Forum Dom Dom
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Czy nie boicie sie kredytow?

    IP: *.eranet.pl 26.08.07, 01:03
    Wlasnie sie zdziwilam badajac swoja zdolnosc kredytowa, bo przy ok.
    12 tys. dochodu netto na rodzine (na utrzymaniu na razie jedno
    dziecko), wyszlo mi, ze mam zdolnosci kredytowej na 1 mln zl!!! Toz
    to absurd. Miesieczna rata kosztowalaby nas 5,5 tys zl do konca
    zycia. Tyle rzeczy moze sie zdarzyc po drodze. A gdzie wakacje,
    odkladnie na czarna godzine, zycie na przyzwoitym poziomie, czyli
    kino kawiarnia, spacer? O inwestowaniu w dziecie nie wspominajac?

    Jezeli moge zapytac, na jakie kredyty sie decydujecie? Nie boicie
    sie?
    Bo ja musze zmienic mieszkanie, ale sie boje....

    Jestem swiecie przekonana, ze ceny nieruchomosci poleca niedlugo w
    dol. Moze nie o 50% ale 10 - 20 % na pewno.
    Do czego to podobne, zeby mieszkanie w Warszawie o bardzo srednim
    stanradzie kosztowalo wiecej niz w Berlinie?
    Obserwuj wątek
      • Gość: kris Re: Czy nie boicie sie kredytow? IP: 83.145.84.* 27.08.07, 15:18
        Zmieniam z 50 na ponad 100m2.

        Kredyt potrzebny - 900tyś( na całość).( zdolność też 1mln)
        Mam mieszkanie - ok 430tyś PLN.Po jego sprzedaży albo wkład własny
        albo kredyt na 500tys albo inwestycja w fundusz która teoretycznie
        spłaci kredyt.

        Bez kredytu: do końca życia albo u rodziców albo we czwórkę w
        50m2.........
      • Gość: robert Re: Czy nie boicie sie kredytow? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.08.07, 20:10
        Właśnie się zastanawiam nad kupnem, domku 300 tyś kredytu na 35 lat,
        rata po 1,5tyś miesięcznie dochodu mamy na 2 osoby ok 3,6 tyś netto.
        Boimy się ale jak nie kredyt to co????
        dalej najem i nabijanie kabzy obcym?????
        oczywiście że się boimy ale co nam pozostaje, może będzie trzeba
        odmówić sobie wakacji w ciepłych krajach?? trudno!!!!
        Ale chyba mieć swój własny kąt jest najważniejsze, poza tym jak mam
        płacić za mieszkanie 200 tyś i niewiadomo za co tyle czynszu, to
        wole troszkę droższy domek, choć nie będę wiedział w jakich porach
        sąsiad z góry załatwia potrzeby fizjologiczne ;-(
        Nie mam zabezpieczenia jak inni w postaci działki czy mieszkania,
        ale mam nadzieje, że będzie lepiej a nie gorzej ;-)
        Jeśli myślicie, że jestem walnięty decydując się na taki kredyt przy
        takich dochodach, to dajcie znać może się zastanowię jeszcze.

        pozdrawiam

        Robert
        • Gość: Azia dalszy ciag dywagacji IP: *.eranet.pl 27.08.07, 22:34
          Wlasnie czytam na portalu gazeta.pl, ze Ziobro ze spokojem patrzy w
          przyszlosc, a wiec..... NIE MAMY SIE CZEGO BAĆ :-)

          Ale zgadzam sie, ze kto nie ryzykuje ten nie jedzie, albo frustruje
          sie cale zycie, ze nie ma tego czego zawsze pragnal. Posiadanie
          wlasnego milego domu/mieszkania, jest najwazniejsza z potrzeb
          wiekszosci. Musi to byc miejsce, gdzie sie zregenujemy po pracy,
          gdzie dzieci beda bezpieczne. Wszystko to wiem, ale nadal
          zastanawiam sie:

          1. Czy to jest najlepszy moment na kupno mieszkania? Mnie sie
          wydaje, ze warto poczekac do przyszlego roku.

          2. Czy nie wyniesc sie z Warszawy, w ktorej nadal nie czuje sie zbyt
          dobrze, do swojego domu w Poznaniu (piekna okolica, tylko jeszcze za
          wczesnie na powrot do gniazda i maz mialby problemy ze znaleziem
          pracy w zawodzie)

          3. A moze wyjechac na troche za granice ( przeciw tylko chcialabym,
          zeby dziecie wzrastalo w rodzinnym kraju...)

          4. Szarpnac sie na rate 2500 zl miesiecznie i kupic ladne mieszkanie
          pod Warszawa, meczyc sie z dojazdami

          i badz tu madry... Co robic
          • Gość: Hem Re: dalszy ciag dywagacji IP: *.adsl.inetia.pl 28.08.07, 16:08
            > 1. Czy to jest najlepszy moment na kupno mieszkania? Mnie sie
            > wydaje, ze warto poczekac do przyszlego roku.

            Trudno sie z tym nie zgodzic. Obecnie ceny mieszkan, zwlaszcza w duzych
            miastach, sa absurdalnie wysokie. Predzej czy pozniej (a mysle ze predzej) rynek
            ten czeka korekta (obnizka- mowiac po ludzku) rzedu 25%-50%. Juz teraz na
            sprzedaz mieszkania na rynku wtornym trzeba czekac min. pol roku.
            • Gość: winc Re: dalszy ciag dywagacji IP: 204.52.187.* 28.08.07, 17:31
              Zapomnij o tym :-) Nieruchomości to nie giełda, nie
              istnieje "korekta" bo ilość mieszkań jest stała lub rośnie w
              minimalnym stopniu (trzeba pamiętać, że wiele mieszkań szybko ulega
              degradacji np. na blokowiskach z wiekiej płyty) zaś chętnych wciąż
              przybywa. Jedyny sposób na zachamowanie wzrostu cen to zwiększenie
              podaży czyli masowe budownictwo tylko gdzie? (w warszawie brak już
              wolnych gruntów w dogodnych lokalizacjach) i kim? (koszty pracy w
              budownictwie rosną ostatnio w tempie 100% rocznie). Dlatego ceny na
              razie zatrzymały się ale za pół roku znów będą rosły jak ilość
              chętnych spodowuje kolejny skok popytu do podaży. Jeśli miałbym
              kupować mieszkanie to właśnie w najbliższych miesiącach
              wykorzystując chwilową stagnację na rynku i możliwość większych
              negocjacji ze sprzedającymi zmuszonymi do sprzedaży akurat w tym
              momencie (zawsze tacy się trafiają).

              I na koniec, co to znaczy absurdalna cena? Jak mieszkanie zacznie
              koszotować 6 tys. Euro za metr to będzie się wydawało, że obecne
              ceny to bezcen :-) Pamiętam jak w 2002 roku nowe mieszkanie na
              ursynowie kosztowało 4000 za metr (parter) wtedy też każdy mówił, że
              to kosmiczna cena, jednak ci co kupili teraz patrzą na to zupełnie
              inaczej. I nie porównywałbym cen warszawskich do Berlina. W Berlinie
              jest pełno pustostanów po ossi którzy uciekli na początku lat 90tych
              do zachodnich niemiec. W Warszawie jest dokładnie odwrotnie wciąż
              napływa rzesza nowych pracowników napędzana koniunkturą w gospodarce
              i wzrostem wynagrodzeń, zaś mieszkań buduje się bardzo mało w
              stosunku do potrzeb a kredyty bardzo łatwo dostać co zuważyła
              autorka wątku - to jest główna przyczyna takich cen.
              • Gość: Hem Re: dalszy ciag dywagacji IP: *.adsl.inetia.pl 28.08.07, 21:11
                Gość portalu: winc napisał(a):

                > Zapomnij o tym :-) Nieruchomości to nie giełda, nie
                > istnieje "korekta" bo ilość mieszkań jest stała lub rośnie w
                > minimalnym stopniu (trzeba pamiętać, że wiele mieszkań szybko ulega
                > degradacji np. na blokowiskach z wiekiej płyty) zaś chętnych wciąż
                > przybywa.

                Alez zapewniam Cie, ze pojecie korekty, a nawet bessy na rynku nieruchomosci
                ISTNIEJE. My jeszcze tego nie przezylismy, bo za krotko jestesmy gospodarka
                rynkowa i dopiero niedawno wyszlismy z okowow socjalizmu, ale wystarczy spojrzec
                np. na rynek amerykanski, aby sie o tym przekonac (polecam zwlaszcza analize
                ostatnich wydarzen w USA). Jasne, ze w perspektywie dlugoterminowej (np. 50 lat)
                ceny nieruchomosci (w tym mieszkan) moga tylko rosnac (jak kazdego zasobu,
                ktorego ilosc jest ograniczona), ALE koniunktura na rynku nieruchomosci
                (podobnie jak na kazdym innym rynku -akcji, zlota, etc.- i wbrew pozorom na tym
                rynku tez) ma swoj cykl, ktory przypomina sinusoide. W tej chwili jestesmy na
                szczycie cyklu i czeka nas wkrotce ostra "jazda" w dol. Oczywiscie, jak to w
                ekonomii, najtrudniej powiedziec kiedy bedzie owo *wkrotce*, czy za 2 tygodnie
                czy za 2 lata, ale jedno jest pewne - korekta bedzie.

                Jedyny sposób na zachamowanie wzrostu cen to zwiększenie
                > podaży czyli masowe budownictwo tylko gdzie?

                Podaz sie zwiekszy, jak nie w ten to w inny sposob. Przyczyna zwiekszenia podazy
                moze byc np. masowa niewyplacalnosc dluznikow hipotecznych, w czasach zlej
                koniunktury gospodarczej (wzrost bezrobocia) albo na skutek podniesienia stop
                procentowych, wprowadzenia podatku katastralnego, etc. Poza tym gros mieszkan
                kupily polskie polskie i zagraniczne fundusze inwestycyjne, ktorych klientom
                zyski w granicach 100%-150% w zupelnosci wystarcza i w koncu beda chcieli je
                spieniezyc i wycofaja swoje udzialy (zwlaszcza o obliczu bessy na gieldach).

                > I na koniec, co to znaczy absurdalna cena? Jak mieszkanie zacznie
                > koszotować 6 tys. Euro za metr to będzie się wydawało, że obecne
                > ceny to bezcen :-) Pamiętam jak w 2002 roku nowe mieszkanie na
                > ursynowie kosztowało 4000 za metr (parter) wtedy też każdy mówił, że
                > to kosmiczna cena, jednak ci co kupili teraz patrzą na to zupełnie
                > inaczej. I nie porównywałbym cen warszawskich do Berlina. W Berlinie
                > jest pełno pustostanów po ossi którzy uciekli na początku lat 90tych
                > do zachodnich niemiec. W Warszawie jest dokładnie odwrotnie wciąż
                > napływa rzesza nowych pracowników napędzana koniunkturą w gospodarce
                > i wzrostem wynagrodzeń, zaś mieszkań buduje się bardzo mało w
                > stosunku do potrzeb a kredyty bardzo łatwo dostać co zuważyła
                > autorka wątku - to jest główna przyczyna takich cen.

                Ale nalezy pamietac, ze nawet w Warszawie mieszkaja glownie Polacy, ktorzy wciaz
                maja jak najbardziej polskie zarobki. Sila nabywcza Polaka, o czym nie musze
                chyba przypominac, jest kilka razy mniejsza od sily nabywczej Niemca. W koncu
                fundusze inwestycyjne oraz Ci, ktorzy kupili mieszkania jako inwestycje, beda
                chcieli zrealizowac zyski i komu te mieszkania wtedy sprzedadza? Polakom! I to
                za taka cene, za jaka Polakow bedzie w tym momencie stac, a jak pokazuje
                powyzszy watek, liczba osob gotowych kupic mieszkanie w cenie 12-15 tys za m2 i
                splacac je przez 30 lat powoli sie zmniejsza, zwlaszcza ze czeka nas podwyzszka
                stop procentowych i automatycznie liczba osob ze zdolnoscia kredytowa spadnie.

                Jeszcze raz mowie, nalezy myslec samodzielnie, a nie poddawac sie owczemu
                pedowi, napedzane przez hurraoptymistyczne prognozy specow od nieruchomosci.
                Koniunktura zarowno w gospodarce jak i w nieruchomosciach predzej czy pozniej
                sie skonczy, a kredyt trzeba bedzie splacac dalej.
        • Gość: pik do roberta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.07, 12:25
          To zalezy jaką macie mentalność. Przy takich dochodach i takiej
          racie kredytu musicie prowadzić (oboje solidarnie) dużą dyscyplinę
          wydatkową. Wbrew pozorom daje się nieźle oszczędzać bez spadku
          poziomu życia, tylko trzeba jasno określić zasady gospodarowania.
          Jeśli nie możecie żyć bez pizzy na telefon, odświeżacza powietrza,
          fury batoników lub kremów za 50zł to lepiej zapomnijcie o Waszym
          pomyśle.
          • Gość: Hem Re: Czy nie boicie sie kredytow? IP: *.adsl.inetia.pl 28.08.07, 16:18
            Gość portalu: monika napisał(a):

            > robie dokladnie to samo. nie rezygnuj, bo nie ma na co czekac.

            Ja czekam na obnizke. Bessa na gieldzie, przegrzewajaca sie gospodarka,
            spekulacyjna banka na runku nieruchomosci, napompowana kredytami hipotecznymi,
            udzielonymi ludziom o watpliwej zdolnosci kredytowej... To wszystko powoduje, ze
            ceny nieruchomosci w Polsce MUSZA spac. Nie ma co wierzyc "ekspertom" z Bankow,
            nastawionych na wcisniecie kazdemu kto oddych i na drzewo nie ucieka, ze ceny
            beda rosnac w nieszkonczonosc, bo to BZDURA!

            moi
            > znajomi byli bardziej odwazni i kazdy z nich dobrze na tym wyszedl.

            No zobaczymy co bedzie jak wzrosna stopy procentowe.
        • jusytka Re: Czy nie boicie sie kredytow? 01.09.07, 17:50
          Przy dochodzie rodziny 3,600 netto mówisz o wakacjach w ciepłych krajach, ale za co?
          To twoja decyzja, ale taki kredyt przy waszych dochodach jest bardzo ryzykowny,
          a myśleliście o ew. dziecku i kosztach z tym związanych?
          A myślałeś o kosztach utrzymania domu? - nie oszukuj sie, mimo ze nie płacisz
          czynszu są one znacznie wyższe niż utrzymanie mieszkania - mam porównanie, bo
          mieszkałam w mieszkaniu i w domku.
      • Gość: romeo Re: Czy nie boicie sie kredytow? IP: 213.158.197.* 28.08.07, 14:16
        Gdybym się bał nie miałbym teraz spłaconego mieszkania 27m2 we
        wrocławiu (kupione z kredytu 60k) - teraz warte 200tys. Nie mialbym
        rowniez spłaconej działki budowlanej pod wroclawiem (kupionej z
        kredytu 60k - teraz wartej 300k).
        Jezeli chodzi o ceny mieszkan w Berlinie. Po 1 Berlin nie jest
        najdrozszym miastem w niemczech, po 2 niemcy maja inna mentalnosc.
        Tam wiekszosc ludzi wynajmuje mieszkania, natomiast my wolimy miec
        swoj kąt...
        • panzerviii Re: Czy nie boicie sie kredytow? 28.08.07, 15:08
          U nas na 4 osobową rodzinę wychodzi jakieś 5 tys. netto. Czasami raz
          na rok zdołam zarobic 10 na reke ja sam, ale to niezbyct częste. To
          Łódź nie Warszawa. W Wawie bym pewnie dobił do 12 tys. z zona. Mamy
          mieszkanie 65 m2, działkę rekreacyjna przy Parku Krajobrazowym
          Wzniesień Łódzkich - gdzie mieszkamy 4 miesiące w roku wlaśnie
          spłacamy wybudowany tam domek. I chcielibysmy to wszytsko wymienić
          na dom całoroczny.

          Ja mowiac szczerze się troche boję brać kredyt na 300-340 tys.zł i
          placic 1.500-1.800 kazdego miesiaca do emerytury tj. przez 30-35
          lat. W koncu moze mi się cos stać. A wtedy rodzina bedzie miała
          kłopot. Moze jestem trochę leniwy, bo nie mam sytuacji podbramkowej.
          Miałem szczescie skonczyc studia w II poł. lat 90 tych i zdazyc
          kupic mieszkanie za 87 tys. w 2002 r. za złotych czasów Milera,
          kiedy wszystko było tanie, ktore teraz jest warte 280 tys. Działka z
          domkiem, w ktorym mozna latem zamieszkać bez problemow to tez fajna
          sprawa. Ta umiarkowanie komfortowa sytuacja powoduje, ze obawiam sie
          skakać na łebka w głęboką wode.

          Sądze ze nieruchomości stanieją: i mieszkania i domy. Mimo wszystko
          szukam domu od wczesnej wiosny. I w Łodzi wiosną ten rynek wyglądał
          przerażajaco. Zawsze wydawało mi się, ze dom kupuje się długo, bo
          trzeba sprawdzić księge wieczysta, stan techniczny budynku, no i czy
          to nie samowolka, potem dopiero załatwiac kredyt i sprzedawać
          mieszkanie, notariusz i przedwstępna umowa to szczegół. A tu domy
          były kupowane jak worki ziemniaków. Było pełno idiotów, ktorzy brali
          domy bez sprawdzania (z zapieprzona hipoteką) lub samowolki, na
          kredyt!!!!!! To rozzuchwaliło sprzedawców. ci wszyscy kamikadze, w
          koncu zaczna miec kłopoty, wiec ceny spadną. Moje mieszkanie rowniez
          straci na wartości, ale to szczegół. Bardziej odpowiadała mi
          sytuacja w 2005, kiedy moje mieszkanie kosztowało 120 tys. a
          potencjalny dom 300tys. Wiec kredyt to "tylko" 180 tys. Teraz same
          300 tys. to musze dołozyc.

          Szukam domu, ale nic na siłę. W koncu znajdę. A transkacja ma byc
          bezpieczna. Jak sprzedawca ząda abym dał mu zadatek 50 tys. przy
          umowie przedwstępnej i w ciagu miesiaca zawarł umowę przyrzeczoną -
          ostateczną, to kaze sie takiemu wypchac. W ciagu miesiaca mogę nie
          zdązyc sprzedać mieszkania i zaciagnac kredytu. A wtedy jestem o 50
          tys. do tyłu. Na to sobie pozwolic nie moge.
            • Gość: panzerviii Re: Czy nie boicie sie kredytow? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.07, 12:14
              to tylko znaczy spedylelek, ze mało widziałeś. Ja widziałem. Aby Ci
              naswietlić sytuacje, właściciel domu mial wszelkie "papiury", ze
              dług zabepieczony hipoteką nie istnieje - po włosku - oraz ustna
              opinię notariusza, "ktory sie zna", ze hipoteka jest do wykreslenia,
              a w ogole to kosztuje tylko 200 zł. Na moja odpowiedź, ze ja mu to
              200 dam, pieprznał słuchawką (przed rozmową telefoniczna sie
              spotykalismy dwa razy), a w ogole był to bankrut, ktoremu wipsało
              sie z egzekucja 2 komorników. Było ryzyko, ze wpisza sie nastepni, a
              łaczna kwota roszczeń przewyższy cenę - skąd mam wierdzieć komu
              jeszcze ten facet jest winien. Odpusciłem. Sprawdzajac 4 miesiace
              później inna księge, przeczytałem równiez ta raz jeszcze. Był nowy
              właściel wpisany, wykreślona adnotacja o egzekucjach, a hipoteka
              włoska jak była tak jest )))))))
              Samowolkę tez ktos kupił, nie krył się jednak, ze ma układy aby
              zalegalizowąc i nie chodziło opłatę legalizacyjną przewidzana prawem
              budowlanym.

              Promesa to nie problem. W ing daja tzw. decyzję warunkową. Tylko
              powiedz mi mietowy chłopcze, gdzie bede mieszkał jak sprzedam
              mieszkanie. Niektorzy tutaj piszą, ze na chetnych czeka sie i po pol
              roku. Pomysl zanim cos napiszesz
          • Gość: Gonia Re: Czy nie boicie sie kredytow? IP: 195.90.102.* 29.08.07, 17:39
            panzerviii napisał:

            > Ja mowiac szczerze się troche boję brać kredyt na 300-340 tys.zł i
            > placic 1.500-1.800 kazdego miesiaca do emerytury tj. przez 30-35
            > lat. W koncu moze mi się cos stać. A wtedy rodzina bedzie miała
            > kłopot.

            Kredyty w obecnej chwili się ubezpiecza na szereg wypadków - taka
            opłata to kropla w morzu w porównaniu z ratą. Sama kupiłam na
            kredyt "dziurę w ziemi" choć miałam środki na większą część mojego
            mieszkania. Ale miałam zabezpieczenie, na wypadek nieuczciwości
            developera lub mojej śmierci.
      • dr_grey Re: Czy nie boicie sie kredytow? 28.08.07, 21:11
        Ha, moja zdolność kredytowa wyliczona przez bank była znacznie wyższa, co mnie
        do łez rozbawiło... Mam na utrzymaniu dwoje małych dzieci i wysokie comiesięczne
        koszty stałe, które będą raczej rosnąć niż maleć.
        Prawda: " No risk, no fun", ale osobiście biorę także pod uwagę zasadę z
        medycycyny, czyli określanie "risk/benefit ratio". Krótko mówiąc, gdy "risk"
        jest zbyt wysoki, to "fun" z tego żaden, a nawet wręcz przeciwnie. Wszędzie jest
        bardzo dużo hurra-optymistów, a jakoś tak mało osób, które starają się
        przewidzieć ewentualne ryzyko związane z kredytem. Czy będą mieli z czego go
        spłacać, gdy na jakiś czas stracą pracę, gdy przydarzy się choroba (odpukać,
        ale przy trzydziestoletnim okresie spłaty wszystko się może zdarzyć)itp., itd.
        Osobiście uważam, ze trzeba to wszystko brać pod uwagę. Ale to tylko moje
        osobiste zdanie.


        Gość portalu: Azia napisał(a):

        > Wlasnie sie zdziwilam badajac swoja zdolnosc kredytowa, bo przy ok.
        > 12 tys. dochodu netto na rodzine (na utrzymaniu na razie jedno
        > dziecko), wyszlo mi, ze mam zdolnosci kredytowej na 1 mln zl!!! Toz
        > to absurd. Miesieczna rata kosztowalaby nas 5,5 tys zl do konca
        > zycia. Tyle rzeczy moze sie zdarzyc po drodze. A gdzie wakacje,
        > odkladnie na czarna godzine, zycie na przyzwoitym poziomie, czyli
        > kino kawiarnia, spacer? O inwestowaniu w dziecie nie wspominajac?
        >
        > Jezeli moge zapytac, na jakie kredyty sie decydujecie? Nie boicie
        > sie?
        > Bo ja musze zmienic mieszkanie, ale sie boje....
        >
        > Jestem swiecie przekonana, ze ceny nieruchomosci poleca niedlugo w
        > dol. Moze nie o 50% ale 10 - 20 % na pewno.
        > Do czego to podobne, zeby mieszkanie w Warszawie o bardzo srednim
        > stanradzie kosztowalo wiecej niz w Berlinie?
                  • szeregowy_kapota Re: ze niby 2,5 tys EUR to az tyle??? 28.08.07, 23:32
                    Gość portalu: a co sie dziwisz? napisał(a):

                    > a kto tak powiedzial. w europie to niespecjalnie wysoka pensja a w
                    > koncu tam zmierzamy. ceny np. mieszkan i tak szybciej tak zmierzaja
                    > niz zarobki

                    2500PLN to rozumiem, 2500EUR to bardzo dużo pieniędzy. a do europy jeszcze nam
                    daleko.
                  • szeregowy_kapota Re: wasze wynagrodzenia! jak to robicie??? 28.08.07, 23:32
                    Gość portalu: Maciek napisał(a):

                    > szeregowy_kapota napisała:
                    > > to normalne prace, dlaczego zarabia się tam aż tyle?
                    >
                    > Skoro nie wiesz dlaczego, to ja chyba wiem czemu tobie się nie udaje zarobić.

                    Skoro nie masz problemów ze znalezieniem odpowiedzi na moje pytanie, zdradź mi
                    proszę odpowiedź.
                    • Gość: Maciek Re: wasze wynagrodzenia! jak to robicie??? IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 28.08.07, 23:57
                      szeregowy_kapota napisała:
                      > Skoro nie masz problemów ze znalezieniem odpowiedzi na moje pytanie, zdradź mi
                      > proszę odpowiedź.

                      Zdradzam: zawody, które wymieniłem wymagają bardzo dużej wiedzy, którą zdobywa
                      się przez długi czas. Wymagają też, oczywiście jeżeli zawód traktuje się
                      poważnie, edukacji ciągłej.
                      Aby zdobyć wiedzę, skończyć szkołę, zwykle trzeba dysponować określonymi
                      możliwościami intelektualnymi, a jak wiadomo wraz ze wzrostem ilorazu, spada
                      ilość populacji dysponującej tym wyższym ilorazem, czyli bardziej obrazowo
                      operować młotkiem może powiedzmy 80% populacji, natomiast predyspozycje do
                      skutecznego zszycia tobie żyły podczas operacji ma 5% tejże populacji. Żeby było
                      jeszcze trudniej, to w ramach tych zawodów zwykle najlepsi są ci, którzy
                      dysponują czymś jeszcze, nazwijmy to talentem. A takie jednostki są szczególnie
                      deficytowe. W normalnym społeczeństwie deficyt przekłada się na wzrost wartości.
                      • szeregowy_kapota Re: wasze wynagrodzenia! jak to robicie??? 29.08.07, 00:08
                        Gość portalu: Maciek napisał(a):

                        > Zdradzam: zawody, które wymieniłem wymagają bardzo dużej wiedzy, którą zdobywa
                        > się przez długi czas. Wymagają też, oczywiście jeżeli zawód traktuje się
                        > poważnie, edukacji ciągłej.
                        > Aby zdobyć wiedzę, skończyć szkołę, zwykle trzeba dysponować określonymi
                        > możliwościami intelektualnymi, a jak wiadomo wraz ze wzrostem ilorazu, spada
                        > ilość populacji dysponującej tym wyższym ilorazem, czyli bardziej obrazowo
                        > operować młotkiem może powiedzmy 80% populacji, natomiast predyspozycje do
                        > skutecznego zszycia tobie żyły podczas operacji ma 5% tejże populacji. Żeby był
                        > o
                        > jeszcze trudniej, to w ramach tych zawodów zwykle najlepsi są ci, którzy
                        > dysponują czymś jeszcze, nazwijmy to talentem. A takie jednostki są szczególnie
                        > deficytowe. W normalnym społeczeństwie deficyt przekłada się na wzrost wartości
                        > .

                        Założę się więc, że znaczna Państwa większość jest grubo przewartościowana.

                        Pozdrawiam.
                      • Gość: bobrek Re: wasze wynagrodzenia! jak to robicie??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.07, 13:21
                        > Zdradzam: zawody, które wymieniłem wymagają bardzo dużej wiedzy, którą zdobywa
                        > się przez długi czas. Wymagają też, oczywiście jeżeli zawód traktuje się
                        > poważnie, edukacji ciągłej.

                        Kolega raczy byc idealista. Niestety w dzisiejszych realiach wiedza i fachowosc
                        nie sa gwarancja wysokich zarobkow. Rownie wazne, o ile nie najwazniejsze, sa:
                        obrotnosc, tupet, umiejetnosc rozpychania sie lokciami, dosc wzgledne
                        traktowanie zasad moralnych i przepisow prawa... Znam wielu ludzi o wielkiej
                        wiedzy, bedacych mistrzami w swoich dziedzinach, ktorzy zarabiaja malo jak na
                        swoja wartosc. Znam tez wielu ludzi po zawodowkach, ktorych na prostej
                        dzialalnosci handlowej zarabiaja >10 000 netto.
            • nabogato Banda nieudaczników :) 29.08.07, 07:49
              Ponad 10 tys w rodzinie to dużo? Przecież to ledwie 5 tys na głowę!

              Obudź się człowieku - to że jesteś życiowym niedołęgą, nie znaczy, że inni też
              nie potrafią sobie w życiu poradzić.

              --
              nabogato.blox.pl
              Styl Życia Lepszych.
              • Gość: Maciek Re: Banda nieudaczników :) IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 29.08.07, 10:35
                nabogato napisał:
                > Obudź się człowieku - to że jesteś życiowym niedołęgą, nie znaczy, że inni też
                > nie potrafią sobie w życiu poradzić.

                Jednak uwłaczanie ludziom, którzy radzą sobie gorzej niż ty jest wyrazem
                zwykłego chamstwa.
                Pamiętaj, że zawsze są jacyś ludzie dla których materialnie to ty jesteś małym
                żuczkiem. Jak widać ilość pieniędzy nie pomaga ci na braki w wychowaniu.

                • Gość: fachura Re: Banda nieudaczników :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.07, 13:27
                  Hehe, srednia krajowa to ok. 2000 netto, srednia zarobkow uzytkownikow tego
                  forum to chyba co najmniej 7000 netto. Dodatkowo jakos nie widac tu lysych,
                  grubych i impotentow ;) Jak ten internet potrafi zmieniac rzeczywistosc ;)
                  Kolego Maciek: radze nie brac na powaznie przechwalek w interenecie, bo to tak
                  jak w tej akcji przeciw pedofilom: "Nazwywam sie Wojtek i mam 12 lat", hehehe.
                  Zeby zanizyc srednia, to podam moje zarobki - 3000 netto jako dr inż. pracujacy
                  w prywatnej firmie, w dziale badan i rozwoju. Dodam, ze te zarobki to akurat
                  prawie rowno mediana zarobkow w tej grupie zawodowej.
                  • Gość: Maciek Re: Banda nieudaczników :) IP: *.gprspla.plusgsm.pl 29.08.07, 13:47
                    Gość portalu: fachura napisał(a):
                    > Hehe, srednia krajowa to ok. 2000 netto, srednia zarobkow uzytkownikow tego
                    > forum to chyba co najmniej 7000 netto. Dodatkowo jakos nie widac tu lysych,
                    > grubych i impotentow ;) Jak ten internet potrafi zmieniac rzeczywistosc ;)

                    No niby średnia krajowa wynosi ok. 2000 netto, ale oszczędności gospodarstw
                    domowych w czerwcu wyniosły 674 mld ( analizy.pl ), z czego wynika że
                    przeciętna trzyosobowa rodzina powinna mieć ponad 50 tys oszczędności na koncie,
                    funduszach itp.
                  • nionczka Re: Banda nieudaczników :) 30.08.07, 23:02
                    Troche tak, troche nie. Rzeczywiscie w Internecie mozna byc kim sie
                    chce, nie na dlugo, ale mozna. Srednia krajowa to 2 tys. tez dobrze.
                    Ale zwroc uwage, ze uzytkownicy forum nie sa reprezentatywna grupa
                    spolecznenstwa. Wiecej tu ludzi z duzych miast, wyksztalconych, z
                    internetem w domu, dobrze zarabiajacych. A ze niektorzy musza sie
                    troche dowartosciowac korzystajac z anonimowosci tojuz inna historia.
                • dark.writer Re: Banda nieudaczników :) 30.08.07, 16:25
                  Gość portalu: Maciek napisał(a):

                  > nabogato napisał:
                  > > Obudź się człowieku - to że jesteś życiowym niedołęgą,
                  >> nie znaczy, że inni też nie potrafią sobie w życiu poradzić.

                  > Jednak uwłaczanie ludziom, którzy radzą sobie gorzej
                  > niż ty jest wyrazem zwykłego chamstwa.
                  > Pamiętaj, że zawsze są jacyś ludzie dla których materialnie
                  > to ty jesteś małym żuczkiem. Jak widać ilość pieniędzy
                  > nie pomaga ci na braki w wychowaniu.
                  >
                  ten 'nabogato' to biedny sfrustrowany fantasta
                  wyżywa się na forum, widać mu to pomaga na coś
              • malgosia445 Re: Banda nieudaczników :) 30.08.07, 21:03
                nie wszystko mozna kupic nawet majac takie dochody jak twoje nie
                jastem banda nieudacznikow sytuacja zyciowa zmusila mnie do
                rezygnacji z pracy/choroba dziecka/ zyje majac ok.500 zl na osobe na
                miesiac.zaden bank nie da mi nawet 1 tys,pozyczki ale wiem ze sa
                inni co maja mniej.nie wszyscy moga pracowac na szczycie i zarabiac
                tak jak Ty bo kto by ci wywiozl twoje drogocenne kupione za taki
                szmal smieci.ladnie bys wygladal po miesiacu gdyby nie bylo takich
                jak ich nazywasz "nieudacznikow"ktorzy musza pracowac za nedzne
                grosze 7 dni w tygodniu dla takich bubkow jak ty.noz sie w kieszeni
                otwiera jask sie czyta takie posty "tylko 5 tysiecy na leb
              • czlowiekjeden Re: Banda nieudaczników :) 31.08.07, 00:19
                nabogato napisał:

                > Ponad 10 tys w rodzinie to dużo? Przecież to ledwie 5 tys na głowę!
                >
                > Obudź się człowieku - to że jesteś życiowym niedołęgą, nie znaczy,
                > że inni też nie potrafią sobie w życiu poradzić.
                >

                Dzień Dobry Państwu

                Nigdy do tej pory nie pisałem na takim forum, chociaż czasami
                czytam, co ludzie sądzą o różnych sprawach. Tym razem jednak
                postanowiłem się odezwać, bo to o pomstę woła, co ten człowiek
                mieniący się "na bogato" wypisuje. Z ciekawości spojrzałem na
                jego 'mądrości' w "nabogato blox" i zdębiałem. Nie polecam! Inne
                jego wypowiedzi na forach doprowadziły mnie do złości!
                Kim ty jesteś człowieku, by w ten sposób wypowiadać się pod szyldem
                tzw. 'ludzi sukcesu', biznesmenów, ludzi majętnych? Bo na pewno nie
                jestś 30-letnim chłopcem, za jakiego się podajesz w swej histori.
                Nie wskazuje na to ani twój sposób wypowiadania się ani też pryzmat
                twojego patrzenia na świat (i to i to, bliższe jest mojemu
                pokoleniu). Nie wydaje mi się również, byś miał pojęcie o stylu
                życia ludzi zarabiających i wydających większe niż przeciętna
                pieniądze. Zresztą na to zwrócili już uwagę inni. Nie jestem
                pierwszy. Jeśli o mnie chodzi, to mam (być może) większe podstawy,
                by o tym coś sądzić. Jestem pięćdziesięcioparoletnim "człowiekiem
                biznesu". Nigdy nie powiedziałem o sobie - bogaty. Może dlatego, że
                znam wielu ludzi, dla których moje 'biznesy' są naprawdę małe. Z
                drugiej strony - od lat nie zatrudniałem bezpośrednio nikogo z (jak
                to ty "na bogato" określasz) pokolenia poniżej 100k. Coś tam więc
                chyba wiem o stylu życia ludzi bogatych (przynajmniej wg naszych
                polskich realiów). Swoją drogą - ki diabeł podsunął ci zdanie "Styl
                Życia Lepszych"?!? Lepszych od kogo? W czym Lepszych? Co to za
                faszystowskie słownictwo??? Tak czy inaczej - nie obchodzi mnie czy
                jesteś zarabiającym jakieś pieniądze farciarzem, któremu się
                przewróciło w głowie, czy też chorym "nieudacznikiem" (twoje
                słownictwo) siedzącym przed telewizorem i wyżywającym się w
                internecie. Przestań oczerniać i demonizować prawdziwych
                Biznesmenów, Pracodawców i Ludzi tzw. Sukcesu - plując wkoło takimi
                zwrotami jak "banda nieudaczników" .

                Proszę Wszystkich Państwa
                Nie bierzcie na poważnie tego, co wypisuje człowiek podpisujący
                się "nabogato". Nie zżymajcie się, że "bogaty biednego nie zrozumie"
                czy że kasa niszczy ludziom mózgi. Tak nie jest. Ten człowiek
                prawdopodobnie nigdy nie widział na oczy dużych pieniędzy - stąd i z
                jego charakteru (a być może choroby) wynika ta cała żółć, którą tu
                wylewa.

                pozdrawiam
                i życzę wszystkim Zadowolenia z Życia
              • monka.g Re: Banda nieudaczników :).......dość!!! 01.09.07, 12:26
                a mi jest Ciebie szkoda, "biedny" (stwierdzam to po Twoich
                wypowiedziach - nie tylko tej) bogaty człowieku. Kulturalni ludzie
                na poziomie, a znam takich wielu, nigdy publicznie nie poniżaliby
                innych, którym czasami z różnych względów wiedzie się różnie. Życie
                czasami płata niesamowite figle..... Mimo wszystko życzę Ci bogactwa
                do śmierci, tylko do śmierci......
      • Gość: coke_moke Re: Czy nie boicie sie kredytow? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.07, 07:55
        Moja rata miesięczna kredytu wynosi 1000 zł brutto.

        Za mieszkane w TBS płaciłem 750 zł samego czynszu + opłaty.
        Aktualnie w kupionym domu zaoszczędziłem ok 2000-3000 tys. licząc
        takie opłaty jak woda, gaz, ogrzewanie itp. Wyszło więc, że zrobiłem
        interes życia. Dom aktualnie jest wart dwukrotność tego, co dałem
        rok temu.

        Dla przykładu - podczas prac wykończeniowych dostałem dwie oferty
        kupna jedna przekraczająca 40% kosztów jakie już poniosłem, druga
        już po wykończeniu przekraczająca 150%o wartości tego co włożyłem w
        dom wraz z zakupem (stan surowy otwarty).

        Aktualnie wartość mojego domu przekracza 230% - wycena rzeczoznawcy
        dla ubezpieczalni - tego co ja włożyłem.

        Nie wiem czy można na czymś zarobić szybciej. Poważnie zastanawiam
        się nad sprzedażą tego domu i wyjazdem za granicę. W hiszpani, gdzie
        mieszka moja rodzina za połowę uzyskanej kwoty mogę kupić piękny
        bungalow w Maladze dosłownie na plaży.

        Ale chcę też odnieść się do innej sprawy waszych zarobków,
        Pytaliście się gdzie można tyle zarobić i ktoś podał zawody między
        innymi informatyka. Proszę abyś nie wprowadzał w błąd. Informatycy
        owszem zarabiają dobrze, ale kokosy zbijają przede wszystkim
        programiści, specjaliści sieci WAN i LAN, ale nie mam tu na myśli
        zwykłej administracji, ale także programowanie SQL, Java praca na
        UNIX itp. Reszta informatyków zarabia zreguły średnią krajową czyli
        ok 2300 -3300 PLN.

        Ja jestem informatykiem, wg. szacunków kwotowych i przy porównaniu
        zarobków innych kolegów po fachu mogę powiedzieć, że jestem d..pa
        wołowa. Albo nic ne umiem, albo nie zasługuję na wyższe zarobki.
        Gdyby nie dodatkowe fuchy jak u lekarzy, musiałbym powiedzieć, że
        jestem biedny.

        pozdrawiam



        • her_bat_nick Re: Czy nie boicie sie kredytow? 29.08.07, 12:04
          Gość portalu: coke_moke napisał(a):

          > Moja rata miesięczna kredytu wynosi 1000 zł brutto.
          >

          przepraszam .... a mogę wiedzieć ile to jest netto?? tej raty rzecz jasna
          jakieś składki odprowadzasz z tej raty?? Zus`y.. srusy czy inne??

          nie czepiam się, zaintrygowało mnie to jedynie
          --
          Widzę rzeczy których nie ma i stanowczo się z nimi nie zgadzam
      • Gość: Gościówa Troche z motyką na słońce, ale nie mam wyjścia IP: *.taeu.com 29.08.07, 08:53
        Dochód netto na całą rodzinę, która składa się tylko ze mnie jednej
        to 2520zł netto. Kredyt 200tys./30lat na kawalerkę, rata miesięczna
        850zł + czynsz za użytkowanie tj.330zł praca na czas określony -
        wciąż zmieniam pracę. Żyję więc nie będąc pewną dnia następnego...

        Gdyby nie kredyt to czekałoby mnie wyjamowanie mieszkania u kogoś
        i ładowanie mu kasy do kieszeni, czyli strata kasy i zycie na
        walizkach. Wolę "ładować" w swoje.
      • walek_z_lasu Re: Czy nie boicie sie kredytow? 29.08.07, 09:04
        Pokrzywdzona się znalazła... Mamy niecały 1000 (tysiąc) złotych
        (polskich) netto na twarz. Biedota nauczycielska. Pomyśl w jaki
        sposób MY możemy sobie pozwolić na kino, knajpę itp.?
        Wykształciuchom też zachciało się kina, cholera... Zdolność
        kredytową to mamy u mamy, hehe, pożyczając u niej na opiekunkę dla
        dziecka, na czynsz i oddając w dniu tzw. "wypłaty".
        "Wakacje, odkładanie na czarną godzinę, życie na przyzwoitym
        poziomie"? Hehehe! Dobre! Wakacje w lesie. Inteligencja zbiera dobra
        jakie daje nam las i jezioro;-)
        No, ale o czym my tu mówimy...
        • Gość: Gosciowa Do walek_z_lasu IP: *.taeu.com 29.08.07, 09:09
          Zrobcie sobie jeszcze jedno dziecko to bedzie wam lzej. Mam większe
          dochody o 500zł od Was dwojga, a w zyciu w takiej sytuacji nie
          zdecydowałabym sie na dziecko. Z racji kredytu nie stac mnie na
          kina, knajpy, ciuchy itp. a co dopiero mówić o wakacjach czy o
          dzieciach haha. I nie narzekam, cieszę sie z tego co mam i że w
          życiu kieruję się rozsądkiem, wiedząc, że po prostu nie można mieć
          wszystkiego.
      • tojatojatoja Re: Czy nie boicie sie kredytow? 29.08.07, 09:38
        > A gdzie wakacje,
        > odkladnie na czarna godzine, zycie na przyzwoitym poziomie, czyli
        > kino, kawiarnia, spacer?

        No ze spacerem, to akurat przesadziłaś ;-), bo do tego nie potrzeba
        żadnych funduszy i jest to rozrywka (relaks?) dostępna nawet dla
        najbiedniejszych! ;-)
            • Gość: Gościówa Re: dom, mieszkanie od rodziców IP: *.taeu.com 29.08.07, 11:34
              > mieszkanie mamy ale nie moglibyśmy w nim zamieszkać.... jak
              braliśmy kredyt zarabialiśmy 2 tys zł... w domu nie było kompletnie
              nic, stare okna i tynki na ścianie bez wylewki podłogi, musieliśmy
              wziąść kredyt żeby móc w nim zamieszkać...

              Ale macie mieszkanie! Ja brałam kredyt na mieszkanie w kwocie 78tys.
              franków na 30lat przy zarobkach 2200netto - sama! Przy tym nie
              miałam złotówki na kupienie czegokolwiek do tego mieszkania.
              Naprawdę macie lux!

        • Gość: Azia Re: co do Berlina IP: *.eranet.pl 01.09.07, 21:24
          > Argument o Berlinie jest absolutnie nietrafiony, w Berlinie
          > bezrobotni i bezdomni dostają mieszkania, więc tam mieszkanie jest
          > naprawdę mniej warte....


          Nie wiem, czy dostaja mieszkania, czy raczej Wohnungsgeld, a to jest
          socjal ogolnoniemiecki.

          no ja Cie blagam... jak to sie ma do ogolnej sytuacji Warszawy i
          Berlina? Jakosci zycia? Zarobkow?
          Ja wiem, ze musze opuscic stolice Polski, bo mnie szlag jasny trafi.
      • Gość: joanna_poz Re: Czy nie boicie sie kredytow? IP: *.icpnet.pl 29.08.07, 10:30
        nie boimy się.
        braliśmy kredyt ok. 180.000. Zdolność kredytowa mieliśmy sporo
        wyższą.
        Płacimy ratę ok 850 zł - w zalezności od kursu franka (braliśmy
        kredyt przy dużo wyższym kursie franka niż jest teraz).

        Na szczęscie przy tym stosunku wysokości raty do wysokości naszych
        dochodów stać nas na utrzymanie domu, wakacje, opiekunkę do dziecka,
        oszczedności i ogólnie zycie bez zaciskania pasa.
      • Gość: fagusp Daj sobie (czasowo) na wstrzymanie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.07, 11:18
        Dlaczego?
        Bo ceny są oderwane od podstawy, jaką jest koszt wybudowania nowego
        lokalu. Jeżeli jakaś branża generuje ponadprzeciętne zyski (na
        dzisiaj: deweloperzy, producenci materiałów budowlanych i firmy
        wykonawcze) to coraz więcej jest chętnych do wejścia w ten biznes.
        Co za tym idzie - pojawia się zwiększona podaż i ceny spadają. Nie
        od razu - zawsze trzeba brać poprawkę na to, że rynkowe procesy
        dostosowawcze muszą trochę potrwać. W mojej ocenie nalezy się liczyć
        ze spadkiem cen (w ujęciu nominalnym)rzędu 25 - 30 % w perspektywie
        najbliższych dwóch lat.
        Z góry uprzedzam również komentarze inaczej myślących -
        przypomnijcie sobie, co się działo w latach 2001-2003.
      • amatil Re: Czy nie boicie sie kredytow? 29.08.07, 11:21
        Przeciętny dochód na osobę dla trzyosobowej rodziny w 2005 roku to 13 470 zł,
        czyli 1 122,5 zł miesięcznie. W 2007 roku prawdopodobnie nieco więcej. Ale wasz
        miesięczny dochód na głowę to 2 166 zł na osobę, czyli i tak lepiej niż ŚREDNIA,
        którą sami ciągniecie w górę.

        Z punktu widzenia banku, to nawet logiczne, że jeśli ludzie byli w stanie żyć za
        1 122 zł w 2005, to przeżyją za 2 166 w 2007. Oczywiście, wasz poziomo życia
        byłby znacznie niższy niż teraz, ale przy liczeniu zdolności kredytowej chodzi
        przecież tylko o to, czy wyżyjecie po zapłaceniu raty. Właściwie, to bank jest
        skłonny zapewnić wam całkiem niezły poziom życia _jak_na_Polskę.
      • calama Re: Czy nie boicie sie kredytow? 29.08.07, 12:43
        Dziwne to. Mój brat pracuje u zachodnich armatorów. Jako kapitan.
        Zarabia ok. 30 tysięcy miesięcznie. I? Miał duże problemy z kredytem
        na dom. Nikt nie chce dać kredytu ludziom bez stałej pracy. A to
        jest praca w systemie kontraktowym. Potrzebuje kasy - pływa.
        Lepiej ( dla banku) mieć 1 tysiąc miesięcznie stałej pracy niż 30
        kontraktowej.
        --
        ;)))))))
      • alfalfa Re: Czy nie boicie sie kredytow? 29.08.07, 23:34
        Sprawa jest prosta, nie cyraj tylko zrób sobie sama rachunek bez
        ściemniania: ile na żarcie, na dom, stałe koszty (np. cyfra+,
        wakacje itd.), ile po kosztach odłozysz itd. i dostajesz wynik jaką
        faktycznie zdolność kredytową masz, realną. Reszta to papiery dla
        banku-nadzorcy płacenia podatków. Prowadzę działalność i mogę
        wykonać dowolną zdolność kredytową, jedynie podatki od niej muszę
        zapłacić (hipotetycznie: co za problem robić co miesiąc "usługę" na
        20-30tys, dla kogoś znajomego? Nawet odpali mi za fakturę kosztową,
        żaden problem - tylko podatki). Bank nie analizuje, bank bierze
        liczby w dokumentach jakie do US składam, śmieszne. Realnie cała
        rzecz w spłacaniu raty: na ile mnie faktycznie stać? I tu racjonalny
        rachunek potrzebny a nie "kalkulator kredytowy".
        A.
        ps. wracaj do Poznania, tu taniej;) Chatę (180/1200działka) na
        zachodniej części od dewelopera bezpośrednio np. od 640tys
        (Rokietnica), rata ok.2880-3000pln. Dużo? Przy 12tys netto? Spłacisz
        w 10lat max. bez problemu.
        • Gość: Azia Re: Czy nie boicie sie kredytow? IP: *.eranet.pl 01.09.07, 21:31
          ps. wracaj do Poznania, tu taniej;) Chatę (180/1200działka) na
          > zachodniej części od dewelopera bezpośrednio np. od 640tys
          > (Rokietnica), rata ok.2880-3000pln. Dużo? Przy 12tys netto?
          Spłacisz
          > w 10lat max. bez problemu.


          Alfalfa, tesknie za Poznaniem jak diabli! Caly problem polega na
          tym, ze raczej nie znajdziemy z mezem roboty w Wielkopolsce za takie
          pieniadze. Ta warszawka, to taka zlota klatka....
          A Zachodnia czesc Poznania, to moja ulubiona :-) Lubie ostatnio
          jeszcze Puszczykowo :-)
          • alfalfa Re: Czy nie boicie sie kredytow? 02.09.07, 01:40
            Puszczykowo powiadasz, szczerze? Zapomnij. Bez 1mln nie ugryziesz,
            chyba że prlowskie do remontu a wtedy jakieś 700>

            Z pracą sama wiesz, problem jest podstawowy, skoro jest źródłem
            i "ręką karmiącą" to się jej nie drażni. Znam taki wist: koleżanka
            się przeniosła back to Pń bo znalazła podobnie płatną robotę a z Pń
            była i rodzina itp., koleżka dalej w W-wie, lekki syf: rok a nawet
            prawie dwa z dojazami do Pń, budowa (dziewczyna się musiała
            zaangażować i z "fachurami" załatwiać, łalaboga!), zjechał w końcu
            do Pń z mniejszą kasą ale wystarczającą. Inwestycja krocząca:) Teraz
            pewnie w sumie kasy mniej ale działa. I fajnie jest.
            A.
      • jawarek52 Re: Czy nie boicie sie kredytow? 30.08.07, 04:34
        I masz racje. Kredyty to max 2 lata i raczej sumy do 10 tys.. I male
        odsetki i zawsze mawet nagłych kłopotów do spłacenia. Jeszce 5 lat
        i wielu ludzi zostanie bez dachy nad głową bo i choroby, wypadki,
        dzici rosna wnuli juz sa a tu cigle palacisz. W dodatku czeka nas
        nieuchronnie EURO i tu dostaniemy wszyscy w d... a kredytowicze
        najbardziej. Tak było w całej Unii. pozdr
      • vajolka Re: Czy nie boicie sie kredytow? 30.08.07, 22:45
        Tez jestem zdania, ze ceny mieszkań troszeczke spadną. Z pewnoscia nie wrócą do cem sprzed boomu, ale te aktualne sa niedorzeczne. Wtedy dopiro zainwestuje w jakas nieruchomość na wynajem.
        bryzav.blogspot.com/
        • Gość: coke_moke Re: Czy nie boicie sie kredytow? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.08.07, 12:24
          Gość portalu: coke_moke napisał(a):

          > Moja rata miesięczna kredytu wynosi 1000 zł brutto.
          >

          przepraszam .... a mogę wiedzieć ile to jest netto?? tej raty rzecz
          jasna
          jakieś składki odprowadzasz z tej raty?? Zus`y.. srusy czy inne??

          nie czepiam się, zaintrygowało mnie to jedynie
          --
          Widzę rzeczy których nie ma i stanowczo się z nimi nie zgadzam

          -------------------------

          Przepraszam, że dopiero teraz, ale praca niestety wymaga wykonania.
          Co zaś do Twojego pytania, myślę ża moja odpowiedź dla innych będzie
          też przestrogą.

          Błędem jest pytanie ile wynosi rata kredytu, bo zreguły Panie w
          okienkach podają kwotę netto, nie uwzględniając dodatkowych opłat,
          wynikających z samej obsługi kredytu. Ludzie często są potem
          zaskakiwani, że Pani mówiła, że będzie 1000 zł tak, ale dodatkowo
          trzeba opłacić np. ubezpieczenie, haracz za uzyskanie kredytu i pare
          innych drobnostek co czesto bank wlicza w rate lub każe zaplacić na
          początku brania kredytu. I dlatego lepiej operować kwotą brutto.

          pozdrawiam
    Inne wątki na temat:

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka