Forum Dom Dom
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Sąsiedzi jak z koszmarnego snu... co robić?

    IP: 213.192.66.* 04.08.08, 11:21
    Kochani, nie bardzo wiedziałam, na jakie forum dać tę sprawę, więc w końcu
    dałam tutaj.

    Mieszkam w bloku i nie mam na razie możliwości przeprowadzenia się do domku
    (co, jak mniemam, będzie jedną z rad). Żyję sobie na ostatnim piętrze z mężem,
    dwoma kotami i kilkoma kwiatkami na sporej powierzchni - mieszkanie jest nad
    dwoma innymi mieszkaniami (poddasze).Oboje pracujemy - ja od poniedziałku do
    piątku, mąż też w soboty - i często nie ma nas w domu.
    Kiedy kupowaliśmy to mieszkanie, poprzedni właściciele uprzedzali nas, że
    sąsiedzi są w porządku z wyjątkiem państwa z dołu.
    Pod nami mieszkają dwie rodziny - państwo z córką i małym dzieckiem, oraz
    starsza para.
    Jako rzekłam wcześniej, często nie ma nas w domu. Ale zdarza się, że kiedy już
    jesteśmy, przychodzi do nas sąsiad i awanturuje się, że myśmy do drugiej w
    nocy szlifierkę (!) włączali, że jakieś otwory wiercone są, i że on to
    wszystko ma nagrane na komórkę, rozmawiał już z dzielnicowym i to tylko
    kwestia czasu!!!!

    I tak od trzech lat, raz na miesiąc lub częściej... Zaczepiają nas na ulicy i
    mówią, żebyśmy przestali rzucać krzesłami... Kiedyś przyszła żona - o
    dwunastej w nocy!!! - i powiedziała, żebyśmy natychmiast wyłączyli tę maszynę.
    Okazało się, że ryk maszyny to naprawdę był szum wody u sąsiadów zza ściany...
    Może dla porządku dodam, że zwykle podczas domniemanych awantur nie ma nas w
    domu i nie zapuszczamy szlifierki o drugiej, a wszelkie roboty głośne -
    odkurzanie, wiercenie itp - staramy się wykonywać nie później niż o godzinie
    18, ze względu na rodzinę z dzieckiem (która zresztą nigdy na skargę nie
    przyszła).

    Ostatnio sąsiad pobił wszelkie rekordy: Wyszliśmy o ósmej, wróciliśmy z domu o
    drugiej. Byliśmy trzeźwi, więc nie było szansy, żebyśmy w pijackim widzie
    zachowywali się głośniej niż się nam wydaje. Spokojnie położyliśmy się spać. I
    na drugi dzień o godzinie 15 przychodzi sąsiad mówiąc, że on ma dość, że
    składa zawiadomienie na policję, bo myśmy od dziesiątej do dwunastej
    szlifowali. Na nic nie zdały się tłumaczenia, że nie było nas w domu. On swoje
    wie, on nagrał na komórkę i już rozmawiał z dzielnicowym.

    Rozmawialiśmy z dzielnicowym, który o całej sprawie nic nie wiedział i
    powiedział, że zna takie spray, bo jego sąsiadka twierdzi, że on jej podrzuca
    gaz łzawiący do mieszkania :) Ale radził się zastanowić, czy jest sens
    kierować sprawę do sądu. Poinformowaliśmy też spółdzielnię.

    Pytanie - co robić? Kierować sprawę do sądu? Czekać? Poprzednicy, jak
    wspominałam, mówili, że ci ludzie są problematyczni, i że zdarzało się, że
    mówili o biegających dzieciach, kiedy dzieci nie było w domu.

    Poradźcie, proszę...
    Obserwuj wątek
      • Gość: bebe Re: Sąsiedzi jak z koszmarnego snu... co robić? IP: *.mobile.playmobile.pl 04.08.08, 21:25
        Ci sąsiedzi wyglądają na gości z problemami psychicznymi, obawiam się że
        zlekceważenie tematu niczego nie załatwi, jeśli faktycznie problem jest w
        głowach to nie dadzą spokoju. Oni chyba maja jakieś urojenia.
        Straszenie ich dzielnicowym, tłumaczenie itd też nic nie da. Ja bym radziła
        jednak drogę oficjalną i skierować sprawę do sądu. Dlatego, że w efekcie mogą
        trafić na badania psychiatryczne.
      • Gość: Mgielka Re: Sąsiedzi jak z koszmarnego snu... co robić? IP: *.subscribers.sferia.net 05.08.08, 18:42
        Jesli to mieszkanie spoldzielcze, napisac skarge do spoldzielni o permanentnym naruszaniu spokoju. Jesli przychodza z awanturami w nocy - nie wpuszczac, wezwac straz miejska (zaklocanie ciszy nocnej). Poza tym napisac skarge albo zadzwonic do dzielnicowego, mniej wiecej taka sama jak do spoldzielni. Powinien przyjsc i dac do zrozumienia tym ludziom, ze takie awantury i pogrozki o nie sa slowa rzucane na wiatr tylko mozna poniesc konsekwencje prawne z racji takowych. Sprobujcie tez porozmawiac z drugimi - normalnymi sasiadami i moze nech ta skarga bedzie wspolna? Razem bedziecie bardziej wiarygodni.

        Poza tym jak dzwonia do drzwi - nie otwierac, jak zaczepiaja na ulicy - glosno mowic "nie obchodza mnie panskie klamstwa" i isc dalej.

        Poza tym na ludzi straszacych policja itd. najlepiej dziala jak samemu zlozy sie na nich doniesienie i na ewentualne pogrozki odpowie, ze policja jest juz o sprawie powiadomiona i wyciagnie konsekwencje wobec ich dzialan.
        • Gość: ninn Re: Sąsiedzi jak z koszmarnego snu... co robić? IP: 213.192.66.* 07.08.08, 14:14
          Sprawa idzie dalej: sąsiadka napadła na mojego męża, kiedy byliśmy w sklepie.,
          że wygoniliśmy go z domu i obrzuciliśmy przekleństwami (faktycznie mąż uciął
          rozmowę stanowczo, ale przekleństw żadnych nie było - musiał to zrobić, bo ja
          mam słabe serce i aż zasłabłam ze zdenerwowania).Powiedzieliśmy jej, że nic
          takiego, że nigdy w życiu itp. Jak chce, niech przyjdzie o 12 nawet w nocy i
          poszuka maszyny.
          Natomiast była inna sąsiadka z paczką (listonosz często zostawia paczki u
          sąsiadów). Podpytałam jej, czy ona też słyszy jakie szumy? Okazało się, że ta
          zadziorna sąsiadka ze wszystkimi ma na pieńku, że nikt inny poza nią szumów nie
          słyszy i że poprzednia właścicielka mieszkania nawet przez nich płakała.
          Powiedziała też, że sąsiadka rozpuściła informację, że przyłapała nas (!!!) na
          używaniu maszyny w środku nocy! Oraz że u nas mieszka więcej niż dwie osoby!!!
          Że jak my wychodzimy do pracy to ta osoba szlifuje...

          CÓŻ. Policji zawiadamiać nie będę na tym etapie, ale poinformuję spółdzielnię,
          bo przecież nie mogę dopuścić do szkalowania mojego dobrego imienia... Kilka
          miesięcy temu podpisywałam jakiś świstek z deklaracją, ile osób u nas mieszka,
          ale nie łączyłam tego ze mną.
          • savo1000 Re: Sąsiedzi jak z koszmarnego snu... co robić? 07.08.08, 23:42
            Ta baba nie wydaje się być psychicznie zdrową. Słyszy dźwięki, których nie ma i
            do tego Was nęka. Z tego, co piszesz miała podobne zatargi z innymi sąsiadami,
            teraz przerzuciła się na Was. Widziałam kiedyś podobne historie z krewną
            (zdiagnozowano u niej potem chorobę psychiczną). Psychiatra radził nie wdawać
            się w żadne dyskusje i tłumaczenia (typu nie mogło być żadnego szlifowania
            bo..), dlatego że baba i tak dorobi do tego wyjaśnienia. Powiedział, ze należy
            stanowczo ucinać dywagacje, mówiąc że nie zgadzasz się z tym co gada i jest to
            nieprawda. I metoda zdartej płyty.
            Postraszenie policją też nie zaszkodzi-coś musisz zrobić bo niszczą Wam życie.
            Swoją drogą ciekawe jak poradzili sobie inni sąsiedzi?
            Co do reszty podpisuję się pod postem Mgiełki i jej radami. To jest oczywiście
            wypowiedzenie wojny, ale do licha masz prawo spokojnie żyć w swoim domu i nikt
            nie może robić Ci koszmaru z życia!
      • kate_29 Re: Sąsiedzi jak z koszmarnego snu... co robić? 08.08.08, 10:11
        Mam podobne doświadczenia z sąsiadami, a właściwie miałam.
        Załatwiłam swoją sprawę następująco: po licznych awanturach i
        bezpodstawnego oskarżania zaczełam ignorować "sąsiadów" (nie mówiłam
        dzień dobry, nie otwierałam drzwi, odwracałam się gdy w
        sklepie "sąsiadka" krzyczała na mnie). Podziałało na krótko. Po 2
        miesiącach na nowo zaczeły się awanturnicze wizyty. W między czasie
        zgłosiłam sprawę na policje i poprosiłam o wystawienie mi
        zaświadczenia o zgłoszeniu. To samo zrobiłam w spółdzielni, opisując
        całą sprawę. Następnie poprosiłam koleżankę żeby
        odwiedziła "sąsiadów" i przedstawiła się jako mój pełnomocnik
        (adwokat). Koleżanka postraszyła "sąsiadów", że jeżeli się nie
        uspokoją, to sprawa trafi do sądu, pokazując im papiery zożone na
        policji i w spółdzielni. Podziałało na b. długo. Miałam spokój na 6
        miesięcy. Potem "sąsiedzi" przypomnieli sobie o mnie. Poirytowała
        całą sytuacją oddałam sprawę do sądu. Kiedy "sąsiedzi" dowiedzieli
        się że wystąpiłam z wnioskiem do sądu i chcę 20 tyś zadość
        uczynienia przestraszyli się na dobre. Przeprosili i obiecali sie
        odczepić jak wycofam sprawe z sądu. Od tamtego momentu mam spokój.
        Próbowali znęcać się na innych sąsiadach, ale tamci mądrzejsi o moje
        doświadczenia świetnie sobie poradzili. Nie mieszkam tam od roku,
        ale słuchy mnie doszły, że "sąsiedzi" wyprowadzili się na wieś i
        teraz tam dają wszystkim popalić. Niektórzy tacy są... dlatego nie
        poddawaj się tylko działaj!!

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka