Dodaj do ulubionych

polska sinologia - istnieje w ogole takie cos?

18.05.06, 09:52
temat moze troche prowokacyjny ale sklonilo mnie do takiego postawienia sprawy
moje ostatnie "odkrycie". znalazlem w ksiegarni w Jinanie swieza chinska
publikacje (a raczej calkiem pokazny tom, ladnych kilkaset stron) pt.
"Sinologia europejska". Omowione sa tam studia sinologiczne w krajach
europejskich- kazdy ma wlasny rozdzial. I tak sa oczywiscie Francja, Anglia,
Wlochy, Rosja, poza tym prawie wszystkie kraje naszej czesci kontynentu, ale
Polski oczywiscie nie ma. No i smutno mi sie zrobilo, bo po raz kolejny
okazalo sie, ze jak ze wszystkim, tak i w tej dziedzinie jestesmy zadupiem.
ale czego sie mozna spodziewac skoro nie ma nawet slownika? pozostaje wiec
pytanie: czym do jasnej cholery zajmuja sie na naszych sinologiach? Dlaczego
mozna kupic bez wiekszego trudu slownik wegiersko-, czesko-, chorwacko-,
rumunsko- itd-chinski, ale nie polski? przeciez to drugi co do wielkosci jezyk
slowianski, z calkiem spora literatura.
Obserwuj wątek
      • changchun Re: polska sinologia - istnieje w ogole takie cos 28.05.06, 16:01
        i to pisze absolwent sinologii? Ja angielski znam i od zawsze korzystam ze
        slownikow angielsko-chinskich i vice versa ale uwazam, ze slownik polski jest
        ABSOLUTNA KONIECZNOSCIA!!! bo skoro jest tak jak mowisz to po co te wszystkie
        nie-angielsko-chinskie slowniki? Przepraszam Cie bardzo, ale wlasnie dlatego, ze
        spora czesc osob ma takie zdanie jak Ty to i w tej dziedzinie jestesmy
        zasciankiem. wiele lat za Czechami, Wegrami, Rumunami i innymi nacjami, od
        ktorych tak czesto uwazamy sie za lepszych.
          • changchun Re: polska sinologia - istnieje w ogole takie cos 01.06.06, 20:09
            ok, zgadzam sie, ze znajomosc angielskiego jest niezbedna, zeby zaistniec w
            sinologii, ale przeciez slowniki nie sa adresowane tylko do fachowcow!!! idac
            tropem Twojego rozumowania, nie potrzebujemy zadnych slownikow, tylko
            polsko-angielskich, bo anglicy/amerykanie odwalili za nas cala robote. i tylko
            glupi Czesi, Wegrzy i cala reszta zmarnowali kupe czasu by stworzyc swoje
            slowniki chinskiego. Widzisz, taki slownik jest takze czescia dziedzictwa danej
            kultury i dlatego osobiscie jest mi wstyd, ze nie mamy takiego dorobku, choc
            szczycimy sie nasza kultura i jezykiem- drugim pod wzgledem liczby mowiacych
            jezykiem slowianskim. Poza tym zawilosci i liczne niuanse jezykowe, zarowno w
            chinskim jak i angielskim powoduja, ze czasem tlumaczac za posrednictwem
            angielskiego traci sie istote. Taki slownik jest naprawde potrzebny! ja
            ostatecznie moge sobie popatrzec w Xiandai Hanyu Cidian albo podobny slownik i
            stworzyc wlasny przeklad. Ale co z poczatkujacymi i innymi? czemu polska
            sinologia po 60 latach istnienia ciagle nie dorobila sie rzeczy tak
            fundamentalnej? a moze boicie sie, ze stracicie swoj monopol na znajomosc
            chinskiego i wydacie zbyt wiele sekretow swojego elitarnego bractwa? oczywiscie
            to zart ;)
            nie jest to troche zenujace, ze w takim kompendium wiedzy o europejskiej
            sinologii, o ktorym wspominalem w pierwszym poscie w ogole nie ma slowa o
            Polsce? Bo nawet nie bardzo jest o czym wspominac (bez urazy).
            ps.
            (nie wspominam o naszym lodzkim slowniku polsko-chinskim bo on byl pomyslany
            jedynie jako pomoc naukowa dla Chinczykow w studium jezyka polskiego UL)
            • chomskybornagain1 Re: polska sinologia - istnieje w ogole takie cos 03.06.06, 05:29
              jaki monopol? slownik niczego by nie zmienil. slownika nie ma dlatego ze niema w
              polsce sinologow ktorzy byli by to w stanie zrobic i mieli na to czas.
              jest na przyklad slownik hisazpansko-chinski podczas gdy w hiszpanii nie ma
              nawet sinologii. slownik pewnie powstal gdziez w ameryce alebo w chinach i jak
              widac nie przyniosl zadnych kozysci jesli chodzi o sinelogie w hiszpanii wiec
              to chyba dobry argument na poparcie tezy ze slownik niczego nie zmienia.
              widzialem raz w bibliografii jakies pracy doktorksiej pisanejw stanach pozycje
              jablosnkiego, ale to byla pozycja pisana po francusku, gdyby ja napisal po
              polsku nikt by o niej nie slyszal.
              co z tego ze ukraincy maja wlasny slownik? jesli ukrainski sonolog che zaistniec
              to musi pisac po angielsku.
              a poczatkujacy? powtazrzam jesli ktos nie zna angielskiego nie powinien sie brac
              za inne jezyki chyba ze sytuacja zyciowa go to tego zmusi bo na przyklad
              wyladuje w danym kraju, czy cos takiego. angielski przyda sie napewno a inne
              jezyki nie koniecznie.
              nie ma nic zlego w tym ze mamy slowniki do fracuskiego czy szweckiego ale jakby
              ich nie bylo, nie wiele by to zmienilo. osoba ktora zna dany jezyk uzywa slownik
              jednojezycznych gdyz sa po prostu najlepsze. a poczatkujacy nie musi od razu
              znac niuansow kazdego leksemu
              • changchun Re: polska sinologia - istnieje w ogole takie cos 03.06.06, 10:32
                No coz, a ja zazdroszcze Braciom Czechom i Madziarom ich wlasnych slownikow
                chinskiego. I pozostaje przy swoim zdaniu, ze taka pozycja jest absolutnie
                niezbedna. Slownik hiszpansko - chinski powstal w Instytucie Mattego Ricciego w
                Makao, sam kupilem go za 15 euro na wyprzedazy na poludniu Andaluzji. Jest zatem
                dzielem Jezuitow, jako ciekawostke mozna powiedziec, ze uzytu transkrypcji
                Wade-Giles. W Hiszpanii moze nie ma sinologii, ale bardzo duzo ostatnio ukazuje
                sie prac o tematyce sinologicznej, a i Hiszpanow mozna spotkac na kazdym
                wiekszym uniwersytecie w Chinach, wiec i pod tym wzgledem jestesmy daaaleko w
                tyle za Spaniardami. I o ile pamiec mnie nie myli Hiszpania figuruje we
                wspomnianym przeze mnie leksykonie na zasadach osobnego rozdzialu.
                pozdrawiam!
                ps.
                wierze, ze ten "szwecki" i "kozysci" to wypadki przy pracy :)
                • chomskybornagain1 Re: polska sinologia - istnieje w ogole takie cos 21.06.06, 14:35
                  nigdy nie wiem kiedy nalezy pisac szwedzki a kiedy szwecki - to jakies chore
                  zasady. a tak pozatym to z ortografia i wszelkim innym wkowaniem zawsze bylem na
                  bakier :(
                  moim zdaniem nawet gdyby byl slownik polsko-chinski to nie wiele by to dalo.
                  mamy przeciez slownik polski-wietnamski a polska wietnamistyki jest slabsza od
                  polskiej sinologii. to nie w slowniku lezy problem tylko w ludziach

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka