Zabawy na swiezym powietrzu

15.01.15, 15:20
Jestem swiezo po obejrzeniu filmu Project Wild Thing, ktory szczerze polecam, inspirujacy. Dla mnie jednym z powodow wyprowadzenia sie z duzego miasta na 'prowincje' po urodzeniu dziecka, bylo wlasnie to poczucie, ze miasto nie jest odpowiednim srodowiskiem dla dzieci. Teraz mieszkamy otoczeni dzikimi terenami, plazami, lakami, wspanialymi ogrodami i wlasciwie nasz wspolny wolny czas w znacznej mierze jest rozganowany wypadami na swieze powietrze. Duzo zabaw, ktore sie u nas przewijaja odbywaja sie na dworze, bo jest to stosunkowo latwe. Pomijajac ciagle sztormy, wichury, ze glowe chce urwac i ulewy wink Tak patrze na dzieci wokol i widze 'dzikie stworzenia' upaprane blotem, z piaskiem i liscmi we wlosach, w kaloszach. Przypomina mi sie taki moment jak siedzielismy w tamtym roku w ogrodzie ze znajomymi i jedna z dziewczynek zaczela w typowy sposob marudzic, ze jej sie nudzi, a mama odpowiedziala idz, znajdz jakies drzewo, na ktore sie mozna wspiac.
I porownuje je do widokow z Londynu, gdzie wszedzie widac nawet male dzieci ubrane jak z katalogu, mlode nastolatki wygladajace jak z Vogue, jakos zawsze mi szkoda dzieciakow.

Jakie znaczenie maja u was zabawy na swiezym powietrzu? przykladacie do nich wage? jakos stymulujecie dzieci, zeby wychowywaly sie w bliskosci i zrozumieniu z natura? Sa wpisane w wasze poczynania edukacyjne?
    • ambivalent Re: Zabawy na swiezym powietrzu 15.01.15, 20:11
      Tak. To tak ogolnie smile
      My mamy to szczescie, ze przedszkole Mlodej (a niedlugo tez Mlodego) jest bardzo pro "swieze powietrze". Codziennie, chyba, ze jest ponizej -15 albo naprawde leje i glowe urywa dzieci wychodza conajmniej raz na podworko. Wszystko to kwestia odpowiedniego ubioru.
      A my dolaczamy sie do tego trendu i kiedy tylko sie da jestesmy na dworze. Trzy lata temu, zeby nie spedzac calych dni na tych samych placach zabaw, kupilismy dzialke i caly sezon dzialkowy spedzamy w sumie tam. Lubimy tez rowery (Mloda od trzecich urodzin jezdzi na swoim normalnym rowerze i obecnie spokojnie mozemy pojechac na 10 km wycieczke razem). Teraz przymierzam sie do nauczenia Mlodego jazdy na rowerku biegowym, ale juz widze, ze bedzie trudniej niz ze starsza siostra (ona na biegowym w wieku 19 miesiecy juz zasuwala).
      Mieszkamy tez w otoczeniu porzadnych lasow i wzgorz, wiec powoli wprowadzamy juz wyprawy lesne i hiking (he?!).
      Edukacje wplatamy przy okazji. Jakos bardzo sie tym nie zajmuje, poza ciaglym gadaniem o wszystkim co spotykamy.
      W Londynie, z dziecmi, nie chcialabym mieszkac.
      To wychowanie jednak sie oplaca. Mloda w wieku dwoch lat rozpoznawala spora ilosc ptakow i nigdy przenigdy nie mowila o wszystkim: patrz mamo, ptaszek, tylko albo wiedziala albo sie pytala co to za ptaszek. To samo dotyczy drzew, kwiatow itp
      Aaaa, maz jest zoologiem smile
Pełna wersja