Dodaj do ulubionych

Jak przetrwac ten choler... lot?

29.06.06, 14:26
Wlasnie wrocilam z wakacji na Cyprze i myslalam, ze dostane wscieklizny w
samolocie. A to tylko troche ponad 4 godziny bylo. Nie mam pojecia jak mam
przetrwac te 20 pare godzin na Nowa Zelandie. Raz, ze zawsze sie czuje
baaardzo nieswojo bedac ladnych pare kilometrow nad ziemia. Dwa, ze ilez
mozna siedziec w jednym miejscu???

Macie moze jakies pomysly co zrobic, zeby tak nie cierpiec?
Obserwuj wątek
    • bee20 Re: Jak przetrwac ten choler... lot? 29.06.06, 14:40
      Hej,
      dla mnie przygoda zaczyna sie juz w samolocie. Przeciez na dlugich lotach jest
      tyle atrakcji - filmy, muzyka, poza tym dobrze miec jakies ulubione czasopisma,
      ksiazki, do czasu do czasu mozna sie przespacerowac, popatrzec przez okno :) -
      i najlepiej, jak sie ma milych towarzyszy podrozy lub sasiadow. Poza tym,
      czesto jest jedzenie - to tez jakies urozmaicenie (choc to akurat moze tez byc
      problemem, nie chcac zrezygnowac z tej atrakcji - czlowiek wpycha w siebie
      wszystko co daja, a potem brzuch nadety... dobrze jest wiec zrezygnowac z
      jakiejs porcji. Spojrz na to optymistycznie, przeciez po tym locie wyladujesz
      na koncu swiata! Naszym dziadom cos takiego nawet sie nie snilo. Pozdro.
      • kasia763 Re: Jak przetrwac ten choler... lot? 29.06.06, 15:36
        Taaa to fajnie wyglada jak sie jeszcze jest na ziemii. Nasze dziady powiedzialy
        by "jak by Bog chcial, zebysmy latali, to by dal nam skrzydla" ;) A tak przy
        okazji to dziadkowie mojego Kiwi jakos zaraz po wojnie, to chyba 3 dni na te NZ
        lecieli. Czyli teoretycznie mam lepiej.

        Co nie zmienia faktu, ze na pokladzie samolotu czuje sie bardzo niekomfortowo :(
        • paiha Re: Jak przetrwac ten choler... lot? 29.06.06, 16:00
          Kasiu, nie jest tak zle, jak to sobie wyobrazasz. Tez mi sie wydawalo, ze tyle godzin w jednym miejscu
          nie da sie wytrzymac, dalo, z kilku powodow.
          Pierwszy - wspomniane kanaly filmowe, muzyczne, bylo tego naprawde sporo i byly naprawde ciekawe.
          Drugi - towarzystwo. Ja siedzialam obok osoby, ktora poznalam dopiero na lotnisku i zwyczajnie
          polowe lotu - do Los Angeles - przegadalam. Od razu umowilismy, ze do LA nie spimy, umowa sie
          przydala, bo ostatnia godzina przed przystankiem byla ciezka:) Jak tylko wsiedlismy ponownie od razu
          padlismy i druga polowe lotu prawie cala przespalismy. Dzieki temu ladujac rano w Auckland bylismy
          wyspani i moglismy od razu ruszyc w droge; reszta grupy zrobila odwrotnie, spali do LA, potem juz ni i
          po wyladowaniu w NZ byli wykonczeni.
          Rada I: dbaj o siebie przed wylotem, unikaj tez osob z jakas infekcja, w samolocie wszelkie wirusy
          dostaja jakiegos maksymalnego kopa i zwykly katar przed podroza moze zamienic sie w powazna
          infekcje po wyladowaniu. Tak sie stalo w moim przypadku, wiec wiem, co mowie:) Zatem bierz
          witaminy, wysypiaj sie, jedz zdrowo itd.
          Rada II: homeopatia. Znajomi w NZ polecili mi granulki homeopatyczne, ktore bralam w drodze
          powrotnej. Roznica w samopoczuciu ogromna! Nie tylko podczas lotu, ktory wspominam duzo lepiej,
          chociaz wracalam bez towarzystwa, ale takze po powrocie. Czulam sie super, funkcjonowalam tak,
          jakbym wrocila znad Baltyku, a nie z konca swiata. To plusy. Minus- zadnego alkoholu w samolocie:)
          Lekow nie mozna laczyc z alkoholem. Jesli jestes zainteresowana nazwa poszukam w domu opakowania
          i wieczorem podam, ok?
          Paiha
    • silverlode Re: Jak przetrwac ten choler... lot? 29.06.06, 15:48
      beznadzieja jednym slowem. jak lecialam w strone do NZ to moj organizm sie
      zbuntowal po 7 godzinach lotu i czulam sie bardzo marnie, ani jesc ani nic,
      zielona chodzilam. potem po przesiadce parodniowej po 7 godzinach to samo. ale
      nie tylko ja tak wygladalam, jedna tak na oko maoryska to byla tak zielona ze
      ja do toalety przepuszczalam....
      w powrotna zakupilam w NZ tabletki o nazwie NO JET-LAG (poradzone przez kiwi w
      samolocie) i ssalismy co te 4 godziny. i bylo bez problemu, chociaz tylek mnie
      bolal i tak od siedzenia. nie wiem czy to efekt placebo, czy jednak wypoczynek
      (na urlopie tam bylam w koncu) zrobily swoje, ale wierze ze te tabletki tez cos
      w sobie maja (one takie homeopatyczne, szkoda ze tu nigdzie nie sprzedaja na
      lotniskach).
      jak sie kiedys znow udam do NZ to kupie sobie tych tabletek na zapas naprawde.

      pozdrawiam, sielverlode
      • paiha Re: Jak przetrwac ten choler... lot? 29.06.06, 16:02
        Silverlode, pisalysmy jednoczesnie:), granulki, o ktorych wspomnialam wczesniej to wlasnie te opisane
        przez Ciebie. Pai

        silverlode napisała:

        > beznadzieja jednym slowem. jak lecialam w strone do NZ to moj organizm sie
        > zbuntowal po 7 godzinach lotu i czulam sie bardzo marnie, ani jesc ani nic,
        > zielona chodzilam. potem po przesiadce parodniowej po 7 godzinach to samo. ale
        > nie tylko ja tak wygladalam, jedna tak na oko maoryska to byla tak zielona ze
        > ja do toalety przepuszczalam....
        > w powrotna zakupilam w NZ tabletki o nazwie NO JET-LAG (poradzone przez kiwi w
        > samolocie) i ssalismy co te 4 godziny. i bylo bez problemu, chociaz tylek mnie
        > bolal i tak od siedzenia. nie wiem czy to efekt placebo, czy jednak wypoczynek
        > (na urlopie tam bylam w koncu) zrobily swoje, ale wierze ze te tabletki tez cos
        >
        > w sobie maja (one takie homeopatyczne, szkoda ze tu nigdzie nie sprzedaja na
        > lotniskach).
        > jak sie kiedys znow udam do NZ to kupie sobie tych tabletek na zapas naprawde.
        >
        > pozdrawiam, sielverlode
      • paiha Re: Jak przetrwac ten choler... lot? 29.06.06, 16:30
        Kilka sztuk mi chyba zostalo, ilość niewystarczająca, ale moze lepiej cos niz nic, chetnie oddam. Mozna
        tez poprosic kogos, kto bedzie lecial z NZ do Polski, żeby kupil i przywiozl; Kasiu, przypomnij, kiedy
        lecisz do NZ?
        Pai
        • kasia763 Re: Jak przetrwac ten choler... lot? 29.06.06, 17:05
          Oooo widze, ze jest nadzieja dla mnie :) Dzieki wam, sprobuje jakos te tabletki
          znalezc. Lece dopiero w listopadzie, ale po wczorajszym locie z Cypru czuje sie
          ledwie zywa. Najlepiej jak bym sie uspila na caly czas lotu, przynajmiej bym
          nie miala stracha, ze ta wielka puszka zaraz spadnie ;)
          • kiwigirl Re: Jak przetrwac ten choler... lot? 04.07.06, 11:54
            kaśka, albo wybierzcie lot na koniec dnia. my wylatywaliśy ok 18 z warszawy
            przez frankfurt, wiec do samolotu lecącego do Singapuru wsiedliśy około 23. to
            moment gdy człoweik już czuje sie senny. trzeba coś zjeść, wychylić lampeczkę
            czy dwie winka lub czegoś mocniejszego i po prostu pójść spać. oglądanie
            jakiegoś filmu na tych małych ekranikach w oparciu fotela przed toba tylko
            pomaga zasnąć :-)

            wiem ze mało wygodnie szczególnie w economy, ale da sie przeżyc. ja sie
            obudziłam w porze "śniadaniowej", zjadłam śniadanko i zachwycałam sie widokami
            za oknem oraz "doogladałam" końcówkę filmu na którym zasnęłam. i już byliśy w
            Singu.

            jeśli kiepsko fizycznie znosisz sam fakt bycia w powietrzu, sugeruję nie śmiać
            sie z pokazu ćwiczeń który co jakiś czas leci na inside video, tylko faktycznie
            trochę poćwiczyć, pomaga rozluźnić kręgosłup oraz dokrwić inne części ciała oraz
            odnóża :-) pochodź po samolocie co jakis czas. samoloty latajace przez ocean są
            duże, maja co najmniej 2 alejki można sobie pospacerowac tu i tam.

            i trzeba duzó pić - wody. alkohol rozluźnia ale odwadnia, wiec trzeba zachowac
            równowage. możesz też sobie pomóc tabletkami z melatoniną, pomagają na jetlafg,
            tyle ze trzeba je zacząć łykać kilak dni przed lotem, a my zaczęłiśmy.. po
            lądowaniu w singapurze, weić ciut za późno :-)

    • belami Re: Jak przetrwac ten choler... lot? 29.06.06, 19:04
      Ja zastosowałem podobny manewr do Paihy. Zaraz po starcie z Wiednia,
      przestawiłem się na czas nowozelandzki. Spałem w czasie ich nocy, czuwałem w
      czasie ich dnia. Dzięki temu kiedy wylądowałem na miejscu nie czułem żadnego
      dodatkowego zmęczenia (lądowałem o 23.50, więc prosto z samolotu poszedłem do
      łóżka w motelu). Rano wstałem jakbym był u siebie i zacząłem zwiedzanie. W
      drodze powrotnej starałem się robić tak samo, ale trzy tygodnie intensywnych
      podróży spowodowały, że nie mogłem utrzymać dyscypliny snu i spałem wtedy kiedy
      zamknęły mi się oczy. Przez to po powrocie jeszcze przez 2-3 dni o godzinie
      10-11 rano czasu polskiego prawie zasypiałem przy biurku.

      Najgorsza rzecz (wg mnie) w tej podróży (jeśli leci się bez przerwy) to ból
      dolnej części pleców, potocznie zwanej tyłkiem.

      Z rad jakich udzielał mi mój lekarz mogę przekazać zalecenie łykania na trzy dni
      przed wylotem aspiryny. Codziennie jedna tabletka tej cardio lub pół zwykłej
      (one różnią się jedynie dawką w tabletce).
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka