jak czytam.
              --
              Pan Bóg mnie stworzył, a diabeł opętał, jestem więc na wieki i grzeszna i
              święta.
              • m.w Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z 28.02.07, 11:15
                Mieszkam w Kludynie - gmina Babice Stare, zaraz przed Izabelinem
                Klaudyn to wiocha totalna, bez chodników, kanalizacji, placy zabaw itp, a
                wydatki przewidziane na nasza wiochę na ten rok przez gminę są tak znikome ze
                nawet pozadnej działki za tą kasę by tu nie kupił.
                Juz są głosy zeby przenieść "nas" do gminy izabelin lub warszawy bo Gmina
                Babice traktuje nas chyba jak piate koło u wozu :/ cóż moze sie coś zmieni.
                Ale nie załuje kupienia domu w takim miejscu bo niestety jestesmy na stałe
                związani z Warszawą a z Klaudyna jest naprawde bardzo blisko.


                --
                pozdrawiam
                Gośka
            • Gość: maja Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.07, 11:41
              My mamy tak : budowa na wsi, 20 km od małego miasta, gdzie mieszkamy. Jedziemy
              ok. 20 km normalnym tempem, bez korków. Dom przy lesie, ostatni przy drodze
              dalej tylko las. Nie ma autobusu, ok. 2 km. Piekna okolica, ale nie myslimy
              tylko kategoriami "kawka na tarasie w piżamach w niedzielne poranki". Boimy
              się, czy się uda, czy ta decyzja okaże sie słuszna. Nie chcielibysmy żałować.
              Byliście pewni na 100 % swoich decyzji odnosnie takich przeprowadzek ? Nasz
              świat i plany nie ograniczają się do zbudowania domu. Lubimy podróżować. A
              tutaj mówia nam, że trzeba siedziec i domu pilnować !

              • trypel Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z 27.02.07, 11:51
                Nie daj sobie tego wmówic!! siedziec i pilnowac - chore!! To TYLKO dom -
                przedmiot - on jest dla Ciebie a nie Ty dla niego. Co to przeszkadza w
                pilnowaniu i wyjezdzaniu? Ja nie byłem pewien przy I domu, przy II jestem
                pewien na 100% :) i własnie ta kawka na tarasie, pies, żaby kumkające,
                świerszcze, kominek, grzyby...
                --
                Kobiety nie można zmienić. Można zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia.
                • marcia81 Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z 27.02.07, 12:02
                  Nie wiem czy masz dzieci. Ja mam i o nich tez mysle,ze beda mialy wszystko
                  utrudnione, na samym poczatku my je bedziemy wozic mimo ze mamy szkole pod
                  nosem ale bede musiala znalezc im w wawie bo przeciez kto je odbierze a tak to
                  to poprosze maja mame. Jak beda starsze to beda bidulki staly na przystankach i
                  czekaly na PKS ktory jezdzi dwa raz na godz. Pozniej beda chcialy wychodzic na
                  imprezy do warszawy, no i co? Jak wroca, nocnych tam nie ma. Moga spac u babc
                  ale nie wiem czy to dobry pomysl, przeciez beda sie upijac i bedzie im glupio
                  isc do babci (pisze takie rzeczy bo jeszcze nie tak dawno sama bylam mloda i
                  lubilam sie pobawic, nie mowie o jakis libacjach alkoholowych) No i nie ma co
                  ukrywac ale gdzie te dzieci beda siedziec, na przystankach autobusowych, w
                  miescie to wyjda przed blok na lawke lub pojda do pubu. Tak pisze co mi w
                  glowie siedzi. Nie krytykujscie mnie. Naprawde chce kupic ten dom.
                  • Gość: Kajka Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z IP: *.eranet.pl 27.02.07, 12:11
                    Marcia, ja - jak napisałam niżej - nie miałam ŻADNYCH watpliwości kupując dom
                    za miastem. Ty je masz. Zastanów sie. Może intuicja ci podpowiada, ze w twojej
                    sytuacji nie bedzie to najlepszy pomysł?
                    PS. Dorosłe dzieci moich znajomych z imprez wracają własnym samochodem (nie
                    piją), a jak chca się napić, to rodzice je przywożą. Nie zdaża się to często,
                    więc nie jest uciążliwe. Albo nocują u znajomych i wracają rano autobusem. Albo
                    taksówka (100zł). Wszystko można zorganizować, jak się chce
                • sahibus Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z 27.02.07, 13:16
                  > Nie daj sobie tego wmówic!! siedziec i pilnowac - chore!!

                  Zgadzam sie ze to chore, ale w normalnym kraju.
                  Tutaj gdy po powrocie z wyjazdu nie bedziesz miec: bramy, drzwi garazowych,
                  pieca, kilku okien włącznie z futrynami, nie wspominając juz o takich
                  drobiazgach jak duze AGD albo krążący "goście" o 3 nad ranem po parterze których
                  słyszysz z sypialni i w strachu czekasz aż wyjdą udając że nic nie słyszysz bo
                  jeszcze zrobią Ci krzywdę - możesz zmienić zdanie...
                  To wszystko są przypadki moich znajomych - tzn nie zdażyło sie to oczywiście
                  jednorazowo u jednej osoby, ale wszystko autentyki.
                  Są oczywiście systemy antywłamaniowe, chodzisz po ogródku z pilotem deaktywując
                  odpowiednie strefy ale czy to wygodne?
                  Troche przerysowuję ale tak to wygląda nieraz.
                  Nie wiem jak teraz jeżdzi PKS, ale pamiętam że jak skończyłem podstawówkę to
                  zaczęła sie tragedia z dojazdami do szkoły.
                  Wychowalem sie na wsi i chcialbym mieszkac w domu. Mamy ładna małą działke, ale
                  po chlodnej analizie postanowilismy pomieszkac jeszcze 15 lat w miescie. Tylko
                  czy po 50tce bedzie nam sie chcialo budowac?
              • m.w Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z 27.02.07, 12:05
                Bylismy pewni !
                Od dawna już marzylismy o domu i kawałku ogródka - własnie po to zeby pies miał
                gdzie latać, dziecko miało swoją piaskownice, zeby rano pić kawę na tarasie a
                wieczorem spotkac się przy wybudowanym własnorecznie (no rękami męza) grilu ze
                znajomymi.
                A wyjazdy - w zeszłym roku nie mielismy czasu na wyjazdy - pod koniec maja sie
                przeprowadzalismy a potem cieszylismy ogródkiem, wypadlismy tylko na weekend.
                Na ten rok już mam dwoje chętnych zeby posiedzieć u nas w domu z psami, bo nie
                zawsze mozna je ze sobą wziąć. I nie chodzi o to zeby pilnowac domu tylko
                właśnie o te psy, mieszkając w bloku bylismy zmuszeni zawsze je zabierać bo nie
                kazdy wyjdzie na spacer z bydlęciem 40 kg który nie kazdego swego kolege
                kocha ;) teraz mogą sobie posiedziec przez tydzień czy dwa bez spaceru bo mają
                ogródek.


                --
                pozdrawiam
                Gośka
        • Gość: Kajka Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z IP: *.eranet.pl 27.02.07, 11:56
          marcia81 napisała:

          > No dobra ale nie mecza Was dojazdy? Stanie w korkach? Oczywiscie pytanie
          > kieruje do osob ktore w takowych korkach staja. Czy troche to nie przyslania
          > zalet domu, ktory pewnie ma ich wiele? Ze wracacie poznym wieczorem do domu i
          > zostaja wam tylko weekendy, ze juz nigdzie nie wyjedziecie, bo przeciez jest
          > dom, to po co wyjezdzac. Mowie tylko o wypadach, nie o wakacjach.
          > Sama planuje kupno wiec stad moje pytania.
          > pozdr

          Mnie nic nie przysłania zalet domu, a wszelkie niedogodności rekompensuje mi z
          nawiązką co innego.
          ale to wszystko zależy od oczekiwań i charakteru danej osoby. Całe życie
          mieszkałam w Warszawie, ale nigdy nie byłam tak szczęśliwa, jak tu, gdzie
          mieszkam teraz. Z tarasu widze las, mam dookoła piekne tereny, na rower czy
          długie spacery z psem. Jest pieknie nawet teraz, w brzydką bezśnieżna zimę.
          Oczywiście - jak zabrakło smietany, to nie było, ze wyskoczę do sklepu za
          rogiem. Do auta i powrót za pół godziny. Ale ... nauczyłam sie pilnowac, zeby
          spiżarnia była zaopatrzona we wszystko.
          Autobusów nie ma (jest pekaes), ale dzieciaki zabiera gimbus, wiec nie trzeba
          ich wozić i odbierać codziennie. Zresztą...jeżeli jeździ się codziennie rano do
          pracy, to nie jest to jakiś wielki problem.
          Mieszkam 30 km od centrum W-wy, 13km od granicy. Korki? owszem, ale w
          warszawie. Mój dojazd do pracy wydłużył się więc o 10 min, bo tyle zajmuje mi
          trasa do miasta. Potem korek, więc nie ma znaczenia, ze mieszkam tu gdzie
          mieszkam.
          Do domu zawsze wracałam późno i teraz tez tak jest. za to w weekendy jest
          wspaniale, rano wstaje i ide z psem na spacer, który (pies) już zdażył
          zapomnieć co to smycz.
          W domu wcale nie trzeba siedzieć i go pilnować :) Można zainwestować w
          monitoring, ale jak mają cię okraść, to i tak cię okradną :)
          Latem niezapomniane grille w ogródku wspólnie z sąsiadami.
          Ja widze same zalety.
          Dużo by wymieniać.
          Jednak nalezy pamiętać, że zależy to od indywidulanego podejścia. ten kto jest
          szczęśliwy w duzym mieście, nie wiem czy będzi tak sam na prowincji.
          Ja nie miałam watpliwości ani przez chwilę, odkąd postanowiliśmy kupic ten dom,
          nie miałam CIENIA zwatpienia.
          Jezeli jednak się wahasz i obawiasz, to się zastanów, bo to może oznaczać, ze
          będziesz żałować.
          • Gość: maja Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.07, 12:12
            Obawa, wahanie, cienie watpliwości nie musza oznaczac klęski w przyszłości.
            Świadczą one może bardziej o wiekszej dozie pesymizmu, braku wiary we własne
            siły, no i bogatej wybraźni. Bo tylko człkowiek z wyobraźnią boi się.
            Życie na wsi odpowiada naszym usposobieniom. Mamy na tej działce domek, w
            którym pomieszkujemy w sezonie już 4 lata. Dzieci w wieku gimnazjalnym, za 3
            lata jedno już wyjedzie. Niby wszystko gra, a czasami wrodzony pesymizm bierze
            górę .
            • marcia81 Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z 27.02.07, 12:27
              Napisze tak: Mam 16mies blizniaki, moje zycie wywrocilo sie do gory nogami, nie
              bylo latwo, przeszlam niezla szkole zycia. Teraz jest juz super. Dzieci same
              sie bawia, mam z nimi super kontakt, bardzo je kocham. Jednak siedzenie z
              dziecmi nie jest latwe, po pewnym czasie zaczyna czlowiekowi doskwierac
              samotnosc, brakuje towarzystwa. Latem jest bosko, spacery, kolezanki z
              piaskownicy, jednak zima juz nie jest tak kolorowo, juz nie ma codziennych
              spacerow, czlowiek siedzi w domu i nie ma co ze soba zrobic. Jednak idzie
              wiosna, znowu moje zycie troche by sie odmienilo. No i tu wlasnie pojawia sie
              ta mysl, ze pojde do domu i mimo pieknego lata wiosny bede sama, dlatego
              zaczyly sie watpliwosci, moze gdybym miala prace, tak bym nie myslala, ale
              zrozumcie mnie, jak sie siedzi z dziecmi to glupie wyjscie przed blok jest
              wydarzeniem. Teraz moge sie jedynie cieszyc wyjsciem na zakupy do leclerca.
              Bardzo chce miec dom z ogrodkiem aby moje kochane brzdace bawily sie calymi
              dniami na dworku, lataly w samych pieluchach, aby mialy wielki pokoik itd.
              • trypel Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z 27.02.07, 12:46
                Jak masz małe dzieci to nawet sie nie zastanawiaj. Pierwsza sprawa - z dzeci
                znajomych i moijego wychowanych na wsi ŻADNE nie ma żadnej alergii, te
                miejsckie mają każde..., moja mała od wiosny spedzała cały dzien na dworze, z
                psami, kotami, na trawie... łaziła z opiekunką po lesie a nie po centrum
                handlowym, piła mleko od krowy :) na mojej wsi jest szkoła z gimnazjum gdzie
                dealer narkotyków dostałby widłami wiec sie nie pojawia :0 gdzie nauczycielki
                znaja wszystkich rodziców i nie wahaja sie do nich dzwonic jak jest problem...
                Jedyny minus wsi to to że pizzy nie mozna zamówic :)
                --
                Kobiety nie można zmienić. Można zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia.
              • czesiu71 Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z 27.02.07, 12:46
                Byłem i jestem pod pewnym względem w podobnej sytucji, jak Ty - też mam
                bliźniaki, z tym że 20-miesięczne i jeszcze 4-letnią córę i podobnie jak Ty
                zastanawiałem się nad nowym lokum. I wyprowadziliśmy się z Warszawy, ale na
                zasadzie kompromisu - nie jest to dom, lecz segment skrajny, z bardzo małym
                (ale jednak!) ogródkiem, 3 km. od granicy Wawy, w centrum Łomianek. Nie mamy
                niestety super widoków za oknem, choć okoliczne ogrody nie wygladają wcale źle,
                ale mamy wszystko pod ręką - począwszy od sąsiadów, poprzez sklepy i markety w
                odległosci 10 min. piechotą, przystanek Łki kursującej do Wawy podobnie, ale
                jednocześnie nieco dalej Puszczę i nadwiślańskie łąki. Może to jest
                rozwiązanie? Nam się bardzo podoba! Jako typowy mieszczuch na typową wieś chyba
                bym sie nie przeprowadził...
      • Gość: oskar mialem dom na prowincji... IP: *.pools.arcor-ip.net 27.02.07, 13:07
        co prawda nie w polsce, ale problemy podobne. kiedy mowimy o prowincji to
        mowimy od 15 km od miasteczka, ktore jest 60 km od duzego miasta.

        okolica byla piekna, lasy, rzeka, tylko 10 sasiadow. znudzilo mi sie po
        tygodniu. w domu bylem caly czas jak uwieziony. za najdrobniejsza sprawa trzeba
        bylo jezdzic. ja wychowalem sie w centrum i dla mnie wyjscie do kina to bylo 5
        minut spacerem a nie 30 min samochodem. wyjsca do pubu wogole sie skonczyly -
        nie bylo z kim a powrot taksowka by dosc drogi. dopoki mielismy jedno auto to
        trzeba bylo normalna logistyke uprawiac. od kiedy mielismy 2 auta bulilismy za
        wszystko podwojnie. dowozenie dzieciakow do przedskola i szkoly, a potem do
        kolezanek albo na zajecia to juz byla pelnoetatowe szoferowanie.

        poza tym ja nienawidze wszelkich prac ogrodowych, odsniezania itp. moja trawa
        byla zawsze zolta i przeschnieta jak na stepie, az mi sasiedzi zwracali uwage.
        poza tym bokiem mi wyszlo spedzanie weekendow na wiecznym majsterkowaniu,
        umawianiu sie z roznymi majstrami itd. cala administracje nieruchomosci
        musialem w koncu sam robic. najgorzj bylo jak kiedys zostalem sam w domu i bez
        auta na weekend. malo szalu nie dostalem.

        teraz mam duze miaszkanie 3 km od starowki i to jest to! mamy obok park, cicha
        okolica, mamy jedno male auto, b.dobra komunikacje, wszystko blisko. wreszcie
        nie mam tego uczucia uwiezenia na bezludnej wyspie.
        • marcia81 Re: mialem dom na prowincji... 27.02.07, 13:24
          To skad u Ciebie decyzja o domu! Skoro tak jak piszesz niczego nie lubiles
          robic kolo domu, to kto wpadl na taki pomysl. Ja bardzo cenie sobie spokoj,
          zielen, a mysl o ogrodzie napawa mnie radoscia! Dlatego pomyslelismy o domu.
        • Gość: analizator.textów ty chyba jestes nienormalny!! IP: *.echostar.pl 28.02.07, 23:23
          > poza tym ja nienawidze wszelkich prac ogrodowych, odsniezania itp. moja trawa
          > byla zawsze zolta i przeschnieta jak na stepie,

          po cholerę się wprowadzałes do domku?? człowieku, szaleju się najdłeś?? ;)
          ja uwielbioam takie zajęcia, tak samo jak wypady na rowerze do lasu który mam
          150 m od domu czy też granie z synem i sąsiademw pinh-ponga (stól zawsze w
          garażu stoi)

          > teraz mam duze miaszkanie 3 km od starowki i to jest to! mamy obok park, cicha
          > okolica, mamy jedno male auto, b.dobra komunikacje, wszystko blisko. wreszcie
          > nie mam tego uczucia uwiezenia na bezludnej wyspie.
          ja tez nie miałem uczucia zycia na bezludnej wyspie jak mieszkałem w bliku,
          gdzie za scianą było mieszkanie studenckie, a nade mną mieszkało młode
          małżeństwo, gdzie po remoncie połozyli sobie terakotę na podłodze, a ta pinda do
          23ej chodziła kuwa w szpilkach dzień w dzień!!

          a poza tym - to było moje 3 mieszkanie i w każdym z nich doskonale odróżniałem,
          czy w danej chwili w ubikacji piętro wyżej mocz oddawała sąsiadka, sąsiad (mniej
          słyszalny), czy tez ktoś spoza domowników ;)))
          • Gość: oskar Re: ty chyba jestes nienormalny!! IP: *.pools.arcor-ip.net 27.03.07, 01:32
            Gość portalu: analizator.textów napisał(a):

            > po cholerę się wprowadzałes do domku?? człowieku, szaleju się najdłeś?? ;)
            > ja uwielbioam takie zajęcia, tak samo jak wypady na rowerze do lasu który mam
            > 150 m od domu czy też granie z synem i sąsiademw pinh-ponga (stól zawsze w
            > garażu stoi)

            jak wyjasnilem powyzej - dom byl w pakiecie kontraktu. w poblizu zreszta nie
            bylo zadnych mieszkan bo to bylo usa.

            > ja tez nie miałem uczucia zycia na bezludnej wyspie jak mieszkałem w bliku,
            > gdzie za scianą było mieszkanie studenckie, a nade mną mieszkało młode
            > małżeństwo, gdzie po remoncie połozyli sobie terakotę na podłodze, a ta pinda
            do 23ej chodziła kuwa w szpilkach dzień w dzień!!

            gdy mysle o mieszkaniu to nie o betonowych slamsach, tak samo jak myslac o domu
            nie mysle o rozpadajacej sie drewnianej chacie ze slawojka za stodola.
            podobnie o sasiadach. drechy i pijane gumofilce to nie to o czym mowimy.

            > a poza tym - to było moje 3 mieszkanie i w każdym z nich doskonale
            odróżniałem,
            > czy w danej chwili w ubikacji piętro wyżej mocz oddawała sąsiadka, sąsiad
            (mnie
            > j
            > słyszalny), czy tez ktoś spoza domowników ;)))

            w obecnym mieszkaniu wszystkie sciany zewnetrze sa podwojne. nigdy nie
            slyszalem sasiadow, mimo ze sa tacy co maja male dzieci i robili niedawno
            kinderbal. za to w domu (kanadyjczyk) wlasnie bylo pelno efektow o jakich
            wspominasz. jak w nocy pies biegl po korytarzu na gorze to slychac bylo glosne
            bom-bum-bum. kanaliza tez nam dostarczala roznorodnych wrazen.
            aha i byl to dom nowy, ktorego wartosc byla spoooro powyzej sredniej.
      • lajlah Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z 27.02.07, 15:57
        My mieszkamy ok. 20 km od Warszawy. Na "wsi".
        Mąż pracuje w W-wie, dojeżdża codziennie autem , zajmuje mu to ok. pół godziny
        w jedną stronę. Korków nie ma, bo trasa dobra, zaczynają się dopiero w samej W-
        wie. Syn ma do szkoły 0,5 kilometra, piętnaście minut spacerkiem, pięć minut
        szybkim chodem. Mamy "pod nosem" aptekę, kilkanaście sklepów różnych branż, dwa
        ośrodki zdrowia, saloniki fryzjersko- kosmetyczne, 3 solaria, obiekty
        typu "kebab, pizza". Do najbliższego miasta powiatowego 2 km, tam już jest
        kino, teatr, poczta, kluby, puby, firmy i firemki itp., szpital, przychodnie
        specjalistyczne, butiki, supermarkety sztuk 5:) Mamy niedaleko rzekę, las,
        łąki, fajną ścieżkę rowerową, a do stolicy niedaleko, więc czego chcieć więcej?
        Można dojechać pociągiem, autobusem lub autem.
        Domek na ładnej działce, dużo zieleni, a dzisiejsza prowincja, to już nie jest
        dziura zabita dechami,z wychodkiem za krzakiem i błotnistą drogą, tylko małe
        osiedle domków w rozwijającej się okolicy (przynajmniej pod Warszawą), mamy
        wodociągi i kanalizację, wywóz śmieci, ochronę posesji, chodniczki wyłożone
        kostką brukową. Jedyny minus, trzeba mieć sprawne auto, a najlepiej dwa, ale
        bez tego i w mieście niełatwo.
        --
        Pan Bóg mnie stworzył, a diabeł opętał, jestem więc na wieki i grzeszna i
        święta.
        • Gość: ala Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.07, 18:47
          Kupilam dom 20km od Wawy i wytrzymalam dwa lata.Ja po prostu nie trawie
          polskiej prowincji balagan architektoniczny brak infrastruktury o osrodkach
          kultury nie wspomne Lubie zycie w miescie wszystko na wyciagniecie reki,ale co
          kto lubi.A na stare lata tez wole ladne mieszkanko ,kino ,teatr i podroze i
          wypady w lecie do znajomych na prowincje, bo niestety warszawskie okoliczne
          gminy najlepiej wygladaja we wstecznym lusterku.Pozdrawiam
        • Gość: Tomek Niezłe bajki... IP: *.chello.pl 27.02.07, 19:15
          Niezłe bajki opowiadacie. Wszyscy mieszkają 20km od Warszawy i do pracy
          dojeżdżają w 30 minut. Ja mieszkam na Sadach Żoliborskich i do pracy na
          Domaniewską jadę 30 minut. A jestem rodowitym Warszawiakiem i znam niezłe
          skróty. Może oświecicie mnie jak Wy to robicie? Albo przestaniecie opowiadać
          bzdury...
            • trypel Re: słuszna uwaga 27.02.07, 20:36
              To jest włąsnie zaleta pracy i mieszkania w odpowiednim miejscu :)
              Mieszkałem jak pisałem 40 km od PKiN a pracuje na Ursynowie. Do Janek miałem 10
              minut, z Janek do Puławskiej max 8-10,na Puławskiej jakies 300 m korka to daje 5
              min i koło Geanta w prawo i za 2 minuty w biurze :)
              Rekord to 25 ale wtedy jechałem szybko a max 45 jak był wypadek w Jankach.
              I kolega z Saskiej Kępy jechał ZAWSZE dłuzej niż ja :)
              Przyznaję że gdybym pracowal na Tarchominie to dojezdzałbym 1,5 godziny :)
              --
              Kobiety nie można zmienić. Można zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia.
              • Gość: Tomek Re: słuszna uwaga IP: *.chello.pl 27.02.07, 20:48
                Jesteś wyjątkiem potwierdzającym regułę. Nie bierzesz tylko jednego pod uwagę.
                Że domu / mieszkania nie kupuje się pod konkretne miejsce pracy. Za rok możesz
                pracować na Pradze / Bielanach czy gdziekolwiek indziej i dojazdy zajmą Ci 1,5
                godziny. Pisałem już w innym poście o rozmowie z człowiekiem, który zapewniał
                mnie że z Ząbek do centrum jedzie samochodem 20 minut. Dopiero później wygadał
                się że jedzie do pracy na 10, a wraca o 19. Tak to jest z posiadaczami domów za
                miastem. W wypadku Warszawy podają czas jazdy do granic miasta jako łączny czas
                dojazdu. Albo "zapominają" powiedzieć o prawdziwych godzinach w których jeżdżą.
                Mam kolegę, który dojeżdża z Tarchomina na Służewiec w pół godziny. Tylko by
                tego dokonać musi wyruszyć z domu o 6.50. Jeżeli spóźni się o 15 minut to czas
                przejazdu wydłuża mu się do 1 godziny. takie są fakty, o których często nie
                mówią mieszkający poza miastem, lub na jego peryferiach.
                • trypel Re: słuszna uwaga 27.02.07, 20:54
                  Masz racje co do godzin dojazdu. Jestem tym szczesciarzem który jest w biurze o
                  8 a wychodzi... koło 20 :) wiec dojazd jest łatwy i prosty :)
                  Ale inna sprawa ze szukajac nowej roboty moge sobie pozwolic na komfort
                  wybierania tam gdzie mi pasuje. A Ursynow mi pasuje akurat :)
                  Ale przyznaj że mieszkanie w Tarczynie czy na Okęciu jesli chodzi o czas dojazdu
                  do centrum rózni się o 15 min -tyle ile sie jedzie z Tarczyna na Okecie :)
                  --
                  Kobiety nie można zmienić. Można zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia.
                  • Gość: Tomek Re: słuszna uwaga IP: *.chello.pl 27.02.07, 21:11
                    Zależy co uważasz za Okęcie. Jeżeli Raszyn to się zgodzę. W przypadku np.
                    okolicy ul. Krakowiaków, lub 17 Stycznia już bym polemizował. Jest jeszcze
                    jeden problem. Gdy na "Trasie Krakowskiej" zdarzy się wypadek (jak np. ostatnio
                    gdy ciężarówka najechała na autobus) lub gdy spadnie śnieg (nie każda zima jest
                    taka łaskawa jak tegoroczna) to w 15 minut raczej nie masz szans dojechać z
                    Tarczyna nawet do granic Warszawy. Na podparcie swjej tezy podam kolejny
                    konkretny przykład: czas dojazdu z Rembertowa na Służewiec (tam pracuję dlatego
                    cały czas podaję go jako przykład) jednego z moich współpracowników standartowo
                    wynosi ok. 1 godziny (co uważam już jest długo). Gdy spadł śnieg na przełomie
                    stycznia i lutego jechał równo 2 godziny i 10 minut. Ja z Żoliborza, nawet w
                    tych warunkach przebiłem się w 45 minut.
                    • trypel Re: słuszna uwaga 27.02.07, 21:23
                      Nie zapominaj że teraz mieszkam na Ursynowie... jak wtedy spadł snieg to
                      jechalem akurat o 16 z Marriotta do domu... 2,5 godz :) wiec sytuacje skrajne
                      pomińmy milczeniem :)
                      Jasne że mieszkanie na wsi jest droższe (dojazdy) i człowiek nieraz dojezdza
                      dłużej ale dla mnie i tak dom oznacza dom na wsi a nie mieszkanie w bloku :)
                      --
                      Kobiety nie można zmienić. Można zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia.
                • Gość: ewa Re: słuszna uwaga IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.02.07, 19:23
                  OK. Ja tez sobie jezdze luzik ale nigdy w godzinach szczytu (mam to szczescie,
                  ze nie musze być w pracy 9-17). Jezdze z Legionowa. Ale w godzinach szczytu to
                  jest dramat. Jak musialam dojezdzac na Al. Krakowska miałam min. 1,5 godziny w
                  jedna strone wyjete z zycia. 3 godziny dziennie w samochodzie? Ja dziekuje.
                  faktem jest, że stopuja mnie korki w samej Warszawie-na Modlinskiej przed
                  Auchan (żeby wjechac na Grota 20 min stania). Nie jest w cale tak rozowo. Ale w
                  sumie gdybym dojezdzala na Krakowska z Bialoleki czy np. Targowka tez byloby
                  przerabane. na szczescie z tego nieszczesnego Legionowa jest jeszcze pociag...
                  Ale szczerze mowiac to koszmarem dojazdowym zwykle nie jest te 20 km czy ile od
                  granic miasta tylko to co jest w samym miescie, tak sadze. W Warszawie
                  generalnie mozna chyba dostac cholery.
              • Gość: ~^V^~ Re: Niezłe bajki...NIE BAJKA IP: 81.15.171.* 01.03.07, 14:43
                Gość portalu: Kajka napisał(a):

                > acha, wychodze z domu 8.45.
                > Mój mąż wychodzi z domu o 8 i jest w pracy 8.45-9.00 w zależności od korków
                na
                > Modlińskiej.

                aaaa, to jakies cuda na kiju. nawet jak wchodze do autobusu przed 6 rano i jade
                511, to zajmuje to 40-45 min. do Wilsona.
                moze ty masz naped rakietowy ?? przyznaj się
              • des4 Re: jesteście śmieszni 28.02.07, 07:54
                Wątek traktuje o domu na PROWINCJI a wy zażarcie dyskutujecie o wadach i
                zaletach mieszkania 3 czy 20 km od Warszawy. Jak to prowincja? Myślę że
                jesteście dośc rozpieszczeni. Ot typowe dylematy "miastowych". Jeśli byście
                musieli mieszkać, jak ktoś wyżej napisal, 20 km od miasteczka i 60 km od dużego
                miasta to sądzac z waszych wypowiedzi nie dalibyście zsobie zupełnie rady. A
                przecież masę ludzi mieszka w takich lokalizacjach i znakomicie funkcjonuje,
                nie narzekając na brak tych udogodnień, bez których wy, jak widać, nie
                potrafilibyście funkcjonować. I nie są to, jak tu się często określa, wsioki
                czy inne wieśniaki, ale ludzie którzy cieszą się życiem. Czy to ża mieszkają
                tam a nie blisko wielkiego miasta od razu ma stanowić o ich "wartości"? To że
                mają inne aspiracje niż wy nie musi opznaczaćże są gorsi....
                  • trypel Re: jesteście śmieszni 28.02.07, 08:31
                    OK. Znajomy mieszka 215 km od firmy. W Niemczech. Dojezdza codziennie 2 godz w
                    jedna strone i uparcie nie chce sie przeprowadzic... Oczywiscie koszty pokrywa
                    firma ale strata czasu jest niewyobrazalna :(
                    To się nazywa dojazd do pracy...
                    --
                    Kobiety nie można zmienić. Można zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia.
            • Gość: ewa Re: Niezłe bajki...NIE BAJKA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.02.07, 19:27
              Niestety nie wierze ze w godzinach szczytu chyba ze helikopterem pokonujsz
              korek do skrzyzowania przy pałacu, potem ta samą metodą korki na Modlinskiej a
              potem na Wisłostradzie/Al. Prymasa itd. Pracowałam w ok. DC i jezdzilam z
              Legionowa i to co piszesz to moze jest prawda dla sobotniego wieczoru. Tym
              bardziej, wyglada na to, ze mieszkasz w Sierdach lub okolicach.
          • Gość: lajlah Do Tomka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.07, 15:03
            Ano, tak panie Tomku, że jak ma się dobre auto i dobrą trasę, to tyle się
            jedzie z prowincji do Warszawy. A jak ktoś mieszka na prowincji, to nie
            znaczy, że nie zna skrótów w W-wie. Mój mąż 30 lat mieszkał w stolicy, więc
            jeszcze trochę pamięta:) Poza tym codziennie po niej jeźdźi niestety.
          • jsolt to i tak niezle:) 28.02.07, 21:17
            ja mieszkam na stegnach i na domaniewską jadę ponad 30 minut...

            z tym że ja akurat pracuję na 9.00, ot taka głupia godzina - spotykam się na
            trasie z 90% ludu pracującego - być może ci 30-minutowi rekordziści spod wawy
            jeżdżą na 7.00 albo na 11.00, albo na nocną zmianę?:-)
                • Gość: zoska Re: Warszawiacy znamy juz wasza opinie,teraz czek IP: *.chello.pl 01.03.07, 10:47
                  Moja znajoma kupila ostatnio dzialke pod warszawa a dokladnie 3 km za
                  łomiankami, zaplacila za 1100m 250tys (takie sa aktualne ceny), czyli na twoja
                  budowe domu, kupno samochodow i wycieczke zostaje ci 280tys, watpie ze sie
                  zmiescisz. Ja nie krytykuje osob ktore mieszkaja w domu na prowincji, ja tylko
                  nie lubie czytac glupot ze za 40m mieszknie mozna sobie kupic dzialke,
                  wybudowac dom, kupis dwa samochody i wyjechac na fajne wakacje! Bez przesady.
                • Gość: Tomek Re: Warszawiacy znamy juz wasza opinie,teraz czek IP: *.chello.pl 01.03.07, 22:27
                  > Za 530 tys mozna wybudowac dom kupic samochody,i jeszcze duzo zostanie pod
                  > warunkiem ze nie bedzie to centrum warszawy.

                  Jasne. I jeszcze 100k PLN w coś zainwestujesz :-)
                  Podam Ci przykład że się mylisz. Gołe pole o powierzchni 1000m2 w połowie drogi
                  pomiędzy Czosnowem, a Lesznem kosztuje 150k PLN. A kupno takiej działki
                  graniczy z cudem, gdyż według nowego podziału min. powierzchnia działki
                  budowlanej w gminie Czosnów to 1200m2. Pamiętajmy również, że jest to zadupie
                  25km od Placu Wilsona, bez komunikacji, latarń, chodników i działka
                  nieuzbrojona. Dodaj więc sobie kolejne 30 tys (lekko licząc) na doprowadzenie
                  mediów, wyrównanie pola które będzie kiedyś drogą do Twojej posesji, ogrodzenie
                  (niewysoką siatką, bo na nic lepszego nie starczy), zebranie humusu przed
                  budową, itp. To już mamy 180k PLN. Notariusz, podatek, pozwolenia - kolejne
                  10k. Mamy już 190 000 PLN. I masz ogrodzony kawałek pola! Idźmy dalej. Wszyscy
                  twierdzą, że dom kosztuje średnio 2000 PLN/m2. W dzisiejszych czasach
                  przyjąłbym raczej min. 2500 (bo budowlańcy siedzą np. w Irlandii). Dom o
                  powierzchni 130m2 (bo dla rodziny nie ma sensu mniejszego budować) będzie Cię
                  więc kosztował 325 000. Doszliśmy już do kwoty 515 000 PLN. I masz goły dom,
                  wykończony w średnim standarcie. A gdzie meble, ogród, itp.? Nie zapominaj
                  również o kosztach dojazdów, które poniesiesz w trakcie budowy. I o ponoszeniu
                  tych kosztów później, podczas mieszkania. Jeżeli będziesz dojeżdżał do centrum
                  Warszawy z rzeczonej wsi pod Czosnowem to każdy dojazd będzie Cię kosztował:
                  30km x 2 x 0,78zł/km (stawka ryczałtowa ustalona przez Ministerstwo Transportu -
                  wątpię by była zawyżona) = 46,80zł/dziennie x 20 dni roboczych w miesiącu =
                  936zł. A jak to wyliczenie bedzie wyglądało gdy dzieci pójdą do szkoły? Bo
                  chyba ich nie poślesz do wiejskiej podstawówki?
                  Oszukuj się dalej, że za 530 000 wybudujesz dom i jeszcze Ci zostanie...
                  • trypel Re: Warszawiacy znamy juz wasza opinie,teraz czek 02.03.07, 08:38
                    Gość portalu: Tomek napisał(a):


                    > Jasne. I jeszcze 100k PLN w coś zainwestujesz :-)
                    > Podam Ci przykład że się mylisz. Gołe pole o powierzchni 1000m2 w połowie
                    drogi
                    >

                    To ja też podam przykład że się mylisz :)
                    działka 1000 m kw w okolicach Żabiej Woli (20 km od Janek wzdłuż Katowickiej -
                    chyba najlepsze miejsce komunikacyjnie) kosztuje między 50 a 75 tys pln goła a
                    od 80 do 100 tys w pełni uzbrojona. Zakładamy tę uzbrojona, dom tak jak mówiłes
                    2500 za metr co za 120 m kw daje nam 300 tys, no i mamy za 400 tys pln dom na
                    działce, przy asfalcie, z wodą, gazem, latarniami itd... do najbliższego
                    sklepu - samoobsługowy z terminalem, mamy od 1 km do 3 :) do najblizszego
                    wiejskiego góra 500 m (od cholery ich jest), szkoła z gimnazjum gdzie nikt nie
                    słyszał o dealerach, basen w Grodzisku 10 km, tam mamy równiez WKDke...
                    samochodem do Janek jedziemy 10 minut (kino + sklepy) no a na samochód zostało
                    sporo kasy przeciez :)
                    Mozna jak widac...

                    --
                    Kobiety nie można zmienić. Można zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia.
              • Gość: a Re: do a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.03.07, 10:21
                Jakie dojazdy?akurat mnie dojazdy nic nie kosztuja,pracuje na swojej
                prowincji,to samo dotyczy sie czasu-wiem ze nie kazdy moze sobie pozwolic na
                zmiane pracy ze wzgledu na miejsce zamieszkania,ale zachecam do tego-prace
                teraz latwo znalesc.Powietrze u mnie zdrowe-mysle zeby je pakowac i wysylac do
                warszawy ;-)
                  • Gość: abe Re: do a IP: *.eranet.pl 01.03.07, 14:02
                    Wielu to znaczy hipersuperfachowiec i konsultant (to jakbyscie jeszcze nie
                    zauważyli) Sas. Sorry za taki post, ale gdzie się nie otworzy watku tam zawsze
                    sa pogardliwe i obraźliwe posty sasa.

                    >Wszystko O.K. a jednak nie wielu chce sie z Toba zamienić. Sas
                    • Gość: Sas Re: do a IP: *.net81.citysat.com.pl 01.03.07, 14:35
                      Takie sa moje odczucia i nie musze płynąć z prądem bo z prądem płynie... O
                      nikim i o niczym - moim zdaniem ,nigdy nie wypowiadałem sie pogardliwie i
                      obraźliwie . Jezeli Ty tak to odbierasz to Twoj problem . A jeżeli nie chcesz
                      czytać POGARDLIWYCH I OBRAŹLIWYCH postów Sasa to nikt Cię nie zmusza do
                      wybierania mojego niku. Sas
                      • aga.roro a jednak... 01.03.07, 21:39
                        a jadnak Twoj dom w tak doskonałej idealnej lokalizacji nie służy chyba zbytnio
                        Twojemu samopoczuciu. Już po krótkim poczytaniu forum rzuciło mi się w oczy, że
                        Sas jakiś taki mocno czepialski i mało przyjemny w konwersacji.
                        Wyluzuj Sas, mieszkasz przecież w idealnej lokalizacji, której wszyscy Ci
                        zazdrościmy, serio!!
                        • Gość: Sas Re: aga.roro IP: *.net81.citysat.com.pl 02.03.07, 10:02
                          A gdzie napisałem ,ze mój dom znajduje sie w idealnym miejscu? Nie jestem
                          Amerykaninem , który umierając mówi ,że wszystko jest O.K. Patrze na swiat
                          krytycznie , byle co mnie nie zadowala, ścigam tych -piszacych głupoty , bo
                          jeszcze ktos uwiezy.Osobiście nigdy nikomu nic nie zazdrościlem i nienawidzę
                          ludków-zazdrośników. Ja sie nikogo nie czepiam , tylko pisze jak widze dany
                          temat z mojego krytycznego punktu widzenia. Być moze Tobie podoba sie wszystko
                          i wszyscy - mnie nie. Sas
                          • aga.roro Re: aga.roro 05.03.07, 23:12
                            Sas, w pewnych sprawach na pewno masz rację, być może nawet w większości..
                            mnie tylko chodzi o formę wypowiedzi, moim zdaniem jest mało grzeczna i tyle. A
                            moja wypowiedź to raczej dowód, że nie podobają mi się wszyscy jak leci:)
                            Krótko czytam forum, od około 2 tyg, a Twoja osoba rzuciła mi się w oczy, a co
                            dopiero innym.. A o zazdrości pisałam ironicznie:)
                            Ale przecież nie będziemy się na siebie gniewać z powodu różnicy poglądów, do
                            których każdy ma prawo?
                            pozdrawiam:))
              • Gość: abe Re: do a IP: *.eranet.pl 01.03.07, 14:00
                Ty jesteś zdrowy na umyśle? 30 tys rocznie, czyli 2500 tys miesiecznie? To chyba
                1000 rezydencja i wliczamy pensje ogrodnika i kamerdynera? Albo jak na przyklad
                co roku robi się kapitalny remont, a taki tam nowy dach co roku. A Ciebie ten
                domek w miescie ile kosztuje?
                Madrzysz sie i madrzysz na tym forum, nie zdarzyło cis ię jeszcze powiedziec nic
                konkretnego ani z sensem tylko w kazdym wątku dyszysz jadem i pogardą dla innych
                rzecz jasna w odróznieniu od ciebie kompletnie glupich forumowiczow. Ty się
                facet na wszystkim znasz kosztach budowach detalach basenach za daleko czyli
                zapewne masz problem z ego. Ergo nie znasz sie na niczym.

                Tylko ,że domek za miastem będzi Cie kosztowal conajmniej 30tys rocznie /
                > dojazdy , stracony czas , itp/.Ale moze będziesz miał -zdrowe powietrze.Sas
                • Gość: Sas Re: do abe IP: *.net81.citysat.com.pl 01.03.07, 18:34
                  Moze skończ z wyzwiskami , Ergo i policzmy. Mieszkając 30km za miastem
                  powinien być w domu samochód/ najlepiej -dwa/. Ten samochod / najlepiej dwa/
                  spali srednio 10 lit benz/ ruch miejski/ co daje miesięcznie ok. 300 lit x
                  4zł=ok 1200zł./ najlepiej x2/.Koszty biletów komunikacji państwowej - średnio
                  200-300zł na rodzinę.Drobne remonty -srednio 300zł miesięcznie, dojazdy
                  nauczycieli języków , fachowców ,lekarza- 200zł- a w tej pozycji mozesz miec
                  problemy bo ci wszyscy maja na mieście roboty full. Mozna jeszcze dodac koszty
                  utrzymania auta/ najlepiej dwóch/. mozna dodać koszty monitoringu , itd.
                  Tak ,że zamiast obrazać - pomyśl , policz a potem się wypowiadaj - najlepiej
                  jak masz coś do powiedzenia. Zaznaczam jeszcze ,że tez mieszkam w domu -więc
                  pisze z autopsji. Sas
                  • Gość: lajlah Re: do abe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.07, 20:24
                    Tu się zgodzę z Sasem. Mieszkanie na prowincji kosztuje i to nieźle. Kosztuy
                    utrzymnia domu są oczywiście takie same jak wszędzie. Ale już dojazdy kosztują
                    bardzo wiele. Trzeba dobrze przemyśleć, czy się opłaca dojeżdżać codziennie do
                    pracy. Poza tym rzeczywiście, wygodnie mieć dwa auta, a to niestety kosztuje.
                    Także jeżeli ktoś myśli, że dom na prowincji to oszczędność, to grubo się
                    myli.
                  • czesiu71 Re: do abe 02.03.07, 14:52
                    Coś chyba kolega lekko przesadził z tymi wyliczeniami - trzeba mieć chyba jakąś
                    wielką ruine, by płacić za remonty 300 zł. miesięcznie.
                    Raz na pół roku tak, ale nie co miesiąc.
                    Wielu ludzi traktuje dom za miastem jako alternatywę mieszkania w mieście, ale
                    Ty przedstawiasz to tak, jakby dom był finansową studnią bez dna.
                    Zawsze trzeba porównywać z alternatywnymi rozwiązaniami - czyli dom z dużym
                    mieszkaniem w mieście - czyli czynsz 1000 PLN/miesiac, opłaty, ochrona
                    (również), parking strzeżony itd. Dolicz także koszty benzny - porównywalne,
                    gdyż jeżdżać szmochodem, nawet na krótszych odcinkach, ale w korkach spalasz
                    równie dużo paliwa.
                • Gość: karol Re: do a IP: *.chello.pl 04.03.07, 22:22
                  Jakby tak bylo, to moi rodzice by poszli z torbami, oboje juz na emeryturze, a
                  maja na utrzymaniu duzy, pietrowy dom, ktory trzeba ogrzac, za wode, gaz
                  oczywiscie zaplacic, czasami cos naprawic, wymienic. Tymczasem, z tych 2
                  emerytur udalo im sie ostatnio nawet kompleksowo dom ocieplic...Mieszkaja na
                  prowincji, tez trzeba wiekszosc spraw zalatwiac jezdzac samochodem (lekarz,
                  apteka, wieksze sklepy). A ja za halasliwe mieszkanie w bloku (60 metrow kw.)
                  place co miesiac 600zl plus prad. Szczerze mowiac, nie wyobrazam sobie, jak
                  mozna spedzic cale zycie na powierzchni 60 metrow kwadratowych...a to i tak
                  biorac obecne ceny to troche wiecej niz moze sobie pozwolic typowa polska rodzina.

                  Juz sie nie moge doczekac az sie wyprowadze pod Warszawe, jestem w trakcie
                  szukania dzialki, mam nadzieje, ze mieszkanie, ktore posiadam pozwoli mi
                  sfinansowac poczatek budowy, a reszta na kredyt. Jak dobrze pojdzie to za rok
                  zaczne budowe :)

                  Dojazdow sie nie boje, zakladam,ze podstawowy sposob dojazdu do centrum Warszawy
                  to bedzie kolej, dzieki czemu czas dojazdu bez wzgledu na korki itd. bedzie max
                  30 minut (to 10 min wiecej niz obecnie zajmuje mi dojazd metrem do centrum
                  Warszawy). Do stacji PKP dojade samochodem lub chocby rowerem - skoro ludzie na
                  zachodzie Europy tak moga, to czemu ja nie :)


      • Gość: lajlah Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.07, 09:45
        Ludzie, o co tu się kłócić? Jak świat światem zawsze będą zwolennicy mieszkania
        na wsi i w mieście i nie ma co się na siłę przekonywać. Mnie i mojemu mężowi
        np. odpowiada życie na prowincji, mimo, że co 5 lat musimy zmieniać auto na
        nowe, bo dziennie mąż "robi" ok. 50 km dojeżdżając do pracy w obie strony,
        (firmę ma na Białołęce, więc jedzie naprawdę ok. 30 minut),jeśli zmieni miejsce
        pracy, to zawsze można sprzedać dom i się przeprowadzić, A ja musze mieć drugie
        auto na swoje potrzeby. Jeśli kogoś na to stać, to jaki problem?
        Ale nie wyobrażam sobie życia w mieście(mieszkałam w W-wie pół roku i miałam
        dość)w bloku, na np. 50-70 metrach. Jednak rozumiem tych, którzy nie mogliby
        żyć tak jak my, wolą uroki miejskiego życia i ok, jesli komuś to odpowiada.
        Denerwują mnie tylko utarte slogany, że prowincja to wiocha zabita dechami.
        Nieprawda, jak już pisałam to zależy od gminy i jej starań. Jadąc obrzeżami
        Warszawy np. Targówek, tam to dopiero, zero chodników, gnieniegdzie pasą się
        krowy, chałupy jak za króla Ćwieczka, fajnie jak jest asfalt i to jest
        Warszawa, przynajmniej na mapie, parę kilometrów od centrum:)
      • mynia_pynia Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z 05.03.07, 22:45
        Przez 26 lat mieszkałam w pod wrocławskiej wsi Żerniki.
        Było super tak do 12 roku życia. Koledzy na miejscu, rodzice nawet nie pytali
        gdzie idę bo wiedzieli że nie daleko ;).
        Schody zaczęły się w wieku 12 - 16 lat gdy poszłam do szkoły we Wrocławiu, oj
        jak mi ciężko było wstawać o 6h !!! Bardzo często wracałam do domu po 18h, bo
        to na basen to na angielski albo do koleżanek na ploty.
        Oczywiście byłam w takim wieku, że rodzice nie musieli mnie nigdzie
        odprowadzać, czy dowozić, bo dawałam sobie rade sama.
        Totalny kryzys i nienawiść do tej wsi osiągnęłam w wieku 16-26 lat. ZADUPIE !!!
        Począwszy od szkoły średniej kilka razy w tygodniu nocowałam u koleżanek, bo
        imprezki, bo uczyłyśmy się, bo mi się nie chciało wracać ostatnim autobusem o
        22h do domu!!! Rodzicom już ręce opadały, nawet chcieli mi zacząć liczyć za
        pobyt w domu jak za dobę hotelową ;) - bo tak traktowałam dom.

        Największe szczęście... ;) Przeprowadzka do Wrocławia, nareszcie skończyłam się
        uczyć, poszłam do pracy i było mnie stać utrzymanie się samej (bez rodziców -
        co nie oznacza, że bez znajomych ;)

        Obecny etap : kupiłam działkę na wsi oddalonej jeszcze bardziej od miejscowości
        w której się wychowałam - i tu następuje pytanie... po jakiego chu....'a ;)????

        Niestety nie umiem odpowiedzieć, jest mi bardzo dobrze we Wrocławiu, koszt
        budowy domu i kupno działki to tyle samo, co mała szeregówka.
        Coś czuje, że sobie pomieszkam na wichurze przez kilka lat i jak mnie deprecha
        dopadnie to wrócę, wielu moich znajomych buduje się na wsi, ale nie pozbywają
        się mieszkania w mieście, tak na wszelki wypadek ;).

      • Gość: Ida Re: Kto kupil,zbudowal dom na prowincji i teraz z IP: 80.72.34.* 08.03.07, 08:21
        Posiadanie domu to posiadanie przede wszystkim sporej ilości wolnej
        gotówki.Jednym słowem, najpierw potrzebny jest stoliczek (stoliczku nakryj
        się;)), a potem można już żyć;)Bo jest tak: jak chcesz mieć ciepło w domu, to
        licz się z wydatkami na ogrzewanie w zimę(500-1500 zł. miesiecznie), chcesz mieć
        duży ogród; musisz mieć kogoś do trawy, chyba,że nie pracujesz;)Na benzynę 1000
        zł. miesięcznie, jak dach przecieka 2000itd. Ktoś do sprzątanie też by się
        przydał, bo po powrocie z pracy i odebraniu dzieciaków z przedszkola(godź.
        18)chce ci się już tylko wypoczywać;)Itd, itp. No i jesteś na etacie szofera
        swoich dzieci, dopóki nie zrobią prawa jazdy. W moim przypadku to dopiero za
        jakieś 10 lat;)Ale pożytki też są;) Można się opalać na tarasie;) No i powietrze
        czyste, choć to też rzecz względna;) Pod Katowicami ta opcja nie wchodzi w grę;)
        Pzdr.Ida z Warszawy, a raczej z okolic Warszawy
        • Gość: Sas Re: do Ida IP: *.net81.citysat.com.pl 08.03.07, 12:37
          Pisalem o tym , ale nikt na podane przez Ciebie fakty , króre i ja
          przytaczalem nie zwraca uwagi . Narazie - na etapie zachlystnięcia sie NOWYM.
          Otrzeźwienie przyjdzie ,kiedy za fakty trzeba będzie ponosić koszty. Abtyu
          wybudowac dom trzeba mieć pieniądze. Aby w tym domu żyć i utzymac go w
          należytym stanie nalezy pieniędzy mieć jeszcze więcej. A co do powietrza -
          uważasz ,że w okolicach Katowic / mieszkam niedaleko/ powietrze jest dużo
          bardziej zanieczyszczone niż w okolicy W-wy?To temat na inna dyskusję. Śląski
          Okręg Przemyslowy - dawno przeszedł do historii. Pozdrawiam Sas
          • czesiu71 Re: do Ida 08.03.07, 13:06
            Ludzie nie bądźcie jednostronni - a utrzymanie porównywalnego, czyli dużego
            mieszkania nie kosztuje??? Czynsz miesiac w miesiąc to conajmniej 800 złociszy
            x 12 mies., to wydatek prawie 10000 PLN rocznie. A czy jak decydujecie się na
            mieszkanie, to rezygnujecie z samochodu? Pewnie nie, wiec dorzućcie
            kilkadziesiąt zeta za strzeżony parking. Więc jak już to auto macie, to już nim
            jeżdzicie, stojąc często w miejskich korkach, co też kosztuje. A mieszkanie nie
            wymaga remontu? Itd. itd.
            • Gość: ala Re: do Ida IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.07, 14:54
              Utrzymanie domu jest naprawde duzo drozsze niz mieszkania,chyba ze co wynika z
              moich obserwacji ,pali sie byle czym by zaoszczedzic,smieci wurzuca byle dalej
              od siebie i na wszystkim oszczedza,tylko co to za zycie.A i ten piekny ogrodek
              wokol domu to naprawde spory wydatek,nawozy dosadzenia nawadnianie i
              etc.Pozdrawiam
              • Gość: dyzio pomieszanie z poplątaniem IP: *.echostar.pl 11.03.07, 23:13
                > Utrzymanie domu jest naprawde duzo drozsze niz mieszkania,chyba ze co wynika z
                > moich obserwacji ,pali sie byle czym by zaoszczedzic,smieci wurzuca byle dalej
                > od siebie i na wszystkim oszczedza,tylko co to za zycie.

                ale bzdury. Chyba, że mieszkasz na jakiejś poPGRowskiej wsi - w czworakach, to
                możliwe.
                Przy obecnych technologiach budowy - nowoczesnych i energooszczędnych,
                utrzymanie domu jest znacznie niższe niż mieszkania, a komfort nieporównywalny.
                jaka to ulga leżąc u siebie w wannie nie słyszeć strumienia moczu sąsiadki z
                góry (sąsiad z reguły sika po brzegach muszli, tylko kończy w oczku wodnym ;) )

                > A i ten piekny ogrodek
                > wokol domu to naprawde spory wydatek,nawozy dosadzenia nawadnianie i etc
                Nawozy to grosze, sama możesz zresztą produkowac kompost z odpadków zamiast je
                wywozić gdzieś i rozrzucać po rowach. A własne nawadnianie jest za darmo gdy ma
                się pompę głebinową
          • Gość: Ida Do Sasa IP: 80.72.34.* 10.03.07, 10:08
            Witaj,
            Dzięki za pozdrowienia;)
            A co do Katowic to tak palnęłam, ale bardzo się cieszę,że tam jest już czyściej;)
            Przy okazji dorzucę coś jeszcze a propos domów. Otóż, należy segregować śmieci,
            bo można dostać mandat( podobno 500 zł.). Radzę więc wszystkim nowym posiadaczom
            domów podpisać korzystną, choć nie tanią, umowę z firmą wywożącą śmieci;)
            Pzdr.Ida
            • Gość: Maa Re: bezsensowna dyskusja IP: *.eranet.pl 11.03.07, 23:56
              dla mnie ta dyskusja jest bez sensu.
              Taki wybór naprawdę zależy od konkretnego człowieka. To, co dla jednego jest
              uciążliwością, dla innego przyjemnością.
              Dzisiaj cały dzien spędziłam w ogrodzie porządkując teren. Gdy mówiłam o tym
              znajomym, oni mi WSPÓŁCZULI, bo oni to spędzili dzień na kanapie z mała przerwa
              na rodzinną wycieczkę do Arkadii.
              Współczuli! A ja czuję się wspaniale i nie zamieniłabym tych godzin na żadne CH
              ani leżenie na kanapie.
              Natomiast rozumiem, ze akurat tym moim znajomym to nie pasuje.
              Mnie tak.
              Dojazd? gdy wyjeżdżam z W-wy, to oddycham z ulgą i cieszę, że z każdym
              kilometrem , że jestem bliżej swojego domu. Zawsze, gdy do niego dojeżdżam i
              widze z daleka , zwalniam, zeby na niego popatrzeć i się nacieszyć widokiem.
              Weekendy, odkąd temperatura skoczyła powyżej 0 C, spędzam w ogrodzie. A
              wczesniej, nawet w największe mrozy, chodziłam na długie spacery.
              Zreszta... mogłabym tak wymieniac w nieskończoność. Ten, kto tego nie rozumie,
              kto nie chciałby mieszkać w domu, w pewnym oddaleniu od "cywilizacji", ten
              nigdy nie da się przekonać i ja to szanuję.
              ale JA jestem szczęśliwa.
              Oczywiscie, ze dom to skarbonka bez dna. To akurat prawda. Ale powiem szczerze,
              że zakup żadnego z ciuchów nie sprawił mi takiej radości jak zakup gresu na
              taras.
              Oczywiscie, ze do pracy (bez korków, bo jeżdżę i wracam póżniej) jeżdzę pół
              godziny. ale co tam.
              Do sklepu najbliższego mam 1 km, ale co tam
              Stacji benzynowej nie ma w mojej wsi, ale co tam.
              itp itd
              mnie to nie przeszkadza, traktuję to jako swojego rodzaju urok. Tak jak
              odśnieżanie zima, zeby w ogóle móc dojść do furtki.
              Natomiast co najmniej przesadą jest to ciągłe wspominanie o uciążliwości
              PALENIA W PIECU?? Nie latam z kubełkiem na węgiel :)
              piec jest gazowy i sam się włącza i wyłącza i dostosowuje do temp na zewnatrz.
              Nawet więc jak wyjde z domu, gdy jest +15, a w międzyczasie zrobi sie -15, to i
              tak w domu będę miała ciepło.
              Reasumując: mogłabym tak pisać w nieskonczoność.
              Ale to nie ma sensu. Nie przekonam tego, kto nie chce, że zupełnie inaczej
              brzmi śpiew ptaków, gdy siedzę na swoim tarasie i słucham, niż ten sam śpiew w
              miejskim parku.
              Nie zamieniłabym sie za nic. Za żadne skarby. Za najpiekniejszy apartament w
              Warszawie. Choć w Warszawie mieszkałam całe swoje życie.
              Nadchodzi najpiękniejsza pora roku, a ja z radością przygotowuję swój ogród na
              jej nadejście. Cała reszta nie ma żadnego znaczenia.
              Szczęśliwa w swojej skarbonce na zadupiu:)
              M.
                • Gość: Maa Re:od maa IP: *.eranet.pl 13.03.07, 23:30
                  Gość portalu: gosc napisał(a):

                  > A czy czujesz sie bezpiecznie w domu na wsi

                  Tak. Akurat ja u siebie tak.
                  Okolica wydaje sie bezpieczna, nie pamietam kiedy było tu jakiekolwiek
                  włamanie, nie wspominając o czymś wiecej. To prawdziwe "zadupie", w bliskim
                  sąsiedztwie są jedynie inne domy, więc nie sądzę, aby sąsiad miał ochotę mnie
                  napaść. Mój mąż często wyjeżdża, a ja zostaje sama z psem i kotami :), chodzę z
                  nim (psem) na wieczorno-nocne spacery i nigdy nic nie wzbudziło mojego
                  niepokoju (tfu, tfu)
    Inne wątki na temat:

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka