Dodaj do ulubionych

Z NZ do Polski - kulturalnie

30.05.08, 13:16
18 lipca 208 o godz. 20.00 w Operze Leśnej w Sopocie na pierwszym
koncercie w Polsce wystąpi zespół CROWDED HOUSE.

Crowded House to rockowy zespół utworzony w Melbourne, którego
liderem jest nowozelandzki muzyk Neil Finn. Finn jest najbardziej
rozpoznawany jako główny wokalista, autor tekstów oraz kierownik i
pozostawał nim przez wszystkie "wcielenia" zespołu. Od początku
istnienia formacji działali w nim (i niektórzy działają nadal)
artyści z Australii (Paul Hester, Nick Seymour, Peter Jones i Craig
Hooper), Nowej Zelandii (Neil Finn, Tim Finn i Eddie Rayner) oraz
USA (Mark Hart i Matt Sherrod).

Działalność między rokiem 1985 a 1996 przyniosła zespołowi
międzynarodową sławę dzięki takim przebojom jak: "Don't Dream It's
Over", "Weather With You", "Something So Strong", "Better Be Home
Soon", "It's Only Natural" czy "Fall At Your Feet". W 2007 roku
powrócili na scenę muzyczną z nowym perkusistą.
W tym czasie wydali nowy album Time On Earth, który osiągnął
pierwsze miejsce na Australijskiej liście ARIA Albums Chart.


Bilety w cenie 160 zł, 120 zł, 80 zł do nabycia wkrótce w kasach:
BART ul. Kościuszki 61, 81-703 Sopot, tel. 058/ 555-84-51 lub 52
oraz w sieci Ticket Online www.ticketonline.
źródło: www.bart.sopot.pl
Obserwuj wątek
    • paiha Przeglad kina nowozelandzkiego we Wroclawiu 30.05.08, 13:42
      Na festiwalu Era Nowe Horyzonty. Lista filmow jest dluga i
      imponujaca i sa to w wiekszosci tytuly w Polsce dotad nieznane,
      zatem wielka prosba o rade, kto widzial i moze powiedziec z
      przekonaniem: ten zobacz koniecznie, a ten mozesz sobie odpuscic.
      Chcialabym jednak zobaczyc cos wiecej na festiwalu, nie tylko kino z
      nz:)

    • jasyr100 Re: Z NZ do Polski - kulturalnie 03.06.08, 12:05
      Crowded House to niezbyt wysoka polka, nie mowiac o tym, ze lata "swietnosci"
      maja juz za soba.

      Takich kapel, grajacych ten rodzaj rock&rolla, ktory - delikatnie mowiac -
      srednio mi sie podoba, jest w NZ troche.

      Toy Love, Cakekitchen, Chills, Clean, Able Tasmans... Ale to wszystko to sa
      takie kopie brytyjskich zespolow, pomijajac kwestie watkow maoryskich, ktore
      czasem sie w ich utworach pojawiaja...
      • paiha fotografie Craiga Pottona w Warszawie i Wroclawiu 06.06.08, 12:14
        Od 16 maja do 29 czerwca 2008 w Galerii Luksfera będzie prezentowana
        niezwykła wystawa znanego nowozelandzkiego artysty - Craiga Pottona
        pt. "Nowa Zelandia-kraina światła".

        Craig Potton jest jednym z najbardziej znanych fotografów w Nowej
        Zelandii, oprócz tego jest aktywnym ekologiem, wydawcą albumów i
        książek o przyrodzie Nowej Zelandii. Craig Potton zasłynął także
        jako autor fotografii krajobrazów, które zostały wykorzystane w
        filmowej trylogii "Władca Pierścieni".

        Wystawa w galerii Luksfera będzie prezentowała 30 prac Craiga
        Pottona. Są to krajobrazy Nowej Zelandii - nieskażonej cywilizacją,
        uznawanej za najbardziej wartościowy zakątek świata pod względem
        fauny i flory zachowanych w niezmienionej formie. Piękno "ziemskiego
        raju" sugestywnie i bardzo wiernie oddane przez Pottona na zdjęciach
        to niesamowite przeżycie dla widzów. Fotografie Pottona wzbudzają
        zachwyt i tęsknotę.

        W lipcu 2008 wystawa Craiga Pottona zostanie przeniesiona do
        Wrocławia. Galeria Luksfera we współpracy z firmą Gutek Film będzie
        prezentować fotografie Craiga Pottona w czasie międzynarodowego
        festiwalu filmowego "Era Nowe Horyzonty", który w tym roku jest
        poświęcony osiągnięciom kinematografii nowozelandzkiej. Prace Craiga
        Pottona będą pokazywane w trzech miejscach.
        Na wrocławskim rynku będzie można oglądać specjalnie przygotowaną
        dla Festiwalu dużą wystawę kolejnych prac tego znanego fotografa, w
        Arsenale zawisną prace z Luksfery oraz 12 dużych fotografii będzie
        można podziwiać w Kinie Helios.

        Wystawa czynna od 16 maja do 29 czerwca 2008
        od środy do piątku w godzinach 14.00 - 19.00, w soboty i niedziele
        11.00 - 17.00.
        Adres: Galeria Luksfera, ul. Ząbkowska 27/31 (w Warszawskiej
        Wytwórni Wódek "Koneser")
        telefon: (0-22) 619-91-63
        • paiha Kraj silnego swiatla 06.06.08, 12:49
          Tak rzadko pisze sie o kulturze Maorii, wiec tym bardziej polecam
          lekture tekstu w czerwcowym numerze Zwierciadla. Oto fragment:

          Maoryska legenda mówi, że zanim zmarli przodkowie udadzą się w
          duchowy wymiar, przysiadają na chwilę w cieniu wielkiego drzewa
          pohutukawa, które rośnie na przylądku Reinga. Przed podróżą wspinają
          się na klif, by spojrzeć ostatni raz na ziemię i wykonać ostatni
          skok do domu, do legendarnej krainy Hawaiiki. Według
          innej legendy łzy Rangi, boga nieba, spłynęły na ziemię, tworząc
          jeziora i oceany. Może dlatego Nowa Zelandia jest cudem natury
          TEKST JUSTYNA RYCHLEWSKA-SUSKA

          Samochody po lewej stronie drogi, słońce góruje na północy, mech
          rośnie od strony południowej, woda w umywalce kręci się na odwrót, a
          Orion na nocnym niebie stoi na głowie! Wszystko wywrócone na opak!
          Pierwszym Europejczykiem, który dopłynął do Nowej Zelandii, był
          Holender Abel Tasman. Wraz z ekspedycją Holenderskiej Kompanii
          Wschodnioindyjskiej poszukiwał w latach 1642-43 wielkiego kontynentu
          - Terra Australis Incognita. Próba zejścia na ląd skończyła się
          tragicznie: łódź z załogą zaatakowała maoryska piroga. Czterech
          marynarzy zginęło. Tasman nazwał to miejsce Zatoką Pogromu. Następny
          Europejczyk - James Cook - postawił nogę na tej ziemi dopiero 130
          lat później.
          Do dziś nie wiadomo na pewno, skąd pochodzą rdzenni mieszkańcy Nowej
          Zelandii. Z dalekiej Azji? Z Mezopotamii? Z Ameryki Południowej?
          Wiadomo tylko, że około 800 r. n.e. dotarli tu osadnicy z Polinezji,
          a ich potomków z czasem zaczęto nazywać Maorysami.
          Zanim część załogi Tasmana stała się maoryskim obiadem, co osławiło
          ten ląd jako kraj kanibali, tubylcy nazywali swoją ojczyznę Aotearoa
          - Kraj Długich Białych Obłoków albo Kraj Silnego Światła. Wychodzimy
          na Światło. To będą nasze narodziny.
          Dom spotkań
          Kto chce się zatrzymać w maoryskim domu spotkań, musi wziąć udział w
          ceremonii, której forma nie zmieniła się od wieków. Dopiero pomyślne
          dopełnienie rytuału powitalnego powhiri czyni z przybyszów
          oficjalnych gości i daje im prawo przebywania w uświęconej
          przestrzeni przodków.
          Dom spotkań Plemienia Ptaka jest niewielki. Tak jak miejscowość, w
          której się znajduje. Karetu, położoną w malowniczej dolinie wioskę,
          zamieszkują zarówno Maorysi, jak i Pakeha, czyli „białoskórzy"
          mieszkańcy Nowej Zelandii.
          Ceremonię powitalną rozpoczyna płaczliwe zawodzenie. Karanga, sztuka
          łzawego nawoływania, to przywilej zarezerwowany dla jednej ze
          starszych kobiet i przekazywany z pokolenia na pokolenie w linii
          żeńskiej. Według Maorysów to właśnie kobieta jako dawczyni życia i
          pierwsza ludzka istota stworzona z gliny i oddechu boga Tane ma moc
          przywołania ducha dziecka w czasie narodzin.
          Na progu skromnego drewnianego domu spotkań stoi ciocia Ruth.
          Przejmującą pieśnią karanga zaprasza do środka duchy przodków i daje
          gościom sygnał do wejścia. Jak nakazuje tradycyjny protokół,
          spuszczamy głowy w pokornym ukłonie, by następnie przekroczyć próg
          świętego domu i spotkać się oko w oko z groźnie wyglądającymi
          przedstawieniami maoryskich przodków.
          Najpierw przemawiają gospodarze, potem goście. Głos zabierają tylko
          najstarsi lub najważniejsi mężczyźni. Moc ich przemówień świadczy o
          sile całej społeczności. Dlatego liderzy doskonalą się w sztuce
          oratorskiej whaikorero, w odpowiedniej gestykulacji i mowie ciała.
          Domeną kobiet jest śpiew, który wieńczy wystąpienia mężczyzn, bo
          trzeba zrównoważyć męskiego ducha rywalizacji wdziękiem i poezją.
          W imieniu naszej grupy przemawia nasz nauczyciel Hemi Hoani Fox.
          Jako maoryski uzdrowiciel w latach 90. przywiózł do Europy
          polinezyjskie metody uzdrawiania, tworząc podwaliny mauri - systemu
          rozwoju osobistego poprzez pracę z ciałem. Teraz przywozi do Nowej
          Zelandii adeptów z wielu krajów. Gospodarze witają go jak swego. Bo
          mieszkańcy Karetu to bliżsi lub dalsi krewni Hemiego. Nazywa się ich
          po prostu wujkami albo ciociami. Kiedy nasze Plemię Białego Orła
          odśpiewuje na zakończenie ceremonii skoczną ludową piosnkę: „Miała
          baba koguta", ciocie i wujkowie z Plemienia Ptaka rytmicznie się
          kołyszą i krzyczą radosne pozdrowienie: Kia Ora!

          Huna - wiedza ukryta
          W ciągu najbliższych tygodni odwiedzamy jeszcze dwa inne domy
          spotkań. Obecność tylu Pakeha z Norwegii, Szwecji, Polski, Węgier, a
          nawet Islandii największą sensację wzbudza zawsze wśród
          najmłodszych. Przedszkolakom z Waikare opanowanie ćwiczeń, których
          przeciętny Europejczyk mozolnie uczy się przez kilka tygodni,
          zajmuje tylko chwilę. Maluchy mają tę wiedzę we krwi.
          - Za to, czego was tu uczę, w latach 60. poszedłbym do więzienia -
          mówi Hemi i uśmiecha się, widząc niedowierzanie studentów.
          Mówi prawdę. Jeszcze do początku lat 70. XX wieku propagowanie
          starej polinezyjskiej filozofii i praktyk zwanych huną było w Nowej
          Zelandii karalne. Uznawana za zabobon i piętnowana pradawna mądrość
          przodków została zapomniana. Szczytem aspiracji i gwarancją
          społecznego awansu stało się dla Maorysów zdobycie porządnego
          wykształcenia uniwersyteckiego i przyjęcie bezpiecznego naukowego
          światopoglądu. Matki nadawały dzieciom wyłącznie europejskie imiona,
          coraz rzadziej też decydowały się przekazywać wiedzę o uzdrawianiu,
          roślinach leczniczych, sile umysłu, kosmosie i przodkach. „Huna"
          oznacza, nomen omen, „wiedzę ukrytą". Do dziś pozostało bardzo
          niewielu tohunga, czyli maoryskich uzdrowicieli i kapłanów. Zwykle
          nie znajdują duchowych następców, a ich biologiczni potomkowie nie
          kwapią się, by pamiętać. Większość tohunga otrzymała dar po którymś
          z przodków. Tak jak Hemi Hoani Fox.
          (...)


          Więcej w Zwierciadle 6/2008
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka